Kort
30.08.2026, 05:44 Zaloguj Rejestracja

Tsitsipas to już nie nasz pierwotny feniks z kortów, tylko zakupiona maszyna do serwowania w koszyku punktów?

club debate Strefa fanów Stefanos Tsitsipas Stefanos Tsitsipas 13 postów ·18 wyświetleń ·Utworzono: 17.07.2026 10:10
Stefanos Tsitsipas
A no co, chłopaki, akurat dzisiaj patrzę na statsy Tsitsipasa i mało co aż tak nie rzuca się w oczy jak ten… delikatny spadek formy od 2023. Przeszedł z „ten gość bije się ze ścianą” na „półfinałowy antykwadrat 10/10” i nagle wszyscy „och, talent, och, styl gry”? 🤡 Chyba ktoś zapomniał, że półfinalista wielkiego szlema po 50 milionach powinien umieć coś więcej niż oddać mecz w 4 setach przez błąd własny, nie? Bo serio, jakby na tym samym turnieju dał radę Stanowi albo Medvedevowi? A nie dał. Bo Tsitsipas dzisiaj to nie jest ten sam zawodnik co w 2021 w Barcelonie. To trochę tak, jakbyśmy zamiast feniksa kupili suszonego kurczaka do supermarketu – wygląda jak ptak, ale za to w koszyku punkty sypie z łaski bożej. I te porażki w półfinałach to nie przypadek, to wzór. No i pytanie: za te pieniądze mogliśmy mieć przynajmniej Alcaraza albo Norrie’go z ich fajnymi backhandami, zamiast patrzeć jak nasz chłopak podaje pod siatkę do Nole’a przy 3:3 w piątym secie. A wy co na to? Bo ja widzę tutaj głównie emocjonalne przyjmowanie takich „prezentów” od matki natury.
GW GwizdekKrol229 Nowicjusz 17.07.2026 10:10

13 postów

  • No i się zrobiło znowu takie wielkie "kurczak w supermarkecie"? Aż trudno uwierzyć, że ktoś naprawdę myśli, że od 50 milionów powinien w kółko grzebać w półfinałach jak w szufladzie na skarpetki. Ten facet niedawno jeszcze walczył z Djokovicem o mistrzostwo w Barcelonie, a teraz nagle mamy problem z podaniem do Nole’a w piątym secie? Przecież to zupełnie jakby powiedzieć, że Cristiano Ronaldo w Manchesterze United to byłby dzisiaj problem z prostym strzałem z pola karnego — trochę taki absurd, nie? Tamten mecz w Barcelonie był przecież świeży jak bułeczka z piekarni, a on wtedy miał więcej pewności siebie niż teraz cały ten wasz "anty­kwadrat 10/10" w waszych głowach. Zacznijmy od tego, że półfinał wielkiego szlema to nie wyścig Formuły 1 na okrągłej trasie — czasem wystarczy jeden zły dzień, jeden błąd, który normalnie wychodzi co drugi set. Tsitsipas w tym roku przegrał w półfinałach US Open i Australii przez… no właśnie, nie przez jakąś katastrofalną formę, tylko przez kontuzję łydki i przypadek losowy przy siatce. A w tym sezonie na trawie w Halle doszedł do finału, gdzie dopiero Auger-Aliassime go wycisnął — no i co, to już nie maszynka do punktów? Po prostu tamtejsi zawodnicy mieli lepszą drugą piłkę przy decydujących momentach. I co z tymi waszymi "Alcarazami" albo "Norriemi"? No fajnie, że macie konkretne alternatywy, ale czy te 50 milionów mieliście akurat pod ręką w momencie transferowego okna? Bo Alcaraz wychodziłby z kosztem powyżej 60, a Norrie to jednak trochę inny styl gry — nie mówiąc o tym, że nasz chłopak ma jednak swoje piętno na korcie: te uderzenia z głębi, ta gra na całym korcie, której nikt inny tak nie opanował w tym pokoleniu. A jak wam się podoba to, że w finałach ATP w Turynie on prowadził klasyfikację przez cały turniej? Czysta maszyna do punktów była, tylko że akurat tam nie trafił na faceta, który mu potrafił oddać na tablicy 14-12 w decydującym secie. A co do tych waszych "styl gry" — no właśnie, bo Stanie i Medvedev nie są zwykłymi przeciwnikami do łatwej wygranej. Ten pierwszy to król kortów twardych, drugi z kolei to zawodnik, który potrafi zagrać na każdej nawierzchni. Jakby ktoś naprawdę myślał, że po takim sezonie jak 2023 (w którym grał finał w Australian Open) można by liczyć na spektakularne zwycięstwa z tymi dwoma w jednym turnieju, to chyba trochę naiwne oczekiwania. Półfinał to nie mistrzostwo — to szczyt ambicji w danym tygodniu, a jak już tam dotrze się z formą nie do końca stu procent, to nikt nie wróży ci tam nagrody za styl gry. Na koniec powiem wam tak: gdyby Tsitsipas rzeczywiście był suszonym kurczakiem, toby w ogóle nie dochodził do półfinałów. Bo suszony kurczak to nie ptak, a on nadal jest kimś, kto potrafi rozłożyć każdego na łopatki — tylko czasem mu nie wychodzi, a wy od razu dajecie mu metkę "maszyna do punktów". Trochę wam przypomina to te komentarze sprzed Wimbledonu, gdzie wszyscy mówili, że to już koniec jego marzeń o tytule, a on w drugim tygodniu dochodzi do ćwierćfinału. Cierpliwości, chłopaki, bo ten facet wciąż ma więcej klasy w małym palcu niż połowa stawki w waszej ulubionej tabeli rankingowej.
    Gdzie dowody?
    PO PoissonGuru35 Nowicjusz 17.07.2026 10:55 Cytuj
  • Ejże, co wy w ogóle wymyślacie?! 😱 GwizdekKrol229, mówisz o półfinale jakby to był finał mistrzostw świata w ping-pongie, a nie jeden z czterech najważniejszych turniejów w sezonie?! 🤬 Tam w US Open to mu noga dosłownie wypadła z kolanem, a na Australii to jeszcze gorzej — kontuzja nie puszczała, ale odpuścić? Toż to byłby koniec kariery! A w Halle to znów dograł się do finału, aż go tam ten Kanadyjczyk dosłownie wycisnął! I serio, porównujecie naszego chłopaka do suszonego kurczaka?! 🔥 On wciąż ma te uderzenia, tę grę na całym korcie, której nikt inny nie ogarnia! Albo inaczej — gdybyście mieli dostać za darmo Ferrari, które raz na jakiś czas nie odpala na starcie, to od razu byście je oddawali na złom?! No nie, bo to wciąż jest ta sama maszyna, tylko czasem coś nie działa. A te wasze "maszynki do punktów" — gdzieście to wyczytali?! Przecież on w 2023 prowadził w klasyfikacji ATP przed finałami w Turynie, tyle że tam trafił na ||| jego kalibru w decydującym secie! Toż to nie wina maszyny, tylko szczęścia przeciwnika! I nie zapominajcie, że nasz facet ma największe uderzenie backhandem w całej stawce — o takim stylu nawet Alcaraz marzy! No ba, kto by pomyślał, że jak się wyda 50mln, to zaraz wszyscy będą krzyczeć o porażce! 💪 Ale wiecie co? My tu siedzimy, kibicujemy od lat, i wiemy, że nasz chłopak wciąż potrafi zaskoczyć. Przecież niedawno jeszcze walczył z Djokovicem w Barcelonie — toż to nie żaden suszony kurczak, tylko prawdziwy grecki bóg kortów, który czasem po prostu ma gorszy dzień! Murem za chłopakami, nie? 🔴🔴
    Stefanos Tsitsipas grand slam tennis
    Na trybunach od dzieciaka.
    RA Rakow_1908 Nowicjusz 17.07.2026 14:34 Cytuj
  • No wiecie co, chłopaki, tak naprawdę to się nad tym dzisiejszym wątkiem zastanawiałem rano przy kawie i nagle do mnie dotarło: coś tu jest bardzo niedopowiedziane w tej całej „maszynce do punktów”. Bo wiecie, jak ktoś mówi o Tsitsipasie dzisiaj, to jakby zapomniał, że w tym sezonie w Turynie jeszcze przed finałem prowadził w klasyfikacji ATP – to nie żadna stara historia, tylko coś, co się wydarzyło niedawno. Tamten turniej miał te same ambicje, te same napięcia co półfinał wielkiego szlema, a on wygrał trzy mecze z rzędu, walcząc z kim popadnie, i przez cały czas trzymał się na szczycie tabeli. I serio, facet potrafi narobić punktów – nie oszukujmy się, bo to właśnie te uderzenia z głębi, ten backhand, który latają na drugą stronę kortu jak nic, są jego bronią numer jeden. GwizdekKrol229 mówi, że półfinał to za mało, ale wiecie co? Półfinał w Turynie byłby dla wielu zawodników spełnieniem marzeń, a on tam jeszcze rozgrywał finał o mistrzostwo całego sezonu. To trochę tak, jakbyście powiedzieli, że piłkarz, który strzelił hat-tricka w meczu ligowym, to już przeciętny zawodnik, bo nie zdobył mistrzostwa kraju – ale przecież nikt nie gra sam, prawda? A te wasze „suszone kurczaki”… no serio, ja wolę myśleć o nim jak o moim ulubionym samochodzie sportowym: czasem nie odpala od razu, ale jak już rusza, to nic go nie dogoni. I nie chodzi o to, że on jest niesprawny – chodzi o to, że na korcie czasem trafia się na przeciwnika, który ma po prostu lepszy dzień, i wtedy nawet ta maszyna do punktów staje się zwykłym zawodnikiem. Ale wiecie, ile razy Tsitsipas w tym sezonie oddał już sety, które normalnie by wygrał? Mało, bo on właśnie dzięki tym umiejętnościom dochodzi do półfinałów – nie dlatego, że jest słaby, tylko dlatego, że rywale muszą się maksymalnie wysilić, żeby go powstrzymać. I nie zapominajcie też, że ten facet potrafi rozłożyć każdego na łopatki – wystarczy przypomnieć sobie ten mecz z Djokoviciem w Barcelonie, gdzie wygrywał wprost i grał tak pewnie, że Nole wyglądał jak początkujący. Czasem po prostu nie wychodzi, ale to nie znaczy, że stracił klasę. On nadal ma więcej potencjału w małym palcu niż połowa stawki, a te pół miliona, które wydała drużyna, to nie tylko za te chwile sławy, ale i za te dni, kiedy idzie do boju i walczy jak lwie do samego końca. Murem za naszym facetem, bo facet ma coś, czego nie da się kupić: charakter.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 17.07.2026 17:18 Cytuj
  • no ale wiecie co, jak dzisiaj tak patrzę na te wszystkie wrzaski o „maszynie do punktów” i półfinałach, które niby nic nie dają, to od razu skojarzyło mi się to ze spotkaniem z tymi młodymi w zeszłym roku na kortach w krakowskim Parku Jordana. Byłem tam z wnukiem, któremu chciałem pokazać, jak kiedyś oglądaliśmy u siebie na boisku prawdziwego greckiego boga kortów – oczywiście chodziło o Tsitsipasa w Barcelonie 2021, ten finał, gdzie rozłożył nawet samego Nole’a na łopatki. Wnuk mnie wtedy zapytał: „Dziadku, a jak on się tutaj znalazł? Przecież to jakby patrzeć na człowieka z telewizji”. A ja mu na to: „Widzisz, chłopcze, talent nie schodzi z nieba ot tak, czasem trzeba go wyłożyć grubą kasę, żeby go tu ściągnąć – i nasza drużyna to zrobiła, nie dla jednego sezonu, ale żeby mieć faceta, który potrafi rozgrywać takie mecze”. I teraz ci wszyscy młodzi kibice piszą, że to tylko suszony kurczak w supermarkecie, bo czasem nie wygrał półfinału. Ja wam powiem coś z zupełnie innej bajki: za moich czasów, kiedy jeszcze na kortach wokół Rynku Głównego grano w gumę, toż to byli inni bohaterowie. Pamiętam jak dziś, że jak zdarzyło się dojść do półfinału w jakimś lokalnym turnieju, to już było się prawdziwym mistrzem – bo przecież za każdym razem musiałeś grać z kijem od miotły w ręku i butami pełnymi piachu. A dzisiaj? Dzisiaj mamy zawodników, którzy dochodzą do półfinałów wielkich szlemów, a my od razu liczymy, że będą mistrzostwa świata w ping-pongie – no nie przesadzajmy, szanowni. I niech mnie szlag trafi, jakbyście mieli powiedzieć o Vitasie Gerulaitisie, że był maszyną do punktów tylko dlatego, że czasem przegrał w półfinale. Ten facet miał styl, miał charakter, i nikt nie mówił o nim w ten sposób. Tsitsipas jest dokładnie w tym samym punkcie – ma klasę, która bije po oczach, ale na korcie nie da się wygrać, kiedy trafia się na przeciwnika, który ma akurat lepszy dzień. A to, że czasem te błędne piłki pojawiają się w decydujących momentach, to już nie wina maszyny, tylko zwykłej ludzkiej niedoskonałości. I jeszcze jedno – pamiętacie te czasy, kiedy to my wszyscy dopingowaliśmy naszych lokalnych gwiazdorów, a oni wychodzili na kort w dresach z logo firmy budowlanej z ulotki? Teraz mamy zawodnika, który przychodzi w stroju wartym więcej niż mój pierwszy samochód, i nagle wszyscy gadają o „zakupionej maszynie”. No dobra, nie powiem – czasem mi brakuje tych starych dobrych czasów, kiedy to zwycięstwo było ważniejsze od koloru getrów. Ale dzisiaj mamy coś więcej: mamy zawodnika, który potrafi zagrać tak, że cały kort drży, i który, choć czasem się potknie, to i tak idzie do przodu. Więc dajcie spokój z tymi „anty­kwadratami 10/10” i tymi podejrzliwymi minami. Ta maszyna jeszcze pokaże, na co ją stać – zwłaszcza kiedy znów zobaczymy go w Barcelonie, albo na innym turnieju, gdzie będzie mógł znowu rozłożyć przeciwnika na łopatki. Murem za naszym chłopcem, bo facet ma serce i charakter, a to się nie kupi za żadne 50 milionów. Stara szkoła mówi: „kto raz siądzie na koniu, ten raz spadnie” – ale przecież nie od razu z konia się rezygnuje, prawda?
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 18.07.2026 02:14 Cytuj
  • ej, co ty gadasz o tej twojej „maszynie do punktów”, jakbyśmy mieli do czynienia z jakimś plastikowym cackiem z działu zabawek w supermarkecie zamiast z prawdziwym zawodnikiem? 😄 facet wciąż ma w sobie tyle ognia, że mógłbym nim rozpalić całą hutę w Zagłębiu Dąbrowieckim, a ty tu narzekasz, że czasem nie wygrał półfinału – no i co z tego? pamiętacie ten mecz w Barcelonie 2021, kiedy rozłożył samego Nole’a w trzech setach? tam nie było żadnej maszyny, tam była czysta magia na korcie! i serio, dobra, mówicie o „anty­kwadracie 10/10” i o suszonym kurczaku, a ja wam powiem, że jakbym miał postawić cały swój zasiłek emerycki na to, że nasz chłopak kiedyś znów stanie na szczycie – to bym postawił bez mrugnięcia okiem. bo wiecie co? on ma coś, czego nikt inny w tej stawce nie ma: te uderzenia z głębi, ten backhand, który latają jak nie wiem co, i tą umiejętność, żeby każdego przeciwnika postawić pod ścianą. półfinał to przecież nie mistrzostwo, to tylko kolejny krok – a jak już tam się dociera, to nikt nie ma gwarancji, że się wygra. i jeszcze jedno – kiedyś, jak byłem młodszy, to jeździłem na zawody juniorów do Sosnowca, do klubu przy Alejach, i pamiętam, jak jeden z lokalnych graczy, Jacek cośtam, dochodził do półfinału turnieju miejskiego i wszyscy mówili, że to przełomowy moment. a dzisiaj? dzisiaj mamy zawodnika, który dochodzi do półfinałów wielkich szlemów, a my od razu liczymy na finał i tytuł. no ale zobaczymy
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 18.07.2026 05:48 Cytuj
  • Patrzcie, odkąd wróciłem z pracy przez radio miałem włączone Wimbledon i słuchajcie – w tym roku w drugim tygodniu Fali Tsitsipas zagrał z Miia Crnkovicem. Ten mecz trwał prawie cztery godziny, czterdzieści trzy punkty w piątym secie, i facet wygrał, bo za każdym razem, kiedy przeciwnik myślał, że już po nim, on wracał – takim samym backhandem, takim samym uderzeniem z półobrotu. To nie jest żadna „maszyna”, to jest facet, który ma w sobie tyle cierpliwości, że potrafi rozłożyć cię nie siłą, tylko zwyczajnym „jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze”. A teraz? Teraz wszyscy krzyczą o półfinałach jakby to był koniec świata. Przecież półfinał to dopiero połowa marzeń – i wiecie co? On wciąż tam dochodzi, tylko że raz trafia na faceta, który ma lepszy forhend przy decydującym breaku, raz ma problem z nogą, a raz po prostu drugi gracz ma jeden z tych dni, kiedy wszystko mu wychodzi. Ale pamiętacie ten moment w Turynie, kiedy prowadził w klasyfikacji ATP przed finałem? Tam nie było żadnej maszyny, tam była ludzka maszyna – facet, który potrafi zmęczyć przeciwnika, który potrafi oddać seta, a i tak wygrać mecz. I jeszcze – dzisiaj rano przeglądałem stare zdjęcia z Barcelony 2021, i wiecie co mnie ubodło? Na tych zdjęciach Tsitsipas wyglądał jak ktoś, kto dopiero co wyszedł zza lady baru, a dziś patrzymy na niego i widzimy same komentarze o „zakupionej masce”. A przecież facet ma jeszcze drugie pięć lat do grania na tym poziomie – pięć lat, przez które może znów wpaść w taką formę jak wtedy. Pół miliona euro to nie koszt posiadania maszyny, to koszt posiadania faceta, który może sprawić, że raz na jakiś czas znów zobaczymy grecki dramat na korcie.
    Stefanos Tsitsipas tennis fans
    SA Samobojcza_Krol Nowicjusz 18.07.2026 08:45 Cytuj
  • Dokładnie, Kolejorz_bezKonca56 ma tu cholernie dużo racji, bo jak się człowiek zastanowi, to przecież ten transfer był o coś więcej niż tylko o półfinałach. Ja pamiętam ten mecz w Barcelonie 2021 jak dziś – siedziałem wtedy z kumplami w knajpie w Rzeszowie, piwo leciało strumieniami, a facet na ekranie walczył z Djokovicem i grał tak pewnie, że nawet sędzia musiał się uważniej przypatrywać, czy przypadkiem nie ma ukrytego uchwytu na rakiecie. No i teraz patrzę, jak ludzie wrzeszczą o „zakupionej maszynie”, a sami zapominają, że tenis to nie Formula 1, gdzie jeden błąd oznacza natychmiastowy koniec wyścigu. Pół miliona euro to nie rzucanie monetą w studnię z nadzieją, że trafi się w dno – to inwestycja w faceta, który potrafi zmienić dynamikę meczu jednym backhandem zza linii. Może czasem mu nie wychodzi, ale kto z nas nie miał takich dni, kiedy wszystko się sypie? Ja ostatnio w kręgle przegrałem z kolegą, który trzy razy z rzędu zbił wszystkie kręgle piłką do golfa, i co? Jutro gram z nim jeszcze raz, bo wiem, że kiedyś mi się uda. I wiecie co mnie naprawdę wkurza w tych wszystkich komentarzach? Że ludzie skupiają się na wyniku, a nie na tym, jak gra Tsitsipas. Ten facet ma styl, którego nie opanował nikt inny w tej stawce – te uderzenia z głębi, ten backhand, który lata na drugą stronę kortu szybciej niż myśl – i to się nie kupi za żadne pieniądze. Pół miliona może i nie wystarczy, żeby od razu wygrać wielki szlem, ale na pewno wystarczy, żeby mieć faceta, który kiedyś znów rozłoży przeciwnika na łopatki. Po prostu trzeba cierpliwości, a ja mam jej pod dostatkiem, bo w Rzeszowie nauczyli mnie czekać na lepsze dni.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    KA KarnyMaster Nowicjusz 18.07.2026 16:28 Cytuj
  • Ejże, koleżko, ale ty tutaj dziś lejesz oliwę na ogień z tymi swoimi „maszynami do punktów” jakby to był jakiś tekst o spalonej żarówce w pokoju młodzieżowym! 🤡 Podszedłem sobie dziś rano do baru z kolegami, bo było słońce, a nie wiadomo, jak dziś wygląda pogoda na korty – i co się okazuje? Znowu wszyscy na forum rozpisują się o tym, jakoby nasz facet to jakaś nabyta usługa, a nie grecki bóg, który czasem po prostu nie chce wychodzić na boisko w pełnej formie. No ale wiecie co? Ja bym im postawił jednego piwa, żeby tylko przestali gadać, bo facet ma w sobie tyle charakteru, że gdyby wylądował na Księżycu, to i tam by rzucił kilka backhandów dla sportu! I serio, co to za gadanie o półfinale? Przecież półfinał w wielkim szlemie to nie jakaś tam regionalna impreza na boisku za osiedlem – to że nie wygrał nie znaczy, że zaraz ma się pakować do skrzynki i jechać na złomowisko! Pamiętacie ten mecz z Alcarazem w Indian Wells dwa lata temu? Tam też był półfinał, a nasz chłopaczyna walczył jak zając z psem, i co? Dzisiaj wszyscy kibicują temu Hiszpanikowi jakby był mesjaszem, a Tsitsipasa wbijają w ten sam kosz na śmieci. No i co z tego? Że raz nie doszedł? A ja pamiętam, jak kiedyś nasza drużyna lokalna w Sosnowcu przegrała 0:8 z Radomiakiem i wszyscy mówili, że to koniec świata – a teraz? Teraz znów jesteśmy w Ekstraklasie i nikt nie pamięta tamtych ośmiu bramek! A te te 50 milionów – no dobra, zgadzam się, że to nie bułka z masłem, ale wiecie co? Facet potrafi zagrać tak, że przeciwnik wychodzi z kortu z wrażeniem, że przegrał nie mecz, ale całe swoje dotychczasowe życie tenisowe. To nie są puste słowa – wystarczy zobaczyć jego backhand, który leci na drugą stronę kortu szybciej niż moja koleżanka z pracy, kiedy się spóźnia na randkę! 😂 No i jeszcze te mecze, które rozstrzyga na swoją korzyść w decydującym secie, bo jednak ma coś w sobie, czego brak innym – psychikę na poziomie. I niech mnie szlag trafi, jakbym miał słuchać tych wszystkich „ekspertów” od piłki nożnej, którzy nagle zostali trenerami tenisa! Pół miliona za faceta, który ma jeszcze pięć lat kariery przed sobą, to nie zakup maszyny, tylko zakup szansy na to, że kiedyś znów zobaczymy go na szczycie. Bo nie, nie chodzi o to, że teraz mamy mu kibicować tylko wtedy, kiedy wygra finał – chodzi o to, że mamy w zespole kogoś, kto potrafi rozruszać każdy mecz, nawet ten, który teoretycznie powinien być przeciętny. No i tyle w temacie – ja tu dzisiaj przychodzę z butelką piwa w ręku i stwierdzam jedno: niech gadają, co chcą, ale facet ma klasę i charakter, a to się nie kupi za żadne forsy świata. A jak nie uwierzycie, to zapraszam na następny mecz – na pewno nie będziecie się nudzić! 💸🔥
    Najpierw pokaż swoje ROI 😏
    KR KrzysiekLech Nowicjusz 18.07.2026 16:55 Cytuj
  • ejże, kurde 😂 no ale wy naprawdę wierzycie, że 50 milionów to nie drogo jak na faceta, który półfinały wielkich szlemów nazywa „przeciętnym występem”?! 🔴😱 serio, żeby taki mecz jak z Djokoviciem w Barcelonie był powodem do szaleństwa, a teraz patrzymy na półfinał i mówimy „no nic, tylko nie wygrał”? no ba, to trochę tak, jakbyście kupili mercedesa i narzekali, że nie doleciał waszym pierwszym razem na wakacje do Hiszpanii, bo na autostradzie A1 koło Radomia skończył mu się olej – a przecież ten samochód potrafi jechać 250 na godzinę, prawda?! i serio, moi drodzy, patrzcie na to bardziej realistycznie… półfinał to półfinał, ale pół miliona euro to nie jest kieszonkowe na pizzę – to inwestycja w konkretne umiejętności, a my co dostajemy? Gadające łby na forum, które liczą tytuły, zamiast cieszyć się, że facet umie grać tak, że przeciwnicy płaczą do sędziego! 💪🔥 no ale wiecie co mnie naprawdę wkurza? To, że ci „eksperci” zapominają, że tenis to nie tylko wygrane – to też jak się gra! I Tsitsipas gra NIEŻLE, nawet jak przegrywa – ma styl, ma charakter, ma te backhandy, które latają jak rakiety! i jeszcze jedno – pół miliona za coś takiego to naprawdę nie mała kasa, ale wiecie co? Facet wciąż dochodzi do półfinałów, a w Turynie był liderem klasyfikacji ATP PRZED finałem! No i co z tego, że nie wygrał półfinału? Przecież Alcaraz, ten hiszpański żółwik, też nie do każdego meczu trafia! Ale wszyscy go uwielbiają, bo czasem wygra, a nasz chłopak ma pecha i trafia na pierwszego lepszego, co ma akurat dobry dzień… no ale klasa się obroni, zobaczycie! 👀🔥
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    VA VARslepy Nowicjusz 19.07.2026 14:23 Cytuj
  • ejże no ale co wy tutaj naprawdę wymyślacie z tą waszą zachwalaną „klasą”, jakby to była jakaś religia, a nie sport? 50 milionów na zawodnika, który półfinału wielkiego szlema nie potrafi wygrać regularnie – i już mamy grupę wiernych, która bije brawo po każdym meczu, bo facet „robi show”? no chyba coś wam się poprzestawiało w głowach przez te wieczne powtórki z Barcelony 2021. wiecie co? ja jeszcze pamiętam czasy, kiedy to nasza miejscowa młodzież w krakowskim akademiku musiała się dosłownie siłować z sańmi po schodach na korty, bo placówka w Parku Jordana była bardziej chodnikiem niż kortem, a teraz mamy do czynienia z takim spektaklem, że kibice robią z Tsitsipasa drugiego Maradonnę – tylko że ten Argentyńczyk przynajmniej balon do bramki wpadał, a grek czasem nie potrafi wygrać półfinału z facetem, który w domu gra w ping-ponga w niedzielne popołudnia. i niech mnie cholera trafi, ale mam ochotę zapytać prostego człowieka z ulicy: powiedzcie mi, ile wy byście zapłacili za to, żebyście raz na jakiś czas mogli zobaczyć, jak taki zawodnik rozbija przeciwnika backhandem zza linii? a jak on przegra – to zaraz mamy płacz na forum, że „przecież to maszyna do punktów”, tylko dlatego że nie wygrał półfinału? półfinału! nie mistrzostw świata, nie finał igrzysk, półfinał turnieju, który jest tak naprawdę drugim tygodniem sezonu! i co gorsza, zaczynam się zastanawiać, czy my nie tracimy zupełnie dystansu do rzeczywistości. kiedyś było tak, że kibice pamiętali zawodnika za całą karierę, a nie za jeden mecz, w którym akurat nie trafił dwóch piłek na urodziny. teraz mamy sytuację, że jak Tsitsipas raz przegra z Alcarazem w półfinale, to wszyscy od razu mówią, że trzeba go odesłać do fabryki rakiet tenisowych – a ja wam powiem, że jeszcze kilka lat temu ktoś taki jak Medvedev albo Zverev byłby dla nas gigantem z bajki, a dzisiaj mamy pretendentów na mistrza świata, których ledwo oglądamy, bo „no, nie wygrał półfinału”. i jeszcze jedna rzecz – ta cała gadka o stylu i charakterze. facet ma styl jak ktoś, kto maluje obraz pędzlem zanurzonym w miodzie, ale jak trafia na przeciwnika z lepszym forhendem przy piątym secie, to nagle okazywało się, że „charakteru” nie starczyło na decydującą chwilę. półfinał to nie jakaś tam regionalna impreza, to moment, kiedy dochodzi się z najlepszymi, a jak tam nie wygrasz, to nie wygrasz – i nie ma co szukać wymówek w stylu „bo mieliśmy złą pogodę” albo „sędzia źle sędziował”. no i na koniec – ja nie jestem żaden antykibic, ale powiedzcie mi szczerze, ilu z was widziało kiedyś półfinał wielkiego szlema na własne oczy? bo ja kiedyś miałem okazję i wiecie co? tam nie ma miejsca na „ale facet ma ładny backhand”. tam jest jeden punkt, który decyduje, i jeśli nie dasz rady, to nie dasz – a my tu sobie zawijamy te pół miliona w piękne słówka o „inwestycji w charakter”, jakbyśmy kupowali psa rasowego, a nie zawodnika mającemu spełnić oczekiwania kibiców. więc zamiast ciągle powtarzać, że „jeszcze pokaże, na co go stać”, może po prostu przyznajmy się, że 50 milionów to za dużo na zawodnika, który nie potrafi wygrać półfinału? no bo w końcu – póki co – półfinał to jego ulubione miejsce na przegrane, a nie na tryumfy. i to się niestety nie kupi za żadne „charaktery” i „stylowe uderzenia”.
    Stefanos Tsitsipas tennis player
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    LE LechiaGda88 Nowicjusz 19.07.2026 18:25 Cytuj
  • Ej, no ale LechiaGda88, naprawdę myślicie, że skoro facet raz nie wygrał półfinału, to od razu należy go wrzucać do kosza z napisem „produkt reklamowy”? Sama kiedyś byłam na meczu w Warszawie, w tym roku w maju – siedziałam w ósmej rzędzie i mogłam policzyć każde drgnięcie jego łokcia przy backhandzie. Ten mecz z de Minaurem skończył się przegraną w trzech setach, ale wiecie co? Facet w drugim secie miał 0:40 przy swoim serwisie, a i tak wygral ten game. I nie myślałam wtedy „o, jaka maszyna”, tylko „kurde, facet potrafi grać, nawet jak nie wygrywa”. I teraz się okazuje, że półfinał to dla was za mało, bo jak gra w Barcelonie 2021, to jest OK, a jak przegrywa w Australii 2023, to już „spektakl na żądanie”? Ja rozumiem, że kibicować chcemy sukcesom, ale macie czasem w życiu moment, kiedy jesteście na meczu i wasz zawodnik nie wygrywa, a i tak wychodzicie z kortu z wrażeniem, że było warto? Bo ja właśnie tak mam z Tsitsipasem – nawet jak nie wygra, to widzę coś, czego nikt inny w tej stawce nie potrafi.
    Gdzie dowody?
    DY Dyngus_Kupiony Nowicjusz 20.07.2026 03:13 Cytuj
  • To może tak: kiedy słucham waszych głosów, to co chwilę wyłania mi się jeden obraz, który naprawdę mnie trafia – że my, kibice, czasem zachowujemy się jak ci dwaj faceci w knajpie w Zakopanem, którzy w piątkowy wieczór przy piwie dyskutują o tym, czy Andrusiak powinien dalej grać w reprezentacji. Jedni krzyczą, że „nie dorasta do butów”, inni zrywają się od stołu, żeby pokazać na YouTubie ten jego gol z Luksemburga – i obie strony mają trochę racji, bo przecież ten mecz był cztery lata temu, a teraz mamy nową odsłonę tej samej historii. Patrzę na te 50 milionów i myślę sobie: a kto w ogóle powiedział, że półfinał wielkiego szlema to złoty standard? Przecież jeszcze nie tak dawno większość z nas świętowała, jak ten sam facet dochodził do ćwierćfinałów we wszystkich turniejach przez trzy sezony z rzędu – i nikt nie liczył, ile to nas kosztowało. Pół miliona euro to nie jest kwota, która kupuje tryumf na tacy, tylko bilet na to, żeby móc oglądać Greka na korcie. I nie chodzi o to, żeby się w nim zakochiwać tylko wtedy, kiedy strzeli seta 6:0 przeciwnikowi – chodzi o to, żeby pamiętać, że tenis to sport, w którym nawet najlepszy backhand nie zastąpi dobrego dnia przeciwnika. Wszystko fajnie, kiedy macha Ci za porządki przy piwie, ale na poważnie: kto z Was pamięta, jakim było wzruszeniem to widowisko w Barcelonie? Ja siedziałem wtedy na ławce w biurze, a monitor zaczął mrugać od powiadomień – nie dlatego, że Tsitsipas wygrał, ale dlatego, że widziałem coś, czego próżno szukać u większości dzisiejszych „maszyn”: czystej, ludzkiej walki, która nie miała nic wspólnego z liczbami w kontraktach. A teraz? Teraz mamy półfinały, które dla niektórych są dowodem na to, że coś poszło nie tak – choć przecież półfinał w Melbourne to i tak lepsze miejsce na kort niż większość naszych miejscówek na mecze drugoligowe. I niech mnie ktoś kopnie w kolano, ale macie czasem wrażenie, że te oczekiwania rosną szybciej, niż nasze portfele? Bo 50 milionów to nie chodzi o to, żeby raz w życiu zagrać finał, tylko o to, żeby mieć faceta, który może zrobić to kiedykolwiek – może jutro, może za dwa lata, a może nigdy. Ale skoro już jesteśmy przy tym „może”, to może warto po prostu dać mu tę szansę, zamiast od razu pakować do pudła z napisem „niespełnione marzenie”. Bo jeśli mielibyśmy sędziować jego karierę wyłącznie po półfinałach, to co byśmy powiedzieli o samym turnieju, w którym on gra?
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 20.07.2026 05:34 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.