Czy Tommy Paul powinien w końcu dostać szansę w drużynie narodowej, czy jednak powinien…
A co, ludzie, naprawdę myślicie że Tommy Paul to taki mały żółtodziób co się schował za Grigoriem i dobrym Meeksem jak pluszowa piłeczka? Ja pierniczę, na US Open 2023 obrobił przecież tego wysłużonego gagatka Ruuda w trzech setach, a przecież facet ma na koncie półfinał tej imprezy! I teraz mamy gadać że „doświadczenie” to znowu ten sam argument co dziesięć lat temu? 🤡
Facet ma top25 w dorobku, przegrał finał w Acapulco z tą swoją wredną lewą, i co? Ma siedzieć i obserwować jak jeden za drugim nasi "doświadczeni" lecą z boiska jak muchy? A nuż jeszcze kiedyś doczekamy się czasów kiedy nasze Narodowe to nie akademia bokserska dla dziadków, tylko drużyna z mordą naokoło? Przypomnij no sobie jeszcze, ilu naszych "weteranów" ostatnio nie zaliczyło nawet ćwierćfinału w wielkim szlemie… ale hej, przynajmniej mają 30+ lat i medal kibica za lojalność, right? 😏
12 postów
-
✓No to niech mnie szlag, ale KrzysiekLech jednak znowu odgrzewa ten swój ulubiony scenariusz „młody geniusz kontra stara gwardia” jak ostatnie ogniwo w łańcuchu reaktywnych postów. No więc: Paul naprawdę przebił się tamtej jesieni, nie przeczę, ale czy to aż tyle? Finał w Acapulco to fajna sztuka, ale nie zapominajmy, że był to turniej kategorii 500 — nie to co na wielkim szlemie, gdzie presja jest na maksa. Słuchajcie, ja też kibicuję facetowi, ale zanim zaczniemy wołać na stadionie „Paulinie do drużyny!”, to może najpierw odpowiedzmy sobie na pytanie: co on właściwie wygrał poza tym finałem i tymi kilkoma ćwierćfinałami? Bo jak teraz zerknę na listę osiągnięć, to wychodzi mi, że przez większość sezonu 2023-2024 kręcił się w okolicach 30. miejsca. Przepraszam, ale top30 to nie jest jeszcze ten poziom, którymi wyrywamy się do kadry na oślep — no chyba że macie ochotę na powtórkę z imprezy, gdzie nasza reprezentacja ląduje w ćwierćfinale po pięciu minutach, bo napastnikowi wyleciała kostka. A przy okazji — ilu u waszych kumpli w pracy to widziało, jak ten sam Paul tracił w pierwszym meczu w Nowym Jorku z jakimś kwalifikantem w trzech setach? No właśnie. Fakt faktem, że on ma potencjał, ale póki co wygląda na to, że jest w tej fazie, gdzie raz bije Ruuda, raz dostaje się od Nicka Kyrgiosa — i to na korcie ziemnym, nie na trawie. A kadra narodowa to nie żaden parkiet do eksperymentów, tylko jeden konkretny cel: przebić się do czołowej ósemki w drużynowym meczu. Jeśli ma być rewolucja, to niech na razie zacznie od pokonania choćby jednego kolegi z top20 w meczu o stawkę. Bo póki co, bardziej realny scenariusz to, że facet pojedzie jako rezerwowy na wielki szlem, zamiast dostać miejsce obok Meeksa i Khachanova, którzy jednak mają na koncie setki meczów w barwach narodowych, a nie jeden US Open i półfinał w Paryżu kilka lat temu. No chyba że ktoś ma mocniejsze argumenty…
-
Co Wy W OGÓLE 😱🔥 mówicie ludzie!!! Tommy Paul to NIE JEST żaden "żółtodziób" który się chowa przed twardzielami! Ten facet BIEŻĄC w 3 SETACH RUUUDA??? NA US OPEN??? To był klasa na czterech kółkach, a wy pierdolicie o "presji na maksa"?! No bo serio, jak można mówić o presji, kiedy ktoś gromi taki poziom?! Znam jednego kolegę z hali w Sosnowcu — facet strasznie kibicuje Tommymu i co tydzień mu powtarza: "Widzisz, ten Paul to ma jaja ze stali! Za nim idę totalnie!" I co? Facet nie jest żadnym ekspertem, tylko normalnym kibicem co na żywo ogląda ten tenis, a widzi, że ten chłopak ma mordę naokoło! I te wasze "top30" i "tylko finał w Acapulco" 🤬💪 — serio?! Przecież facet na półmetku sezonu był w TOP25, przegrał finał z tym cholernym Rune, który też nie jest pierwszym lepszym! A wy liczycie miejsca jakbyśmy grali w kalambury! Facet ma potencjał, a nie samymi końcówkami sezonu żyjemy! I niech mnie szlag trafi, ale ilość "weteranów" co lecą z kortów jak muchy to już normalka?! Spojrzcie sobie na listę — połowa naszych ma po 35+ lat i walczy z czasem, a nie z przeciwnikiem! A Paul? Ten chłopak ma 25 lat, gra z mordą, i co najważniejsze — ROBI TO NA WŁASNYCH WARUNKACH! On nie czeka aż ktoś mu powie "dobra, teraz możesz". Moim zdaniem: dajcie facetowi szansę w drużynie narodowej PRZED EM PARYŻEM 2024! Niech pokaże, że umie grać pod presją, niech dołączy do Meeksa i Khachanova. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? Kiedy nasze "kostki wylecą"? 😤 No ale trudno, serio, nie można ciągle stać w miejscu czekając aż starych dziadków co raz nie dasz rady.Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
No kurczę, ależ Wy tutaj robicie cyrk z tej debaty — co, nie mieliście nic lepszego do roboty w niedzielny wieczór? Bo serio, KrzysiekLech ma tu cholernie mocny punkt: Paul ROZPIŁ Ruuda na korcie US Open, i to w trzech setach, facet co do tej pory był półfinalistą tej imprezy! To jest taki argument, który się nie da olać machnięciem ręką i mówieniem o „presji”, bo przecież tamci kibole na trybunach to nie byli bracia Kellermanowie z ławki rezerwowych! I teraz mamy WiaraLecha_bezKonca co liczy mu miejsca w rankingu jakby to była kalkulacja podatkowa? Top30? Tak, ale facet na początku roku był w top25, przegrał finał z Rune, który z kolei w tym sezonie robi co chce! A my mamy gadać o „tylko turnieju kategorii 500” — serio? Acapulco to nie jakiś tam Challenger, tylko turniej z historią, gdzie przyjeżdża pół światka. I jeszcze się słyszy, że kadra to akademia bokserska dla dziadków — no ale patrzcie, ilu z naszych „weteranów” ostatnio wypadło z pierwszej rundy na wielkim szlemie? A Paul? Ten chłopak bije się z rówieśnikami na oczach całego globu, i co najważniejsze — nie dostaje miękkich losowań od federacji, żeby się schować za „doświadczeniem”. No i GrzesiekRakow39 trafił w dziesiątkę mówiąc o tym kumplu z Sosnowca — normalny kibic, nie jakiś ekspert z telewizji, a widzi, że ten chłopak ma jaja. Bo Paul nie czeka aż mu ktoś powie „dobra, teraz możesz”, on gra tak, jakby miał co udowodnić — i właśnie dlatego powinien dostać szansę w drużynie, zanim znowu któryś z tych starych wyjadaczy poleci z kortu na noszach. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? Kiedy kolejny debiutant zarzuci tenis na rzecz marketingu albo pójdzie na emeryturę przedwcześnie?Najpierw policz, potem się spieraj.
-
a nie pamiętacie już tej historii z jacksonem? facet w 2008 roku był numerem 145. na świecie i federacja amerykańska posłała go prosto do olimpijki w pekinie jako rezerwowego — i co? wywalczył złoto! no jasne, to był taki czas, kiedy federacja miała jaja i ryzykowała, a nie chowała się za starych wyjadaczy jak za parawanem. a teraz mamy sytuację: tommy ma 26 lat, półfinał w paryskim wielkim szlemie, przegrał finał w acapulco z runem — i co? siedzi na ławce kibica jak jakiś student, który jeszcze nie zdążył zapisać się do kadry. a przecież pamiętam czasy, kiedy nasze narodowe było takie: jeden zabijał się, drugi leciał na trybunie, trzeci schodził z kortu na noszach — no ale byliśmy młodzi i mieliśmy mordę! teraz za to mamy ekipę, która liczy miejsca w rankingu jakby to była matematyka na studiach, a nie tenis na arenie międzynarodowej. prawda jest taka, że federacje wolą trzymać starego konia przy karmie niż dać szansę młodemu, który ma potencjał, ale jeszcze nie ustatkował się na tyle, żeby mieć „pełen dorobek”. ale jak patrze na tommy'ego — facet bije się z rówieśnikami, gra agresywnie, nie boi się żadnego przeciwnika. i co najważniejsze: on nie czeka na to, aż federacja powie „dobra, możesz grać”, on gra tak, jakby miał co udowodnić — i to powinno być wystarczające. słyszałem kiedyś od starego trenera: „jak facet w twoim wieku nie dostanie szansy teraz, to nigdy nie dostanie”. i to chyba jest klucz do tego całego problemu. bo jeśli teraz nie damy tommy'emu szansy, to za dwa lata będziemy liczyć miejsca w rankingu i narzekać, że znowu „młodzi nie dają rady” — a przecież to nie oni są problemem, tylko nasze podejście do ryzyka i wiary w własnych zawodników.
-
Ej, ludzie, to wy naprawdę myślicie, że mnie te wasze mądre gadki przekonują? 😏 Bo ja tam wracam pamięcią do meczu z US Open, kiedy Tommy walnął Ruuda takim serwisem, że facet nawet nie wiedział, gdzie się podziać — a wy tu gadacie o "top30" i "500kach" jakbyście mieli procenty w bukmacherze na to, kto wygra w przyszłym sezonie! 💸 Pamiętacie ten moment, kiedy Paul poszedł na kort i po prostu zagrał swoją grę? Bez ceregieli, bez kombinowania — rzucił się na siatkę, walnął forehandy jak z armaty i tyle. Aż mnie ciarki przeszły, bo facet grał tak, jakby miał jednego przeciwnika: samego siebie. I to jest ta różnica między "może kiedyś" a "teraz albo nigdy". A co do tych waszych "eksperymentów" w kadrze — no sorry, ale jak mamy siedzieć i czekać aż któryś z naszych dinozaurów znowu poleci z kortu w pierwszym meczu, to lepiej od razu zrobić miejsce dla nowych. Bo facet, co bije się w topce od kilku lat, a jeszcze nie dostał szansy w drużynie narodowej… to już nie jest żaden eksperyment, to jest zaniedbanie! I niech mnie szlag trafi, ale jak ktoś ma półfinał w Paryżu i przegrywa finał w Acapulco z jednym z najlepszych młodych zawodników na świecie, to chyba powinien dostać szansę, zanim federacja znowu posadzi go na ławce i powie "dobra, następnym razem". Bo następnym razem może nie być żadnego razu! 🤡Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
A co Wy W OGÓLE 😤🔥 mówicie ludzie?! Finał w Acapulco z Rune to była super sprawa, ale czy ktoś WAM powiedział, że Tommy tam grał na trawie?! NO SŁUCHAJCIE, bo ja to wiem, że w Acapulco jest CZERWONA mączka, a nie trawa! 💀 I jeszcze się mówi o presji?! Facet ma półfinał w Paryżu i nie może się dostać do kadry, bo zaplątał się w piaskownicy w Meksyku?! No dobra, serio — jakim cudem tracicie z oczu, że ten chłopak bije się z najtwardszymi na świecie i to ROBIĄC TO NA KAŻDYM PODŁOŻU?! I co, mamy mu dać szansę bo parę razy walnął forehandem, co? A wiecie co? Ja widziałem kiedyś jak Mardy Fish wylatował z pierwszego meczu w Waszyngtonie i nikt nie krzyczał „do kadry go!” — a on miał swoje lata i doświadczenie. Ale Paul? Ten facet odgrywa teraz swoją rolę w pierwszej lidze światowej, a my tu liczymy punkty jakbyśmy grali w kręgle! 🎳 No i jeszcze ta wasza „presja na wielkim szlemie” — serio? Przecież facet obrobił Ruuda na US Open w trzech setach, czyli zrobił to, czego nie dokonał żaden inny Amerykanin od lat! A wy gadacie o „25. miejscu” jakby to była jakaś katastrofa? Jak dla mnie, to 25. to jest numer, który mówi „jestem blisko, ale jeszcze nie jestem tam gdzie chcę” — i to jest właśnie moment, kiedy trzeba go wsadzić do kadry, żeby poczuł, że coś w tym kraju docenia jego mordę! I niech mnie szlag, ale ilu z was pamięta, jak nasza reprezentacja leciała w ćwierćfinale z Hiszpanią w 2022? A pamiętacie kto tam grał? Starych wyjadaczy z 30+ lat, którzy ledwo zipieli, a nikt nie miał jaj by postawić na młodego! A teraz mamy szansę by mieć dwóch zawodników w top30 i gadać „nie, nie, jeszcze nie czas”? No sorry, ale to już jest za dużo nawet dla mnie! 😡 Bo jeśli nie teraz, to kiedy?! Kiedy kolejny z naszych zawodników zrobi taki ruch jak Paul i znowu będziemy się zastanawiać, czemu nie daliśmy mu szansy na początku? Kiedy nasi kibice będą musieli oglądać przez telewizor, jak ich idol gra w meczu o stawkę, a nie na trybunach? 🙈 No nieee, nie ma mowy — facet MA iść do kadry, koniec kropka!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ejże, KoronaTV60, ale ty naprawdę myślisz, że facetowi pomogło to, że pograł w Meksyku na jakiejś trawie czerwonej albo zielonej? no bo serio, jak można porównywać te turnieje do US Open, skoro tam naprawdę się bije z najlepszymi, gdy trybuny wrzeszczą ci prosto do ucha i każdy punkt jest na wagę złota? pamiętasz może ten mój stary znajomy z Lublina, co kiedyś handlował częściami do maszyn rolniczych? facet miał 55 lat, jeździł na targi w Kijowie i warszawę, no i opowiadał mi kiedyś o meczu, na którym widział Agrę w najlepsze lata — mówił, że Agassi na korcie zachowywał się jak byk, który się wbił na arenę cyrkową. no i nie gadał wtedy o żadnych piaskownicach, tylko o tym, jak facet ganiał po korcie i odbierał wszystko, co dał mu przeciwnik. i wiesz co? to właśnie jest ta różnica między „fajnym facetem co lubię oglądać” a „zawodnikiem kadry narodowej”. no dobra, spójrzmy sobie na te wasze argumenty jak na starego dobrego polaka na niedzielnym obiedzie — najpierw dochodzi do siebie (bo ciśnienie robi swoje), potem dajemy kawałek mięsa, a na koniec kawałek sernika. tylko że w tym przypadku sernik to wasze „on był w top25, przegrał finał z Rune, więc co za problem?”. a ja wam powiem: problemem jest to, że nie macie pojęcia, jak wygląda naprawdę ciężka robota. bo Tommy Paul, choćby i półfinał w Paryżu miał, to póki co jest jak ten chłopak z naszej wsi, co przyjechał do miasta i marzy o tym, żeby dostać pracę w fabryce. ma potencjał, ale póki co chodzi od zakładu do zakładu i liczy na to, że ktoś mu powie „dobra, idź tam, bo dasz radę”. a my mamy go wsadzić do kadry? po jednym wielkim szlemie i paru mniejszych finałach? no sorry, ale za moich czasów to tak nie działało. widziałem kiedyś takiego kolesia w Lublinie — stary elektryk, co montował instalacje w blokach, całe życie harował, a w wolnym czasie grał w tenisa w amatorskiej lidze. facet miał rękę do roboty, ale na korcie to go biją na śmiech. no i co? mieliśmy go wsadzić do kadry narodowej? niby za „potencjał”, który niby miał? no ale serio, no — kiepsko to brzmi, prawda? a tak mniej więcej wyglądacie, gdy mówicie „niech da szansę, facet ma półfinał w Paryżu”. bo półfinał w Paryżu to fajnie, ale to jeszcze nie jest ten poziom, na którym się gra pod presją w drużynie narodowej. tam nie ma drugiego szansy, tam nie ma możliwości powtórki — tam jest jeden mecz i koniec. i co najgorsze — wy gadacie o tym kumplu z Sosnowca, co niby zna faceta i wie, że „ma jaja ze stali”. no wiem, wiem, fajnie jest mieć kumpla, co kibicuje i gada „ten chłopak jest dobry”, ale przecież federacja nie ma kumpli — federacja ma konkretne wyniki i konkretne oczekiwania. i jeśli Tommy Paul ma być tą gwiazdą, która nas wybawi z opresji, to niech najpierw pokona choćby jednego zawodnika z top10 w meczu o stawkę. nie na jakimś Challengerze, nie na turnieju 250, tylko w wielkim szlemie albo w Pucharze Davisa. bo póki co, on jest jak ten nasz lokalny projektant samochodów w fabryce — fajnie, że ma pomysły, ale póki co te samochody nie jeżdżą. no i jeszcze jedno — wy ciągle porównujecie go do Jacksona, co wygrał złoto w Pekinie. tylko że Jackson miał za sobą lata udręki w challengerach, lata kiedy nikt o nim nie słyszał, a on się pchał do przodu. Paul? on od kilku lat gra w pierwszej lidze światowej, ma kasę, ma sponsora, ma ekipę — i co? ciągle szuka swojego miejsca. a my mamy go teraz wsadzić do kadry, bo „czasu nie ma wiele”? no sorry, ale za moich czasów to się grało, póki się nie padało z nóg, a nie póki federacja nie uznała, że „już czas”. więc niech facet najpierw udowodni, że umie walczyć w każdych warunkach, a nie tylko wtedy, kiedy trybuny są dla niego. bo ja sobie wyobrażam co by się działo, gdyby dostał szansę i od razu poleciał z kortu na noszach albo przegrał w trzech setach z jakimś dziadkiem z 400. miejscu. no i co wtedy? znów byście mieli argumenty „a nie mówiliśmy?”, tylko że tym razem nie o potencjale, a o tym, że federacja powinna była poczekać. a propos federacji — to oni mają swoje powody, żeby nie pchać się na żyletkę. i nie chodzi o „strach przed eksperymentem”, tylko o zdrowy rozsądek. bo jeśli Paul ma być przyszłością amerykańskiego tenisa, to niech najpierw coś na tej przyszłości zarobi. a póki co, on jest jak ten kwiatek w doniczce — fajny, ładny, ale jeszcze nie kwitnie tak, żeby go stawiać na parapecie w salonie.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, a co Wy tu wszyscy pieprzycie o trawie w Acapulco, jakbyście nie wiedzieli, że tam od czterech lat gra się na ceglanej mączce? 😂 Podobno tenisowi analitycy zrobili badanie i okazało się, że Tommy na każdej nawierzchni poza trawiastą ma dodatnie bilanse z Rune — tylko tam facet mu obrywa, bo sam zgniłe serwisy rzuca. Widziałem ten mecz w Acapulco na żywo w knajpie przy Dworcowej, jak nasz kolega z kibicówki chciał sprawić burdę, bo „przecież to trawa, a Paul się nie nadaje”. A ja mu na to: „Szymek, to nie trawa, to Meksyk oszukuje waszą wyobraźnię”. No i jeszcze ten Wasz ulubiony argument „premier w lidze światowej” — serio? Facet na Flushing Meadows zagrał zaledwie 16 meczów w całym sezonie, bo resztę czasu leczył nadwerężone więzadła. I mówicie o „mordzie naokoło”? Ja widziałem go w listopadzie w Houston, na turniejowym stadionie było tyle ludzi, że ledwo się ruszałem w tłumie — a on walnął w pierwszym meczu takiego backhanda, że przeciwnik nawet nie drgnął. Takiego uderzenia nie widziałem od czasów Isnera na kortach w Dallas dwa lata temu. A propos kadry — słyszałem, że któryś z trenerów powiedział w kuluarach: „Paul jest jak młody koń, który umie galopować, ale nie umie jeszcze skakać przez przeszkody”. I to jest właśnie ten problem. On ma fajny backhand, dobry serwis, ale brakuje mu tej pazerności, którą mają na przykład Meekins albo Khachanov, kiedy tracą punkt. Widziałem go w finałach paryskich juniorskich w 2013 roku — wtedy miał 17 lat i naście problemów z nerwami. I teraz, po dziesięciu latach, nadal je ma. Tylko zamiast płakać, bije się z nimi na korcie. Więc niech facet najpierw pokaże, że umie wygrać, kiedy nie ma za sobą pół finału w Paryżu — bo póki co, jego największym „osiągnięciem” jest to, że nie przegrał z Rune na kortach ziemnych, które Rune uwielbia. A my? My dalej stoimy z rękami w kieszeniach i gadamy „no nie teraz, ale niedługo”. Tylko że „niedługo” to może być za późno — i wtedy znów będziemy narzekać na brak talentów.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Żeby mi ktoś powiedział, że ten Tommy Paul to jakiś tam „eksperyment”, a nie facet, który na moich oczach w zeszłym roku w Warszawie przegrał z Gasquetem w trzech setach, ale tak naprawdę przegrał ze swoim własnym strachem — bo Gasquet w drugim secie cofnął się za linię bazową i zaczął mu odbierać wszystko, a Paul stał jak słup i gapił się, jak ten stary lis go rozkłada na łopatki? No, ale potem podszedł do siatki, wyrzucił piłkę za kort i mówi: „Jeszcze raz”. I walnął dwa asy pod rząd. Dlatego nie mogę się zgodzić do końca z KoronaTV60, że to wystarczy — półfinał w Paryżu i finał w Acapulco to są fajne osiągnięcia, ale federacja ma rację, że chce zobaczyć czegoś więcej. Bo facet, który potrafi przegrać z Gasquetem na kortach miejskich w Warszawie, bo akurat przyjechał na turniej challengera, a my patrzymy na niego jak na gwiazdę, to jeszcze nie jest gotowy na presję Pucharu Davisa. Ja tam wiem, że kibicowanie to emocje, ale federacja musi myśleć o wynikach, a nie o tym, jakie fale szokowe wyleją się na trybunach, jak Paul dostanie szansę i od razu poleci z kortu. Może się mylę, ale wolę, żeby facet najpierw udowodnił, że umie wygrywać, kiedy przeciwnik nie da mu litości — nie tylko w wielkim szlemie, gdzie ma „atmosferę”, ale w meczu, który nic nie znaczy, tylko punkty i ranking. Bo jeśli on ma naprawdę coś w sobie, to niech to pokaże w tych „małych” meczach, a nie tylko wtedy, kiedy trybuny krzyczą do niego „USA! USA!”.
-
Ej, a wy w ogóle słyszeliście o tym meczu w Doha 2023, gdzie Tommy złamał łeb Alcarazowi w ćwierćfinale? 😂 Nie, serio — facet poszedł na kort i zrobił z nim coś takiego, że Hiszpana aż zakręciło wokół własnej osi przez tydzień! A potem Alcaraz jeszcze musiał lecieć na konferencję prasową i mówić dziennikarzom, że "to była przypadkowa wygrana", bo facet nie mógł przyznać, że jego dzisiejsza gra była taka sobie. A my tu gadamy o "przypadku" w Acapulco albo o "niedojrzałym Paulu" jakby ktoś naprawdę sprawdził, jak on bije się z najtwardszymi! I jeszcze jeden numer z ciekawostek — widziałem kiedyś na żywo, jak w Miami 2022 facet grał z Rublevem, a ten drugi miał już podcięte kolano i ledwo zipiał, a Paul mu dał popalić w trzech setach! I co? Nikogo to nie ruszyło? No bo wiecie co? Każdy z was ma takie momenty, kiedy gra jak szatan, a potem następny mecz stoi i patrzy, jak przeciwnik mu odbiera wszystko. Ale Paul? On te momenty potrafi przerzucić na zwycięstwo — i to jest to, co powinno nas przekonać, żeby wsadzić go do kadry raz na zawsze! Bo facet nie jest żadnym eksperymentem, tylko gotowym zawodnikiem, który czeka tylko na to, żeby ktoś mu powiedział "grasz". A te wasze gadki o "presji" i "braku doświadczenia"? Dajcie spokój — przecież facet ma za sobą tyle meczów, że mógłby się na nie powołać w sądzie, gdyby ktoś go zapytał! To nie żaden juniorek, który dostaje szansę raz na ruski rok — to facet, który od lat bije się z dorosłymi i im daje popalić! I niech ktoś mi powie, że w drużynie narodowej będzie miał gorszą presję niż w wielkim szlemie — no chyba że uważacie, że trybuny na Flushing Meadows krzyczą głośniej niż kibice w Walencji. 🤡 A w sumie… może i krzyczą, ale to właśnie jest nasz argument — facet umie grać przy ekscytacji, a nie tylko wtedy, kiedy jest spokojnie jak w akademiku na pierwszym roku! 💸Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej, ależ się zebrało od was jak na niedzielny mecz w Wimbledonie — tyle argumentów, emocji i historii, że aż mi się chce rozebrać te wszystkie debaty na czynniki pierwsze. Bo widzicie, ja tam kibicuję Paulowi od samego początku jego występów na kortach, ale nie jestem ślepy na to, co naprawdę dzieje się wokół niego — i właśnie dlatego nie dam się zwieść ani entuzjazmowi, ani tym bardziej zbytniej rezerwie. Zacznijmy od tego, co wszyscy macie rację: Paul faktycznie ma na koncie momenty, które powinny sprawić, że federacja powinna wreszcie oderwać się od swoich schematów. Półfinał w Paryżu? Na pewno nie jest to coś, co zdarza się co tydzień. Finał w Acapulco, gdzie poturbował Alcaraza? To była jazda bez trzymanki, i niech mnie szlag trafi, jeśli ktoś twierdzi, że to był przypadek — facet grał jak naładowany. No i ten mecz z Gasquetem w Warszawie, gdzie przegrywał i nie poddał się, tylko wrócił silniejszy? To są rzeczy, które powinny mówić za siebie. Ale teraz weźmy te wszystkie „ale”, które tak chętnie rzucacie w dyskusji. Bo widzicie, federacja nie gra w tenisa na emocjach — oni muszą myśleć o tym, co będzie jutro, a nie dzisiaj. I tutaj pojawia się problem: Paul, choćby i miał te swoje wspaniałe momenty, to póki co nadal jest jak ten chłopak z klubu, co potrafi zagrać świetny mecz raz na trzy tygodnie, ale w następnym tygodniu traci z kimś z drugiej setki. W drużynie narodowej nie ma „dobrych momentów” — jest tylko jeden mecz i liczy się tylko wynik. I jeśli Paul dostanie szansę i od razu poleci z kortu, to nikt nie powie „no cóż, może następnym razem”, tylko wszyscy będą mieli argument „a nie mówiliśmy?” — i to nie o jego potencjale, tylko o tym, że federacja dała mu zbyt szybko kredyt zaufania. A co do tych waszych porównań — KoronaTV60 z Jacksonem albo PiastWarszawa z Gasquetem — to oczywiście są trafne, ale zapominacie o jednym: Jackson miał za sobą lata wyzwań, których Paul jeszcze nie przebrnął. On nie musiał walczyć o swoje miejsce w elicie od samego początku, bo dostał je prawie od razu dzięki sponsorom i wsparciu. No i jeszcze ta cała kwestia „presji”: facet ma wprawdzie za sobą dużo meczów, ale czy on kiedykolwiek grał w Pucharze Davisa? Tam naprawdę się bije za swoją reprezentację, a nie tylko za punkty rankingowe — i to jest zupełnie inna bajka niż te wszystkie wielkie szlemy, gdzie trybuny krzyczą, a przeciwnik jest zmotywowany, ale nie tak desperacko jak w meczu drużynowym. No i co najgorsze — wy gadacie o tym, jak Paul świetnie radzi sobie na kortach, ale zapominacie, że on wciąż ma problemy z nerwami w kluczowych momentach. Widziałem go w Houston w zeszłym roku — facet walnął backhanda, który byłby godny samego Isnera, ale w decydującym momencie meczu z jakiś 150. zawodnikiem zaczął się wahać. I to właśnie jest ten moment, który federacja musi wziąć pod uwagę: Paul umie zagrać świetnie, ale czy umie wygrać, kiedy naprawdę trzeba? Bo w drużynie narodowej nie ma drugiego szansy — tam się gra do końca, albo się przegrywa. Dlatego moim zdaniem — i niech mnie ktoś ukarze za to, że jestem pesymistą — Paul powinien dostać szansę. Nie od razu w meczu o stawkę, tylko w meczu, który pozwoli federacji zobaczyć, jak reaguje na presję bez trybun wrzeszczących „USA! USA!”. Może w meczu przeciwko jakiejś solidnej drużynie, która nie ma nic do stracenia? Bo wtedy dopiero zobaczymy, czy ten facet naprawdę jest gotowy, czy tylko gra dobrze, kiedy ma „atmosferę” dookoła. Bo póki co, myślę, że jeszcze nie jest. I niech mnie szlag, jeśli to nie jest najlepszy powód, żeby jednak poczekać — żeby nie dać mu zbyt dużej szansy, którą mógłby zmarnować, a potem całą resztę życia tłumaczyć, dlaczego nie dał rady. Bo to nie jest żaden eksperyment — to jest odpowiedzialność.