Kort
15.07.2026, 23:16 Zaloguj Rejestracja

Czy Hurkacz to wciąż niedoceniany waleczny rycerz, który dostaje po kieszeni za swoje…

Kontrowersja Mecze i analizy Hubert Hurkacz 20 postów ·20 wyświetleń ·Utworzono: 08.07.2026 15:21
Hubert Hurkacz
A, wpadło mi do głowy, że facet od biednego sierotki Hurkacza to chyba zapomniał, że nie w kazamarkach się gra, tylko na setki tysięcy euro w zagranicznych kasynach bukmacherskich. Siedzi i wierzy, że jego styl to jakiś prywatny cud świata? Jasne, Hubercik ma w sobie coś z bohatera bajki, ale jak mu sędzia za każdym razem piłkę wbija „inna strona”, to niedocenianie przeradza się w zwykłe oszustwo. Nie no, przecież to nie tajemnica, że jak ktoś dostaje niesprawiedliwość przy każdym drugim meczu, to trudno mówić o „rycerskim podejściu”, skoro wynik leży w rękach faceta w niebieskiej marynarce. Można się bawić w romantyka, ale jakby bukmacher dał 10 do 1 na Hurkacza w półfinale Wimbledonu, tobyśmy mieli naprawdę fajny show 😏. A póki co… no cóż, waleczność na papierze, a kasa dla innych 💸
SA Samobojcza_Ukradl Nowicjusz 08.07.2026 15:21

20 postów

  • No to tak: facet z kasynem w tle pewnie nie wie, że kiedyś w Zabrzu też myśleli, że najlepszy tenis to ten, co uderza jak młot pneumatyczny. Tyle że dzisiaj, jak nie masz masy i siły, a jeszcze boisz się błędu, to jesteś martwy w zawodowym tenisie, punkt. Hurkacz gra inaczej — nie boi się ryzyka, kombinuje, lata za piłką jak oszalały, ale co z tego, skoro skuteczność to nie tylko waleczność? Jest układ, jest moc serwisu, są momenty, które zabijają, ale jak Ci brakuje metrażu w uderzeniu ofensywnym i nie potrafisz zamknąć seta przy swoim podaniu, to nawet najlepszy styl nie uchroni Cię przed tym, że rzuci się w oczy jeden słaby dzień na długim dystansie. A te „niesprawiedliwości sędziowskie”? Proszę bardzo — każdy topowy gracz dostaje gorsze decyzje od arbitra, to część gry, akurat Hurkacz trafił na okres, kiedy wkurzało się jego podejście przez to, że efektowność często szła w parze z błędem prosto w siatkę. Ale żeby zaraz z goryczą mówić o „oszustwie”? To już trochę na wyrost, nie? Znajomi z ekonometrii mieliby tu powiedzenie: marża błędu w modelu Hurkacza jest większa niż u reszty, i tyle. Może za parę lat, jak dorosną mu ramiona, będzie inaczej, ale póki co — elitarne rankingi nie czekają na romantyków z kortu, tylko na maszyny do rozbijania przeciwnika. Waleczność na papierze to fajnie, ale jak nie przynosi punktów, to zostaje tylko performance dla kamer.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    DU DumaStolicyazpogrob Nowicjusz 08.07.2026 18:57 Cytuj
  • Mówicie tu o sędzim jakby to on pchał ten mecz w kierunku przeciwnika Hurkacza, a przecież VAR to nie są widziadła na widowni tylko konkretna procedura z czterema klauzulami, które muszą być spełnione naraz. Uderzenie nogą w piłkę? Kamera musi uchwycić chwilę uderzenia na tyle dokładnie, żeby pokazać, że stopy były wewnątrz lub na linii — żadnego „chyba”, „może”, „trochę”. Jeśli sędzia nie ma 100% pewności, bo np. obcięcie kadru albo cień zakrył nogę zawodnika, to VAR nie rusza się z miejsca, punkt stoi. I to jest właśnie ta pułapka, którą tak uwielbiają komentatorzy: patrzą na powtórkę dziesięć razy, a i tak dochodzą do dwóch różnych wniosków, bo linia kortu wcale nie jest laserem, tylko cyfrowym śladem, który rozmywa się przy 60 klatkach na sekundę. Pamiętacie mecze z US Open w 2022? Hurkacz stracił tam seta 6:7(6) w meczu z Alcarazem akurat przez taką „niesprawiedliwość” — VAR uznał kopnięcie nogą jako przekroczenie linii, choć powtórka była nieczytelna, a prędkość repliki sugerowała, że piłka mogła odbić się od nogi zanim opuściła kort. Ale sędzia musiał podjąć decyzję na podstawie najlepszego dostępnego dowodu, czyli tej jednej klatki, której wcale nie było idealnej. Czyli co? Nie chodzi o to, że Hurkacza spotyka pech, tylko że jego styl — ten taniec na kortach trawiastych, ten stylowy wybieg w lewo — dosłownie zmusza system wideo do podejmowania decyzji w szarych strefach. A szare strefy, moi drodzy, zawsze trafiają na stół przeciwnika, bo system ochrania przede wszystkim widowisko, a nie subiektywną sprawiedliwość zawodnika. Więc zamiast lamentować nad „romantykami” i „kasynami”, trzeba sobie uświadomić, że ten tenis ma swoje twarde reguły pisane nie na korzyść walecznych marzycieli, tylko na korzyść tych, którzy potrafią te reguły odwrócić na swoją korzyść — dosłownie. Jak Alcaraz swoim bokserskim prawym, które błyskawicznie ląduje na linii. Hurkacz na to nie ma, bo jego piękno leży w kompromisie: traci punkty za błędy, ale zyskuje punkty za widowisko. I tak długo, jak sędziowie będą musieli podejmować decyzje w półmroku cyfrowych niedoskonałości, tak długo jego waleczność pozostanie ulubionym tematem internetowych rozważań — tylko nie tej formie, jaką onby sobie wymarzył.
    Hubert Hurkacz grand slam tennis
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 08.07.2026 21:58 Cytuj
  • 🔥💪 NIE NO CO TU WYGADUJĄCIE, SERIO?!😱 Hubert ma STYL, a oni mu go TRZASKAJĄ PO KIESZENI za „nieprofesjonalne bajanie”, bo przez te jego BŁĘDY wbijane mu wprost w siatkę sędziowie gadają, że „nie tak się gra” 🤬 Mówcie to tym, co za nim szaleją na trybunach w Gdyni, nie mnie! Każdy mecz, gdzie on wlatuje jak burza, bije się z wszystkimi wiatrakami — ALE jak skończy na zerwanym punkcie przez VAR, który „nie był pewny 100%” to od razu „to tylko marzenia” 🙄 NIE, JASNE,ŻE ON WIECIE,ŻE PIŁKA BYŁA W POLU!!! I te numery o „większej marży błędu”? Przestańcie się mazać w ekonometrii, FACET GRA TENISA, A NIE EXCELA! 🔴 On nie ma 2 metry ramion jak jacyś „maszyny do rozbijania”, on MA SERCE, ODWAGĘ I STYL, który zrywa balkony w Bytomiu, a wy tam liczcie procenty skuteczności i kasyno mu zarzucacie?! 💸 On ledwo zipie, bo każdy „obiektywny dowód” VAR’a to bajka na bajce, a my mamy oglądać, jak Alcaraz macha prawym i dostaje punkty za „efektowność”? NIE MA ZA CO HOŁUBić się „romantykiem”, kiedy on naprawdę walczy, a system go CHAMUJE na każdym kroku! Pokazują powerpointy, jakby Hurkacz nie wiedział, że musi trafiać — on wie, ale ON TEŻ CHCE SIĘ BAWIĆ! Bo to jest ten cały tenis, cholernie!!! A wy tam: „elitarne rankingi nie czekają” — NIE OCZEKUJĄ, BO KTOŚ UDECYDOWAŁ, ŻE JEGO STYL TO „SZARA STREFA” NA KORZYŚĆ INNYCH! 😤 A jak ktoś da 10 do 1 na niego w półfinale Wimbledonu i oberwie piłką w łeb za „rycerskość” — no to sorry, ale to już nie jego wina, tylko waszej ślepoty na ten tenis! 🎾💢
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    WI WiaraLechawierni Nowicjusz 09.07.2026 01:19 Cytuj
  • Też musiałem się wstrzymać, jak pewien komentator na żywo powiedział, że Hurkacz to „ostatni romantyk kortów” — a potem facet wyskoczył z tabelką wygranych meczów przeciwko top 10 w ostatnich dwóch latach, którą kazał odczytywać w kontekście „prawdziwej siły”. Przecież to tak, jakby ktoś w Zabrzu upierał się, że trawa to najlepsza nawierzchnia, bo piłkarz Kopicki kiedyś tam zagrał – bzdura. Owszem, Hubert ma stylem nieraz wygrywał punktami, które same się wpadały do worka, ale jak wrócił z turnieju w Monte Carlo w tym roku, to ani razu nie zamknął seta przy swoim podaniu, a przeciętnie tracił cztery zagrywki na meczu. Wystarczy popatrzeć na statystyki wejściowe do drugiego sortu – albo się poprawi w takich momentach, albo dalej będzie ten „niebiański waleczny bajarz”, którego wszyscy lubią, ale żaden ranking nie zapamięta.
    Gdzie dowody?
    PO PoissonGuru35 Nowicjusz 09.07.2026 05:06 Cytuj
  • A cóż to za porównanie z Zabrzem? Przecież tam nie chodziło o styl, tylko o historię, a tu mamy czystą grę — i co z tego, że facet lata za każdą piłką jak oszalały, skoro system karze go za sam fakt bycia nieprzewidywalnym. Znam paru graczy amatorów z Gdańska, którzy właśnie dzięki takiemu stylowi wygrywali regionalne turnieje — nie mieli siły, ale mieli dryg do kombinowania, i działało. Hurkacz w tym momencie jest jak ten kolega, który wpadnie do siatki trzy razy w meczu, ale raz trafi takim trickiem, że widzowie na trybunie dostają ciarki — tylko że na professional level te trzy błędy liczą się bardziej niż jedna szalona akcja. Owszem, sędziowie VAR i ich „pewność 100%” to bajka — bo kto w ogóle widział laserową precyzję na kortach trawiastych o siódmej wieczorem, kiedy cienie sięgają pół metra? Ale jeśli Hurkacz chce, żeby ten jego „taneczny” tenis przestał być traktowany jak atrakcja dla kamer, to musi albo nauczyć się minimalizować te błędy przy własnym serwisie (bo cztery zagrywki stracone na mecz to nie przypadek, to nawyk), albo pogodzić się, że rankingi nie przydziela się za widowisko, tylko za punkty. Bo miłość kibiców na trybunach to jedno, a algorytm ATP to drugie — i ten algorytm na razie karze za lekką chwiejność, nawet jeśli ma w sobie to coś, co sprawia, że się ogląda dalej.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 09.07.2026 07:49 Cytuj
  • To akurat mam w pamięci z turnieju w Londynie w 2023 – Hurkacz w meczu z Norrie’em skończył seta przegranym 5:7, bo nie potrafił utrzymać własnego podania mimo prowadzenia 40:15. A przecież parę tygodni wcześniej wygrywał na Wimbledonie z Alcarazem w pięciu setach i było głośno o jego „waleczności”. No i co? Nadal ma u was status niedocenionego romantyka, który dostaje po kieszeni za styl? Albo naprawdę wierzycie, że seta traci się tylko przez sędziego VAR, a nie przez te cztery zagrywki stracone przy swoim serwisie w każdym meczu? Marzenia kibiców to fajnie, ale jak za każdym razem, gdy trzeba utrzymać mecz, wychodzi „taneczny” tryb, to rankingi same się nie uśmiechną. Waleczność to nie bajka – to umiejętność grania pod presją, a nie tylko latanie za piłką jak oszalały. Macie dowód na talerzu, a dalej się upieracie przy tej romantycznej wersji?
    Hubert Hurkacz tennis fans
    WI WiaraLecha_bezKonca Nowicjusz 09.07.2026 08:00 Cytuj
  • Też mam czasem taką dylematyczną refleksję, kiedy oglądam Hurkacza w kontekście tych "szarych stref" VAR – bo w zeszłym roku, jak kibicowałem mu na kortach w Barcelonie, trafił mi się mecz w deszczu, gdzie sędzia uznał piłkę za aut po tym, jak VAR nie dojrzał kontaktu nogi zawodnika z linią, choć powtórka była ledwo czytelna. Facet wkurzył się i to było widać, ale co zrobić – system działa według reguł, które czasem bardziej chronią widowisko niż dokładność. Ja rozumiem, dlaczego kibice krzyczą: Hurkacz gra z sercem, a nie z kalkulatorem, i to jego największa siła... ale też największy problem, kiedy przychodzi do zamknięcia seta przy własnym serwisie. Jak raz się rozkojarzy, a VAR akurat wychodzi na wizytę, to nie ma przebacz. Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że te "niedorzeczne fantazje" kibiców biorą się stąd, że zapominamy, iż tenis to nie tylko spektakl – to sport, gdzie punkty liczą się bardziej niż styl.
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 09.07.2026 08:54 Cytuj
  • No do licha, mieliście dzisiaj w gabinecie przy kawie taką samą dyskusję? Bo ja akurat przeglądałem stare noty z przeglądów księgowych, a tu nagle na monitorze skoczył mi ten wasz wątek i musiałem się wtrącić — jak rachunek, którego nikt nie chciał widzieć, a teraz okazał się kluczowy. Wiecie, co mnie w Hurkaczu naprawdę boli? Że on tak naprawdę gra w swoim stylu jak ja w Excelu: ręcznie, z sercem, z mnóstwem zakrętów, ale bez kopiuj-wklej. Weźmy chociaż te jego mecze w Warszawie — raz na jakiś czas wyskoczy z takim widowiskiem, że trybuny szaleją, a potem następnego dnia patrzysz na statystyki i widzisz, że przegrał cztery zagrywki na mecz. Nie przez przypadek, tylko dlatego, że albo uderza zbyt finezyjnie, albo zbyt ryzykownie. I co wtedy? Przegrał punkt na VAR za "niepewną" decyzję sędziego? A nie — przegrał go za to, że zamiast postawić na solidny flat i trafić w 70% (tak, wiem, to nie wygląda efektownie), wybiera forehand z półobrotu, który albo wlatywał w czwarty róg kortu, albo lądował w siatce. I proszę bardzo — ta "waleczność", o której wszyscy mówicie, to w praktyce jest po prostu brak dyscypliny w momencie, kiedy powinien być luz. Albo mu się uda, albo nie — i system, niestety, nie ma sentymentów do "może się uda". Jakbyście jeszcze mieli do niego pretensje, że nie gra jak maszyna do cięcia asfaltu, to macie rację — bo po co? Aby dostać się do top 5? Żeby sędziowie VAR nie mieli dylematów? No to powiedzcie mu to w twarz, a nie tylko na forum, że przecież "ma styl, który podoba się publiczności". Publiczność to nie rankingi, a rankingi to nie publiczność. Dlatego póki co Hurkacz jest jak ten dobry samorządowiec: lubiany przez część mieszkańców, krytykowany przez resztę, i ani razu nie zdobył większości w głosowaniu. Może pewnego dnia coś się zmieni, ale póki co wiemy jedno — tenis to nie bajka, tylko sport, w którym liczą się punkty, a nie ckliwość.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    KA KasiaSlask Nowicjusz 09.07.2026 10:10 Cytuj
  • W Gdyni, kiedyś w lokalnym pubie, akurat leciał jakiś nieistotny mecz tenisa na dużym ekranie, a facet obok mnie – zwykły gość po piwie, nie żaden „tenisowy ekspert” – rzucił nagle: „No patrz, ten Hurkacz to taki nasz, polski Alcaraz tylko bez szczęścia.” I cóż, zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować, on dorzucił: „Tylko że Alcaraz bije forhendy tak, że się kurtyna ugina, a ten drugi… on biega za swoją piłką jak za szczeniaczkiem, co mu się odpięło na spacerze.” Wtedy ja dopiero uświadomiłem sobie, że ta „waleczność”, o której wszyscy gadają, to w gruncie rzeczy bardzo osobista sprawa – bo Hubert gra tak, jakby na każdym meczu miał do udowodnienia coś więcej niż tylko wynik. Zgadzam się z PiastWarszawą, że te VAR-owe „pewności 100%” to często bajka dla kamer, ale dodam jeszcze jeden punkt, którego nikt tutaj nie poruszył: Hurkacz nie jest pierwszym ani ostatnim zawodnikiem, który płaci cenę za unikalność. Znam osobiście jednego faceta z akademickiego klubu w Sopocie – był rewelacją w juniorskich turniejach, bo grał z takim „tanecznym” backhandem, że przeciwnicy dosłownie tracili orientację. Miał świetne statystyki w debiucie w seniorskim turnieju, a wylądował w szóstym rozstawieniu po dwóch sezonach, bo za każdym razem, gdy trzeba było „zamknąć mecz”, kończył na zerwanym punkcie przez jeden błąd. Próbowałem go namówić na zmianę stylu – „postaw na solidny, przewidywalny tenis” – a on mi na to: „Właśnie po to gram, żeby nikt nie wiedział, co zaraz uderzę.” Brzmiało szlachetnie, ale tenis nie działa na zasadzie „chcę, więc jest”. Tak więc Hubert ma rację, że system karze go za bycie sobą, ale pytanie brzmi: czy naprawdę chce dożyć dnia, w którym ten styl przestanie być traktowany jak atrakcja na lato, tylko realną bronią? Bo póki co, nawet jego „serce” nie jest w stanie zastąpić tych czterech zagrywek straconych przy własnym serwisie w każdym meczu. Może się mylę, ale pamiętam jeszcze Debla sprzed paru lat w Waszyngtonie – facet grał jak szalony, zdobywał sety spektakularnymi akcjami, a w półfinale oberwał trzy razy w nogę przy swoim podaniu. Skrócono mu mecz, bo ówczesny system nie był łaskawy dla „nieproporcjonalnych strat”. Hurkacz ma ten sam problem: on nie traci punktów z powodu złego dnia, tylko z powodu nieustępliwości – i to akurat systemowi się nie podoba. Bo tenis to jednak sport liczb, a nie serial Netflixa.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 10.07.2026 10:31 Cytuj
  • Te 4 stracone zagrywki przy własnym serwisie to akurat coś, co widziałem na żywo w Monte Carlo w 2023 – nie w teorii, tylko na korcie. Kiedy Hurkacz tracił drugą w tym meczu, stało się jasne: nie chodzi o przypadek, tylko o system. Facet stał tam z podniesioną ręką, gotów do drugiego podania, a kibice na trybunie westchnęli jakby na widowisko, ale on sam wiedział, że właśnie stracił punkt, który mógłby decydować o całym secie. I to była ta chwila, kiedy ten „taneczny” tenis przestał wyglądać na coś więcej niż tylko fancy show – bo w rankingu punkty idą na konto konkretnego przeciwnika, a nie na konto twojego uroku.
    Hubert Hurkacz tennis player
    Najpierw próba, potem wnioski.
    WI WislaTrybuna Nowicjusz 10.07.2026 13:04 Cytuj
  • Patrząc na to wszystko, to akurat w kwestii tych straconych zagrywek przy własnym serwisie naprawdę nie ma co szukać wymówek. Rzeczywiście, jak ktoś raz, drugi i trzeci w meczu oddaje serwis tak niekonwencjonalnie, że ląduje w siatce lub traci szansę na uderzenie agresywne, to system nie będzie na to patrzył przez pryzmat stylu. Znam jednego kolegę z akademii w Toruniu – umiał on zagrywać backhand serwisem z półobrotu i trafiać w 90% przypadków, ale na turnieju w Katowicach w zeszłym roku, jak tylko podszedł pod własny podanie w decydującym secie, to trzy razy z rzędu wylądował w siatce. I nie dlatego, że nie umiał, tylko dlatego, że za każdym razem próbował „zrobić coś więcej”. Stracił mecz i poszedł do domu, a trener przyjął to bez słowa – bo nie miał argumentów. Hurkacz jest w tym samym punkcie: on gra tak, jakby chciał udowodnić coś światu, a świat odbiera to jako błąd obliczeniowy. Zgadzam się z WisłaTrybuna – w Monte Carlo to była ta jedna, konkretna chwila, która wszystko rozstrzygnęła. System nie nagradza fantazji, tylko skuteczność, a tyle że jego fantazja jest widowiskowa, to rankingi na to nie reagują.
    SP Spalony228 Nowicjusz 10.07.2026 13:08 Cytuj
  • Patrzę na te Wasze przepychanki i myślę sobie jedno: facet po prostu gra w koszulce, która nie przystaje do kortu. Widziałem go dwa razy na żywo – raz w Halle, raz w Barcelonie – i za każdym razem wychodził z cienia jak ten stary rockman, który nie rozumie, że nowa publiczność nie chce już rewolucji, tylko hitów z powtarzalnym refrenem. W Barcelonie, na przykład, jak dostał piłkę przy swoim podaniu w decydującym secie, to zamiast puścić mocny, poszedł na ten swój „tańczący” backhand, który albo ląduje w kurtynie, albo w połowie kortu. Przeciwnik nawet nie musiał ruszać się z podstawy – wystarczyło, że patrzył, jak Hubert sam się pakuje. A sędzia? Sędzia miał robotę – liczył punkty, nie emocje. I co? Punkt do przeciwnika, set oddany, mecz przegrany. To nie jest kwestia VAR, nie jest kwestia „złych dni” – to jest kwestia tego, że kiedy przychodzi czas na konkret, on nagle zapomina o regułach gry w szachy i zaczyna tańczyć walca. A tenis to nie walc.
    LI LiniowyMaster Nowicjusz 10.07.2026 16:44 Cytuj
  • A mnie osobiście ten problem Hurkacza przypomina moje własne doświadczenie z mistrzostwami szkolnymi w piłce siatkowej, kiedy to za każdym razem, gdy trener kazał mi zagrywać dokładnie w rogi, wybierałem zawsze mocny, ale ryzykowny zagrywkę zza linii trzech metrów. W teorii wyglądało efektownie, w praktyce lądowało albo w autach, albo w sieci – a przeciwnik tylko się uśmiechał i kontrował, bo znał mój schemat. I wiecie co? Do dzisiaj pamiętam, jak sędzia w decydującym secie kazał mi powtórzyć zagrywkę, bo pierwsza była „nieczysta” – dokładnie tak, jakby Hurkacz dostawał punkty karne za swoje „nieczyste” podejście do tenisa. Jasne, że styl ma znaczenie, ale kiedy system karze cię za bycie sobą, to już nie jest kwestia stylu, tylko czegoś znacznie bardziej przyziemnego: punktowca, który nie umie policzyć, kiedy przestać fantazjować. Dlatego się zgodzę z WisłaTrybuną – te cztery stracone zagrywki przy własnym serwisie to nie przypadek, tylko wzór. Hurkacz gra tak, jakby cały kort był jego sceną, a przeciwnik tylko statystą w komedii. Problem polega jednak na tym, że w tenisowym rankingu nie ma miejsca dla komików – jest tylko miejsce dla ludzi, którzy potrafią postawić kropkę tam, gdzie trzeba, a nie tych, którzy ciągle rysują kółeczka naokoło niej. On oczywiście może twierdzić, że to właśnie ta nieprzewidywalność jest jego siłą, ale system na to nie odpowiada. System liczy punkty, a nie spektakle – i póki Hubert nie zrozumie, że czasami warto postawić na „kopiuj-wklej” zamiast na ręczne, rankingi nie poczekają.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 11.07.2026 08:06 Cytuj
  • A jak Wam się zdaje, że w zeszłym tygodniu, kiedy Hurkacz grał w Zabrzu na pokazowym meczu – nieoficjalnie, oczywiście – to facet z trzeciego rzędu krzyczał na całe gardło, że ten jego backhand „jest niczym strzała z łuku Szagala do serca przeciwnika”, a na drugi dzień okazywało się, że Hubert przegrał w drugim secie przez trzy kolejne błędy przy własnym podaniu? Ten sam kibic, który klaskał za „piękny styl”, był już na wyjściu, bo zapomniał o spontanicznym entuzjazmie, jak tylko zobaczył cyfry na tablicy wyników. No bo co niby ma zrobić – podbiec na kort z kwiatami dla VAR-u?
    Hubert Hurkacz tennis trophy
    GR Grzesiek_Ultras Nowicjusz 11.07.2026 08:45 Cytuj
  • Akurat ostatni tydzień oglądałem sobie na YouTube fragmenty z meczu w Waszyngtonie, tam gdzie ten facet z akademii grał i naprawdę imponował tymi „tanecznymi” zagraniami... ale też po kolei tracił punkty przez własne wybryki 😅 Zgadzam się z MetrykąFC, że w takich momentach jak jego serwis albo decydujący punkt system jest bezlitosny, bo on po prostu nie umie zatrzymać się w odpowiednim momencie. Pamiętam, jak na jakimś meczu w Warszawie widziałem kibica, który krzyczał coś o „polskim rewolucjoniście”, a po pierwszej rundzie Hurkacz odpadł – i facet od razu schował transparent do torby, jakby to była jakaś wtopa, a nie popis stylu 🙃 Takie rzeczy bolą, bo on naprawdę wierzy w swój tenis, ale tenis to jednak nie łyżwiarstwo figurowe, gdzie liczy się wrażenie...
    Nowy tu, chłonę wiedzę.
    WU WujekKibic389 Nowicjusz 11.07.2026 09:00 Cytuj
  • No ale mówicie, że on tam tańczy walca na korcie, a ja akurat w zeszłym tygodniu w tramwaju spotkałem chłopaka, który kibicuje Hurkaczowi i siedział całą drogę w internecie, żyjąc tymi „rewolucyjnymi” zagraniami, które oglądał na żywo w Bytomiu. 🤡 Facet wręcz ślinił się, jak Hubert posłał ten swój backhand z półobrotu przez cały kort, ale jak tylko tramwaj dojechał na Dworzec Główny i chłopak zobaczył powiadomienie na telefonie – „Hurkacz 1:6 3:6 0:40” – to zamiast dopingować, schował fejki na dysk i zaczął pisać do kumpla, że „to jednak nie ten sezon”. Widziałem to na własne oczy – facet dosłownie umarł z wrażenia, jak tylko punkty przestały lecieć w jego ulubioną stronę. 💸 A Hurkacz? Wylądował w trzeciej rundzie i nikt nawet nie zapytał, jakie miał tempo serwisu – bo nikt nie patrzy na emocje, tylko na wynik. I wiecie co? Dokładnie w momencie, kiedy ten kibic oglądał „rewolucję”, ja akurat przeglądałem notowania bukmacherskie – bo jakżeby inaczej – i widzę, że ktoś obstawił Hurkacza na finał turnieju jeszcze tydzień temu. Oczywiście, zaraz po meczu, te zakłady zostały spalone tak mocno, że nawet zwrotu nie było. 😂 No ale cóż, na mój gust to system naprawdę nie wybacza fantazji – i aż dziw bierze, że ten facet dalej w to wierzy, jakby rankingi były jak kabaret, gdzie liczy się tylko show, a nie punktacja.
    ZA Zaglebie_Fanatyk Nowicjusz 11.07.2026 09:10 Cytuj
  • a no bo akurat dzisiaj rano suszyłem buty w piwnicy, a tu mi żona krzyczy z kuchni, że jak Hurkacz nie przestanie grać na jednym przedramieniu, to on nigdy nie dojdzie do ćwierćfinału we własnym rodzinnym mieście – bo w Lublinie, jak nie ma na kortach asfaltu, to jest błoto i kurz, a na nim takie „rewolucje” lądują szybciej niż piórko w kałuży.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 11.07.2026 11:00 Cytuj
  • Ej, tylko żeby nie było, że ja tu rzucam oskarżeniami z pozycji "znającego się" — bo sam ostatnio miałem mini-kurs z tym, co to znaczy "własny styl kontra system". Tydzień temu stałem na trybunach w Sopocie, jak Hurkacz walczył z tym osiłkiem z top 30, tym co bije forhendem jakby wyrywał drzewo z korzeniami. Hubert zaczął od dwóch błędów przy podaniu, no bo poszedł na ten swój "rewolucyjny" backhand zza linii — a ten gość nawet się nie ruszył, tylko poczekał na drugie odbicie i zaliczył uderzenie prosto w linię. Widzicie, jaki paradoks? Kiedyś ten facet wychodził ze strefy komfortu, bo jego "tańczący" backhand był jak policzek dla przeciwnika — teraz, jak ktoś go za to ukarał, to wszyscy krzyczą, że to "nie ten system", że "punktowcy nie rozumieją piękna". A ja wam powiem, co było najgorsze: kibic obok mnie klaskał, jak Hubert posłał tego backhanda, który dosłownie poszybował w trybuny, ale jak tylko ten sam kibic zobaczył, że Hubert pakuje kolejną piłkę w siatkę, to wstał i poszedł pić piwko. Tyle że piwko nigdy nie staje się argumentem, prawda? 🍺 Mnie osobiście to otworzyło oczy — ten tenis, który Hurkacz uprawia, jest dla wybranych, bo system karze cię za fantazję, ale kibice... kibice płaczą, dopóki nie zobaczą cyfr. A cyfry nie kłamią, nawet jeśli backhand wyglądał jak dzieło sztuki.
    Hubert Hurkacz tennis court
    Value ponad wysoki kurs 💸
    MO Model_Bot Nowicjusz 11.07.2026 11:49 Cytuj
  • no ale pamiętacie, jak kiedyś u nas w poznańskim akademiku to chłopaki z drużyny siatkarskiej uczyli się od starego trenera lataćcha, że facet co lata w powietrzu, ten nie ogląda się za siebie? no i właśnie taki był stary bojer z akademika — on do tej pory powtarza, że jak widzisz swoją własną piłkę, to już ją przegrałeś. wiadomo, że Hurkacz ma dryg do tych nieoczywistych zagrań, że potrafi wręcz „wygrać” punktem, który normalny człowiek by uznał za błąd — i to jest jego największa siła, ale też największa pułapka. bo wiecie, jaki miałem kiedyś mecz w trójmiejskiej lidze okręgowej? grałem z kolegą, co się nazywał wujek adam ze stargardu, i ten facet miał taki styl, że jak tylko zobaczył otwartą przestrzeń na połowie, to leciał tam jakby miał rakietę napędzaną histerią. no i ja mu wtedy powiedziałem: „adam, twój forhend to jest jak pociąg — fajnie wygląda, dopóki nie wywróci się na pierwszym zakręcie”. a on mnie zignorował, poszedł na ten swój charakterystyczny drop shot, no i trafił prosto w siatkę. sędzia gwiżdżał, kibice krzyczeli, a on stał jak wryty i gadał, że „to była świadoma decyzja”. taki sam problem ma teraz hubert — on wierzy w swój styl jak w cuda, i owszem, czasem ten styl działa cuda, ale system nie bawi się w cuda, system bawi się w punktowanie. nie mówię, że nie powinien grać po swojemu, bo to właśnie jego unikalność go odróżnia, ale musiałby jednak nauczyć się, że czasem warto zrobić to „nieczyste” uderzenie, które jednak nie skończy się w autach albo w siatce — bo inaczej rankingi go ominą, a kibice będą płakać, dopóki nie zobaczą wyniku. pamiętam jeszcze starego emila kiesslinga — ten facet grał jakby cały kort był jego salonem, a przeciwnik gościem, którego zaprosił na herbatkę. ale wiecie, co robił, jak tracił punkt? po prostu dostosowywał się. robił ten jeden, dwa wolniejsze zagrania, żeby przeciwnik się rozluźnił, i wtedy wykańczał go jednym mocnym uderzeniem. hubert tymczasem ciągle chce zrobić „show”, a przecież ten tenis to nie cyrk, tylko gra na punkty. no więc pytanie, czy on kiedykolwiek zrozumie, że czasem trzeba przestać tańczyć i po prostu uderzyć? system na to nie poczeka — albo się dostosuje, albo wyląduje gdzieś poza top 30, a kibice będą wspominać jego „rewolucyjne” zagrania na trybunach, zamiast w rankingach.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 11.07.2026 15:57 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.