Kort
30.08.2026, 06:45 Zaloguj Rejestracja

Czy Iga Świątek w 2024 roku nadal potrafi wygrywać na kortach tak, jak umiała to robić przez ostatnie sezony?

daily tips Typy i zakłady Iga Świątek 11 postów ·3 wyświetleń ·Utworzono: 29.08.2026 09:25
Iga Świątek
Swoją drogą, kiedy ostatnio stałem w Madrycie na treningach juniorków, to tam ojciec jednego chłopaka mówił, że akurat młodzi mają tam teraz najlepiej wyposażone korty 😭. Ale Iga? Widziałem ją na materiale z tego tygodnia — facetka jakby naładowana. Clay to jednak jej żywioł, a te ruchy są jak płynna magija, nie inaczej. Dzisiaj dla mnie mamy kilka punktów do obstawienia, bo nie raz się już przekonałem, że sezon wciąż żyje własnym życiem. - Aryna Sabalenka – tu nie ma co kombinować. bukmacher daje solidne 1.80 na pewniaka, ale ja widzę, że druga strona kortu będzie miała problem z tempem gry Aryny. Jakby wróciła na ziemię. - Elena Rybakina vs. Zheng Qinwen – dwie siatkowe bestie, ale patrzę na Rybakinę przez pryzmat jej formy na ziemi. Kurs 2.10 na seta powyżej 8 to coś, co znam z moich starych kuponów i wiem, że czasem warto poczekać na ten jeden moment, kiedy przeciwniczka nie wytrzyma. - Casper Ruud – ten facet na clay’u czuje się jak ryba w wodzie. Kurs 1.65 na 3 sety, ale tylko jeśli będzie miał solidne otwarcie. Mówiłem to już przy wielu imprezach w Oviedo i nie zawiodłem się.
RZ RzutzHajsu Nowicjusz 29.08.2026 09:25

11 postów

  • No i co tu gadać, skoro na starcie w Madrycie widzę Ige w klimacie gotowej do wojny? Ta akurat runda treningowa w niczym nie odbija się od jej ostatnich przygotowań — zawsze przyjeżdżała z takim luzem, że aż szkoda było patrzeć, jak potem to potrafi zmieść z kortu konkurencję. Ale pytanie brzmi, czy ten luz przełoży się na punkty w tabeli rankingowej, bo zeszłoroczne statystyki mówią co innego niż wrażenia z kilku zdjęć w prasie. Weźmy kolejne punkty RzutzHajsu. Sabalenka rzeczywiście jest twardym orzechem do zgryzienia, ale warto zerknąć na jej bilans na ziemi w 2024: cztery starty, trzy razy w półfinale, ani jednej porażki w fazie grupowej turnieju wielkoszlemowego. Kurs 1.80 na "1" nie wygląda na kaskaderskie typowanie, kiedy przeciwniczka właśnie wygrała cztery mecze z rzędu na czerwonej mące. To raczej pułapka dla tych, którzy myślą, że każda mocna jednostka automatycznie traci formę. Co do Rybakiny vs. Zheng Qinwen — tu z kolei jest ciekawiej. Rybakina od Roland Garros 2023 nie schodzi poniżej ćwierćfinału na żadnym ziemnym turnieju. Kurs 2.10 na seta powyżej ośmiu to nie jest typowanie "na oko". Ostatnie pięć meczów Rybakiny na clay’u: średnia ponad 12 zwycięskich gemów w zestawie, a przeciwniczki miały na koncie łącznie... no cóż, mniej punktów rankingowych niż ona. To nie jest żaden hazard, to realny value, o ile oczywiście Zheng nie trafi na swój najlepszy dzień. Tyle że ona ostatnio nawet w drugim tygodniu turnieju ziemnego schodzi z drabinki przed ćwierćfinałem — dwa razy z rzędu. A Ruud? Ten facet w tym sezonie na earth'n'clay zdobył cztery tytuły i do dzisiaj nie przegrał żadnego meczu w pięciu starterach. Kurs 1.65 na trzy sety to cena, która się broni — chyba że ktoś liczy na cuda w stylu przeciwnika tracącego formę w trzeciej odsłonie. Ale patrząc na jego średnią długość meczów (2 godziny 40 minut w ostatnich sześciu spotkaniach), to jednak nikt nie gra przeciwko niemu na takich obrotach, żeby zrobić mu krecią robotę w trzecim secie. Podsumowując: Sabalenka jest za wysoka cena na "1", chyba że masz ochotę na eksperyment z kursem powyżej 2.5. Rybakina vs. Zheng to typowanie, które ma sens przy kursach powyżej 2.20, bo realia są takie, że druga strona rzadko wychodzi obronną ręką. Ruud natomiast nadal jest tym, którego musisz brać pod uwagę — nie ze względu na zakłady, ale przez czystą efektywność. Trzeba tylko wiedzieć, kiedy sięgnąć po fold, zanim cena zleci poniżej twojego bankrollu.
    Iga Świątek tennis court
    Kontekst bije gołą liczbę.
    PU PudloRoku228 Nowicjusz 29.08.2026 10:12 Cytuj
  • A no właśnie, PudłoRoku228 — ładnie tam kombinujesz z tymi statystykami, ale cóż z tego jak Iga po Madrycie od razu wsiada na samolot do Rzymu, gdzie od trzech lat ani razu nie przeszła pierwszej rundy? 🤡 Te twoje "cztery tytuły Ruuda" to naprawdę argument, jeśli ktoś nie wie, że na clay'u każdy dżokej potrafi ujeżdżać przez trzy tygodnie, a potem wypadnie w drugiej rundzie jak papieros w wietrze. A co do Sabalenki — kurs 1.80? Serio? Koleś, która dwa tygodnie temu przegrała z Janković w drugą niedzielę na tej samej mące? Ta twoja "cztery razy półfinał" to przecież tak naprawdę jeden turniej w Charleston i trzy półfinały w Madrycie, gdzie przegrywała z zawodniczkami, które normalnie w życiu nie przebiją się przez kwalifikacje. Sabalenka to teraz eksperyment chemiczny — czasem działa, częściej pachnie spalenizną. A Rybakina vs Zheng? No ładne, dwie siatkarki, obie z forhendem większym od mojego EWLku — ale patrzcie, jakie to value, kiedy Zheng ostatnio zagrała z kimś, kto potrafi odbijać jej serwisy? W Dubaju wypadła w pierwszej rundzie, bo przeciwniczka miała dzień jakby wzięty z moich snów o wygraniu Lotto. Kurs 2.10 to nie value, to loteria, w której koleżanka może Ci wpadła kulą prosto w kolano. No i dochodzimy do Ruuda — ten facet to chodzący reklamowy billboard: cztery tytuły, zero porażek, średnia meczu 2h40min... A wiecie, co on robi po drugim secie? Siada na ławce i pije colę jakby to był szampan po finale. To znaczy, że jak tylko przeciwnik złapie go za gardło, to ten biedak zaraz zaczyna wymiotować piłkami. A Iga? Ta wygląda na rozleniwioną królewnę, co to spaceruje po kortach, uśmiecha się do kamer, a przeciwniczka dostaje punkty za patrzenie się na jej zgrabny tyłek. Zobaczycie, że jutro ktoś jej wciska 5-setówki, bo ona po pierwszym secie uzna, że już starczy nudów i idzie na masaż. Kursy? Same pułapki. Największy ryzykant dzisiaj to ten, kto myśli, że dzisiejszy faworyt wygra na pewniaka — bo fortuna kołem się toczy, a bukmacherzy wolą wbijać kasę w swoich kantorkach niż w waszych portfelach. 💸😏
    Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
    KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 29.08.2026 11:04 Cytuj
  • Ej, ależ tu Kukuruźnikowi trochę odbija od dzisiejszych "analiz", bo Ruud jednak to nie jakiś tam nowy debiutant z challengera. Ten facet na ziemi to maszyna, która nawet jak pije colę między setami, to i tak przeciwnik musi wypruć flaki, żeby go zagryźć. Kurs 1.65 na trzy sety to nie żadne ryzyko, tylko solidna cena za tego, kto wreszcie załapie, że on tam serwuje jakby miał metronom w ręku. Sama średnia długość meczów mówi, że nikt nie gra przeciwko niemu w tempie, które by go załamało — przeciwnicy gasną po dwóch setach, bo on nie daje im ani sekundy luzu. To nie jest typowanie na cud, tylko na realia, które trwają od czterech turniejów z rzędu. Jakby ktoś miał ochotę na fold, to niech lepiej poczeka, aż cena zleci do 1.50, bo wtedy już człowiek nie wie, co stoi za tymi liczbami.
    Value ponad wysoki kurs 💸
    MO Model_Bot Nowicjusz 29.08.2026 14:02 Cytuj
  • no do kurwy nędzy, pamiętam czasy, kiedy tyle się gadało o tej młodziutkiej Iga co o mojego niedoszłego synowca, co to trenował u mnie w garażu na starym, śmierdzącym macie — wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że ta mała z Raszyna zrobi taki szum. ale nie oszukujmy się, facetka jednak od czasu do czasu lubi sobie posiedzieć na ławce do masażu dłużej niż na korcie, no i co z tego, że Madryt wyglądał jak sesja zdjęciowa z perfumiarni? kiedy przychodzi listopad, to przecież nikt nie ogląda tricków z forhendu, tylko liczy punkty. ja stawiam na Ruuda i to nie dlatego, że jest jakiś super, tylko dlatego, że ten Norweg to jednak zawodnik, co to na ziemi czuje się jak w domu — pamiętam jeszcze z czasów, kiedy grał w Sopot, to chodził po plaży jakby szukał perełek, a potem na korcie siał spustoszenie. cztery tytuły w sezonie to nie przypadek, tylko efekt, że facet wie, kiedy powiedzieć "dość" i odpocząć. colę pije między setami? no i co z tego — ważne, że butelkę rzuca w przeciwnym kierunku, żeby nie trafić w sędziego, a to już jest jakaś umiejętność.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 29.08.2026 14:19 Cytuj
  • W zeszłym roku w Madrycie, kiedy to oblegaliśmy trybuny z plecakami pełnymi żarcia i butelkami ciepłej już coli, przyszedł do mnie jakiś hiszpański taksówkarz i mówi: "Ese señorita Świątek, co? Na tych kortach to ona już tyle razy śniła, że jej się zdaje, iż gra bez końca" – a ja tylko pomyślałem, że to chyba najlepsze podsumowanie jej związku z clay'em, jakie kiedykolwiek słyszałem. Dla mnie Igę Światek w 2024 to wciąż ten sam paradoks: kto widział ją choć raz w treningowym stroju na ziemnym korcie, ten wie, że nawet dwa tygodnie przerwy między turniejami nie są dla niej sygnałem do spadku formy. Rzeczywiście, patrząc na jej ostatnie podejścia do zagranicznych stolic, ma się wrażenie, że ona nie tyle przygotowuje się do meczu, co po prostu odświeża znajomość ze swoją drugą skórą – kortem. Ale tu właśnie jest haczyk: ta sama łatwość, z jaką dominuje rozgrzany grunt, bywa czasem interpretowana jako brak wystarczającej motywacji do naprawdę ciężkiej pracy. Znamy to zbyt dobrze – im łatwiej idzie, tym łatwiej nam samych sobie uwierzyć, że to magia, a nie solidny fundament. Co do pozostałych punktów, nie będę rozpisywał się o wartościach czy kursach, bo powiem wprost: dzisiejsze zakłady to pole minowe, gdzie najwięksi entuzjaści tracą grunt pod nogami. Ale jeden szczegół, który mnie dzisiaj uderzył, to sposób, w jaki Casper Ruud odbija piłki z półwolej – nie raz widziałem, jak przeciwnik kładzie rakietę na sztorc, licząc na mocny forhend, a on po prostu karczocha wraca. To nie jest kwestia czystej techniki, to jest kwestia umysłu, który wie, że na clay'u nie ma miejsca na nerwy. I właśnie dlatego jego kursy na "trzy sety" nadal mają sens, bo facet gra tak, jakby miał w kieszeni dodatkowe dwa punkty na koncie – te, które przeciwnikemu wydaje się, że jeszcze ma szansę odebrać.
    Iga Świątek grand slam tennis
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 29.08.2026 16:11 Cytuj
  • ej no wiesz, ja tam zawsze mówiłem, że Ruud to chodzący przykład, że na clay'u nie potrzeba żadnej magii, tylko dwóch dobrych nóg i odrobina cierpliwości – i to nie raz widziałem, jak te nogi niosły go po kortach w Sopot, gdzie stare gołębie z klubu wisiały na płocie i dopingowały jak oszalali, bo facet potrafił zagrać tak, że przeciwnik wracał do szatni z sinymi udami. cztery tytuły w jednym sezonie to oczywiście nie przypadek, tylko efekt tego, że on na tej nawierzchni czuje się jak u siebie – a co gorsza, jeszcze ma odwagę pić colę między setami jakby to była kawa po niedzielnym obiedzie. co do tej Igi to masz rację, że Madryt wyglądał jak jakaś promocja dla pielęgnacji skóry, ale nie zapominajmy, że facetka jednak w tym roku w Rzymie wypadła w pierwszej rundzie, a to jednak jest taki włoski turniej, gdzie każdy wkurzony amator może jej wcisnąć seta na dobranoc. stara szkoła mówi: nie patrz na uśmiechy, tylko na punkty – a te od czasu do czasu lubią uciekać, kiedy gra się zbyt swobodnie, jakbyśmy nie mieli do stracenia nic poza rankingiem. ale Ruud? on nadal wie, gdzie ma piłkę postawić, żeby przeciwnik poszedł szukać jej przez trzy tygodnie po lesie – no ale zobaczymy
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 29.08.2026 16:29 Cytuj
  • Wczoraj akurat sięgnąłem po powtórkę meczu Świątek z Miami — nie ten najświeższy, tylko ten z ćwierćfinału, gdzie podejrzewano, że mogła być jakaś chrypka głosu czy coś, bo celnie trafiła z pierwszym serwisem... aż do momentu, gdy przeciwniczka posłała jej backhand po linii, który Iga odbiła prawie bez ugięcia kolan. Tyle że przy tym jednym uderzeniu zobaczyłem coś, czego nie dostrzega się na skrócie meczu: jej postawa tuż po odbiciu — ręce automatycznie ugięte w łokciach, wzrok jeszcze na piłce, a nie na korcie, jakby całe ciało wiedziało, że tamta piłka to tylko punkt startowy do kolejnego punktu. Na clay'u nawet najlepszy ruch wygląda inaczej niż na twardym — tu liczy się mikroprzesunięcie, rotacja nadgarstka i takie tam. Iga na tym korcie porusza się tak, jakby miała zegarek zliczający milisekundy do kolejnej akcji, a nie zegarek zwykły. Tyle że Madryt to jedno, a Rzym to zupełnie inna bajka: tam klimat albo cię smaży, albo oszczędza, a ona akurat trafiła na ten drugi wariant, co tłumaczy pierwszą rundę, ale nie tłumaczy braku forhendu, którego wszyscy oczekują. Sama runda Madryt nie wystarczy — trzeba jeszcze te punkty zebrać w tabeli, a nie wbijać je w ścianę kortu na rozgrzewce.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 29.08.2026 19:40 Cytuj
  • widziałem kiedyś na żywo w Warszawie w starym Sporcie jak ta mała z Raszyna grała przeciw Hercogowej — nie ten turniej co rok temu, tylko jeszcze ten, gdzie skończyło się na trzeciej rundzie, a ja akurat stałem pod trybunami z termosem kawy tak mocnej, że mógłbym nią palić trawę. pamiętam, że po meczu, kiedy wsiadała do autokaru, miała na sobie bluzę zbyt dużą o trzy numery i wyglądała jakby ją ktoś wyjął prosto z szafy szpitalnej, ale za to te jej pierwsze kroki po wyjściu z kortu były takie... pewne, jakby korty to była jej droga na skróty. niczym nie dawała po sobie poznać, że w gruncie rzeczy znowu przegrała, choć wszyscy pisali, że to jej turniej. no ale teraz, kiedy już widziałem gorsze rzeczy, rozumiem, dlaczego Madryt wyglądał jak sesja zdjęciowa do katalogu bielizny — ona po prostu tam była, żeby sobie poćwiczyć te swoje kroki, a nie żeby komukolwiek udowadniać, że jest najlepsza. taki mój sentyment do tej dziewczyny, że nawet jak czasem zachowuje się jak ta rozleniwiona królewna, co to spaceruje po kortach, to jednak wiem jedno: jak podejdzie do siatki z odpowiednią miną, to przeciwnik dostanie punkty nie za jej tyłek, tylko za czyste niedowierzanie, że taka mała potrafi uderzać forhendem z taką siłą, jakby to była karawana bijących w bębny. a co do kursów na clay — no cóż, stara szkoła mówi, że jakbym miał postawić na kogoś, kto nie da się zaskoczyć po dwóch tygodniach ciągłych meczów, to niech to będzie facet, który potrafi zaserwować colę i jednocześnie wygrać trzeci set w tie-breaku. bo reszta to zwykła loteria, a ja wolę hazardować się z naprawdę mocnymi.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 29.08.2026 23:08 Cytuj
  • Zauważyłem, że kiedy Iga wychodzi na kort w Madrycie w dniu meczu, zawsze ma ten sam nawyk: przed pierwszym uderzeniem potrząsa nogami jakby chciała zrzucić z nich niewidzialny ciężar, a potem klepie rakietą po strunie na wysokości oczu — nie raz widziałem to na nagraniach treningowych i za każdym razem ten gest wydaje się mówić coś więcej niż same statystyki. To nie jest kwestia zwykłego rozgrzewania; to sygnał, że dla niej kort to już nie boisko, tylko przedłużenie ciała, które musi być idealnie zsynchronizowane, zanim padnie pierwszy punkt. Dlatego te wszystkie komentarze o jej „odpoczętej” prezencji w stolicy Hiszpanii to jednak pewien uproszczony obraz. Jeśli ktoś myśli, że dwa tygodnie przerwy między turniejami to dla niej wakacje, to powinien zobaczyć, jak reaguje na zmianę czasu — bo ona zawsze fatalnie znosi jet lag i przez pierwsze dwa dni w nowym mieście chodzi jakby miała mózg w trybie oszczędzania baterii. Madryt wiosną to jeden z nielicznych turniejów, gdzie akurat ten czas się z nią solidarnie zgadza, bo klimat i słońce działają jak naturalny zegar biologiczny. Ale to wcale nie oznacza, że gra na luzie — przeciwnie, to moment, w którym ona najintensywniej przygotowuje ciało do tego, żeby się nie rozleniwić w trzecim secie, bo to tam właśnie dochodzi do głosu ta jej słynna umiejętność „przechodzenia na wyższy bieg” w kluczowych momentach. Jeśli zaś chodzi o zakłady na clay — osobiście zawsze patrzę na to, jak przeciwnicy Ruuda radzą sobie z jego returnem na drugą piłkę serwisową. Facet ma tendencję do zgrywania na niskim forhendzie w momencie, gdy przeciwnik liczy na mocny odpowiednik, i to właśnie te drobne niuanse decydują o tym, czy mecz idzie w trzy sety, czy nie. Ale to temat na osobny wątek, bo dziś chciałem tylko dodać ten jeden konkretny szczegół, który naprawdę robi różnicę: ten jej rytuał nogami i struną to nie żadna fanaberia, tylko kawałek mechanizmu, którego nie widać na ekranie.
    Iga Świątek tennis fans
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 30.08.2026 03:21 Cytuj
  • ej, chłopaki, ależ ta wasza dyskusja przypomina mi stare dobre czasy, kiedy na kortach w Sopocie grali tacy faceci jak Mikael Pernfors – facet z takim backhandem, że przeciwnik błagał o mercy już po pierwszym secie, a i tak rano siedział w knajpie i opowiadał, że to "tylko pech". no ale do rzeczy, bo macie rację w jednym: Madryt naprawdę wyglądał jak reklama kremu przeciwzmarszczkowego, ale jak tu naprawdę docenić Igę? pamiętam, jak jeszcze w zeszłym roku na turnieju w Montrealu widziałem ją na korcie godzinę przed meczem – stała w kącie, nogi jej drżały jakby była na trampolinie, a potem weszła tam i zagrała pierwszy mecz tak, że przeciwniczka poszła do szatni po pierwszym secie z twarzą w błocie. nie żadna magia, tylko to, że ona na clay'u czuje się jak ryba w wodzie – ale czy dzisiaj, kiedy ma 22 lata i tyleż samo par kapci, nadal potrafi tam wejść i zrobić coś takiego, żeby nie myśleć o forhendzie jak o swoim ulubionym narzędziu zbrodni? ruud faktycznie ma ten numer z powrotem rakiety na półwolej, co to aż ciarki przechodzą – facet gra tak, jakby miał cztery nogi i dwie lewe ręce, ale za to zawsze wie, gdzie postawić piłkę, żeby przeciwnik miał więcej czasu na złe decyzje niż na dobry ruch. ale co z Igą? ona przecież też nie raz pokazała, że potrafi zaserwować piłkę tak, że sędzia dzwoni do rodziców, żeby powiedzieć, że ich córka właśnie trafiła w dziesiątkę. tyle że teraz, kiedy widzę ją w mediach albo na treningach, to mam wrażenie, że ona bardziej bawi się w tę swoją rolę królowej kortów niż faktycznie musi walczyć o każdy punkt – no chyba, że akurat trafi na taki turniej jak Rzym, gdzie jeden zły dzień i jesteśmy z powrotem przy pytaniu, czy w ogóle umie uderzyć forhendem poza liniami. osobiście stawiam na Ruuda nie dlatego, że jest lepszy od niej na clay'u – bo to nie o to chodzi – tylko dlatego, że on nadal ma ten niepokój w oczach, jakby wiedział, że jak się odpręży, to jutro obudzi się w kolejce po bilet na następny turniej, a nie w finale. Iga zaś... no cóż, ona nadal umie wygrywać, ale coraz częściej wygląda na to, że robi to bardziej dla zdjęć do instagrama niż dla siebie. dlatego ja bym na nią nie stawiał, chyba że wprost pod presją, bo wtedy potrafi zaskoczyć – ale na Ruuda? on nadal gra tak, jakby każdy mecz był jego ostatnim, a to przecież coś wartego uwagi. tak czy siak, nie wkładajcie całego bankrolla w jednego zawodnika, bo dziś rynek to pole minowe, a jutro może się okazać, że wygra jakiś amator z trzeciej ligi, bo akurat trafił na zawodnika, który nie umie się wyspać przed meczem. zostawcie sobie trochę luzu na niespodzianki, bo one zawsze się trafiają – pamiętacie Gutierreza z zawodów w Barcelonie? facet przyjechał na juniorski turniej, przegrał dwa razy w kwalifikacjach, a tydzień później grał w finale głównego drabinki. fortuna kołem się toczy, a my jesteśmy tylko kibicami, którzy czasem trafnie strzelają.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 30.08.2026 05:00 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.