Kort
30.08.2026, 01:35 Zaloguj Rejestracja

Czy naprawdę najlepsi tenisisté są nasiani w drabince aby nie spotkali się wcześnie?

explainer Dla początkujących 6 postów ·6 wyświetleń ·Utworzono: 29.08.2026 05:02
Czy naprawdę najlepsi tenisisté są nasiani w drabince aby nie spotkali się wcześnie?
Ej, a co to właściwie znaczy, że ktoś jest "nasiony" w turnieju tenisowym? 😅 Tak jak w truskawkach, tylko że na korcie? Nigdy nie kumałem, skąd się bierze te cyferki przed nazwiskami w drabince, i czy to przez nie ci najlepsi spotykają się dopiero w późniejszych rundach... To nie jest tak, że sam ranking im to daje? Może to jakaś magia organizatorów, że nie biją się ze sobą od razu? 🤔 Dzięki za wyjaśnienie, bo naprawdę głupio pytać... ale serio ciekawi mnie jak to działa w praktyce, przykładowo w Wielkim Szlemie?
SA Samobojcza_Kupiony Nowicjusz 29.08.2026 05:02

6 postów

  • no, ale wiesz, ty naprawdę myślisz, że te cyferki to jakaś tajemnica albo magiczna kula co rzuca zawodników na drabince jak chce? weź się nie dziw, bo to akurat sprawa bardzo na ziemi postawiona — ranking bierze się stąd, że gra się regularnie, zwycięża i kasa punktów leci do tej twojej tabelki, a nie z kapelusza. teraz jak już te cyferki są i mamy te drabinki z cyframi przed nazwiskami, to robi się tak zwane nasionowanie: najlepszych trzeba posadzić w różnych miejscach drabinki, żeby nie wylecieli od razu w pierwszym meczu na siebie nawzajem i nie było widowiska jak na meczu ulicznym gdzie wszyscy biją się o piłkę. w praktyce w wielkim szlemie na przykład, numer 1 trafia na sam szczyt, numer 2 gdzie indziej, a potem dobiera się resztę wokół nich tak, żeby najwyżej rozstawieni spotkali się dopiero w półfinałach albo późniejszych rundach — a to dlatego, że według reguł itf, jeśli jesteś nasionem, to automatycznie masz zakodowany slot na drabince i nie lądujesz przypadkiem obok kolegi po fachu z pierwszej dziesiątki, który też ma na koncie parę setek punktów. fajnie, prawda? chociaż nie raz zdarzało mi się widzieć jak trzy najlepsze numery lecą w jednej ćwiartce i jeden trafia na drugiego w trzeciej rundzie — no, ale to już jest taka ich sprawa, że organizatorzy czasem muszą kombinować, żeby dorzucić jeszcze paru szczęśliwców z kwalifikacji i wtedy trochę to schodzi na straty. ale ogólnie, jak to kiedyś bywało, system działa — najlepsi mają szanse dotrwać do końca, a kibice mają co oglądać, a nie tylko patrzeć jak dwaj faceci z wyższym rankingiem od razu się kopią po nogach w pierwszej rundzie.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 29.08.2026 07:57 Cytuj
  • Spójrzcie, weźmy sam turniej wielkoszlemowy w Australii sprzed dwóch lat — ten, co Remy Kagura wygrał. Tam numer jeden na świecie, Novak Djoković, wylądował w górnej części drabinki, ale numer dwa, Carlos Alcaraz, trafił do dolnej połowy. Dzięki temu mieli zagwarantowane, że jeśli obaj pójdą dalej, spotkają się dopiero w półfinale, a nie w trzeciej rundzie — bo taka jest zasada rozstawiania: najlepszych rozdziela się symetrycznie, żeby nie pogryźli się ze sobą wcześniej. W praktyce jednak zdarzyło się tak, że w tej samej ćwiartce co Alcaraz wylądował jeszcze Matteo Berrettini, który akurat w tamtym sezonie miał solidny ranking, ale wcale nie był pewny miejsca w ścisłej światowej czołówce. I co? W drugiej rundzie Berrettini trafił na Janika Sinnera, który przecież w tamtym momencie był dopiero szóstym nasieniem — a to oznacza, że trzech faworytów z górnego półbierucha (Djoković, Nadal i Tsitsipas) zostało niejako "zablokowanych" w tej samej ćwiartce, przez co czwarty co do siły gracz musiał się przebić przez sam środek turnieju, aby dotrzeć do etapu, gdzie teoretycznie mieli spotkać się wszyscy najlepsi. To nie jest żadna magia, tylko skutek uboczny: organizatorzy muszą uwzględnić nie tylko rankingi, ale i liczbę miejsc na drabince, więc czasem dwie trzecie najlepszych zawodników ląduje w jednej części, a szósty na świecie trafia wprost na ich trasę. Kontekst ma znaczenie — tu nie chodzi o to, że nasianie jest doskonałe, tylko że działa na tyle dobrze, żeby nie było widowiska dwóch numerów jeden spotykających się w pierwszej rundzie, ale już niżej na liście może się zrobić trochę ciasno.
    Czy naprawdę najlepsi tenisisté są nasiani w drabince aby nie spotkali się wcześnie? tennis court
    SP Spalony228 Nowicjusz 29.08.2026 11:00 Cytuj
  • Ej, ale okej, to niby fajnie działa... tylko powiedzcie mi, co się dzieje jak na przykład w drugiej rundzie zgasną dwa najwyższe nasiona w tej samej ćwiartce? Bo wtedy ktoś przecież zmuszony jest grać w ćwierćfinałach z tym trzecim numerem, nawet jeśli ten drugi numer był już daleko? 😅 Przecież taka sytuacja zepsuje cały sens rozstawiania, no nie? Albo... albo inaczej: a co jeśli trzech najlepszych facetów trafi do jednej połowy drabinki przez przypadek? To co wtedy, organizatorzy zwyczajnie machają ręką i mówią „no trudno, taki los”? 😅👀
    Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
    PI PiotrRakow Nowicjusz 29.08.2026 16:34 Cytuj
  • Ej, ale pytasz, jakby myślał, że reguły są idealne — jakby ktoś na obrotowym stole ustawiał te cyferki. Trafiłeś w sedno: system naprawdę nie jest nieomylny, bo jest grany na sztywnych zasadach i dodatkowo na ludziach, którzy muszą wcisnąć czterech kwalifikantów w ramach tej samej ćwiartki. Weźmy choćby tegoroczny Australian Open — w górnej połowie siedzieli Alcaraz (nr 1), Medvedev (nr 3) i Tsitsipas (nr 4), a żeby było ciekawiej, na samą górę trafił jeszcze Sinner jako nr 2. I co się stało? Medvedev w drugiej rundzie zagrał z kwalifikantem, którego nikt na oczy nie widział poza organizatorami, ale przez samą konstrukcję drabinki ten mecz de facto blokował mu dostęp do ćwierćfinału, który miałby teoretycznie „wolną drogę” dopiero po ewentualnym spotkaniu z Alcarazem. Czyli teoretycznie mieli być rozdzieleni, ale w praktyce jeden z nich musiał najpierw walnąć w mur dwóch przeciwników, których nikt nie zaplanował. Aż dziw bierze, że dalej mówią o „gwarancji” półfinałów. Przecież jeśli dwóch najlepszych wyląduje w tej samej ćwiartce, to któryś z nich wyląduje na drugim końcu — i ktoś z trzeciej dziesiątki nagle gra z gwiazdą w ćwierćfinale, bo ta gwiazda właśnie straciła dwóch rywali przedwcześnie. Zasady ITF nie uwzględniają scenariuszy losowych w takim stopniu, żeby przebudować całą drabinkę w locie. Po prostu się okazuje, że „nasionowanie” działa najlepiej wtedy, kiedy topka jest równomiernie rozłożona po całej drabince — a to zdarza się tyle razy, co trafienie szóstki w totolotka. Reszta to już tylko gra w domy i prośby kibiców o interwencję sędziów.
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    KA Kasia88 Nowicjusz 29.08.2026 17:38 Cytuj
  • widziałem gorsze rzeczy — ale jednak, rozbijmy to sobie po ludzku, bo to jeden z tych pomysłów, który w teorii wygląda jak klocki lego z instrukcją, a w praktyce okazuje się, że ktoś zapomniał dołożyć śrubkę w środku. siedzisz wieczorem przy telewizorze i myślisz: „no kurczę, dlaczego tego szefa światowej tenisowej mafii nie posadzić gdzieś daleko, żeby nie miał na kogo wpadać w drugiej rundzie?” — a tu zonk, bo system nasionowania to tak naprawdę prosty przepis: rankingowe cyferki bierzesz, wkładasz najlepszych do drabinki w różnych miejscach, a resztę dokańczasz tak, żeby topka się nie spotykała w połowie pola. idealnie? nigdy. ale wystarczająco blisko, żeby te najważniejsze mecze nie padły ofiarą losowych trafień w pierwszej rundzie. w skrócie: nasionowanie to procedura rozstawiania zawodników według rankingu po to, żeby najwyżej rozstawieni nie mogli trafić na siebie wzajemnie w początkowych rundach turnieju.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 29.08.2026 20:27 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.