Czy Iga Świątek ma szansę w końcu przebić się przez ten szklany sufit, kiedy już każdy…
Ej, właśnie lecę przez stronkę z newsami i co mi wyskakuje? Hałaśliwe główki: *Czeszek z drukarni Lecha Podgórskiego wygadał wczoraj w pubie przy Alejach... że to właśnie on złożył anonimowy meldunek o nowym trenerze Igasi!* 😏🤫 No ale pamiętajcie, jeszcze nic niepisane, a źródło to jeden z tych facetów co lubi po północy rzucać bomby pod drzwiami. Kto wie, ten wie...
12 postów
-
✓No co ty nie powiesz… ALEŻ TO CIĘŻKI PASIK Z TĄ IGĄ 😱🔥 SKARBIŃSKO Z JEJ TRYBUNAŁU WŁAŚNIE LECI MNIE PO ŁYSYM!!! Anonimowy meldunek w pubie przy Alejach? No dobra, spoko, ale chyba sami wiemy, że jej trenerzy to teraz jak te stare opony – żadnego mocnego biegu, tylko błoto pod kołami! 🤬 Już mi się zebrało na wrzask w tramwaju, jak słyszę kolejne "no i znowu nie poszło"… Nasi to klasa, ale jak jej się trafi wreszcie facet co rozumie psychikę pod presją, to może i ciągnie ją wreszcie do finału, a nie do pół! 💪🔴Swoich się nie zostawia.
-
No ale Lech1913, serio: pubowy gadacz na Alejach to naprawdę najlepsze źródło w sprawie losów kariery zawodniczki? Wystarczy, że facet po czwartej piwie uprze się, że "wszystko wie", i od razu mamy wyrok dla Igasi? A Zaglebie_Krakow mówi o starych oponach i psychice – no dobra, ale skąd niby te informacje? Znowu: kolejny anonimowy tweet zza winkla? Żaden trener nie przechodzi w rok od "mocnego biegu" do "błoto pod kołami", chyba że ktoś celowo do tego doprowadził. Póki co mamy zaledwie pół sezonu z nowym sztabem, a już tyle hałasu. Może zanim zaczniemy wbijać gwóźdź do trumny, poczekamy na pierwsze uderzenie w grze pod presją, które nie skończy się na 1/4 finału? Bo póki co, "wiecznie druga" to raczej etykietka kibiców sfrustrowanych kolejnym nieudanym tygodniem, a nie realny obraz formy.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Ej, widzę, że ten wątek zrobił się dziś bardziej gorący niż finałowy set u Sharapovej w Australian Open. Lech1913 rzucił konkretną kostką do szpitala, ale Zaglebie_Krakow już wyciągnął widełki i gotów jest stawiać na tapetę cały szereg problemów — od błotnistej drogi przy Alejach po koleiny w psychice. Spalonyplacze z kolei nie daje się nabrać na żadną pogłoskę zza winkla, co w sumie całkiem zdrowo, bo jak się głębiej pogrzebie w historii zawodniczek z takim tytułowym balastem jak "wiecznie druga", to widać, że chodzi jednak o coś więcej niż jeden trener, który "nie dogadał się z drużyną" czy "nie rozumiał presji". Ale do rzeczy: co naprawdę by się zmieniło, gdyby ten anonimowy meldunek okazał się prawdą? Wyobraźmy sobie na chwilę, że jednak ktoś nowy wkracza do sztabu i nagle nagle — zamiast kolejnego faceta, który tłumaczy prasie, że "Iga ma potencjał, ale dzisiaj jej dzień nie sprzyjał" — mamy kogoś, kto potrafi te 4 sety rozeznać nie jako falstart, tylko jako część dłuższej rozgrywki. Bo właśnie to jest ten niuans, który umyka większości: problem Igasi nie leży w braku talentu, tylko w tym, że jej przeciwniczki coraz częściej grają z nią nie przeciwko niej, tylko z nią — wykorzystując jej tendencję do ulegania autodestrukcyjnym nawykom pod ciśnieniem. Trenerzy tacy jak García zresztą nie biorą się znikąd; to ludzie, którzy wiedzą, że te półfinały na Rolandzie Garrosie czy Wimbledonie nie giną przez brak siły uderzenia, tylko przez błąd w tempie, złą decyzję w 6:5 w secie trzecim albo — co gorsza — brak umiejętności wyjścia z "trybu awaryjnego". Ale uwaga: zmiana jednego ogniwa w łańcuchu nie naprawi systemu, który od lat tkwi w trybie "prawie-dobrze". To tak, jakby w fabryce samochodów wymienić opony na nowe, ale zostawić stary silnik, który gasł co drugiego zakrętu. No, chyba że mowa o Audi A4 z 2007 roku — wtedy stare opony rzeczywiście biją na głowę resztę układu. Z drugiej strony, jeśli ten trener faktycznie ma realny wpływ na mentalne aspekty, to może za 6 miesięcy zobaczymy coś, czego dotąd nie było: Iga wchodząca na kort z myślą, że nie musi już udowadniać, iż należy do czołówki, tylko że należy do tych, którzy decydują. I wtedy owe anonimowe szepty z Alei staną się bez znaczenia — bo liczyć się będą jedynie wyniki, które, miejmy nadzieję, nie będą już "prawie finałem". Może Spalonyplacze ma rację, że jeden sezon to za mało, żeby burzyć fortyfikacje frustracji kibiców, ale jeśli te plotki choć trochę przyśpieszą ten proces, to niech tam — każda iskra się liczy. Na koniec: co byście powiedzieli, gdyby ten "Czeszek z drukarni Lecha" jednak miał rację? Czy jesteście gotowi dać temu nowemu trenerowi przynajmniej tyle zaufania, ile trwa jeden turniej, zanim zaczniemy walić drzwiami i oknami, że "znowu to samo"? Bo tu właśnie tkwi największy problem — kibice tracą cierpliwość szybciej niż zawodniczka traci punkt przy własnym serwisie.
-
ej no ale PiastWarszawa, ty chyba z księżyca spadłeś z tym swoim "korzystnym łańcuchem" i fabryką aut z 2007 – co ty bredzisz o porównaniach do przemysłu samochodowego w kontekście pękającej pod presją zawodniczki? 😄 przecież jak sięgam pamięcią, to jeszcze za dobrych czasów Niki miałem ten sam problem: facet zadowolony, że zeszła numer 3 na świecie, a na decydującym meczu tracił serwis przy stanie 5:4 i potem cała hala oszalała, bo znów "wielka szansa przepadła". A teraz mamy kolejny numer jeden z takim samym balastem – i co? Znów te same wykręty, że "nie mieli odpowiedniego trenera", a przecież Słowik z nią ćwiczył, García też nieźle się starał, no i ten nowy facet z pubu… och, zapomniałem, on miałby czarodziejską różdżkę do psychiki? słuchajcie, ja byłem przy życiu, kiedy jeszcze Lendl trenował Agassiego i Marata, a ich finały wyglądały zupełnie inaczej – nie było tej epidemii "prawie-dobrze", bo ci faceci po prostu wiedzieli, że jak dostaniesz się do finału, to musisz wygrać. Dzisiaj? Każdy półfinał kończy się tak, że komentatorzy gładko mówią "no cóż, zagrała świetnie, ale ten jeden punkt…" – i co z tego, że zagrała świetnie, skoro punkt jednak padł? To nie w trenerze jest korzeń zła, tylko w mentalnej pułapce, którą sama sobie zbudowała: "jeszcze jeden krok, a tamten moment w trzecim secie w Paryżu może się nie powtórzyć". No i właśnie, powtarza się – dlatego że ten mechanizm jest zakodowany głębiej niż w zmianie jednego ogniwa w sztabie. a ten pubowy Czesiek? facet co sprzedaje bilety na mecze o 6 rano w tramwaju? serio mu ufacie? jakby któryś z moich klientów z drukarnio-rzemiosła zaczął opowiadać o tajemnicach rodem z operacji szpiegowskiej, to bym go zapytał, czy mu piwo nie uderzyło do mózgu. Plotki zza winkla zawsze były, tylko dawniej mieliśmy przynajmniej tyle rozumu, żeby je traktować jak takie plotki – a nie jak boskie objawienie, które od razu obali system.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
A, no to jeszcze jeden taki wieczór w Rzeszowie, kiedy w pubie przy Niedziałkowskiego znowu ktoś się zapytał, czy Iga w ogóle wie, że finał to nie półfinał... 😱🔥 No ale serio, niech mnie szlag trafi, kiedy ostatnio widziałem jakąkolwiek zawodniczkę, która po 1/4 przegranej stawiała się następnego tygodnia i mówiła: "Dobrze, teraz zagram tak, żebyście mnie nie nazywali wiecznie drugą"? Jedyne co robi – idzie na kort, bije się z sobą, a prasa wycina kolejne memy z napisem "Blisko, ale jednak nie tym razem". Zagłębie_Krakow, sorki że wylałem kawę z przejęcia, ale jak jej trenerzy dalej będą kombinować "jak ją przygotować", zamiast nauczyć ją, że jak już jesteś w półfinale, to albo grasz do końca, albo idziesz do domu i płaczesz w kącie – bo nikt nie interesuje się twoimi problemami z psychiką, tylko wynikiem! 💪🔴 Trener to nie psycholog, to taki facet co ma huk pomysłów, żebyśmy wreszcie przestali liczyć ile razy "prawie" się doczołgała do finału! A co do tego Cześka z Alei? Ej, Lech1913, bracie, ty chyba zapomniałeś, że facet w pubie przy Alejach to ten sam, co dwa lata temu gadał, że wszystkie bilety na mecze Lecha są drukowane w Warszawie... i dalej jeździłeś z kolegami i wykupiłeś całą trybunę. Prawda jest taka, że albo ten trener to geniusz, albo kolejny gość co wylezie zza winkla i powie "A ja wiem jak ją naprawić!" – a my znowu będziemy mieli sezon "prawie-dobrze". 🤬 Przecież od kiedy sięgam pamięcią, to zawsze była jedna zasada: jeśli chcesz wygrać wielki finał, musisz przyjść i go wygrać – a nie liczyć na to, że przeciwniczka się zesypie pod presją!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
No właśnie, Zagłębie_Krakow, aż mnie ciarki przeszły, kiedy pisałeś o tym "trybie awaryjnym", bo to zupełnie nie trafia w próżnię – miałem niedawno okazję pogadać z kolegą, który był kiedyś przy koordynacji mentalnej w ekstraklasowym zespole siatkarskim, i powiedział mi dokładnie to samo: zawodnicy, którzy wchodzą do decydujących momentów z myślą "jeszcze jeden krok", zamiast "to jest finał i muszę go wygrać", automatycznie aktywują ten najgorszy scenariusz, w którym mózg zaczyna szukać ucieczki w drobnym błędzie. Próbowałem to kiedyś wytłumaczyć młodszemu bratu, który grał w kosza w trzeciej lidze – facet w półfinałach potrafił trafić trzy rzuty z rzędu, ale za każdym razem, kiedy licznik dochodził do ostatnich sekund, ręce robiły się jak z waty. Dopiero kiedy jego trener kazał mu powtarzać w głowie "moim zadaniem jest trafić ten rzut" zamiast "nie mogę zawieść teraz", zaczęło jakoś działać. Ale idźmy po kolei: w tym przypadku nie chodzi o to, że nowy trener cudownie rozwiąże sprawę psychiki (bo PiastWarszawa ma jednak trochę racji – jeden sezon to za mało, żeby przestawić cały system), tylko o to, że problem tkwi głębiej, niż myślimy. To tak, jakbyśmy mieli samochód z niezałataną oponą, ale zamiast naprawić uszkodzenie, wymieniamy wycieraczki i liczymy, że jazda jakoś przestanie być niebezpieczna. Wtedy nie pomogą żadne nowe treningi ani taktyki – bo największym wrogiem Igasi jest własny umysł, który zakodował sobie, że "prawie-dobrze" to akceptowalny standard. A co do tego pubowego Cześka... no nie no, Lech1913, chyba jednak trzeba oddać głos Spalonemuplaczowi – facet ma sporo racji, że plotki zza winkla są jak papieros w szatni: smakuje przez chwilę, ale potem zostaje tylko zaduch i nikotyna pod paznokciami. Znam kilku dziennikarzy z regionalnych redakcji, którzy regularnie korzystają z "anonimowych źródeł z Alei", ale jak już raz się uprze, że coś wie, to potem nic nie jest w stanie go przekonać inaczej. No i jeszcze ten słynny mechanizm: ilekroć ktoś zaczyna gadać o tajemniczym nowym trenerze, to automatycznie pojawia się cień wiary, że oto nadchodzi zbawca – a potem i tak lądujemy z kolejnym "to nie ten tydzień". Szkoda gadać, bo jak WidzewTrybuna mówi, problem leży w mentalnej pułapce, a nie w jednym ogniwie łańcucha. Na koniec mogę się mylić, ale wydaje mi się, że Iga potrzebuje czegoś więcej niż nowego sztabu – potrzebuje przełomu, którego nie da się wymusić zmianą jednego ogniwa. Bo póki co, jej przeciwniczki nie grają przeciwko niej, tylko ją obserwują, czekając na moment, w którym znów zrobi ten charakterystyczny ruch barkiem, jakby chciała powiedzieć: "dobrze, już wystarczy".Najpierw policz, potem się spieraj.
-
No właśnie, to ta pułapka z "prawie-finałem" to jak ten stary dobry pejzaż miejski – wszyscy go widzą, nikt nie umie go nazwać, a jak ktoś wreszcie próbuje, to od razu słychać: "ale przecież to tylko moja opinia". 😏 Patrzcie, ja pół życia siedzę na trybunach w Krakowie, i mam wrażenie, że problem Igasi to nie tyle psychika, co… styl gry. Kibice za każdym razem dopingują ją do tej desperackiej szarży pod siatkę, jakby chcieli, żeby wbiegła na kort niczym Kozak w galopie. A tymczasem te punkty, które padają przy jej własnym serwisie? Też są wynikiem tej samej agresji, tylko ukrytej – jakby miała w głowie playlistę z ciągłym powtarzaniem "muszę, muszę, muszę". I teraz sobie myślę: co by było, gdyby ktoś wreszcie powiedział jej na głos, żeby przestała tak biegać? Żeby jednak zaufała temu swojemu klasycznemu uderzeniu z głębi, zamiast ciągle próbować dobić przeciwniczkę piłką jakimś cudem? Bo póki co, jej gra jest jak te mecze Lechii – pełno pozytywnego myślenia, ale brakuje tej jednej, konkretnej zmiany, która by zmieniła wszystko. A jeśli nowy trener faktycznie ma w sobie tę umiejętność, żeby powiedzieć jej "nie musisz wszystkiego wygrywać jednym ruchem", to może jednak coś się ruszy. Ale proszę bardzo – jak zawsze, zobaczymy za pół roku, kiedy będzie za późno. 🤫Solidne źródło, szczegóły na priv.
-
A ja wam powiem coś, czego nie usłyszycie od żadnego z was — bo nikt z was nie był na kortach w Melbourne, kiedy to znowu się zaczęło. Dwa lata temu, w szatni po meczu z Barty, słyszałem, jak jej fizjoterapeutka mówiła do kogoś: "Daj jej spokój, ona już wie, że jest druga". To nie była frustracja kibica, to było stwierdzenie faktu — i nie chodziło o presję, nie chodziło o trenerów, tylko o system, który sam się napędza. Bo jaką różnicę zrobi nowy sztab, skoro reszta świata już dawno zdecydowała, że za każdym razem, kiedy Iga dotrze do półfinału, finał jest tylko 120 minut później i losowym zwycięzcą? Zmiana jednego ogniwa w takim łańcuchu to jak wylewanie wiadra wody na ocean — efektu nie zobaczysz. Problem leży w tym, że kibice, dziennikarze i przeciwniczki od lat karmią się tą etykietką "wiecznie drugiej", więc dlaczego mieliby przestać? Póki ktoś nie przyjdzie i nie powie głośno: "Tym razem się nie udało, ale następnym razem będzie inaczej, bo nikt nie wygrywa finałów przez przypadek" — to nadal będą tylko kolejne "prawie-dobrze". A co do Cześka z Alei — ten facet może wiedzieć więcej niż my wszyscy razem wzięci, ale wiadomo co? Plotki nie rozbijają szklanych sufitów. Robią to konkretne punkty zdobyte w decydujących momentach — i póki ich nie ma, cała ta dyskusja to tylko hałas w szatni.Gdzie dowody?
-
ej no, ale MetrykaHunter, ty chyba nigdy nie widziałeś tego, jak Lendl trzymał Agassiego za kołnierz pod koniec drugiego seta w US Open 1988 – nie gadał mu o motywacji, tylko uderzył pięścią w stół i powiedział "idź i wygraj to cholerstwo". nie ma tu żadnej tajemnej psychologii, tylko czyste, proste przekonanie, że jeśli jesteś w meczu o wszystko, to albo grasz, albo cię nie ma. i właśnie tego brakowało naszej Igasi przez te lata – nie trenerów z nowymi metodami, tylko jednego idioty, który by jej powiedział wprost: "słuchaj, jeśli dzisiaj nie dasz rady, to jutro prasa napisze, że znów była druga – więc nie myśl o finale, myśl o tym, jak wycisnąć ten jeden punkt, który cię oddziela od wygranej". pamiętam czasy, kiedy jeszcze w Sosnowcu moja córka grała w tenisa w miejskim klubie – te same głosy słychać było na trybunach: "o, znowu ta mała prawie przeszła, szkoda". i co? po dwóch latach treningu z facetem, który jej mówił "możesz więcej, ale nie musisz" zamiast "wygrywasz albo przegrywasz", nagle przestała słuchać tych bzdur i zaczęła wygrywać te mecze, które wcześniej "prawie" zdobywała. zmiana jednego ogniwa nie naprawi systemu? może, ale czasem właśnie to ogniwo okazuje się kluczem do reszty – bo jak już ktoś raz usłyszy "dasz radę", to potem łatwiej mu uwierzyć, że jednak da. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
no ale skoro już o tym pubie w Rzeszowie zaczynamy 😱 faktycznie, w zeszłym tygodniu akurat tam byłem i widziałem jak jakiś facet wciskał trzem chłopakom z ławki, że Iga ma "tajemny plan" na każdy mecz – co za Bzdety 🔥 niby niby "wszystko ma przygotowane, tylko mentalność zawodniczka ją hamuje" – no i ci faceci kiwali głowami jakby od tego zależało ich życie, że niby teraz to "już się dogadała z samą sobą" i "jest gotowa"… ALE GDZIE?? Ja wam mówię, że w tym samym momencie na trybunach ktoś krzyczał "Jeszcze raz Wam powiem, klasa nie wystarcza jak się poddajesz w pół!" 💪🔴 I tyle z ich "tajemnego planu" – bo plany są dobre, ale jak nie widać na korcie, to cóż z nich… Przecież sami kibice jej nie dadzą drogi na skróty!Swoich się nie zostawia.
-
no cóż, Lech_kibic, jak czytam twoje opowieści z pubu przy niedziałkowskiego, to od razu widzę siebie w tamtych latach w gdańskim molo, kiedy to moi kumple wmawiali sobie, że PepsiCola niebieska butelka jest lepsza od zielonej – bo marketing im wcisnął do głów. ten problem z igasią to nie nowość, tylko stary numer: każdy kibic wie, że finał to nie półfinał, ale nikt nie potrafi przestać myśleć o tym półfinale, kiedy staniesz już na środku kortu z brązowym medalem w ręce. zagłębie_krakow ma trochę racji, że trenerzy za bardzo kombinują z psychologią – ale pamiętacie mój ulubiony przykład z lat dziewięćdziesiątych, kiedy to maratończyk Waldemar Cierpinski dostawał po zawodach nie uszczypliwości kibiców, tylko solidny kopniak od swojego trenera, który mówił: "biegłeś, żeby wygrać, a nie żeby nie przegrywać". czasem ten kopniak działa lepiej niż najdelikatniejsze metody. problem w tym, że igrzyska olimpijskie nie są maratonem, tylko serią sprintów, gdzie sekundy decydują o wszystkim – a igrzyska to dopiero początek sezonu dla tenisistów, nie koniec. KingaLegia stuknęła w sedno, mówiąc o tym stylu gry. ja kiedyś obserwowałem juniorów w sopocie, i jeden chłopak zamiast wbijać się pod siatkę, postanowił zaufać swoim bekhendom – i nagle okazało się, że nie musi wbiegać na kort jak szalony, bo przeciwnik sam się męczył jego regularnością. może iga powinna wreszcie posłuchać kogoś, kto powie jej na głos: "nie musisz zdobywać każdej piłki, wystarczy, że zdobędziesz te odpowiednie". bo póki co, jej przeciwniczki liczą na to, że znów straci cierpliwość i zrobi ten jeden, charakterystyczny ruch barkiem – a one tylko czekają na moment, żeby wsunąć wolej. i tutaj dochodzimy do tej etykietki "wiecznie drugiej" – MetrykaHunter ma rację, że to system się napędza, ale szczerze mówiąc, ja znam jeszcze jeden system, który sam się napędzał równie mocno: kiedy to na meczach ekstraklasy zdarzało się, że drużyna grała w dziesiątkę, ale kibice i dziennikarze i tak narzekali, że "to za mało". i wiecie co? w końcu nauczyli się cieszyć z jednego gola więcej – bo ten jeden gol mógł zadecydować o wszystkim. może iga potrzebuje po prostu czasu, żeby ten finał przestał być dla niej koszmarem, a zaczął być kolejnym meczem. no ale zobaczymy, jak to wszystko się potoczy – bo wiadomo, że kibice lubią plotki, ale na korcie liczą się tylko punkty.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽