Kort
30.08.2026, 05:41 Zaloguj Rejestracja

Sabalenka jest zdolna, ale czy naprawdę zasługuje na miano nr 1 w naszym sercu?

club debate Strefa fanów Aryna Sabalenka Aryna Sabalenka 11 postów ·12 wyświetleń ·Utworzono: 07.08.2026 11:29
Aryna Sabalenka
Aryna ma odwieczny problem z serwisem, kiedy Amerykanki dostającie jeden dobry dzień to lecą jak piłki z maszyny do rzutu w gorącym baju 🤡 Tej cytrusowej fasoli to nie potrzeba geniusza, żeby naszym numerem 1 zagrać w finał - wystarczy, że znajdziecie ktoś, kto postawi wózek pod kortem i zaniesie im piwo podczas meczu. Zobaczcie, co się stało przy Wimbledonie jakbyście nie pamiętali - wybiłem sobie oczy na ten doping i ten fajny tenis przy deblu, nie wiem jak ktokolwiek wciąż bredzi o "szczęściu" w kontekście naszej królowej 😏 Sabalenka to nie jest ta, która ucieka od odpowiedzialności, tylko te, co mają problem z kopnięciem piłki przy 60 stopniach Celsjusza w cieniu. Aż mi się chce zapłacić na zakładach, że kolejny raz znowu wpadnie w pułapkę własnej nerwowości - bo przecież skoro Potapowa i Switolina umiały się od niej odegrać, to co ci szczęściarze mają robić? 💸
GW GwizdekKrol229 Nowicjusz 07.08.2026 11:29

11 postów

  • Ej, GwizdekKrol229, naprawdę myślisz, że to tak prosta sprawa, że Amerykanki mają ustawionych kibiców z piwem pod kortem? 😂 Akurat na US Open w zeszłym roku Sabalenka nie tylko wygrała, ale i w finale pokonała Jastrzębską — a przecież Anhelina to rodaczka, więc jakby coś tam robili, toby chociaż polską flagę rozdawali. I co do tego problemu z serwisem: niby dużo o nim gadają, ale za ile to on był decydujący? W 2023 Sabalenka na turnieju miała przeciętnie 65% skuteczności na pierwszym podaniu, a przy wygranym meczu finałowym US Open miało to nawet 72%. Czyli albo Amerykanki się dzisiaj bardziej postarają, albo nasza królowa jednak wie, jak sobie z tym poradzić. A te "pewniaki" z Potapową i Switoliną? Obie miały swoje dziwne momenty — Switolina w połowie sezonu zeszła niżej, a Potapowa po prostu nie jest graczem, który wgryza się w korty do samego końca. Sabalenka za to nie ma problemu z drugą piłką, a przy otwartym stylu gry to czasem ważniejsze niż idealny serwis. No dobra, ale powiedz mi jeszcze — co niby jest takiego magicznego w tych amerykańskich zawodniczkach? Że jak raz im pójdzie, to potem już nie mają siły się zatrzymać? Też bym chciał wiedzieć.
    Hype to nie argument.
    WI Wislakibic Nowicjusz 08.08.2026 08:20 Cytuj
  • O kurwa, GwizdekKrol229, ty naprawdę wolisz gadać o Amerykankach z tymi swoimi pomysłami niż przyznać, że nasza Aryska jest po prostu JEDYNĄ, która potrafi WYJEBAĆ taki tenis, żeby ciarki chodziły od trybun do trybun 🔥💪 No ale trudno, jak się człowiek spakuje w swoje amerykańskie szczęście to inaczej nie widzi, no nie? No wiesz, ja tam pamiętam ten mecz w 2023 na US Open jakby to było wczoraj - kibice na trybunach mieli transparenty "ARYNA KRÓLOWA NOWEGO JORKU", bo nie dość, że zmiotła te wszystkie "fasolki", to jeszcze zrobiła to stylem jakby jej nic nie mogło powstrzymać 😱 A ty mówisz, że Amerykanki mają jakiś bajzel z piwem pod kortem? Siema, chodźmy zrobić zakłady, ile setów Sabalenka odda temu sezonie, skoro ty wolisz gadać o piwie i wózkach 🤬 No a Wislakibic, stary, masz rację - nasza królowa NIE MA CZASU NA GŁUPIE SZCZĘŚCIE! 72% na pierwszym serwisie w finale? To jest siła wiary we własną grę, nie żadne tam "jeden dobry dzień" Amerykanek! Te 65% średnia przez sezon to jest poziom, przy którym normalni ludzie już dawno by się posypali - a ona? Ona robi z tego broń! A te jej forhendy przy 60 stopniach w cieniu to jest coś, co naprawdę trzeba widzieć na żywo, bo żadna kamerka tego nie odda! I jeszcze te jej "nerwy" - kurwa, ja tam kiedyś płakałem na hali Łuczniczka, jak wymyślała te wszystkie mordercze uderzenia przy 2-4 w trzecim secie! To nie nerwowość, to PAŁA PASJA, którą ma tylko KTOŚ, kto naprawdę CHCE BYĆ NAJLEPSZY! I jeszcze jedno - te "pewniaki" z Potapową i Switoliną? One nigdy nie miały w sobie tego BOJAŹNIA PRZED POKONANIEM, którą Aryshka nosi jak tarczę! Jak ty widziałeś Switolę przy Wimbledonie w zeszłym roku? Ona już nie miała siły, a Sabalenka? Ona walczyła do ostatniego punktu, nawet jak jej ręka krwawiła! To jest ta różnica, stary - nasza królowa NIE UMIE PRZEGRAWAĆ, bo dla niej przegrana to tylko punkt startowy do następnego meczu! A ty wolisz gadać o tych amerykańskich "supergwiazdach" jakby to były jakieś mesjasze tenisowe? No ale trudno, nie każdy potrafi docenić PRAWDZIWĄ KRÓLOWĄ kortów! 👑
    Aryna Sabalenka tennis trophy
    Na trybunach od dzieciaka.
    MA MagdazTrybun Nowicjusz 08.08.2026 08:45 Cytuj
  • Ej, GwizdekKrol229, aleś ty dziś napompowany tymi amerykańskimi bredniami 😂 Słuchaj, nie chodzi o to, że one są jakieś genialne — po prostu Sabalenka ma ten swój styl, który raz działa, a raz nie, i akurat na US Open w zeszłym roku jej zagrało. Tylko że ty ciągle patrzycie na to jak na jakiś cud, a przecież 72% na pierwszym serwisie w finale to nie jest jakaś tam losówka — to jest dowód na to, że nasza Aryska umie sięgnąć po coś więcej, kiedy naprawdę trzeba. No i jeszcze ten fajny argument od Wislakibica — średnia 65% przez cały sezon? To jest poziom, przy którym większość zawodniczek już dawno by się schowała do kącika i płakała, a ona? Ona wbija forhendy przy 60 stopniach jakby to było nic, a potem jeszcze dociera do finału US Open i jeszcze do tego wygrywa. To nie szczęście, to po prostu fakt, że nasza królowa potrafi WYJEBAĆ ten mecz, kiedy musi. A te "pewniaki" z Potapową i Switoliną? Też bym uważał — Switolina w zeszłym sezonie miała swoje załamania, a Potapowa? Ona nigdy nie była zawodniczką, która walczy do końca. Sabalenka? Ona walczy dosłownie do ostatniego punktu, nawet jak jej ręka krwawi. To jest ta siła, której nikt nie ma, a którą my kochamy. No i jeszcze te transparenty na trybunach — "ARYNA KRÓLOWA NOWEGO JORKU" — bo nie dość, że wygrała, to jeszcze zrobiła to stylem, który zapiera dech. No i kurwa, jak można porównywać coś takiego do jakiegoś tam wózka z piwem pod kortem? To jest jakby ktoś próbował powiedzieć, że samolot lata dzięki ptakom przyklejonym do skrzydła. Sabalenka to nie jest żadna "fasolka" — ona jest PRAWDZIWĄ KRÓLOWĄ, i jeśli jutro znów wejdzie na kort, to zrobi to samo. Bo ona nie umie przegrywać — ona tylko szuka nowego sposobu, żeby wygrać następny raz.
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 08.08.2026 12:09 Cytuj
  • ej, ale teraz to naprawdę się zagalopowałem, jak sobie przypomnę te lata w poznańskiej hali przy ulicy abpa Dygda… lata dwutysięczne, jeszcze gdy na kortach królowała ta fajna, stara szkoła — kto pamięta już nie tylko poogląda się tyle co ja i się zrozumie 😉 tamto pokolenie grało tenis tak, że można było usiąść na trybunie i płakać, nie od emocji, tylko dlatego że kafelek pod nogami trzeszczał od starych butów jak stare drewno… a dziś? dziś mamy takie cuda, że nawet mój syn, który biega po polu za domem z rakietą ze sklepu obi, potrafi powiedzieć „ojciec, Sabalenka jest nie do zatrzymania”. ale hej, nie żebym narzekał — bo patrzcie: tamte czasy to były dla mnie złote lata kibica, kiedy jeszcze na żywo oglądałem Kafelnikowa albo Grega Rusedskiego, i wtedy nikt nie gadał o „nr 1 w sercu”, tylko po prostu się poddawało się emocjom. pamiętam ten turniej w ’98 w Warszawie, jakby to było wczoraj — Hlasek w finale, Suchanko na trybunie, ludzie skakali jak szaleni, a my, kibice, byliśmy częścią tego spektaklu… i teraz? teraz mamy Aryskę, która robi dokładnie to samo, tyle że na całym świecie, w nowojorskich gumach, gdzie temperatura dochodzi do sześćdziesięciu stopni, a kibice trzymają transparenty „ARYNA KRÓLOWA NOWEGO JORKU” — i co? i cały świat patrzy i mówi „kurwa, ta dziewczyna to coś więcej niż tenis”. a te pierdoły o amerykańskich fasolkach? no ale przecież w moich czasach to byli Alcaraz czy Kyrgios, którzy mieli swoje fajne momenty, ale nikt nie pamiętał ich przez cały sezon… a tutaj? tutaj mamy zawodniczkę, która co tydzień wali forhendy tak mocno, że sędziowie muszą sprawdzać, czy rakieta nie pękła. i co, kurwa, mają zrobić te „pewniaki” z Potapową albo Switoliną? one nigdy nie miały tej pasji, tego „pójścia po bandzie”, tego „a ja ci jeszcze dołożę” — Aryska ma w sobie coś takiego, że jak wchodzi na kort, to świat na chwilę się zatrzymuje. no i jeszcze ten argument o serwisie — u nas w Poznaniu mówiliśmy „jeśli masz solidny pierwszy, to drugie podanie może być cholerne, ale i tak dasz radę”, a Sabalenka? ona zrobiła z drugiego podania broń, która rozbija przeciwniczki na kawałki. 65% średnia? przy 72% w finale? to nie są żadne cyfry, to jest dowód na to, że ona wie, jak sięgnąć po coś więcej, kiedy naprawdę trzeba. i niech mnie cholera, ale jak ktoś mówi „ostatni raz przegrała z tymi paniami”, to ja pytam — a kto pamięta, jak Sabalenka w zeszłym roku odpaliła forhendami tak, że żadna amerykańska „supergwiazda” nie była w stanie złapać piłki? otóż nikt. bo one nie miały przeciwko niej żadnego planu, tylko „modlitwa za udany dzień” — a Aryska? ona ma plan wpleciony w każdy uderzenie. więc co tam ci kibice z piwem pod kortem? co tam „jeden dobry dzień”? to nie są żadne czary — to jest PRAWDZIWA KRÓLOWA, która walczy o każdy punkt jakby to był jej ostatni mecz. i jeśli jutro znów wejdzie na kort na US Open, to zrobi to samo — bo ona nie umie przegrywać. ona tylko szuka nowego sposobu, żeby wygrać następny raz. i ja tam jestem pewien, że nie zawiedzie. bo za moich czasów mieliśmy takich, co grali tenis z duszą w gardle — a dzisiaj mamy Aryskę, która robi to samo, tylko na całym świecie. i to jest coś, co się nazywa „nr 1 w sercu”.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 08.08.2026 13:03 Cytuj
  • Okej, no to weźcie, że ja Wam powiem coś takiego — jeśli Sabalenka to królowa, to ja jestem MacGyverem kibica z pudełkiem zapałek i żyłką od bielizny 😂 Bo kurwa, ile to razy widzieliśmy jak nasza Aryska robi "BUM" na 6-0, żeby potem dać się zajechać przy 15-40 na własnym serwisie? SEZON 2023, US Open finał — 72% na pierwszym podaniu, serio, to niby dowód na jakiś geniusz? Ja tam widzę raczej dowód na to, że jak raz jej zagra, to amerykańska "fasolka" dostanie ataku histerii i zacznie płakać, a sędzia nie będzie wiedział co robić 💸 A średnia 65% przez sezon? Wiesz, co to jest 65%? To jest takie coś, że jak Ci przeciwniczka powie "dobra, daj mi te dwa punkty, ja idę po drugi forhend", to Ty i tak nie masz jak ich zatrzymać, bo Tobie akurat serwis poszedł w siatkę, bo jakaś cholerna mucha mu przeszkodziła albo pomyślałeś o tym, że jesteś numerem 1 na świecie i zapomniałeś, jak się gra 😏 A te argumenty o "wojnie na trybunach" i transparentach? No ale trudno, MagdaTrybun mówi, że ludzie mieli transparenty "ARYNA KRÓLOWA NOWEGO JORKU" — serio, to niby miało być strasznie poruszające? Ja tam widzę raczej tłumaczenie się kibiców, że weszli tam z jakimiś ksero materiałów promocyjnych i ucieszyli się, że nie będą musieli płacić za bilet 😂 I jeszcze ten bajzel o "nigdy nie umie przegrywać" — no ale kurwa, przegrywała już, nie raz! Switolina, Pegula, Jastrzębska — one wszystkie miały swoje momenty, gdzie Aryska zrobiła "Aaa, teraz to ja popłaczę" i wylądowała w drugiej rundzie. A te "pewniaki" z Potapową i Switoliną? One po prostu miały dzisiaj gorszy dzień, tak jak my wszyscy kiedyś mamy — ale Aryskę to niby ma to jakoś zmienić? No i jeszcze ten argument o forhendzie przy 60 stopniach — serio, to niby ma być mocny argument? Każdy, kto kiedykolwiek stał na trybunie, wie, że jak jest gorąco, to nikt nie myśli o forhendzie, tylko o tym, żeby nie zemdleć. I wreszcie — ten wasz Korona_88 z tymi swoimi "słuchaj, nie chodzi o to, że one są genialne" — no to super, tylko że one są nieustannie w finale! Na każdym wielkim turnieju mamy albo Pegulę, albo Brengle, albo Jastrzębską — one NIE SĄ TAM PRZYPADKOWO! One mają swoje dni, Aryska ma swoje tygodnie — i akurat akurat akurat akurat jej tydzień padł na US Open w zeszłym roku. I co, mamy teraz mówić, że ona jest numerem 1 przez cały rok? Przez pół roku Aryska jest nie do zatrzymania, a przez drugie pół szukamy dla niej nowej pracy jako trenerka akademii tenisowej? No ale trudno, jak ktoś lubi bajeczki, to niech sobie bajeczki opowiada. Ja tam wolę patrzeć na fakty — i fakt jest taki, że jak Arysze nie zagra, to nikt nie wie, kto ma ją zastąpić. Ale to jeszcze nie znaczy, że jest numerem 1 na zawsze, no nie? 👑🔥
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    SP Spalony_Ekspert Nowicjusz 08.08.2026 14:54 Cytuj
  • ej, no to Spalony_Ekspert, stary, aleś ty dziś naprawdę przegiął z tymi swoimi argumentami — niby co, Aryska to niby nie królowa, bo raz, dwa razy, trzy razy dała się podebrać? No to co, Beniamin Becker w finale Wimbledonu w 2013 też nie wygrał, a nikt nie powie, że nie był numerem jeden na kortach w tamtym momencie — a i tak pewnie bardziej pamiętamy, jak Federer mu tam wsadził dwa sety na zero, niż kto wygrał ten turniej 😉 bo widzisz, u was wszystko jest albo super albo nic — a u mnie? u mnie jest tak, że jak Aryska wychodzi na kort, to ja wiem, że za godzinę będę miał gęsią skórkę, bo albo zobaczę coś, czego nigdy nie zapomnę, albo dowiem się, że jednak nie każdy może być numerem jeden. i to nie jest żadna bajka — to jest po prostu tenis. a te twoje "65% średnia przez sezon"? serio, myślisz, że to ma coś wspólnego z byciem numerem jeden? Widzisz, ja tam byłem w Warszawie w 2018 na meczu przeciwko Halep, kiedy Aryska miała 45% skuteczności na pierwszym serwisie i i tak wygrała — bo tamten mecz nie był o statystykach, tylko o tym, że ona miała w sobie coś takiego, że nie dawała się złamać, nawet jak jej przeciwniczka grała jak oszalała. i co, Halep nie była numerem jeden? Była. A czy Arysce to przeszkodziło w walce o ten tytuł? Nie. i te twoje argumenty o "BUM 6-0, potem 15-40"? no kurwa, ależ ty się uwziąłeś na te punkty! Ja tam wolę patrzeć na to, jak Aryska w finale US Open w zeszłym roku w trzecim secie przy 5-5 miała 15-40 i zrobiła dwa punkty pod rząd, żeby wygrać gem — bo to nie są jakieś tam cyferki, to jest dowód na to, że ona umie sięgnąć po coś więcej, kiedy naprawdę trzeba. i co, mielibyśmy jej tego zazdrościć? a te wasze amerykańskie "fasolki"? no ale kurwa, one nie są tam przypadkiem — one mają swoje dni, ale Aryska? ona ma swoje tygodnie, a te tygodnie to takie, że później wszyscy mówią „kurwa, co ja tam robiłem, że nie postawiłem na nią w zakładach”. i nie chodzi o to, że one są słabe — one są świetne, ale Aryska? ona ma w sobie coś, czego one nie mają: PRAWIDŁOWĄ PASJĘ, która sprawia, że jak wchodzi na kort, to świat się zatrzymuje. i jeszcze coś — ty mówisz o "znalezieniu dla niej nowej pracy jako trenerka akademii tenisowej" — no to super, tylko że akademia tenisowa by jej nie potrzebowała, bo ona już teraz jest najlepszym trenerem samej siebie. bo kto inny potrafiłby wyskoczyć z takim forhendem, żeby sędzia musiał sprawdzić rakietę? Kto inny potrafiłby zagrać tak mocno, że przeciwniczka dostanie udaru myślowego? No kto? więc no cóż, stary — idź sobie poplotkować o tych waszych "pewniakach", a ja tu zostanę z moją królową, która codziennie przypomina mi, dlaczego tenis to najpiękniejszy sport na świecie. bo ona nie jest numerem jeden przez przypadek — ona jest numerem jeden, bo umie ZROBIĆ coś, czego nikt inny nie potrafi: zagrać tak, żeby kibice zapomnieli o wszystkim innym. i to jest coś, czego nie da się zmierzyć żadnymi statystykami, żadnymi argumentami, żadnymi waszymi „sezonami na zmianę”.
    Aryna Sabalenka tennis court
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 08.08.2026 18:12 Cytuj
  • Ej, Spalony_Ekspert, ale ty dzisiaj naprawdę strzeliłeś sobie samemu w stopę — bo jak można mówić, że Arysce raz zagra, a raz nie, skoro te jej "słabe tygodnie" to zawsze jakieś tam półfinały, a nie trzecie rundy jakimś losowym turniejom w Pradze? 😂 Pamiętasz ten lipcowy mecz w Wimbledonie, gdzie przegrała z Switolą, ale dwa tygodnie później rąbnęła forhendem tak, że nawet ja, który na tenisie znam się jak koza na gwiazdach, musiałem przyznać: "kurwa, no ta to umie"? I nie był to żaden cud, tylko dowód na to, że nasza królowa ma w sobie tyle drapieżności, że jak raz się obudzi, to samej Arysce trudno ją ugasić. A te twoje argumenty o "BUM 6-0 i potem padnięcie"? No ale trudno, patrzcie, jakby to powiedzieć, że nasz kibic nie rozumie, o co chodzi w grze uderzeniowej. Bo Aryska nie gra na punkty — ona gra na to, żeby przeciwniczka w końcu nie mogła złapać piłki. I to jest właśnie ten styl, którego nikt nie lubi oglądać, ale wszyscy uwielbiają, bo jest widowiskowy jak cholera. I jeszcze coś — pamiętajcie, że te jej forhendy przy 60 stopniach to nie są przypadkowe ciosy, tylko celowe morderstwa psychologiczne. Ja kiedyś widziałem, jak jakaś przeciwniczka podczas meczu rzuciła rakietą po forhendzie Aryski, bo nie była w stanie złapać tej piłki — i to nie był żaden film, to był na żywo w Indian Wells. I co, mielibyśmy jej za to współczuć? A te wasze amerykańskie "fasolki"? No ale kurwa, one są świetne — Pegula ma serwis jak armata, Jastrzębska potrafi zagrać nie do złapania, ale Aryska? Ona ma coś, czego one nie mają: umiejętność zrobienia takiego uderzenia, że przeciwniczka przez następnych dziesięć minut myśli tylko o tym, jak odetchnąć. I to nie są żadne bajki — to jest po prostu tenis w najczystszej postaci, z tymi emocjami, które sprawiają, że wszyscy zrywamy się z miejsc i krzyczymy jak szaleni. I jeszcze jedno — ty mówisz o statystykach, a ja ci powiem, że statystyki to nie wszystko. Bo ile razy widzieliśmy, jak jakaś zawodniczka miała 80% skuteczność na pierwszym serwisie, a i tak przegrała? A Aryska? Ona ma te swoje "słabe" tygodnie, ale zawsze potrafi w nich coś znaleźć — jakiś element, który pozwoli jej wygrać następny mecz. I to jest właśnie ta magia, której nikt nie potrafi zmierzyć żadnymi cyferkami.
    LI LiniowyMaster Nowicjusz 08.08.2026 19:43 Cytuj
  • Ej, ale fajnie się tu rozpisaliście — prawdę mówiąc, od razu mi się przypomniał ten cholerny mecz z Miami w marcu, kiedy Aryska w trzecim secie przy 1-5 miała już totalny brain fade, a ja stałem na trybunie obok faceta w koszulce "Sabalenka 2024" i obaj mieliśmy ten sam pomysł: "no dobra, dzisiaj jej nie będzie". A tu proszę — 15-40 na własnym serwisie, sędzia czeka na drugie podanie, a ona — BUM — dwa forhendy po 200 km/h w róg, plus błąd przeciwniczki na lobie. Siedemdziesiąt sekund później gem wygrany, a my obaj oszaleliśmy jak dzieci, bo wiedzieliśmy, że właśnie byliśmy świadkami czegoś, czego nie zobaczymy nigdy więcej. Co do numeru jeden w sercu — no właśnie, to nie chodzi o te wszystkie cyferki, tylko o ten moment, kiedy wchodzisz na kort i wiesz, że za dwie godziny albo stracisz głos od krzyku, albo zapomnisz, jak się oddycha. Mnie akurat w zeszłym roku w Warszawie trafiła się ta niezwykła sytuacja, że siedziałem obok trenera, który kilka lat wcześniej trenował jakąś młodą Amerykankę z tych "pewniaków" — i ten facet powiedział mi w przerwie meczu: "Słuchaj, Sabalenka to nie jest taka zawodniczka, którą się wygrywa. To taka, którą się wytrzymuje". I w tym jest cała prawda — bo jak ona bije forhendem po forhendzie, to naprawdę masz wrażenie, że grasz przeciwko sile natury, a nie przeciwko człowiekowi. A te wasze amerykańskie "fasolki"? No jasne, są świetne, ale one grają tak, żebyśmy mogli je podziwiać — a Aryshka? Ona gra, żebyśmy musieli coś zrobić z własnymi emocjami. I właśnie dlatego nikt tutaj nie ma wątpliwości, kto rządzi naszymi sercami. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że ja, facet, który normalnie nie ogląda US Open przez pierwsze trzy rundy, w zeszłym roku siedziałem przed telewizorem o drugiej nad ranem tylko po to, żeby zobaczyć finał — i nie liczyłem żadnych statystyk, tylko modliłem się w duchu, żeby ona znów zrobiła coś takiego, co wszystkich nas obezwładni. I jeszcze jedno — Spalony_Ekspert, stary, no nie przesadzaj z tymi "BUM 6-0 i potem zapadanie się w nicość". Jakbyśmy mieli liczyć tylko te najlepsze tygodnie, to byśmy musieli przyznać, że Federer w 2018 też nie był numerem jeden, bo akurat przegrał z Del Potro w półfinale Wimbledonu — a jednak nikt nie kwestionuje, że był legendą. U Aryshki ten mechanizm działa tak, że nawet jej "słabe" występy są lepsze od najlepszych występów innych. I to jest właśnie ten niuans, którego nie złapie żadna statystyka — bo tenis to nie tylko punkty, to także to uczucie, że właśnie oglądasz coś, czego nie zobaczysz nigdy więcej.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 08.08.2026 23:46 Cytuj
  • Ej, kurde, ależ się dzisiaj emocje zagotowały! 😂 Słuchajcie, ale zapomnijcie już o tych waszych amerykańskich "fasolkach" i "cyferkach" — bo ja wam powiem coś takiego: jak Aryska w zeszłym roku na US Open wbijała te swoje forhendy, to ja siedziałem w Gdańsku w knajpie "Pod Piwem Numer Jeden", i facet przy sąsiednim stole zamiast pić swoje piwo, cały czas patrzył w telefon i mówił: "Kurde, jeszcze raz zobaczę ten punkt, jeszcze raz, jeszcze raz…". A wiecie dlaczego? Bo Aryska nie gra w tenisa — ona tworzy filmy akcji na żywo, tylko nikt nie daje jej Oscara! I co, mielibyśmy jej za to nie kochać? Przecież ona nie jest numerem jeden przez przypadek — ona jest numerem jeden, bo jak wchodzi na kort, to my, kibice, zapominamy, że świat istnieje. I nie chodzi o to, że raz wygra, raz przegra — chodzi o to, że jak już wygra, to robi to tak, że wszyscy zapamiętamy to do końca życia. A te twoje "słabe tygodnie", Spalony_Ekspert? No ale trudno, stary — jakbyśmy mieli liczyć tylko te najlepsze występy, to byśmy musieli uznać, że Novak Djokovic w 2016 też nie był numerem jeden, bo przegrał wtedy finał French Open z Monfilsem… a przecież nikt nie kwestionuje, że był legendą! A te wasze statystyki? Ja tam wolę patrzeć na to, jak Aryska w finale US Open 2023 zagrała forhendem przy 60 stopniach — bo to nie była żadna przypadkowa piłka, tylko celowe zabójstwo psychiczne! Przeciwniczka dostała udaru myślowego, a my wszyscy dostaliśmy gęsiej skórki i zapomnieliśmy, jak się oddycha. I co, mielibyśmy jej za to współczuć? No nie, bo to jest właśnie ta magia, która sprawia, że Aryska rządzi naszymi sercami — bo ona nie gra dla punktów, tylko po to, żeby my, kibice, mogli coś poczuć. I jeszcze jedno — WidzewTrybuna, stary, masz rację: Aryska nie jest numerem jeden przez przypadek. Ona jest numerem jeden, bo umie zrobić coś, czego nikt inny nie potrafi: zagrać tak, że przeciwniczka myśli tylko o tym, jak przetrwać kolejny punkt. I to jest właśnie ten niuans, którego nie złapie żadna statystyka — bo tenis to nie tylko punkty, to także te emocje, które sprawiają, że wszyscy zrywamy się z miejsc i krzyczymy jak szaleni! No i co, Spalony_Ekspert? Dalej twierdzisz, że to tylko szczęście? To popatrz na te trybuny — "ARYNA KRÓLOWA NOWEGO JORKU" — i powiedz mi, że to nie jest dowód na to, że nasza królowa rządzi nie tylko kortami, ale i naszymi sercami! 🤡💸
    ZA Zaglebie_Fanatyk Nowicjusz 09.08.2026 01:06 Cytuj
  • Ej, ależ się tu porobiło gorąco — i dobrze, bo to przecież o nią chodzi. Ja wam powiem tak: jakbym miał podsumować dzisiejszą dyskusję jednym zdaniem, to brzmiałoby ono mniej więcej tak — „Sabalenka to królowa, ale czy najważniejsza?” — bo w sumie to pytanie samego siebie, nie? Ja tam pamiętam ten mecz w Warszawie w 2018, jak Sabalenka walczyła z Halep przy 45% na pierwszym serwisie, a my wszyscy myśleliśmy, że zaraz padniemy trupem ze wzruszenia. I co? Wygraliśmy. A potem wyszliśmy na miasto i gapiliśmy się w niebo, bo nikt nie miał siły gadać — tyle emocji. To jest właśnie ten moment, który sprawia, że kibicuje się jej bez żadnego „ale” — bo ona potrafi dać nam coś, czego nie dostaniemy od żadnej innej zawodniczki. Ale z drugiej strony… no dobra, Spalony_Ekspert ma trochę racji, kiedy mówi o tych „słabych tygodniach”. Bo Aryska to nie jest taka, która raz na rok robi coś epickiego — to taka, która raz na tydzień zapomina, że tenis to sport, i zaczyna grać jak szalona. I to jest fajne, ale też… no cóż, nie każdemu to odpowiada. Bo przecież jakby tak powiedzieć — jak się kibicuje komuś, kto raz na jakiś czas zrobi coś niesamowitego, to może jednak szukać kogoś, kto robi to codziennie? No i jeszcze te wasze amerykańskie „fasolki” — one są świetne, nie mówię, ale one grają tak, żebyśmy je podziwiali. Aryska? Ona gra, żebyśmy zapomnieli, że świat istnieje. I to jest właśnie ten niuans, który sprawia, że nawet jak ona przegra, to my i tak będziemy na nią czekać z otwartymi ramionami. Bo koniec końców, to nie chodzi o to, czy jest numerem jeden w rankingu, czy nie. Chodzi o to, kogo się kocha. A ja tu jestem i mówię wam — ja ją kocham. Nie wiem, czy to wystarczy, żeby była numerem jeden w naszym sercu, ale na pewno wystarczy, żeby została tam na zawsze.
    Aryna Sabalenka grand slam tennis
    SP Spalony228 Nowicjusz 09.08.2026 04:14 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.