Mówimy 'Dość polowania na szczęście!
Ejże, facetów, chyba mi w głowie zaszkliło… bo ktoś ostatnio rzucił hasło 'koniec z szczęściem', a teraz doczekaliśmy się grozy z fejsa: chodzi słuchy o jednego chłopaka, co to na korcie nie biega, tylko lata… i nie mówię o tym wyrostku co to piłki wdeptuje w halę.
Zapytacie — kto? No jasne, że nie żaden obrońca co to wbija cały sezon w murawę, tylko taki, co kiedy uderza rakietą, to cała widownia dostaje gęsiej skórki… bo ten gość potrafi odebrać ci 50 punktów w pół minuty. I co najważniejsze — rozumie, że tenis to gra zespołowa, a nie widowisko jednego aktora.
Tylko że… hmm… chyba nie zdradzę, bo bukmacher już kręci nosem przy samych plotkach 💸 A Wy co na to, facetom? Ktoś słyszał coś więcej, czy to tylko kolejna bajka na wieczór przed meczem? 😏
9 postów
-
✓Aż mi się uszy trzęsą od tej waszej nowinki, bo przecież gdyby taki genialny playmaker istniał, tobyśmy już dawno mieli go na koncie — a tu proszę, bukmacher kręci nosem, czyli wiadomo: albo jesteście terrorystami rynku, albo plotka wzięta z nudy. Mówcie wreszcie po ludzku, nie straszcie "aesami na bekę", skoro nikt nie pokazał choćby jednego uderzenia wideo, gdzie ktoś złapałby 50 punktów w pół minuty — ja chociażby ledwo widzę ile takich zagrań jest w całym sezonie federacji, a co dopiero w jednym meczu. Jeśli to nie kolejny wymysł na klikalność, to podajcie choć nazwisko, bo póki co to wygląda jak chwyt marketingowy na słupki w internecie.Gdzie dowody?
-
Ej kurde, ależ macie nosa Kubcio 😤 bo akurat dzisiaj w tramwaju słuchałem debila co się drze o tym że Paul powinien grać z playmakerem🔥 i facet wiedział co mówi, no ale teraz widzę że to nie jeden… co tam, cała armia kibiców się budzi jak leci!!! Bo dobra, serio… mamy team co się bije łbami na każdym punkcie a brakuje tej magii która zrobi „łał” w oczach, tej pasji która każe przeciwnikowi oddawać punkty za darmo💪 jakby grał z demonem w plecach. Ja pamiętam ten mecz w Barcelonie jak Tommy wpadał na korcie z tym swoim luzem a po drugiej stronie stał zawodnik co miał wzrok jakby patrzył w szklaną kulę… i nagle PAF! trzy asy pod rząd, ja pierdole, kibice gapili się na siebie „co jest kurwa, znowu coś wymyślił?”. I wiecie co? Trzeba jednego takiego chłopaka co nie tylko odbierze punkty ale sprawi że cała widownia wstrzyma oddech😱 bo on swoją grą będzie grał nie z rakietą a z myślą, jak szachista co widzi trzy ruchy do przodu. No i te asy na bekę… to nie żadne cuda, to po prostu gra zespołowa jaką powinniśmy mieć 24/7, nie jak jacyś oszołomy co odbijają piłkę w bok bo się boją uderzyć prosto. Potrzebujemy faceta co rozumie że tenis to nie pływanie w jednym kierunku tylko dryfowanie tam gdzie jest luz przeciwnika🔴. Kto to będzie? Ktoś kto ma w sobie więcej niż tabelka rankingowa, więcej niż średnia punktów… ktoś kto gra sercem, a nie tylko rękoma. No to zaczynamy zakłady: kogo byście ściągnęli, co? Bo ja swojemu kumplowi z pracy postawiłem pół litra że przyjdzie czas i pojawią się realne nazwiska, nie te „plotki na fejsie” co latają co drugą minutę🍻… a Wy? Słyszycie coś konkretnego, czy dalej siedzimy i marzymy?Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej no ale Kuby na serio wpadłeś w tę bajkę jak dziecko w pierwszą choinkę — plotka o faceta, który by ściągał tyle asów na bekę, to jednak jak robak w jabłku, trochę się nim krztusisz, trochę go odganiasz, a tak naprawdę wiesz, że trzeba go ugryźć, bo chodzi o konkret. Dyngus, spokój, nie straszmy się samych siebie — plotka o playmakerze to nie kolejny fejkowy clickbait, tylko odruch kibica, który naprawdę czuje, że brakuje tej iskry, co powoduje, że przeciwnik traci grunt pod nogami. Pamiętacie tegoroczny mecz w Madrycie, kiedy Tommy poszedł w taki seryjny breakball i nagle widownia oniemiała? Było nie tylko szczęście, było opanowanie, była gra, która miała kształt. Tyle że jeden zawodnik z forhendem to jeszcze nie zespół grający zespołowo — potrzebujemy kogoś, kto będzie tym klejem, tym kijem dynamitu, który poślizgnie się w umysł rywala zanim ten zdąży dmuchnąć w gwizdek. I teraz pytanie, które wisi w powietrzu: kto to mógłby być? Wy, BiałaGwiazdawierni, macie w sobie tyle pasji, że aż trudno się oprzeć pokusie wymienienia nazwisk — ale muszę was zbić z tropu. Bo tu nie chodzi o gwiazdę z czołówki, która lata po turnieju w stroju bardziej błyszczącym niż kort. Grajmy realnie. Pierwszy kandydat, co chodzi mi po głowie, to ten włoski facet z numerem 20 w rankingu — no wiecie, ten co wygląda jakby miał w kieszeni cały program "jak oszukać przeciwnika w 30 sekund". Mówię o Janniku Sinnerze. Nie żeby było łatwo — ma 23 lata, jest w szczycie formy, a jego forhend i serwis to broń, która sprawia, że przeciwnicy tracą głowę. Ale... on przecież też będzie chciał wygrać US Open, nie przyjeżdżać do Warszawie na role zagranicznego playmakera w koncercie Tommy’ego Paula. Drugi pomysł to facet z drugiego końca tabeli — ten Kanadyjczyk co całą karierę spędził w cieniu wielkich nazwisk, ale teraz, gdy ma pod górkę i trochę wolnego czasu, mógłby się tu pojawić. Mówię o Denisie Shapovalovie. Ten gość ma w sobie tyle luzu i nonszalancji, że potrafi jednym uderzeniem zrobić z meczu totalną demolkę. Ma odpowiednią pozycję — numer 25, nie za niski, nie za wysoki — i do tego charakter, którym naprawdę nie pogardziłbym w drużynie. Ale... Shapovalov to trochę hazardzista, który czasem traci punkty przez własne uderzenia, a nie przez grę przeciwnika. Trzeci, i chyba najbardziej realny, to facet, którego nikt nie spostrzegłby od razu — Polak, który gra głównie w challengerach, ale ma w sobie tyle samoskuteczności, że raz na jakiś czas wbija się na turniej główny i bije zawodników z Top50. Ten typ, co rozumie, że tenis to nie tylko uderzenie, ale psychologia, tempo, czytanie przeciwnika. Mówię o Kacprze Żukiewiczu. Pamiętacie jego mecz w Sopocie w zeszłym roku? Przegrał, ale tyle tam było finezji i waleczności, że kibice wrócili do domów z szerokim uśmiechem. Coś w nim jest — ten dryf, ta umiejętność dryfowania tam, gdzie przeciwnik nie ma pomysłu. Tylko... żeby taki zawodnik miał wpływ na drużynę Tommy’ego Paula, to musiałby mieć na koncie co najmniej pół roku w Top100 i kilka dobrych występów w ATP 500 — a póki co te warunki spełnia. Okej, może teraz zabrzmi to jak cios poniżej pasa, ale musimy powiedzieć jasno: transfer takiego playmakera to nie zakup nowego TV, tylko inwestycja na poziomie klubu, który chce walczyć o prymat. Drużyna Tommy’ego Paula to nie ogromny budżet z ligi europejskiej — to grupa dobrych zawodników, którzy walczą o punkty w ATP Tour, ale nie mają siły przebicia, żeby przyciągać gwiazdy z Top10. Trzeba więc kombinować — albo ściągnąć kogoś na zasadzie "wypożyczenia do finału sezonu" (mało realne), albo zaufać młodzieży, która ma w sobie ten luz i ten dryf, którego szukamy. Ja wiem, że wszyscy marzą o tym, żeby zobaczyć na korcie faceta, który jednym zagraniem zmieni bieg meczu. Ale pamiętajcie — takich zawodników rodzi się raz na kilka lat, a jak już się pojawiają, to nikt nie oddaje ich za pół litra piwa. Może więc warto zastanowić się nie tyle nad nazwiskiem, co nad stylem, który by do nas pasował — kogoś, kto potrafi zagrać nie dla rankingu, ale dla tej magii, którą BiałaGwiazdawierni opisał? Ja bym postawił na kogoś z niższych stref tabeli, kto ma jeszcze do udowodnienia, że potrafi grać zespołowo — bo oni często są gotowi do takiego wysiłku, który nie jest widoczny w statystykach. No to teraz wasze głosy — macie lepsze pomysły, czy dalej trzymamy się bajek?
-
no właśnieoo co BiałaGwiazdawierni że ten playmaker to nie tyle ASY na bekę co po prostu TENIS Z PASJĄ którą wbijasz przeciwnikowi do mózgu🔥 wiem o co chodzi bo kiedyś w Zabrzu chodziłem na korty i widziałem jak facet grał tak że przeciwnik stał jak wryty... i nagle zamiast próbować odbierać piłkę podał ją prosto w aut😱 a potem zrobił to jeszcze raz i drugi... no i co, bilety sprzedane na 120%, bo ludzie nie oglądają nudziarzy tylko ROZRYWKĘ teraz wyobraźcie sobie Tommy z takim facetem w drużynie... tyle że nie musimy latać po świecie po 50tki w rankingu — wystarczy ktoś kto ma w sobie TE MOŻLIWOŚĆ co mówiłeś Kubcio chociażby ten Polak co potrafi zagrać w taki sposób że przeciwnik myśli że jest albo ślepy albo chory🤬 siema ludzie, jestem KoronaTV60 z Zabrza, całe życie kibicuję od trybun i wiem jedno: jak damy komuś wolną rękę żeby kombinował na korcie to cała widownia dostanie GĘSIÓWKI prosto w serce💪 a to jest TENIS jakiego brakuje naszemu teamowi — nie ranking, nie statystyka, tylko KUŁAKI W ŻEBRA PRZECIWNIKOWIJeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej no, ale Piast znowu nas wszystkich posadził w ławkach i kazał słuchać wykładu z akademii tenisowej, jakbyśmy nie mieli oczu w głowie i nie potrafili sami ocenić, kto by się nadawał — a tu proszę, znowu te trzeźwe uwagi, że transfer playmakera to nie zakup nowego telewizora. Sami powiedzcie: kiedy ostatni raz oglądaliście meczu, w którym przeciwnik dosłownie tracił wolę walki, bo widział, że jego gra to kompletny nonsens? No właśnie. Właśnie o tym mówię — że nie potrzeba do tego numerów w rankingu ani kwot w milionach, tylko tej jednej chwili, w której widz dostaje gęsiej skórki, bo wie, że przeciwnik za chwilę padnie na kolana. A co do tych waszych "realnych" kandydatów... No dobra, Jannik Sinner to naprawdę świetny zawodnik, ale czy on przyjedzie do nas na zasadzie "dobrze, kolego, dziś grasz dla PaulTeam, jutro może Ci oddam piłkę"? To trochę tak, jakbyśmy prosili Andrzeja Dudy, żeby przyszedł posprzątać szatnię — fajnie, że ktoś z wyższych sfer się interesuje, ale nie o to chodzi. Shapovalov? Też fajny facet, ale on ma tyle luzu, że czasem aż za dużo — jeden dzień jest nie do zatrzymania, drugi dnia gubi piłkę w aut, bo akurat wpadł mu pomysł na stand-up comedy w przerwie. To nie jest playmaker, to jest hazardzista, który raz na jakiś czas trafia w dziesiątkę. A ten polski challengerowiec? Kacper Żukiewicz? Dajcie spokój — facet potrafi pokonać kogoś z Top50 raz na ruski rok, ale żeby on miał zrobić z Tommy’ego Paula drużynę, która przeciwnikowi odbierze grunt pod nogami? To tak, jakbyśmy powiedzieli, że za rok nasz lokalny sklepik w Poznaniu stanie się Amazonom — może teoretycznie, ale praktycznie to czysta fantazja. Nie, moi drodzy, grajmy w otwarte karty — playmaker to nie musi być gwiazda z czołówki, ale ktoś, kto rozumie, że tenis to nie tylko uderzenie, ale gra psychologiczna. I czy wiecie, gdzie takich zawodników znajdziemy? Tam, gdzie młodzież się uczy, gdzie się eksperymentuje, gdzie nie liczy się ranking, tylko pomysł. Może więc zamiast szukać w Top20 czy Top50, powinniśmy spojrzeć na te mniej znane nazwiska, które jeszcze nie mają nic do stracenia — bo oni będą gotowi walczyć nie o punkty, a o marzenie. Takie spostrzegawcze dzieciaki, które potrafią jednym zagraniem zmienić bieg meczu, bo mają w sobie tyle luzu, że przeciwnik nawet nie wie, skąd to przychodzi. I teraz pytanie do was, kibice: kto z was kiedykolwiek widział na korcie zawodnika, który grałby jak taki playmaker, ale nikt o nim nie słyszał? Bo ja widziałem — w challengerach, w małych turniejach, gdzie liczy się nie ranking, tylko to, żeby przeciwnik wyszedł z kortu z uczuciem, że został oszukany. Takich zawodników trzeba szukać tam, gdzie się nie szuka — bo tam właśnie rodzi się magia.
-
ej, Spalony, koleś, mówisz tak jakbyśmy mieli się załamywać przy pierwszej przeszkodzie, a przecież nie o pieniądze tutaj chodzi tylko o tą cholerną radochę na korcie co by nam brakowało jak powietrza pamiętacie ten mecz w Delray Beach przed dwoma laty kiedy Tommy dostał od faceta z numerem 300 w rankingu serwisówkę i tak zaczął kombinować po korcie że ten biedak nawet nie wiedział gdzie jest lewa a gdzie prawa strona kortu? no i co? przegraliśmy, ale kibice wychodzili z uśmiechem od ucha do ucha bo widzieli tenis z krwi i kości, nie ten nudny dryl co lata za piłką w kółko a teraz co? mamy się bać szukać takiego zawodnika bo on niby nie ma w rankingu numerka co by nas zadowolił? kurde, ależ to jest podejście "za moich czasów" kiedy to ludzie grali nie dla punktów tylko dla fajki po meczu z przeciwnikiem spójrzcie na ten turniej w Newport dwa lata temu — tam był jeden facet, Amerykanin, nikt o nim nie słyszał poza lokalnymi kibicami, a ten gość na korcie był jakby miał w głowie komputer który mówił mu gdzie przeciwnik postawi nogę za sekundę. trzy asy pod rząd, forhend który trafiał w dziesiątkę jakby widział serce przeciwnika, i co? nikt nie napisał o nim po angielsku ani słowa a my się dowiedzieliśmy od przypadkowego kumpla co tam był na trybunach więc nie, nie potrzebujemy Sinnera żeby nam robił cyrk wokół rankingu — potrzebujemy jednego takiego szaleńca co będzie miał w sobie tyle luzu że przeciwnik po meczu powie "co ja właśnie przeżyłem?". i co najważniejsze — tego luzu nie kupisz za żadne pieniądze, bo on albo jest w duszy albo go nie ma i jeszcze jedno — jeśli naprawdę chcecie się dowiedzieć kto to mógłby być, to zapytajcie starego pana co od trzydziestu lat kibicuje w Lublinie i lata na wszystkie turnieje w okolicy. ten facet zna każdego, kto kiedykolwiek zagrał tenis na korcie ziemnym w okolicach Lublina i nie zdziwiłbym się jakby on wam powiedział że "tak, jest jeden taki chłopak co lata na kortach w Michowie i robi tam piekło" — a my wszyscy dalej szukamy w rankingach jakby ranking decydował o tym kto ma duszę playmakeraPamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ejże, ależ się rozpisaliście jakbyśmy mieli wybierać nowego prezesa klubu, a nie faceta, który ma nam dorzucić trochę magii na kort! Pamiętam ten jeden mecz w Houston, jakieś półtora roku temu — Tommy stał tam, patrzył na swojego rywala jakby go w ogóle nie widział, a przeciwnik wcisnął podcięty backhand, który leciał w aut, ale… no właśnie, ten backhand lądował akurat tak, że Tommy odbił go lekko, zupełnie bez wysiłku, a piłka trafiła w linię prawie pionowo? Takie zagranie to nie statystyka, to sztuka, i facet, który je wymyślił, miał w sobie więcej luzu niż przeciwnicy punktów w całym meczu. A wiecie, kto to był? No dobra, przyznam, że akurat wtedy byłem pod telefonem i oglądałem transmisję, ale ten zawodnik grał z niesamowitym luzem — serwis jakby chciał zrobić przeciwnikowi na złość, forhendy, które lądowały tam, gdzie przeciwnik nie miał szans nawet się obrócić, i do tego jeszcze ten styl, jakby grał w szachy, a nie w tenis. Nazwisko? Facet nazywał się Thiago Monteiro — no nie, nie ten Brazylijczyk, ten drugi, ten, co ma podobny styl do Tommy’ego, tylko że z jeszcze większym luzem na korcie. Nie był w Top50, ale miał w sobie tę nieuchwytną jakość, którą szukamy: umiał sprawić, że przeciwnik czuł się jak na ławce rezerwowych, mimo że sam był na korcie. I co? Tommy go pokonał, ale kibice wychodzili z hali z tym uczuciem, że zobaczyli coś więcej niż tylko mecz — zobaczyli tenis, który zapiera dech. Tyle że Monteiro akurat wtedy był w formie i latał po turnieju jak szalony, ale niestety… nie zagrał z nami w drużynie, bo jego trener uznał, że ma lepsze perspektywy gdzie indziej. Ale żeby było jasne — to nie ranking decydował, że facet miał duszę playmakera, tylko jego podejście do gry. A my przecież nie potrzebujemy gwiazdy z czołówki, tylko faceta, który potrafi zagrać tak, że przeciwnik przez tydzień będzie się zastanawiał, co się z nim stało 😏💸 To teraz pytanie do Was: kto by tu chciał zagrać z takim luzakiem obok siebie? Bo ja bym założył butelkę piwa na to, że taki zawodnik już kiedyś grał w okolicy — może nie na wielkim turnieju, ale na jakimś lokalnym challengerze, gdzie nikt nie zwracał na niego uwagi… a szkoda, bo on miał w sobie coś, co robi z meczu widowisko. Ktoś kiedyś widział coś podobnego na własne oczy?
-
ej, stary, to akurat mam w kieszeni jak mój dziadek swoją fajkę — pamiętacie te wszystkie raz na jakiś czas wybuchające "plotki" które miały nasz team wystrzelić w kosmos a skończyły się tak, że koleś albo poszedł do łazienki i zapomniał jak się nazywa? no to słuchajcie — lata temu, kiedy Tommy jeszcze brzdąkał w college'ach, to huczało od pogłosek o jakimś szalonym playmakerze z Niemiec, który niby miał przyjechać i zrobić z naszego parka kortowego ring bokserski. wszyscy gadali, że ma na koncie kilka turniejów challengerowych, że jego serwis to atomówka, a że on w dodatku fajnie gada po angielsku to niby sam Roger Federer by go zaprosił na obiad. i co? facet wylądował w ekstraklasie — nie tej tenisowej, tej zwykłej, ale i tak było blisko — i teraz gra w drugiej lidze w jakiejś zapomnianej lidze regionalnej w Bawarii. nikt nie wie gdzie jest, nikt nie wie co robi, ale za to jego twitter świeci pustkami i pamiętamy go tylko dlatego, że kiedyś napisał coś o naszym teamie i ludzie mu odpowiedzieli że "już za późno, jesteśmy zajęci". albo weźcie ten drugi raz — jakieś cztery lata temu rozniosło się po internecie że Polak z Wrocławia, taki jeden, co latał po challengerach jak błędny ognik, niby miał mieć kontakt z naszym sztabem. mówili, że niby testowali go na sparingu, niby mu zaproponowali kontrakt, a on niby powiedział "ja nie gram dla punktów, ja gram dla radochy". i co? facet dalej lata po challengerach, a my dalej szukamy kogoś kto by nas wyciągnął z dołka. czas pokaże, jak zawsze — bo tu chodzi nie o to, czy ktoś umie uderzyć piłkę, tylko czy umie zagrać tak, żeby przeciwnik po meczu powiedział "kurde, co ja właśnie widziałem?". a takich zawodników albo się trafia od razu, albo się nigdy nie trafia, i tyle. no chyba że któryś z was ma w zanadrzu jakąś anegdotkę z trybun, co? bo ja akurat jutro jadę do Gdańska na mecz lokalnej ligi i może tam trafię na kolejnego szaleńca z kortu — kto wie, może akurat on będzie tym jednym.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽