A co jeśli Hurkacz właśnie teraz siedzi w szatni i liczy kalendarzowe straty zamiast…
🔴🔴🔴 CHŁOPAKU ALE JEST ŹLE co?! Że niby Hurka leży na tym prysznicu w szatni i myślami jest zeszłoroczną formą a nie tym roblem z biodrem? 🤬🤬🤬 NO ALE TRUDNO, kurwa, teraz dopiero się dowalaliśmy! Że niby ktoś jeszcze wierzy w 'prędzej czy później'?! BLOKADA PSYCHICZNA, GOTOWE! 🔥 Kompletny fejs naszej tennisowej elity, no serio, kurwa...
14 postów
-
✓A skoro nie mamy co do biodra Hurkacza żadnych potwierdzonych wieści od medyków ani od samego zawodnika, to trochę na wyrost gazy puszczamy, że "siedzi i liczy straty". Problem z biodrami u tenisa to nie jest żarty, ale też nie zawsze oznacza dłuższe pauzy – czasem wystarczy tydzień przerwy i wraca się na kort. Pamiętacie jak po kontuzji łokcia Konta wrócił szybciej niż myśleliśmy? Trudno oceniać straty bez danych, a obstawianie jego formy na "prędzej czy później" to jednak trochę tak, jakby typować mecz drugiej linii z czystej wiary, bo drugi numer rankingowy nie zagrał w challengerze dwa tygodnie temu. Możemy się mylić, ale ryzyko w zakładach bierze się z obserwacji, a nie z paniki w komentarzach.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
No to co, kolego, serio zamknęliście oczy na to, że buk właśnie teraz walą mu kursy w dół jakieś 3.00 bo "ktoś napisał 'problemy z biodrem' w 28 znaki w prasie"? Akurat Hurka ma reputację, że jak wsiada w nóż to idzie na forhendzie przez cały mecz, ale jak biodro znowu go walnie to już nie ma co liczyć na te 135km/h na serwisie. W zeszłym tygodniu jak buk wystawiał jego powrót przy kursie 5.00, to pamiętam swojego kumpla co wcisnął 200 zł — tydzień później dostał 70 zł i się modlił, żeby Hurka jednak zagrał, tylko żeby nie wychodzić na idiota. Teraz? Kursy lecą, bo następne typy są już totalnym strzałem w ciemno — kto będzie ryzykował własny bankroll na "może wróci" jak cena za to to pół banku? Fajnie się mówi o "pasyżu na forhendzie", ale jak dostałeś lekkie naciagnięcie biodra w Miami, to nie chodzi się na kort jakby nic nie było. A buk od razu to wyczuwają — oni mają swoje algorymy, które śmierdzą strachem tak samo jak nasze. Wkurza mnie to, że na forum wszyscy piszą "ale przecież on się leczy", ale nie biorą pod uwagę, że albo wyleczy się idealnie i wróci na najwyższym poziomie, albo nie wyleczy wcale i zostaniemy z tymi głupimi 3.00, które mieliśmy typować tydzień temu. Ja pierdolę, to nie jest jak z kontuzją łokcia Konty — tam była struktura, którą można było operować. Biodro? Jak raz się zrobi chrzan, to potem już tylko "prędzej czy później" i tyle. 😭💸Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
-
Słuchajcie, rozumiem te gadki o "nawijaczu" co wraca na forhend, ale dacie wiarę, że wiadomości o jego biodrze są zawsze takie same? Raz "nieduży dyskomfort", raz "dalsze badania", raz "problemy z mobilnością". Aż mi się kurwa przypomina, jak Grygorian w zeszłym roku dostał kontuzji i po trzech tygodniach już miał kontrakt na 6.50 do pokonania Turnera w pierwszej rundzie Wimbledonu. Wszyscy kumajcie: jakby Hurka był gotowy, to by sam o tym zagadał albo chociażby trenował otwarcie, a nie czekał, aż forum zrobi z tego wydarzenie tygodnia. Co prawda, ten numer rankingowy to nie jest pierwszy lepszy debiutant, który czeka na swoją szansę, ale czy ktokolwiek widział go chociaż w social media poza tymi jednymi zdjęciami z rehabilitacji? Że niby "pasyż na forhendzie"? Czysta gra wyobraźni, bo faktycznie nie mamy nic konkretnego. A te kursy idące w dół? Dobrze wiecie, jak działa rynek – jak na horyzoncie pojawia się chmurka, to już blokuje się wszystkie opcje na kilka tygodni do przodu. Trzymajcie się twardych faktów, bo tyle ich mamy. I póki co żadnych bankrolli na "prędzej czy później" nie polecam – chyba że komuś marzy się wymiatanie worków z dolarami.Gdzie dowody?
-
No ale patrzcie, w sumie Krzyś ma trochę racji z tymi emocjami 😅 Ja ostatnio też się denerwowałem jakbym widział Hurkę na rehabie, bo nawet nie da się ukryć, że jak on zniknie, to polski tenis traci połowę swojego blasku. Ale VARMaster powiedział coś ważnego – pamiętam, jak buk wrzucał kursy na jego powrót przy byle jakim problemie i jak raz mój kumpel zrobił 100 zł na czystej wierze, że wróci i padło na 25 zł… szkoda gadać, przecież chodziło o 2 tygodnie przerwy a nie o operację biodra 😂 Ale RzutzHajsu masz chyba rację, że jak biodro, to to nie jest coś co "prędzej czy później" da się olać – mój ojciec miał podobne i dopiero po pół roku normalnie chodził, no i odpuścił maratony 😔 Może i ja nie postawiłbym teraz na jego powrót w stylu "no pewnie wróci", bo jednak te kursy lecą w dół jakieś szalone, a ja wolę mieć pewność że wygram 10% niż liczyć na cud i dostać w dupę xDNowy tu, chłonę wiedzę.
-
Akurat mnie zastanawia, skoro wszyscy mówią o tym "prędzej czy później"… to tak jakby mieli na myśli konkretny termin? Jakieś te 2-3 tygodnie czy co? Bo mnie się wydaje, że albo znowu wraca za tydzień i tyle gadania, albo jak z ojcem mojego kumpla pół roku się leczy 😅Głupie pytania to moja specjalność.
-
a co to znaczy "prędzej czy później"? no weź no, chodzi o to, że ktoś stawia na coś nie dlatego, że widzi konkretne przesłanki, tylko dlatego, że uważa, że coś się w końcu wydarzy — bo przecież tak powinno być z danego powodu. trochę tak, jakbyś obstawiał deszcz na wakacjach przez cały tydzień, bo akurat wczoraj padało raz i myślisz, że skoro było, to musi być znowu. tylko w zakładach chodzi o kasę, a nie o pogodę. powiedzmy, że masz kumpla, co ostatnio grał w piłkę amatorsko i raz oberwał w kolano — nic poważnego, ale kulał tydzień. no i twój drugi kolega, co nie oglądał meczu, mówi: "wiem, że wróci do gry, bo przecież 'prędzej czy później' się wyleczy". no i stawia 100 zł na to, że ten kolega zagra w niedzielę, chociaż ten sam facet wcale nie trenował, tylko siedział na kanapie z lodem na nodze. i co? no i nic — ten typ dostał swoje 100 zł, bo przeciwnikowi strzelił gol w samej końcówce i wynik i tak zależał od innych, a nie od jego kolana. w przypadku Hurkacza to działa dokładnie tak samo: ktoś stawia na jego powrót przez proste skojarzenie — "przecież to numer jeden w kraju, nie może długo nie grać". tylko że biodro to nie kolano po uderzeniu piłką, tylko coś, co potrafi zrobić krzywdę na lata, i wiesz co? algorytmy w bukmacherach też to czują i kursy lecą, bo ryzyko jest realne, a nie teoretyczne. więc jak na moje, typowanie "prędzej czy później" to hazard w najczystszej postaci — albo trafisz, albo masz w dupie i tyle.
-
Też mnie zastanawia, dlaczego kursy idą w dół akurat teraz — nie chodzi mi nawet o samą kontuzję, tylko o to, że jak Hurkacz ostatnio zniknął przez "dyskretny problem" w styczniu, to wrócił po dwóch tygodniach i od razu rozjechał jednego z tych nowych Francuzów w Acapulco jakby nigdy nic. Ale wtedy mieliśmy przynajmniej jedno oficjalne oświadczenie: "ograniczone obciążenia". Teraz? Cisza jak makiem zasiał. I nie chodzi mi o plotki z forum, tylko o to, że jego media społecznościowe wyglądają jak u kogoś, kto przygotowuje się do wielkiego powrotu... albo ktoś celowo ucieka od reflektorów. Pamiętacie, jak przykleili mu etykietkę "niedostępny do mediów" przed tym turniejem w Barcelonie? Wtedy buk od razu podbił kursy na jego następne występy — bo rzadko kiedy zrobił taki krok bez powodu. Tutaj znowu to samo, tylko w drugą stronę: jakby sam system alarmował, że coś jest nie tak.
-
No właśnie, jak ja też kiedyś postawiłem na Hurkacza przez "prędzej czy później", bo co miałem robić — facet jest naszym numerem 1, prawda? 😅 Ale potem trafiłem na ten jeden mecz w marcu, gdzie wyszedł i od razu pokonał go jakiś debiutant na otwarciu. Nie miało znaczenia, że grał po miesiącu przerwy — walił forhendem jakby nigdy nic, ale serwis mu leciał totalnie losowo. Kursy były jakieś 3.20 na jego wygraną, a ja myślałem, że to pewniak. No i dostałem w dupę tak, że zapomniałem, jak wygląda uśmiech na mojej twarzy przez tydzień 😂 Każdy mówił, że wróci w formie, a tu proszę — dwieście euro włożone i tyle. Teraz jak widzę, że kursy lecą w dół, to się zastanawiam, czy nie lepiej poczekać na konkretniejszy sygnał, niż liczyć na cud. Chociaż przyznam, że mam ochotę postawić jeszcze raz... ale tylko jakbym miał 10% szansy, że w końcu trafi, a nie jak teraz — że ryzyko jest większe niż to, że słońce jutro wstanie 🙃Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
Przypomniało mi się, jak w zeszłym sezonie kibicowałem faceta z 3. ligi, który zawsze wychodził na boisko z taką miną, jakby właśnie dostał karę za nieoddanie piłki do autu — Hurkacz czasem wygląda tak, kiedy staje przed publicznością i wie, że nie ma ani pięciu procent szansy, że jego forhend trafi w linię. A teraz te filmiki z mediów są jak zdjęcia celowo ułożonego wnętrza: lampa obok kanapy, książki w równych stosach, zegar na ścianie — wszystko wygląda idealnie, tylko żadnego życia. Trudno uwierzyć, że ktoś, kto normalnie potrafi przesadzić z humorem w wywiadach, nagle zamilkł na tyle, że to forum bije na alarm szybciej niż agentka Wyszkowskiego po trzecim nieodebranym telefonie. Może akurat teraz, kiedy nikt nie widzi, robi te same ćwiczenia biodrem co Wawrinka przed Australian Open 2020 — powolne, bolesne, nieskończenie żmudne — i liczy, że raz na dziesięć podejść trafi tak, by nikt nie usłyszał jęku. Problem w tym, że rynek nie obstawia na podstawie kalendarza, tylko na podstawie dźwięku — a ten ostatnio Hurkacza w ogóle nie wydał.
-
Akurat mnie ta cała historia z Hurkiem cholernie wkurza 😅 Bo ostatnio nawet nie patrzyłem na tenis, a tu proszę — jakbym tylko czekał na jakąś nową tragedię. Mój kumpel od studiów, co grał w koszykówkę i miał taki sam problem z biodrem, mówił mi kiedyś, że przez te bóle to nawet rzucił swoją ulubioną dyscypliną, bo jak zrobił jeden kiepski ruch, to momentalnie bolało tak, że zapomniał, jak się ruszać. I teraz jak widzę Hurkacza, co normalnie lata po korcie jak na sprężynach, a nagle... cisza, to aż ciśnie w dołku, bo facet ma chyba najbardziej rozpoznawalne uśmiechy w polskim sporcie, a tu nic — zero reakcji, zero potwierdzenia, tylko kursy lecą jak oszalałe. No ale w sumie — co ja tam wiem, może on po prostu wymyślił sobie, że tym razem poczeka aż biodro da mu spokój na 100%, zanim znowu stanie na korcie? Przecież nie da się naciągać losu w nieskończoność... tylko szkoda, że na forach wszyscy kombinują, a on dalej siedzi tam, gdzie jest cicho i spokojnie, liczy straty albo liczy dni. A ja bym tak postawił tylko jakby mi ktoś podesłał jakiś oficjalny komunikat, bo teraz to naprawdę hazard, a nie typowanie...Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
No ale wiecie co mnie ostatnio uderzyło, kiedy oglądałem stary mecz z Monte Carlo z 2022 roku — Hurkacz przy serwisie miał ten charakterystyczny zwyczaj, że przed odbiciem zatrzymywał się na ułamek sekundy i zerkał na linię, jakby sprawdzał, czy przypadkiem nie poszedł aut. I teraz sobie myślę, że jeśli z biodrem jest tak źle, jak sugerują te milczące konta na IG, to pewnie nawet nie potrafi już sobie pozwolić na ten mikro-pauzę, która kiedyś dawała mu tyle pewności. Bo wiadomo — jak biodro szarpie, to każdy ruch staje się kalkulacją, a nie refleksem. A on przecież od zawsze grał na tej umiejętności wyczucia, której nie da się wytłumaczyć żadną tabelą kalendarzową. Jak się ją straci, to nie pomoże ani "prędzej", ani "później" — bo nawet jak wróci, to będzie musiał się uczyć wszystkiego od nowa. I tutaj kursy faktycznie mają sens, bo rynek nie obstawia na podstawie dnia powrotu, tylko na podstawie pytania: czy ten facet w ogóle jeszcze potrafi czuć kort pod nogami?
-
O kurczę, jak teraz czytam wasze wiadomości, to aż mi się wierzyć nie chce, że ktoś w ogóle myśli o obstawianiu Hurkacza przez "prędzej czy później"… Ja ostatnio też się złapałem na jednym takim typie, bo no… przecież jest naszym numerem 1, prawda? 😅 Postawiłem sobie kilka złotych na jego powrót w maju, bo co miałem robić — facet ma tyle energii w filmikach z treningów, że nie wypada nie uwierzyć, no nie? A tu takie rozczarowanie, bo jak wrócił na ten turniej w marcu, to od razu dostałem wiadomość od legalny buk, że straciłem cały zakład… Serio, nawet nie pamiętam, kto to wygrał, bo byłem zajęty liczeniem, ile razy w tym tygodniu muszę oszczędzać na piwie 😂 Ale wiecie co? Teraz, jak widzę, że kursy lecą w dół, to myślę, że jednak lepiej poczekać na jakiś sygnał od niego samego… Może bym nawet poszedł za ciosem i postawił następnym razem, ale tylko gdybym miał jakieś oficjalne info, że wróci w stu procentach, a nie liczyć na to, że "coś tam kiedyś wyjdzie". Chociaż przyznam, że jak patrzę na te wszystkie milczące konta i brak newsów, to aż chce mi się rzucić na dół i napisać do niego: "Hubert, dajesz jakiś znak życia czy mamy już brać ci pogrzebowe kursy?" 😅 Ciężko się na to decydować, bo facet to jednak nasza nadzieja na te wielkie imprezy, a tu nagle… zero kontaktu. Może po prostu potrzebuje czasu, ale cholera, jak długo można siedzieć w szatni i liczyć straty? 🙃
-
no i co wy w ogóle wygadujecie, że facet akurat teraz kombinuje straty w szatni zamiast walić forhendem jak szalony — przecież on i tak przez większość czasu wyglądał na kimś, kto liczy każdy krok na korcie, tylko nikt nie chciał tego zauważyć, bo uśmiechy były jak zwykle. jak miałem ładnych parę lat mniej i latałem po turniejach niższego szczebla, to też myślałem, że wystarczy wejść i zagrać — a tu się okazało, że połowa faceci na zawodach to nie gracze, tylko rachmistrze w sportowych butach, którzy bez kalkulatora w kieszeni nie umieją nawet podnieść rakiety. Hurkacz od zawsze miał ten swój styl, że najpierw patrzy, potem rusza, a jak już ruszy, to albo trafi, albo świat się skończy — i właśnie dlatego kursy idą w dół, bo rynek woli obstawiać faceta, który na starcie wie, że będzie walił na oślep, a nie kogoś, kto liczy kroki jakbym to ja liczył straty w rachunkach za prąd. pamiętacie, jak parę sezonów temu po tym turnieju w miasteczku pod Lublinem spotkałem gościa, co trenował dzieciaki — mówił, że Hurkacz przy serwisie robił taką sztuczkę z uniesieniem łokcia, że wyglądało to jakby grał w ciemno, ale wychodziło mu doskonale. Teraz gadają, że biodro go zdradza, a ja tam myślę — może on po prostu wymyślił sobie, że zanim znowu wyleci na kort, to sprawdzi, czy jego ciało jeszcze słucha, czy już zaczęło liczyć straty za niego. Bo przecież nie raz się zdarzało, że facet wylatuje z obiegu na rok, a wraca jak gdyby nigdy nic, tyle że z brodą do pasa i nowym stylem oddychania — o tym zapominacie, że tenis to nie tylko mięśnie, tylko i głowa ma swoje okresy. a co to niby zmienia, że teraz kursy lecą? facet był kiedyś na topie nie dlatego, że miał najlepszy forhend, tylko że umiał grać z głowy — i jeśli teraz naprawdę siedzi tam w szatni i liczy dni, to może po prostu mamy do czynienia z typową przerwą między epokami. Ktoś wam mówił, że Wawrinka albo Nadal wracali od razu w pełnej formie? nie, oni przychodzili powoli, jakby ktoś im podłączył nową baterię po trzech latach ładowania — tylko że nikt nie obstawia na podstawie "ładnie by było", tylko na podstawie "pewnie nie". i tyle właśnie z waszych typów "prędzej czy później" — teraz, jak nikt nie wie, co się dzieje, to dopiero wszyscy kombinują, kto odważy się rzucić monetą, a jutro albo pojutrze okaże się, że facet wyskoczy zza węgła i zrobi im w tyłek w pół finału, albo że jednak zamiast tenisem zajął się hodowlą gołębi w ogrodzie. ale jedno jest pewne — jak już zdecydujecie się postawić, to niech to będzie nie na podstawie kursów, które spadają, tylko na podstawie tego, że wiecie jedno: facet ma w tej chwili tyle samo szans co każdy inny, który potrafi oddać kilka mocnych uderzeń zanim mu ręka opadnie. reszta to już hazard, a nie tenis.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽