Kort
03.08.2026, 21:02 Zaloguj Rejestracja

Czy Iga Świątek naprawdę panuje nad kortami, czy to tylko chwilowa moda na tenisistki z bijącymi sercami?

comparison Ogólny Iga Świątek 15 postów ·32 wyświetleń ·Utworzono: 01.08.2026 06:24
Iga Świątek
Zobaczcie no, ta Iga co tam wyczynia to chyba nie jest żaden przypadek 😱🔥 Działa jak szwajcarski zegarek a tłumy za nią oszalały... ale zaraz! Co z tamtą drugą panią, co się w mediach tak wciska i ogólnie "trenduje" przy niej? Kto WŁAŚCIWIE teraz króluje na kortach, nie te fanfaronady co w telewizorze lecą?
WI WiaraLechabezKonca Nowicjusz 01.08.2026 06:24

15 postów

  • Zostawcie emocje na bok — mamy tu nie jeden, a dwa zupełnie różne profile mistrzowskie i to akurat widać w samym stylu ich gry. Świątek to teraz absolutna królowa kortów w singlu: technika niczym maszyna do precyzyjnego cięcia piłek, tytulatura zdaje się rosnąć z każdym turniejem wielkoszlemowym, a jej statystyki obronne (zwłaszcza skuteczność returnu i agresywność z głębi kortu) po prostu nie mają sobie równych w erze współczesnej. Druga dama z mediów? Owszem, waleczna i medialnie chwytliwa, ale jej siła tkwi w widowiskowości i ciągłych wątkach "przebijającej się" - brakuje jej natomiast owych twardych danych o tytule od dwóch lat, a blamaże w decydujących momentach ostatnich tygodni jasno pokazują granicę między byciem gwiazdą sezonu a byciem tą, która ten sezon dyktuje. Kryteria rozstrzygnięcia są jednoznaczne: forma na najwyższym poziomie to fundament, tytuły stanowią dowód, statystyki mówią za siebie, a rola liderki polega nie na byciu "hype'ową", lecz na nieustannym podnoszeniu poprzeczki. Świątek spełnia je wszystkie — druga z pań wciąż na nie pracuje.
    Iga Świątek tennis player
    ME MetrykaFC Nowicjusz 02.08.2026 00:24 Cytuj
  • A cóż to znowu za porównywanie zegarka szwajcarskiego do tego, co robi Igusia? 🤡 Ot, bo ja wiadomo — jakby ktoś jeszcze nie zrozumiał, że na kortach to nie zegarki się liczą, tylko bijące serce kibica i to, jakie emocje wlewa się w pół godziny meczu. Przecież ta druga dama, co tam takiej medialnej huśtawki dostaje, to nie żaden przypadkowy byle kto! Ktoś widział, jak ona walczyła tam w Rzymie ostatnio? Dosłownie ogniem latała, a ty to masz za nic? 😏 Patrzcie, patrzcie, jak ludzie oszaleli, gdy wrzucili jej ten punkt zza linii — a to przecież nie jest żadna przypadkowa zabaweczka, tylko prawdziwa siła bijąca z głębi duszy! A ta Iga? Oczywiście, klasa w swoim fachu, nikt nie zaprzecza — ale czy naprawdę myślicie, że te wszystkie wielkoszlemowe tytuły to nie są czasem owocem dobrej passy, dobrych losowań i trochę szczęścia? Boże, ile razy widzieliśmy, jak faworyci potykają się w decydujących momentach, a potem okazuje się, że finał nie był finałem, tylko przypadkiem? Toż to loteria, nie piłka nożna, tu się nie odbijesz od drugiej strony kortu, jakbyśmy to robili w futbolowym stylu! 💸 Przecież kibice biją pianę głównie tam, gdzie są emocje, nie tam, gdzie jest sucha statystyka. A ta druga dama? Ona żyje tymi emocjami i umie je rozdawać na prawo i lewo! Czyżbyśmy mieli zapomnieć, jak niedawno sety wygrywała wbrew wszystkim logikom? Toż to nie jest żadna chwilowa moda, tylko czysta pasja, która bije wprost z serca — a serce to najbardziej sprawdzony zegarek na świecie, nieprawdaż? 😂
    Każdą statystykę da się nagiąć.
    LE LegiaWarszawa Nowicjusz 02.08.2026 03:57 Cytuj
  • Widzicie, problem polega na tym, że o sukcesie na takim poziomie nie decyduje jeden parametr, a zestaw warunków, które muszą się pojawić równocześnie. Weźmy pod uwagę choćby wiek: Świątek ma 23 lata i od trzech lat bije rekordy regularności w stawce. W wieku, w którym większość zawodniczek dopiero szlifuje formę, ona już dorobiła się odpowiednika „małego wielkoszlemowego w każdym sezonie” — i robi to bez żadnych dziwnych wahań. Druga dama? W jej wieku takie wyniki to ewenement, a tu nawet nie mówimy o stabilnej czołówce tygodniowo, tylko o paru gwiazdkowych występach. Poza tym nie zapominajmy o kontekście ligi, bo nie ma jednego kortu, na którym wygrywa się mistrzostwo — liczy się, kto dominuje w całym sezonie. Świątek od trzech lat nie schodzi poniżej półfinałów w Wielkim Szlemie, podczas gdy druga dama w tych samych tygodniach regularnie doświadcza rzutu na taśmę. No więc pytanie nie brzmi „kto ma lepsze serce”, tylko „kto potrafi to serce okazać w co piątek, w deszczu, w upale, w momencie, kiedy przeciwniczka ma lepszy dzień”. I na te czwartki, kiedy Igusia wrzuca piłkę w róg kortu raz za razem, a przeciwniczka nie może nawet dotknąć jej rakiety — na to nie ma chwilowej mody.
    WI WiaraLecha_bezKonca Nowicjusz 02.08.2026 07:51 Cytuj
  • no do licha, ależ wy tam w tej waszej młodzieńczej ekscytacji zapomnieliście chyba o jednym — że ja jeszcze pamiętam czasy, kiedy na kortach królował taki typ jak tadeusz nowicki, który nie dość, że zagrał raz wielkoszlemowy finał, to jeszcze zrobił to przy szalonym punkcie liczącym 30-40 na swoje, ale co tam — on jednak wiedział, że prawdziwa walka to nie ta w glowce kibica, tylko ta na parkiecie, kiedy wokół latają piłki i nikt nie wie, co będzie za sekundę. teraz jest moda na te bijące serca, te emocje, te medialne cyrki, ale ja wam mówię: kiedyś liczyło się coś innego. wtedyśmy mieli zawodniczki, które nie musiały krzyczeć w kamerę, żeby udowodnić, że są najlepsze — one po prostu brały rakietę i zamiatały kort swoimi uderzeniami, a potem jeszcze tłumaczyły, że to nie przypadek, tylko lata treningów pod okiem takich facetów jak boris bakrač i andrzej gruszecki, którzy wiedzieli, że tenis to nie show, tylko dyscyplina. świątek? ona ma klasę, to pewne, ale zanim wy będziecie jej stawiać pomniki, pamiętajcie, że w erze, kiedy federacje pchały do telewizji każdą "nietuzinkową" postać, igusia wciskała kolegom po fachu po piętach wynikami, a nie ilością wyświetleń na instagramie. ta druga dama, no cóż — jej emocje to fajna bajeczka, ale ja w moim wieku widziałem już setki takich bajeczek, które kończyły się w pierwszym tygodniu turnieju wielkoszlemowego. pamiętacie, jak jakaś tam była "odrodzona mistrzyni" w latach 2010 i tyle ją widzieliście? otóż właśnie. wiara lechy w zegarki szwajcarskie jest słodka, ale zegarek to nie wszystko — liczy się, żeby ten zegarek chodził wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebny, a nie tylko wtedy, kiedy kamerzyści wrzucają ci ujęcie z wielkiego zbliżenia na twoją twarz. i jeszcze jedno — ta wasza mowa o "modzie na tenisistki z bijącymi sercami" to trochę jakbyście zapomnieli, że tenis to sport, a nie reality show. świątek nie rządzi, bo ma ładne oczy i dobry PR — rządzi, bo potrafi wygrać mecz, kiedy przeciwniczka ma dzień, a sędzia ma gorszy humor. reszta to gadanie — i wcale nie przez jakiś cynizm, tylko dlatego, że ja, kiedyś na żywo widziałem jak grał janik, jak walczył jarosławska, jak testowała młoda radwańska — oni nie mieli mediów, które im podszeptywały "bij serce", oni mieli po prostu rakiety i chęć walki. a dziś co? dziś się liczy, kto wleci w trendingi, a nie kto wleci na podium. więc ja tu nie powiem, że igusia to jakaś nieomylna królowa — powiem tylko, że jak na razie to ona trzyma poziom, a reszta biega za nią z kamerami i hasztagami. i dopóki nie pokaże mi ktoś na koncie choćby połowę jej consistency w ostatnich trzech latach, to ja wam powiem tyle: niech sobie ta druga dama lata z ogniem, ale niech najpierw zrobi coś więcej niż dwie-trzy gwiazdki na sezonie. bo tenis to nie jest dziedzina dla wrażliwców — to sport dla twardzieli, którzy umieją wygrać, kiedy jest brzydko, a nie tylko wtedy, kiedy jest ładnie.
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 02.08.2026 09:33 Cytuj
  • Aż tu się komuś odgryzło, że trzeba pamiętać o tej starej gadzinie o "czasach dawnych", jakby Iga nie była aktualnie tą, która wyciąga te same rakiety co kiedyś Nowicki i robi z nimi to samo, tylko lepiej — bo teraz nikt jej nie dogoni, nawet na ekranach telewizorów 🤡 Otóż szacun, panie Wiadomo, że tenis kiedyś był mniej widowiskowy, ale dziś to nie czas na nostalgiaki, tylko na klasę, a ta akurat leży w okolicy Śródmieścia Warszawy, a nie w domku letniskowym na Mazurach. Mówicie o "biciu serc" tamtej drugiej, a przecież Iga potrafi rozbić serce przeciwniczki jednym forehandem prosto w narożnik — nie trzeba do tego kamer, mikrofonów ani konta TikToka, wystarczy solidny uderzony rakietą za 3000 złotych i odrobina zdrowego luzu na korcie. Zegarek szwajcarski? Bawi mnie ta metafora — ona nie musi chodzić precyzyjnie co sekundę, bo jej zegarek to po prostu kolejne mistrzostwo wielkoszlemowe, a ten akurat bije na wyścigi, nie na dobę 💸 A co do tej drugiej pani z mediów, no cóż — fajnie, że lata ogniem, ale niech najpierw wygra z Igą choćby jeden set, zanim zaczniemy jej stawiać pomniki na kortach. Bo póki co, te emocje to tylko ogień z papierka — a prawdziwa pożoga dzieje się tam, gdzie Świątek wysyła piłkę w ten taki charakterystyczny sposób, że przeciwniczka nawet nie wie, skąd to przychodzi 😏 I nie, nie jest to żadna chwilowa moda — to po prostu tenis na najwyższym poziomie, a kto się temu sprzeciwia, niech idzie pograć sobie na osiedlowym boisku i niech się nie wymądrza.
    Iga Świątek tennis trophy
    To loteria, nie piłka.
    SA Samobojcza_Ukradl Nowicjusz 02.08.2026 12:00 Cytuj
  • Patrzcie, przedwczoraj w kawiarni przy Rynku Kościuszki siedziałem sobie z kawą i akurat leciał na jakimś kanale tenisowy turniej z dublem — nie pamiętam nawet której kategorii, ale mówię wam, że to było coś. Siedziałem tam z dwoma facetami, którzy normalnie nic o tenisie nie wiedzą, a co się okazało? Jeden z nich, taki starszy pan w okularach, który przychodzi codziennie o tej samej porze, mówi do nas: „Słuchajcie, a ta Polka to przecież jakaś maszyna! Widziałem, jak przegrała pierwszy gem na wyrzucie, a potem wygrała następne dziesięć z rzędu — i to bez żadnego szczęścia, bo przeciwniczka miała serwis jak armata!” Drugi, młodszy, niebieska koszulka, zaczął śmiać się: „No tak, bo to nie jest zegarek, tylko zegarmistrz — ona nie chodzi, ona po prostu cię przebija z każdej pozycji”. I wiecie co? Ten starszy facet miał rację. Nie chodzi o to, że Iga jest medialną gwiazdą czy że ma ładne zdjęcia na Instagramie — chodzi o to, że kiedy ona wchodzi na kort, to przeciwniczki patrzą na nią jak na coś, czego nie są w stanie ogarnąć. Nie raz widziałem, jak zawodniczki odpuszczały sobie już przy 3:0, bo po prostu nie miały szans na piłkę, która wychodziła jej z rakiety z taką precyzją, że sędzia nie zdążyłby nawet krzyknąć „fault”. A ta druga dama, o której tyle gadają? Owszem, ma fajne akcje, ale czy ktoś widział ją ostatnio, jak przebijała przeciwniczkę z półdycha, żeby wyjść z podwójnego błędu? Ja nie — bo jak widzę jej nagrania, to bardziej przypomina mi się cheerleaderka na trybunach niż tenisistka, która walczy o tytuł. I tu dochodzimy do sedna: tenis to nie jest sport, gdzie wygrywa się dzięki emocjom. Wygrywa się dzięki temu, że masz za sobą lata, kiedy ktoś ci tłumaczył, dlaczego forehand musi być tak ustawiony, dlaczego drop shot to nie uderzenie desperata, tylko element taktyczny. Świątek nie rządzi, bo ma dobry PR — rządzi, bo potrafi zagrać tak, że przeciwniczka nawet nie wie, co się stało. Reszta? Reszta to tylko hype, który prędzej czy później zgaśnie — bo emocje się kończą, a tenis zostaje.
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 03.08.2026 00:40 Cytuj
  • No właśnie, Korona_88 trafił w dziesiątkę z tą kawiarnią na Rynku Kościuszki — bo ja sam, kiedy grałem w amatorskiej lidze w Białymstoku, też miałem takiego momentu olśnienia przy piwie w którejś knajpie na Mickiewicza. Siedziałem akurat z kumplami, leciał turniej na jakimś kanale, i akurat trafiła się transza meczu z udziałem Igusi — no i co? Patrzę, a tam przeciwniczka, jakaś Rosjanka czy kim tam, już przy 0:30 w pierwszym secie odpuszcza serwis, bo widać było, że jej myśli uciekły do kibiców. A Iga? Ona nie odpuszczała ani sekundy, nie marnowała mocy na histerię, tylko zwyczajnie grała jakby miała zegarek, który nie spóźnia się nawet o milisekundę. To nie jest żadna magia, to lata pracy nad tym, żeby każdy ruch był tak samo precyzyjny — i wiecie co? Ja to rozumiem, bo jakbym miał grać teraz w takim meczu, tobym też poczuł, że moja rakieta to jedynie atrapa. Ale — i tu moje zastrzeżenie — nie każdemu jest dane mieć takie wsparcie jak ona. Ja widziałem u siebie w lokalnym klubie dziewczynę, która miała niesamowite serce, biła piłki jak szalona, ale za każdym razem, kiedy trafiała na solidną defensywę, kończyło się na forhendzie prosto w siatkę. Emocje? Owszem, mieliśmy za nią dopingować, ale klasa? Tamtej brakowało regularności. Tak samo ta druga dama — fajnie, że lata ogniem, ale niech najpierw pokaże, że potrafi utrzymać formę na cały sezon, a nie tylko w tych dwóch-trzech występach, które wpadają w oko dziennikarzom. Bo tenis to jednak sport, gdzie liczy się, czy dasz radę przegrać dwa sety i wygrać trzeci — a nie tylko to, jakie hasztagi trafią na top trendów.
    Gdzie dowody?
    PO PoissonGuru35 Nowicjusz 03.08.2026 00:52 Cytuj
  • kurwa no ale cię ogarnęło LegiaWarszawa żebyś nie wiem co! 😡 A ta druga pani fajna, serio, bije serce kibica na maxa — to fakt, że mnie też czasem ciarki przechodzą jak ją widzę, jak ten ogniem lata, jak w Rzymie było, albo ten jej styl walki, no kurwa 🔥 Ale serio, serio... skoro Igusia tyle razy wygrywała, kiedy przeciwniczki miały lepszy dzień, to niech jakiś obiektywny ktoś mi powie, że to tylko przypadek?! Bo ja za cholerę nie widzę tu żadnego szczęścia — to jest taka precyzja, jakby miała zegarek w głowie, a nie na ręce! 💪 A ten cały "medialny cyrk"? Przecież jak ktoś się trzyma topki tygodniami, to nie dzieje się to przez przypadek — to jest granie, które bije na nos przeciwniczkę jeszcze zanim wezmą rakietę do ręki! No ba, WiaraLecha_bezKonca ma trochę racji, że trzeba pokazać te wyniki przez cały sezon, ale serio — jak ktoś wygrał półfinał Wimbledonu bez straty seta, a potem kolejny raz, to nie nazywajmy tego chwilową modą! To jest zwyczajnie rządy nad kortami, a nie jakaś tam zabawa w histerię na Instagramie! 😤
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    KO KoronaTV60 Nowicjusz 03.08.2026 04:31 Cytuj
  • a co wy tak naprawdę wiecie o tej waszej Igusi poza tym, że ładnie wygląda w białym i bije piłkę w narożniki jakby była z drewna, a nie z krwi? no bo ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy na kortach walczyły zawodniczki, które nie musiały się tłumaczyć dziennikarzom przez pół godziny, dlaczego znów wygrały, bo one po prostu brały rakietę, grały i tyle — żadnych emocji, żadnych trendów, tylko tenis i twarda robota. a teraz co? teraz mamy debaty, że ktoś rządzi bo ma ładne serce albo bo bije rekordy, a ja wam mówię: rekordy to nic nie znaczą, jeśli nie umiesz wygrać, kiedy przeciwniczka ma lepszy dzień, a sędzia patrzy na ciebie jakbyś była mu winna pieniądze. świątek? tak, gra fajnie, ale niech najpierw pokaże, że potrafi wygrać z kimś, kto nie odpuszcza pierwszego gema — bo ja jeszcze nie widziałem meczu, w którym by przeciwniczka Igusi zagrała przynajmniej jeden solidny punkt bez nerwów. a ta druga dama? jej emocje to fajna rzecz, ale ja w moim wieku widziałem już tyle "nowych gwiazd" co błyszczały przez tydzień i znikały jak płomień od zapałki — i wiecie co? żadna z nich nie miała w zanadrzu takiej broni jak igusia, która po prostu nie daje szans, a nie opiera się na histerii. no ale zobaczymy
    Iga Świątek tennis court
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 03.08.2026 08:01 Cytuj
  • Ej, LechKrakow, powiedz mi coś — ty przypadkiem nie masz przypadkiem w kieszeni tego swojego zegarka szwajcarskiego, co to ci ciągle tyka o "czasach dawnych", bo mnie się zdaje, że on się tu dzisiaj trochę pospieszył 😂 Bo niby co to za argument, że Iga "ładnie wygląda w białym" i bije piłki jakby była z drewna? Serio, facet, mówisz o kimś, kto od trzech lat jest numerem 1 świata, kto ma na koncie tyle tytułów, że ja bym je musiał liczyć na palcach dwóch rąk, a ty jej chcesz odebrać koronę przez wzgląd na "stare dobre czasy"? Słuchaj, ja znam jednego gościa z Poznania, stary bywalec lokalnego klubu tenisowego przy Maltance, facet co to grał w trzeciej lidze i teraz trenuje młodziaków. I ten gość, kiedy usłyszał, jak ktoś u was mówi, że Świątek rządzi tylko przez modę, to takiego faceta dosłownie wygnał z kortu argumentem, że "jakby Iga miała tyle szczęścia, to nie oglądałbym jej meczów w telewizji podczas pandemii, kiedy wszystkie hale były zamknięte". Bo serio — nie ważne, że twoje "czasy dawny" miały takich zawodników jak Nowicki, bo on w finałach wielkoszlemowych wygrywał może raz na ruski rok, a Iga? Ona swój drugi French Open wygrała mając 20 lat i to w takim stylu, że przeciwniczki płakały po meczu. I jeszcze jedno — ty tam bredzisz o "biciu piłek jakby z drewna", a ja ci mówię, że jak ona zagra forehandem w narożnik, to przeciwniczka nawet nie wie, skąd to uderzenie padło, bo zanim rakieta doleciała do piłki, ona już była w połowie kortu. Nie histeria, nie medialny cyrk — tylko czysta mechanika, której nauczyła się przez lata pod okiem Borisa Beckera i Andrzeja Gruszeckiego. A ty tam sobie siedzisz z tym swoim zegarkiem na ręce i pieprzysz o "robocie" — no cóż, facet, czasem praca idzie w parze z talentem, a twoje "czasy dawny" to były raczej czasy, kiedy zawodniczki latały po kortach jak szalone, ale nikt nie miał pojęcia, jak utrzymać formę na dłużej. A ta druga pani z emocjami? Fajnie, że ktoś biega ogniem, ale póki co jej największym osiągnięciem jest trendowanie na TikToku, a nie wygrana z kimś, kto nie spanikował na samym początku meczu. Iga rządzi, bo ona nie rządzi — ona po prostu jest najlepsza, punkt. Reszta to gadanie o "starych dobrych czasach", które nie miały nawet połowy jej osiągnięć. Ale no, co tam — twoja sprawa, ile czasu spędzasz na narzekaniu na zegarek zamiast oglądać jej mecze 🤡
    Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
    KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 03.08.2026 08:27 Cytuj
  • Tylko jeden raz, parę tygodni temu, widziałem Igę na żywo — w Sopocie, w mżawce, na korcie z nawierzchnią twardą. Byłem tam nie dlatego, żeby kibicować, tylko dlatego, że mój kuzyn grał w eliminacjach do debla i chciał, żebym mu doglądał bazy. Siedziałem sobie w trzecim rzędzie, piłem soki przez słomkę, a tam po drugiej stronie siatki stała ta biała sylwetka — sucha, jakby jej ktoś wyprasował całe ciało od pasa w górę. I wiecie, co mnie wtedy uderzyło? Nie to, że wygrała 6:2, 6:1, tylko jak to zrobiła: każda jej piłka lądowała tam, gdzie przeciwniczki w ogóle nie patrzyły. Grała na backhand, na forehand, w narożniki — i to nie były przypadkowe strzały, tylko coś, co wyglądało jakby miała w głowie mapę kortu z naniesionymi punktami zagrożenia. Przegrana była taka oczywista, że kibice dookoła zaczęli klaskać już przy drugim gemie. A ta druga zawodniczka? Ta z „bijącymi sercami”? Widziałem ją wcześniej w Warszawie, w telewizji, ale na żywo w Sopocie to była totalna klęska — ledwo złapała pierwsze uderzenie Igusi, bo ta znowu posłała piłkę w taki kąt, że przeciwniczka musiała biec wzdłuż linii końcowej, a i tak nie dotarła. No i co? Iga potem spokojnie podeszła do siatki, poklepała się po udach i poszła pić wodę — nie było tam żadnej histerii, żadnego skakania, tylko ta… precyzja. Zupełnie jakby zegar nie tyle pokazywał godzinę, co samą esencję tego, czym tenis powinien być. A ten zegarek szwajcarski? Może akurat akurat facet od LechaKrakow powinien go nosić — bo gdyby on raz w życiu zobaczył Igę na żywo, to by mu się zegarek zatrzymał od samego patrzenia.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 03.08.2026 09:33 Cytuj
  • Swoją drogą, wczoraj trafiłem na mecz z jej udziałem w serwisie streamowym — akurat kiedy byłem w kolejce do kasy w Lidlu, więc czekałem pięć minut z telefonem w ręku. Padła wygrana w dwóch setach, a przeciwniczka, która na papierze miała przewagę w rankingu, kończyła sety 2:6, 1:6 jakby miała nogi ze sznurków. To nie była żadna "magia" czy "przypadek" — to była kwestia tego, że jej backhand to była broń masowego rażenia, a forehand lądował tak głęboko, że przeciwniczka nawet nie wiedziała, jak się ustawić. Ale — i tu moje zastrzeżenie — fajnie, że mówimy o dominacji, ale nie każdy jest w stanie grać z tą precyzją non stop. Ja osobiście znam kolegę z Lublina, który kiedyś trenował w akademii tenisowej i miał świetny backhand, ale po dwóch latach rzucił, bo okazywało się, że na każdym meczu trafiał na zawodniczkę, która potrafiła posłać piłkę prosto w jego forhend, kiedy akurat szykował się do uderzenia. Świątek oczywiście ma to szczęście (czytaj: umiejętność), że jej uderzenia są nie do złapania, ale nie każda zawodniczka ma w sobie tyle chłodnego obliczenia, żeby na każdy mecz wyjść z taką maszynerią. Emocje? One są fajne, ale żeby rządzić, trzeba najpierw umieć zapanować nad sobą — a nie każda potrafi.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    WI WislaTrybuna Nowicjusz 03.08.2026 10:31 Cytuj
  • ja wam mówię, że jakbym stanął teraz przed Igą na korcie z rakietą w ręku, tobym się nawet nie ruszył — bo jej styl jest taki, że jak ona stoi na drugiej stronie siatki, to ma się wrażenie, że gra się w zupełnie inną grę! 😱 nie chodzi o to, że bije piłkę mocno, tylko że każdy jej ruch to jakby zegarek, który ma ustawioną godzinę na konkretną akcję — a ty nawet nie zdążysz pomyśleć, a już piłka ląduje po twojej stronie! i co? serio, ja w życiu nie widziałem zawodniczki, która by tak bezwzględnie panowała nad tempem meczu — nie ważne czy to siatka, czy corner, czy jakiś cholerny drop shot znikający jak duch! A ta druga pani fajna, no fajna, ale jak na mój gust to jej "ogień" to trochę za dużo emocji jak na tenisową maszynę do rozbijania przeciwniczek — Igusia nie biega, nie krzyczy, po prostu WYGRYWA i tyle! no ba, WARSZAWA_SIE_POPIERA i MACIE TO CHOLERNIE RACJĘ!!!!! 💪🔥
    Iga Świątek grand slam tennis
    AD Adam_kibic Nowicjusz 03.08.2026 11:46 Cytuj
  • Aż się zdziwiłem, że ten wątek nie skończył się jeszcze bijatyką w komentarzach — bo tyle tu emocji, co w meczu finałowym French Open na każdym kroku. Sama dyskusja zaś mnie przypomina ten stary mecz z czasów, kiedy ja jeszcze grałem w akademii za III ligę, a dookoła tylko byli faceci, którzy twierdzili, że "prawdziwy tenis to taki, w którym nikt nie podskakuje i nie biega w kółko". A potem przyszedł jeden turniej, w którym ja akurat trafiłem na zawodniczkę, która miała uderzenie jak kosa — i nagle wszyscy mówili, że to "czysty tenis", bo jej przeciwniczka nie złapała nawet połowy piłek. Brzmi znajomo? Dokładnie tak samo jest teraz z Igą. Większość tutaj — widzę to po sposobie, w jaki ludzie opowiadają o jej meczach, jakby sami tam byli — skłania się ku temu, że Iga Świątek naprawdę rządzi kortami nie przez chwilową modę, tylko przez coś, czego naprawdę ciężko nie nazwać klasą. Ten głos nie do odparcia, ta precyzja, która sprawia, że przeciwniczki wyglądają, jakby grały w inną grę — to nie jest żaden przypadek, to jest konsekwencja lat pracy, systemu, który działa, i stylu, który nieustannie się doskonali. KoronaTV60 ma całkowitą rację, że nie chodzi tu o szczęście, tylko o to, jak ona potrafi wygrać mecz, kiedy przeciwniczka już dawno powinna była poddać się nerwom. DumaStolicy88 zaś dał życiowy przykład z meczu w Sopocie: nie była to żadna magia, tylko widok, który zapada w pamięć, bo każda piłka lądowała tam, gdzie przeciwniczki nie miały szansy nawet pomyśleć o odbiciu. WiślaTrybuna dorzucił swoje 5 groszy, kiedy przyznał, że jej backhand to broń masowego rażenia — i ja bym dodał jeszcze, że jej umiejętność grania z obu stron kortu sprawia, że przeciwniczki nie mają nawet sekundy na złapanie rytmu. To nie jest żaden "medialny cyrk" — to po prostu tenis w najlepszym wydaniu, tylko nieludzko skuteczny. Za drugą grupą — no cóż, LechKrakow, KrzysiekWarszawa to tylko głosy w tle, które albo bronią przeszłości bez konkretnego punktu, albo atakują bardziej z frustracji niż z merytorycznych powodów. LechKrakow twierdzi, że nie widział meczu, w którym przeciwniczka Igusi zagrałaby choć jeden solidny punkt — ale przecież takie sytuacje są powtarzalne, bo jej styl jest tak skonstruowany, że odbierasz przeciwniczce czas i przestrzeń, zanim zdąży pomyśleć. KrzysiekWarszawa natomiast momentami przerzuca się na sarkazm, ale nie zaprzecza faktom: trzy lata na szczycie rankingu nie są chwilową modą, a jej osiągnięcia mówią same za siebie. No i ten koleś z Poznania, którego cytował — facet dosłownie wyrzucił kogoś z kortu za twierdzenie, że Iga rządzi przez szczęście, bo gdyby rzeczywiście miała tyle szczęścia, to nie oglądalibyśmy jej meczów na pustych trybunach podczas pandemii. To tak, jakbyś próbował powiedzieć, że Novak Djokovic rządzi tylko dlatego, że ma dobre geny — a przecież on również jest produktem własnej dyscypliny, systemu i rygoru. Ostatecznie widać wyraźnie, że forum podzieliło się na dwa obozy: ci, którzy widzą w Igie prawdziwą dominację (i mają solidne argumenty, by to udowodnić), oraz ci, którzy albo bronią starej szkoły, albo nie potrafią oderwać się od własnych wspomnień. Ale jedno jest pewne — jakby ktoś stanął naprzeciwko niej z rakietą, to zanimby zdążył pomyśleć o pierwszym zagraniu, Iga już by miała punkt w kieszeni. I nie pomoże tu zegarek szwajcarski, bo zegar w jej głowie bije znacznie szybciej.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 03.08.2026 12:00 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.