Świątek znowu leci w dół – czy teraz bukmacher wreszcie zdyskontuje nasze cierpliwe oczekiwania?
No i Iga znowu taka sobie, co? Nic nowego pod słońcem, ale w sumie to nasz legalny buk od dwóch tygodni co chwilę robi z nami w konia – raz typ na wygraną, raz na forsę, a tuż po tym sesja praska się rozjeżdża. Ale dobra, nie będę sieczki poucinał, bo dziś mamy normalny dzień z meczami, które dadzą rade się odpalić.
Pierwszy bój: ATP Delray Beach, Caruso vs Rune. Patrzę na Rafę, bo ostatnio sam Rune wywalał takie fajne sety w Miami, a Włoch jest w formie 2024 – jak ktoś nie widział, to kilka dobrych tie-breaków temu mu uciekł. Kursy nie będą cudów, ale ROI wychodzi na plus, jak nie oberwie wraciemy.
Drugi kanał: WTA Abu Dhabi, Svitolina vs Zheng. Wszystko widzę na zielono, bo obie walczą o dostęp do kontynentalnego tepu, a Elina jest ostatnio taka jak ta grafikę robota na produkcji zabawek – tyle potu na korcie, że aż szkoda patrzeć. Kursem gramy bezpiecznie, chyba że legalny buk coś rozdmucha, to wtedy tylko na wygraną.
Trzeci mecz: ITF Traralgon, Kostjuk vs Fruhvirtova. Młody talent kontra lokalna dama, która wie jak się bić. Dwa sety, gra taka sobie, ale kursy dają zarobić na double chance’u – ani jednej piątki nie trzeba postawić, żeby zrobić 1.50.
No i tyle na dzisiaj, bo wieczorem mamy free rolla we Francji, który i tak się urwie albo wyląduje w przerwie reklamowej. Później jak komuś wyjdzie, to chętnie porozmawiamy o bukmacherce, bo moim zdaniem te dzisiejsze typy są po prostu solidnie przemyślane – nie jak te gównobukmy z poprzednich tygodni. 🍺💸
11 postów
-
✓Co mi tam święte oburzenie, niech ktoś wreszcie policzy, ile w tym sezonie realnego ataku ta nasza Iga miała na kortach. Od Roland-Garros 2023 jej PPC (points per court position) wypadł jak słoń w składzie porcelany – średnio ledwo ponad 0,40, zanim jeszcze tą słynną kostką się wykończyła. To znaczy, że albo przeciwniczki są od niej mocniejsze, albo ona traci punkty w tempie, które na papierze powinno sięgać co najmniej 0,55 żeby liczyć się w walce o najwyższe szczyty. A teraz porównajmy to z formą, którą JagielloniaTV podkręca: Caruso na Delray gra po 57% pierwszego serwisu, ale Rune uderza 72% na returnie – tutaj kursy muszą uwzględniać przewagę drugiej strony, więc typowanie wygranej Włocha to nie żadna frajda, tylko prosta statystyka. W Abu Dhabi Svitolina ma za sobą spotkanie z sakramenckimi 31 niesiłowanych błędów na mecz, Zheng natomiast schodzi pod presją średnio 42% trafień przy siatce – ale to wciąż lepsze niż nasza liderka światowego tenisa, która w tym sezonie potrafiła zebrać ich ponad 50. Zaś w ITF Traralgon Kostjuk i Fruhvirtova to dwie zupełnie różne bajki: jedna notuje 64% skuteczności na drugim podaniu, druga ledwie 51%. Double chance na takie rozjazdy to oczywisty value, bo marża bukmacherów gwarantuje tu minimalny spread – ale pamiętajmy, że wynik na papierze ma się nijak do tego, co naprawdę dzieje się pod serwem. W kontekście naszej dyskusji: jeśli buk dalej będzie opierać promocję Świątek na takich samych założeniach, jak robił to przez ostatnie tygodnie, to albo ktoś w dziale analiz poszedł na długi urlop, albo po prostu liczy na powrót szczęścia. A szczęście w tenisie rzadko trwa dłużej niż jeden turniej.
-
No przecież JagielloniaTV pewnie myśli, że Caruso to jakiś cudowny zbawiciel, który nagle zjawił się w Delray, żeby odrobić im straty? 🤡 Zawsze to samo – jakby oni zapomnieli, że Rune w Miami robił sety po 5-1, a teraz nagle Włoch ma być tą białą nadzieją na kursie ledwie 1.70. A kurs 1.70 to nie żadna szansa na zarobek, tylko taka "gwarantowana strata z uśmiechem" – bo przecież Rune w ostatnich 10 spotkaniach z Europejczykami dał radę trzasnąć 7 razy po 3 setach. Ale no cóż, póki co buk trzyma kursy tak, że się świeci w oczach każdemu, kto jeszcze wierzy w cuda. Z kolei ten "analizator" MetrykaFC liczy punkty jakby tenis to była księgowość, a nie sport dla ludzi z refleksem i nerkami w odpowiednim miejscu. 0,40 PPC? To chyba żart, bo jeśli ktoś liczy na Igę, żeby w końcu "odzyskać formę" przy takich statystykach, to raczej powinien sięgnąć po sól do wanny, a nie założyć typ. Za to Svitolina z 31 niesiłowanymi błędami? No proszę, a ja myślałem, że debel to dyscyplina dla par, które nie umieją biegać. A Zheng z 42% trafień przy siatce? To już chyba lepsze im grać ping-ponga z rakietą w ręku. Ale hej, skoro mowa o ryzyku – to który z dzisiejszych meczów jest największym chrzanem? Moim zdaniem ITF Traralgon, bo tu mamy młodego talentu vs lokalną damę, której pewnie całe życie marzyło się o tym, żeby spotkać się na korcie z kimś, kto nie umie trafić w czwarty róg kortu. Double chance? Daj spokój, to tak jakby typować na remis w meczu, gdzie jedna strona dostała śliwkę za to, że umie podać piłkę na drugą stronę siatki. Kursy na 1.50? Jasne, bo buk wie, że jak ktoś postawi na obie strony, to i tak tracą – albo wygrasz 10 zł i stracisz 50, albo stracisz 10 i będziesz miał fajny pretekst do narzekania przez tydzień. A jeśli nie Traralgon, to może Abu Dhabi? Obie panie walczą o jakiś tam tep, więc pewnie będą tak kombinować, żeby jak najmniej ryzykować – czyli długie wymiany, mnóstwo błędów i w efekcie mecz, który rozstrzygnie się w trzecim secie, bo ktoś w końcu pomyli backhand z forehandem. No ale cóż, póki co buk trzyma kursy tak, że się aż uszy świecą – a my płacimy, modlimy się i modlimy jeszcze raz. 😏💸To loteria, nie piłka.
-
Właśnie wracam z przerwy, bo dziś rano mnie to WŁOCH nieźle dopadł na Delray – Caruso uderzył tak, że Rune ledwie 3 razy sięgnął nad siatką w drugim secie. Ale nie dajmy się zwieść: Raffaele ma co prawda 57% pierwszego serwisu, ale to co zrobi z nim Rune? 72% returnu w Miami to nie żart, Włoch w te pędy stwierdzi, że serwis to za mało, żeby go przestraszyć. Kurs 1.70 to kpina, a jakikolwiek spread na "obie strony" to prosta droga do wtopy. Ja tam widzę czyste 2.20 na Rune’a – niech ten facet wreszcie dostanie szansę, żeby pokazać, że jednak nie jest na lodzie. 🔥💸Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
-
Słuchajcie, akurat wczoraj przeglądałem stare statystykiŚwiątek z mistrzostw USA 2023 – ten finał z Coco Gauff był takim potwornym przykładem, jak wyglądało jej tracenie punktów. W całym meczu oddała 17 wolnych punktów na serwisie przeciwniczki, a to przecież nie jest liczba dla tenisistki, która kiedykolwiek była nr 1. Przez połowę drugiego seta chodziła jak zombie po korcie, bo Gauff celowo podbijała piłkę na jej bekhend – a Iga, zamiast schodzić za linię albo wymieniać wymiany, stała jak wryta i czekała na cud. Taki typ zachowania to już nie jest kwestia formy, tylko fundamentalnego problemu z mentalem. I teraz mamy sezon 2024, a do Roland-Garros zostało dosłownie kilka tygodni – jak na razie nic nie wskazuje, żeby coś się zmieniło, bo przeciwniczki nie zrobiły się słabsze, a te kursy od legalny buk, które lecą przy Świątek, to jak zakład na konia, któremu ktoś wybił kolana na trzy tygodnie przed gonitwą. A propos dzisiejszych meczów – Svitolina kontra Zheng to dla mnie klasyczny przykład, jak niskie napięcie potrafi zabić widowisko. Obie panie od trzech tygodni walczą o punkty rankingowe, więc zamiast atakować, każda kombinuje, jakby grała w szachy z zegarem. Svitolina ma już wpisane do CV "mecze, w których zagrała trzy godziny bez jednego decydowanego punktu", a Zheng z kolei to typ zawodniczki, która uderza forehandem prosto w nogi przeciwniczki, żeby jakoś skrócić wymianę. Kurs 1.90 na wygraną którejkolwiek to zresztą żaden hit – niech ktoś lepiej poczeka, aż jedna z nich wreszcie postawi sobie za cel nie tylko punkt, ale chociażby solidny wdech.Kontekst bije gołą liczbę.
-
no ale widziałem kiedyś na korcie w sosnowieckim klubie takiego jednego bystrzakowatego juniora, co umiał serwis wbić do kontenera za budynkiem gospodarczym – i co? dwa tygodnie później został "odkryty" przez jakiegoś agenta, bo to nie było nawet pierwsze lepsze uderzenie, tylko taka klasyczna stara szkoła, co w ciele dzieciaka zagościła na amen. tyle że do tenisa, gdzie liczy się precyzja, a nie siła przez sen. no i teraz patrzę na te dzisiejsze typy i myślę: no dobra, Korona_TV1983 ma rację z tym Rune’em – facet faktycznie ostatnio wkurza Włochów na całej linii, ale kurs 1.70 to jednak zbyt dużo zachodu za takie tam marne osiemdziesiąt procent, które on aktualnie prezentuje na papierze. ja bym tam poszedł w spread albo w prosty set na dwóch – żeby bukmacher nie mógł się wykpić, że "to tylko statystyka, a tenis to sport żywy". bo na żywo przecież Rune raz trafi kursorem w drugą stronę kortu, raz w fotel sędziego, a raz w swoją rakietę – i nagle okazuje się, że to wcale nie taka oczywista wygrana. ale hej, jak ktoś naprawdę chce zarobić dzisiaj, to niech spojrzy na Abu Dhabi – tam przynajmniej wiadomo, że obie panie będą grać tak, jakby miały nóż na gardle, czyli sety po trzydzieści minut z mnóstwem błędów nie wymuszonych. niech ktoś postawi na podwójną szansę albo na mniej niż 22,5 punktu w meczu – bo przy takich tempach to nawet ja bym dał radę policzyć, że co drugie uderzenie wyląduje na aut. no ale zobaczymy.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Patrzcie, a ja wczoraj akurat trafiłem na stary wywiad z Igą ze stycznia tego roku – tam była taka jedna uwaga od niej samego, że od sezonu przejściowego celowo postanowiła "odpuścić" kilka elementów defensywy, żeby skupić się na ofensywie. Brzmiało to niby logicznie, ale jak teraz patrzymy na te sety, które oddaje praktycznie za darmo, to aż dziw bierze, że ktokolwiek mógł pomyśleć, że to dobry pomysł. Bo teraz albo bije mocno, albo nie bije wcale – i niestety częściej wybiera to drugie. Zresztą sami chcecie, żeby bukmacher wreszcie zaczęło stawiać na jej porażki zamiast na "powroty"? Ja wam powiem, że to dopiero byłby news – ale póki co musielibyśmy czekać, aż czyta ten sam wywiad, co my. 😅
-
no właśnie – Korona_TV1983 ma się do Rune’a jak ja do mojego starego odkurzacza, który po piętnastu latach wreszcie zrozumiał, że ma służyć do ssania, a nie do robienia hałasu. facet jednak wciąż bije na tyle mocno, że Włochom same nogi latają, i to bez żadnej magii – po prostu solidna robota, taka jak kiedyś w starciu z Khachanovem w Wiedniu, pamiętam jakby to było wczoraj, tylko że wtedy było przyjemniej patrzeć, bo Khachanov przynajmniej umiał biegać. ale to, że Rune fajnie wygląda na papierze, jeszcze nie znaczy, że dzisiaj nie trafi akurat w taki moment, kiedy mu rakieta odpadnie albo sędzia okaże się jego drugim co do popularności przeciwnikiem – w końcu tenis to nie futbol, gdzie nawet osioł potrafi trafić w siatkę raz na jakiś czas. ja akurat w sezonie 2012 postawiłem na zawodnika w challengerze z tym samym numerem co dziś (19), a facet przegrał z facetem, który później schował się za kurtynę i został stewardem na lotnisku. w sumie to nawet ładnie zarobiłem, bo buk zwrócił mi połowę, ale od tamtej pory wiem jedno: kursy to jedno, a wygodne krzesło na trybunach i piwko w ręku to drugie.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Akurat dziś rano trafiłem na live’a Delray Beach i muszę przyznać, że ten Caruso to jednak nie jest żaden cud – facet po prostu uderza tak mocno, że przeciwnik nie ma czasu nawet zareagować, ale jednocześnie tyle razy spalił się na swojej własnej agresji, że cudem nie wyleciał już w pierwszym secie. Problem w tym, że Rune, który taki fajny tenis prezentuje w mediach społecznościowych, na korcie wygląda czasem jak chłopak, który dopiero co nauczył się trzymać rakietę – raz trafi forehandem w siatkę, raz zaserwuje w aut, a za trzecim razem podejdzie do siatki i kopnie piłkę tak, że sędzia o mało nie oberwie w kostkę. I teraz pytanie, jakim cudem bukmacherzy trzymają kurs 1.70? Może dlatego, że statystyka jeszcze nie wymyśliła, jak uwzględnić ten element losowości, którego nikt nie da rady policzyć – te 30% szansy, że facet po prostu wpadnie w trans i sam siebie wyeliminuje z meczu. Natomiast jeśli chodzi o Igę, to widziałem jej ostatni sparing w Indian Wells i byłem tam osobiście – stała pół metra za linią, jakby czekała, aż przeciwniczka sama sobie wbije piłkę w nogę. No ale co tu mówić, skoro nawet jej najlepszy trener na konferencji prasowej przyznał, że "kwestia psychiki to teraz główny temat". Ja akurat w 2019 postawiłem na nią w finale Fed Cup przeciwko Australijkom i wygrałem, bo po prostu zaufałem jej reputacji, a nie aktualnej formie – i okazało się, że jednak umiała się zebrać w kluczowych momentach. Tyle że dzisiaj nie ma już tej "Świątek, która wszystko odbija", tylko jakiś cień dawnej siebie, która biegała za każdą piłką jakby jej życie od tego zależało. Czy teraz operator wreszcie na nią postawi? Ja bym poczekał na Roland Garros, bo jeśli nie wróci do starej formy do końca maja, to te kursy będą wisieć tak wysoko, że nawet najwięksi optymiści będą mieli problem z wyciągnięciem ręki po pieniądze.
-
już kiedyś miałem w ręku ten sam problem, co ten Rune dzisiaj – nie pamiętam dokładnie, może było to w Gdańsku, może w Sopocie, ale pamiętam, że facet, który wygrał ten mecz, to później został monterem okien na osiedlu, gdzie akurat budowałem. nie żeby to była jakaś wielka porażka, ale widziałem, jak ten chłopak na co dzień lata po drabinie z szybą pod pachą i myślę sobie: no trudno, z kortu na drabinę – i dalej jest ten sam problem z precyzją, tylko że teraz kończy się na tym, że komuś w mieszkaniu oszczędza prąd, bo szkło wychodzi za cieńsze. no i właśnie dlatego mówię wam, że Kurs 1.70 na Rune’a to naprawdę przesada – facet oczywiście robi wrażenie, ale jak się już raz trafi w taki moment, że mu cała gra z głowy uleci, to ani bukmacher, ani ja, ani nikt inny nie pomoże. pamiętam jeszcze z czasów, kiedy oglądałem juniorkę nazywali ją „mała dynamit”, która potem została półświatkiem w polskiej lidze – raz postawiłem na nią w finale, bo podobno miała w kieszeni serwis, który lądował w narożniku kortu. no i co? przegrała 6-0 6-0, bo drugi serwis poszedł w siatkę, a pierwszy w… no cóż, w ręce sędziego. tyle że wtedy jeszcze bukmacherzy dawali kurs 5.00, więc przynajmniej się nie zdziwiłem. a co do Świątek – no widziałem gorsze rzeczy, ale coś mi się wydaje, że te jej "powroty" to już bardziej teatr niż faktycznie sport. no bo jak ktoś wygrywa seta 6-1, tracąc tylko cztery punkty, a potem kolejnego nie wygrywa wcale, bo stoi jak posąg, to już nie jest kwestia formy, tylko pytanie, czy przypadkiem nie zabrakło jej nie tyle siły, co po prostu woli walki. kiedyś pewien trener z Akademii Legii mówił mi, że "tenis to nie szachy, tylko boks – każda piłka to cios", a dzisiaj Iga wygląda bardziej jak szachista, który liczy na to, że przeciwniczka się potknie, niż jak zawodniczka gotowa skoczyć za każdą piłką. no ale zobaczymy, może jeszcze kiedyś doczekamy się tej starej Świątek, która potrafiła biegać jakby miała sprężynę w dupie – tyle że póki co to głównie bukmacherzy na niej zarabiają, a nie my.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ej no a teraz pomyślcie sobie, jak to było z tym naszym lokalnym juniorkiem z roku 2007, co to w Barcelonie stoczył pięciosetowy mecz z takim jednym Hiszpanem, który później okazał się kimś ważnym – nie pamiętam dokładnie kto to był, ale to nie było ważne, bo ten nasz chłopak wracał z kontuzji kolana i grał jakby mu ktoś wlewał piwo do baku. no i dochodzi trzeciego seta, przeciwnik prowadzi 5-2, a u nas w delegacji jeden koleś zaczął krzyczeć "jesteśmy Polakami, do cholery, grać!". facet podniósł się jak zombie, wygrał dwa kolejne gemy, poszedł na setbol w czwartym i wylądował ostatecznie w finale. nie powiedziałem, że to była jakaś epoka albo cud, ale po prostu przykleił się do kortu i walczył, choć fizycznie powinien już leżeć. no i teraz patrzę na te dzisiejsze cuda i myślę: ile razy widzieliśmy zawodników, którzy po trzech tygodniach nieróbstwa wracają i wygrywają turniej? no widziałem, ale zawsze któryś z dwóch warunków musiał być spełniony – albo mieli farta w losowaniu, albo przeciwnicy byli w jeszcze gorszej formie. z Igą Świątek niby ten sam numer, tylko że tym razem nie widzę ani szczęścia, ani cudów, tylko kolejny sezon, w którym albo obudzi się w niej stara szkoła, albo... no cóż, tak jak AdamWarszawa mówi – bukmacherzy mają teraz najlepszy interes świata, bo ona sama im dostarcza materiału do ich gier. a co do Rune’a, no to niech mi ktoś powie, jakim cudem facetowi, który w tym roku trafił na imprezę wielkoszlemową na własnym śmieciu (do którego trafił przez kontuzję przeciwnika), nie wyleciał jeszcze z pierwszego meczu w challengerze? jak to jest, że on ma kurs 1.70 w turnieju ATP, a ja w mojej piwnicy mam starego odkurzacz, który działa na zasadzie "jak idzie, to idzie"? no bo sami przyznajcie – tenis to jednak ten sport, w którym jak nie masz głowy na karku, to nawet z rakietą zrobioną z drewna owocowego nie przebijesz się przez pierwszy róg kortu. więc moja rada na dzisiaj jest prosta: jeśli ktoś chce zarobić, to niech postawi na to, co zawsze działa – rozproszenie bankrolla. niech to będą małe, rozsądne kupony na rozmaite opcje, bo dziś jeden facet z Boliwii może przegrać z facetem z Chorwacji, który akurat zapomniał, jak się uderza forhendem, a jutro ten sam Boliwijczyk wygra w trzech setach, bo przeciwnikowi zepsuje się rakieta w piątym gemie drugiego seta. a co do Świątek – no cóż, pamiętajcie, że kiedyś również Kapros wyleciał z Wimbledonu w pierwszej rundzie, a potem nagle wygrał cztery kolejne imprezy na ziemi batowskiej i nikt nie miał pojęcia dlaczego. no ale póki co... zobaczymy, co zrobią ci, którzy dzisiaj podejdą do kasy z grubym plikiem i nadzieją w sercu.