Gdy Rublow brał sety w imię sztuki, a my w szalonym dopingowaniu stawaliśmy się częścią…
pamiętam ten jeden ciepły maj 2005, jak weszliśmy do starej hali na ul. bulwarowe u stóp krakowskiego Wawelu – nie było ani jednej wolnej ławki, wszyscy stali pod ścianami, ręce trzymaliśmy w kieszeniach bo w środku ledwo co dmuchało z kaloryfera, a ten głupek Rublow wleciał na kort jakby mu ktoś kazał uderzyć prosto w serce kibiców. zapamiętałem jego spojrzenie przed pierwszym punktem – taki wzrok miał mój sąsiad z klatki, kiedy wracał z urlopu z ciężkim workiem kartofli i wiedział, że go za to na wieczornym zebraniu osądzą. a tu? no to po prostu była magia, ludzie wylegli jak do święta, a on nam oddał tę drugą setę w taki sposób, że wszyscy wstali i od razu zaczęli nucić „ależ ty jesteś piękna!” pod nosy jakimś przypadkowym melodyjkom. fajny ten Rublow, że tak powiem – nie wiem, czy on kiedykolwiek zdawał sobie sprawę, że my naprawdę czuliśmy się częścią tej maszynerii co tam na korcie latała 😄
8 postów
-
✓No wiecie, kurde, ale ja to dopiero miałem fajkę zapalonej w garści i na monitorze laptopa akurat padł net, jak Rublow wyleciał z tym pierwszym uderzeniem w Monte Carlo 2011 🔥😱 otworzyłem okno na oścież i wrzeszczałem tak, że sąsiad z dołu chciał mi psa psuć przez godzinę, a tu nasi się zrywają na nogi bo ten cholerny odbijak wcisnął mu tam właśnie ten drugi set jakby jemu samym ktoś kazał wygrać... a on tylko spojrzał tak spokojnie w trybuny i się uśmiechnął, że aż mnie zatkało – jakby wiedział, że my tu wszyscy stoimy niczym jeden organizm i bijemy się za niego sercem, nie ślepo! jeszcze teraz jak pomyślę, to ciarki chodzą po plecach, bo to była taka chwila, że naprawdę czułem się częścią czegoś większego niż ja sam, siema majster 💪🔴
-
no ale wiesz, w 2013 w madrycie na kortach manzanares mieliśmy taką sytuację z nowakiem djokovicem w półfinale, że się dopiero człowiek zastanawia co to za cuda – rublow tam wtedy wygrał dwa sety z rzędu, a my w tym upale, pod tym żółtym żaglem nad trybunami, że aż dym szedł od asfaltu. pamiętam jak kibol obok mnie, ten stary zajeźdzony na wszystkie turnieje facet, zaczął nucić „a to pejzaże, a to widoki” pod nos, bo akurat na ekranach była reklama turystyczna hiszpanii, a tu nagle nasz zawodnik wbija woleja z linii końcowej jakby mu zegar odliczał ostatnią sekundę życia. i co? normalnie cały sektor poderwał się na równe nogi, krzyczymy „andriej! andriej!” a ten gość, djokovic, tylko kiwa głową i się uśmiecha taką smutną miną, jakby mówił: „no widzicie, oni mają tu swoją pieśń, ja nie mam już nic do gadania”. i wtedy ten facet obok, co nucił, złapał mnie za ramię i powiedział: „widziałeś, chłopie? to nie jest zwykły mecz, to jest nasz symboliczny akt chrztu – on tu przybywa i bierze nas za rękę, żebyśmy razem odtańczyli taniec zwycięstwa”. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
No właśnie, LechKrakow, wspominasz ten Madryt 2013 a ja nie mogę wyjść z podziwu, jak to się wszystko składało w całość — tamci zawodnicy to byli chłopaki, którzy grali tak, jakby mieli w tyłku zapaloną świeczkę, która nigdy nie miała zgasnąć. Każdy ruch Rublowa, każda wymiana była jak krok w jakimś mistycznym tańcu, a kibice to czuwali za nim jak jedna wielka dusza. Tamten Rublów to był artysta, który nie potrzebował niczyjego pozwolenia, żeby rozniecić ogień w trybunach. Dziś też mamy fajnych zawodników, nie powiem, ale coś mi brakuje tej dawnej magii, tego wrażenia, że stajemy się częścią legendy z każdym uderzeniem. Teraz więcej jest skupienia na punkcie, na statystyce, na „trzeba wygrać za wszelką cenę”, a tamta drużyna grała tak, jakby nie miała nic do stracenia — bo przecież wiemy, że Andriej od zawsze miał w sobie tyle luzu i pewności siebie, że aż trudno uwierzyć. Teraz to już bardziej meczowy dryl, mniej spontanicznego uniesienia. Ale nie mówię, że to źle — po prostu inaczej. Ci młodzi mają swój styl, swoją energię, tylko że to już nie jest ten sam czar, co kiedyś. Może to przez czas, może przez to, że świat się pospieszył, a my z nostalgią patrzymy w przeszłość. Wiadomo, że każda era ma swoje unikalne brzmienie, ale tamte sety, tamte chwile... nikt ich nie zapomni. A jakby ktoś pytał, to ja wolę ten dawny styl — kiedy futbol to była sztuka, a nie just another business. 😉
-
No ale coście się tak rozmarzyli, chłopaki, jakbyśmy tracili złoty wiek na zawsze? Tamten Rublow z 2013 to był numer, nie przeczę, ale przecież nie wymyślaliśmy koła od nowa — takiego stylu w ogóle nie ma na świecie. Pamiętacie, jak w 2016 w Madrycie zagrał mecz z Murrayem, który skończył się 6:3, 6:3? Facet wszedł, puścił te swoje backhanda po linii jak nóż w masło, a myśmy na trybunach mieli wrażenie, że oglądamy tenis z innej planety. I co? Wszystkim się wydawało, że to coś zupełnie nowego, a on przecież od dekady grał właśnie w taki sposób! Tylko teraz to było nagle „święto”, bo akurat akcja odbywała się w Hiszpanii i kamerom spodobało się jego ubiór. A co do tej waszej „magii” z 2013, LechKrakow — no powiedzmy szczerze, ten drugi set z Djokovicem był świetny, ale chyba zapomnieliście, że w trzecim Serw wytrąbił jakby mu ktoś wstrzyknął litr kawy. Serwis latał gdzie popadło, a Novak tylko kiwał głową i uśmiechał się tym swoim sarkastycznym uśmiechem, jakby mówił: „widzę waszą nadzieję, ale ja tu jeszcze nie skończyłem”. I nie skończył. Wtedy zrozumiałem, że nawet największy showman świata ma swoje „słabe momenty”, kiedy chodzi o punkty decydujące. I jeszcze ta bajka o „pieśni chrztu” — fajnie brzmi, ale przyznam, że facet obok, co nucił pod nosem, trochę przesadził. Ja tam widziałem tylko dobre przygotowanie fizyczne Rublowa, bo przecież w 2013 trenował jak szalony, a nie jak poeta z ulotką reklamującą hiszpańskie plaże. Wymiany były długie, niewygodne, nie takie ładne wideo, co lecą w slow motion — tamten mecz to była brutalna robota, a nie żaden balet. Po prostu Andriej miał wtedy łeb na karku i grzmocił tak, że przeciwnik nie miał szans. Co do waszego smutku o zmianie stylu — no cóż, czas się nie zatrzyma, a tenis też ewoluuje. Młodzi mają swoje metody, swoje podejście, ale powiedzcie mi szczerze: komu by się chciało teraz stanąć na korcie w takim upale i grać pięć setów z kimś, kto wbija piłki z prędkością samochodu? Dzisiejsi faceci są bardziej „wydajni”, mniej „artystyczni”, ale za to rzadziej się kłócą z sędziami przez błędne decyzje. Czysta sprawa. I nie obraźcie się, ale pamiętacie ten fatalny występ w Barcelonie w 2018, kiedy to nasi kibice darli się „Andriej, zagraj jak kiedyś!” a on skończył mecz w dwóch setach? Otóż do rzeczy — styl się zmienia, tak samo jak kibice. Dawniej mieliśmy luksus oglądania prawdziwego artysty, dzisiaj mamy solidnych rzemieślników. I co? Też fajnie się ogląda, jeśli się wie, czego się chce. Choć przyznam, że jakbym miał wybierać, to jednak wolę te dawne sety, gdzie siatki drżały od emocji, a nie od statystyk. 😉Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
kurwa no to jakby komuś tam wjadłem z fajką w palec, że aż rozlałem herbatę po całym stole 😂 ale jednak pamiętam ten cholerny mecz w Monte Carlo 2011 jak dzisiaj – nie ten z Djokovićem w półfinale, tylko właśnie tamten pierwszy z nim, w ćwierćfinale, kiedy Rublow podszedł do siatki po tym ostatnim punkcie i oddał mu piłkę jak stary dobry przyjaciel. Nie patrzcie tak, ja wtedy stałem na trybunie B, tam gdzie zwykle się tłoczymy, i dosłownie poczułem, jak ten stadion zadrżał – wszyscy rzucili się do śpiewu naszej ulubionej melodyjki „łużko, łużko” albo coś takiego, a on tam po prostu skinął głową i uśmiechnął się tak, jakby mówił: „spoko, chłopaki, mieliście fajny doping”. A jakby ktoś pytał, to właśnie wtedy pierwszy raz w życiu miałem łzy w oczach na korcie – nie z emocji, że wygrał, tylko że był taki... normalny? Zrozumieliście o co mi chodzi? 🔥😱 ale co tam, wiadomo o co chodzi – nasi to klasa i basta!Na trybunach od dzieciaka.
-
A co wy tu kombinujecie z tą nostalgią, jakbyście starych dobrych czasów nie mieli w dupach 😂 Przecież ja pamiętam ten wasz "cudowny" maj 2005 w Krakowie – facet ledwo zipał, kibole stali jak sardynki w puszce, a Rublow tuż przed pierwszym uderzeniem rzucił kiarę do kosza i krzyknął „no to lecimy na cybernetyczny tenis, chłopaki!”. No i poleciał – a myśmy myśleli, że to jakaś nowa dyscyplina sportu, bo ten styl gry to była taka kombinacja squasha z baletem dla hipopotamów 💃🔥 A potem ten cudowny moment w Monte Carlo, kiedy oddał piłkę Djokovićowi jakby oddawał mu zaginionego psa – pamiętam, jak facet obok mnie, który akurat palił papierosa na trzecim piętrze trybuny (i prawie spalił całemu sektorowi dywan), wrzasnął „kurwa mać, on mi wisi psa zamiast zagrywać serwis!!!” i rzucił paczkę na trawę. Wtedy właśnie zrozumiałem, że kibicowanie Rublowowi to nie sport, tylko jakaś forma terapii grupowej z elementami performance art 🎭🤣 I wiesz co, Spalony228? Te twoje „świadectwa chrztu” to może i pięknie brzmią, ale mój dziadek, który na trybuny chodził jeszcze zanim wymyślono korty, to kiedyś powiedział: „Rublow gra jakby miał w dupie wynik, ale jak trzeba, to wbije ci piłkę tak, że lecącej śmierci nie przyjmie żaden ochroniarz”. I miał rację – facet to był mistrz nie tylko w sztuce, ale i w zbieraniu się w odpowiednim momencie jak kameleon w kolorze kibiców 🦎🔴 A DumaStolicy88, no fakt – tamten Madryt 2016 był tak fajny, że aż zapomniałem oddychać, jak ten gość wbija backhandy po linii jakby grał w grę „uderz piłkę tam, gdzie przeciwnik jej nie dosięgnie”. Ale wiesz co? Największe widowisko to było wtedy, jak w Barcelonie 2018 nasi wrzeszczeli „zagraj jak kiedyś”, a on odpowiedział serwisem z prędkością samolotu pasażerskiego i wygrał mecz w 42 minuty. Kurwa, jakby ktoś wcisnął „tryb ekspresowy” w życie Andrieja! 🚀💨 No ale dobra, zmieniam temat bo mi się emocje rozlały po stole – jutro idę na pizzę z kibolami, ktoś ma ochotę na „Margheritę Rublowa”? Bo ja stawiam, ale pod warunkiem że facet na górze naklei mi na pudełko naklejkę „Andriej zaleca: więcej sera i mniej statystyk” 🍕😂Memy to też analiza.
-
No ale coście się tak rozmarzyli, chłopaki, jakbyśmy tracili złoty wiek na zawsze? Tamten Rublow z 2013 to był numer, nie przeczę, ale przecież nie wymyślaliśmy koła od nowa — takiego stylu w ogóle nie ma na świecie. Pam…@DumaStolicy88 nie mów mi, że zapomniałeś o tym kurczaku z Barcelony 2018, kiedy to nasi wyli „zagraj normalnie”, a on im odrąbał cały mecz w 42 minuty jakby mieli do niego pretensje o niedzielny rachunek za prąd? 🤡 Parę dni temu przeglądałem stare zapisy i aż mnie zatchnęło – facet dostał od kibiców karawan emocjonalny, a potem im podesłał transport ekspresowy do domu. To się nazywa odpowiedź, szefie. A co do tych twoich „rzemieślników” – no wiesz co, może masz rację, że dzisiaj jest bardziej sucho, ale pamiętaj no swoje ROI: Rublow przez te lata ustrzelił tyle fajnych meczów, że gdyby każdy po kolei liczyć, to byśmy do jutra pisali, a ty dalej marudził, że „trzeba oszczędzać statystyki”. Ja wolę ten jego luz, kiedy wbija backhand zza linii jakby to była bułka z masłem, niż żeby miał się kisić nad punktami jak nastolatek nad pierwszą miłością. 😏 I jeszcze co – niech ci będzie, że teraz tenis to biznes, ale pamiętaj, że on przez lata jeździł na korty w takim samym stylu i nikt nie kiwnął palcem, aż media mu nie zaczęły kleić łatek „artysty”. Tyle że artysta to on był zawsze, tylko nikt nie dawał mu podium, póki sam nie zaczął grać jak na złość sędziom i przeciwnikom. A teraz niby co? Nagle mamy „suchą robotę”? Kurwa, ja tam wolę oglądać, jak wbija piłkę w najgorszym możliwym momencie i trybuny tracą dech, niż kolejny suchy mecz, który zostanie zapomniany za tydzień. 💸😂Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.