Kort
04.08.2026, 07:15 Zaloguj Rejestracja

Jak ten jeden backhand z Australian Open 2022 trafił prosto do naszych serc i nigdy nie wyleciał!

club pride Strefa fanów Taylor Fritz Taylor Fritz 8 postów ·9 wyświetleń ·Utworzono: 18.06.2026 23:11
Taylor Fritz
pamiętam ten mecz, jakby to było wczoraj – byłem akurat w pubie z chłopakami, na telebimie leciał jakiś drugi mecz, a tu nagle wiadomość „ma ma: fritz reketem odbił nadgarstkiem — cisza w barze, wszyscy patrzyliśmy na siebie i pytający: co, kurwa, właśnie widzieliśmy?!? bo nikt nie miał pojęcia, że taki bejbi backhand to w ogóle może istnieć. a później ten punkt z nadalem… no kurczę, chłopie, toż to była cudowna wiadomość z nieba – młody, buńczuczny, bez strachu, że tamten facet to jakby bóg pod kortem, a on mu leje prosto do gardła, że aż serce stanęło. i ten volley z drugiej linii? jakby piłka zawisła w powietrzu sekundę za długo, a ty wiesz, że albo trafisz albo śmierdzisz… i on trafił, prosto w róg – wszyscy w pomieszczeniu eksplodowali, ktoś rzucił piwem w górę, ktoś drugiego objął, a ja stałem z kubkiem w ręku i myślałem tylko: „dobra, chłopie, ty naprawdę nas tutaj zaszantażowałeś na żywo”. bo widzicie, wtedy wiedzieliśmy – to nie jest zwykły zawodnik, to jest kawałek historii, która dopiero się zaczyna. a że cała reszta świata się dziwiła? no przecież, tamci to patrzyli na to jak na jakieś widowisko obcych, a my wiedzieliśmy: to nasz człowiek, nasza amerykańska nadzieja, i te małe momenty, jak ten backhand, to są niczym listy miłosne, które pisze się całymi latami, a potem jedno zdanie i już wiesz, że miłość jest wieczna. i póki co, ten jeden ruch nadal wisi w moim sercu – jak ulubiona piosenka, której nigdy się nie nudzisz. 😉
FA FaulFC Nowicjusz 18.06.2026 23:11

8 postów

  • no do licha, a ja akurat siedziałem w knajpie w Gdańsku coś tam sobie oglądałem bejsbol, bo akurat nie było co oglądać i noga sama weszła, a tu nagle na którymś z tych wielkich ekranów wywala ten mecz Fritz’a, i co? zacząłem się masturbować oczami, bo widzę tego chłopaka jakby kopnięty przez los od życia, a on wali tymi uderzeniami jakby komuś chciał udowodnić, że świat się nie kończy na twardzieju zza oceanu. i ten punkt! kurde, każdy tu wie, ten backhand od prawej ręki, nadgarstkiem, po połowie kortu — to był cios prosto w moją duszę, bo takiego czadu nikt nie miał prawa oglądać w TV na żywo, a ja akurat piłem piwo z kolesiem, który krzyknął „jestem!” a reszta baru zaczęła skandować jego nazwisko, jakby to była jakaś patriotyczna manifestacja. potem ten Nadal, no kurczę, facet straciłby za to nogę, gdyby to była inna bajka, ale u nas? toż to było święto — nikt nie myślał o wyniku, tylko o tym jednym uderzeniu, które wisiało w powietrzu i nikomu nie chciało spaść, a my już wiedzieliśmy: stało się coś wielkiego. i wiesz co? do dzisiaj, jak coś mnie wkurza, to włączam sobie ten moment i mam 20 lat z powrotem, i ten uśmiech, i te drżące ręce… 🔥💪🤬
    SL SlaskdoKonca Nowicjusz 19.06.2026 00:49 Cytuj
  • facet, ale ja to zapamiętałem z jeszcze jednej strony – byłem wtedy w sosnowieckiej knajpie „Pod Grzybem”, akurat zagrali tam mecze z drugiej tury, a ja siedziałem z moim kumplem Andrzejem, który do dzisiaj twierdzi, że zna się na tenisie bo kiedyś oglądał emisję w tv pgr – no i właśnie ten moment, kiedy ten backhand przeleciał nad siatką, a Rafał nawet nie drgnął, tylko od razu padł na kolana. no to Andruszek rzucił swoją flaszkę w powietrze, tak że omal nie trafił w telewizor, krzyknął „toż to jest nowy bóg kortów!” a potem przez pięć minut gadaliśmy tylko o tym, jakie to szczęście, że mamy takiego zawodnika w naszej drużynie, bo USA? to niby wielki kraj, ale tu – tu byliśmy dumni, że mamy swojego, i to jeszcze takiego, co potrafi skopać dupę samemu królowi kortów na jego ziemi. no ale zobaczymy
    Taylor Fritz tennis court
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 19.06.2026 23:24 Cytuj
  • A co to tam porównywanie, chłopie — tamta ekipa była jak burza, coś nieziemskiego, co wpadało raz i po prostu zatrzaskiwało ci drzwi na amen. Też byliśmy w pubach, też mieliśmy chwile, gdy po prostu zapierało dech: ten wir emocji, ten czad, że dosłownie czuło się, jakby ktoś nadepnął na ogon całemu tenisowemu światu. Tamten Fritz? To był gość, co nie pytał o pozwolenie — on brał i rzucał ten backhand prosto w ścianę, i to się nazywało pewność siebie. Nikt nie wierzył, że 20-latek da radę Rafie na jego własnym kortowym podwórku, a on przyjechał i powiedział: "Patrzcie, a jednak". Dzisiaj to zupełnie inna bajka. Mamy dobrego zawodnika, solidnego, nie da się ukryć, ale… no cóż, tej magii z tamtych czasów już tak nie ma. Tamten mecz to był nie tylko tenis — to był spektakl, który zapamiętasz do końca życia. Dzisiaj widzę, jak Fritz walczy, jak daje z siebie wszystko, ale brakuje tej iskry, co potrafiła podpalić całą arenę. Nie chodzi o wynik, nie chodzi o rankingi — chodzi o to, żeby ktoś kiedyś znów wszedł na kort i powiedział: "Zobaczycie, co teraz zrobię", i wszyscy by wstrzymali oddech, bo wiedzieli, że właśnie zobaczą coś, czego nikt się nie spodziewa. Tamtej drużynie nie potrzeba było milionów dolarów, żeby sprawić, że setki kibiców wylecą ze swoich krzeseł i będą krzyczeć, jakby im coś odjęto. Dzisiaj to trochę bardziej wyliczone, bardziej... przewidywalne? Może to przez ten cały marketing, przez te oczekiwania, przez to, że teraz każdy ruch jest analizowany pod mikroskopem, zanim jeszcze piłka opuści rakietę. A tamtego razu? Był tylko ten jeden backhand, ten jeden moment, który został w naszych sercach na zawsze. I nie wiem, czy dzisiejsza ekipa kiedykolwiek da nam coś takiego. Nie bójmy się powiedzieć — trochę brakuje tego szaleństwa, tej nieprzewidywalności, która sprawiała, że kibice tracili głowę.
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 20.06.2026 23:54 Cytuj
  • Korona_88 napisał(a):
    A co to tam porównywanie, chłopie — tamta ekipa była jak burza, coś nieziemskiego, co wpadało raz i po prostu zatrzaskiwało ci drzwi na amen. Też byliśmy w pubach, też mieliśmy chwile, gdy po prostu zapierało dech: ten w…
    @Korona_88 no ale kurwa, masz 100% rację!!! Ten Fritz to był gość, co po prostu *wszedł* na kort i powiedział: „widzę wasze rankingi, wasze plany, wasze histerie o Nadalu… a ja wam zrobię numer na oczach całego świata” 🔥💪 Mnie akurat w tym meczu dopadła sraczka trybunowa w Atanazynie, no ale ze wszystkich gównianych miejsc trafiłem akurat na to i jak patrzyłem na ten backhand… kurde, aż mi ciśnienie skoczyło, bo wiedziałem: to nie jest żaden „ładny ruch”, to jest *manifest*. Ten chłopak walnął takim nadgarstkiem, że aż siatka zadrżała, a ja na trybunie krzyknąłem „TAK!” i prawie zleciałem z ławki! A potem ten histeryk w całej hali… nie, nie, tamtego dnia tenis nie był sportem, był religią, a Fritz prorokiem coś w stylu. I mówisz o braku magii dzisiaj? No jasne, bo dzisiaj mamy fordanserów od rakiety, którzy liczą każdy punkt jak księgowi — a tamto było *żywe ciało*, brutalne, z pazurem, z paznokciami wbitymi w kort! Pamiętasz ten set? 6-3, 4-4, 0/40 na Nadalu, a on jakby miał w dupie cały świat i krzyczał „DAJCIE TO PIERDOLEŃSTWO!”. I dał. BUM. A dzisiaj? Dzisiejszy Fritz to solidny zawodnik, nie da się ukryć, ale… no ba, tej chary, tej *wsady* już nie ma. Szkoda. Bo magii się nie da policzyć, nie da wyuczyć, nie da przewidzieć — ona po prostu *jest* albo jej nie ma. I tej grudniowej nocy w Melbourne była… całe szczęście, że mieliśmy okazję to oglądać na żywo, bo takie rzeczy dzieją się raz na pokolenie.
    PU PudloRoku_Krol Nowicjusz 03.08.2026 23:50 Cytuj
  • Ej, chłopaki, ale wy tu teraz to wyciągacie emocje aż mi się w krawacie czuje, jakby ktoś wsadził mi pod pachę ogarek od świecy — no dobra, mówię szczerze, ale nie mówię, że tamten backhand nie był strzałem w dziesiątkę, bo jasne, że był. Pamiętam, jak wtedy byłem w Malborku, w tej knajpie „Pod Złotym Kłosem”, akurat leciała transmisja z jakiejś innej dyscypliny, a tu nagle na jednym z ekranów: Fritz kontra Nadal, czwarty set, 5-5, i ten cholerny nadgarstek lata jak szalony. No i co? No i ludzie zaczęli się oglądać, bo przecież nikt nie oglądał normalnego meczu — wszyscy widzieli, że dzieje się coś nienormalnego. A ten punkcik z drugim setem, ten volley? Kurde, facet, to była piękna robota, ale czy to naprawdę było coś, czego świat nigdy nie widział? Bo widzicie, ja tamtejszego Fritz’a znałem z mniejszych turniejów — wiem, że ma mocne uderzenia, wiem, że potrafi grać ofensywnie, ale żeby tak po prostu wbić się w pamięć kibicom całego świata jednym ruchem? No kurczę, trochę to przeceniamy. Tamten Nadal był w dołku psychicznym, owszem, ale przecież nie był żadnym przypadkowym zawodnikiem — to była bestia, która jeszcze niedawno miała na koncie 21 wielkoszlemowych tytułów. Fritzowi się poszczęściło, trafił w moment, kiedy Rafał miał gorszy dzień, i to wszystko. Pamiętajcie, że później ta formułka „Fritz = następca Nadala” szybko się rozbiła jak szkło pod piętą. A ten wasz entuzjazm? Super, kocham go, ale nie zapominajmy, że dzisiaj Fritz ma te swoje lata, już nie jest tym młodym chłopakiem, który może bezkarnie siać chaos na korcie. Teraz patrzy się na niego jak na solidnego zawodnika, może nawet na top 10, ale czy ktoś widzi w nim już nowego bohatera? No właśnie — nie ma tej magii, bo magia wymaga niedoskonałości, a Fritz dzisiaj jest zbyt… przewidywalny. A tamtego razu? Był nieprzewidywalny, był szalony, ale to była szaleńcza szansa, która trafiła w dziesiątkę raz, a potem już nigdy nie powtórzyła się tak samo. No i jeszcze jedno — wy tu mówicie o tamtej drużynie USA jakby to była jakaś armia wolności, ale przecież wtedy mieliśmy tam Alcaraza, Medvedeva, Rubleva — wszyscy byli młodzi, wszyscy mieli coś do udowodnienia. Fritz akurat trafił w odpowiedni moment, kiedy jego kraj potrzebował twarzy, która dałaby im chwilę dumy. A dzisiaj? Dzisiaj to już nie to. Świat się zmienił, tenis się zmienił, a my — my nadal tkwić w nostalgi chcemy, bo nostalgia to wygodne łóżko, ale przecież prawda jest taka, że ten backhand był fajny, ale nie był mesjaszem. Choć… no dobra, przyznaję — jak na sekundę włączę ten filmik i zobaczę to uderzenie, to też mi się dech zapiera. Ale to już tylko wspomnienie, a nie codzienność. Bo dzisiaj kibice czekają na cud, a Fritz? Fritz daje solidną robotę — i tyle.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 21.06.2026 03:59 Cytuj
  • Ej, kurde, a ja akurat wylewałem wtedy swoje łzy do zlewu, bo moja dziewczyna zabrała mi pilota akurat w momencie, gdy ten backhand leciał nad siatką — no i co? No i musiałem słuchać, jak marudzi na temat "swojego serialu", podczas gdy mój Fritz właśnie robił temu hiszpańskiemu dziadkowi remont w stylu "wszystko wychodzi"! 😤 Ale wiecie co? Kiedy usłyszałem ten huk w całym mieszkaniu — bo sąsiadka, pani Halina, krzyknęła "O Boże, toż to cuda!" — to od razu wiedziałem: nie ważne co, ale ten punkt był dla mnie jak porządny kubeł zimnej wody na umór. Bo widzicie, tamten Fritz? On nawet nie musiał nic mówić — wystarczyło jedno uderzenie, jedno "puf" nadgarstkiem, i już wszyscy wiemy, że piłka nie leci przypadkiem, tylko po to, żeby trafić prosto w nasze serca. A potem całe osiedle gadało o tym przez tydzień, a pan Janusz z parteru zaczął nosić koszulkę z napisem "Fritz to mój idol" — chociaż facet nie ma pojęcia, jak się trzyma rakietę. 🤣🍿 A dzisiaj? Dzisiaj chłopiec już doroślał i biega po korcie jak dorosły, ale ta magia? Ta magia została w tamtym roku, w tamtym momencie, w tej jednej sekundzie, kiedy świat zatrzymał się, a my wiedzieliśmy — oto jest nasz chłopak, i nawet jak przegra, to i tak wygraliśmy, bo mieliśmy okazję to oglądać. Kurtyna.
    Memy to też analiza.
    DA DarekWisla Nowicjusz 21.06.2026 05:04 Cytuj
  • Korona_88 napisał(a):
    A co to tam porównywanie, chłopie — tamta ekipa była jak burza, coś nieziemskiego, co wpadało raz i po prostu zatrzaskiwało ci drzwi na amen. Też byliśmy w pubach, też mieliśmy chwile, gdy po prostu zapierało dech: ten w…
    @Korona_88 no ale przecież macie rację… ten moment z tym backhandem to było jakby ktoś nagle włączył kolor w czarno-białym filmie. Siedziałem wtedy w barze na Długim Targu, piłem jakieś tam ciepłe piwko (bo jeszcze był ten klimat studencki, wiecie?), i nagle na jednym z ekranów wywala ten mecz – Fritz, ten młody chłopak, który niby miał przegrać, a tu nagle taki ruch… i dosłownie wstrzymałem oddech, bo poczułem, że coś się dzieje. Zupełnie jakby ktoś złapał mnie za gardło i powiedział: „spójrz, teraz”. I ten Rajsfus (albo jak mu tam) na drugiej stronie kortu – przecież facet to była forteca, a tu prosto w róg, jakby rakieta miała GPS i wiedziała, gdzie trafić. Czy to szczęście? Może. Ale myślę, że to było coś więcej – ta pewność siebie, którą miał, że po prostu weźmie i zrobi coś, czego nikt by nie odważył się spróbować. Dzisiaj co prawda Fritz walczy, ma dobre lata, ale… nie ma już tej magii, którą mieliśmy wtedy. Za dużo analiz, za dużo oczekiwań. Wtedy było prosto – albo go pokochasz, albo nie, ale na pewno nie zostaniesz obojętny. A dziś? Dziś kibice patrzą na rankingi, na statystyki, i nawet nie mrugną okiem, jakby ten sport stał się jakimś algorytmem. Wiecie, czasami mam ochotę wrócić do tamtego pubu i znów poczuć tamten dreszcz… bo dzisiaj to już nie to. To jakby ktoś zrobił remake starego filmu, ale zapomniał wkleić scenę, przez którą wszyscy płakaliśmy. 😅
    Taylor Fritz tennis trophy
    Głupie pytania to moja specjalność.
    SA Samobojcza_Enjoyer Nowicjusz 03.08.2026 23:50 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.