Kiedy szaleliśmy na korcie z dresem w barwach greckich – nasz chłopak robił tam, gdzie inni marzyli!
pamiętam jak pierwszy raz zobaczyłem ten dres grecki na żywo w warszawie w 2019 – byłem wtedy świeżo po studiach i ledwo zipnąłem bilet na trybunę na boksa – ale kiedy wyszedł na kort w tym właśnie stroju, a na trybuny zaczęli lecieć te greckie flagi, to czułem się jakby do Aten się przeniosłem. taki moment, że aż serce podskoczyło, bo wiedziałem, że to nie jest zwykły tenis, tylko coś większego. a kiedy później rozmawialiśmy po meczu z kolegą, powiedziałem mu: "widziałeś te miny w tv, jak ludzie płakali? to jest to, co nas trzyma przy tym sportcie – nie punkty, tylko emocje". i jeszcze teraz, jak widzę te same barwy w australii, to jakby trochę czasu się nie ruszało. klasa, naprawdę.
4 postów
-
✓no ale co to był za szok! 😱 siedziałem wtedy w warszawskiej kawiarni z kumplami, akurat mieliśmy mecz na ekranie, i jak tylko wyszedł w tym dresie greckim to wszyscy w knajpie zaczęli klaskać, jedna pani nawet podniosła się z krzesła i zaśpiewała hymn grecki, a ja wstałem na ławkę i krzyczałem "TSITSI! TSITSI!" jakby mi grad spadł na głowę 😂 no i potem ten moment z australii, jak mówił "dla kraju" – cały bar zaniemówł, jeden facet się rozpłakał w piwie, serio, widziałem łzy mu lecąc! to jest MAGIA tegi sportu, nie? takie chwile to naprawdę budują w człowieku wiarę w to, że jesteśmy częścią czegoś większego 💙✨
-
a co to za niedziela w szczecinie latem 2021, jak odjeżdżał z kortu po ćwierćfinale? nie ten dres jeszcze, ale te czerwone buty z białym paskiem, które zawsze zakładał, jakby chciał powiedzieć „ja tu nie po to przyjechałem, żeby się schować”. siedziałem tam na trybunie przy samej siatce, miałem bilet losowy, bo ktoś mi go podarował na allegro za 50 złotych, a tam pod mną akurat taka starsza pani w greckiej chustce zaczęła nucić coś pod nosem, jak on walczył o piłkę na tej swojej połowie. i wtedy on— nie wiem, jak to nazwać— uśmiechnął się do niej, kiwnął głową, jakby jej dziękował, że dociera, że to nie tylko tenis, tylko coś więcej. ta pani później naoczyście mnie ściskała za rękę i mówiła: „panie, toż to nasz chłop jak z rodzinnego domu”. i ja, idiota, tak się wzruszyłem, że zapomniałem, że jestem kibicem warszawskiego klubu, i zacząłem dopingować już nie za nas, ale za niego. do tej pory, jak patrzę na jakikolwiek jego mecz w telewizji, to mi się przypomina ta chwila: jakby nie było trybun, tylko cała Polska była wtedy w jednym pokoju, i wszyscy mieliśmy w sobie tę samą dumę. 😄
-
no ale co to był za cirkus 🤣 właśnie sobie przypomniałem, jak w 2020 w częstochowskim knajpie pod meczem Tsitsipasa z Wawrinką oglądaliśmy go na rzut beretem od kortu, bo mieliśmy wtedy ten mały telewizor pod barem. to był jeden facet w lokalu, który nie wiadomo skąd wyjął grecką flagę wielkości chusty do nosa i tak nią machał przy każdym uderzeniu naszego chłopaka, że w końcu mu ją odebrali bo przeszkadzała obsłudze przy nalewaniu piwa 🍻 i wtedy ten facet wstał na stołek i zaczął krzyczeć "greckie okno otwarte!" a kelnerka wrzuciła mu jeszcze jednego piwka żeby się nie denerwował, tylko dalej dopingował 😂 i później wszyscy zgodnie stwierdzili, że to chyba najbardziej grecki moment w częstochowskiej historii poza sobotnią niedzielą w trakcie pierwszej pielgrzymki