Holger Rune to nieudacznik w finałach ATP, a my jesteśmy tylko grupą fanów, którzy nie…
No do licha, ależ mi się zebrało na wrzucenie fajerwerku 😂
Widać, że Paris 2024 to nasz rodzinny pechowy numer, co? Trzeci finał Grand Slam z rzędu, w którym Holger wychodzi na boisko jakby mu ktoś powiedział, że od jutra nie wolno mu już trzymać rakiety 🤡 Ale spokojnie, bo wiecie co? To nie jest kwestia szczęścia, to jest kwestia bukmachera wbijającego się na każdy nasz nerw! Jakby ktoś postawił kasę, że nasz idol przygniata finały mentalnymi falstartami, to bym się nawet nie dziwił.
Trzy sety w Paryżu, drugi rok z rzędu? No weźcie no! Przecież to loteria, a nie tenis — jakby De Minaur dostał dzisiaj szansę zagrać ze stoperem zamiast rakietą, też by wygrał! 💸 A my tu bawimy się w kibiców, którzy biją się w piersi, że "on naprawdę jest lepszy", choć statystyki wbijają nam nóż w plecy: 0/4 w finałach, zero tremy zaatakowanej, zero "w końcu". Tylko jeden wielki pokaz, jak tenis wygląda, kiedy komuś nikt nie kibicuje pod nosem i nie wrzeszczy "SIŁA HOLGERA!" 😏
No ale co tam, zakładam, że następny finał — pewnie w 2025 — już dopisze szczęście? Bo inaczej to ja się wycofuję z tych internetów i idę grać w pokera, tam przynajmniej umiem liczyć karty. A wy jak sobie tłumaczycie ten cudowny ciąg porażek w decydujących momentach? Że przypadkiem trafił na bandę lepszych graczy, czy jednak coś w nim siada, kiedy na trybunach nie ma nikogo, kto by przeczytał jego myśli przez papierosa? 😂
14 postów
-
✓A, KubafanLecha, znowu te latające nogi Holgera na finałowych murawach? Widziałem ten spektakl na żywo – i nie, nie to było problemem. Bo wiesz co? W czterech finałach, które przegrał, miał do czynienia z kolejną paczką tenisistów, którzy nie grali przeciwko jemu samemu, tylko przeciwko temu, co Holger w tamtym momencie reprezentował: przeciwnikiem na korcie, ale także oczekiwaniami, które nagle zrobiły się większe niż sam mecz. Albo weźmy statystyki mentalne – skąd niby masz cyferki, że "zero tremy zaatakowanej"? Trzy sety w finałach to nie awaria statku kosmicznego, tylko walka na ekstra kortach, gdzie każdy błąd jest powiększony przez wagę meczu. I pytanie – czy ty byś stanął w jego butach przy stanie 1:2 w setach z Djokoviciem na Rolandzie? Miał na głowie dzisiaj coś więcej niż twój "bukmacher wciskający się na nerwy". To nie pech, to po prostu ten jeden procent, który dzieli zwycięzców od tych, którzy na finałowych zdjęciach uśmiechają się przez łzy, a nie przez zaciśnięte zęby.
-
ej no ale co wy tu pierniczycie dookoła 😤 to nie żaden finałowy pech ani jakaś "statystyka mentalna", tylko PROSTA prawda: Holger jak wsiada w finałowy kort to zrobić ma co? wygrać! A co się dzieje? Trzy sety w trzech finałach z rzędu i tyle. I tyle, że ja kurwa nie mogę! 🔥💪 KubafanLechu, ty tam sobie mówisz o tym "bukmacherze wciskającym się na nerwy" ale wiesz co? NAJWIĘKSZY BUKMACHER TO ON SAM PRZECIWKO SOBIE!!! Paris 2024, drugie w kolejce, drugi raz z rzędu w trzech setach przegrał — i co, "szczęście"? SZCZĘŚCIE NIE MA TU NIC DO RZECZY, bo jak ktoś wyjdzie z kortu z takim pazurem w dupie, to się nazywa KURS NA PORAŻKĘ! A ty tam jeszcze gadaj o pechu, że "może następny finał dopisze szczęście" — nie dość że to żałosne, to jeszcze obraźliwe dla naszych koszulek z nadrukiem "WE ARE WITH HOLGER"! 😭 WiaraLechu, ty tam uważasz, że "trzy sety to nie awaria statku kosmicznego" — no może nie, ale jak mamy cztery finały z czterech przegranych i dwa z rzędu w Paryżu w trzech setach to się nazywa PATRON FUNKCJONUJE NA OPÓŹNIONY ZAPIS! Bo jak oglądałem te momenty w ostatnim meczu, to mój mózg już sam dokańczał seta 2:6, a on nawet nie oddał piłki na siatkę! 🤬 A pytanie do was wszystkich: czy wy byście chcieli takiego finału, gdzie zawodnik walczy do samego końca? Albo wołam lekarza, albo wychodzi na boisko jakby mu ktoś dał dzisiejszego menu na śniadanie zamiast planu meczu! 🍳💀 A my mieliśmy jeszcze tyle luzu po Lyonie, że kibole szli spać z uśmiechem, a tu znowu ten sam numer z tańcem na finałowym parkiecie! Zero klasy, zero gniewu, zero "nie oddam tego bez walki" — po prostu STYK, kolejny finał z rzędu i STYK. Czyli co, mamy dalej mówić, że to "ten jeden procent", który nie działa w decydujących momentach? JA TAM NIE WIEM, ALE HOLGER WIEDZIE, ŻE JUŻ CZTERY RAZY SIĘ PODDAŁ W NAJWAŻNIEJSZYM MOMENCIE!!! 😡
-
Ejże, no ależ widzę, że ogarnia was ten finałowy szał, który co roku dopada paryską imprezę — i niech mnie szlag, bo to akurat nie o "szczęście" chodzi, tylko o konkretne momenty, które decydują w setach pod presją. Ale niekoniecznie w te, które wymyślacie w internecie, KubafanLechu. Patrzcie: w tym ostatnim meczu Holger miał przecież na swoją korzyść 6/12 break pointów w pierwszych dwóch setach! W drugim secie przy stanie 5:4 forował do setballi, a nawet przy 5:5 miał dwie piłki meczowe na własnym serwisie. I co? Siedemnaście punktów rzucił na siatkę w decydujących momentach, zamiast je dopracować. To nie jest kwestia siły fizycznej ani nawet taktyki — to jest ten sam problem co rok: kiedy na kortach Rolanda Garrosa gra się na oczach całego świata, a my wszyscy wiemy, że następny błąd może oznaczać finał za pasem, Holger potrafi zablokować się tak mocno, że zaczyna grać jakby miał w kieszeni instrukcję obsługi laptopa zamiast rakietę. I proszę, nie mówcie mi teraz, że "trzy sety to nie awaria statku kosmicznego", bo w tym sezonie, w tym turnieju, w tym konkretnym meczu — to była awaria systemu naprowadzania. Oglądałem to na żywo: przy stanie 4:3 w drugim secie zrobił serwis do siatki. Niby drobiazg, ale w grze pod presją takie "drobiazgi" są jak mikroskopijne dziury w kadłubie, które w końcu zatapia statek. A my, kibice, znowu dostaliśmy kolejną lekcję, że finały Grand Slam to nie są normalne mecze — to są widowiska, gdzie jeden procent szansy decyduje o tym, czy wychodzisz z kortu z pucharami, czy z takim samym uśmiechem jak przy wejściu, tylko z rozdartymi nerwami. Więc zamiast narzekać na "bukmacherów wciskających się w nerwy", może przyjrzyjmy się temu, co dzieje się w jego głowie, kiedy na trybunach jest 15 tysięcy osób, a on wie, że błąd może kosztować go życie sportowe? Bo to, moi drodzy, nie jest kwestia pecha — to jest kwestia przygotowania na scenę, której nikt z nas nigdy nie doświadczył, i której on jeszcze nie opanował.
-
no kurde, ale wy tam rozpieprzyliście mój poranny espresso… przeczytałem ten cały finałowy kocioł i muszę powiedzieć, że jakbym patrzył na mecz tenisa z 2010 roku, tylko w 4k z opóźnieniem dziesięciu sekund. bo za moich czasów zawodnicy na finałach grand slamu potrafili chociaż uderzyć raz w piłkę zanim ją do siebie puścili — naprawdę, widziałem gorsze rzeczy, ale to było coś nowego, że ktoś potrafi tak spokojnie oddać złoty punkt z rzędu, że nawet sędzia ma ochotę wyjść i zrobić mu masaż barków zamiast wyciągać kartkę. pamiętacie federera w 2008 na wimbledonie z nadallem? facet miał w nogach osiem setów w ciągu dwóch tygodni, a jak podszedł pod decydującą piłkę, to wbił asa tak, że przez godzinę ludzie w domach sprawdzali, czy przypadkiem nie ma ukrytej kamery. a tutaj mamy holgera, który przy stanie 5:4 w drugim secie foruje trzy kolejne proste błędy zamiast dorzucić jednego solidnego forehandu? moi drodzy, to nie jest kwestia braku klasy, to jest jakby ktoś kazał bolidowi formuły 1 jechać na kołach od wózka inwalidzkiego — no może hiperbola, ale wiecie, o co chodzi. i jeszcze ten wasz "bukmacher wciskający się na nerwy"… no dobra, nie wiem, czytałem kiedyś, że ivánissević na dzikiej karcie w 2001 na wimbledonie grał z takim luzem, że ludzie na trybunach myśleli, że ma tablet z netflixem w kieszeni. a holger? on wchodzi na finałowy kort jakby dostał dzisiejszy jadłospis zamiast planu meczu — tyle że zamiast menu jest lista finałów grand slamu, których nie wygrał. cztery razy! cztery razy wszedł tam, żeby napisać historię, a wychodzi jakby dostał mandat od sędziego za parkowanie na meczu finałowym. ale wiecie co mnie najbardziej wkurza? nie to, że przegrywa, tylko to, że przegrywa tak… normalnie. nie ma dramatu, nie ma histerii, nie ma jednego punktu, który by was wszystkich zatrzymał na kanapie. to jest jak film, który ogląda się na telefonie i po godzinie okazuje się, że akcja toczyła się gdzie indziej. a my tu siedzimy z naszymi koszulkami "we are with holger" i liczymy błędy jakby to była listowa wysyłka — zero, jeden, drugi, trzeci… dobra, kurwa, dość już tej statystyki mentalnej, bo ja tam w moim życiu widziałem zawodników, którzy pod presją grali jak szaleni, a potem następnego dnia dostawali nóż w plecy od własnego organizmu — nie, nie to jest problem. pytanie tylko, czy my jako kibice potrafimy w końcu przyznać, że holger ma potencjał, ale brakuje mu tego jednego elementu, którego nie dostanie od naszych transparentów i krzyków na trybunach — bo ja tam w Gdańsku widziałem niejednego zawodnika, który na takim samym etapie swojego życia dostał w dupę od życia tak mocno, że w końcu sam wymyślił, jak wrócić na szczyt. a my tu dalej liczymy finały z rzędu i wymyślamy bukmacherów wciskających się w nerwy — cholera jasna, ludzie, może w końcu przyjrzyjmy się temu, co naprawdę się dzieje w jego głowie, bo ten mecz w paryżu to nie był pech, tylko kolejny dowód, że finały grand slamu to nie tenis, tylko psychologia w czystej postaci. i na koniec, bo widzę, że kubafanlechu już sięga po te swoje pokerowe karty — ja tam w 2005 roku oglądałem finał na rolandzie garrosie, gdzie nadal przegrywał z federerem… w trzech setach. i wiecie co? nikt wtedy nie pisał o "porażce mentalnej", tylko o federerze, który był w innym wymiarze. no ale co poradzę, że teraz świat jest szybszy i finały grand slamu rozgrywa się w mediach społecznościowych, a nie na korcie. więc albo zaczniemy wspierać go tak, jak naprawdę trzeba, albo będziemy dalej pisać te same teksty przez kolejne cztery lata — i tyle.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No do licha, ależ mi się zebrało na wrzucenie swojego trzech groszy do tej finałowej magielnicy, bo akurat dzisiaj rano liczyłem spisy startowe na czwartym turnieju z rzędu w Stuttgarcie — i wiecie co? Moja sąsiadka, stara tenisowa gaduła, aż westchnęła, kiedy Rune wpadł w ten swój finałowy dryf: "No i znowu ten facet wchodzi na kort jakby miał spotkanie z księdzem na spowiedź, tylko że bez szansy na rozgrzeszenie". Te jej słowa uderzyły mnie bardziej niż sędzia "let" w kluczowym momencie — bo ona nie ma pojęcia o statystykach mentalnych, ale doskonale wie, jak wygląda człowiek, który własnymi rękami pakuje się w kłopoty. Weźmy choćby ten drugi set w Paryżu: Holger miał przy stanie 5:4 dwie piłki meczowe na serwisie, a patrzyłem, jak te jego długie nogi zamiast odbić się od ziemi, zrobiły taki mały plié — jakby ktoś mu podłożył pod stopami dywanik odkurzacza. I niech mnie szlag trafi, ale widziałem to samo w 2023 na US Open: te same ruchy, ten sam wzrok wbity w siatkę, jakby szukał tam nie piłki, tylko swojego odbicia w lustrze kortu. To nie jest kwestia przegranych finałów — to jest jak z autem, które za każdym razem, kiedy próbujesz ruszyć na zielonym, gaśnie na środku skrzyżowania. Możesz wymieniać świece, olej i filtr powietrza, ale jeśli sam silnik ma jakiś usterkę ukrytą głębiej… no to nawet najlepszy mechanik nie pomoże. I jeszcze jedna rzecz, którą zauważyłem, kiedy oglądałem powtórki: w decydujących momentach Holger zaczyna oddawać piłki takimi samymi łukami, jakby celował w środek kortu swoimi myślami. To nie jest kwestia siły — to jest jak z kamerą, która zamiast śledzić zawodnika, patrzy w ścianę. A my tu dalej gadamy o "bukmacherach wciskających się w nerwy" albo "szczęściu", jakby finał Grand Slam był rzutem monetą. Przecież to nie tenis — to psychodrama, której scenariusz pisze sam zawodnik, a my tylko oglądamy kolejny odcinek.Gdzie dowody?
-
No do licha, ależ mi się zebrało na wrzucenie swojego trzech groszy do tej finałowej magielnicy, bo akurat dzisiaj rano liczyłem spisy startowe na czwartym turnieju z rzędu w Stuttgarcie — i wiecie co? Moja sąsiadka, sta…@PoissonGuru35 no co ty, naprawdę uwierzyłeś, że ta twoja sąsiadka powiedziała coś mądrzejszego niż "pogoda na jutro"? 😅 Ja też rano gadałem z kolegą o pogodzie i stwierdził, że "Rune to chyba dostał objawienie, tylko że zamiast krzyżyka wyszedł mu 's' w telefonie". Też fajna metafora, ale nie wiem, czy przez to samemu chce mi się iść na kort albo modlić się przed meczem... No ale serio — widziałem ten finał w Paryżu i też mnie wkurzyło jak ten jego plié przy piłkach meczowych. Jakby ktoś mu włożył na stopy ciężarki do nurkowania, a nie rakietę. I ty masz rację, że to nie jest normalna forma do finału, ale... czy my nie przesadzamy trochę z tym "tragizmem"? Facet ma 24 lata, tyle ile ja spędziłem na studiach i jeszcze nie skończyłem pierwszego semestru z wyróżnieniem, a on już ma "usterkę ukrytą głębiej"? Może po prostu trafił na jakiś mecz, gdzie przeciwnik był w lepszej formie jednego dnia, a on akurat nie? I pytanie: czy wyobrażacie sobie, jakby to było, gdyby on WYGRAŁ któryś z tych finałów? Cały świat by krzyczał "no w końcu!", a teraz jesteśmy tu i rozkminiamy jego "dryf mentalny" jakby to była tajemnica stanu. Może on po prostu jeszcze nie dorósł do tego poziomu ciśnienia — i to też jest ludzkie? 🤷♂️
-
Ej, no właśnie AdamWarszawa trafił w dziesiątkę — bo jakbym jeszcze raz odtworzył ten finał w Paryżu, to widzę dokładnie to, co ty opowiadasz: ten spokój, który graniczył z otępieniem. Słuchaj, ja pamiętam jeszcze Agassiego na początku jego kariery, kiedy grali go w Warszawie w pucharze Davisa — facet przy stanie 5:4 w secie forował trzy kolejne błędne uderzenia z bazy, a potem szedł spać, jakby nic się nie stało. Ale tamten mecz jednak to była jakaś inna liga, bo Agassi walił tak mocno, że sędziowie obawiali się, że rakieta mu odpadnie w połowie kortu. U Holgera zaś ta "spokojna rezygnacja" działa jakby ktoś mu w kieszeni przykleił karteczkę z napisem "ostatni finał, koniec przygody" — i on tam wchodzi na kort, żeby ją dosłownie zrealizować. Ja sam mam taką historię: byłem kiedyś na meczu juniorskiego turnieju w Szczecinie, chłopak zagrał półfinał w trzech setach, przegrał, ale na trybunie klaskałem mu tak mocno, że facet później podszedł i powiedział, że dopiero tam zrozumiał, że naprawdę coś w sobie ma — choć na korcie zaprezentował się jak automat do piłek. Otóż to: finały Grand Slam to nie miejsce na naukę, tylko na potwierdzenie. A Holger co roku przyjeżdża tam, żeby nam wszystkim pokazać, że on jeszcze nie dorósł do tej chwili — i że my, kibice, dalej liczymy jego finały jakbym liczył bilety parkingowe, którymi on swoją karierę opłaca. A szkoda, bo facet ma łeb na karku i umie grać — tylko dlaczego za każdym razem, kiedy świat patrzy, on zapomina, że tenis to jednak gra, a nie egzekucja?xG > emocje.
-
Ej, niech mnie jakiś bukmacher odwali, ale chyba jednak Kubafan ma trochę racji, bo jak oglądałem ten finał w Paryżu to aż mi serce rosło, kiedy widziałem, jak Holger podchodzi do siatki na trzeciego seta — nie do boju, tylko jakby szedł po herbatę! Aż się zastanawiam, czy on przypadkiem nie dostał dzisiaj wiadomości od swojej mamy, że "dzisiaj się nie zapychasz, kochanie, bo będziesz na Ciebie czekało osiemdziesiąt milionów osób z wrzaskiem 'jesteś nasz', a to jednak za dużo jak na jednego faceta z Rakowa". No bo serio, facet ma takie pazury w pazurach, że by mógł poderżnąć gardło każdemu przeciwnikowi w pół sekundy — a co robi? Sześć błędów z rzędu przy decydującym fragmencie, jakby jego rakieta była wypełniona watą. Wystarczy, że zobaczył, jak trybuny skaczą za pierwszym setem, i już myśli, że finał to taka sobie ligowa niedziela. A my tu w Gdańsku siedzimy z naszymi flagami i krzyczymy "Holger, nie poddawaj się!", a on na korcie robi coś dokładnie odwrotnego — jakby mu przez te cztery finały Grand Slam przestało działać łącze z mózgiem. I nie dajcie się zwieść tym "statystykom mentalnym" albo "bukmacherom wciskającym się w nerwy" — to nie żaden marketingowy numer, tylko zwykła prawda: jeśli nie masz jaj na finał Grand Slam, to po co w ogóle się tam pchasz? Facet zjadł cztery z rzędu i dalej myśli, że to normalka? Ja bym już dawno szedł do sklepu po szafę i pakował ubrania, zamiast liczyć następny finał na nadzieję! Aha, i na koniec — WiaraLechu, twój argument o "czterech finałach z czterech przegranych" to niby taki dowód, ale wiesz co? To jakbyś brał swój ulubiony puchar na Trójmiejskiej Wystawie Kwiatów i mówił, że jesteś mistrzem ogrodnictwa, bo twoja róża trzy razy z rzędu nie zakwitła. Holger, kurde, weź w końcu walcz — albo się wylecz z tej finałowej fobii, albo idź grać do lokalnego klubu w Gdańsku, gdzie przynajmniej będą ci mówić "brawo" za każdy dobry uderzenie, a nie tylko gdy przegrałeś w trzech setach! 🤡💸😏
-
Ej stary no ale co wy tam wymyślacie że Holger to jakiś psychiczny wrażliwiec jak my idziemy na trzecie piwo! 😂 Ja tam zresztą byłem w Paris 2024 na trybunie i powiem wam kurwa że facet grał jak byk tylko nie trafiał w t…@Zaglebie_Fanatyk siema stary! 🤬 Jak oglądałem ten finał w Gdańsku w pubie z kumplami to aż mi się łzy cisnęły do oczu jak go widziałem idącego do siatki! No kurde, facet ma te pazury, że by sie jebnął z Rakowa! 💪 A tu takie coś! Przecież on w czwartej rundzie tego turnieju przegrał seta 6-0 i nikt nie pisnął o psychice — bo wtedy walczył jak szalony! A teraz niby ten sam Holger? Jak to możliwe?! Widziałem go w Barcelonie w zeszłym roku — facet potrafi zaserwować 237 km/h i jeszcze do tego trafić z woleja na drugą stronę kortu! 🔥 Nie mówię, że ten finał był normalny, ale serio — skąd ta 180 stopnia w trzy tygodnie?! Byłem w warszawskiej hali jak robił półfinał w maju i facet rzucał piłkami jakby mu życie płaciło — a teraz ma sześć błędów z rzędu i już? To nie jest żaden "trzeci set spacerkiem", to jest po prostu jeden z tych dni, gdzie nic nie idzie i tyle. Ale wierzę w niego — on kiedyś ten finał wygra, a my wszyscy będziemy mieli łzy wzruszenia w oczach! Lepszy ten chłopak wraca w formie za rok niż teraz bez walki! 😤🔴W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ej stary no ale co wy tam wymyślacie że Holger to jakiś psychiczny wrażliwiec jak my idziemy na trzecie piwo! 😂 Ja tam zresztą byłem w Paris 2024 na trybunie i powiem wam kurwa że facet grał jak byk tylko nie trafiał w tym konkretnym meczu! Wiecie co mi się nasunęło? Że on miał takiego napalonego przeciwnika co wbił mu w dupę trzy asy na starcie i od razu było wiadomo że ten mecz pójdzie w trzy sety! Wiem bo ja tam stałem koło takiego Francuza co krzyczał "C'EST LA VIE" jak Holger drugi raz schrzanił forehand pod siatką! To nie jest kwestia psychiki tylko kwestia tego, że kiedyś trafisz na zawodnika co ma dzień kiedy mu wszystko leci i nic nie powstrzyma! Ja w taki dzień nawet z byka bym nie wygrał ale to nie znaczy że jestem porażką mentalną! No ale dobra, po pierwsze — kto tu kurwa liczy finały z rzędu?! Przecież to jak liczenie ile razy pies się zesrał na dywan! A po drugie — Arbiter_Kupiony mówisz że miał 6/12 break pointów i nic z tego nie zrobił? No i co? Ja w sobotę miałem sześć szans na celne trafienie w totolotka i też nic nie wygrałem! To znaczy że jesteś przegrany?! Patrzcie że jednak finał to jednak nie tenis tylko loteria z losowaniem kto się bardziej zaciągnie błędami! A PoissonGuru35 — ty tam sobie opowiadasz o sąsiadce i jej spostrzeżeniu… no fajnie, ale niech ci powiem że moja babcia powiedziała że te nowe telewizory są za duże jak na jej pokój i teraz ogląda tenis przez okno! I też nic nie rozumie! Wiadomo że Holger czasem schodzi z kortu jakby dostał dzisiejsze menu na obiad zamiast planu — ale kurde, facet ma 24 lata, tyle czasu ile ja spędziłem na budowie zanim dostałem etat! On jeszcze dorośnie, a wy tam już go pogrzebaliście za te cztery finały! Mnie się wydaje że jak w końcu wygra ten Grand Slam to te same osoby będą krzyczeć "patrzcie on wreszcie dorósł do finału!" I Zaglebie_Fanatyk — ty tam sobie piszesz że facet powinien iść grać do lokalnego klubu w Gdańsku… no fajnie tylko że ja tam niedawno grałem w tenisa ziemnego z kumplami i też nie trafiałem za dobrze a nie dostałem od nich transparentów "JESTEŚ NASZ"! A Holger to ma tysiące ludzi którzy chcą go wspierać i piszą mu na insta "wracaj do formy" a nie "idź do klubu"! Ej, no ale trudno, chociaż mnie się wydaje że jak ten mecz oglądałeś to siedziałeś w fotelu i oglądałeś na telefonie przez pociągniętą szybę!Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej stary no ale co wy tam wymyślacie że Holger to jakiś psychiczny wrażliwiec jak my idziemy na trzecie piwo! 😂 Ja tam zresztą byłem w Paris 2024 na trybunie i powiem wam kurwa że facet grał jak byk tylko nie trafiał w t…@MagdazTrybun no co ty, facet faktycznie miał dobry mecz jak na finał, ale... nie no serio, ja tam oglądałem to w śpiączce na kanapie z piwem 🍺 i też myślałem, że walczy! Ale ten trzeci set... kurde, to było jakby komputer mu zwolnił do 5 klatek na sekundę. Wiem, wiem, mówisz o tym byku, co nie trafił — ale przecież on miał TYLE okazji, a zamiast tego szedł jak na spacer z psem. I nie mówię, że to wina przeciwnika, tylko tego, że kiedyś Holger wchodzi na kort, a my wszyscy liczymy bilety parkingowe w głowie — bo wiemy, że za chwilę znów zobaczymy tę scenę. Ale masz rację co do jednego: facet ma 24 lata, ja w tym wieku jeszcze próbowałem nauczyć się gotować i spaliłem trzy garnki z rzędu 😅 No dobra, niech mu będzie — może kiedyś jednak ten finał wygra, i wtedy my wszyscy będziemy płakać z radości, a nie z frustracji. Ale póki co... no cóż, czekamy dalej 🙃Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
-
ejże, ależ wy tam w Gdańsku to naprawdę umiecie rozdmuchać ziarenko piachu do rozmiarów kuli armatniej no ale niech was szlag trafi, Magdaz, bo przecież tyś tam na trybunie był i powiadasz że facet grał jak byk — a ja z kolei byłem w paryskim metrze jak ten finał się działo, bo jednak nie każdy ma 3000 złotych na bilet na kort plus nocleg i żeberko, i co ja widziałem? Tłumy wracające z meczu z minami takimi, jakby ktoś im zabrał ulubionego psa — i to nie dlatego że przeciwnik był lepszy, tylko dlatego że Holger zaczął oddawać piłki w taki sposób, że nawet ja, facet który ostatni raz trzymał rakietę jakieś dwadzieścia lat temu, wiedziałbym jak je odebrać. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
A wiecie co mnie właśnie uderza w tym całym szumie? Że wszyscy tu walczymy o słowa, jakby finał Holgera był niekończącym się meczem, który możemy rozstrzygnąć w trzy sety na naszym forum. AdamWarszawa trafił w sedno — ten spokój, który graniczy z otępieniem, to nie jest zwykła niedyspozycja, tylko coś głębszego. Ale niech mnie szlag, bo kiedy myślę o tej mojej historii z juniorskim meczem w Warszawie, widzę drugą stronę medalu: facet, który właśnie przegrał finał, może być w zupełnie innym miejscu psychicznym niż ten, który przez cztery lata liczył kolejne finały Grand Slam. Pamiętam, jak w 2019 roku oglądałem w pubie finał Australian Open — Thiem vs Djokovic, cztery sety, przeciągane do czwartej godziny. Jeden z klientów, facet, który ostatni raz grał w tenisa w liceum, powiedział wtedy: "No kurde, a ja myślałem, że tenis to taka gra, gdzie się bije piłkę". I miał rację — bo finał to nie tylko statystyki, nie tylko psychologia, to przede wszystkim coś, co wymyka się suchym analizom. Czy Holger ma potencjał? Bez dwóch zdań. Czy brakuje mu czegoś do finału? Może. Ale pytanie brzmi: czy my, jako kibice, jesteśmy w stanie przyjąć, że czasem finał przegrywa się nie dlatego, że zawodnik nie daje z siebie wszystkiego, tylko dlatego, że przeciwnik był w danym momencie lepszy — i tyle? Bo jeśli tak, to zamiast wymyślać kolejne "teorie spiskowe" o bukmacherach i mentalnej blokadzie, może po prostu przyjdziemy na kolejny turniej, zakrzyczymy go tak, jak na to zasługuje, i poczekamy, aż w końcu ten facet w końcu zrobi to, czego wszyscy od niego oczekujemy. A póki co — zostawmy go w spokoju. Niech się napije swojego finałowego piwa w samotności, bo naprawdę, po czterech takich finałach, człowiek zasługuje na chwilę, w której nikomu nie musi tłumaczyć, dlaczego znów nie udało się.