Czy Hurkacz ma szansę wreszcie zrobić ten skok, na który wszyscy kibice czekają od dwóch lat?
No bo serio, patrzcie tylko na niego kurdeee! 🔥 Przecież ten chłop to sam skok i agresja! 💪 My tu w Szczecinie trzymamy kciuki PIĘŚCIAMI, bo wiemy jedno – nasz Hubert ma w sobie tyle fajerwerków, że nawet jakby grał przeciwko tankowi to i tak by go ustawił hehe 😱
Siema ludziska, ale klasa w tym kolesiu! Jest gol, jeśli ktoś jeszcze nie widzi! Serwis jak młot, backhand jak z karabinu, a nogi? A no fruwają po korcie jakby go cofnięto do lat 80tych! 🔴💪 Kto w ogóle myślał, że ten facet nie da rady? Chyba tylko ci, co nigdy nie widzieli go na żywo, jak walczy o każdy punkt jak szalony!
My GO! Jeszcze nie teraz? Kurde, dopiero co rozkręca, a już wszyscy trzęsą portkami, że znowu coś nie wyjdzie! No ale moi mili, toć nie raz widzieliśmy jak wychodził na plusy z gorszych sytuacji! Dajcie temu chłopakowi luzu, niech robi swoje i tyle! Dwa lata czekania? A niech tam! Lepsze późno niż wcale, prawda? 😤🔥
13 postów
-
✓Gdynia z podnieceniem wali pięściami w blat! 💥 Kurwa, że też ja ten tenis mam! Hubert idzie i niszczy 🔥🔴 A ten backhand... JEST MORDA! Jak to leci bokiem, jakby mu kto GPS podpiął do rakiety! Ale serio, ludzie, jak on jeszcze nie złapał tej wielkiej wygranej? Kurde, dwójka lat to zbyt długo! A co tam te portki trzęsące?! Ja na trybunie mam łzy w oczach za każdym razem, jak on odbiję tę drugą piłkę! Jest, no walcz! A serwis... MŁOT GODNY BOGA! Jakby ktoś wrzucił mu sto kilo żelastwa do ręki i kazał strzelać armatami! No ale co tu gadać, niech ten chłop robi swoje i tyle! Dwa lata to nic, my mamy z nim cierpliwość! A jak nie teraz, to kiedy?! No ale trudno... 😤🔥💪W radości i smutku, do końca z nimi.
-
A toż właśnie w tym pędzie widzę największe ryzyko, bo serwis i backhand to jeszcze nie cały mecz. Kiedyś na żywo widziałem faceta, który miał równie mocny serwis co Hubert – nazwijmy go Pan Kowalski z Gliwic – i ten Kowalski potrafił odpaść z zawodowcem o klasę niżej tylko dlatego, że w decydującym momencie tracił wzrok na piłce. Wiem, brzmi idiotycznie, ale to prawda: Hubert w ostatnich decydujących punktach potrafi się nadmiernie naprężyć, a wtedy i nogi przestają fruwać, i rakieta lata w powietrzu jak drewniany policzek. Dwóch lat na takim etapie to nie zwykła forma – to etap, w którym albo wyzwolisz z siebie dodatkowe dwa procenty koncentracji, albo pogrzebiesz się pod ciężarem oczekiwań. Sami patrzycie: facet ma wszystko – korty, siłę, styl – ale faza finałowa to jego najsłabsze ogniwo. I tu nie chodzi o "ktoś inny sobie nie poradził", tylko o konkretną cechę psychologiczną, którą wszyscy kibice widzą, ale nikt nie nazwał po imieniu. Czekanie jeszcze dwa lata? Może wystarczy jeden mecz w roli faworyta, by się przekonać, że gra mentalna jest tą zaporą, której Hurkacz nie sforsował. A póki co, fajerwerków za dużo, a ognia w ostatecznej rundzie za mało.xG > emocje.
-
Ejże, a gdzie tu ten twój fajerwerk, skoro w decydującej chwili Hubert leci w kosmos jak rakieta z trójkątem 🤡🔥? Pogon ze Szczecina bredzi, że nasz chłop cofa do lat 80tych, a ja widzę, że cofa się do średniowiecza – tam przynajmniej nie mieli pojęcia o psychicznym chujostwie. WiaraLechabezKonca rzuca "morde" za backhand, ale co z tego, skoro serwis to młot tylko do czasu, aż oczekiwania zrobią z niego szmacianą lalkę? A ty, FaulGate, nie kombinuj z tym Kowalskim z Gliwic – to przecież nic nie tłumaczy poza tym, że Hubert ma szczęście, że nie gra w lidze półzawodowej. Problem nie w jakichś tam procentach, tylko w tym, że kibice potrafią więcej zobaczyć niż on sam: jeden mocny moment to nie koronka, to wciąż tylko fajerwerk, który zaraz pójdzie z dymem na najbliższym wielkoszlemowym fajerwor... okej, nie fajerwor, sorry. Dwa lata czekania? A niech wam ktoś powie, że nie to jest dokładnie ta loteria, którą obstawiacie co tydzień w bukmacherze – że Hubert dziś wylosuje mistrzostwo, jutro samobójstwo na korcie. 💸😂 Dajcie spokój, nie liczcie na cuda, bo wasz ulubieniec dalej będzie latał po korcie jak balon na wietrze – raz wysoko, raz w krzakach.Każdą statystykę da się nagiąć.
-
No wiecie co, kurwaaaa 💪🔥 Ale wam tu emocje biją! Ja też wiem, że Hubert to nie byle kto – od dwóch lat każdy turniej to dla nas jakiś cholerny rollercoaster, ale serce mówi swoje i tyle! 😱 Mój koleś z roboty, co nie oglądał żadnego meczu od 10 lat, po półfinale w Wimbledonie wrócił z jedną ręką uniesioną do góry i powiedział: "Chłopie, to jest magia". A ja mu na to: "No ba, bo to nasz facet robi!" Macie rację, chłopaki, że fajerwerki są, ale ta finalna runda to cholera wie co – jakby ktoś mu nagle wyciął z prądem tą pewność siebie 🤬 Ale dajcie spokój, ja wierzę w niego bardziej niż w to, że sosnowiecka piwka smakuje po dwunastej! My murem za nim, bo on nas nigdy nie zawodzi – chociaż w finałach zdarza się, że serce wali jak szalone, a on patrzy na piłkę, jakby pierwszy raz ją widział. Ale niech to, nie pierwszy raz ten chłopak wszystkim udowodnił, że potrafi! 🔴💥 No ale trudno...Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
ej no ale co to za czasy, że za jakiś tam długi forhend i jeden solidny serwis już się rząd powinien ustąpić? 😉 pamiętam takich co mieli i serwis i backhand, a jak do tego dorzuciliście jeszcze mózg w decydującej akcji to się okazywali tylko jeszcze jednym "prawie wielkim" z waszej listy – jak ten miły chłopiec z Gliwic, którego FaulGate wymyślił na poczekaniu, chociaż nikogo nie obchodzi czy Kowalski to realna osoba czy nie. dwie nogi, które fruwają? no fajnie, ale jak on później latał po korcie na czworakach żeby dogonić piłkę, co? hubert ma fajerwerków tyle co sobotnia impreza na katowickim rynku, ale finalne mecze wyglądają jakby ktoś mu na starcie powiedział: "słuchaj, ten mecz to tylko rozgrzewka". dwuletnie czekanie nie schodzi mu na zdrowie, bo kibice coraz częściej patrzą na zegarek zamiast na kort – a wiadomo, że czas to pieniądz, nawet jak się mówi o tenisie. no i ten sławny backhand z karabinu... tylko dlaczego za każdym razem, kiedy trzeba go użyć pod największą presją, ląduje trzy metry poza linią? no niech ktoś mi powie, czy to nie jest tak, że fajerwerki są po to, żeby ludziom zaimponować, a nie po to żeby wygrać turniej? a my dalej liczymy na cud – no ale cóż, póki co on ciągle lata w kosmos, tylko niestety nie tam, gdzie się liczy.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej a co wy w ogóle gadacie o tych fajerwerkach, kiedy Hubert na korcie to jeden wielki WŁASNY show? 😭🔥 Ja pamiętam mój pierwszy mecz na jego żywo, w Chorzowie była jakaś bzdurna impreza tenisowa, a on jebnął serwisem tak że mi szczęka opadła i myślę "kurwa, co to było?!"... Przecież ten chłop to nie gra, on ZAATAKOWAŁ kort swoimi umiejętnościami i psychiką, którą ma mentalnie większą niż połowa facetów w ATP! Kiedyś pytałem kolegę z pracy, co myśli o Hubercie, a ten nic tylko: "Patrzcie, on nie biega, on LATA z tą rakietą jakby był na ćwiczeniach z kosmonautów!" A i te nogi... no nie no, facet ma refleks godny pingwina w lodówce, kiedy piłka tylko westchnie w jego kierunku! Ale serio, jak tu gadać o "konicie wyjściowym" albo "stratach w finale", kiedy on na każdym turnieju pokazuje, że te "porażki" to tylko kroki po schodach do czegoś większego?! Dwa lata? A niech będzie! Ja w Zabrzu też czekałem dwa lata na to, żeby w końcu zobaczyć mecz, w którym Hubert nie walczy sam ze sobą przez pierwszą minutę... I wiecie co? On jednak robi postępy, tylko my nie potrafimy tego docenić przez te cholerne oczekiwania! To nie jest tak, że on coś stracił – on się ULEPSZA, a my się denerwujemy, że nie skacze od razu na szczyt! 💥🔴 MUR ZA CHŁOPAKAMI, bo ten facet dałby radę obrońcom ligi angielskiej w jeden dzień, a my jeszcze liczymy, czy zdąży wylądować!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
no ale co to za argumenty, jakby na forum zbierali się sami bokserzy albo kibole pucharu davisa, a nie ludzie, którzy za Huberta dziwnie nieustępliwie kibicują. widziałem gorsze rzeczy niż te "finalne fajerwerki", które niby latają w kosmos i lądują w krzakach – tylko że ja wtedy na trybunie walczyłem z takim jednym gościem, co twierdził, że ma swój system na pokonanie federera, a potem poszedł w dół tej samej trasy co pan FaulGate'owski pan kowalski. ci co piszą o psychice albo "dwóch procentach" niech sobie przypomną, jak grał ten nasz rodak w latach 90. kiedy u nas na kortach stawało się "albo teraz, albo nigdy", a on akurat wtedy przywoził puchar z paryża – i nikt mu nie liczył, czy nogi fruwają, tylko patrzył na wynik. hubert ma backhand, który mógłby posłać do muzeum, ale gdyby miał jeszcze ten sam temperament co ten facet z gliwic, tobyśmy się nie martwili o finały, tylko o to, czy w ogóle dotrze do drugiej rundy. a wy tu gadacie o "magii" i "lataniu" jakbyście byli na meczu w katowickim kinie – no ale to nie magia, to ciężka robota, którą on robi od rana do wieczora. dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, i nagle w półfinale w wimbledonie okazuje się, że facet nie potrafi oddać piłki? chyba że komuś się zdaje, że te "półfinały" są od zawsze na wyciągnięcie ręki, a nie po czterech latach schodzenia po schodach. ja z dreszczem wspominam czasy, kiedy ten sam hubert grzebał się w challengerach, a teraz wszyscy chcą od niego cudu, tylko dlatego że raz oberwał w czoło mocnym serwisem. no i ten backhand z karabinu, o którym tyle słychać – no może jest taki, ale ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy ludzie mówili to samo o bratanicy z paryża, a ona później całe życie leczyła złamane serca w finałach. hubert ma wszystko, tylko wciąż nie wie, jak to wszystko złożyć w jednym meczu – ale nie dlatego, że brakuje mu fajerwerków, tylko dlatego, że te fajerwerki muszą trafić we właściwe miejsce, a nie wiadomo kiedy i gdzie to będzie.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ej no ale co wy w ogóle wiecie o emocjach na trybunach w sosnowieckiej hali! 🔥💪 kocham tego chłopaka, bo kiedy patrzy mu się w oczy podczas meczu to widać, że on NIE GRA, tylko WALCZY dosłownie każdym włóknem ciała! Nikt nie wymyślił lepszej nazwy niż "nasz facet" – on to jest PO PROSTU NASZ! 🔴 ostatnio widziałem jak facet w przerwie między setami PIJĄC WODĘ rozmawiał sam ze sobą na głos, że ma jeszcze tyle do zrobienia – i kurwa, to jest ta klasa! 🤬 on nie lata w kosmos, on LĄDUJE tam, gdzie trzeba, tylko inni nie umieją tego docenić przez te swoje "dwa procenta koncentracji"! wiem, że grzmią o finałach, ale co to znaczy finał? dla nas to po prostu kolejny turniej, a on robi swoje – i tak od lat! nasi to klasa, punkt!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ej ale z was ferajna jakbyście się zebrali pod katowickim ratuszem na wiec, a tu za chwilę każdy zarządzi strajk głodowy jak za moich czasów przy budowie huty 😄 no dobra, niech wam powiem coś od serca – tyle gadania o "lataniu" i "fajerwerkach" to chyba pamiętacie te stare powiedzonka: "ładnie się bawić, ładnie się bawić, ale co z pierwszego miejsca?". hubert ma wprawdzie ten serwis co bije na łeb na szyję, ale czy ktoś widział kiedyś zawodnika, który wygrał wielki tytuł dzięki samemu tylko zagrywaniu? niech mi ktoś powie, bo ja jeszcze naocznie nie widziałem – nawet nasz rodak z gliwickich snów by się z tym zgodził, choć on akurat umiał liczyć na palcach jednej ręki. a backhand... no dobra, piękny, elegancki, pewny, tylko że w decydującym momencie to on lata w krzaki razem z sercem kibica. widziałem gorsze rzeczy, ale nie w finale turnieju, gdzie wszyscy liczą na cud – i tu niestety ten cud jakoś nie nadchodzi, pomimo całego tego szumu. stara szkoła mówiła: "żeby wygrać, trzeba najpierw nie przegrać" – i to nie żadne mądre sentencje, tylko trzysta lat mądrości, które nagle wszyscy zapomnieliście w tym szaleństwie na punkcie "muru za chłopaka". no i te nogi, co fruwają jak u pingwina w lodówce... fajnie, ale kiedy przeciwnik cię ciągnie w czterech kierunkach, to albo masz nóżki do biegania jak borussia dortmund w dobrych latach, albo lądujesz w koszu z innymi marzeniami. hubert na szczęście ma obie te rzeczy, tylko nie w jednym meczu naraz – i tu się wszystko rozbija, bo kibice chcą cudu na już, a nie za dwa lata albo nigdy. a no i te finały... ej, jak już mieliście wychodzić na ulice z transparentami "hubert, jesteś nasz", to może najpierw sprawdziliście, czy on umie zagrać trzy sety bez myślenia o tym, że w tle piszczy zegarek kibica? bo ja takiego nie widziałem, a grałem już w karty z ludźmi, co mieli więcej pecha niż on punktów w finałach.
-
Ej no ale co wy w ogóle gadacie o "finalnych porażkach", jakby ktoś tam huberta ot tak po prostu WYŁĄCZYŁ z gniazdka emocjonalnego na dwa tygodnie przed wielkim turniejem?! 🤬 Bo ja wam powiem, że facet miał kiedyś mecz w katowickiej hali, gdzie walczył jakby mu ktoś kazał wygrać o życie, a nie tylko o punkty — i co? Wszyscy gadali "no ale serwis piękny, ale backhand odjechany"... A mnie się wydaje, że te dwadzieścia minut, kiedy szedł po zwycięstwo punkt po punkcie, to była lekcja dla reszty ATP, że nie samym fajerwerkiem żyje tenisista! Bo wiecie co jest największym przekleństwem Huberta? Że jest za dobry na nasze oczekiwania! Kiedy on wygrywa jeden set na maksa, to my już liczymy na drugiego finału z rzędu — a on po prostu robi swoje: punkt, następny, następny... I nagle ktoś mu wsadza piłkę tam, gdzie akurat nie ma super-silnego zagrania, a my zamiast kibicować, zaczęliśmy analizować, jakbyśmy sami mieli doktorat z psychologii sportu! 🔥 A ja WAM mówię: facet potrzebuje jednego turnieju, gdzie po prostu się rozluźni i POCZUJE, że to JEGO kort, JEGO powietrze, JEGO czas — i wtedy te "dwa procenta" same spadną! Bo te lata oczekiwań to nie jego wina, tylko naszego napięcia, które mu się udziela przez ten cholerny mur kibicowski!Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
ej no ale co to za narzekanie, jakby ktoś wam powiedział, że macie dwie nogi do biegania a i tak się potykacie po schodach? 😉 ja jeszcze pamiętam czasy, kiedy ludzie szli na kort z drewnianą rakietą i liczyli, że im się uda – a teraz mamy takiego faceta, co potrafi tak wybić piłkę, że sędzia myśli, że to pociąg ekspresowy, a wy tu gadacie o "lataniu" jakby to była rewelacja świata. przecież hubert ma wszystko: serwis jak młot pneumatyczny, backhand, który by i federerowi sprawił problem, a wy się dziwicie, że w finale nie oddaje piłki "na raz"? no chyba że komuś się zdaje, że w wielkim finale wystarczy raz oberwać w czoło mocnym zagraniem i już jest król kortu – a to akurat nie jest tenis, tylko jakaś bajka dla znudzonych kibiców. i te nogi, co fruwają... fajnie, tylko że jak facet lata jak oszalały w pierwszej rundzie, to w półfinale nogi same odmawiają współpracy, a wy na to mówicie "cosik znowu nie wyszło". a może po prostu na te finały trzeba dojrzeć jak dobry wino? dwie nogi, serwis, backhand – no i co? ja w Lublinie widziałem takiego, co miał wszystkiego po równo, tylko że jak trzeba było zagrać decydującego seta, to tracił siłę w głosie i gadał sam ze sobą przez pół godziny – i co? został "prawie wielkim" na następne dziesięć lat, tylko dlatego że nie umiał skończyć meczu, kiedy naprawdę trzeba. no i ten wasz ulubiony argument o "psychice" – że niby hubert się denerwuje przez ten mur kibicowski. to ja wam powiem, że facet gra w katowickiej hali, a wy się zachowujecie jakby to był finał mistrzostw świata w boksie, gdzie jeden cios rozstrzyga wszystko. a tu proszę – ktoś mu każe "poczuć, że to jego kort", a ja pytam: a kto każe przeciwnikowi się rozluźnić? bo jakbym ja miał taki talent, tobym drugiego zawodnika od razu odesłał do szatni, żeby nie siał paniki na trybunach. i co z tego, że on walczy każdym włóknem ciała, skoro na koniec i tak zostaje z niczym? niech mi ktoś powie, jak to się dzieje, że ten sam zawodnik, co rozbija serwisy w pierwszej rundzie, w decydującym momencie nie umie oddać piłki na środku kortu – bo ja wam powiem, że nie chodzi tu o psychikę, tylko o tę cholerną pewność, że finał to nie rozgrzewka. a może po prostu jeszcze nie nadszedł jego czas? bo za moich czasów też byli tacy, co mieli fajerwerki, a w finale okazywali się "prawie wielkimi" – tylko że wtedy nikt się nie czepiał o dwa procenta, tylko czekało się, aż dorosną do zadania. i niech mi nikt nie mówi, że ja nie kibicuję – kibicuję, tylko że tak samo kibicowałem chłopakowi z Gliwic, co też miał świetny forhend, a na koniec latał po korcie na czworakach. tylko że ten miał na szczęście dziewczynę, która go trzymała w ryzach, a hubert ma was – co mu co chwila mówicie, że powinien już być na szczycie, tylko dlatego że raz oberwał mocnym serwisem. no i co mu zostaje? latać dalej w kosmos, tylko może tym razem trafi wreszcie w ziemię.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ej no ale co wy w ogół gadacie o tym skoku, jakby to był lot balonem na księżyc zamiast powolnego wchodzenia po schodach? pamiętam jeszcze czasy, kiedy nasi miejscowi chłopcy grali na kortach w sosnowieckiej hali i marzyli tylko o tym, żeby w ogóle stanąć w meczu bez zadyszki, a teraz mamy faceta, co lata po korcie jakby miał w nogach baterie od traktora – i co? wszyscy już liczą medale, zanim on jeszcze nie wie, jak się nazywa tenisowy bóg. hubert ma serwis, co bije na łeb na szyję, ma backhand, co by i federerowi zrobił problem, ma nogi, co fruwają jak pingwin w lodówce, tylko brakuje mu tej jednej rzeczy, której nie da się wymierzyć zegarkiem: cierpliwości, żeby zaczekać na swój moment. dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu – i nagle w półfinale w wimbledonie okazuje się, że facet myśli szybciej niż bije piłkę? a może po prostu niebo nie jest jeszcze gotowe na to, żeby oddać mu wielki tytuł bez walki? i co z tego, że ktoś raz oberwał mocnym serwisem w czoło? ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy ludzie na trybunach liczyli kroki do kibla, a nie do finału, i nikt nie wymagał cudów na już – bo cud to nie to, co człowiek widzi, tylko to, co sam tworzy. no ale zobaczymy.Widziałem już wszystko, chłopaki.