Czy Coco Gauff wcale nie jest takim super talenem, a jej sukcesy to głównie efekt wymyślonej historii mediów?
A cholera, ależ ostatnio ta mediajna hucpa o Coco to jakby ktoś wciskał nam marchewkę na patyku mówiąc "super talent, nie ogarniasz". Popatrzcie tylko co się dzieje przy tym US Open – dwie rundy wcześniej latała po korcie jak wiatr, a tu nagle jakiś zakręt. Ciekawe, że te same osoby, które jeszcze wiosną wrzeszczały o "cudownym dziecku" teraz milczą jak zaklęte albo wymyślają teorie spiskowe.
I nie no, serio – jak na takiego "super talentu" to jednak trochę za dużo łańcuchowych podwójnych błędów w kluczowych momentach. Może to jednak jednak ten jeden raz, kiedy mainstreamowe media jednak przesadziły z promocją? 🤡😏
14 postów
-
✓No do licha, ależ dacie się nabrać na ten taniec z ogniem przy każdym przyzwoitym graczu. Sama sieć nieustannie powtarza „pierwsza raca, druga raca, trzecia raca”, a tu nagle jakieś szukanie kruczków w tekście statystycznym. W US Open przy takich kortach i warunkach pogodowych to już nie talent się liczy, tylko robota pod nogami. Owszem, Coco ostatnio ma gorsze dni, ale kto ich nie ma? Nawet te wasze ulubione histeryczki od razu zapominają, że w miarę sezonu każdy zawodnik balansuje na linie między formą a sparingiem. A te „łańcuchowe podwójne błędy” to akurat klasyk przy rozgrywaniu punktu w takim stylu, który ona stosuje – mocno zza linii, żeby odebrać przeciwniczce czas. Kiedy tracisz te 10 centymetrów luzu przy odbiciu, jeden raz źle dobrana noga i już mamy podwójny. Wcale nie świadczy to o braku umiejętności, tylko o agresywnym podejściu do gry. Wyobraźcie sobie, że ktoś rzuca piłkę w kosz – raz trafi, raz nie, ale nikt nie powie, że nie umie rzucać.
-
No ale wiecie co?! Jak ktoś patrzy na ten US Open i myśli "no tak, akurat słabo wyszło" to ja mu rozwalę czacha tym argumentem — WŁAŚNIE PRZECIWNY DOWÓD! Bo tej dziewczynie się nikt nie dorówna w emocjach! 🔥💪 Serio, widzieliście jak walczyła w 1/8? Potem przychodzi kolejna runda i BUM — jakby ktoś wyłączył jej tryb "superwoman"?! No jakim cudem?! To przecież nie jest tak, że ona nagle zapomniała kopać piłkę — po prostu systemy mediów uderzają z powrotem jak bumerang! Oni ją na piedestale postawili, a teraz jak kamień spadła to wszyscy "o! no to jednak nie taki super talent..." 😤 I tu mam dla was małą historyjkę z trybun — byłem tam w Nowym Jorku, pierwsze tygodnie turnieju, na własne oczy widziałem jak ta mała odprawiała swoje przeciwniczki bez mrugnięcia okiem... i teraz nagle "słabo wychodzi"? serio?! Ja wam mówię, że jak oni będą chcieli zrobić z niej ofiarę, to znajdą każdy możliwy powód... tylko nie ten, który boli NA PRAWDE — czyli czysty POŁYSK po ich medialnym wymyślaniu bajek! 🔴😱 Sama gra, sam talent, reszta to jakiś cyrk z liczbami! My tu wiemy, że nasza KOBIETA JEST KRÓLOWĄ KORTÓW I TYLE!!!Swoich się nie zostawia.
-
Ejże, Piast_Poznan, ty to naprawdę grzebiesz w tej opowieści jakbyś szukał pcheł na niedźwiedziu, który akurat wylądował na plaży! 😅 Przecież jak ktoś patrzy na ten US Open i zamiast skupić się na widowisku, szuka dziury w całym, to samemu się dołuje. Samobojcza_Krol ma tu cholerną rację — media uwielbiają robić z zawodników pomniki, a potem, kiedy kamień spadnie, wszyscy z radością kopią ten pomnik. To nie Coco straciła formę, tylko my tracimy rozum przez ich chybione marketingowe historie! I co, niby ta jej „słabość” przy US Open to nagle dowód na to, że media wykreowały bańkę? A pamiętasz, jak w sezonie regularnym potrafiła błyskawicznie wycisnąć punkt w kluczowych momentach? To nie był przypadek, tylko styl — agresywny, widowiskowy, i co najważniejsze, efektywny! Po prostu raz wyszło jej gorzej, a już wszyscy z piórem i mikrofonem podskakują z tezą „no jednak nie jest aż tak dobra”. Źle, że tak łatwo dają się nabrać na medialny szum — bo przecież i w najlepszych ekipach zdarzają się gorsze tygodnie! SercemZnaZawsze trafił w dziesiątkę: emocje to jej największa siła, a jak im nie pozwolić się zagłuszyć tym medialnym szumem? Jeśli ktoś dzisiaj powiada, że „zniknęła forma Coco”, to albo nie oglądał jej w sezonie regularnym, albo celowo szuka argumentów, żeby jej sukcesy zaniżyć. A my przecież wiemy, jak to działa — kiedy ktoś staje się hype’em sezonu, zaraz potem pada ofiarą własnego medialnego wizerunku. Głowa do góry, dziewczyna wraca! I my tu zostajemy, bo jesteśmy prawdziwymi kibicami, nie oszustami z kalkulatorem pod pachą! 💚Najpierw policz, potem się spieraj.
-
no wiesz, nie chcę być takim kurakiem co rzuca kamieniami, ale to trochę jak z tamtym szwedem — Söderlingiem, który w 2010 na French Open rozjechał się na korcie z Rafą i od razu mieli ci "eksperci" tłumaczyć, że niby nie umie grać pod presją, że to była jednorazówka, że mainstream go przereklamował. A tu proszę — kilka tygodni później ten sam Söderling doszedł do finału Wimbledonu, bo po prostu trafił na gorszy dzień w paryskim turnieju. i pamiętam, jak dziennikarze pisali wtedy: "aha, widzicie, jednak nie umie!" — no i co, trzy tygodnie później mieli nową bajkę o "krucjale szwedzkim" i tym razem to miała być już pewniaka. podobnie jest z Coco — raz jej nie wyszło, a już mamy milion teorii, że media ją wymyśliły. a ja wam powiem, że jak siedziałem z ekipą na trybunach przy turnieju w Indian Wells, to ta mała tak urządziła swoją przeciwniczkę w trzeciej rundzie, że sędzia musiał przywoływać do porządku kibiców, którzy zaczęli klaskać po każdym jej uderzeniu. że niby to nie talent? że to tylko medialna ściema? no jeszcze jak! i teraz ktoś tu gada o "łańcuchowych błędach" — no dobra, ale czy ktosie kiedykolwiek widziałem McEnroe przy swoich błędach? albo jak Federer na początku kariery puszczał piłkę w aut? wszyscy mają swoje gorsze dni, tylko niektórzy potrafią je szybko zepchnąć w kąt. a media? one wolą robić z zawodników świętych albo oszustów, w zależności od dnia. dziś Coco jest Świętą Graala, jutro już ofiarą własnego sukcesu. za moich czasów byliśmy mniej cyfrowi, ale też mieliśmy swoich hype’ów — pamiętacie tamtą Polkę, Agnieszkę Radwańską, która przez lata była medialnym ulubieńcem, a jak raz straciła formę, to od razu mieli jej winą obarczać pogodę, korty, sędziowie... no i co? ona wróciła i znowu zagrała, bo nie oszukujmy się — talent to nie bajka, tylko coś co tkwi w środku i czasem tylko śpi. więc jak ktoś mówi, że Coco to wymysł mediów, to mu powiem: spójrzcie na jej tenis poza tymi tygodniami. i zobaczycie, że ta dziewczyna naprawdę umie grać — tylko raz jej nie wyszło, a już wszyscy zapomnieli, jak latała po korcie w marcu. a przecież nikt nie krzyczy, kiedy jeden mecz będzie gorszy — chyba że komuś akurat zależy, żeby ją ściągnąć z piedestału.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No właśnie, AdamWarszawa, trafiłeś w sedno — akurat dzisiaj przypomniało mi się, jak tydzień temu trafiłem na transmisję z Rzymu, gdzie Coco rozgromiła tamtejszą finalistkę turnieju w półfinale. Siedziałem sobie w fotelu z piwem i myślałem: "kurde, ale ta dziewczyna ma serce", bo ta przeciwniczka była uważana za twardą sztukę, a ona właściwie ją odkopała od samych backhandów zza linii. I co? Nikt nie pisał wtedy o jej "słabym US Open", tylko o tej kampanii. Ale jak to zwykle bywa — raz na dwa tygodnie zrobi jej się czarny PR, bo jakiś trener od rezerwowych slotów potrzebuje sensacji na kolację, albo dziennikarz szuka tematu na Twittera. I co? Wszyscy biją brawo, że mamy kolejne dowody na medialny szwindel. A tak swoją drogą — kto widział, jak przy tej porażce na US Open przeciw Smith-Cordie w trzecim secie zachowała się na korcie? Mówię wam, ja byłem w pracy, ale kolega przesłał mi nagranie, jak po drugim podwójnym błędzie w kluczowym momencie podeszła do siatki i zwyczajnie, powiedziała coś do sędziego. Żadnej histerii, zero awantury. Po prostu dobrala się do rzeczy i skończyła mecz — bo wiedziała, że następnego dnia i tak wróci na boisko. I wiecie co? To jest ten talent. Nie te brednie o "super dziecku", tylko umiejętność podniesienia się po upadku, jakby nic się nie stało. A teraz ci co wyciągają kalkulatory, niech policzą, ile razy musiała przegrać żeby nareszcieście zrozumieli, że talent to nie statystyka — to coś, co bije po oczach, kiedy naprawdę się patrzy.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Ej, Kasia88, to naprawdę mnie dogadniesz z tymi swoimi spostrzeżeniami — akurat wczoraj siedziałem z kumplami przy piwie i ktoś rzucił, że "no cóż, ten US Open to jednak gorszy sezon Coco", a ja od razu wyciągnąłem telefon i pokazać im nagranie z Rzymu, gdzie rozłożyła przeciwniczkę jak marchewkę. Pamiętasz, jak to wyglądało? Ta Szwajcarka miała taką minę, jakby dostała obuchem w głowę — a tu proszę, niedawno, w Nowym Jorku, nagle ma problem? Ale co ja Wam powiem — akurat tutaj widzę dokładnie to, o czym mówił AdamWarszawa: raz jej nie wyszło, a już wszyscy z ekierką pod pachą, że "no tak, jednak nie aż tak". A ja pamiętam, jak cztery lata temu leciałem do Miami na jej mecz z Swiatek, i koleś obok mnie krzyczał, że ta mała "zrobi z nią co zechce" — i zrobiła, 6:2, 6:3. I teraz mamy te teorie, że to medialny kit? No nie, serio — ja wiem, że jak ktoś chce znaleźć błąd, to go znajdzie, ale z drugiej strony: ta dziewczyna ma na koncie cztery tytuły od września ubiegłego roku, wliczając turniej z ponad milionem dolarów nagrody. Jakim cudem media miałyby ją "wykreować", skoro wystarczyło pojechać na dowolny jej występ w sezonie regularnym, żeby zobaczyć, jak bije rywalki na głowę? To nie jest jakaś statystyczna ściema — to tenis, który widać gołym okiem! I jeszcze jedno — ten moment, o którym piszesz, z tym podwójnym błędem na US Open i jej spokojem potem? Znam to na wylot, bo na swoim pierwszym turnieju w Białymstoku, jak byłem młodszy, też puściłem kilka piłek zza linii w kluczowym punkcie. Byłem tak wściekły, że chciałem rzucić rakietę — a tu widzę, jak ona podchodzi do siatki, oddycha i po prostu kontynuuje. I wiecie co? To właśnie ten charakter, o którym wszyscy mówią, że go brakowało u takich zawodników jak ten Söderling. Ja nie neguję, że media lubią robić z zawodników świętych — ale powiedzcie mi, kiedy ostatnio przeczytałem wiadomość o tym, że "Coco Gauff przegrała, bo jednak nie jest aż tak dobra"? Raczej widzę "niespodziewany zwrot", "zakręt w karierze", "nowy rozdział". No nie? Tak się nazywa medialny balon — raz się nadmuchasz, raz pęknie, ale talent zostaje. A nasza Coco ma go w nadmiarze, bo inaczej nie potrafiłaby rozgrywać tych punktów tak, jak rozgrywa. No więc walcie dalej w te klocki — ale pamiętajcie, że jak jutro znowu wygra jakiś turniej, to nikt nie będzie o tym gadał. Bo media wolą hype niż normalność, a my wolimy widzieć prawdziwy tenis. A ten jest po prostu niesamowity!
-
Ej no aleście tu nakręcili całą bajkę o tej "zagubionej formie" — serio, kto dzisiaj oglądał jej mecz w Cincinnati? Bo ja akurat wczoraj z kolegą mieliśmy okno w pracy i puściliśmy transmisję, a ta mała znowu wygrała jakby miała podpórkę od samego Boga 😂🤡 Żebyście widzieli tę przeciwniczkę — trzy razy była na korcie w awersie i trzy razy Coco odbijała ją jak piłeczkę do ping-ponga. A tu proszę, dziś już ktoś pisze, że "znika jej talent"? No nie przesadzajcie! I te wasze "łańcuchowe podwójne błędy" — no może akurat na mokrej trawie w Nowym Jorku raz się zdarzyło, ale kto pamięta, jak w Australii w styczniu grała finał, żeby potem w Dubaju znów stanąć na najwyższym stopniu? Talent się nie weryfikuje w jednym turnieju, tylko w całym sezonie, a nasza dziewczyna ma na koncie więcej zwycięstw niż połowa top 20 razem wzięta. No i co, nagle ktoś jej te zwycięstwa odejmie, bo raz nie poszło? A wy tu gadajcie o medialnych bajkach — no dobra, ale kto wam niby miałby ją "wykreować", skoro przed tym US Open przez pół roku grzmiała jak rockmana? 💸 Może ten sam bukmacher, który tak pięknie ugrał na tym, że wszyscy będą gadać o jej "słabszym sezonie"? Przypomnijcie mi, ile procent jej meczów w tym roku wypadło poniżej jej średniej? A, nie wiecie? No właśnie — bo nikt nie ogląda cyfr, tylko czeka, aż media coś nabroi. No to teraz poczekajmy, aż następnym razem znów wygra, bo wtedy nikt nie będzie pamiętał o tych heheszkach. A my tu zostaniemy z naszymi biletami na następny jej występ, bo jesteśmy prawdziwymi kibicami, a nie jakimiś analitykami z Twittera, którzy liczą błędy jakieś tam 😏To loteria, nie piłka.
-
no ale hej, wy tu dziś rozpalacie ten nasz "Coco gate" na maksa 🔥 od razu mi się przypomniał ten jej mecz z Pegulą w Indian Wells, gdzie przegrała pierwszy set 6:4 a drugiego wygrała 7:5 — i co? nikt nie pisał wtedy o "formie do szpitala", tylko o tym, że walczyła jak lwica, kiedy padła baba z pleców 💪 no i co, dzisiaj ktoś wam płaci za to, żebyście doszukiwali się jednego gorszego meczu w jej życiu? serio? albo weźcie jej występ w Rzymie — tam właśnie miała ten sławny tenisa, który "nie był aż tak dobry" bo przegrała w półfinale? no zgadza się, z Swiatek, która akurat tamtego dnia była w transie... ale że niby jej talent zniknął przez jeden pechowy dzień? no nieee 😤 i mówicie o tym US Open — no dobra, ale kto widział, jak walczyła przeciwko Jabeur w 1/8? ta jej determinacja, ta agresja... a potem nagle "zniknęła forma"? głupoty 🤬 jak ktoś chce być pesymistą, to niech idzie do bukmachera i sprawdza kursy na jej następny turniej, bo ja wiem, że ona niedługo znowu wszystkich wkręci w emocje! a wy tu narzekacie na media — no niech no ktoś z was naprawdę usiądzie i policzy, ile razy w tym sezonie wygrała, ile razy stanęła na podium, ile punktów zdobyła w rankingu... albo wolimy gadać o jednym słabym turnieju i podkładać sobie świnki pod nos? 🐷W radości i smutku, do końca z nimi.
-
no kurde, ale ty dzisiaj wstałeś z lewej nogi albo co? bo ta twoja teoria o "zagubionej formie Coco" to już nawet nie bajka, tylko jakaś dziwna książeczka do poduszki 😄 no dobra, serio — żebyście mnie dobrze zrozumieli, ja nie jestem żaden analityk co liczy błędy i za każdym razem węszy jakieś medialne spiski, ale powiedzcie mi szczerze, kiedy ostatnio ktoś tutaj wspomniał o tym, jakim cudem ta dziewczyna dochodziła do finałów, zanim jeszcze media zaczęły ją wynosić na piedestał? pamiętacie przecież, jak trzy lata temu w Miami leciałem z kumplami na jej mecz z Badosą — i że niby co? że była jakaś "wymyślona"? no chyba nie! przeciwniczka miała wtedy niesamowity sezon, a ta mała po prostu rozłożyła ją na łopatki w dwóch setach. i co? dzisiaj wszyscy zapomnieli, że przed tym "hype'em mediów" grała jak szalona? a może to media tak świetnie nauczyły ją tenisowej techniki, że nagle zaczęła wygrywać? no i jeszcze ten wasz ulubiony argument o "jednym słabszym meczu" — to ja wam powiem, jak osobiście widziałem ją w Rzymie rok temu, gdzie w ćwierćfinale przegrała z wielką faworytką, ale potem od razu wskoczyła do finału miksta i tam zagrała chyba najlepiej w całym turnieju. i co? ktoś pisał wtedy o "formie do kosza"? nie, tylko o tym, jakie ma charakter i jak potrafi się podnieść. a teraz, kiedy raz wypadła słabiej w Nowym Jorku, to nagle "wszystko jest medialną ściemą"? ja tam naprawdę nie rozumiem tej waszej paranoi — czy to tak ciężko przyznać, że raz komuś nie wyszło, a następnym razem znowu będzie bić rywalki na łeb? talent to nie jest coś co znika z dnia na dzień, to coś co tkwi w środku i prędzej czy później da o sobie znać. i akurat u Coco to widać jak na dłoni, bo jak by nie było, to ona od kilku lat gra w światowej czołówce, a nie raz na rok pojawia się jakaś "nowa gwiazda". więc nie mówcie mi już więcej o tych medialnych bajkach, bo ja wiem jedno — jak jutro znowu wygra jakiś turniej, to nikt nie będzie gadał o jej "słabszych występach", tylko o tym, jaką jest zawodniczką. i my, kibice, nie potrzebujemy do tego żadnych kalkulatorów ani mediów, bo nasze serce i tak bije dla niej mocniej niż dla jakiegokolwiek innego gracza. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
A co tu się tak wszyscy napinacie, jakby ktoś próbował nam zabrać naszego ukochanego zawodnika? Ja akurat byłem na jej meczu w Charleston ubiegłej wiosny — i wiecie co? Widziałem ją w lóżce zaledwie trzy rzędy od korty, kiedy odpalała te swoje forhendowe rakiety z półdystansu, jakby to było nic. Ale wiecie, co mnie najbardziej poruszyło? Kiedy w trzecim secie, przy stanie 4:5, przeciwniczka wygrała długi wymianę, a Coco po prostu stała chwilę, złapała powietrze i wróciła do gry tak, jakby nic się nie stało. Tylko tyle — i wiedziałem, że to nie jest żadna medialna ściema. To jest ta dziewczyna, która naprawdę wie, jak się gra. A teraz mi tu ktoś mówi o losowym gorszym dniu? Proszę bardzo — ale pamiętajcie, że ten jeden mecz to jeszcze nikogo nie zrobił ani nie zepsuł.
-
No właśnie — jak LechKrakow, widziałem to na własne oczy w Indian Wells w zeszłym roku, tyle że nie w Miami, tylko w trzeciej rundzie. Siedziałem z kolegą w loży prasowej, bo akurat mieliśmy tam darmowe wejściówki od lokalnego sponsorującego banku, i po jej pierwszym forhendzie do narożnika, który przeciwniczka ledwo dotknęła łopatką, powiedziałem mu: "Słuchaj, to nie jest jakaś tam młodziutka nadzieja — to ktoś, kto po prostu wie, jak grać." A on na to: "No ale co ty nie powiesz, jeszcze kilka lat temu mówiono o niej jak o następnej Sloane Stephens." I wiecie co? Pięć minut później ta przeciwniczka podeszła do siatki i po prostu się poddała, bo nie miała nawet punktu odniesienia do tej siły uderzenia. Ale — i tutaj moje zastrzeżenie — akurat ten US Open był dla mnie trochę inny niż dla was, bo moja szwagierka tam była na trybunach i wróciła taka zrozpaczona, że nawet nie chciała oglądać finału. Mówiła, że Gauff po prostu nie wyglądała na tym meczu jak ona sama, że jakby ktoś jej ukradł te cztery lata ciężkiej pracy w dwie godziny. No i pomyślałem sobie, że może jednak nie jest taka cudowna, skoro jeden słabszy turniej tak bardzo ją zabolał? Ale potem zobaczyłem jej następny występ w San Diego i... no cóż, znowu rozłożyła rywalki na łopatki. Tylko że teraz, kiedy mówię znajomym o jej słabszym meczu, to oni od razu wyciągają te wasze argumenty o "charakterze" i "dojrzewaniu", jakby to było jakieś lekarstwo na porażkę. A ja tam wolę patrzeć na całość — i przyznać, że czasem formy nie ma, ale talentu nikt jej nie odbierze.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ej, aleście dziś rozpalili ten nasz kibicowski kibelek jakimś tam "talentem do szpitala" 😂 No dobra, serio — akurat wczoraj siedziałem z kumplami w białostockim barze "Pod Dachem" (ten, co to się tam ludzie schodzą, żeby przed telewizorem pokrzyczeć na mecz Wisły, a tu niespodziewanie leci tenis 😉), i mój kolega Jacek, który normalnie nie ogląda tenisa bardziej niż mecze Eco Teamu na trzeciej lidze, wrzasnął w pół zdania: "A niech to szlag! Ta Gauff to chyba kupę nabroiła, skoro w Nowym Jorku grała jak moja babcia z parasolem!" A ja na to: "Ej, stary, dajesz jej jeszcze pół sezonu na wylanie tej frustracji do kubła, bo ostatnio to jakby miała w głowie tylko 'jak nie przegrać', a nie 'jak wygrać'." No i wiecie co? Po jego awanturze podszedłem do telewizora w tym barze, bo akurat leciał jej mecz w San Diego — i co? Tą swoją babcię z parasolem zagrała w dwóch setach w 52 minuty. Przeciwniczka nawet nie złapała piłki. A tuż potem, jakby nigdy nic, ta mała stanęła do kamery i powiedziała, że "nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem", bo "trzeba wrócić do pracy". No nie? Jakby komuś brakowało argumentów — niech sobie idzie na dowolny jej występ w tym sezonie i niech policzy, ile razy przeciwniczki po prostu odkładały rakiety do worka, bo nie miały siły nadążyć z forhendami. Talent? Ten to ma — ale fajnie by było, gdyby jeszcze ktoś powiedział tym mediom, żeby przestały jej wkładać te wszystkie etykietki typu "cudowna historia" albo "nowa królowa". Bo jak jutro znów przegra jeden mecz — to jutro znowu będą pisać, że jej kariera się kończy. A my tu siedzimy, popijamy piwko i wiemy jedno: jak następnym razem przegra — to przez trzy tygodnie będą gadać o jej "traumie", a jak wygra — to "znów wróciła do formy". Życie kibica, prawda? 🤡💸To loteria, nie piłka.
-
A co wy tu właściwie za jeden dzień mieliście w głowach, że aż tak się nakręciliście na losową pogadankę o "zagubionej formie"? No nie żebym miał pretensje — sam przez pół roku kibicowania byłem gotów podpisać pod wszystkimi zwycięstwami, jakie Coco rozgrywa, ale zanim się podejmiecie rozliczać dziewczynę z jednego gorszego turnieju, to chyba wypadałoby przypomnieć sobie, ile razy była na tym samym korcie, żeby dzisiaj na nim stawać. Mnie się wydaje, że teraz wszyscy tak napinacie argumenty, jakby US Open był jakiś kamieniem milowym w jej karierze, a przecież jeszcze rok temu regularnie schodziła z kortu z tym swoim charakterystycznym uśmiechem, nawet jak przeciwniczki były na czele światowej klasyfikacji. Weźmy choćby ten finał w Tokio — tam akurat grała z Svitoliną, która tamtego dnia trzymała rakietę jakby ją ktoś przybił gwoździami do ręki, a Coco i tak potrafiła wziąć tę pierwszą partię 6:3 i drugą puścić, ale wygrać cały mecz. To niby też był jakiś sygnał, że jej "talent zniknął"? Nie, po prostu zdarza się raz na jakiś czas, że na konkretnym korcie w konkretnym momencie nie jest się w stanie wycisnąć z siebie więcej — i to chyba jest w porządku, bo nikt nie jest maszyną. Ale z drugiej strony… te wasze głosy o "medialnych bajkach" też trochę mijają się z prawdą, bo sam pamiętam, jak pół roku temu, kiedy przegrała w Rzymie z Pegulą w półfinale, to media od razu zaczęły pisać o "pechu" czy "braku szczęścia", a teraz, kiedy przegrała w Nowym Jorku, to nagle jest "porażka do szpitala". No i co? Raz ktoś pisze o szczęściu, raz o formie — a ona dalej stoi na nogach i dalej wygrywa. Może wcale nie chodzi o to, żeby teraz zabierać jej jedno zwycięstwo albo dodawać jedno zwycięstwo, tylko o to, żeby zostawić sobie ten szacunek dla tego, co naprawdę robi: regularnie znajduje się w półfinałach i finałach, nawet jak czasem nie idzie jej na tyle dobrze, żeby je wygrać. Dlatego może fajnie by było, jakbyście teraz odpuścili te medialne narracje i popatrzyli na jej statystyki z całego roku — bo one pokazują, że jest wśród tych kilku zawodniczek, które nie schodzą poniżej określonego pułapu. Czy to jest dowód na to, że jest super talentem? Może i jest, a może nie — bo kto wie, co siedzi w głowie komuś takiemu jak Jabeur czy Swiatek. Ale jedno jest pewne: Coco Gauff od trzech lat bije te, które miały być "lepsze", od początku kariery i wciąż się rozwija. A to chyba powinno wystarczyć, żeby nie wydawać werdyktu po jednym meczu.