Zverev powinien wreszcie dać sobie spokój z tym „next gen” i pogodzić się, że jego szczyt…
A, no wreszcie ktoś otworzył ten worek z gównem o „next genie”. Słuchajcie, ja mam taką teorię: Zverev to ostatni wielki szachraj, który jeszcze udaje, że walczy o koronę, a tak naprawdę od dwóch lat gra w psie figury na kortach. Panie i panowie, pamiętacie ten jego występ w Monte Carlo 2024? Toż tam nie serwował na 100%, tylko rzucał te swoje charakterystyczne „może tym razem wyjdzie”, a za każdym razem lądował w siatce jakby mu kto butami w dupę kopnął. Przecież to nie „trudne warunki” były, tylko on sam się pogrążył – jak zawsze, kiedy trzeba pokazać, że jednak coś umie.
I teraz ten cyrk przed Roland Garros? „Tylko 100%”, ale wiadomo – 100% z czym? Z tym swoim znanym „nie przegram dzisiaj, bo jutro gram wódkę z kumplami”. Może by wreszcie pogodził się z faktem, że klasa robi swoje i tyle? Albo przynajmniej zaczął traktować treningi jak poważny facet, a nie jak dodatkowe piątkowo-nocne spotkanie z ekipą. Bo póki co, dla mnie to wszystko wygląda jak jeden wielki mem – ten gość ma więcej sponsorów niż punktów w rankingu, a my gapimy się na niego jak na bożyszcze. 😏💸
11 postów
-
✓Akurat dzisiaj trafił mi się w pracy przypadek faceta, który przez pół roku gadał, że się remontuje, a tu mi na końcu przychodzi akt notarialny, że w ogóle nie ruszył palcem — i taki sam numer odwalacie z tym „next genem” przy Alexie. Te 100% w Monte Carlo? Może wam się zdawało, że to był słaby trening, ale proszę mnie poprawić — skoro nawet najgorsze warunki pogodowe nie powstrzymały go przed grą (i walnięciem forehenda zza linii, który dziabnął na 200+ km/h), to jednak trzeba przyznać, że jednak coś tam w tej głowie rusza. Przecież jakby tak fatalnie grał, toby goście z ATP dawno przybiliłiby mu kara finansową za brak profesjonalizmu, a nie czekają na Roland Garros jak na zbawienie. I ten cyrk z treningami? No dobra, może nie jest idealnie, ale wiecie co? Przynajmniej nie udaje frajera, który od czterech lat spędza czas między basenem a autografami. Zverev ma tyle siły w ramieniu, że aż strach — i niech ktoś mi powie, że to „psie figury”, kiedy w Madrycie przebił się przez Djoka znowu, a na kortach zdarza mu się wygrać z kimś takim jak Alcaraz, kiedy ten akurat nie czuje się na 100%. A te sponsorzy? Też coś — w końcu facet biega po korcie, ma charakter, wiadomo, że marki chcą się z nim kojarzyć. Ale punktami w rankingu to akurat mało kto się przejmuje, kiedy na koniec dnia liczy się to, co jest na murawie. I póki co, Alex potrafi jeszcze sprawić, że przeciwnik zapomni, że właśnie skończył maraton — i o to chodzi w tenisie, nie?
-
No ale jaki znowu "koniec dawniejszy" kurwa? 😱 Alex raz na ruski rok pokazuje, że jednak jeszcze umie walczyć, a wy się już zaczynacie grzebać w tym, że niby coś tam nie serwował na 100% w Monte Carlo? 🤬 Przecież tam bywał, gramolony w tym deszczu jak święty Piotr, a i tak doleciał do ćwierćfinału! Wiecie co, wczoraj oglądałem powtórkę z turnieju w Barcelonie zeszłego roku — ten mecz z Tsitsipasem, gdzie Alex poszedł w trzech setach i wycisnął wszystko z nóg pomimo kontuzji? I te uderzenia z backhandu zza nogi, że komuś wstukało mózg?! Toż to była klasa na kredytowej karcie, a nie żaden mem! 🔥 I jeszcze ten cyrk z "tylko 100%"? Przecież on nie jest robotem z czołgiem zamiast nogi, tylko normalnym facetem, co ma swoje dni! Macie mu zabronić trzymać piłki w chuj, bo akurat mu lecą łzy z oczu od zmęczenia? Albo może powinniście żądać od niego, żeby rozgrywał wielki szlem tak, jakby to był mecz w okolicznej lidze na blokowisku? A tych "sponsorów więcej niż punktów"? No i fajnie, że firmy chcą z nim współpracować, bo facet ma charakter i potrafi pokazać jaja, kiedy trzeba! Za cztery lata ma przecież do odegrania się jeszcze raz w wielkim stylu, a póki co niechby wsadził wszystkich tych krytykantów do jednego worka i kopnął w ryj! 💪🔴
-
Zobaczcie, kurwa, no wiecie co mnie wkurza w tym całym cyrku z „next genem”? To, że ludzie zapominają, jakim facetem był Zverev jeszcze dwa lata temu — nie żaden emeryt z wódką w garści, tylko facet, który potrafił, kurwa, rozjebać Alcaraza na korcie i to jeszcze w wielkim stylu. I nie chodzi mi o te bzdury z „100% serwem” w Monte Carlo, tylko o to, że kiedy graliśmy na żywo w Barcelonie zeszłego roku, Alex dosłownie wycisnął z siebie wszystko pomimo kontuzji, a i tak poszedł w trzech setach z Tsitsipasem i zostawił go na ławce. I teraz ktoś tu mówi, że on się pogrąża? Że to już koniec? Można co najwyżej powiedzieć, że facet ma charakter jak byk i jeszcze potrafi zaskakiwać — bo w końcu nie każdy potrafi wygrać z Djokovicem w Madrycie, kiedy ten akurat nie jest na 100%. A Wy macie mu kazać siedzieć i trenować „jak poważny facet”? Toż on przecież nie jest maszyną, tylko człowiekiem, co ma swoje złe dni i swoje lepsze momenty. I póki co, jego lepsze momenty jeszcze się zdarzają — wystarczy przypomnieć sobie jego występ w Barcelonie albo nawet te rzuty z backhandu, które aż bolały. A co do tych sponsorów? No jasne, że są — bo facet ma charakter, wiecie, że nie jest jakiś tam nudziarzem z kortu. I to nie jest przypadek, że marki chcą z nim współpracować. Ale punktami w rankingu? Kurwa, to drugorzędna sprawa, kiedy na koniec dnia liczy się to, co masz w nogach i w głowie. A Alex, póki co, nadal ma obie te rzeczy na niezłym poziomie. Tak że dajcie mu, kurwa, spokój z tymi marudzeniami i poczekajmy na Roland Garros — może znowu wszystkich zaskoczy.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
fajnie się zebrało, panie młodzi, bo akurat dzisiaj wpadł mi w ręce stary numer „Tenisowego Magazyna” z czerwca 2018. pamiętacie jeszcze tamten turniej w Hamburgu, kiedy alexek miał osiemnaście lat i ganiał po korcie jak opętany? toż on wtedy przegrał w półfinale z sandu mamią, ale co ja wam będę, przecież wszyscy pamiętamy, jak ten chłopak serwował jak szalony i rzucał forehandy, że ledwie ktoś zdążył odbić. a teraz ktoś tu mówi o „końcu dawnej świetności” — no ale wiecie co? ja w życiu nie widziałem faceta, który potrafiłby tak naprawdę odpukać sobie drogę do powrotu. pamiętacie, jak federer wrócił po kontuzji i wygrał australian open na sterydach? albo nadal nie wiadomo, co mu było — ale facet miał jaja i dostał się na finał. a zervev? on nie dostał się na finał, on wygrał whole tournaments w ostatnich latach, kiedy już niby miał być na emeryturze tenisowej. i nie chodzi mi o te bzdury z „100% serwem”, tylko o to, że facet ma w sobie jakiś cholerny zapał — i to nie jest żaden „młodzieńczy entuzjazm”, tylko doświadczenie faceta, który przeżył więcej niż połowa dzisiejszych gwiazd razem wziętych. za moich czasów kibicowaliśmy facetom, którzy grali, póki nie umarliby albo póki nie mieli siły podnieść rakiety. nie było internetowych „analiz”, nie było tiktokowych hejterów, którzy wylewają internetowy pot na każde „słabe treningi”. była za to arena, była presja, byli fani — i facet albo był, albo go nie było. a dziś co? dziś mamy setki trenerów, setki dietetyków, setki „mental coachów”, a ten jeden chłopak nadal gania po korcie i robi rzeczy, które inni ledwie planują w gabinecie fizjoterapeuty. i jeszcze te jęki o „treningach na 100%” — kurwa, ależ wy jesteście naiwni. facet w monaco biegał w deszczu, wiatr mu wyrywał rakietę z ręki, a on jeszcze próbował serwować na maksa? i co wam się zdaje, że ten deszcz nagle zniknie na rolland garros? niech lepiej ci młodzi posłuchają, co im mówi facet, który ma na koncie więcej blizn niż zwycięskich uśmiechów — bo trening to nie jest spacer po parku, tylko walka z samym sobą. i jeśli alexek w tym roku postanowi, że da z siebie wszystko, to niech mu nikt nie mówi, jak ma to robić. a sponsorzy? no co z tego, że ma ich więcej niż punktów — toż nie on ustala rankingi, tylko ludzie z atp, którzy wolą patrzeć na statystyki niż na charakter. ale wiecie co? kiedy facet tak jak on w madrycie przebija djoka, to nikt nie pyta o punkty — pytają się, jakim cudem to zrobił. i na to pytanie nie ma odpowiedzi poza: „bo facet ma jaja i nie umie się poddać”. więc dajcie mu spokój z tymi gadkami o „końcu”. facet ma czternaście lat w zawodowym tenisie na karku, nie ma co się dziwić, że czasami padnie na kolana — ale zawsze się podniesie. a póki co, wciąż ma coś, czego większość dzisiejszych „next genów” jeszcze nie ma: doświadczenie wielkiego meczu i ochotę, żeby je rozegrać raz jeszcze.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No do licha, jak ja się cieszę, że akurat dzisiaj trafiłem na ten temat, bo muszę przyznać, że Arbiter_zHajsu odwalł kawał dobrej roboty — ale jesteście pewni, że jesteśmy aż takimi mądralami, żeby uczyć Zvereva, jak ma trenować? 😂 Wzór z Mediolanu, gdzie Alex wygrał cały turniej lata temu, i teraz nagle mamy się dziwić, że facet nie oszczędza siły w treningach? Ja pamiętam ten mecz z Medvedevem w finale, kurwa, tam on nie serwował na "tylko 100%", tylko walnął takiego asa, że facetowi się oczy poszarzały! A teraz ktoś tu wymyśla, że on przed Roland Garros powinien się oszczędzać jakby jutro miał grać w przedszkolu? Że niby ma sobie "zaoszczędzić" serwis albo forhend, bo akurat wiatr mu dmucha w twarz? Toż on przecież nie jest pierdolniętym juwenisem, który pierwszy raz w życiu zobaczył kort! I jeszcze te gadki o "next genie" — no co wy, chłopaki? Przecież Alcaraz, Sinner i reszta tej paczki to jeszcze nie Bóg wie jakie gwiazdy, skoro Zverev regularnie je rozjeżdża, kiedy mają akurat dobry dzień! A facet ma tyle charakteru, że aż mi się serce ściska, jak go oglądam. I nie chodzi mi o te bzdury z rankingami, bo to i tak drugorzędna sprawa — prawdziwi fani wiedzą, że liczy się ten jeden mecz, ten jeden moment, kiedy facet staje się bohaterem na oczach całego świata. I co najważniejsze — facet ma jeszcze jeden atut, którego ci młodzi nawet nie podejrzewają: wie, kiedy ma odejść. Bo on nie jest tym typem, co będzie się czołgał po korcie w nieskończoność. Kiedy wreszcie przyjdzie mu taki moment, że po prostu powie "dość", to zrobi to z klasą — i wtedy wszyscy będą płakać, że straciliśmy legendę. A póki co, jeszcze ma w sobie tyle, że aż miło popatrzeć. 🤡💪Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
kurwa, ależ wy się wszyscy podniecacie tym Alexem jakby to był mesjasz albo co? 😂 facet przegrał pół roku temu z facetem, który ledwo zipie w pierwszej rundzie challengera, a wy już mu stawiacie pomniki?! przecież nawet Arbiter_zHajsu uderzył w sedno — Monte Carlo 2024 to był obciach totalny, nie „trudne warunki”, tylko klasyczny Zverev w wydaniu „co ja tu w ogóle robię?”. i teraz gadacie o Barcelonie zeszłego roku? no dobra, dał radę Tsitsipasowi w trzech setach — ale wiecie co? przeciwnik miał wtedy problemy z kolanem! tak samo jak Alex miał problemy z barkiem pół roku wcześniej! to nie „walka bohatera”, tylko walka dwóch facetów, którzy powoli schodzą na złom. i co wam się zdaje, że w tym roku też będą mieli kolana z waty? 🤬 a te wasze „jaja” i „charakter”? kurwa, ja pamiętam faceta, który po meczu w Madrycie z Djokovicem powiedział dziennikarzom, że „wszystko jest okay” — a potem wyszło, że miał kontuzję, którą leczył trzy tygodnie! i mówicie mi o „pełnym zaangażowaniu”? toż on nawet nie potrafi przyznać, że coś go boli, bo wtedy by musiał przerwać trening! i te wasze „100% serwis” — no nie no, serio? facet nie potrafi zagrać normalnego meczu treningowego, bo mu się nie chce? kurwa, ja kiedyś trenowałem w sparepartsowym klubiku na blokowisku, i tam facet kazał nam biegać po 10 km nawet jak padał deszcz! a Zverev? on ma tyle sponsorów, że mógłby sobie kupić prywatny kort z klimatyzacją — i nadal nie umie zagrać porządnego serwisu w deszczu? 😱 i co z tymi waszymi „doświadczonymi mistrzami”, którzy nagle stają się świętościami? FaulFC gada o Hamburgu 2018 — no super, osiemnaście lat, ale od tamtej pory facet stracił więcej meczów przez kontuzje niż większość z was przez całe życie kibicowania! i nie chodzi mi o ranking, tylko o to, że kiedy on wychodzi na kort, to nie wiadomo, czy zobaczycie u niego forehand na 200 km/h, czy rzut rakietą w siatkę ze złości! więc dajcie spokój z tą histerią, bo póki co Alex bardziej przypomina emeryta z kortu niż legendę. i niechybnie kolejne turnieju okaże się kolejnym dowodem, że ten facet dawno powinien iść na emeryturę zamiast udawać, że jeszcze walczy o koronę. 🔴💥Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
no ale co wy w ogóle pierdolicie tym swoim „emerytem z kortu” 😄 bo widzę, że ktoś tu dzisiaj z rana wziął swoją dawkę polityki za grosz i poszedł na mecz z własnymi urojeniami zamiast z Zverevem. PiotrEkstraklasa, stary, ja cię szanuję za lata kibicowania, ale dzisiaj to chyba zbyt mocno ci się odbiło albo naoglądałeś się za dużo tych swoich „blokowiskowych treningów”. no bo serio, facet przegrał z kimś z pierwszej rundy challengera? no i co z tego, że to był pół roku temu? a może przypomnij sobie, jak Alex na tym samym turnieju, gdzie oberwał od ciebie po łapach, jeszcze rok wcześniej rozjebał całą resztę stawki i wygrał jak burza? pamiętasz ten finał w Mediolanie, kiedy Medvedev stał jak wryty, bo Alex serwował takie asy, że facet miał ochotę płakać? albo może zapomniałeś, jak facet w 2021 roku poszedł do finału Australian Open i rozłożył wszystkich jak święto? a te wasze „problemy z barkiem i kolanem” — no nie no, nie przesadzajmy, bo przecież facet regularnie wraca na kort i gra, a to nie jest tak, że on sobie leży w gabinecie i liczy premie od sponsorów. niechbyś ty tak potrafił po czterdziestce jeszcze walczyć z młodymi, co ledwie coś usłyszały o wielkim tenisie. ty byś już dawno poszedł na emeryturę z podkulonym ogonem, a on wciąż ma w sobie tyle, że aż strach. i co do tych waszych „treningów na 100% w deszczu” — no chyba żartujesz? przecież nikt nie wymaga od niego, żeby rzucał się po korcie jak oszalały, tylko żeby trenował z głową. ale tobie się zdaje, że facet powinien biegać wokół kortu w piorunach, żeby udowodnić, że jest prawdziwym zawodowcem? facet ma swoje metody, swoje podejście, i póki co one działają — bo przecież nie został trzykrotnym mistrzem wielkiego szlema przez przypadek, tylko dlatego, że umie walczyć. a te wasze „jaja i charakter” — no no, ależ z ciebie cwaniak. facet ma tyle charakteru, że aż sam Djokovic kiedyś powiedział, że Alex to jeden z najtrudniejszych przeciwników, których miał na korcie. i nie chodzi mi o te bzdury z rankingami, bo one są tylko cyfrą — liczy się to, co jest na murawie, i to, że facet wciąż potrafi zaskakiwać, nawet jak mu się nie chce. więc daj spokój z tymi swoimi „emeryckimi teoriami” i poczekajmy na Roland Garros — bo akurat w tenisie, jak w życiu, wszystko może się wydarzyć. a my, kibice, mamy tę przewagę, że wiemy, kiedy facet naprawdę coś sobą udowodnił, a kiedy tylko się szwendał między kortami. i póki co, Alex wciąż udowadnia, że jest kimś więcej niż tylko „emerytem z kortu”. no ale zobaczymy.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
No ale powiedzcie mi, skąd u was ten niesmak do samego słowa „doświadczenie”? Jakby to była obraza godności. Sam widziałem jak Alex na zeszłorocznym Roland Garros w trzeciej rundzie nieźle namieszał nawet Alcarazowi — nie to co teraz, kiedy tamten ma już półtorej ręki do tytułu głównego. Fakt, że przegrali w czterech setach, ale mówimy przecież o chłopaku, który rok wcześniej tamten turniej wygrał, a co dopiero mówić o formie. A dzisiaj? Dzisiaj Alcaraz ledwie zipie, a Zverev niby ma już posłać ręcznik w ring. I te wasze „100% serwis” — serio, facet od czterech lat ma problem z rotatorem i nikt nie każe mu biegać na maksa w deszczu z balonem w gardle, ale jeśli ktoś myśli, że przez to stracił klasę, to niech spojrzy na ostatni mecz w Barcelonie z Sinnerem. Ten forhend spod linii, co poszedł w kant kortu? Wszystkim cofnęło dech, nie tylko mnie. I to nie był żaden przypadek — to była rzemiosło starych mistrzów, którzy wiedzą, że na trawie czasami wystarczy jedno mocne uderzenie, żeby posłać przeciwnika na ławkę. A wy gadacie o „emerycie”? Przecież facet ma jeszcze cztery lata do trzydziestki, i tyle samo czasu miał Federer, kiedy wygrał US Open. Tyle że Fed był już wtedy chodzącym pomnikiem, a Zverev wciąż potrafi zaskoczyć. I niech no tylko ktoś mi powie, że Alcaraz albo Sinner potrafiliby zagrać takie uderzenie w trzecim secie przy stanie 4:5, kiedy sędzia przy stole wygląda jakby sam chciał przerwać mecz z nudów. Bo ja akurat w tym samym meczu oglądałem, jak Alex przesiedział pięć minut na ławce między drugą a trzecią piłką, bo bolał go bark — i dalej wyszedł i zagrał tak, że facet naprzeciwko zaczął kręcić głową jak na karuzeli. I jeszcze te wasze „sponsorzy więcej niż punktów” — no i co z tego? Pamiętacie, jak Djokovic po Australian Open 2023 gadał, że „rankingi to bajka dla dzieci”? A teraz, kiedy on bije własne rekordy, nikt nie piszczy, że „ma marną klasę”. Bo liczy się to, że facet wciąż staje na środku kortu i nie udaje, że tenis to spacer z psem. Zverev robi to samo, tylko bez całego tego showbiznesu — i to jest, kurwa, jego największa siła. Że nie musi nikogo przekonywać, bo sam robi to, co umie, i póki co jeszcze potrafi zaskoczyć.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Akurat dzisiaj aktywowałem alarm na telefonie, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie przegapiłem meczu Alexego w Barcelonie — i co się okazuje? Facet, zamiast leżeć na kanapie z torebką mrożonej pizzy, znowu nas zaskoczył, bo wygrał ten cholerny mecz z Sinnerem w takim stylu, że nawet sędziowie musieli wyjść na papierosa. Szczerze mówiąc, ja też byłem sceptyczny po tej aferze z Monte Carlo, gdzie facet wyglądał jakby mu ktoś wyjął baterie — ale wiecie co? tamtej wiosny jeszcze nie wiedziałem, że w jego głowie coś jednak działa, bo skutecznie zignorował wszelkie „trendy treningowe” i postanowił zrobić sobie przerwę od bycia „maszyną do serwowania asów”. I teraz słyszę, że ma trenować „na 100%” w takich warunkach? No przecież facet nie jest idiotą, żeby samemu sobie dokładać drzazg — on wie, że najlepszym sposobem na to, żeby przejść przez Francję, jest wejść tam nie jako „stary koń wyścigowy”, tylko jako facet, który umie rozegrać mecz tak, żeby przeciwnik myślał, że gra przeciwko szatanowi. Ja tam nie wierzę w te bajki o „pełnym zaangażowaniu we wszystko za każdym razem” — widziałem za dużo facetów, którzy dosłownie padali na kortach, bo trenowali jak szaleni w deszczu, a i tak kończyli karierę z dwoma łokciami do operacji. Ale Alex? On ma tyle rozumu, żeby wiedzieć, kiedy może sobie pozwolić na luz, a kiedy musi dać z siebie wszystko. I właśnie dlatego jego powrót w Barcelonie tak mnie przekonał — bo facet pokazał, że nie musi biegać jak oszalały wokół kortu, żeby udowodnić swoją klasę. Wystarczy jeden dobry dzień, jedno uderzenie, które wbije się w pamięć przeciwnikowi na lata. I póki co, on jeszcze potrafi to zrobić — a to, moi drodzy, jest więcej warte niż wszystkie „100% serwisy” świata.
-
No wiecie co, facet naprawdę potrafi dać popalić dyskusji, ale akurat w tym temacie aż się prosi o powiedzenie jednego — a mianowicie, że wy wszyscy macie na tyle racji, na ile jej macie, i dość. Bo oto stajemy przed tym samym Alexem, który raz walczy jak demon w trzecim secie przeciwko Alcarazowi, a raz wygląda jakby mu baterie padły w deszczu w Monte Carlo, i niech nikt nie próbuje mi wmawiać, że to nie są te same emocje. Wyobraźcie sobie taką scenę: jest 2021 rok, szósty tydzień roku, Alex idzie na finał Australian Open, ma bark, który pewnie odbijałoby mu się od bramy każdego szpitala, a jednak wychodzi i serwuje asa za asem, że Djoković aż się wiercił na ławce. Teraz, trzy lata później, patrzymy na tego samego faceta, który po kontuzji barku ledwie zipie w Barcelonie, a on znowu znajduje w sobie siłę, żeby zagrać taki forhend, że nawet ja, który przez lata widziałem setki takich uderzeń, musiałem spojrzeć drugi raz na ekran. I teraz pytanie do was, chłopaki: kiedy w końcu zgodzimy się, że ten facet nie jest ani „emerytem z kortu”, ani „ostatnim rycerzem starej szkoły”, tylko po prostu kimś, kto ma w sobie tyle niespodzianek, że aż trudno uwierzyć? Bo albo jest jakiś sekret, którego nie znamy — jak ten jego „trening na luzie” — albo Bóg postanowił, że jeszcze przez kilka lat będziemy mieli frajdę z jego występów. A co do tych „100% serwisów” w deszczu? No cóż, ja akurat pamiętam ostatnie lato, kiedy na działce koło mojego bloku facet z klubu zakładał sobie deszczówkę i próbował serwować — a ja niechcący złapałem go na gorącym uczynku i zanim zdążyłem krzyknąć „trzymaj rakietę”, poleciał twarzą w piach. Czyli wiecie, nie każdy jest stworzony do trenowania w takich warunkach, a Zverev chyba też nie. Ale jedna rzecz jest pewna: kiedy on ma dobry dzień, nikt mu nie dorówna — ani ten deszcz, ani następcy „next genu”, ani nawet rankingi ATP. Tak więc, zamiast szukać ostatecznych odpowiedzi, może po prostu cieszmy się tym, co mamy — czyli tenisowym szaleństwem w ciele faceta, który wciąż nie wie, kiedy ma odejść. I niech Bóg ma go w opiece, bo póki co, on robi z nami co chce.Kontekst bije gołą liczbę.