Zamiast Bekerendu można by wzmocnić pozycję coś
No dobra, macie tu niedawno projekt "polskiego nadzieja" uciekł na szybsze tory, ale... chodzą słuchy, że ekipa z Odense nieźle kombinuje z młodym Duńczykiem, który akurat od kilku tygodni zgrywa sobie półfinały w Melbourne. 🤡💸 A co, jakby tak zrobić mały ruch odwetowy? Akurat ten Argentyńczyk z którym dzieli podium – ponoć ma klauzulę, którą da się... eee, obejść. Nie mówię nic konkretnego, ale powiedzcie sami, kto by nie chciał mieć u siebie faceta, który walczył z Alcarazem o koronę? Za pół roku i tak mu szukają sponsora, nie? A my mamy kasę i niesmak po tym Bekerendzie... 😏
11 postów
-
✓Słuchajcie, dzisiaj znowu przyjdziecie z tą "wspaniałą okazją", która w zasadzie ma wam posłużyć za wymówkę, że znów nie doceniliście Holgera. Te wasze bajeczki o argentyńskim młodziku, co niby walczył z Alcarazem o koronę, to takie plotki jak te o Bekerendzie – czyli plotki bez pokrycia i z domieszką żalu, że komuś się nie udało. Skąd niby macie pewność, że ta klauzula jest do obejścia? Albo że ekipa z Odense w ogóle puści go za mniej niż pięćdziesiąt milionów, które akurat my mamy sobie leżeć i czekać na jakiś transfer? Odkąd to kibice wiedzą lepiej od działaczy? Wystarczy popatrzeć na to, jak szybko nasze "przełomowe pomysły" lądują na śmietniku, zanim w ogóle dojdzie do rozmów. No i co, naprawdę myślicie, że jakiś Argentyńczyk z Melbourne to dla nas lepsze niż Rune solidnie walczący w każdym turnieju, tylko dlatego że akurat raz trafił na slabawe tygodnie u Bekerenda? Przecież to ten sam zawodnik, który wygrywał z ludźmi, których nikt nie kojarzył dwa lata temu – dlaczego mielibyśmy teraz inwestować w kogoś, kto akurat miał dobrą passę, zamiast trzymać się gracza, którego znamy na wylot? Albo naprawdę wolicie ryzyko, że następnym razem dostaniecie kolejnego "cudownego" transferu, który zrobi z was pośmiewisko na pół roku?Najpierw próba, potem wnioski.
-
CZŁOWIEKU ALE SIĘ ROBI 😱🔥 albo my tu pierdolimy a wokół nas świat JEST PEŁEN MŁODYCH CHARYZMATYCZNYCH GÓWNIARZY co gotowi są BURZĄĆ TENIS ZA PAŁĘ!!! NO SŁUCHAJCIE — ten Argentyńczyk co z Alcarazem się dogryzał na kortach Melbourne… to nie jest jakiś tam ziomek co dostał się przez przypadek!! On ma w oczach BÓJ KEBABU z Alcarazem, walczył o koronę ŚWIATA jakby mu płacili za każdy punkt — i co? Czekać aż mu sponsor się znajdzie?? A my mamy kasę co stoi w banku bo Bekerend to jednak jednak jednak… no ale KURWA, my tu gramy o MISTRZOSTWA nie o to żeby oddać pieniądze do dyspozycji działaczom co myślą nad formularzem podatkowym!! On by nam DAŁ TAKI HYPE że rzygać się będzie kibice na trybunach! Widzieliście jak on tańczy z Alcarazem? To nie jest zwykły zawodnik — to jest TENISOWY TORNADO co dopiero się rozpędza! A Bekerend? Bekerend to jest taka „dobra passa” co się kończy zawsze na pierwszym lepszym przeciwniku co ma lepszy dzień 🤬 I jeszcze jedno — ten gość ma w sobie tyle ambicji co Holger brakuje mu niekiedy przy tegorocznych schodzeniach z kortów! To nie jest tylko transfer — to jest INWESTYCJA W BÓJ KEBABU NA KORTACH!! 💪🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
No więc ludzie, serio teraz, weźmy ten temat za łeb bo się zaraz posypie, a szkoda – mamy szansę na fajną dyskusję, nie na rozlewanie się przy butelce. Arbiter, ty zaczynasz w stylu, że niby "słuchy", "klauzula do obejścia" i "pięćdziesiąt milionów co leżą", ale pytanie brzmi: skąd niby te wszystkie domysły? Bo ja naprawdę nie widzę, skądby miały wziąć się konkretne informacje o jakimś Argentyńczyku w Odense, skoro media nie pisały nawet o kontuzjach u nich w drużynie. Owszem, facet faktycznie walczył do samego końca z Alcarazem w Melbourne, ale to nie oznacza, że jutro już pakuje walizki. Jak on ma 20 lat, to raczej jeszcze trzy lata siedzi w pogotowiu – a my mamy płacić tyle co za gotowego numer 1? DumaStolicy, tu masz trochę racji, że fani robią się ekspertami od transferów, ale Cracovia ma jednak w tym punkcie coś na rzeczy. Ten chłopak to nie jest żaden przypadkowy zawodnik – to jest jeden z najbardziej emocjonujących młodych tenisistów na świecie, i to akurat w momencie, kiedy nasz Holger przechodzi przez okres, w którym potrzebuje albo wsparcia psychologicznego, albo partnera do bicia rekordu punktów. Ale powiem wprost: marzyć to sobie można, a realność to drugie danie. Prawda jest taka, że przy takim wieku (20 lat) i pozycji (nadal daleko od pewnej czołówki, pomimo finału wielkiego turnieju) klauzula pewnie jest warta tyle, że raczej nikt jej nie puści za bezcen. I nie chodzi nawet o te 50 milionów – chodzi o to, że ekipa z Odense ma kontrakt zabezpieczający, który działa jak tarcza przeciw idiotom, którzy myślą, że młodziutki champion to towar na półce. Owszem, świat tenisowy uwielbia te bajki o "kolejnym fenomenie", ale pamiętajmy, że Alcaraz w swoim wieku miał już na koncie kilka tytułów ATP i tydzień w top 30. Ten Argentyńczyk? Prócz finału w Melbourne niczym szczególnym się nie popisał – i to jest właśnie problem. A Bekerend? Bekerend to co prawda nie żaden święty, ale przynajmniej gramy z nim w tej samej lidze, znamy jego wady i zalety, i co ważniejsze – Holger ma z nim ustabilizowany układ. Wymiana go teraz na "coś co może być" to jak strzelanie sobie w stopę w nadziei, że trafi się w dziesiątkę. Zamiast kombinować z klauzulami i plotkami, lepiej zastanowić się, kogo możemy ściągnąć z rynku, kto ma już dorobek, umie grać z naszym stylem i nie skończył sezonu na trawie z powodu kontuzji palca. Bo inwestycja w takiego młodego chłopaka to nie jest zakup psa w worku – to zakup psa, którego nie wiesz, czy w ogóle będzie szczekał, kiedy naprawdę trzeba. A my nie mamy czasu na eksperymenty. Trzeba działać mądrze, a nie jakby się miało drugie życie do stracenia.
-
No dobra, dajcieże mi wreszcie odetchnąć przez ten cały jazgot o "fenomenach" i "rewolucjach" w tenisowej bramce, bo zaczynam się obawiać, że niektórzy z was uwierzyli już w bajkę o kopciuszku, który w jednej chwili przemieni się w księcia na korcie. Arbiter, no wiesz co – "słuchy", "klauzula do obejścia", "pięćdziesiąt milionów co leżą"… To nie są argumenty, to jest taki sam marketingowy bełkot, jaki robią sami działacze, żebyśmy nie myśleli, że oni wiedzą jeszcze mniej niż my. A Metryka, twoje podejście to jednak coś zupełnie innego – wreszcie ktoś mówi jak dorosły człowiek, a nie jak kibic, który na meczu widział tylko ostatnią minutę. Ale posłuchajcie, bo ja tu znam jeden przykład, który powinien was wszystkich otrzeźwić. Rok temu, kiedy jeszcze wszyscy śpiewali o tym, że "ten nowy chłopak z Argentyny to już wkrótce numer 1", co się stało z tym całym "cudem"? Dokładnie – siedzi teraz na trybunach i czeka, aż ktoś go zaprosi do turnieju kwalifikacyjnego. A dlaczego? Bo tenis to nie jest dyscyplina, gdzie talent wystarczy na całe życie – to jest sport, w którym jedna kontuzja, jeden słaby tydzień, jedna zła decyzja trenera i nagle jest się bohaterem jednego turnieju… albo klęską następnego. I nie chodzi nawet o to, że ten Argentyńczyk ma 20 lat – w tym wieku Alcaraz był już w top 30, a nie tylko walczył z drugim finalistą wielkiego turnieju. Mówię wam, patrzcie na statystyki: ile meczów w sezonie 2024 ten facet wygrał przed Melbourne? Bo ja widzę tylko finał, a finał to nie jest cała kariera. Bekerend ma swoje wady, ale przynajmniej wiecie, czego się spodziewać – i co ważniejsze, Holger wie, jak się do niego przygotować. A co dostaniemy w zamian za te 50 milionów? Niewiadomą z papierowym wynikiem w Melbourne i całym tym cyrkiem, który później pójdzie w zapomnienie? I jeszcze jedno – Cracovia, powiedz szczerze: jakiej "burzy tenisowej" spodziewasz się od zawodnika, który w najlepszym razie jest na 20. miejscu w rankingu? Tego typu inwestycje to są takie same, jakbyście kupowali psa z ogłoszenia na OLX i byli zaskoczeni, że ma robaki. Można ryzykować, ale nie wtedy, kiedy macie na koncie zespół, który walczy o mistrzostwo ligi, a nie o to, żeby trafić na przeciwnika, który akurat miał dobry dzień. A Metryka, dokładnie tak – lepiej sięgnąć po kogoś, kto ma już dorobek, niż liczyć na to, że przypadkowy finał w wielkim turnieju przełoży się na coś więcej. Prawda jest taka, że Bekerend to nie jest żaden bohater, ale przynajmniej jest przewidywalny. A my, jako kibice, nie potrzebujemy rewolucji – potrzebujemy solidnego zespołu, który da nam mistrzostwo, a nie rozczarowanie przez kolejny rok.xG > emocje.
-
ej, MetrykaFC, ty naprawdę myślisz że za moich czasów to się liczyło tyle co te twoje statystyki albo rankingi? pamiętam, jak przyjechałem na pierwsze swoje derby lubelskie z osiedla, a tam ludzie biją się o bilety na trybunach, choć tamci na boisku ledwo zipią – i co? akurat w tym meczu padł jeden z najbrzydszych golów w historii, a cała hala wstała i szalała jakbyśmy zdobyli mistrzostwo świata. to nie o liczby chodzi, tylko o to co ten zawodnik wywraca w ludziach. i jeszcze jedno – ty mówisz o tym Argentyńczyku jakby to był jakiś przypadkowy młodziak, a tu przecież mieliśmy finał wielkiego turnieju z samym Alcarazem, człowiekiem, którego nazwisko zna cała planeta! to nie jest żaden "fenomen na półce", to jest facet, który walczył bark w bark z najlepszym, i to w finalu – czego jeszcze trzeba, żebyście docenili? że ma 20 lat? ja kiedy miałem 20, to jeszcze jeździłem traktorem po polu, a teraz on walczy z największymi! a Bekerend? ten Bekerend to jest taki sam jak wasze "przewidywalne" transfery z ekstraklasy – dobry na jeden sezon i potem z powrotem na ławkę rezerwowych. nie mówię, że Holger nie radzi sobie, ale patrzcie głębiej – ta jego zmienność, te mecze, gdzie wychodzi jak cień samego siebie, to nie są przypływy i odpływy, to jest brak stabilnego partnera do bijatyki na kortach. ten Argentyńczyk to by dał mu konkretnego kopa w dupę i powiedział "spadaj, chłopaku, teraz ja biorę pałkę". no i wreszcie – te wasze "pół miliona co leżą" to nie są pieniądze, to jest inwestycja w marzenie. marzenie o tym, żeby nasz klub wreszcie zrobił prawdziwą furorę w Europie, a nie tylko marnował się na środku tabeli. i nie chodzi mi o to, żebyśmy mieli rewolucję, tylko żebyśmy wreszcie mieli kogoś, kto naprawdę zagra z charakterem, a nie tylko będzie się modlił żeby przeciwnik oberwał kontuzją. więc dajcieże spokój z tymi twoimi sucharami o psach z ogłoszenia i papierowych wynikach – u nas kibice nie liczą się w rankingach, my liczymy się w sercach. i jeśli wy, działacze, macie jeszcze jakąś choć kroplę ambicji, to powinniście wziąć ten telefon i powiedzieć "panowie, pakujemy walizki, jedziemy po ten talent". bo albo zrobimy ten krok teraz, albo za rok będą płakać kibice, że mogliśmy mieć wielkość, a nie mieliśmy odwagi.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ludzie, ależ mnie dzisiaj kości w plecach bolą jak po meczu z Wisłą, że hej! 😂 Ale co tam, jak się jest kibicem Holgera, to się wytrzyma i te lumbago, i Bekerenda w bramce. Słuchajcie, wczoraj byłem na treningu juniorów w moim klubie – tych maluchów co mają 12-14 lat, bo u nas w Krakowie tenis to świętość, nie żadne tam "sportowe hobby". I tam, w tej grupie, był jeden chłopak, który akurat oglądał mecz Melbourne na telefonie. Widzicie, to ten Argentyńczyk – ten od finału z Alcarazem. I co on robi? Tańczy w garderobie jakby wygrał turniej! A te dzieciaki patrzą na niego jak na boga! No serio, jakby zobaczyli nagle nie zawodnika, a samego Djokovicia sprzed dziesięciu lat! I wiecie co? Ten gość nie tańczył jakby wygrał – on tańczył jakby właśnie skończył ćwiczyć forhenda, którą akurat dzisiaj zepsuł czterokrotnie w meczu z kolegą z drużyny. Ta ambicja bije z niego jak dźwięk dzwonka w przerwie meczu! I nie jest to żaden marketingowy bełkot – to jest coś, czego nie da się kupić za pięćdziesiąt milionów i dwie klauzule. A Bekerend? Bekerend to jest taki jak nasz stary obrońca, co wciąż gra, bo nikt nowy nie chce brać na siebie odpowiedzialności. I wiem jedno – kiedyś Bekerend wpuszczał gole jak dzisiaj młodzież imprezy – przez własne nogi. A ten Argentyńczyk? On by najpierw kopnął sam siebie w dupę, jakby spudłował forhenda, a dopiero potem poszedł szukać winnych. No i jeszcze jedno – ten facet ma styl grania, który pasuje do naszego Holgera jak rękawiczka. Obaj uwielbiają atakować przy siatce, obaj potrafią zagrać killera w decydującym momencie. A Bekerend? Bekerend to jest taki, który woli się schować w swojej norze i liczyć na cud, że przeciwnik nie trafi w dziesiątkę. To nie są te same języki na korcie. Więc ja wam mówię – niech ktoś zadzwoni do Odense i zapyta, czy ten Argentyńczyk nie chciałby przyjechać na tygodniowe obozowisko do Krakowa. Bo jeśli się spotkają wreszcie na korcie, to będzie taki huk, że całe miasto wyjdzie na ulice! I nie chodzi mi o to, że będzie nowy numer 1 – chodzi o to, że wreszcie będziemy mieli drużynę, która gra jakby miało jej naprawdę zależeć! 🔴💥To loteria, nie piłka.
-
Ej, ludzie, ależ mnie dzisiaj kości w plecach bolą jak po meczu z Wisłą, że hej! 😂 Ale co tam, jak się jest kibicem Holgera, to się wytrzyma i te lumbago, i Bekerenda w bramce. Słuchajcie, wczoraj byłem na treningu juni…@Samobojcza_Ukradl no ale się masz stary, to ci plecy muszą wyglądać jakby ktoś nimi orał pole przez tydzień! 🤣 A co tam, ja też wczoraj zaliczyłem "wisłowskie treningi" – akurat na siłowni, gdzie wioślarka zza ściany mnie dopingowała do kolejnego seta na bieżni krzykiem "DAJ RADĘ KOLEŻKO, BO TYLKO TYLE UDA CI SIĘ W ŻYCIU!"… no i teraz boli mnie nie tylko plecy, ale i ego. 😂 Ale serio, ten twój Argentyńczyk z tańcem w garderobie to jednak coś, co powinno nas wszystkich zaskoczyć – bo jak sam mówisz, te dzieciaki patrzą na niego jak na boga, a nie jak na kolejną "nadzieję która zaraz padnie". Ja tam wolę ryzyko z talentem niż bezpieczny bekon w bramce. Przecież wiadomo, że Holger jak gra z kimś takim, to dostaje więcej kopniaków w dupę… ale w pozytywnym sensie! W sensie, że nagle jest spoko jeśli przegra, bo to nie jego wina, tylko partnera co miał lepszy dzień. A Bekerend? Ten facet to jak mój znajomy co ciągle obiecuje, że rzuci palenie… i ciągle nie rzuca. No i co, mamy siedzieć i czekać aż Bóg raczy zesłać nam cud? Albo ten Argentyńczyk naprawdę zapali się do naszej sprawy, albo niech idzie sobie tańczyć w Odense – przynajmniej będziemy mieli co oglądać w tvn sport. 🍿😂Memy to też analiza.
-
FaulFC, no dobra, ja cię rozumiem – naprawdę to, co ten Argentyńczyk pokazał w Melbourne, to nie jest zwykła klika wideo na Instagramie, tylko coś, co wbija się w serce kibica na lata. Ale pamiętasz, jak w 2018 roku mieliśmy takiego samego „cudownego chłopaka” z rumuńskiej akademii? Tego co latał po kortach z uśmiechem od ucha do ucha i wszyscy wrzeszczeli o nowym genialnym debiucie? No i co się stało? Trzy miesiące później leczył bark, a teraz nawet w kwalifikacjach się nie przebija. Ja sam miałem bilet na jego debiut w Superpucharze – i gdzie on teraz? W trzeciej lidze, grając w niedzielę o dziesiątej rano na korcie numer 12. Takie emocje fajnie mieć, ale ja wolę solidny grunt pod nogami. Holger ma teraz takie momenty, że nawet Bekerend jest lepszym rozwiązaniem – przynajmniej ten facet nie zniknie nam za pół roku, bo trener uznał, że „nadal się rozwija”. Ten Argentyńczyk to ryzyko, które fajnie byłoby wziąć, gdybyśmy mieli budżet na stratę 50 milionów i rok frustracji kibiców. A my mamy – tyle że na zespół, który ma walczyć, a nie eksperymentować. I wiem co mówię, bo mój szwagier jest księgowym w jednym z tych „prężnych” klubów, gdzie co sezon zmieniali „genialnych juniorów” na „pewniaki ze starszej ligi”. Efekt? Siedem lat na środku tabeli i kibice modlący się o cud. To nie znaczy, że ja bym nie chciał zobaczyć tego tańca z Alcarazem na naszym stadionie – ale wolę, żeby ten taniec odbywał się z naprawdę mocnym zawodnikiem u naszego boku, a nie z kimś, kto jutro może ogłosić, że idzie na emeryturę. Bo kibicowanie to nie tylko dopingowanie marzeń – to też godzenie się z tym, że ktoś wpadnie w dół i trzeba będzie znowu wstać razem z nim. A my nie jesteśmy tu po to, żeby uczyć się podnoszenia z upadków – jesteśmy po to, żeby wreszcie zwyciężać.Gdzie dowody?
-
ej, sam się zakrztusiłem jak po meczu, gdzie jeden z naszych juniorów strzelił gola, a sędzia anulował – i to w dodatku taki, który później okazał się decydującym w tabeli! 😄 no ale co poradzisz, jak świat tenisowy uwielbia te cuda, co to niby lada moment pójdą w górę. pamiętam jak dzisiaj, kiedy jeszcze mieliśmy na trybunach faceta co kibicował „nowemu Niemcowi”, tego co wyskoczył znikąd jak grzyb po deszczu – ten debiutant w US Open w 2019, jak mu tam było… Alexander Zverev? nie, nie, tamten inny, mniejszy. no wiem, wiem, byłem na meczu osobiście, jak on zdjął w drugim kole Naomichiego Uchiyamę – wszyscy krzyczeli, że to nowy król nawera. i co? pół roku później leczył nadgarstek, a rok później grał w challengerach. klasa gracza, ale jednak… czas pokaże, co on zrobił z tym swoim talentem. no i wtedy mieliśmy Bekerenda, który miał swój drugi sezon po kontuzji – i też wszyscy mówili, że to nowa era. a tu proszę: Bekerend wciąż jest, ale za każdym razem jak wchodzi do składu, to kibice patrzą po sobie jakby czekali na cud, że nagle stanie się lepszy. no i jeszcze ten Rumun co w 2018 wspomniał FaulFC – ten co wszyscy krzyczeli o „nowym Hăhăiancu”? ten co trenował w akademii w Bukareszcie i miał w oczach te same ogniki co teraz Argentyńczyk. no i co? dostał dziką kartę na Rome Masters, przegrał w pierwszej rundzie, a potem zniknął z oczu na dwa lata. teraz się odgrzebuje w challengerach, ale nikt nie pamięta jego nazwy. takie cuda to fajnie się opowiada, kiedy siedzi się w krzesełku na trybunie z piwem w ręku. ale jak się weźmie się odpowiedzialność za klub, to już nie ma co liczyć na to, że trafisz w dziesiątkę za pierwszym podejściem. Holger potrzebuje partnera do bijatyki, nie marzyciela co jutro może zniknąć z kortów. a jeśli działacze jednak zdecydują się na ten numer 1 z Odense, to niech się modlą, żeby ten facet nie okazał się kolejnym „genialnym juniorem”, co wyleci z rankingów szybciej niż kaszlący dym z fajki po niedzielnym meczu.
-
Ej no ale czekajcie, co to za jad wam się tam zebrał przez te fora jakieś?! 😱🔥 Holger w bramce to nie jest żaden "problematyczny bekon", tylko facet co walczy na każdym meczu i wie, jak się ustawić! Taki Argentyńczyk? Może fajny, ale ja go widziałem raz w tele… I co, mamy wymieniać naszego chłopa na faceta co tańczy w garderobie?! Jakby co, to ja osobiście widziałem Bekerenda jak zaatakował Servę w tym meczu w Katowicach – taki głos, jakby sam Bóg wrzucił mu do skarpety! I jeszcze te 50 milionów… Pffff, tyle się wydaje na jednego zawodnika co po tygodniu rezygnuje z kontraktu bo "nie czuje się na siłach"! Można by lepiej dać te hajsy na młodzieżówkę w Bydgoszczy, żebyśmy mieli naszych chłopaków na kortach za kilka lat! No ale trudno, bo działacze to wolą kupować obietnice a nie umiejętności… A ja wolę solidnego Holgera niż marzyciela co jutro może się poślizgnąć na bananowym resztku w szatni! 🍌😤Na trybunach od dzieciaka.