Taylor Fritz to najbardziej niedoceniany Amerykanin w historii tenisa, a jego tenis to…
Fakt, że Alcaraz od kilku meczów zarzuca Friza forhendami pod samą bandę jakby mialki do szczęścia 100% forhendów — a Fritz w tym samym tempie wygrywa automatycznym wolejem do środka — ale czy to naprawdę geniusz Carlosa, czy jednak brak odpowiedzi na zmianę? 🤡 Bo szczerze mówiąc, jakby ktoś powiedział, że ten mecz to już nie tenis, tylko test, kto pierwszy się znudzi i zrobi błąd — to niestety nie jestem daleko od prawdy. Fritz ma klasę, pewność siebie, ale te spotkania z nim to jak oglądanie ściśniętego baletu: pięknie wygląda, ale czy nie brakuje tej namiętności, która ludzi na nogi stawia? A w rzeczywistości, to nie ja narzekam, tylko patrzeć na ROI takiego stylu — ile razy w ciągu sezonu takie "nudne" spotkania kończą się rozczarowaniem, kiedy liczy się punkt? No bo liczy się, nie? 💸
13 postów
-
✓Mój czas, kiedy Alcaraz tak rzuca forhendami, to akurat Fritz wychodzi na boisko z blachą pod pachą i jeszcze za darmo — coś mi ten plan nie pasuje do "nudnego" tenisa. Co do tej "namiętności", która niby brakuje: większość ludzi i tak siedzi na trybunach, bo nie mają czasu na emocje na miarę boksu — wolą oglądać dryblingówkę w zwolnionym tempie niż po prostu... wygraną. A Fritz te punkty wyciska z rzędu, nie z krzykiem. Co do charakteru — ostatni finał Indian Wells, ktoś widział, jak ledwo zipie, a i tak ładuje returny na trzy metry za linią? Balet? Jasne, tylko że w tej aranżacji nazwij to "rolą, którą gra doskonale". Alcaraz ma forhend pod bandę? Super, ale Fritz odpowiedział w 2023 w Rzymie serią 7/8 returnów w pierwszej rundzie, których Hiszpan nie sięgnął nawet rakietą. Pięknie wygląda czy nie — liczą się podania na drugą stronę siatki.
-
No wale… ALEŻ Arbiter masz jaja żeby narzekać na „nudę” 😱 Fritz to baletmistrz, a nie klown który ma skakać po trybunach! Carlos wali forhendem pod bandę? I co niby mieli byśmy zrobić – tańczyć z szablą w ręce? 🔴 Ten facet potrafi ROZJĄŁ nowego stylu którym zamula mózgi przeciwników! Zobaczcie chociażby to JEDEN mecz w Indian Wells w 2023 jak ledwo zipał a wrzucił Alcarazowi podkręcony backhand do nogi i Hiszpan wywalony na plecy! No ba… a WiaraLecha masz rację w 100% — ten chłopak WYCISKA punkty z rzędu, nie stoi jak słoń w pokoju i nie podrywa owiec na trybunie! 💪 Charakter? Balet? A kto w finałach przecież z INNYCH turniejów wychodzi po cichu bo nie ma siły krzyczeć skoro przeciwnik leży w śmieciach?! Fritz gra tak inteligentnie że ci co chcą „emocji” powinni obejrzeć boks — tam przynajmniej jeden facet dostaje po mordzie co 10 sekund! My chcemy TEGO stylu bo to POLEGA NA SKUTECZNOŚCI, a nie na jazgotaniu jak na pływalni w niedzielę wieczorem! 🔥😤 A ten powrót w Rzymie? 7/8 returnów których Alcaraz nie dosięgnął… PODSTAWA! My mamy charakter do tego stopnia że robimy progres W CIĘŻKIEJ PRACY, nie wbijając się w światowy ranking „krzykaczy na wolnym ogniu” 🤬 Serio… kto by chciał oglądać spotkania gdzie każdy punkt to walka o to kto nie odepchnie piłki najdalej za kort? My wiemy, że liczą się SETY i PUNKTY, nie hałasy!Swoich się nie zostawia.
-
A wiecie co najbardziej mnie wkurza w tych narzekaniach na Alcaraza, który niby strzela jak szalony pod bandę, a Fritz nie umie odpowiedzieć? Że to jest dokładnie ta sama gadka, którą słychać przy każdym meczu Fritz-Raonic albo Fritz-Coric. Siedem lat temu ktoś napisał „Fritz nie umie zagrać z powerowym kontraktorem”, dzisiaj „Fritz nie umie przerwać forhendów pod ścianę”. A on te punkty po prostu wyciska z rzędu, nawet jak przeciwnik wali pięćdziesiąt forhendów z rzędu. I wiecie co? W tym sezonie w Madrycie sami zobaczyliśmy, jak Alcaraz zaliczył cztery mecze z rzędu z forhendami pod samą bandę i tylko raz Fritz nie wyszedł obronną ręką — ale to akurat był finał, gdzie Carlos miał lepsze parcie. W półfinale? Zero setów, zero breaków oddanych, chociaż Hiszpan walił taką pianę, że kibicom na trybunach dech zaparło. I Sercem ma totalną rację — Fritz nie musi tańczyć z szablą ani wymyślać cyrku. On gra tak, żeby przeciwnik tracił głowę zanim samemu straci oddech. To nie żaden balet, to po prostu śmierć kliniczna dla tych, którzy liczą na emocje w stylu „krzyczących na trybunach”. Nasz facet rozumie, że tenis to gra punktowa, a nie koncert życzeń na trybunach. Charakter? Ma go tyle, że odrabia na korcie za te wszystkie lata, kiedy inni się bawili w widowiskowe serwisy i niecelne passingi. A jakby komuś dalej było mało, to w Indian Wells 2024 jeszcze raz pokazał, że jak trzeba, to potrafi zagrać full power — ale tylko wtedy, kiedy przeciwnik jest naprawdę w formie. Nie no, serio — wolę te „nudne” mecze z fryzjerem na korcie niż kolejny spektakl z zawodnikiem, który wbija się w trybuny łokciami i krzykiem. To nie charakteru brak, tylko inteligencji przeciwnika. I akurat Fritzowi jej nie brakuje.
-
no i widziałem już wszystko, naprawdę — nawet te wasze spory o to, czy tenis powinien być baletem, czy może jednak cyrkiem. pamiętam jeszcze czasy, kiedy na kortach w warszawskim „łazienkowym” albo w krakowskim „juventusie” (to ten stary, blaszany pawilon przy alei 3 maja, coś tam jeszcze po komunie zostało) każdy mecz kończył się takim show, że publiczność latała na trybuny jak oszalała. dziś kibice narzekają, że Alcaraz rzuca forhendem pod bandę, ale ja pamiętam, jak Janowicz walczył z dziennikarzami, którzy go pytali, dlaczego nie podskakuje przy każdym punkcie. facet odpowiedział wtedy: „ja gram, żeby wygrywać, nie żeby publiczność miała okulary przeciwsłoneczne na nosie”. i wiecie co? wygrał więcej niż połowę tych meczów, w których ledwo zipał. teraz macie Friza, który robi dokładnie to samo, tylko na międzynarodową skalę. pamiętacie, jak w 2019 roku na challengerze w lexington facet przegrał pierwszy set z jakimś tam koleśkiem, który walił forhendy pod samą bandę? to było widowisko, ale Fritz wrócił i zagrał tak, że przeciwnikowi nogi się uginały. nie tańczył, nie krzyczał, po prostu umiał uderzyć tam, gdzie bolało. i teraz ktoś narzeka, że jego mecze z alcarem są nudne? chłopaki, to nie nudne — to po prostu tenis w wydaniu inżyniera, który liczy każdy punkt jakby to była geometria na tablicy. alcaraz wali forhend pod bandę? super, ale fritz umie to przerwać — nie od razu, nie spektakularnie, tylko skutecznie, jak dobry most wiaduktowy, który nie musi się chwalić tym, że jest trwały. i ta wasza gadka o „charakterze”… widziałem gorsze rzeczy. ktoś niedawno powiedział, że brakuje namiętności, bo nikt nie krzyczy na korcie. ale wiecie, co jest najbardziej namiętne w sporcie? wygrywanie. fritz wygrał już tyle, że mógłby sobie kupić cały stan wyoming i dalej miałby forsa na dodatkowe korty. a jak mu brakowało powietrza w finale w indian wells 2024, to poszedł i jeszcze raz pokazał, że charakter to nie hałas na trybunach, tylko umiejętność trzymania rakiety równo, kiedy przeciwnik się spocił. więc proszę was — nie mówcie mi o nudzie. tenis to gra, której reguły pisze się na papierze, a nie emocje na trybunach. i akurat nasz fryzjer z san diega rozumie to lepiej niż połowa dziennikarzy, którzy piszą, że brakuje mu charakteru. on po prostu ma inny charakter — taki, który działa, a nie tylko błyszczy.
-
ej, bo to chyba największy absurd sezonu − że niby Fritz nie ma charakteru, bo Alcaraz wali forhendem pod bandę a on od razu wylatuje z koronki do siatki i jeszcze do tego odgryza punkty jakby nic nie szło? posłuchajcie mnie teraz, bo ja w 2021 na challengerze w new haven siedziałem na trybunie numer osiemnaście, tam gdzie dach ledwo trzymał, i pamiętam ten mecz Fritz-Munar z detalem: facet dostał w pierwszym secie cztery forhendy Alcaraza pod samą bandę z rzędu i stracił cztery punkty − a potem w drugim secie wrócił i zagrał tak, że Munar w końcu złapał się za głowę i zaczął kopać piłki. nie wylatywał z koronki, nie wariował na korcie, tylko po prostu postawił nogę w połowie kortu i zaczął uderzać tak, że Hiszpan musiał w końcu odejść od bandy. i co? ktoś nazwał to nudnym? baletem? a ja wam powiem, że to był jeden z tych punktów, kiedy przeciwnikowi naprawdę zaparło dech − nie dlatego, że był hałas na trybunie, tylko dlatego, że Fritz trafił backhandem prosto w nogi, gdzie nie dosięgnie żaden forhend pod bandę. i wiecie co? ten punkt otworzył mu drogę do breaka, który zadecydował o meczu. a teraz ktoś pisze, że charakter to krzyk albo dance na korcie? no dobra, ale ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy Lendl mówił, że charakter to umiejętność zachowania zimnej krwi, kiedy przeciwnik się rozkręca − i Fritz właśnie tak gra. a te wasze „nudne mecze” z Alcarazem? idźcie sobie obejrzycie finał indian wells 2024, punkt o dwójce − Fritz zagrał return tak mocno, że Carlosowi rakieta wyfrunęła z ręki. to była namiętność, tylko w innej formie: namiętność, która rozbija marzenia przeciwnika, a nie podrywa trybuny. i właśnie dlatego Fritz jest niedoceniany − bo on nie daje wam widowiska, tylko punkty, a punkty to ostatecznie liczy się najbardziej.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, ale faza — pamiętacie ten mecz w Indian Wells 2024, kiedy Fritz bronił punktu matchu u Alcaraza, a Hiszpan walił kolejnego forhenda pod bandę jakby mu się chciało, żeby ten punkt był jak najgłośniejszy? Fritz stał jakby nie drgnął, podbiegł do returnu i zaserwował tak mocno, że piłka odbiła się od bandy i poleciała prosto w nogi Carlosa — a ten nawet nie zdążył zareagować. Punkt skończył się tak, że Hiszpan miał tylko tyle czasu, żeby popatrzeć, jak piłka leci poza kort. I co? Ktoś mówi o „nudzie”? Ja wam mówię — charakter Fritz’a to nie to, co się dzieje na trybunie, tylko to, co dzieje się między liniami. On nie musi krzyczeć, żeby wygrać. Całe szczęście, że mamy takiego zawodnika, który rozumie, że tenis to gra punktów, a nie koncert dla samych siebie. No chyba że ktoś woli oglądać, jak przeciwnik rzuca rakietą przez kort — wtedy może szukać odpowiedniego kanału. 😉Najpierw próba, potem wnioski.
-
Patrzcie, kolego WiaraLecha miałeś w 100% rację z tym, że Fritz wyciska punkty z rzędu jakby to były cytryny na sok — ja pamiętam jeszcze ten challenger w Charlottesville w 2019, pierwszy raz zobaczyłem go na żywo i facet grał tak „nudno”, że kibice wokół mnie zaczęli liczyć gęś, która akurat przeleciała nad kortem. Ale wynik? 6:2 6:1 z zawodnikiem, który rok później był w top30 ATP. I co? Ktoś tam krzyczał? A może przeciwnik poszedł do szatni z tą samą miną co teraz Alcaraz, kiedy widzi, że Fritz zwyczajnie nie da się złamać? No ale. Z tym powrotem w Indian Wells 2024 to akurat się zgodzę w połowie — bo co do punktu o dwójce, co Kasia przytoczyłaś, to rzeczywiście było widowiskowo jak cholera, ale niech ktoś mi powie, że Fritz nie miałby jeszcze bardziej spektakularnego charakteru, gdyby w ostatnich latach nie oszczędzał sił w ćwiczeniach na siłowni. Widziałem go w 2022 w Waszyngtonie po przegranej pierwszej rundzie z Norrie — facet nie podniósł nawet głosu przy podaniu, za to następnego dnia w półfinale rozłożył Cressy’ego 6:2 6:0. Charakter? Ma go, ale mnie trochę brakuje tej nieobliczalności, co to skutecznie paraliżuje przeciwnika. Taką miał McEnroe, pamiętacie? Dziki, nieprzewidywalny, a Fritz? Fachowiec — i tyle. Może to akurat ta jego siła i dyscyplina, które tak podkreślacie, są właśnie tym, czego dzisiejszy tenis brakuje. Ale szczerze? Wolę te „nudne” mecze z finiszem, niż żeby ktoś wywalał się na korcie jak piłka na meczu mini tenisa w weekendowym parkie.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ej, ale wy macie jaja, żeby narzekać na „nudę” w meczu Friza z Alcarazem 🤡 Przecież to jest jak oglądanie szachów, tylko że zamiast figur mamy rakiety, a zamiast planszy kort. I co w tym złego? Fritz wychodzi na korcie tak samo spocony jak inni, tylko że on nie beczy przy każdej stracie punktu, tylko walczy dalej. Pamiętam jeszcze ten challenger w Orlando 2021, gdzie facet przegrał pierwszy set z jakimś miejscowym, który walił forhendy jakby chciał wyrzucić piłkę za kort. A drugi set? Fritz wrócił i zaserwował tak, że przeciwnikowi nogi się ugięły — i tyle, nie było spektaklu, tylko wynik: 2:6 6:1 6:0. I co? Ktoś powiedział, że to nudne? A ja wam mówię — tenis to nie ring, gdzie liczy się tylko krzyk i widowisko. Liczy się efekt. Fritz gra tak, żeby przeciwnik sam się załamał, zanim jeszcze skończył mecz. A te wasze „emocje” to często tylko gówno, które wylewa się na korcie, kiedy ktoś nie umie zagrać do prostego ustawienia. Ja wolę te „nudne” mecze, gdzie wynik liczy się w punktach, a nie w liczbie okrzyków na trybunie. Bo na koniec dnia, to przecież punkty decydują, kto idzie do historii — a nie to, ile razy ktoś huknął rakietą albo podskoczył jak popcorn na gorącej patelni. 😂💸Każdą statystykę da się nagiąć.
-
ej, bo co wy tu niby kombinujecie z tymi waszymi forhendami pod bandę jakbyście nagle odkryli Amerykę 😂 myślicie, że kibole w Gdańsku na trybunie numer 12 krzyczą „o ja ci dam balet” kiedy Fritz dostaje forhenda od Karatseva i spokojnie mu odgryza punkcik za punkcik?! siema kolego, tylko że na moim kanale w 2018 w Szczecinie na challengerze w pierwszym rundzie Alcaraz walił trzy razy pod bandę z rzędu, Fritz wyszedł i odbił returnem w nogi — 15:30, a Hiszpan stał jak wryty i patrzył, jak piłka leci poza kort… i co? nikt nie krzyczał, nikt nie podskakiwał, tylko facet w koszulce Tommy’ego obok mnie powiedział „no ba, to jest ten amerykański snajper” i dalej popijał piwko. a wy się awanturujecie, że Alcaraz jest nudny bo wali forhendy pod bandę? serio? facet ma przecież forhenda który luzem idzie 120km/h — jak niby ma te punkty odbierać komuś kto lata po korcie jak pijany gołąb?! no chyba, że macie ochotę, żeby Fritz biegał od bandy do bandy jakby trenował do maratonu! ale wiecie co? mnie akurat wkurza co INNE — że wy teraz jak tak siedzicie i dyskutujecie o „charakterze”, to zapominacie, że nasz fryzjer z San Diego w 2023 w Warszawie dostał się do półfinału mimo że w ćwierćfinale zagrał 5-setowy mecz z Hurkaczem! 5 SETÓW, PANIE! i następnego dnia grał finał… a wy tu gadasz o „niedocenianiu” i „braku charakteru” bo Alcaraz wali forhendem pod bandę?! no ale serio, to jest tak, jakbyście narzekali na deszcz, że jest mokro! i jeszcze jedno — MetrykaFC rzuca tu statystykami jakbyście grali w lotto zamiast oglądać tenis, ale nikt nie mówi, że w 2022 w Indian Wells Fritz przegrał z Norrie półfinał, bo Norrie mu tak walił forhendy pod bandę, że facet musiał zmienić taktykę na trzecim secie i… wygrał! no i co? nikt nie pamięta tej zmiany? nikt nie mówi o jego zdolności do adaptacji? albo że w 2024 w Madrycie Alcaraz miał cztery mecze z forhendami pod bandą i tylko raz Fritz nie obronił breaka… a to akurat był finał, gdzie Carlos miał lepszy dzień, ale półfinał? zero setów oddanych, zero breaków oddanych! i wy się dziwicie, że charakter to nie hałas na korcie, tylko umiejętność trzymania głowy i zmiany planu?! fajnie, że mamy tu dziennikarzy, którzy liczą forhendy pod bandę zamiast docenić, że Fritz umie zagrać tam, gdzie przeciwnik nie dosięgnie! a ty KasiaSlask z tym punktem matchu u Alcaraza — super, bardzo widowiskowo, ale mnie osobiście bardziej zapadł w pamięć mecz z Augerem-Aliassime w 2023 w US Open, gdzie Fritz bronił dwóch piłek meczowych i… wygrał ten set tie-breakiem 12:10! charakter? ALEŻ OCZYWIŚCIE! chociaż widziałem, jak jeden z kibiców obok mnie w pijackim uniesieniu krzyczał „dalej Fritz, dasz radę!”, a drugi facet obok powiedział „no, ale on nie krzyczy, tylko gra” — i obaj mieli rację 🔥💪 no dobra, ale poważnie — macie prawo nie lubić stylu Friza, ale nie nazywajcie go „niedocenianym Amerykaninem” w jednym zdaniu, a w drugim mówcie, że brakuje mu charakteru. To jest jak mówienie, że Picasso nie miał warsztatu, bo malował kubistycznie — po prostu nie rozumiecie, że mistrz wie, co robi, nawet jak nie bije piany na trybunie. A my? My mamy szczęście oglądać go z trybuny, piwko w ręku, i wiemy jedno: nasz facet nie musi tańczyć jak Dereszowski na korcie, żeby nas rozbawić — wystarczy, że wygrywa. I tyle!W radości i smutku, do końca z nimi.
-
ej, ale ty naprawdę to kombinujesz z tym swojakim "Fritz nie ma charakteru bo Alcaraz wali forhendem pod bandę" 😄 jakby ktoś z was jeszcze nie widział, że to jest po prostu mój argument, żeby pokazać, że nasz chłoptaś jednak umie tę grę czytać jak instrukcję obsługi pralki. ale hej, skoro już tak lubicie te wasze statystyki i punkty, to ja wam powiem coś z życia wziętego — i to zbytku, bo mojego kumpla z Chicago, który lata osiemdziesiąte oglądał na żywo w deblu z Vilasem i okrąglutkim zębem w ustach, pamiętacie? no właśnie, on mi kiedyś powiedział, że prawdziwy charakter w tenisie to nie to, że ktoś krzyczy na korcie, tylko to, że umie przegrać mecz i następnego dnia przyjść na kort jakby nic się nie stało. i wiecie co? Fritz u nas w san diegu na turnieju charity w 2020 grał z jakimś miejscowym debiutantem, który mu tak walił forhendy pod bandę, że facet w czwartej rundzie challengera miał nogi jak z waty. no i ten debiutant wygrał pierwszy set 6:1, a ludzie na trybunie już się śmiali, że Fritz to staruszek, który nie nadąża. drugiego seta dostał 0:5, przeciwnik mu serwował jak oszalały, a on stał tam jak te słupy przy autostradzie — i co? wrócił do 5:5, obronił trzy piłki meczowe przy własnym serwisie, a przy 5:6 ktoś z kibiców rzucił butelką w stronę przeciwnika (no dobra, nieprawda, ale mogło by). no i dalej 7:6, 7:5 w trzecim. charakter? ALEŻ OCZYWIŚCIE! ten debiutant tak był zdruzgotany, że następny rok grał challenger z pampersem w kieszonce, bo nie wierzył w siebie. a wy teraz mi tu mówicie o "niedocenianym Amerykaninie" i "braku charakteru"? serio? facet gra w tenisa tak samo jak ja prowadzę instalację elektryczną — powoli, metodycznie, ale jak już coś zrobi, to działa. i to jest ta cała magia. jak Alcaraz wali forhendem pod bandę, Fritz nie wpada w szał, tylko myśli "ok, teraz muszę zmusić go do zagrania crossa albo dać mu piłkę w nogi". i wiecie co? działa. tak samo jakbyście w domu mieli stare radio, które gra jak szmer, ale jak już go naprawicie, to leci jakieś klasyczne lata sześćdziesiąte i nikogo to nie obchodzi, że nie jest nowoczesne — liczy się brzmienie. i jeszcze jedno — ktoś tam wspomniał o Lendlu, a ja wam powiem, że nasz Fritz to coś więcej niż tani naśladowca starego Lendla. bo Lendl grał tak, że przeciwnicy mieli ochotę się powiesić, a Fritz gra tak, że przeciwnicy mają ochotę odejść z kortu z kwitkiem. i to jest ten charakter — nie hałas, nie spektakl, tylko skuteczność. i jak komuś nie pasuje, to niech idzie oglądać Djokovicia z jego ciągłymi histeriami albo Alcaraza z jego podskokami jak kangur na trampolinie. my mamy swojego baletmistrza, i tyle.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No i teraz naprawdę się zastanawiam, co to za epidemia u was wszystkich z tym "spektaklem" w tenisowych meczach. Kiedy ja byłem w szkole tenisowej w Częstochowie na kortach Podlesie, to nam trener wbijał do głów jedno: graj tak, żeby przeciwnik nie miał czystej piłki do uderzenia — i to bez względu na to, czy robisz to forhendem, backhandem, serwisem czy nawet łopatą ogrodową. Pamiętam, jak w 2015 roku Fritz był jeszcze juniorem i grał juniorski challenger w Czechach — facet przyjął podanie od Wawrinki na zawodowców, który akurat przyszedł pograć na korcie z nami, i zaserwował mu takiego woleja z powietrza, że Romain odruchowo cofnął się o pół metra, zanim zdał sobie sprawę, że już nie może odbić. Wawrinka wtedy powiedział: "chłopak, ty masz instynkt drapieżnika, tylko jeszcze nie umiesz go pokazać". I wiecie co? Fritz nie zrobił z tego widowiska — po prostu podszedł do siatki i powiedział "dzień dobry", jakby nic się nie stało. A teraz się oburzacie, że Alcaraz wali forhendy pod bandę i że to jest nudne? Przecież to tak, jakbyście narzekali, że ktoś w restauracji zamówił sałatkę Caprese zamiast ogromnego steku — jak dla mnie, to po prostu dobry smak. Fritz właśnie o to chodzi: żeby przeciwnik czuł, że ma do czynienia z graczem, który wie, gdzie trafić, a nie z klaunem, który tylko wbija się na trybuny. I co z tego, że nie słyszycie wrzasków? Ja wolę widzieć na korcie gracza, który myśli, niż takiego, który lata po nim jak oszalały. Mój wujek, który był sędzią w Ekstraklasie, mówił zawsze: "Sędzia ogląda mecz tak, jak kelner ogląda kolację — nie słucha hałasu, tylko widzi co jest na talerzu". I tak samo powinniśmy patrzeć na ten tenis.
-
Ej, to teraz naprawdę muszę wam przyłożyć tą tezą o „niedocenianiu”, bo w tym wszystkim, co tu nawaliliście — a waliliście całkiem nieźle, nie oszukujmy się — brakuje mi jednego konkretnego przykładu, który właśnie dzisiaj rano przeczytałem w prasie amerykańskiej. Otóż tamten dziennikarz z "Tennis Magazine" napisał, że Fritz w zeszłym sezonie w jednym z turniejów w Australii miał taką statystykę: oddał 122 forhendów pod bandę w całym turnieju i żaden z nich nie zakończył się błędem ani nie trafił w siatkę. A wiecie co? Dokładnie zero punktów stracił z powodu własnych nieudanych forhendów. Zero. Zaś Alcaraz w tym samym turnieju miał… no cóż, wystarczy popatrzyć na jego ostatnie mecze z Fritzem — 65 forhendów pod bandę, ale w samych finałach turniejów ATP to już nie wiem, ilu on tam ma takich uderzeń, które lądują w siatce lub poza kortem. I wiecie co mnie szokuje? To, że nikt z was nie podkreślił, że Fritz w tych momentach, kiedy Hiszpan wali forhendem pod bandę, nie leci jak głupi za każdą piłką, tylko po prostu stoi i czeka. To jest ten charakter, o którym ciągle mówicie — nie ten krzyk na korcie, tylko umiejętność stałego trzymania się planu, nawet jak przeciwnik rzuca wyzwanie. Ale — i tu dochodzimy do czegoś ważnego — to nie jest tak, że Fritz nie potrafi zagrać spektakularnie. Pamiętam, jak w 2021 w Indian Wells rozłożył w ćwierćfinale De Minaura 6:3 6:1, a drugi set to była jedna wielka demonstracja jego serwisu: 78% punktów zdobytych na pierwszym podaniu, w tym kilka asów serwisowych, które De Minaur nawet nie dotknął. Czyli jednak potrafi, jeśli trzeba. Problem w tym, że Fritz wie, kiedy „rozpalić” spektakl, a kiedy po prostu zagrać tak, żeby przeciwnik sam się złamał. To jest ta sztuka, której Alcaraz jeszcze nie opanował w 100%, bo on ciągle jeszcze wierzy, że hałas na korcie to zamiennik za umiejętność myślenia. Z drugiej strony — niech ktoś mi powie, że w meczu z Norrie w 2022 w Waszyngtonie Fritz nie był bliski tego, żeby rozłożyć go do nogi już w drugim secie? A jednak nie zrobił tego. Dlaczego? Bo Norrie grał tak, że wymuszał na nim błędy — i Fritz, zamiast szaleć, po prostu zmienił taktykę. Charakter? Tak, ale co to właściwie znaczy „charakter” w dzisiejszym tenisie? Bo według mnie, to nie jest kwestia tego, czy ktoś krzyczy, skacze czy wbija się w trybuny, tylko czy potrafi dostosować się do sytuacji. I tutaj Fritz bije na głowę większość zawodników — nie dlatego, że jest głośny, ale dlatego, że umie grać w różnych stylach, nawet jak przeciwnik zmusza go do desperackich zmian. No i jeszcze jedno — porównywanie go do McEnroe albo Lendla to trochę naciągane, bo ci faceci grali w zupełnie innych czasach. McEnroe miał charakter, który bił po oczach, Lendl grał jak robot, ale Fritz? On łączy w sobie dyscyplinę Lendla z umiejętnością improwizacji, której brakowało starej gwardii. I to właśnie sprawia, że jest tak trudno go oglądać, jeśli ktoś oczekuje krzyków i histerii — bo on nie daje tego widowiska, tylko wynik. Ale wiecie co? Może macie rację w tym, że brakuje mu tej „nieobliczalności”, o której mówił DumaStolicy88. Bo Fritz, kiedy traci punkty, to po prostu je odbiera — nie wpada w furię, nie zaczyna latać po korcie jak szalony, tylko gra dalej. I to jest zarówno jego siła, jak i słabość, bo przeciwnik, który nie wie, jak go złamać emocjonalnie, w końcu sam się załamuje. A czy to charakter? Jasne. Ale czy to wystarcza, żeby nazwać go „najbardziej niedocenianym Amerykaninem w historii tenisa”? No cóż… To zależy, czy ktoś ceni efekt, czy spektakl. A wy? Wolicie te „nudne” mecze z Fritzem, czy może jednak wolelibyście zobaczyć go w finale US Open, który kończy serią uderzeń tak mocnych, że przeciwnik nie ma szans? Bo ja osobiście wolę obserwować, jak Fritz gra swoją grę — powoli, metodycznie, ale skutecznie. Tylko pytanie, czy w dzisiejszym świecie tenisowym to jeszcze wystarcza.