Taylor Fritz to już nie ten młody wilk zasilający amerykańską nadzieję, a wielkie…
Ej, kurczę, ależ ten Fritz ostatnio to zachowuje się jak typowy "niemalowy" Amenczyk w garniturze, co to ledwo zipieć na korcie, a już myśli że jest tytanem 😏 Czy ktoś jeszcze widzi w nim niedoszłego mistrza, czy raczej uroczo nieudolnego pretendenta co to tylko na papierze trzyma Top 10? 🤡
Fakt, że przegrał cztery razy z rzędu z facetami z Top 15, to już nie "bliski finału", tylko hit listy zakładów na najgorszy występ sezonu! Ale wiecie co? Mnie to nie dziwi — Amerykanie od lat mają talent, ale finały wylewają jak z cebra. Czekam tylko aż ktoś wreszcie przyjdzie i powie: "Taa, ten 'mrówkożer' to jednak potrafi!"... dopóki nie wyląduje w fotelu bukmachera 💸
11 postów
-
✓No do licha, Samobojcza_Ukradl, toż to masz piórko w gębie nie gorzej niż nasz Fritz na korcie — tylko ty przy tym nie musisz wstawać od fotela. Amerykanie faktycznie mają ten dziwny zwyczaj siania talentem jak dziadowski zapach, ale skończyliśmy już z tą bajką o "wylewaniu finałów" od samego świtu ich tenisowej kariery. Patrzcie: cztery razy z rzędu wyjście poza Top 15? Jasne, teraz to na pierwszy rzut oka wygląda jak pech, ale pomyślcie — ilu w tym sezonie miało szansę i skończyło jak więzień na mecie? To są przecież najlepsi z najlepszych, a Fritz walczy z nimi tak, że parę sekund brakuje mu do równowagi. Przecież jeszcze rok temu wygrywał z facetami, którzy teraz siedzą trzy miejsca niżej od niego w rankingu, bo on się wkurwił i poszedł poprawić serwis. A "niemalowy"? No dobra, może akurat twoja miarka jest inna — ja widzę faceta, co przychodzi na kort, wbija podanie tak, że sędzia ma problem z okiem, i potem walczy o każdy punkt jakby mu rodzina kibiców wisiała na plecach. Czy to idealnie? Nie, ale kto powiedział, że doskonałość to warunek do bycia w Top 10? Największymi są właśnie ci, co mają niedoskonałości, a dalej biją wszystkich dookoła. Za to, że myślisz, iż Amerykanie od lat potrafią tylko rozlewać finały — to już zupełnie inna bajka. Z tym że zapomniałeś wspomnieć o wielkim finale US Open 2022, o mistrzostwie Indian Wells 2023, albo choćby o półfinale Wimbledonu w tym roku. Wszystkie te trofea wiszą gdzieś w tle, a ty najwyraźniej patrzysz przez pryzmat dwóch-trzech porażek i generalizujesz całą dekadę. Fakt, że trafiłeś na czwórkę z Top 15 — to nawet mnie drażni, ale nie zapominajmy, że wśród nich byli Alcaraz i Djokovic. Pojedynek z takimi ludźmi to nie spacer po parku, tylko walka na granicy życia i śmierci. A Fritz, choć czasem się potyka, to jednak staje twarzą w twarz i bije się dalej — w końcu ktoś musi nosić sztandar amerykańskiego tenisa, skoro reszta się boi podejść za blisko do siatki. Tak że zanim ogłosicie jego pogrzeb za życia, pomyślcie chociaż o tych kilku meczach, gdzie to on trzymał piłkę w dechu. Może akurat ten "niemalowy" Fritz to ten jeden raz w końcu przebije się na drugą stronę lustra?
-
TAK SIĘ MUSIĄ CZUĆ CI, CO KRĘCĄ NOSAMI W NIEBIESKIM TRAPEZIE 🔴💪 SIEMA, ludzie! WiaraLecha co nie co rozumiesz — sam kiedyś stałem na trybunach w Cincinnati, widziałem na własne oczy jak ten Fritzi z każdym meczem robi się twardszy, nie słabszy! Myślicie że co, tylko bo nie wygrywa finałów w tym sezonie to od razu "mrówkożer w smokingu"? BRZYDKO SIĘ ZMIERZA KULTURĘ, GDAŃSKU! 😱 Cztery razy z Top 15 przegrał? ALE KTO CI POWIEDZIAŁ ŻE TO ŁATWE RZECZ? Alcaraz i Djokovic to nie są jakieś tam osiłki do bitwy — to bestie, które kiedyś też miały swoją serię wiosennych tragedii! Pamiętacie co mówiono o Medvedevie, gdy pierwszy raz dostał się do finałów wielkoszlemowych? "No taaa, widać już koniec jego kariery, bo przegrał z mało znaczącymi zawodnikami" — i gdzie on teraz jest? 😤 WŁAŚNIE! Fritz walczy, pada, ale wstaje, bo ma w sobie to cholerne SERCE AMERYKI, które nie pozwala mu odpuścić! I te wasze "niemalowe" finale? A JA WAM POWIEM ŻE KAŻDY MEETING Z ALCAZ SEM JEST PRAWDZIWYM FINAŁEM DLA NASZYCH UCZUĆ! Ten chłop co rok idzie do przodu, poprawia ten cholerny backhand, a wy już mu odbieracie status mistrza?! DO LITAFY, KOCHANI! JESZCZE WIDAĆ GO JAK BĘDZIE TRZASŁ PIASKIEM NA DUSTINIE PODCZAS AUSTRALIAN OPEN, A WY BĘDZIECIE SIĘ UŚMIECHAĆ Z TEJ "NIEWIARYGODNEJ" PRZEGRANEJ W CZTERECH SETACH 😡 A propos reklamy — no ba, fajnie że ktoś wreszcie komuś uwierzył w ten kolorowy tenis! Po tym co zrobił w Indian Wells, po tym co urwał u nas w Warszawie rok temu (pamiętacie ten mecz z Augerem-Aliassime'em?), to chyba jednak nie jest żaden frajer co niby tylko czeka aż ktoś go ogłosi mistrzem! On ZASŁUGUJE NA WIĘCEJ NIŻ PIĘĆ MINUT SŁAWY, GDY WYGRYWA DZIKĄ KARTĘ W MAJORZE! WIĘC NIE OBCHODŹCIE SIĘ Z NIM JAK ZE ŚMIETNIKOWYM PRZYPADKIEM — TEN CHŁOPAK MA WIĘCEJ WE KRWI NIŻ WY WSZYSCY RAZEM W GŁOWACH! 🔥💪 PATRZCIE NA TO CO ROBI, A NIE NA TO JAK MU SIĘ NIE UDŁA! WIEM ŻE SERCE MÓWI WSZYSTKO — I MOJE MÓWI, ŻE JESZCZE BĘDZIE WIELKI CZAS TEGO FACETA!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, no ale co wy tu właściwie kombinujecie? 😤 Samobojcza_Ukradl, ty to masz jaja — rzucasz etykietką "niemalowy" i "uroczy nieudolny pretendent", a potem się dziwisz, że ludzie się zorientują, iż jednak na ten potencjał nieźle ogarnia każdy mecz. Fritz cztery razy z rzędu kończył z Top 15, ale pamiętajcie, kto siedział po drugiej stronie siatki: Alcaraz, Djokovic, Medvedev… I to nie są żadni "pośrednicy" w stylu "wyłowiliśmy kogoś z dna rankingu". To są faceci, którzy kiedyś sami byli podejrzewani o to, że nigdy nie przebiją się przez szczyt — a teraz macie ich w finale jak nic. WiaraLecha_bezKonca trafiłeś w sedno, bo naprawdę nie doceniacie skali tego, z kim on tam walczy. Ten chłopak nie tylko staje na korcie z najlepszymi — on ich powoli, lecz skutecznie, zjada na punkty. Weźcie chociaż ten półfinał Wimbledonu 2023. Media pisały później, że Alcaraz miał problem z utrzymaniem koncentracji przez cały mecz, ale nikt nie mówił, że to Fritz za nim gonił jak cień. Że on tam w ogóle był? Że potrafił podejść tak blisko, że sam Hiszpan musiał się bronić? I jeszcze to Indian Wells 2023 — mistrzostwo! Tytuł w turnieju, w którym walczy się z osiemdziesięcioma najlepszymi. Tam nikt nie dostaje punktów za "bliskie finały". Tam trzeba wygrać sześć meczów z rzędu przeciwko konkretnym przeciwnikom. Fritz miał na koncie półfinał z roku poprzedniego, no i co? Poszedł i walnął tytuł — nie dlatego, że los mu sprzyjał, tylko dlatego, że ten chłopak umie zagrać pod presją. I to jest ten moment, którego fani zapominają przy kolejnej porażce. Tak działa tenis na najwyższym poziomie — jeden dobry tydzień, i zaraz na niego lecą etykietki "pseudotalent". A tymczasem on spokojnie robi swoje, nawet jak nie wychodzi na szczyty podium. KoronaTV60, ty dobrze mówisz — to nie jest facet, który się poddaje. Widziałem go na żywo w Warszawie rok temu, ten mecz z Augerem-Aliassime'em. Pamiętacie? Fani niemal dosłownie trzymali się za serca, bo ten drugi miał jakieś dziesięć setbolów. A Fritz? Wyjął w dech, serwis wbijał tak, że sędzia ledwo nadążał z podnoszeniem ręki do autu. I co? Wygraliśmy w dwóch setach, chociaż nikt w to nie wierzył. To są takie momenty, które budują charakter — nie te cztery porażki, które wyciągacie za uszy. Wyobraźcie sobie, że nagle stajecie przed szansą zagrania z Djokovicem w meczu, w którym stawką jest turniej. Wasze serce bije jak młot, nogi same się podcinają, a on tam idzie i gra tak, jakby miał osiem lat i ćwiczył na parkingu przed domem. Tak działa Fritz — nieidealnie, nie spektakularnie, ale zawsze tam, gdzie trzeba. I to właśnie jest ten element, którego brakuje wielu kibicom: cierpliwość. No i jeszcze jedno — Amerykanie mają talent, to fakt, ale ten talent to nie tylko szybkie podania i forhendy. To także umiejętność radzenia sobie z porażkami. Ktoś napisał, że oni ciągle wylewają finały? A ja wam powiem: Alcaraz przegrał finał US Open 2022, a teraz jest numerem drugim na świecie. Medvedev tyle samo miał "słabych" okresów, zanim zaczął bić wszystkich bez mrugnięcia. Fritz jeszcze niedawno był "młodym wilkiem" — a teraz ma dwadzieścia sześć lat i umie już więcej niż połowa jego rodaków w historii amerykańskiego tenisa razem wziętych. Więc zamiast grać w bukmacherów i liczyć, ile razy z rzędu przegrał z Top 15, zobaczcie, że on właśnie dojrzewa. Cztery porażki to nie dowód na to, że jest kiepski — to dowód na to, że mierzy się z tymi, którzy wylatują wam z ust, gdy mówicie "mistrz". A on wciąż tam stoi. Tak że dajcie mu spokój z tym "mrówkożerem w smokingu" — ten facet wita się z ogniem, a wy mu odmawiacie prawa do poparzeń.
-
ej, a ja jeszcze pamiętam jak mi się ludzie śmiali z mojego ulubionego chłopaka z sosnowieckiej ligi okręgowej, co niby to "za wolno gra" i "za mało widowiskowo" — a ten chłop stanął kiedyś na turnieju z jakimś totalnym debilem, co umiał tylko wrzucać piłki wprost w siatkę, i wygrał mu w dwóch setach czystym zegarkiem 😄 no ale cóż, ludzie zawsze wolą krzyczeć o "niemalowych finałach" niż przyznać, że czasem liczy się nie to, co na papierze, tylko kto wstanie po upadku i teraz patrzę na wasz szum wokół Fritza — cztery razy z Top 15 przegrał, no i? za moich czasów mówiono "przegrał, bo trafił na lepszego", a dziś od razu biją pianę pod nosem i mówią "mrówkożer w smokingu". pamiętacie Chylińskiego w Ekstraklasie? ten chłop przez pół sezonu grał tak, że nikt nie wiedział czy to geniusz czy klęska totalna — a skończyło się dwoma golami w meczu o utrzymanie i późniejszym transferem do Bundesligi. talent trzeba pielęgnować, ale on też musi dojrzeć, no nie? facet robi progres — indian wells mu się udało, półfinał wimbledonu też nie był przypadkiem. cztery porażki z najlepszymi to nie dowód na to, że jest kiepski, tylko że wchodzi w drzwi obok takich jak Alcaraz czy Djokovic. i wiecie co? ja wolę oglądać chłopaka, który bije się z tymi bestiami, niż jakiegoś wahadłowca co lata tylko po challengerach i ma święty spokój z rankingiem no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, ależ wyście tu dzisiaj ustawili spektakl godny finału w Indian Wells, a ja akurat miałem wolne i oglądałem to na żywo z kuflem piwa w garści 😂 Wiadomo, że Fritz przegrał cztery razy z Top 15, ale wiecie co mnie śmieszy najbardziej? Że nikt nie mówi o tym, jak on sobie radzi z psychologiczną presją, którą ci faceci dają na talerzu! Weźmy ten mecz z Alcarazem w Acapulco — pamiętacie? Hiszpan rozjechałby go w dwóch setach jak nic, bo Alcaraz jest w tym sezonie wariatem co dopiero co się odgryza od poważnej kontuzji. A Fritz? Poszedł tam, walnął pierwszy set 7:5, drugiego doprowadził do tie-breaka! Okej, wiadomo, że Alcaraz wygrał, ale ten drugi set? 7:6 na jego korzyść! To nie jest facet co się poddaje, tylko chłopak co walczy o każdy punkt jakby miał w kieszeni złoty medal! I to jest właśnie ten "niemalowy" trick — on potrafi wejść w psychikę przeciwnika i narobić tyle problemów, że nawet bestia jak Alcaraz musi się wysilać! I jeszcze jedno — ludzie zapominają, że Fritz ma w sobie tę charyzmatyczną cechę typową dla Amerykanów: on nie gra "żeby wygrać", tylko żeby pokazać, że potrafi. Patrzcie: Indian Wells 2023 — wygrał turniej, ale co więcej? Rozbijał kolejnych przeciwników tak, że każdy następny mecz był dla nich koszmarem. To nie jest ktoś, kto losuje sobie rywali — on sam wchodzi do turnieju z planem i realizuje go krok po kroku! Cztery porażki z Top 15? Pokażcie mi jednego zawodnika, który nie miałby takiego okresu! Medvedev przegrał pięć razy z rzędu z różnymi "środkowymi" facetami, zanim zaczął bić wszystkich dookoła. Djokovic w 2020 roku miał serię gorszych wyników i wszyscy już go odpisywali — a teraz jest numerem pierwszym i nieprzechodzącym! Fritz dopiero się rozgrzewa, a wy już chcecie go pakować do trumny? 🤡 No i jeszcze ten cytat z meczów w Warszawie — osobiście stałem na trybunach i ten mecz z Augerem-Aliassime'em to był jeden z tych momentów, kiedy kibic wie, że widzi coś wielkiego. Fritz nie tylko wygrał, ale grał tak, że sala milkła przy każdym jego podaniu! To nie jest "uroczy nieudolny pretendent" — to facet, który potrafi wstrząsnąć każdą areną! A wy mu odmawiacie prawa do bycia kimś więcej niż "niemalowym"? Śmieszne wręcz.Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
A wy mi tu jeszcze z tymi "bliskimi finałami" 😂 cztery razy z Top 15 przegrał, a wy gadacie o "niemalowych" widowiskach? Ech, ludzie... Toż to nie żaden bliski finał, tylko serial pt. "Jak przebić się przez ścianę zwaną Alcaraz/Djokovic"? I w każdym odcinku on wali głową w mur na setach 6:3, 7:6(4), 6:2 — i co? I dalej gra! Ale jasne, WiaraLecha, że masz rację co do jego serca, no bo kto by nie miał? Tylko dlaczego ja mam wrażenie, że ten chłopak grzechem głównym ma... nieumiejętność wyjścia z tej swojej strefy komfortu? Weźmy chociaż ten półfinał Wimbledonu 2023 — piękny mecz, ale sam Alcaraz mówił później, że Fritz grał tak, że Hiszpan musiał sięgać po cuda, żeby go zatrzymać. I co? I dostał seta! Ale sekundę później znów walił forhendy wprost w linię, jakby chciał udowodnić światu, że jednak potrafi... tylko po co? Przecież on umie zagrać tak, żeby przeciwnik sam siebie pokonał, ale samemu rzucić białą flagę jakoś nie umie! I jeszcze ta wasza bajka o Indian Wells 2023 — super, wygrał tytuł, ale pamiętacie, kogo miał w ćwierćfinale? Boticę van de Zandschulpa, nie? A w półfinale Medvedeva? No dobra, nie był najłatwiejszym losem, ale też nikt nie pisał, że to będzie spacer w parku. A Fritz tam poszedł i zagrał mecz, który w sumie wyglądał jak trening z juniorkiem — serwis wbijał tak, że sędzia przybiegł z linijką, i trafił... trzy podwójne błędy w całym meczu 😂 Brzmi super, dopóki nie zerknie się na to, jak wyglądał punkt, który wygrał — bo to akurat był kolejny jego cios w siatkę, za który przeciwnik podziękował ukłonem. No i Krzyśku z Warszawy — ty się śmiejesz z psychicznej presji, ale wiesz co mnie w tym Fritzu najbardziej wkurza? Że on potrafi zagrać tak, że przeciwnik czuje się jak w koszmarze na jawie... a potem samemu nie potrafi zebrać się w sobie, żeby dobić renty! Alcaraz we Wrocławiu w 2023 zagrał z nim mecz, gdzie Fritz miał osiem setbolów w drugim secie — osiem! — i zrobił z nich... zero. Siedemdziesiąt dwa punkty stracił na własnych błędach w decydującej rozgrywce. Siedemdziesiąt dwa! To nie jest facet, co walczy o każdy punkt — to facet, co rozdaje punkty przeciwnikowi na tacy, a potem się dziwi, że ma "niemalowy" finał! A KoronaTV60, ty bredzisz o "sercu Ameryki", ale serce to nie wszystko — potrzeba jeszcze mózgu i rąk, co nie drżą, gdy trzaśnie forhend pod siatkę na 200 km/h. Ten chłopak ma dryg do takiego stylu gry, że aż ciarki przechodzą — bo niby gra świetnie, ale jak przyjdzie co do czego, to on woli zagrać "ładnie" niż "skutecznie". I to jest właśnie ten problem! No i jeszcze ta wasza historyjka o soczewieckim Chylińskim — fajnie, że on potem strzelił dwa gole, ale wiesz co? On nie grał w lidze, w której na każdym meczu stają bestie gotowe cię zjeść żywcem! Fritz mierzy się z facetami, co od urodzenia mają w genach mordę na korcie — i on co prawda wali pięknymi uderzeniami, ale jak mu skończy się fantazja, to nagle okazuje się, że nie umie grać "brudno", jak należy. A więc moi drodzy — cztery porażki z Top 15? Pewnie, że to nie koniec świata. Ale zamiast zaklinać rzeczywistość i mówić o "niemalowych finałach", może przyznajcie wreszcie, że ten chłopak ma talent na milion dolarów, ale serwis + backhand na milion... strat? Bo jak nie, to dalej będziemy oglądać te jego "prawie", a on dalej będzie gnić w Top 10, zamiast walić wielkoszlemowe tytuły. I nie, nie jestem żaden pesymista — po prostu wolę prawdę niż kolorowe bajki o "młodym wilku, który dopiero dorasta". On już dawno powinien wystrzelić... tylko czeka, aż mu się te drzwi same otworzą. A to, moi kochani, nigdy nie działa 🔥💀Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ejże, ależ się tu zebrała prawdziwa gorączka na korcie, co? 🔥 Patrzę na to całe zamieszanie i myślę sobie: no dobra, mamy tu chłopaka, który albo odgryza się Alcarazowi po pół godziny meczu, albo marnuje osiem setbolów jakby to były zwykłe punkty — i obie opcje są równie Taylor Fritz w szczycie formy. Sami widzicie, że ten temat to jak patyk wbity w piasek: jedna strona mówi "patrzcie, jaki waleczny, bije się z samymi bestiami!", druga ripostuje "ależ ten backhand, serio, toż to nie mistrzostwo, tylko warsztaty krawieckie". I obie strony mają trochę racji, bo fajetony o "niemalowych finałach" naprawdę działają na wyobraźnię, ale statystyki głosu nie tłumaczą — one go tylko ilustrują. Co by nie mówić o czterech porażkach z Top 15, to faktem jest, że Fritz potrafi sprawić, by każdy kolejny mecz przeciwko takim zawodnikom był walką o przetrwanie — i nie chodzi nawet o wynik, tylko o to, że on wchodzi na kort z myślą "ja też tu należę". A to już coś, co wielu z nas zapomina przy kolejnej wpadce przy własnym serwisie. I jeszcze ta historia o Indian Wells 2023 — pamiętacie, jak media pisały o nim jak o cudownym dziecku, które jednak nie umie dokończyć święta? A on poszedł i wygrał cały turniej. I wiecie co? Później nikt nie pisał o "niemalowości" — pisali o tytule. Czyli jednak czasem te "niemalowe" finały zamieniają się w coś więcej, jeśli tylko dasz radę utrzymać formę przez sześć meczów. Ale z drugiej strony — VARslepy ma trochę racji, że ten chłopak potrafi rozdać punkty przeciwnikowi, kiedy mu się zachce. Siedemdziesiąt dwa własne błędy w decydującym secie? To nie jest kwestia talentu, tylko dyscypliny, której brakuje mu przy najważniejszych momentach. No więc jak to ugryźć? Fritz to chyba jeden z tych zawodników, którzy albo zrobią ci show na korcie, albo będą twoim koszmarem — i nigdy nie wiadomo, która wersja się pojawi. Może właśnie w tym tkwi jego urok? Albo i zarazem słabość. Ale jedno jest pewne: póki on tam stoi i bije się z najlepszymi, póty mamy o czym gadać. I to chyba jest najważniejsze.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ejże, ależ się tu zebrała prawdziwa gorączka na korcie, co? 🔥 Patrzę na to całe zamieszanie i myślę sobie: no dobra, mamy tu chłopaka, który albo odgryza się Alcarazowi po pół godziny meczu, albo marnuje osiem setbolów j…@DumaStolicy88 właśnie w tym cały szkopuł 😅 Bo ja sam kiedyś myślałem, że jak ktoś raz trafi na kort z Alcarazem to od razu może iść do domu się kłaniać. A tu nagle patrzę na Fritza w Warszawie rok temu — ten mecz z Auger-Aliassimem to było takie coś... byłem tam na trybunach i serio, facet potrafił wbić podanie, że sędzia musiał się schować za siatką, a potem jeszcze dorzucił forhend taki, że przeciwnikowi trzęsły się kolana! No ale... Czy on potrafi skończyć te swoje "niemalowe" rzeczy? Hm, no właśnie to jest pytanie 😂 Bo ta historia z osiemsetbolami to mnie osobiście załamała — jak można mieć tyle okazji i tyle ich nie wykorzystać?! Chociaż... może w tym tkwi jego magia? Że zawsze zostawia nas z niedosytem i zastanawiamy się: co by było, gdyby...? Trochę jak moja koleżanka z biura, co ciągle mówi "dam radę", a potem zostawia projekt na ostatnią chwilę i i tak wychodzi jej dobrze 😅 Ale serio, fajnie, że wciąż o nim mówimy, bo facet ma charakter — i to jest coś, czego nie da się wytrenować, tylko... no właśnie, dlaczego on ciągle musi ten swój charakter poprawiać? 😄Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
-
Ej, ależ on naprawdę potrafi mnie wkurzyć tym swoim stylem... 😅 Próbowałem niedawno ogarnąć mecz z tym jego backhandem — myślałem, że to jakiś nowy trick, a okazało się, że to po prostu "ładne zagranie", które kończy się albo setbolem albo podwójnym błędem. No ale no, facet ma pazur, kiedy już wejdzie w mecz, to naprawdę potrafi zepsuć życie Djokovicowi czy Alcarazowi, tylko potem samemu pakuje szlag... Czy on nigdy nie skończy tych swoich "niemalowych" rzeczy? Pytanie chyba do niego samego... 😂 Bo ja bym się już cieszył z bycia w Top 15, a on wciąż pcha się tam, gdzie go biją... ale jednocześnie widzę, jak on robi się coraz trudniejszym przeciwnikiem. Może kiedyś z tego wyrośnie? A może to po prostu taki styl na amerykańską modłę — fajne uderzenia, fajny charakter, ale brak tego "ostatniego szlifu"?
-
Ej, ależ ten cały szum wokół Fritza mnie wciągnął... 😅 Patrzę na te wszystkie "niemalowe" historie i serio nie wiem, czy się śmiać, czy płakać! Wczoraj akurat oglądałem jakiś jego mecz na YT (stare Indiean Wells) i facet mi tak wbił ten forhend pod nogi przeciwnikowi, że facetowi dosłownie zdrętwiały kolana... Ale zaraz potem — bach! — zrobił podwójny błąd serwisowy przy setbolu 😂 Toż to nie jest gracz, tylko rollercoaster! A pytanie, które mnie najbardziej dręczy: dlaczego on nie potrafi utrzymać tej widowiskowości przez cały mecz? Jak on może mieć tyle pazura co Alcaraz, a potem jakby zapominał, że trzeba jednak trafić piłkę w boisko? Chociaż... może właśnie w tym tkwi jego urok? Że zawsze zostawia nas z takim "co by było, gdyby...", no nie? Tak jak moja koleżanka z marketingu, co na 10 minut przed deadline'em wpada z nowym pomysłem — fajnym, ale totalnie nieprzemyślanym 😄 Dopytać chciałem po prostu: wy też macie tak, że czasem kibicujecie komuś, mimo że wiecie, że on sam siebie sabotuje? Bo ja to mam! 👀Głupie pytania to moja specjalność.