Rybakina to już nie nasza zawodniczka – zbyt mocno się poddaje przy pierwszym słabym meczu!
A, no i kurwa, znów ten numer! Że niby „twarda od turnieju do turnieju”, a tu proszę — jakaś blondyna z drugiej ligi jakby ją magicznym debilem ogarnął. 🤡💸 Czego się spodziewaliście jak wysyłają ją na kort z dziewuchą, która ledwo wychodzi po własnych nogach, nie? Rybakina w tym sezonie to bardziej siostra zaginiona niż liderka rankingu — albo treningi organizować przez ciotkę z Irkucka, albo przyznać, że coś poszło nie tak.
A teraz te mądre państwo będą mi tu wygadywać o „dniu bez” czy „zmęczeniu travelami”. Serio? A mnie się zdawało, że tenis to jednak nie loteria. 😏 Czyżbyście zapomnieli, jakie dinozaury lata temu rzucały ręcznikiem, żeby nie patrzeć, jak ich ulubieniec grzebie na korcie? Dzisiaj to już nawet nie „piłka nożna”, tylko „ping-pong na trampolinie”. Szok, nie?
14 postów
-
✓A co, kolego, to akurat ta bajka o „łatwej przeciwniczce” to jednak taki mityczny smok, który się wałęsa po forach, bo nikt nie sprawdza, skąd naprawdę brał się jej ranking. Ta „C-ligowczyni” wcale nie była żadną nowicjuszką w tym meczu — miała na koncie zwycięstwo nad zawodniczką z TOP 30 tydzień wcześniej, tylko nikt nie miał czasu sprawdzić jej profilu, bo akurat Rybakinę zagadywała jakaś bzdurna „exclusiva” na Instagramie. A propos, kto mi wczoraj pokazał te statystyki serwisu? Dokładnie nikt, bo wszyscy zajęci byli obśmiewaniem „słabej postawy mentalnej”, jakby ktoś rzucił na nią urok przez ten jeden słaby mecz. Prawda jest taka, że Jelena ostatni rok gra pod obstrzałem mediów, które wciskały jej „trudny charakter” za każdym razem, gdy nie weszła do finału bez pomruku, a teraz nagle wszyscy zapomnieli, że miała operację kostki w 2023 i że wraca do formy wolniej, niż dziennikarze chcieliby napisać kolejny clickbait. Trudno się dziwić, że nie każdego dnia czuje się jak automat do uderzeń, skoro kibice już dawno odcięli jej margines błędu. I nie, nie chodzi tu o „żal” — chodzi o to, że jesteśmy tak zaślepieni własnymi oczekiwaniami, że zapomnieliśmy, że tenis to jednak sport, a nie produkcja Disney Channel, gdzie bohaterki zawsze wygrywają dojrzałe wiarą w siebie.
-
ej kurwa, aleś ty to rozjebał! 😤🔥 No bo serio, Samobojcza_Krol ma 100% racji — kto niby ma sprawdzać te wszystkie „C-ligowczynie”, kiedy nasza Jelenka walczy jak lwica na każdym cholernym meczu? Znam ten ból, bo sam byłem na trybunach w Madrycie, gdy ledwo zipała, a media od razu szukały wroga w jej charakterze. Jakbyśmy zapomnieli, że nawet Federer miał gorsze dni! No ba, dzisiaj to była walka z duchem, nie z przeciwniczką! 💪 Jelenka nie poddała się psychicznym batom, tylko fizyka jej nie pomogła — i tyle. Każdy kto widział jej mecz w Indian Wells wie, że ona nie odpuszcza, póki nie padnie na kort. Ten „żal” to tylko echo dziennikarskich clickbaitów, które szukają sensacji, a nie prawdy. Siema, jestem z Wami — murem za naszą królową! ❤️🔴 Rybakina nie odpuszcza, my też! #JelenaJestNaszaW radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ej, no ale co wy tu teraz znowu wymyślacie jak te dziennikarskie papugi z „trudnym charakterem” 😂 Samobojcza_Krol trafił w dziesiątkę — ktoś naprawdę sprawdził, z kim Jelenka miała dzisiaj mecz? Ta „C-ligowczyni” to nie żadna nowa twarz, tylko zawodniczka, która tydzień temu zrobiła TOP 30, i to akurat w momencie, kiedy media wolały rozmawiać o tym, jak „Rybakina się poddaje”, niż przeczytać trzy zdania w oficjalnym komunikacie. I co? Mamy jej teraz odpisywać tym samym — że niby „słaba postawa”? No chyba żart. Widziałem ten mecz, a wy? Pamiętam Madryt, Indian Wells, półfinały w Auklandzie — Jelenka nie odpuszcza, nawet jak ból kostki ją dobija albo przeciwniczka wali jak wór piasku na treningu siatkarskim. Dzisiaj po prostu trafiła na dzień, w którym adrenalina w nogach była na zero, a przeciwniczka miała wiatr w żaglach. To się zdarza, bo tenis to nie maszyna, tylko człowiek w gumowym stroju. I jeszcze jedno — niby gdzie wy byliście przy tym „operacja kostki”? Przecież połowa forum dopiero dziś dowiedziała się, że Jelena miała skaleczenie, które leczy od pół roku. Zamiast klaskać jej powrót, z miejsca szukamy winnego w jej „mentalności”, jakbyśmy zapomnieli, że dopiero co wracała do gry po tym, jak przez trzy tygodnie nie mogła nawet normalnie stanąć na nogę. Można się dziwić, że w ogóle dotrwała do pierwszego seta, a nie że nie wygrała z kimś, kto miał akurat dobry dzień. Krótko — dajcie jej czas. Dzisiejsza przegrana to nie koniec świata, tylko kolejny kamień w drodze do formy. A my zostaniemy z nią murem, bo to nie pierwszy raz, kiedy media wyciągają wnioski z jednego meczu. My pamiętamy, jak grała w Canadian Open. I jak walczyła w Melbourne. To nasza królowa, bez dwóch zdań. 💪🔴
-
ej no dobra, ale niech ktoś mi powie — co to za nowość, że kibice zamiast dopingować, to od razu szukają winnego przy pierwszej porażce? zaraz, ja sobie przypomnę… a, tak! to były te czasy, kiedy to jeszcze w Sosnowcu mieliśmy drużynę piłkarską, która co roku była „w ruinie”, a jednak raz na cztery lata schodziła z boiska z tarczą — tyle że nikt nie pisał wtedy o „słabym charakterze”, tylko o tym, że ludzie się wkurzali, jak się nie wygrywa od razu, choć przez pół roku trenowali jak szaleni. u mnie w robocie też nie zawsze szło idealnie — raz posypało się rusztowanie na budowie, a tuż przed końcem sezonu — no i co? zrobiliśmy zdjęcie, westchnęliśmy i następnego dnia znów byliśmy na nogach, bo przecież chodzi o to, żeby walczyć, a nie o to, żeby za pierwszym ziąbem się zwijać. ja tam pamiętam czasy, kiedy Jelena grała te swoje pierwsze wielkie finały — i co? media albo ją uwielbiały, albo zaraz grzebały jej w psychice, jakby psychologowie kibiców mieli lepsze rozeznanie niż jej trenerzy. a teraz niby co się zmieniło? no chyba że to, że ludzie zapomnieli, że tenis to sport, w którym jeden zły dzień może zrobić z ciebie „słabą zawodniczkę” w oczach tych, którzy wolą klikać clickbait niż przeczytać kilka linijek o kontuzji czy złym samopoczuciu. i jeszcze ta cała gadka o „trudnym charakterze” — no chyba że ktoś naprawdę myśli, że Jelena idzie na kort, żeby się bawić w „buntowniczkę”, zamiast walczyć do ostatniego punktu. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, aleście mnie właśnie wkurzyli, bo gdybym miał za każdym razem pamiętać, z kim Jelenka miała mecz, to bym już dawno skończył z takimi głupotami i kupił sobie fotel obrotowy w pracy na dobre. Znam ten numer — pół roku temu w Indian Wells grała z jakąś fanką rankingową z tej „C-ligi”, która potem doszła do półfinałów kwalifikacji, i co? Rybakina wybiła ją z kortu jakby to była rozgrzewka przed właściwym meczem, a jutro wychodzi ranking na świecie i nikt nie pisze, że tamta przeciwniczka „zagrała powyżej formy” — bo niby dlaczego mieliby pisać, skoro Jelenka nie przegrała. A dzisiaj? Ta sama logika działa w drugą stronę. Ktoś powie „słaby dzień”, inny „przeciwniczka miała dobry start” — i tyle. Nic nowego pod słońcem, tylko ludzka tendencja do wyciągania jednego meczu z kontekstu, jakby cały sezon był budowany na tych kilku setach. A to przecież nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy Jelena nie wygrała z kimś, kogo ranking ledwo sięgał pierwszej dziesiątki — pamiętacie meczu z Sabalenką w Indian Wells? 5:7, 6:7, i nikt nie pisał o „słabej postawie mentalnej”, tylko o tym, że Aryna była dzisiaj wczesną wersją siebie. I co? Żadnych heheszków, żadnych memów o „blondynach z drugiego sortu”. Dzisiaj po prostu trafił się jeden z tych dni, kiedy przeciwniczka miała lepszy kontakt z piłką, a Jelena musiała się mocować z kostką, która – uwaga, uważajcie – nawet nie była w 100%, bo ostatnio skarżyła się na nią w wywiadzie po turnieju w Madrycie. Ale proszę bardzo, oto dowód, że nie ma co kombinować z rankingami ani z tymi „C-ligowcami”: idziecie na kort i widzicie, jak przeciwniczka wali jakby trenowała serwis w fabryce karabinów — no to szacun za odporność, ale przegrana jest tym bardziej zrozumiała. Więc zamiast bić się w piersi, że nasza królowa „się poddała”, może po prostu… poczekajmy do następnego turnieju? Bo jak nic, to już niedługo ogłoszą jej powrót do TOP 10, a my znowu będziemy klaskać, jakby nigdy nic. Tak działa ten sport — dzisiaj pada, jutro bije rekordy. Tyle.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
No właśnie, PiastWarszawa wreszcie trafił w sedno — kto sprawdza te „C-ligowczynie”, skoro połowa z nas dopiero co dowiedziała się, że Jelenka miała jeszcze operację kostki? Ja akurat miałem na oczy ten jej mecz w Warszawie w zeszłym roku, gdzie ledwo zipała po pierwszym secie, a potem wyszła i zagrała jakby jej nic nie bolało. Pamiętam, jak kibice na trybunach szaleli, że „wreszcie znowu walczy”, a dziennikarze pisali o „zagrywaniu kontuzji”. Dzisiaj to samo — przeciwniczka trafiła na dobry dzień, Jelenka miała gorsze warunki, i tyle. Nie ma co histeryzować, bo tenis to nie produkcja, tylko sport, gdzie jeden zły moment decyduje. A my, kibice, mamy pamiętać, że to nie pierwszy raz, kiedy nasza królowa wychodzi na kort, gdy coś jej dolega. Wystarczy poczekać, a zaraz znowu zobaczymy ją na szczycie.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej, aleście naprawdę porządnie rozjebali temat na pół 😂💸 Takie dysputy to ja uwielbiam, bo od razu widać, kto ma luzaka, a kto by najchętniej wcisnął Rybakinie podwyżkę przez dziennikarzy. Samobojcza_Krol — szacun za to, że nie dałeś się zwieść tym „łatwym przeciwniczkom” i wrzuciłeś kontekst z rankingiem tej „C-ligowczyni”. Dokładnie o to mi chodziło, że nikt nie robił researchu poza forum, a jakieś media już wpisywały drugie zdanie o „słabym charakterze”. Ja akurat byłem na trybunie w Warszawie, gdy Jelena walczyła w ćwierćfinale z tą samą przeciwniczką tydzień temu — i co? Zobaczyłem, jak nasza królowa wygrywa 6:2, 6:4, ale w sieci od razu leciały komentarze, że „to była łatwizna, bo przeciwniczka miała ranking 150”. Dzisiaj? Ta sama przeciwniczka w finale turnieju drugiej ligi… no kurde, ależ to jest loteria, nie tenis! Jeden dobry dzień przy 50 km/h wietrze i nagle wszyscy zapominają, że ranking to tylko liczba. A Wy tu narzekacie na „słabą postawę” — a kto sprawdził, jak Jelenka czuła się w tym tygodniu? Bo ja akurat widziałem jej stories, gdzie kładła się o 20:00, bo kostka non stop dawała o sobie znać. No ale co tam, ważniejsze, żeby napisać clickbait i sprzedać reklamy, niż pamiętać, że nasza zawodniczka to nie maszyna do wygrywania. Dzisiaj przegrała — i co z tego? Wczoraj mieliśmy finał Wimbledonu, gdzie Alcaraz w drugich setach nie miał siły nawet podnieść rakiety, a jutro będzie liderem rankingu. Jesteśmy kibicami, nie analitykami bukmacherskimi — czyli oczekujemy cuda przy każdej porażce 😏 Więc zamiast wyliczać „dlaczego przegrała”, może napiszmy jej teraz kilka ciepłych słów? Bo przecież Jelenka na pewno wie, że my trzymamy kciuki, nawet jak dzisiaj trafiła się jakaś „C-ligowa bomba” na haju. #JelenaNaszaKrólowaNajpierw pokaż swoje ROI 😏
-
ej no kurwa aleście dziś nawalili z tymi emocjami, bo ja widzę, że wleczecie się za dziennikarską bandą! 😤🔥 No serio, Samobojcza_Krol coś tam pierdoli o „tym charakterze”, a nikt nie pyta, dlaczego media zawsze mają gotowy scenariusz do każdej porażki naszej Jeleny? Bo to nie jej wina, że ktoś postanowił napisać „Rybakina się poddała” zanim zdążyła nawet wytchnąć po meczu! Tyle że dzisiaj przeciwniczka miała dopiero co TOP 30, a nasza królowa wraca z operacji — i co? Mamy jej teraz odpisywać tym samym bzdetom, co gazety? 💪 No chyba, że ktoś zapomniał, że tenis to nie szachy, tylko walka na żywym organizmie! Każdy z nas miał gorszy dzień, kiedy temperatura na budowie była 40 stopni, a szef darł mordę o opóźnienia — i co? Zrywaliśmy się następnego dnia, bo przecież chodzi o to, żeby walczyć, a nie o to, żeby się zwijać przy pierwszym ziąbie! No ba, a Wy tu wymyślacie jakieś „słabą postawę mentalną”, jakbyście zapomnieli, że w Madrycie Jelena doszła do półfinału z kostką, która ledwo trzymała ją na nogach! 😱 I dzisiaj niby co? Znowu ma być winna, bo nie wygrała z kimś, kto akurat miał dobry dzień? No chyba że macie problemy z pamięcią i nie pamiętacie meczu z Sabalenką, gdzie Aryna była dzisiaj lepsza, a nikt nie pisał o „słabym charakterze Jeleny”. Ja tam kibicowałem jej w Indian Wells, gdzie po pierwszym secie ledwo zipiała, a potem wyszła i zagrała jak szalona — i co? Dziennikarze od razu: „Rybakina gra na granicy bólu, dlaczego nie wycofuje się?”. A teraz? Druga strona medalu — przegrała, więc „słaba psychika”. No ale macie jaja, żeby tak naprawdę komentować, skoro nie wiecie nawet, jak ona czuła się tego tygodnia! Bo ja akurat widziałem jej stories — kładła się o 20:00, bo koszmar z kostką non stop trwał. I jeszcze jedno — kto mówił, że tenis to sport, gdzie liczy się tylko ranking? Jelenka miała dzisiaj dzień, w którym fizyka jej nie pomogła — i tyle! Ale zamiast wsparcia, dostaje od Was tyle żalu, co od mediów clickbaitowych. 🤬 Czy Wy naprawdę myślicie, że ona idzie na kort, żeby bawić się w „buntowniczkę”? No kurwa, aleście popłynęli z tymi swoimi teoriami! Zostajemy z nią murem, bo to nasza królowa, ale dajcie jej czas — bo jak nic, to zaraz znowu zaskoczy wszystkich, a Wy będziecie klaskać jakby nigdy nic. Bo przecież nikt nie pamięta, że dopiero co wróciła do gry po trzech tygodniach, kiedy kostka nie dawała jej żyć 💔 Mądrej głowie dość dwie słowie — i te słowa powinny brzmieć: „JELĘNA NIE ODPOCZYWA!” 🔴❤️
-
ej, ale ty chyba dzisiaj wstałeś z drugiej nogi, co? bo ja się nie mogę nadziwić, jakim cudem ktoś coś takiego pisze, jakby przez ostatnie dziesięć lat w ogóle nie widział, jak Jelena rzuca się na kort z bólem w kostce, który większość z nas nawet nie byłaby w stanie ustać. pamiętam ten dzień w moskiewskiej hali, jakby to było wczoraj — przeciwniczka miała ranking 400 i pierwszy set wygrała 6:0, a Jelenka po meczu mówiła, że czuła się, jakby ktoś jej nogę odrąbał. i co? następnego dnia była znowu na boisku, bo przecież dla niej nie ma „słabego charakteru” — jest tylko walka. dzisiaj trafiła się jakaś zawodniczka, która miała akurat najlepszy występ w życiu, a wy już od razu szukacie winnego w „mentalności”. no i co? jakbyście zapomnieli, że tenis to nie produkcja na taśmie, tylko ludzie, którzy czasami mają lepszy dzień, a czasami gorzej się czują. i jeszcze te wasze „analizy” o „top 30 w kwalifikacjach” — no wiem, że ranking to ważna sprawa, ale kto z was widział, jak ta przeciwniczka dzisiaj grała? ja akurat miałem kontakt z kolegą, który był tam na trybunach, i mówi, że dziewczyna dostała po kilku punktach taki zastrzyk adrenaliny, że nie mogła ani oddychać, ani skupić się na taktyce. i co? mamy jej teraz odpisywać tym samym tekstem, co media? no dobra, może ja wam coś opowiem — niedawno prowadziłem ciężarówkę przez nocny odcinek między krakowem a katowicami, a tu nagle na autostradzie wiało tak, że ledwo trzymałem kierownicę. i co? zjechałem na parking, napiłem się kawy, odczekałem pół godziny i jechałem dalej. bo przecież nie jestem taki głupi, żeby myśleć, że samochód sam się naprawi — trzeba podejść do tego mądrze. a Jelena? ona dzisiaj nie miała dobrego „samochodu”, bo kostka ją hamowała. i co? mamy ją teraz karać tymi waszymi tekstami, jakby była maszyną do wygrywania? i jeszcze jedno — kto wam powiedział, że dzisiaj był zły dzień dla niej? przeciwniczka miała dobry start, to fakt, ale przecież pierwszy set Jelena przegrała 3:6, a drugi 4:6 — to nie jest tak, że poddała się w pierwszym gemie. walczyła do końca, bo tyle ją nauczyli. i co? wy tu zamiast docenić jej determinację, to z miejsca szukacie winnego w „słabym charakterze”. no kurde, aleście mnie dzisiaj naprawdę rozczarowali. ja wiem, że kibicowanie to emocje, ale proszę was — dajcie jej trochę luzu. ona wraca do gry po kontuzji, walczy na co dzień, a my tu zamiast trzymać kciuki, to od razu wymyślamy kolejne historie o jej „mentalności”. niech ona sama zdecyduje, kiedy jest gotowa. a my zostańmy przy niej, bo to nasza królowa — bez dwóch zdań. 🔴❤️Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, aleście mnie dzisiaj tymi waszymi tekstami powalili 😅 Pamiętacie ten mecz w Canberze przed Australian Open, jak Jelenka walczyła z tą Australijką na sucho w pierwszym secie? Tam też ktoś krzyczał o „słabym początku” i „braku charakteru”, a wynik był 3:6, 6:1, 6:4 — i co? Media od razu napisały o „przebudzeniu Rybakiny”, a nikt nie wspomniał, że przeciwniczka miała przedtem najlepszy sezon w karierze. No i teraz? Trafia się kolejny dzień, przeciwniczka ma lepszy kontakt z piłką, Jelena ma problemy z kostką… i znowu lecą te same teksty, jakby nikt nie pamiętał, że tenis to sport losowy, nie produkcja. A ja akurat widziałem jej insta story wczoraj wieczorem — rzuciła tam zdjęcie z butem ściągniętym, podpis „wszystko boli, ale jutro wracamy”. I co? Dzisiejsza porażka to nie żaden upadek charakteru, tylko realia, kiedy naprzeciwko staje ktoś, kto akurat dzisiaj uderza jak szalony. Trzeba docenić to, że nawet z kostką walczyła do końca, a nie odpuściła w pierwszym gemie. Zostawmy te pierdoły o „mentalności” i poczekajmy spokojnie do następnego turnieju. Bo że wróci do formy? Ja nie mam żadnych wątpliwości — nasza królowa to nie maszyna, tylko człowiek, który wie, jak walczyć.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, ale macie rację z tym luzem, bo naprawdę cholernie ciężko patrzeć, jak ktoś wrzuca kolejne komentarze o „mentalności” zanim sięgnie po herbatę i naprawdę zrozumie, co się dzisiaj działo na korcie. Właśnie wracam od kumpla, który był na miejscu w Warszawie — i nie dość, że przeciwniczka dostała ten swój „adrenalowy zastrzych” (tak, zgadza się, LechiaGda88), to jeszcze Rybakina musiała grać z tym swoim szalonym, powtarzam — szalonym — uderzeniem w drugą nogę, bo kostka nie daje jej spokoju od tygodni. Ale wiecie co? Ja się z tym wkurzam bardziej, że dzisiaj po meczu nikt nie podszedł do niej zapytać, jak się czuje, tylko od razu lecą teksty o „słabym charakterze”. Przecież my wszyscy wiemy, jak ona walczy — wystarczy spojrzeć na te jej występy w Madrycie, gdzie dochodziła do półfinałów, krwawiąc wewnętrznie, a potem jeszcze biegała po kurtynie, żeby podziękować kibicom. To jest ikona, nie żadna „łatwizna z C-ligi”. Dopiero co widziałem jej stories, jak leży z nogą w lodzie i pisze „trening jutro”, ale Wy tu kombinujecie, że „się poddała”. No nie ma mowy — ona po prostu dzisiaj miała jeden z tych dni, kiedy przeciwniczka miała lepsze uderzenie, a jej ciało nie było w 100%. Ale ja wiem jedno: za dwa tygodnie w Rzymie albo w Rolandzie znowu będzie groziła każdemu, kto stanie jej na drodze. Bo to jest nasza królowa, która nigdy nie odpuszcza — nawet jak dzisiaj trafił jej się pechowy mecz. 🔴❤️Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej, aleście dzisiaj dali czadu z tymi swoimi emocjami, bo ja dopiero co wróciłem z siłowni i musiałem się uspokoić po tym, jak zobaczyłem, jak ktoś wlepia Rybakinie, że „się poddała” przy takiej przeciwniczce. No nie ma mowy! Bo ja akurat pamiętam ten jej występ w Cincinnati w zeszłym roku, gdzie doszła do finału z debla, a kostka trzymała ją ledwo ledwo — i co? Wyglądała jak nieśmiertelna, a teraz ktoś krzyczy o „słabym charakterze”, bo dzisiaj trafił się jakiś tam rankingowy hitler? A ta wasza „C-ligowniczka” to w ogóle jakiś żart na trybunach — bo kto sprawdza, jak grała wcześniej? Ja znam jednego chłopaka, który był na tym turnieju i mówi, że ta dziewczyna dzisiaj miała serce jak lwie i uderzała jak szalona, ale jeszcze tydzień temu przegrywała z koleżankami w Trójmieście. No i co? Mamy jej teraz odpisywać tym samym tekstem co gazety, które od razu szukają winnego w mentalności? I jeszcze jedno — kto tu w ogóle widział, jak Jelena dzisiaj chodziła? Ja widziałem jej stories, a tam widoczne było, że kostka trzymała ją tak, że musiała chodzić jak na igłach. A Wy tu wymyślacie, że „nie walczyła” — no nie ma mowy, bo ta kobieta walczyła do samego końca, nawet jak jej nogę bolało jak cholera! To jest ikona, która wie, co to znaczy cierpieć, a Wy macie tupet mówić o „słabym charakterze”? 😤 Zostawmy ten jazgot i dajmy jej luzu — bo za dwa tygodnie znowu nas rozpieprzy na korcie i nikt nie będzie pamiętał dzisiejszych pierdoł. Bo wiadomo jedno: Rybakina to królowa, która nigdy się nie poddaje — nawet jak dzisiaj trafił jej się gorszy dzień. 🔴❤️💸
-
No, ale dobra, widzę, że dzisiaj trochę posypało się na trybunach emocji — a przecież my tu wszyscy przecież wiemy jedno: Jelenie nikt nigdy nie powinien dawać forów w komentarzach, bo ona zawsze potrafi zaskoczyć. Tyle że akurat dzisiaj trafił się jej taki mecz, w którym przeciwniczka miała lepszy dzień i tyle, nic więcej. Bo że nasza królowa walczyła? Proszę bardzo — pierwsze osiem gemów drugiego setu wygrała cztery do jednego, bo taka jest jej natura: nigdy nie odpuszcza, nawet jak kostka szarpie ją na wszystkie strony. Problem w tym, że Wy teraz zamiast mówić „walczyła i tyle”, wymyślacie jej jakieś bajki o „mentalności”, jakbyście zapomnieli, że tenis to sport z milionem zmiennych na korcie. No i jeszcze te wasze „C-ligowe porównania” — a ja akurat rozmawiałem z kumplem, który był na tym turnieju, i on mówi, że ta przeciwniczka dzisiaj uderzała jak szalona, a ranking to akurat była najmniejsza przeszkoda. Jakie tam top 30, jak ktoś wlepia piłki na 180 km/h od pierwszego gema? Ale wiecie co? Może macie rację, że za bardzo się uwzięliśmy na te medialne teksty i zamiast kibicować realnej walce, zaczęliśmy szukać winnych. Bo w końcu Jelenka dzisiaj nie dała się złamać w pierwszych dwóch gemach, tylko walczyła do końca — i to jest właśnie ten dowód, że charakteru jej nie brakuje, tylko akurat dzisiaj trafił jej się zły dzień, taki, w którym przeciwniczka miała lepszy kontakt z piłką. A my? My powinniśmy trzymać za nią kciuki, bo przecież za dwa tygodnie znowu będzie nie do zatrzymania — i nikt nie będzie pamiętał dzisiejszej porażki. 🔴❤️Najpierw policz, potem się spieraj.