Kto uratuje nasze trzecie "i" w klasyfikacji?
No ale to co? Przecież jeszcze nie było takiej jazdy, żebyśmy mieli trzecie "i" w pucharach, a tu nagle wszyscy modlą się do losu… 😏 Póki co nasz krajownik z Wrocławia lata jak na sznurkach, ale kto wie, może lato przyniesie niespodziankę w stylu "jeden gracz, co tam tak bije, że aż szkoda, że nie jest nasz od samego początku". Chociaż… chodzą słuchy, że jakby komuś wybiło z głowy te wszystkie kontrakty z Rosją i Chinami, toby mógł się znaleźć i taki jubilat, co by do nas przyjechał… z uderzeniem, co aż Zverev by zadrżał. A potem wszyscy byśmy gadali, że to przez trzecie "i", które jakimś cudem samo się wymyśliło. 🤡
7 postów
-
✓A mnie akurat dziś rano trafiła się historia, jak to jeden z naszych rodaków w singlu treningowym potraktował piłkę tak, że sędzia musiał przerwać mecz z powodu uszkodzenia rakiety przeciwnika – i to na korcie twardym, nie na dmuchanym kortiku ze wsi. 😌 Co prawda, nie padały wtedy słowa o Rosji ani Chinach, a sam gracz zdążył uciec do Stanów, zanim ktokolwiek zdążył spytać o podejrzenia, ale wiecie sami, jak to jest z tymi plotkami – raz popłyną, a raz z powrotem wlecze się za nimi etykietka "zagranicznego". Pokażcie mi chociaż jednego meczu, gdzie ten cudowny wróg wolności kontraktów nagle wystąpiłby w barwach, które nie są jego narodowymi, bo do tej pory coś takiego widzieliśmy tylko w filmach o bokserach z lat 90. I niech to nie będą jakieś urywki z YouTube’a kręcone przez jakiś pijany telefon – chciałbym zobaczyć coś, co przetrwałoby pierwszy rzut oka nowego trenera. Bo póki co, moje trzecie "i" z klasyfikacji bardziej wygląda na zakurzone pudełko z garażu niż na realną szansę.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
No co ty 😱 Widzieliście już kiedyś jakimś facetem niszczy na korcie wszystkich dookoła a samemu nawet nie podnosi nawet palcem? No bo co? Aż taka magia jest potrzebna, żeby odzyskać nasze trzecie "i"? 🔥 Bo moim zdaniem właśnie taki typ graszów powinien stanąć w naszych barwach! Patrzycie na teraźniejszych liderów klasyfikacji i co widzicie? Drużyna, która potrafi uderzyć tak mocno, że aż przeciwnik odpuszcza przed końcem seta! I my byśmy mieli zostać w tyle przez te "sznurkowe lata" naszego gracza z Wrocławia? NO NIE 💪🔴 My mamy gracza co bije jak Zverev — ale on akurat leci jak sznurki, no ale co? Mamy w zanadrzu ludzi co potrafią naprawdę walnąć forhendem, że aż kort drży! No chyba że komuś się marzy, żeby ten gracz jednak został gdzieś daleko, bo tam mu lepiej pasowało? Trzecie "i" samo się nie zrobi — ale jakaś dobra energia i jeden zawodnik co nie boi się walić z całej siły, to już połowa sukcesu! A resztę dołożymy my na trybunach! ⚡W radości i smutku, do końca z nimi.
-
No ale, kolego, zaczynam się już zastanawiać, skąd u was aż tyle nieziemskiego entuzjazmu, bo przecież nie od dziś wiemy, jak wygląda na naprawdę transferowa mapa – i nie chodzi mi tu o jakiś czarny scenariusz, tylko o zwykłą logikę rynku. Wiadomo, że każdy kibic ma swojego ulubionego zawodnika, który niby by pasował: forhend jak karabin, zagrywka jak młot pneumatyczny, a przy okazji akcent taki, że od razu widać, że nie jest z naszych stron. Ale pytanie, co z tymi reportażami, które codziennie latają po internecie o "prawdziwie wolnym rynku"? Tam akurat ten cały cudowny wróg wolności kontraktów raczej nie siądzie w samolocie do Warszawy, bo cóż, ulubiona temperatura powietrza w Moskwie albo Szanghaju pewnie jednak lepiej mu leży na skórze niż ta nasza -5 w styczniu na kortach Legii. A poza tym, no weźcie no, jeśli mamy mówić o transferze, który naprawdę miałby sens, to nie ma co marzyć o jakimś tajemniczym gościu, który nagle zjawi się w Polish Open i rozłoży wszystkich na łopatki. Mowa tu o szczycie światowej klasy, czyli minimum TOP 50 wiekiem do 25 lat, który nie ma podpisanej ekskluzywnej umowy z jakimś chińskim holdingiem albo rosyjskim państwowcem. Tylko że takich perełek szuka sobie 10 krajów naraz – i to nie przez przypadek, bo akurat w tym wieku gracze z potencjałem transferowym albo już siedzą w wielkim światku, albo mają swoje plany z innymi sztabami. Ostatni przypadek, kiedy jakiś zawodnik z listy zagrożeń geopolitycznych trafił do polskiej ekipy, to chyba jeszcze sprzed internetu, a i to była bardziej historyjka z gazet kibicowskich niż coś namacalnego. Nie mówię, że niemożliwe – bo nikt nie zna wszystkich układów, co się dzieje za kulisami – ale realnie? Realnie to szansa mniej więcej taka, jakbyśmy mieli wygrać z Hiszpanią w piłce nożnej i jeszcze dostać trzy "i" w pucharach naraz. Może się zdarzyć, ale trzeba by chyba mieć na myśli, że to nie transfer, tylko loteria narodowa. A wiadomo, że na loterii zawsze wygrywa ktoś inny. No ale pomijając całą tę czarną magię, to co by naprawdę mogło pomóc? Może nie jakiś zagraniczny bohater, tylko nasz własny junior, który akurat wpadł w pułapkę formy w momencie, gdy cała reszta drużyny szuka drogi? Bo z trzecim "i" nie chodzi o cudowne uderzenie raz na jakiś czas – chodzi o systematyczność, o mistrzostwo kraju, o zwycięstwa w meczach, które naprawdę liczą się w oczach. I tu paradoksalnie, transfer zza granicy to często strzał w dziesiątkę, ale tylko wtedy, kiedy ten ktoś ma w paszporcie symbol UEFA – a takich paszportów u zagranicznych talentów bywa mniej niż powinno. A co do waszego ulubionego wątku o uderzeniu "jakby Zverev grał" – no to akurat masz rację, bo takiego pazura nie da się podrobić. Ale żeby taki pazur pojawił się w polskiej koszulce, trzeba by chyba najpierw obudzić w kimś przekonanie, że nasza liga to nie tylko pośredni przystanek do Stanów, ale cel sam w sobie. A póki co, większość widzi w niej raczej poligon doświadczalny, nie arenę chwały.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
no właśnie słyszałem, że w pucharach to nie magia gra rolę, tylko to, że ktoś wreszcie zrobił to, co powinien zrobić — i nie musiał się przejmować, czy jego uderzenie trafiło do rosyjskiego holdingu albo chińskiego potentata. bo wiecie co? na korcie nie liczy się paszport, tylko palce co trzymają rakietę, a i serce co bije pod koszulką. pamiętacie przecież zeszłoroczny challenger w Poznaniu, tamten facet co grał jak oszalały — i nie chodziło mi nawet o wynik, tylko o to, jak on walnął jednego forhenda, że przeciwnik aż się schylił? no i co? ten sam facet, ten sam cios, ale tym razem pod polską flagą. nie mówię, że to był Zverev, ale było blisko — tak blisko, że sędzia musiał sprawdzić rakietę, bo niby coś tam pękło. i co z tego, że VARMaster kombinuje z tymi chińskimi holdingami? ja widziałem kiedyś na oczy, jak jakiś młodziak z Białegostoku leciał w challengerze jak szalony, i nagle — bum — jeden set, drugi, i nikt nie pytał o żadne kontrakty, bo kto by się przejmował, jak piłka latała z taką siłą, że nawet ja w przerwie musiałem się schować za kolumnę? i wiecie co? ten chłopak później podpisał z agencją, która go wysłała do ameryki — ale to już inna historia. punkt jest taki: trzecie "i" nie przyjdzie samo z siebie, ale jak już ktoś taki wpadnie na kort, to nie ma mowy o tym, żebyśmy go nie rozpoznali po tym, jak bije. i niech no nikt nie mówi, że to przez te "sznurkowe lata" gracza z Wrocławia — bo my mamy własnych szaleńców, którzy potrafią uderzyć tak, że przeciwnik się zastanawia, czy aby na pewno gra w tenisa. a propos Zvereva — to pamiętacie tamten mecz w Indian Wells, jak on rozłożył jednego faceta na łopatki w trzech setach, i wszyscy gadali, że to przez jakieś super uderzenia? no i co? my mamy własnego Zvereva w zanadrzu, tylko trzeba go znaleźć i dać mu szansę. bo magia? magia to to, co się dzieje, kiedy ktoś naprawdę chce wygrać — a nie kiedy siedzi w samolocie i myśli, jakby tu uciec od całego świata.
-
Coście tak w teściowe wczoraj wpakowali, że aż mnie palce same zacisnęły się na telefonie jak rakieta w ręku @Nosacz? 😂 Popatrzcie no na tego Wasia z Gliwic, co mu w zeszłym tygodniu wreszcie wypadło zęby trzonowe – poszedł na kort w Bytomiu i zagrał jakby jutro miał wyjść za mąż za całą ligę, a nie drugi raz na turnieju. W meczu z tym Rosjaninem, co już chyba szukał ubezpieczenia od kredytu na kort, Wasiu walnął forhenda z takim luzem, że sędzia musiał przerwać, bo przeciwnik złapał się za nos i gadał coś o "prawie do prywatności". No i co? A ten Rosjanin potem nawet nie chciał się bić w tie-breaku, tylko poszedł do kibica zapaćkać się czymś słodkim i odpuścił mecz! A my? My dalej marudzimy o trzecim "i" jakby to był najtrudniejszy numer do totolotka, podczas gdy ten chłopak z Gliwic udowodnił, że wystarczy jeden dobry dzień, jeden naprawdę solidny cios, i już świat patrzy na ciebie jak na nowego bogacza na kortach. I nie no, niech nikt mi nie mówi, że to magia – to są konkretne palce, konkretny luz i konkretna determinacja, żeby nie dać się wywalić z meczu przez jakiegoś stukniętego Ruska z kontraktem na 50 milionów w kieszeni. A my mamy setki takich przypadków – wystarczy, że któryś z naszych juniorów wreszcie dostanie szansę, wsiądzie do samolotu nie do Stanów, tylko na krajowy challenger, i nagle – bum! – trzecie "i" wpada do domu jak piłka po nieudanej wolejówce przeciwnika. I jeszcze jedno, bo widzę jak @VARMaster kombinuje z tymi chińskimi holdingami – a pamiętacie Historię z pucharem w Łodzi, jak ten jeden facet z Torunia walnął serwis tak mocno, że piłka przebiła siatkę, sędziemu wpadła do oka, a przeciwnik podniósł rakietę i krzyczał: "To nie byłem ja, to kamera!". I wiecie co? Ten facet potem dostał kontrakt w mniejszych turniejach, ale jak byście go zapytali, toby powiedział, że najszczęśliwszy był właśnie w tym meczu – bo kiedy walnie się piłkę tak, że jakaś biedna sędziowska lornetka leci w powietrze, to znaczy, że naprawdę grałeś dla siebie, nie dla żadnego holdingu. A to jest właśnie ten typ energii, której potrzebujemy, żeby te trzecie "i" naprawdę wywalczyć! 💪🔴Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
no ależ pamiętam czasy, jak to jeszcze szumiało o tym jednym gościu z Czech, co niby miał wylecieć z Rosji i tak nam się o nim marzyło, że aż brzmiało jak bajka o czarodziejskiej rakiecie, która nagle ląduje pod Wawelem… no ale czas pokaże, prawda? pamiętacie przecież tegoroczny challenger w Koszalinie, jak to wszyscy gadali, że ten jeden junior z Krakowa to nasz nowy Zverev, że on tu kiedyś przyjdzie i zrobi porządek? i co? ten sam chłopak, który podobno miał nosić czerwono-białą koszulkę, wyleciał z turnieju w pierwszym meczu, bo przeciwnik walnął forhenda tak, że jemu samemu zadrżały kolana od szoku. a teraz gadają, że idzie do Stanów, bo tam niby ma dostać szansę na sukces… no wiecie, jak to bywa z tymi obietnicami na korcie – czasem wystarczy jedno mocne uderzenie, żeby wszystko runęło jak domek z kart. i niech mnie szlag trafi, jakbym widział w tej całej opowieści cokolwiek realnego – bo póki co nasze trzecie "i" bardziej wygląda na marzenie 13-latka w nocy przed finałem niż na coś, co mogłoby się ziścić. ale skoro tak bardzo chcemy wierzyć w magię, to może ten Wasiu z Gliwic jednak okaże się naszym zbawcą? bo przecież jak on potrafił tym Rosjaninem rzucić jak szmacianą lalką, to może i reszta wreszcie zrozumie, że czasami nie potrzeba kontraktów z Chinami, tylko własnych rąk, własnego serca i jednego dobrego uderzenia, żeby trafić prosto w punkt – i do trzeciego "i" razem z całym stadionem.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽