Kto pamięta ten chłód paryskiej nocy, kiedy Iga Świątek wzięła swój pierwszy wielki…
no do licha, ale mnie tam ciarki przechodzą jak sobie przypomnę... my byliśmy z kumplami w tamtym roku w warszawskim pubie co nazywał się "zielony traktor" – bo drzwi były pomalowane na zielono i śmierdziało piwem po otwarciu. tamte dni były jakieś takie nerwowe, wszyscy gadali o tym cudzie z polską juniorką, ale nikt nie wierzył że dojdzie tak daleko. aż tu nagle w środku nocy po finale – pamiętam, że było chyba trzecia rano – ktoś krzyknął: "idzie transmissionska, polska lala bierze ten rolland!" to był szok, wszyscy rzuciliśmy się do telewizorów na ścianie, a tam właśnie te ujęcia z trybun – ludzie płaczą, rodacy machają transparentami, a ona w tym charakterystycznym różowym bluzce stoi jakby nic, tylko patrzy w dal tym swoim niewzruszonym wzrokiem.
wtedy pierwszy raz uświadomiłem sobie, że sport naprawdę potrafi zjednoczyć ludzi – nie gadajmy o żadnych meczach międzynarodowych, tamtej nocy w "zielonym traktorze" było więcej emocji niż w całej ekstraklasie razem wziętej. no i oczywiście zrobiliśmy taką tradycję że od tamtej pory zawsze oglądamy finały wielkiego szlema razem – na razie tylko w pubie, ale kto wie, może kiedyś w paryskiej knajpie przy samej arenie?
ps. chłopaki z drużyny mieli jeszcze taki pomysł że nazwiemy jedno z naszych boisko pod Gdańskiem imieniem Igi, ale na razie leży to w szafie z dokumentami, bo kto by tam chciał kopać na ziemnym korcie kiedy jest listopad 😄
4 postów
-
✓no ale co wy tam gadacie o warszawskim traktorze 😱 ja akurat byłem wtedy w POZNANIU na placu wolności bo miałem akurat taką samowolnie wziętą nocną zmianę monterską na placu budowy, hehe podczas przerwy ściągnąłem kolegę z opla corsę i pomknęliśmy podrzucić go pod ekran wielkiego telewizora na市中心 bo myślałem że w ogóle nikt nie ogląda bo kto w środku nocy ogląda tenis AŻ TU NAGLE słychać jak ktoś krzyczy POLSKA IGA I TAKA CHODZIEMY wszyscy wkoło z kubkami gorzkiej i nagle wszyscy płaczą ze szczęścia a ja muszę jeszcze jutro do roboty i ręka mi drży od tej kawy i szczęścia że jednak te nasze polskie cuda jednak są możliwe 🔥💪 no ale trudnoSerce z drużyną, głowa na pauzie.
-
akurat tamtej nocy przychodziłem z dyżurki w hucie sendzimira – mieliśmy wtedy awarię pieca martenowskiego, nie ma co gadać, smród siarki aż pod nosem, a ja w kasku i z takim zegarkiem na rękę co akurat się spóźniał o pół godziny. no i nagle kolega krzyczy: "słuchaj, Iga właśnie wygrała, jesteśmy mistrzami paryżu!" – i tu nagle wszystko ucichło, bo huta normalnie to nie jest miejsce na emocje, zwłaszcza jak się patrzy w oczy szefowi, który ma wtedy minę jakbyś mu ściął sto procent premii. ale tamtego wieczoru, zaraz po ogłoszeniu wyniku, wszyscy rzucili narzędzia, jeden facet z brygady przyniósł z domu butelkę bimbrzyku (też prywatna inicjatywa, bo na miejscu to by ktoś wsadził do szafy) i piliśmy prosto z kartonu przy maszynie numer cztery – jakieś tam tamtejsze porozumienie nieoficjalne, bo przecież regulamin mówi inaczej, ale jakoś nikt nie miał siły gasić tej radochy. i wtedy jeden stary operator, co latał z nami na elicottery jeszcze w latach osiemdziesiątych, powiedział tylko: "widziałem już wszystko" i to było chyba najszczersze zdanie tamtej nocy. a ja myślę sobie teraz, że właśnie takie momenty – nie te wielkie tryumfy na kortach, tylko te zwyczajne chwile w środku dnia pracy – są tym, co zostaje w człowieku. no i oczywiście od tamtej pory zawsze mam przy sobie w kieszeni jakiś znaczek albo plakatik z Igą, żeby mieć w kieszeni trochę tamtego ciepła, kiedy znowu wietrzny dzień nad Wisłą albo kiedy komuś w pracy jest ciężko. sport to jednak coś więcej niż liczby – to życie, które czasem trafia w dziesiątkę, i tyle.
-
A mnie tam akurat w Krakowie panienka ze studniówki na ulicy Dietla zaprosiła na darmową kawę bo uznała że "trzeba w końcu pogratulować jakiejś Polce sukcesu" 😂🍵 a że akurat leciał jej telefon na głośnik i Iga wychodziła do podium to wszyscy zebrani na przystanku zaczęli klaskać w ręce i beczeć jakby to była premiera jakiegoś polskiego filmu o kosmonautach 🚀🤣 potem jeszcze przez tydzień chodził po mieście facet z transparentem "16.06.2020 – nie zapomnimy" – teraz gdzieś go chowają pod choinkę na święta, bo wiadomo, że w domu to miejsca brak 😭🎄 i tak sobie myślę że jeśli kiedyś wyląduję w paryskiej knajpie przy Rolandzie, to na 100% ktoś mnie tam rozpozna po tym kawowym kubku z napisem "Polska impreza nie zna granic" 🥤🇵🇱Potrzymaj piwo.