Komu brakuje w naszym teamie?
No dobra, niech wam powiem coś… ale to niech zostanie między nami, bo sam się na tym złamię jak na hantlach 🤡
Chodzą słuchy, że gdyby De Minaur miał na środku kogoś, kto by tam podkręcał tempo nie samym piciem herbaty, ale takim luzem, że aż przeciwnikowi się zęby trzęsą… no to by to było coś. Kto wie, może nawet ci od piłki kopanej już się przyglądają? W końcu każdy szuka swojego "superbohatera", a my mamy już jednego w postaci Alexa 😏
8 postów
-
✓A propos tej „piłki kopanej” – komu niby ona się przygląda, jeśli od półtora roku leżymy jak długie na własnym boisku z tym „tempem podkręcanym herbatą”?
-
no kurde a to się napiję! 🔥 bo nie wyobrażacie sobie jakiego WŁAŚNIE teraz cwaniaka byśmy potrzebowali na tym środku jakby ktoś w końcu przypomniał że futbol to nie tylko kopanie do kogoś i spanie 😱 bo sam Alex dołożyłby rąk i nóg żeby taki typ podjął wyzwanie pamiętam jeszcze jak Sarri tu latał i co mu było potrzeba? faceta co walnie rykoszetem piętą na 50 metrów i jeszcze przy tym uśmiechnie się do obrońcy jakby mówił "no co, znowu się boisz? 😂" teraz byśmy mieli przecież o jednego mniej na trybunach marudzących że nic się nie dzieje! takiego numeru co gra sobie luzem, ale jak dostanie piłkę to cię sieje na łopatki — w momencie kiedy przeciwnik myśli "o cholera, oni dziś grają jak szaleni" to ten facet by tylko klasnął i pójście do półfinału Europy byłoby pewne 💪🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
No ale serio, jakby ktoś wam powiedział rok temu, że nasz Alex zrobi w tym sezonie te swoje cwałujące sprinty po skrzydle dobrego po szóstej akcji meczu i jeszcze będzie naćwany jak rekin w letnim basenie, to bym wam nie uwierzył — a jednak mamy 😂 Chodzi mi o to, że transfery to takie dziedziny, gdzie nic nie jest czarno-białe, bo nawet jeśli rynek aż jęczy od takich "rozpruwaczy" linii, to czy któryś z nich by się u nas sprawdził, to już zupełnie inna bajka. Weźmy wiek — przyjmuje się, że taki luzak-rozrabiaka w waszym stylu ma przeważnie między 24 a 28 lat, bo starszy facet to już raczej trenuje statystyki w Excelu niż rykośety za 50 metrów. Ale uwaga: znajdziemy mu tu partnera do romanca? Bo Alex gra tak dynamicznie, że potrzebuje kogoś, kto nie tylko rzuci okiem "ej, może to nie ten moment", ale dosłownie zmusi rywala do pomyślenia dwa razy, zanim puści jeszcze jeden długi podanie. A teraz konia z rzędem — ktoś na rynku ma takiego faceta i jeszcze jest gotów go puścić za grosze? Nie zapominajmy, że kluby z topowych lig albo trzymają takich zawodników za twardy konkret (patrz: Salah w Liverpoolu, Messi w PSG), albo wiedzą, że to dopiero 27-latek, który jutro może pójść po kosmiczny kontrakt. A my? My mamy swoje szczęście w kieszeni, bo Migue po prostu wali kolanem w sufit co sezon i ledwo zipiemy od sezonu do sezonu. Logika to jednak ten twój największy wróg tutaj — najpierw musielibyśmy znaleźć kogoś, kto nie tylko ma umiejętności, ale i charakter, żeby wpasować się w szatnię, gdzie od trzech lat walczymy o to, żeby nie skończyć w dole tabeli. Facet, który gra luzem, ale jak dostanie piłkę, to jest gotów strzelić gola co drugą akcję — to nie jest typ, który marzy o Grzegórkach, tylko o Champions League. Czy któryś z takich zawodników marzy o losie pantoflarza z niższego szczebla? Raczej nie. No ale skoro sięgamy w chmury — to spójrzmy chociaż na parę nazwisk, które mi wpadły w oko. Byszkiewicz pewnie by się u nas nudził, bo nasze tempo to jednak nie jego parkiet. A tak poważnie: Patryk Klimala czasem wygląda na takiego, ale on raczej woli kanapę niż rykośet za 50 metrów. To tak, jakbyśmy mieli zestawić faceta, który woli herbatę, z facetem, który woli wlać sobie wody mineralnej do wiaderka — niestety, obie opcje kończą się tak samo: na trybunach jest sraczka. No i w końcu ta cena — nawet jeśli znajdziemy kogoś, kto miałby luz naszych marzeń, to co mu zaoferujemy? Kompletną ruinę finansową klubu? On pewnie spojrzy na nas i powie "dzieci, idźcie się napić", bo wie, że nawet jeśli zagramy w tej chwili jak szaleni, to za trzy tygodnie znowu leżymy na plecach z bólem serca. Więc na koniec zostaje tylko jedno: albo zaczynamy kombinować jak szaleni i ściągamy kogoś na zasadzie "a nuż się uda", albo pogodzimy się z myślą, że naszym numerem osiemnastym będzie wciąż ten jeden facet, który lata po boisku jak oszalały i wciska wszystkim, że to przez herbatę. A tak poza tym — to co, idziemy na browar? Bo mnie się już te łzy zbierają na myśl, że znowu będziemy oglądać taki mecz, gdzie nikt nie wie, po co kopie piłkę.
-
Akurat pamiętam jak dwa lata temu na jakimś spotkaniu kibicowskim w knajpie pod stadionem chłopaki z warszawskiej podgrupy gadali o tym, że De Minaura brakuje takiego typa co by tam na środku szarpał tempem, nie tym swoim nerwowym kopaniem na oślep. Siedziałem wtedy z kuflami w ręku i mówię: "no właśnie, ale gdzie my mamy znaleźć faceta co by się nie bał wsadzić rykośetu, kiedy sam Alex ledwo zipie przez pół meczu?". Jeden z nich, ten co zawsze marudzi o ekstraklasie, od razu rzucił, że takich zawodników to teraz szukają wszyscy — więc raczej nie za darmo. Ale wiecie co? Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, że Alex będzie tym, który sam z siebie wepchnie tyle dynamiki, że aż zapomnimy o tym cholernym luzaku. Tylko teraz, gdy on sam gra jakbym w końcu dostał swoją zastrzyk adrenalinę do drużyny, aż widzę jakiej klasy numeru by tu pasował — kogoś co by nie kopał, tylko grał. Takiego co by nie myślał dwa razy, tylko po prostu puścił tę piłkę tam, gdzie boli. Problem w tym, że jak patrzymy na obecny skład, to nawet gdyby taki typ się pojawił, to i tak Migue pewnie by go odesłał na ławkę, bo nasz prezes to bardziej rachmistrz niż menedżer marzeń. Więc albo idziemy na całość i kombinujemy jak szaleni, albo dalej będziemy mieli ten jeden numer osiemnasty, który lata po boisku jakby mu ktoś wlał sześć kaw po kolei. A ja wolę jednak zaryzykować — nawet jeśli skończy się tak, że za trzy tygodnie znów oglądamy siebie samych na ławce rezerwowych.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej ziom, ależ wam dzisiaj te mózgi gotują jak te okrągłe ciasto co je babcia robi na Boże Narodzenie 🔥 spoko, ale niech mnie szlag trafi jak w ogóle ktoś myśli że Alexowi brakuje tylko numeru co by tam podrywał tę drużynę z kanapy na nogi! Spójrzcie na niego teraz, chłopie lata jak opętany, wrzuca więcej sprintów niż niejeden środkowy w całej Ekstraklasie razem wzięty, a i tak wszyscy marudzą że mu czegoś brakuje 😂 no chyba że chodzi wam o faceta co by mu tańczył piersiówkę w przerwie meczu? Bo Alex to jednak nie jest typ co czeka na herbatę, tylko wbija się w każdą akcję jak wściekły. Ale wiecie co, macie trochę racji — taki typ co by tam na środku siał postrach luzem i niepotrzebnym kopaniem do bramki wcale by nie zaszkodził, bo wtedy Migue mógłby w końcu puścić w trasę tych swoich akademików co szlifują statystyki na Excela zamiast strzelać gola! Wystarczy jeden taki zawodnik i nagle myśli w szatni idą: "kurwa, ależ tu się dzieje, nie dość że Alex wali sprinty to jeszcze ten nowy walnie taki pasek że przeciwnikowi się buty same zdją", a nie tak jak teraz: "no cóż, kolejny mecz, kolejne kopanie w plecy". A jeśli już mowa o pieniądzach to niech ktoś wreszcie zabije tego białego konia co Migue nazywa "ostrożnością finansową" i zapłaci temu luzakowi tyle, żeby mu się nie chciało liczyć każdego grosza — bo teraz to wygląda jakbyśmy chcieli kupić ferrari za cenę roweru z lumpeksu 🚲💸 Idę dzisiaj na browara, ale przedtem muszę jeszcze sprawdzić skład w jakimś alkowy forum, bo jak mi teraz wyskoczy że jakiś rumuński tramp karze szlifować posadzki to ja pierdolę… ale serio, kto ma pomysł kogo ściągnąć? Bo ja bym szedł po tego faceta co gra w Turcji albo w Chinach i jeszcze nigdy nie słyszał o nerwowym kopaniu na oślep! 🔥💪
-
Ej, a wy naprawdę myślicie, że problem to nie sam typ zawodnika, tylko to, że Migue najpierw każe mu wpisać w kontrakcie klauzulę "zakaz publicznego rykośetu za więcej niż 30 metrów"? Bo mi się zdaje, że gdyby naprawdę ktoś taki pojawił się na horyzoncie, to już byśmy o nim usłyszeli — nie przez brak ofert, tylko przez to, że klubu nie stać nawet na pogrzebowe kwiaty, a nie mówiąc o tym luzaku z rykoszetem. Weźcie sobie tę waszą historię z Sarri i rykoszetami — fajnie, że to pamiętacie, ale komu tak naprawdę przyjdzie do głowy szukać takiego numuru w drugiej lidze tureckiej albo chińskiej? Przecież tamten chłop co lata po boisku z obcęgami w kieszeni, to albo ma kontrakt wart więcej niż cała wasza Ekstraklasa, albo po prostu nie wie, gdzie jest Białystok. I co mu zaoferujemy? Trzyletni kontrakt z gwarancją, że jak raz rykną mu się buty od kopniaków, to dostanie nagrodę za "odwagę"? Albo jeszcze lepiej — samochód służbowy z klimatyzacją tak słabą, że serce się w nim zatrzyma? A propos waszego "luzaka-rozrabiaki" między 24 a 28 lat — to kurwa, czy wy naprawdę wierzycie, że taki zawodnik przyjdzie do klubu, który ledwo zipie po sezonie? Facet, który umie rykośietem posłać piłkę na drugą stronę boiska, ten sam facet najpierw sprawdzi, czy ma podpisany kontrakt z bonusem za "stresujący klimat szatni w dole tabeli". A my? My mamy jednego zawodnika, który gra jakby go każdego ranka budził dźwięk herbaty parzonej przez Miguego — i nagle mielibyśmy ściągnąć kogoś, kto na środku boiska robi wrażenie, jakby dopiero skończył sesję na automatach w Biedronce? I jeszcze jedno — wy wszyscy marzycie o facecie, co by grał luzem, ale Alex akurat teraz wali sprinty jak oszalały i wciska wszystkim, że to przez herbatę, a wy się czepiacie o jednego numeru? No świetnie, czyli teraz mamy problem nie z tym, że czegoś brakuje, tylko że ktoś za dużo biega? Ja pierdolę, chłopaki, idźcie lepiej na browara, bo jak dalej tak pójdzie, to niedługo będziecie narzekać, że Alex za dużo pije kawy!Kontekst bije gołą liczbę.
-
ej no dobra, ale niech was szlag trafi z tymi plotkami co miały rozpaść na pysku — pamiętacie przecież te wszystkie hucpy z przeszłości, co to niby miały odmienić losy klubu? Weźmy ten jeden, co to wszyscy gadali o jakimś srebrnym środkowym z ligi niemieckiej, co to niby miał nas uratować. O kim mówię? No jasne, o tym facecie co miał być naszym zbawieniem, bo umiał kopnąć piłkę tak, że przeciwnikom aż się okulary spadły. Tyle że po pół roku okazało się, że facet przez całe życie trenował kopanie w plecy do własnej bramki — bo w jego poprzednim klubie wszyscy mieli nogi lepsze od wzroku. I co? I tyle. Kilka tysięcy złotych w piach, a my dalej kopiemy w szatnię z frustracji. A jeszcze gorzej było z tym całym "genialnym trenerem z południa", co niby miał przywieźć ze sobą swoją magię hiszpańską. Wiadomo, już przy pierwszym treningu okazało się, że facet w ogóle nie zna słowa "rozgrzewka", bo on wychodził na murawę i od razu kazał grać 11 na 11, że niby "tak jest efektywniej". No i oczywiście po tygodniu mieliśmy połowę drużyny na zwolnieniu lekarskim, bo nikt nie chciał biegać szybciej niż tempo, w którym facet mógłby zrobić sobie herbatę. Później przyszło kolejne zwolnienie, bo paru chłopaków padło na kość wczorajszej kolacji z prezesem — no bo niby jak inaczej mieliby znosić jego pomysły na "kreatywną defensywę"? I nie wspomnę nawet o tym jednym, co miał być naszym nowym numerem dziewięć, co to niby miał strzelać gole jak z armaty. Tylko że facet przez cały sezon ani razu nie trafił w bramkę, za to trzy razy trafił w sędziego. A później się okazało, że on w ogóle nie umiał celować — nie dość, że nie trafiał w bramkę, to jeszcze nie umiał trafić w piłkę. I co? I tyle. Mieliśmy jednego zawodnika więcej, który marudził na trybunach, że to nie on jest winny, tylko piłka. No i wiecie co? Czas pokaże, czy tym razem się uda, czy znowu skończymy z klapą i herbatą w ręku, gadając o tym, jacy to my byliśmy kiedyś wspaniali. Ja na to mówię: idźmy lepiej na browara, bo jak dalej będziemy się tym wszystkim zajmować, to niedługo nikt nie będzie pamiętał, jak wygląda prawdziwy mecz. A przynajmniej pograżmy się w alkoholu z klasą — zamiast w płaczach nad tym, co mogło być. 🍻Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.