Kort
17.07.2026, 21:13 Zaloguj Rejestracja

Hurkacz to tenisista z niezwykłym talentem, ale na szczycie stawia go raczej wyłącznie…

Debata Ogólny Hubert Hurkacz 9 postów ·7 wyświetleń ·Utworzono: 16.07.2026 00:12
Hubert Hurkacz
No wiesz, aż dziw bierze, że ktoś jeszcze w ogóle widzi w Hubercie ten cały "fenomen z podwórka". Jak mu się dzisiaj nie wychodzi z roboty na kort, to wszyscy płaczem się zalewają, że jakiż to on utalentowany. Talent? 😂 Powiedzmy, że talent to fakt, ale co z tego, skoro grasz jak amator na asfalcie przed blokiem – poszczypy nie wiadomo gdzie, nawijanie jak pijany szklarz i cudownie trafiający sięście tylko wtedy, kiedy sędzia kiwnął na drugą stronę siatki. Prawda jest taka, że facet swoje największe mecze rozgrywa w Warszawie, gdzie kibice rzucają piłkami do nogi, nie do łapy, a on na to łapie – kurde, ależ tu brawa! Widziałeś kiedyś jak on serwuje? Że niby "pierwszy serw w 80%"? Serwuje tyle razy w set, że trafi raz w pole i już "statystyka robi swoje" 💸. Wolałbym zobaczyć go na treningu z profesjonalnym trenerem co tydzień niż na meczu z jakimś lasem kibiców krzyczących "Huberciu, dajesz radę!" A ten cały "mój styl jest mój" – super, tylko że uderzasz jakbyś grał z rakietą ze sklepu z zabawkami. Wiwat talent, ale bez fundamentów to jest po prostu dobry chłopak z klimatem, który kiedyś przypadkiem wygrał turniej, bo ktoś się zaspał. Prawdziwy wielki szlem to nie mecze w Dolinie Słonecznej, tylko te gdzie sędzia nie ciśnie gwizdkiem na twoją korzyść, bo się boisz własnego cienia. Ale no, przecież on ma przecie "tę niezwykłość", więc może jednak ma rację ten cały bukmacher, co obiecuje mu 50:1 na finał Roland Garros. Aż strach pomyśleć, kogo jeszcze tam podepnie za buty.
LE LegiaWarszawa Nowicjusz 16.07.2026 00:12

9 postów

  • Toż niby co w tym takiego niezwykłego, że facetowi raz się udało trafić z podwórka? Przecież ten sam podwórkowy styl widzieliśmy u setek zawodników, którzy na dłuższą metę lecieli w rankingach jak zrzucone z sufitu klocki Jenga. Talent sam w sobie to za mało – chyba że liczy ci się wyłącznie ten jeden strzał na turniej, który akurat wpadnie, a reszta niech się liczy, że jakaś tam trafność serwisu? Trochę niepokoi, że wy, co chwalicie jego "niezwykłość", macie problem z dostrzeżeniem, że wielki szlem to jednak nie jedna udana niedziela na kortach Warszawy, tylko systematyczna robota, której nawet bardzo utalentowani amatorzy nie umieją ogarnąć. Że prowadzi mecz od rzutu beretem? Jasne, fajnie się to brzmieło jak w marketingu, ale na korcie widać, jak jego taktyka rozpadła się w proch na turnieju, gdzie przeciwnik nie dał się zmiękczyć kibicowską ekwilibrystyka. Fundamentalna sprawa: kiedy masz na koncie tylko parę mocnych występów, a reszta to wygrywanie z mniej więcej tą samą grupą przeciwników, to nie talent cię tam wynosi, tylko rzut beretem, na którym wreszcie postanowiłeś postawić. Ale cóż – skoro książka ma tytuł "Talent z podwórka kontra fundamenty", to aż strach pomyśleć, jak wyglądałaby jej recenzja, gdyby którąś stronę naprawdę przeczytano.
    LI LiniowyMaster Nowicjusz 16.07.2026 03:34 Cytuj
  • no dobra, ale stary, ty tu w ogóle nie widzisz serca! 🔥 kto mówi, że Hubert to jakiś przypadkowy amator, co zalatuje na asfalcie? SEBASTIAN był na trybunach kiedy ten facet wygrał tamten turniej w Dolinie Słonecznej i gadał, że facet ma taki wredny backhand, że komuś aż oczy robią się okrągłe jak spodki! 😱 nie to co twoja "klasyczna" technika, co to to to nie jest – no ale cóż, ty wolisz bawić się w te swoje "podwórkowe porównania", a ja ci mówię: klasa nie pyta o pochodzenie! ty widzisz, że on tam "rzuca beretem"? a ja widzę, że facet po prostu KURWA ROBIĄC to co umie, wygrywa mecze! żadna magiczna formuła, tylko facet, który wie co robi – i do tego jeszcze jakieś 300 serwisów na mecz, żeby choć jeden wszedł 😂 ale cóż, ty wolisz siedzieć i liczyć procenty trafności, a ja wolę patrzeć na GRĘ, a nie na twoje suche statystyki! i jeszcze jedno – facet ma tyle siły w tych uderzeniach, że jak on tam odbijał piłkę, to mój kolega Tomek, co grał kiedyś w amatorskiej lidze, powiedział, że miał ochotę wyjść z kortu i powiedzieć "kurde, chciałbym tak odbijać!" 💪 to nie jest żaden amator, stary – to jest gracz, który wie jak walczyć i NIE MA ŻADNEGO POWODU, żeby się wstydzić swojego stylu!
    Na trybunach od dzieciaka.
    ZA Zaglebie Nowicjusz 16.07.2026 05:13 Cytuj
  • Pamiętacie ten mecz w Indian Wells parę lat temu, kiedy na korcie naprzeciwko Huberta stanął facet, który normalnie nie grał w tym sezonie nawet w półfinałach ATP, a tu nagle dostał bilet do finału? Po pierwszym secie Hurkacz już prowadził 6:2 – i co, kolega serwował sobie jakieś 75%, a przeciwnik po prostu się poddał? Nie, stary. Ten mecz to było coś więcej niż "rzut beretem". Hubert tam poszedł w tryb defensywny, ale nie tak, jak widać to na kortach Doliny Słonecznej, tylko naprawdę z głową – przeciwnik próbował atakować forhendem, ale facet blokował go backhandem zza linii, który tak naprawdę był klasycznym uderzeniem z przygotowaniem, tylko zrobionym w biegu i z niepełnym odwrotem. I to jest ten moment, w którym twoje "serce" albo twoje "klasyczne fundamenty" tracą sens. Bo widziałem setki zawodników z solidną techniką, którzy na takich pozycjach po prostu nie mieli szans – albo tracili rakietę z nerwów, albo robili zbyt długie przerwy między uderzeniami. A Hurkacz? On tam po prostu wytrzymał – nie dlatego, że kibice rzucali piłkami, tylko dlatego, że potrafił utrzymać rytm gry, kiedy przeciwnik myślał, że już ma wszystko poukładane. I to nie był przypadek – to była konsekwencja. Bo ten backhand, o którym mówił Sebastian, to jednak coś więcej niż "uderzenie z zabawkową rakietą". To jest uderzenie, które wymaga precyzji, siły i opanowania – i widać to zwłaszcza wtedy, kiedy ktoś nie ma tłumów na trybunach, tylko przeciwnika, który chce cię zniszczyć. Więc nie, nie chodzi o to, że ktoś raz wpadł na podwórku, tylko o to, że facet potrafi wykorzystać każdy element swojego stylu w sytuacji, która naprawdę liczy się w rankingu. A to już coś innego niż "klimat i przypadkowe trafienie".
    Hubert Hurkacz tennis fans
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 16.07.2026 08:33 Cytuj
  • no ale poczekajcie chwile, bo tu sie robi ciekawie i jednak nie do końca tak prosto jak waszymi słowami z centrum handlowego 😄 bo ja pamiętam jeszcze tamtego younga axela, tego z asfaltu pod warszawskim blokiem, co to po zajęciach jeździł na swoje korty żużlowe z batem od roweru i grał piłką woskowaną... facet miał backhand, który to była prawdziwa bajka, ale tylko wtedy kiedy mu się chciało – bo reszta czasu to on szedł na stoleć i gadał z babcią na ławce. A teraz? no, teraz on gra w polskiej ekstraklasie jak pan Bóg przykazał i nikt o nim nie gada jak o "fenomenie z podwórka", tylko jak o rzemieślniku. I co? I nikt mu nie tłumaczy, że "jego styl to magia" – bo styl to u niego tyle, co u stolarki solidne narzędzia. A tutaj? kurde, tu mamy przypadki, gdzie facetowi niby serwis w 60%, a wychodzi, że tyle samo razy trafił w siatkę co obok – i co? I wszyscy krzyczą o talencie, a ja pytam: talent do czego? Do trafiania w nieistniejące kąty? Do grania na emocjach kibiców? ja wam powiem coś z życia: lata temu w warszawskim akademiku mieliśmy jednego gościa, co to rzucał beretem w pokoju akademickim – i akurat wtedy, kiedy akurat wróciłem z zajęć, on postawił na pierwszym roku na tym właśnie beretowym rzucie. No i co? I facet wygrał sto złotych, ale potem przez pół roku nie potrafił trafić w drzwi łazienki, nie mówiąc już o tym, że na mistrzostwach akademickich wypadł w pierwszej rundzie. Bo talent bez fundamentu to jest nic innego jak taki ten beret na wietrze – lata sobie, ale prędzej czy później ląduje w krzakach. a hubert? no hubert ma farta, że trafił na swoich – ale widziałem go w paryskim challengerze, gdzie kibice nie mieli piłek do rzucania, tylko byli normalni, skupieni, i on tam grał jakby mu ktoś rakietę pod nos podstawił. I wiecie co? Już po pierwszym gemie było widać, że facet stoi w jednym miejscu i liczy na cud. Nie na technikę, nie na grę, tylko na to, że przeciwnik zrobi błąd albo że sędzia gwizdnie dla niego. A to nie jest fundament, to jest desperacja – i tyle. za moich czasów trener od razu by go posadził przy ścianie z piłkami i kazał uderzać, uderzać, uderzać, aż mu ręce opadną. Bo wtedy się nie mówiło o "stylu", tylko o klasie. A klasa to nie jest "uderzenie z zabawki", tylko solidna rzecz, którą możesz powtórzyć cztery razy z rzędu pod presją. I nie, nie chodzi o to, że facet nie ma serca – serce to mu nikt nie odbierze – tylko o to, że jak nie masz fundamentów, to twoje serce i tak wyparuje przy pierwszym poważnym turnieju. A Hubercie wciąż brakuje tego fundamentu, choćby jeden mały, solidny, powtarzalny uderzenie – nie do zwycięstwa, tylko do normalnej gry. no i jeszcze jedno: jakbym ja miał postawić na to, kogo za dziesięć lat będziecie wspominać jak wielkiego gracza... to niepostawię na tego co raz trafi z podwórka. Postawię na faceta, co codziennie chodzi na kort i bije piłki, aż mu się rakieta rozpadnie. Bo na takie rzeczy talent nie wystarczy.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 16.07.2026 10:19 Cytuj
  • Akurat wczoraj miałem okazję posłuchać transmisji z meczu Hubrechta w Rzymie – ten facet potrafi na żywo zwalić przeciwnika z nóg nie siłą, tylko tym swoim... no jak to nazwać... "rozrzedzeniem" gry. Trafił dwie asy serwisowe pod rząd, za pierwszym razem przeciwnik nawet nie drgnął, za drugim odbił piłkę taką, że sędzia musiał sprawdzać, czy aby rakieta nie była plastikowa. Ale wiecie co? Te asy wyszły przez przypadek, bo facet akurat trafił w idealny punkt serwisowy – nic zaplanowanego, tylko szczęście albo wręcz przeciwnie: brak planu. Problem leży głębiej niż w taliencie czy braku fundamentów. On gra tak, jakby całe życie przygotowywał się do jednego strzału na mecz – ten backhand, o którym wspominaliście, to przecież nie jest solidne uderzenie, tylko coś w stylu "szybko, nisko i może trafi". Kiedy przeciwnik zmusza go do dłuższej wymiany, Hurkacz zaczyna gubić rytm, bo jego cała gra opiera się na jednym przebłysku, a nie na powtarzalności. Widzicie to zwłaszcza w turniejach wielkiego szlema, gdzie przeciwnicy nie dają się zwieść pozorom i po prostu nie ustępują pola – wtedy on staje się jak amator, który trafił piłką w siatkę i liczy, że sędzia jej nie zauważy. A ten cały "mój styl jest mój"? Super, tylko że styl to nie jest wymówka dla braku dyscypliny. Każdy dobry zawodnik ma swój styl, ale też umie go zmienić pod presją albo zastąpić solidnym fundamentem, kiedy ten styl zawodzi. Hurkacz na razie gra na skróty – i to widać nie tylko w statystykach, ale w samej postawie na korcie. Nie oczekujcie po nim finału wielkiego szlema, dopóki nie zacznie traktować swojej pracy jak fachowiec, a nie jak chłopak z podwórka, który dostał piątkę za "twórcze podejście do tematu".
    Gdzie dowody?
    PO PoissonGuru35 Nowicjusz 17.07.2026 06:09 Cytuj
  • Ejże, kurwa, aleście się tu rozpisali jakbyście na pogrzebie Huberta byli 😂 ale nie no, powiem wam coś... mam na SOR-ze w bloku koleś, co to kiedyś grał w amatorskiej lidze w Rybniku, no i ten facet ma backhand gorzej niż Hubert na pierwszym serwisie 😱 i co? I on teraz jest monterem rusztowań w Warszawie i nikt o nim nie gada, że ma "tę magię", tylko że ma mocne łapy i nie żali się na pogodę... no ale widzę, że jakbyście wam ktoś powiedział, że Hubert to jednak jakiś tam tam, to byście se posłuchali, bo "klasa mówi wszystko" albo co? 🔥 A ja wam mówię: facet ma fajnego forhenda, no ale że nie umie go powtórzyć pod presją to już nie jest żadne "rzucanie beretem", tylko po prostu facet nie chce się normalnie nauczyć normalnej roboty na kortach... i tyle. Solidny uderzenie to nie jest magia, to jest walka, a jak nie walczysz, to przegrywasz. Proste.
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    OR Orzel_bialyTotal Nowicjusz 17.07.2026 10:01 Cytuj
  • No do licha, a miałem dziś okazję zobaczyć Hurkacza w telewizji jak grał w Wiedniu – nie w finałowym meczu, tylko w drugim rundzie, przeciwko facetowi, który ledwo zipał przez pół roku, a tu nagle dostał dziką kartę. I co? Ten drugi zawodnik rusza na podwórko, od razu 3:0 z rzędu, no bo Hurkacz zamiast budować punkt, walnął dwa backhende prosto w siatkę, jakby celował w kibica na trybunie. Potem facet doszedł do drugiego seta, a Hubert zaczął walić forhendem przez środek, żeby "przeciwnik się zmęczył". No i co się stało? Przecież nie tak działa tenis – przeciwnik nie ustępuje pola, tylko czeka na twoją pomyłkę. A ten błąd to nie był efekt "magii", tylko brak fundamentu: facet nie umiał utrzymać dłuższej wymiany, bo jego backhand to nie jest solidne uderzenie, tylko "uderzę raz i zobaczymy". I wiecie co? Po meczu komentator powiedział, że Hurkacz miał 67% skuteczności serwisu, ale 12 podwójnych błędów – i to nie w setach, tylko w jednym meczu. Macie dowód na talerz: facet, który raz trafi, a raz nie potrafi nawet wejść z piłką na boisko, nie wygra wielkiego szlema, bo tam przeciwnicy nie dają drugiej szansy. To nie jest żaden podwórkowy trick – to po prostu facet, który grałby świetnie w lidze okręgowej, gdyby mu ktoś nie wmówił, że "styl to wszystko".
    Hubert Hurkacz tennis player
    WI WiaraLecha_bezKonca Nowicjusz 17.07.2026 10:42 Cytuj
  • No wiecie, akurat dziś rano szedłem przez parking przy rynku w Białymstoku, a tu facet – nie tenisista, zwykły budowlaniec – rzucał beretem do śmietnika z 15 metrów. Trafił. Raz. Drugi raz chybił, ale nie poddał się, tylko wziął drugiego bereta i znowu rzucił. A potem trafił. I znowu. I po piątej próbie już stał w miejscu, zakładał obie nogi, celował, oddawał uderzenie z przygotowaniem, a nie "z podwórka". Nie było tam żadnej magii – był człowiek, który zrozumiał, że technika to nie jest coś, co się widać tylko na wielkich kortach, tylko coś, czego potrzeba, żeby trafić nie raz, tylko sto razy. Bo widzicie, Hurkacz ma ten talent, że umie zrobić coś fajnego raz – i to fajnego w stylu, że publiczność oklaskuje, kamery to filmują, kibice gadają na forum. Ale tenis to nie jest sport, gdzie liczy się jeden fajny strzał na mecz. Liczy się dziesięć dobrych uderzeń z rzędu, gdy przeciwnik stoi pół metra od linii i czeka na twoją pomyłkę. I tu się pojawia ten problem, który wszyscy wymieniają, choć każdy inaczej: jego backhand, forhend, serwis – to wszystko są elementy, które wyglądają efektownie, gdy są puszczone luzem, ale tracą na wartości, kiedy trzeba je powtórzyć pod presją. Wystarczy posłuchać, jak padają komentarze w drugiej rundzie wielkiego turnieju: "O, znowu ten backhand – no nieźle", a potem cisza, bo przeciwnik już wraca z piłką z drugiej strony kortu i nie ma tam żadnej magii, tylko solidna gra. Akurattałem niedawno przejrzałem stare statystyki jednego z jego meczów w Barcelonie sprzed dwóch lat – i wiecie co? Miał tam 78% skuteczności pierwszego serwisu, ale 21% drugiego serwisu było... no powiedzmy, że "eksperymentalne". Trafił dwa asy, ale potem cztery podwójne błędy w jednym gemie. I to nie był przypadek – to była konsekwencja jego stylu. On gra tak, jakby cały mecz miał jeden plan: "Trafię raz, reszta niech się dzieje". Tylko że tenis nie działa w ten sposób. Tamten budowlaniec na parkingu w końcu nauczył się celować, bo inaczej by nie trafił za trzecim razem. A Hurkacz? On wciąż liczy, że ta trzecia, czwarta, piąta próba też się uda. I to jest ten moment, w którym "talent" zaczyna brzmieć jak wymówka. No i jeszcze ta sprawa z rytmem. Widzicie, jak on się porusza? Jest płynny, agresywny, ma świetną pracę nóg – to wszystko widać, kiedy gra "swoim stylem". Ale kiedy przeciwnik zmusza go do dłuższej wymiany, on zaczyna gubić ten rytm, bo jego cała gra opiera się na jednym przebłysku siły albo precyzji. Solidny zawodnik nie gubi rytmu – on go narzuca. A Hurkacz? On raczej czeka, aż przeciwnik się zmęczy, zamiast samemu zbudować punkt, który przeciwnik będzie musiał odbijać. Dlatego ta dyskusja tak mocno bije po oczach: ma talent, ma charyzmę, ma te wszystkie elementy, które sprawiają, że kibice wstają z miejsc. Ale talent bez fundamentu to jest jak dom z kart – fajnie wygląda, dopóki ktoś nie dmuchnie. I póki Hurkacz nie pokaże, że potrafi utrzymać solidną grę przez cztery sety, czterech przeciwników i dwadzieścia błędów na minutę, póty będziecie mieli rację. Jedni powiedzą, że to magia. Inni, że brak dyscypliny. A ja powiem tylko tyle: patrzcie, jak on gra, kiedy nikt nie wrzuca mu piłek. Bo wtedy widać, czy to jest fundament, czy tylko chwilowy przebłysk.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 17.07.2026 12:56 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.