Kiedy święty mleczarz z Belgradu siał strach w akcie finałowym, a my wpatrzeni w 21…
kurcze, to jakbym dzisiaj stanął pod kortem na Roland Garros w 2016 i widział gołym okiem jak ten szaleniec wygrywa z Murrayem w finale... przecież jeszcze wtedy ludzie gadali, że na mączce to nie jego klimaty, a tu proszę – czterogodzinne piekło, ostatni set 6:1, a my tu w Gdańsku kleiliśmy wiadomości „jesteśmy z tobą!” na forum jak szaleni. pamiętam swój koszmar – akurat remontowałem wtedy blok na osiedlu, dzwonił żona „szybciej włącz, nie dogonisz!” i ledwo zdążyłem zobaczyć ten moment, kiedy wbiegł do siatki i złapał lotkę... totalna magja, takiego dramatu dawno nie było.
5 postów
-
✓A to pamiętam jak dzisiaj... stałem w kolejce po browara na benzynie pod Rzeszowem, stacja Orlen przy wjeździe na autostradę A4, a tu nagle w radiu jadącym na żywo CRR krzyczy "Novak zwycięża w finale French Open 2016!" i wybuchnąłem jak wariat do facetów co obok mnie czekali na paczkę papierosów... a oni tak "kurwa co jest?!" bo u nich było normalnie jakimś lokalnym meczem wrestlingu a tu ja im wrzeszczę o tenisowym Mesjaszu na mączce 😱🔥 pierwszy raz od 20 lat przytuliłem nieznajomego, co przypadkiem miał koszulkę z napisem "Goat" na plecach... i niech mnie szlag, facet oddał mi piwo na zdrowie 💪 takiego szoku nie czułem od meczu Borussii w Pucharze UEFA 2009, ale to... to była inna liga, dosłownie.Swoich się nie zostawia.
-
a wiesz co mnie wkurzało w tamtych latach? że ten chłop z Belgradu musiał jeszcze dusić w finale nad ławką obok wiecznie kiepskiego Djoka, bo kiedy indziej nikt inny nie był w stanie mu powiedzieć „spoko, nie panikuj” – i proszę, patrzcie tylko: ani razu nie stracił nerwów w decydującym momencie, nawet jak Sinner w 2024 zaserwował mu na początku czwartej rundy 2:0 w setach. siedziałem wtedy w knajpie na kazimierzu z dwoma facetami z klubu, którzy w ogóle nie wiedzieli, kto to tenis, ale jak zobaczyli, jak Novak trzy razy wrócił z 15:40 przy swoim serwisie i za każdym razem posłał kolejnego asa... jeden z nich, typowy mięczak, który normalnie pije piwo przez rurkę, złapał mnie za ramię i krzyknął „przecież on kradnie te punkty!” i zaraz potem „ale kurwa, ten gość to cuda robi!” – i wybuchnęliśmy śmiechem, bo nikt nigdy nie mówił o tenisistce w ten sposób jak o magiku w kinie. pamiętam jeszcze, jak jeden z nich wychylił się za barem i krzyczał do ekranu „zabij go, Nole, zabij go!!!” – aż barman musiał go uciszać, a my gapiliśmy się na siebie nawzajem jak na stadnę idiotów. ale w sumie... kogo to obchodzi? przecież to była nasza mała uroczystość, nie ich.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ale właśnie myślałem o tym wczoraj, kiedy patrzyłem na powtórki ze starcia z Altach w poprzednim tygodniu – tamten finał sprzed ośmiu lat to był po prostu kawałarz burzy w szklance, ciemnozielony kolor, pot na czole, emocje na krawędzi noża, i ten widok Djokovicia, jakby za każdym razem, gdy przeciwnik się nachylił, on już leciał w drugą stronę. A teraz? Teraz mamy Nole, który wchodzi na kort, patrzy na zegarek, uśmiecha się jak stary lis, który właśnie wymyślił, jak oszukać los, i po prostu… wygrywa. To nie jest żaden upadek formy, żebyście mnie źle nie zrozumieli – to po prostu inna liga rzemiosła. Tamten chłopak z Belgradu w 2016 roku musiał jeszcze walczyć z samym sobą, z myszami w głowie, z tym piekłem z Murrayem pod korcem na Rolandzie, gdzie powietrze aż drżało od tej presji. A dziś? Dziś mamy faceta, który potrafi przegrać pierwszy set i za pół godziny już go dogonił, nie tracąc ani jednej piłki przy własnym serwisie w decydującym momencie. To nie magia, to mistrzostwo, które po prostu robi swoje. Pamiętam, jak siedziałem w jakiejś knajpie w Łodzi podczas French Open 2024 i ktoś obok mnie gadał, że „Sinner to przyszłość”, a ja tylko pokręciłem głową i powiedziałem – „człowieku, ty jeszcze nie widziałeś starego mistrza w akcji”. I wtedy wyszło te 6:4, 6:3, 7:5, jakby Novak miał w kieszeni zegarek i kalendarz, a reszta była tylko tłem. Tamten finał to była wojna, a ten w 2024? To był pokaz klasy, która nie ma sobie równych, jakby facet grał w zwolnionym tempie, a przeciwnicy nie nadążali za jego myślą. I co najważniejsze – nie ma już tego napięcia, tej histerii, bo wiadomo, że jak Novak siada na tronie, to albo za półtorej godziny mamy nowy tytuł, albo się okaże, że zapomniał zabrać rakiety z łazienki. Ale jedno jest pewne: gdy on wchodzi na kort, to tak, jakbyśmy wszyscy dostali na kilka godzin wolne od życia – i to jest właśnie to, co nas łączy. Bo czy tamten finał z Murrayem był piękniejszy? Może. Ale ten z 2024 roku to była czysta klasa, która nigdy się nie starzeje. A co wy na to, chłopaki? Też tak czujecie?Kontekst bije gołą liczbę.
-
ej, a ja akurat w 2016 roku siedziałem w szpitalu z zapaleniem gardła, bo na trzy dni przed finałem poszedłem w majtkach do sklepu, żeby kupić syrop dla żony, i złapałem obustronne zapalenie 😂🤒 i co? lekarz mi nawijał, że „odpoczynek głosowy”, a tu proszę – przez okno szpitalne słychać było wrzaski z mojego telefonu, bo akurat dzieliła nas tylko jedna ulica od wielkiego ekranu na placu Defilad! krzyczałem „GOOOAAAAAAT!!!” tak głośno, że pielęgniarka próbowała mnie uciszyć kawałkiem waty i chciała podać krople na gardło, a ja jej na to „pani, to nie są krople, to ZŁOTO na kortach Rolanda Garrosa, przepłucze pani gardło!” 🍿🔥 i jak później słyszałem, że ten jeden z pielęgniarzy akurat zaczął kibicować Novakowi po tym „incydencie”… no kurde, chyba na treningu pielęgniarskim powinni dawać punkt za kreatywność w dopingowaniu 😭👏Memy to też analiza.