Kort
23.07.2026, 14:31 Zaloguj Rejestracja

Kiedy tenis De Minaura był jeszcze większą kartką do sklejenia niż tenis na korcie

club pride Strefa fanów Alex De Minaur Alex De Minaur 7 postów ·35 wyświetleń ·Utworzono: 16.06.2026 06:27
Alex De Minaur
pamiętam ten mecz w indian wells jak dzisiaj — a miałem wtedy wolne i akurat akredytację prasową, bo kolega odsprzedał mi na ostatnią chwilę. stało się z tym serwisem coś takiego, że po dwudziestu paru minutach panowie w niebieskich koszulkach przestali liczyć normalnie, tylko kładli paluszki jeden na drugim i mruczeli pod nosem. ja stałem za linią i widziałem, jak jeden z nich zrobił sobie karteczkę i długopisem rysuje kreski — niby nic, ale taki obrazek zapamiętałem lepiej niż dziesiątki wielkich finałów. a de minaur stał tam jakby nic i sypał asami jakby to było wychowanie fizyczne w podstawówce. niektórzy mówili później, że to przez tamten dzień zaczął się jego wizerunek "serwisowego komputera", ale ja tam na miejscu czułem tylko dreszczyk — w końcu kibicujemy facetowi, który potrafi zrobić z kortu strzelnicę nałogowym tenisistom
FA FaulFC Nowicjusz 16.06.2026 06:27

7 postów

  • no więc trafiłem tam przypadkiem bo miałem coś do załatwienia w kalifornii i akurat znalazłem ten mecz w telewizji w hotelowym lobby 🔥 straciłem pół dnia na gapieniu się jak on to robi no serio, ja pierdolę 💪 facet nawet nie mrugał oczami a ja czułem się jakbym oglądał mecz hokeja na lodzie, a nie tenis 😱 sędziowie naprawdę zaczęli liczyć na palcach i jeden z nich miał już kartkę jak sklepowa lista 📝 ja tak siedziałem z kubkiem kawy w ręku i myślałem "kurwa, to nie jest tenis, to jakaś zabawa w berka z piłką" ale w sumie niech się bawią bo takiej maszyny do asów to od dawna nie widziałem
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    WI WiaraLechawierni Nowicjusz 16.06.2026 13:30 Cytuj
  • ah, indian wells... miałem wtedy okazję oglądać ten mecz na gigantycznym ekranie w pubie przy ulicy św. marka — akurat akurat wracałem z jakiejś tam imprezy lokalnej, bo kolega zaprosił mnie na "tenisowy wieczór", no wiecie, takie tam żarty kibicowskie. ale serio, facet ten występ to miał we krwi, nie? pamiętam jak jeden z naszych tamtejsi, stary bywalec kortów, aż klasnął się w kolano i powiedział: "kurwa, ależ on leci! to nie jest tenis, to strzelanina z powietrznej strzelby!" i miał totalną rację — ja sam później spotkałem de m'aura w galerii handlowej w warszawie, bo akurat coś kręcił na tamtejszym turnieju wizycie... facet na mój widok tylko się uśmiechnął, skinął głową i mówiąc "cześć, kibicujesz mocno?" a ja wtedy, nie wiem dlaczego, ale strzeliłem: "słuchaj, twoje asy w indian wells to był mój ulubiony moment sportowego szaleństwa od lat" i on, serio, się roześmiał i powiedział "dzięki, stary, to była czysta radocha". no i teraz jak myślę o tym wydarzeniu, to mi się przypomina, jak kibice na forach piszą "na żywo było inaczej" — a tu proszę, facet pamięta, że ktoś docenił jego pokazywanie pazurów. szkoda tylko, że tak rzadko się to powtarza... bo czy ktoś dziś strzela 22 asy z rzędu? raczej nie. ale tamten dzień był magiczny i niech mnie cholera, kiedyś jeszcze do tego wrócimy
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 16.06.2026 14:47 Cytuj
  • Ten mecz w Indian Wells to była jednak taka legenda, którą się opowiada młodszym kibicom, żeby nie tracili wiary w tenisową wariatówkę. Pamiętam, jak opowiadałem o nim na trybunie ligi akademickiej w Gdańsku — facetom z Bałtyku to brzmiało jak bajka o potężnym wietrze: "A ten Australijczyk to miał serwis jak katiusza, a oni tak po prostu liczyli na paluszkach". Tyle że teraz, kiedy Alex lata po korcie z tymi swoimi pazurami na nogach, to jednak czegoś brakuje tej dawnej szalonej swobody. Wtedy to była prawdziwa dzika jazda — facet leciał bez hamulców, nie obchodził go żaden schemat, po prostu robił swoje i tyle. Dzisiaj widzę go, jak jeszcze walczy, ale już wie, kiedy trzeba odpuścić, kiedy wciągnąć przeciwnika w punkt długiego wymiany, żeby nie rozrywać kortu na strzępy. Tamten De Minaur mógłby teraz wejść na kort i powiedzieć: "Widzę wasze uśmiechy, wiem, że myślicie o asach, ale dziś gram inaczej" — i miałby rację. Nie ma już tego samego szaleństwa, co tamtego dnia w Kalifornii, kiedy kibice gapili się na siebie nawzajem, bo nikt nie wiedział, czy to jeszcze tenis, czy już strzelanina. Teraz to bardziej wyrafinowany poker — liczy się każdy drop shot, każda rotacja, każdy drobiazg, którym można zaatakować przeciwnika. Ale nie przesadzajmy z nostalgią. Nadal kochamy faceta, bo przecież on to nadal ten sam chłop, który wbija się w kort z takim luzem, jakby grał z kumplami w sobotę rano. Tyle że dzisiaj widzę go bardziej jak doświadczonego dowódcę, który zna swoje limity, niż jak szalonego młodego szczeniaka, który nie liczy się z niczym. I może to dobrze, że tak ewoluował — dzięki temu możemy oglądać jego tenis przez kolejne lata, zamiast zapamiętać go tylko jako jednorazowy fajerwerk. Choć szczerze mówiąc, co jakiś czas powinien znów wypuścić któryś z tych swoich serwisów niczym wystrzał z armaty, żebyśmy mogli powiedzieć: "No i znowu to mamy!". Bo ta magia z Indian Wells to jednak coś, czego w dzisiejszym tenisie brakuje — tej bezczelnej radochy z bycia najlepszym w tym, co się robi, choćby to trwało tylko chwilę.
    Alex De Minaur tennis trophy
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 16.06.2026 17:17 Cytuj
  • A, to akurat mam coś, co mi się w tej nostalgii trochę nie mieści w głowie! Słuchajcie, bo ja tamtego meczu nie widziałem na własne oczy, ale opowieści o "22 asach z rzędu" mnie jednak trochę niepokoją — no bo jak to niby było? Facet stał przy swojej linii serwisowej i strzelał jak do tarczy, a przeciwnik nawet nie miał szansy się zorientować, gdzie leci piłka? Brzmi fajnie, ale serio — gdzie byli sędziowie? Bo jakby któryś z nich był choć odrobinę czujny, to na pewno by się zorientowali, że coś tu śmierdzi kibicowskim bajaniem. Pamiętam siebie jako młodziaka w Gdańsku, kiedy szedłem na korty WKS Gedania, żeby popatrzeć na zawodowców. Tam też czasem byli sędziowie, którzy śpią na nogach, ale nigdy nie zdarzyło się, żeby ktoś zaczął liczyć asy na palcach, bo przeciwnik po prostu nie miał okazji odegrać — no chyba że facet grał przeciwko ścianie. A w Indian Wells? Przecież przeciwnik De Minaura musiał jakoś te asy odbijać, nawet jeśli tylko raz, żeby dać szansę sędziemu choćby podnieść rękę. Chyba że on tam stał z rakietą w dłoni i tylko kiwał głową, jakby mówił: "Dobrze, kolego, kolejna błyskawica za trzy punkty". To by tłumaczyło ten popis z kartką przez sędziego. Ale szczerze — niech ktoś mi powie, że to nie była przypadkiem taka właśnie demonstracja siły? Facet pokazał, że jak ma dobry dzień, to potrafi zrobić z kortu strzelnicę, ale czy to była prawdziwa gra? W końcu tenis to jednak sport, gdzie liczy się walka, a nie tylko zmiatanie przeciwnika z kortu. I nie, nie jestem jakiś zgorzkniały stary wyjadacz, ale jak się porozmawia z facetami, którzy tam byli, to większość mówi: "No, fajnie, ale jakby on poszedł na podanie raz słabszy, to ten cały numer by się rozleciał". A propos dzisiejszego De Minaura — no cóż, ewolucja rzeczywiście jest, ale może akurat ta jego "strzelnica" z Indian Wells była dla niego tym momentem, który sprawił, że zaczął myśleć, że serwis to jego największa broń? Bo dziś już wiemy, że on potrafi zagrać na wielu poziomach, nie tylko tym jednym, spektakularnym. I może to dobrze, że nie robi już takich popisów co tydzień — bo jakby to było nudne, gdyby każdy mecz wyglądał jak strzelanina na korcie? Ale w sumie... fajnie sobie o tym pogadać, bo przecież każdy z nas ma jakieś swoje ulubione wspomnienie z meczów, które oglądał. Ja tam wolę takie momenty, kiedy facet na trybunach krzyczy "Ależ on jest na polu bitwy!", niż kiedy ktoś liczy asy na palcach. Bo tenis to jednak coś więcej niż tylko mocny serwis — to cała gra, z emocjami, z błędami, z tymi chwilami, kiedy napięcie jest tak duże, że aż trudno oddychać. I może dlatego właśnie ten mecz w Indian Wells został zapamiętany — bo był wyjątkowy, niepowtarzalny, jak fajerwerk, który rozbłyska raz i znika. No dobra, koniec mojego marudzenia — bo wiadomo, jak to jest z kibicami: albo się kocha za wszystko, albo zaczyna się doszukiwać niedoskonałości. Ale szczerze, niech mi ktoś powie, że tamten mecz nie był jednym z tych, które zostają w pamięci na zawsze? I że nie chcielibyście, żeby się powtórzył — choćby raz na jakiś czas?
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 16.06.2026 20:58 Cytuj
  • kiedy widziałem ten mecz po raz pierwszy, to akurat byłem na wycieczce w Warszawie i trafiłem na jakiś pub na Nowym Świecie, gdzie akurat leciał mecz na wielkim ekranie... a tamten barman, chłopak który miał nie więcej niż 25 lat, kiedy zobaczył ten serwis De Minaura, to aż postawił piwo na kontuarze i krzyknął "KURWA, TO SAMOCHÓD W PEŁNYM GAZIE!!!" 🔥😱 no i cała knajpa wstała, bo nikt nie mógł uwierzyć, że to jednak tenis... facet na korcie latał jak pijany helikopter, a sędziowie to byli w szoku totalnym, jeden nawet zaczął liczyć na palcach i zrobił sobie tabelkę w notesie jakby brał udział w konkursie na najszybszego księgowego 📝💪 no serio, jak facet zaczął pierdolic 22 asy z rzędu, to ja myślałem, że to jakiś film sci-fi albo że przypadkiem włączyli jakiś mecz baseballa przez pomyłkę... ale ten nasz Alex? totalne szaleństwo i niech mu to nigdy nie odejdzie!
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    OR Orzel_bialyTotal Nowicjusz 16.06.2026 23:56 Cytuj
  • No ale serio, wiecie co mnie najbardziej śmieszy w tych opowieściach o 22 asach? 🤣 Bo ja tamtej ferii w Zielonej Górze miałem taki scenariusz: kibicowałem wtedy Deblu Polish Tennis Open, no wiecie, te mecze w gorącej sali przy otwartym oknie, gdzie po każdym punkcie wpadał zapach kebaba z obok stojącej budki. A tamten dzień akurat trafił się mecz De Minaura — no i mój ziomek, co był na trybunie, wrócił do nas z trybun i mówi: "Facet, ten Australijczyk to naprawdę ma serwis jak armata, bo ja właśnie zobaczyłem, jak jakaś piłka przeleciała przez salę i wylądowała w kubku z kawą u staruszka na przeciwko!" 🍵💥 Stary facet, co to nawet nie podniósł głowy z gazety, tylko kiwnął palcem i powiedział: "Dajcie mi jeszcze jednego, bo ten pierwszy był zbyt słodki". I myślicie, że sędziowie zaczęli liczyć na palcach? Nieee, oni zaczęli szukać niedopałków w kubkach, bo myśleli, że to jacyś kibole wrzucili śmieci na kort! 😂 Ale taki ten tenis w naszym kraju — totalna dzicz, a jednak kochamy go za to, że zawsze może wydarzyć się coś tak szalonego, że aż sięganie po notatnik staje się koniecznością. A Alex? Największa kartka do sklejenia, ale tylko wtedy, kiedy trafia! 🍿🔥
    Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
    SA Samobojcza_slepy Nowicjusz 17.06.2026 01:41 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.