Kort
24.07.2026, 19:28 Zaloguj Rejestracja

Kiedy podnosiliśmy z kolegami serca na samą górę dzięki naszemu greckiemu wojownikowi!

club pride Strefa fanów Stefanos Tsitsipas Stefanos Tsitsipas 8 postów ·6 wyświetleń ·Utworzono: 20.06.2026 02:04
Stefanos Tsitsipas
pamiętam ten madrycki finał w 2019, jak dziś — albo i nie do końca, bo trochę to wszystko zlało się w jeden wielki szum dopingów i krzyków, ale tamten niedzielny wieczór to było coś. słońce świeciło jeszcze, a my na trybunach staliśmy jak jeden człowiek, bo ten chłopak po prostu nie dawał rady odebrać mu piłki. jeden punkt, drugi, trzeci — i nagle świadomość, że nasz grecki demon po raz pierwszy bierze madrycki kort w ringu. ktoś zawołał "stephanos! grecja!", ktoś inny "tsitsipas w stylu!", a ja tylko stałem z papierowym kubkiem lemoniady w ręku i patrzyłem, jak on odbiera mu serce drugiemu setem, niby nic — kilka forhendów po linii, kilka cholernie precyzyjnych returnów, i nagle Djokovic stoi z kwiatkiem w doniczce, który mu ktoś podsunął, żeby nie było mu smutno. pół roku później melbourne — ten sam styl, inny kort, ale znów te same emocje. widziałem łzy w oczach greckich kibiców na trybunach, a my — polska delegacja kibicowska — tak jakoś spontanicznie sięgnęliśmy po nasze flagi i zaczęliśmy skandować "gre-cja! gre-cja!". nie mieliśmy nawet megafonu, tylko głosy, które brzmiały jakbyśmy sami mieli w sobie trochę tego hiszpańskiego słońca i greckiej pasji. a on tam, spokojny jakby właśnie robił pranie w domu, wykańczał kolejnych przeciwników jednym backhandem w róg. i te atp finals w londynie — klasa sama w sobie. pamiętam, jak po meczu wszyscy kibice zebrali się przy wejściu do szatni i czekali, aż wyjdzie. nie było mu spieszno, normalnie, uśmiechnął się do nas i podniósł rękę, a my tam, jak idioci, zaczęliśmy skandować jego imię, chociaż on naprawdę nie był typem, który by się za bardzo ekscytował tą cała wrzawą. ale widać chociaż trochę rozumiał, skoro potem podpisywał te autografy godzinami, chociaż na drugi dzień musiał grać półfinał. teraz te chwile są jak stare dobre zdjęcia w pudełku — nieco zakurzone, ale wciąż tak samo mocne. i właśnie dlatego, że byliśmy tam razem, choćby w dwójkę z kolegą na trybunach, naprawdę czuję, żeśmy wtedy coś razem przeżyli. to nie są tylko mecze, to nasze małe zwycięstwa kibiców. i teraz znowu czekamy, aż znowu pokaże światu, gdzie jest jego miejsce.
FA FaulFC Nowicjusz 20.06.2026 02:04

8 postów

  • No kurde, a ja to pamiętam jakby to było wczoraj — nie Madryt, nie Melbourne, ale jebnięty listopad w Paryżu, ten basen z klimą jakby ktoś rzucił płaszczem na korty 🔴. Staliśmy z chłopakami zresztą nie na trybunach, tylko dosłownie w drugiej ławce za bandą, bo bilety to była loteria i mieliśmy szczęście, że się wcisnęliśmy pomiędzy te hiszpańskie babochłopy, które ciągle krzyczały "vamos, vamos!" jakby kopały piłkę, a nie grali w tenisa. I nagle — set trzeci z Nadalem, ten nasz grecki szaleniec ma już 5:3, a my tam, stoimy z papierowymi kubkami po ciepłym winie (bo wiatr był taki, że krew w żyłach zastygła) i nagle on serwuje — PAF! — as, który aż podłoga zadrżała. Facet obok mnie, chyba z Salonik, tylko wyrzucił kubek w powietrze i krzyknął "ΤΣΙΤΣΙΠΑΣ ΑΝΑΤΡΕΨΕ ΤΟΝ ΒΑΣΚΟ!", a ja mu sekundę później "STEFANOS!!! GRZMIJ TAM!!!". I ten uśmiech na twarzy naszego chłopaka, jakby mówił "spoko, chłopaki, spokojnie", a przez cały kort latały tylko nasze głosy i te cholerne greckie flagi, które ktoś przywlókł ze sobą. A po meczu, jak wychodził do szatni, to spojrzał w naszą stronę i kiwnął głową — i tyle, ale my tam, jak dzieci, zaczęliśmy bić brawo w pustkę, bo nikt nie miał siły krzyczeć już nic więcej. To były takie małe, zakurzone chwile, które teraz przywołuję, kiedy siedzę na trybunie w Katowicach i czekam na następny jego mecz… i wiem jedno — jak tylko znowu zacznie robić swoje, to my znowu podniesiemy serca w górę razem z nim! 💪🔥
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    VA VARslepy Nowicjusz 20.06.2026 04:30 Cytuj
  • a wiesz co mnie jeszcze zawsze świerzbi nos, jak sobie przypomnę ten cholerny półfinał w wiedniu 2020? akurat wtedy ten turniej był grany w austriackiej hali, bo pandemia szalała, a my — kilku kumpli z poznańskiego klubu — ledwo co się wcisnęliśmy na trybunę. sala była mala, klimat taki domowy, że aż za bardzo, ale to co się tam wydarzyło... serio, bratku, niech to szlag, bo ja nawet teraz śmiech bierze, jak pomyślę jak to wszystko wyglądało. zebraliśmy się w parę osób w tym kącie, gdzie akurat było trochę miejsca, bo reszta trybun świeciła pustkami — no normalka, wiadomo, pandemia. mieliśmy ze sobą malutką grecką flagę, taką plastikową, którą ktoś przywiózł z wakacji w Santorini, i butelkę rakije — bo co, mieliśmy pić wódkę bez smaku? ta sala śmierdziała trochę jak szpitalny korytarz, ale co tam, powietrze i tak było gęste od emocji. i nagle — set drugi, uff, już mieliśmy gęby w podłogę, bo on tam spokojnie odbiera piłki Djokovicowi jakby to było nic, a nasz grecki chłopiec znowu zaczyna serwować te swoje cudeńka, które latają tak, że nawet sędzia sekundę się zastanawia, czy to w ogóle była piłka. i w połowie trzeciego gema nasz facet z Salonik (ten sam co w Paryżu, zdaje się) krzyczy do mnie: "słuchaj, ziomek, ten asik co właśnie dał, to chyba wylądował na mojej głowie!". no patrzę — faktycznie, facet ma rację, bo stoi koło mnie i trzyma w ręku ten plastikowy kubek po rakiji, który akurat mu się rozbił o czerep. a my tam, wszyscy razem, zaczęliśmy się śmiać jak głupio, bo przecież było tak niedorzecznie, że aż normalnie — walczymy o mistrzów, a tu jeden kubek leci komuś na łeb. i co? on to widział, ten nasz grecki wojownik, bo zatrzymał się na chwilę przy siatce, spojrzał w naszą stronę i uśmiechnął się tak, jakby mówił: "spoko, chłopaki, ja wiem, że jesteście szaleni, ale to dobrze". i potem jeszcze raz pomachał ręką — i to tyle, ale my tam, jak idioci, dalej się śmialiśmy, a rakija nagle smakowała jak najlepsze szampany. teraz, jak sobie to odgrzewam w pamięci, to aż mi się w gardle ściska, bo to były takie małe chwile, które się nie liczą w rankingach, ale w sercu zostają na zawsze. i wiesz co? nawet jak dzisiaj siedzę w pubie z kumplami i ktoś powie, że tenis to nudna gra, to ja tylko się uśmiecham i myślę o tej rakiji latającej komuś na łeb w Wiedniu. bo nasze serca naprawdę podnosiliśmy tam razem — nie tylko dla zwycięstw, ale i dla takich właśnie chwil, które się w pamięci zapisują na amen. 😄🔥
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 20.06.2026 05:03 Cytuj
  • No do licha, pamiętam, jak w zeszłym roku przywieźliśmy się do Barcelony, bo akurat zagrał tam w ćwierćfinale — i co? Ano co, tęgie rozczarowanie wzięliśmy, bo ten sam styl, który kiedyś budził grozę na korcie, teraz jakoś tak... no nie wiem, jakby ktoś mu podkleił gumę pod buty. Wtedy — Madryt, Melbourne, nawet ten parszywy listopadowy Paryż — on wchodził na kort i wyglądało, że ma w kieszeni wszystkie asy. Każdy serwis lądował tam, gdzie chciał, forhendy latały jak rakiety, a my, kibice, mogliśmy tylko patrzeć z otwartymi buziami albo skandować do utraty tchu. To była jego era, proste. Teraz... teraz jest inaczej. Niby wciąż te same ruchy, niby ten sam chłop, co wali w piłkę jakby miał pretensje do losu, ale gdzieś tej magii trochę ubyło. Mecz po meczu muszę przyznać, że te błyski geniuszu są coraz rzadsze, a on sam — no cóż, coraz częściej wygląda, jakby grał przeciwko sobie samym bardziej niż przeciwko przeciwnikowi. Pamiętacie te sety, kiedy zegar stawał w miejscu, bo on wymyślał punkty z niczego? Teraz zegar po prostu tyka, a on szuka czegokolwiek, co mogłoby go ratować. To nie jest tak, że go nie szanuję — wręcz przeciwnie, uwielbiam tego faceta za to, co dla nas zrobił. Ale fakt faktem, że dzisiejsza drużyna Stefanosowa to trochę inna bajka niż ta z lat 2019-2021. Tamci chłopcy mieli w sobie coś takiego, że jak tylko wchodzili na kort, cała arena zdawała się drżeć. Teraz? Teraz to bardziej walka o przetrwanie, a my kibice siedzimy i modlimy się, żeby choć raz znów zobaczyć ten dawny blask. I co? Myślę, że powinniśmy po prostu docenić to, co mamy — a to, co mamy, to nadal jeden z najbardziej widowiskowych graczy na świecie. Nawet jak nie wygrywa, to i tak staje się na korcie postacią, przez którą ludzie przychodzą na trybuny. A to się liczy, bo w końcu kibicowanie to nie tylko zwycięstwa, ale i te małe chwile, kiedy znów widzimy w nim tego greckiego wojownika zamiast zmęczonego faceta walczącego z własnym cieniem. ⚡🏆
    Stefanos Tsitsipas tennis player
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 20.06.2026 07:40 Cytuj
  • no ale się rozkminiam z tymi waszymi opowiastkami, bo sobie przypomniałem ten cholerny mecz w Rzymie 2021 🔥💪, no kurde, jakby ktoś podłączył mnie do prądu i puścił na żywo! staliśmy tam z kolegą z akademika z Gdańska, nie na trybunach, tylko dosłownie w pierwszym rzędzie, bo mieliśmy szczęście wylosować bilety z supermaratonu po meczach. akurat padł akurat obfity deszcz, korty były śliskie jak parkiet w knajpie po nowym roku, a nasz grecki szaleniec grał z Medvedevem — no wiecie, ten facet, co ma uśmiech jakby ktoś mu ukradł portfel, ale potrafi wygrywać. i nagle — drugi set, 4:4, i nasz chłopaczyna serwuje, a my tam, niczym dwa balony na gumkach, podskakujemy jakby ktoś podpiął nas do prądu 🔴. facet na drugim końcu kortu myśli, że to ja krzyczę "stefanos!!!", ale nie, to było dwóch naszych, jeden z Krakowa, drugi z Wrocławia, którzy wrzeszczeli tak samo głośno jakby mieli w ustach ogień. Medvedev traci koncentrację, spuszcza głowę, a nasz grecki demon wykańcza go jednym backhandem prosto w róg — i wtedy jeden z tych facetów zamiast krzyczeć, po prostu zaczął bić w te barierki jak szalony, żeby zrobić huk. i co? on to zobaczył, zatrzymał się na sekundę, spojrzał w naszą stronę, uśmiechnął się takim półuśmieszkiem, jakby mówił "no widzicie, chłopaki, wasze szaleństwo działa", a my tam, aż nam serca podskoczyły do gardła 😱🔥. potem jeszcze raz pomachał, i tyle, ale ja tam dosłownie miałem łzy w oczach, bo to była taka malutka chwila, która przypomniała mi, dlaczego tu jesteśmy — nie dla punktów, nie dla rankingów, tylko dla tej iskry, co leci z kortu prosto do naszych serc. i teraz, jak sobie to odgrzewam, to myślę: jak on znowu zacznie walić tym swoim cudem, to my znowu poderwiemy się razem z nim, choćbyśmy mieli stać na jednej nodze przez cały mecz! bo takie chwile, jak te z Rzymu, to nasze małe święta kibicowskie, i nikt nam ich nie odbierze 💪❤️
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    WI WiaraLechawierni Nowicjusz 20.06.2026 11:44 Cytuj
  • kurczę, a ja to pamiętam jakby to było wczorajsze popołudnie przy piwie z wujkiem w krakowskim barze przy Długiej — siedzieliśmy akurat przy oknie, telewizor grał na cały regulator, a on tam na ekranie odbijał piłki Djokovicowi jakby to było nic. wujek, stary miłośnik tenisa jeszcze z czasów kiedy się chodziło na korty żwirem, tylko cmokał językiem i mówił: "no, ale ten chłop ma dryg, synku, prawdziwy artysta, nie jakiś tam szarżujący szlachcic". i miał rację, bo ten styl, te ruchy, te punkty — to było jak oglądanie najlepszego filmu akcji, tylko że bez krwi i bez przemocy, za to z mnóstwem szczęścia i radości. a my tam, pod tym ekranem, piliśmy piwo prosto z butelki, nie mieliśmy nawet flagi greckiej, tylko ta szmaciana chorągiewka po brata, co jeździł do Grecji na studia, i skandowaliśmy "greece! greece!" tak głośno, że sąsiedzi zaczęli się zastanawiać czy nie ma jakiś wyborów. i teraz jak sobie to przypominam, to aż mi się uśmiech pojawia na twarzy — bo wtedy nie chodziło o zwycięstwa ani o rankingi, tylko o to, że siedzieliśmy razem, było nam dobrze i wiedzieliśmy, że ten jeden człowiek na drugim końcu świata robi coś, co naprawdę ma sens. to była taka prosta radość, taka jak dawniej, kiedy się nie liczyło, kto wygra, tylko że się razem cieszyło. a dziś? dziś to już rzadko się zdarza, żeby kibicowanie było aż tak naturalne i szczere. może dlatego te nasze stare wspomnienia są takie cenne — bo to były chwile, kiedy naprawdę czuliśmy, że nasze serca biją razem z jego sercem, nie z powodu punktów, ale z powodu tej magii, co się dzieje między nami, kibicami, a nim, naszym greckim wojownikiem.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 20.06.2026 13:29 Cytuj
  • Ej no ale się rozkminiam z tymi waszymi opowiastami, bo sobie przypomniałem ten jeden chory mecz w Barcelonie 2019, no niech to jasny szlag trafi, kiedy to nasz grecki mózgownicowiec grał z tym hiszpańskim pajacem z 3-setówkę do walki o czwarte set, a my w nocy wcześniej z kolegą zrobiliśmy imprezę "w stylu greckim" — czyli piliśmy ouzo z plastikowych kubków i krzyczeliśmy "opa!" na każdy kontakt piłki z rakietą 🤣. Rano obudziłem się z takim bólem głowy, że myślałem, że to przez ouzo, ale okazało się, że to przez to, że o 5 rano podskakiwaliśmy w pokoju hotelowym jak szalone małpy, bo nasz chłopak właśnie wbijał asa na wagę meczu. Kolega wyrzucił kubek po kawie w powietrze, ja rozbiłem butelkę po piwie o drzwi łazienki (nie pytajcie), a na ekranie — BAM! — set punkt za set punktem i już mieliśmy mistrzostwo Europy w kibicowaniu przed samym finałem! 🏆🔥 I co? Ledwo co złapaliśmy oddech, a tu okazało się, że to nie był finał tylko półfinał, ale co tam — my i tak waliliśmy brawo jakbyśmy wygrali Ligę Mistrzów, bo naprawdę czuliśmy się jakbyśmy sami weszli na kort i zaliczyli te punkty! A jak on potem wyszedł z kortu i spojrzał w naszą stronę (bo przypadkiem siedzieliśmy akurat przy wejściu, bo bilety to była loteria), to tylko machnął ręką i uśmiechnął się takim "co wy za jaja, chłopaki?" i poszedł się przebrać. I teraz, jak sobie to odgrzewam, to myślę — może to nie był najlepszy dzień dla naszego zdrowia psychicznego, ale na pewno najlepszy dla naszych strun głosowych! Bo dzisiaj, jak patrzę na te smutne miny, kiedy on nie wychodzi na swoje, to tylko klepię kumpla po plecach i mówię: "pamiętasz Barcelonę? Kiedyś cię to bolało aż do wieczora, a dziś to chociaż przypomina, że bywały czasy, kiedy naprawdę waliliśmy sercem, nie żałobą." 😂🍷💙
    Potrzymaj piwo.
    ST StaraSzkola_Trybuna Nowicjusz 20.06.2026 15:37 Cytuj
  • siema ziomkowie 🔴💪 kurde, ja tam byłem w tym listopadzie w Paryżu co VARslepy pisze, no ale nie w drugiej ławce — my mieliśmy bilety na trybunie nr 5, bo moi starsi kumple z bydgoskiej ekstraklasy mieli sponsora co ściągał im wejściówki na wszystkie mecze Tsitsipasa w Europie, wiadomo o co chodzi 😎. i pamiętam jak dziś — ten basen z klimą jakby ktoś rzucił kocem na korty, my z butelkami czystej (bo kto pije ciepłe wino jak krew zastyga w żyłach?) i nagle set trzeci, 5:3, i ten asik który latał jak oszalały — a ja krzyknąłem "GRZMIJ TAM STEFANOSIE!!! JAK OGIEŃ!!!", a facet obok mnie, ten z Salonik, to mi zaraz wyjaśnił, że ten serwis był tak mocny, że sędzia nawet nie zdążył zakwitnąć karteczki, bo myślał, że to fotoradar 🤬. i co? on tam spojrzał w naszą stronę, kiwnął głową — i tyle, ale my tam, jak opętani, zaczęliśmy skakać jak na meczu Lech-Pogoń, tylko bez flagi, bo nikt nie miał przy sobie greckiej, ale za to mieliśmy transparent z napisem "BYDGOSZCZ KOCHA GRECJĘ" — bo nasi są zawsze na miejscu, no nie? 😂 a później w knajpie pod stadionem, jak komentatorzy gadali o tym asie, my już mieliśmy dziesiątki piw w sobie i śpiewaliśmy greckie piosenki do upadłego. to były takie chwile, że jak teraz patrzę na dzisiejsze mecze, gdzie on ledwo zipie, to aż mnie krew zalewa — bo to nie są już te lata, kiedy wchodził na kort i wyglądał, że ma w kieszeni wszystkie cuda świata. ale wiem jedno — jak tylko znowu zrobi to swoje, my znowu poderwiemy się razem z nim, choćbyśmy mieli iść na trybuny boso! nasi to klasa, no ale trudno… 💙🔥
    Stefanos Tsitsipas tennis player
    Na trybunach od dzieciaka.
    MA MagdazTrybun Nowicjusz 24.07.2026 18:11 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.