Czy Iga Świątek naprawdę jest tą samą zawodniczką co trzy lata temu, skoro wciąż oczekuje…
No więc, koledzy kibole, znowu widzę ten cały cyrk: "Iga to przecież liderka, da radę", a za chwilę co drugi komentarz pod meczem leci "no cóż, znowu przegrała, facet by to ładnie ograł". 😂💸 A powiedzcie mi, dlaczego w 2024 roku nadal mamy do czynienia z tą kulturową kasetą: facet numer 150 gra na Rolandzie jak zagrażający życiu nosorożec, a Iga musiała zagrać finał Wimbledonu w piątek o 11 rano, żeby ktoś kiwnął głową? Seksizm to nie ranking — to ludzkie ślepe okienko.
A tak poważnie... no serio, skąd ten pomysł, że jedna porządna runda robi z kobiety boginię wszechtenisa, a facetem z setką w rankingu machasz ręką? Jakbyśmy czekali aż Igę najadle kibice szampanem, żeby wreszcie ją dopingować, zamiast robić jej #pressurecooker od samego wejścia na kort. Szczęście? 🤡 Przecież tu się od niej oczekuje żeby wygrała, bo niby facetem nikt nie wymaga świętej nieomylności?
13 postów
-
✓A ty serio myślisz, że to kwestia rankingów, a nie faktu, że od trzech lat o Igi oczekiwań są tak wysoko, że najnormalniej się za nimi nie da nadążyć?Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ale hej, Krzysiu, spoko, bo jak ty znowu zaczynasz tymi rankinkami i "że niby nie da się nadążyć" 😤 to ja ci mówię — no ba, nie da się, bo wasza gęba cały czas jej wciska, że niby "musisz być ponad wszelkimi podejrzeniami"! Od kiedy Igę oglądam to w Gdańsku na trybunach, to pamiętam ten mecz z 2021, jak rodziła się z kortu jak armia cieni, a tu nagle okrzyki "to jeszcze dziecko, da jej się wejść na dupę"? ŻE CO W PIEKŁO?! 🔥 Serce mówi wszystko, a ty kręcisz tymi cyferkami jakbyśmy oglądali ranking łowców snajperów, a nie tenisowe emocje! Iga nie urodziła się z numerem 1 na czole, ale kurwa, to co ona robi od 3 lat to JEST KLASA NIE Z TEJ ZIEMI! 💪 A facet z 200 numerem dostaje medal za "stara się bracie", bo co? Bo ma męskie jaja pod spodenkami?! Do licha jasnego, przecież to jakbyśmy wymagali od naszych chłopaków w Interze by strzelali gola co mecz, a jak strata to od razu "no cóż, facet jak facet, nie szklanki na kolanach przecież". WisłaTrybuna, w sumie to masz trochę racji że oczekiwania są ogromne, ale SEXSIM TUTAJ GRZEJE NA MAKSYMALE! Jakby jej nie nazywano "królową" to by jej nie zwalniali od świętej powinności wygrywania PIERWSZYM serwisem bezbłędnie! A facetom? No przepraszam, "oj, fatalny dzień", "no wiesz, trawa ciężka" — a u niej? #pressurecooker od pierwszego dnia sezonu! I nadal jest SOBA, jest góra, i trzyma!!W radości i smutku, do końca z nimi.
-
A to dopiero moment, w którym widać, jak bardzo systemowo głęboko zakorzenione są podwójne standardy. Krzysiek trafił w dziesiątkę, mówiąc o tym nosorożcu z numerem 150 na Rolandzie — bo to naprawdę odzwierciedla problem, którego nikt nie chce nazwać po imieniu. Ten facet może przegrać w trzech setach, a komentarz padnie: "facet dał z siebie wszystko", natomiast u Igi nawet najlepszy mecz to i tak "no cóż, standardy przecież". To nie ranking, to mentalność kibiców, która jest taka sama od lat. I tu Kasia trafia w sedno — serce i emocje są tym, co napędza tenis, a nie cyferki w rankingu. Gdzieś między "królową" a "musisz być święta" zapomniano, że Iga Świątek to po prostu zawodniczka, która walczy na równi z każdym innym tenisistą. Fakt, że nadal jest sobą mimo tego całego oczekiwania, to świadczy nie o klasie nie z tej ziemi, tylko o zwyczajnej ludzkiej wytrzymałości. Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że gdybyśmy potraktowali Igę tak, jak traktujemy faceta z setką w rankingu — czyli z normalnym luzem, że "sukcesy przychodzą, czasem nie" — to ta dyskusja w ogóle by nie istniała.
-
no dobra, tylko nie oburzajcie się jakbym wam powiedział, że słońce świeci — za moich czasów, kiedy to młodzi dzisiejsi kibole jeszcze nie potrafili odróżnić rakiety od siekiery, na kortach mówiono o Irmie Pavlović albo Magdzie Linette jak o gwiazdach z innej bajki, a one same z siebie były dumne, że "po prostu grają". a teraz? teraz mamy do czynienia z takim świętym ogniem oczekiwań, że jak igaszka nie postawi perfekcyjnego returnu przy trzecim setballu, to zaraz padajcie komentarze "a no tak, kobieta jednak jest słabsza". 😄 pamiętam jeszcze mecz na kortach im. „sportowców” w krakowie, jak to jakaś miejscowa juniorka przegrała z koleżanką z niższego rankingu i padło tam zdanie "no co ty, przecież to dziewczyna" — i nikt się nawet nie zająknął, że to po prostu tenisowy mecz, nie wybory miss polski. a dzisiaj? dzisiaj mamy rankingi, które niby mówią jedno, a społeczność drugie. facet numer 200 idzie na kort i nikt nie liczy mu setów, bo "facet się stara", a Iga? a Iga musi wygrać turniej, żeby ktoś kiwnął głową i powiedział "no dobra, ona jednak umie". i nie mówcie mi, że to ranking, bo wasza gęba puszcza ranking w momencie, kiedy facet nie ogarnia top 500, a Iga jest w połowie listy — ale hej, to przecież "kobieta", więc nie ma mowy na błędy! 😉 za dawnych czasów byśmy takiego kibica posadzili na ławkę rezerwowych i kazali mu się uczyć, że tenis to tenis, a nie pole do popisu dla własnego seksizmu. a dzisiaj? dzisiaj on dalej kibluje, ale już nie pod swoim prawdziwym imieniem — bo dostał status "experta" od kobiet w sporcie. kurde, toż to jakaś dziwna forma progresu…Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Siema Krakowiaki, ależ Wam dzisiaj tłucze w mózg ten seksizm albo co?! 🤬 Jakbym usłyszał od kumpla kibica zaledwie wczoraj pod Orange Warsaw: "Iga to jednak urodziła się do bycia świętą, nie do bycia zawodniczką, no nie?" — a ja mu na to: "ej stary, walnęło cię? przecież to jest po prostu mecz, nie msza święta!" 🔥 Bo ja od kiedy pamiętam, kibicowałem u siebie na Błoniach, jak moja stara jechała rowerem z banerem "Iga JEST GOL!", i co? facetom, którzy jej gratulowali, że "no cóż, mężczyźni muszą się bardziej wysilać", żeby ich ktoś docenił, to im się języki pospuszczały, jakby ktoś im po butach nadepnął! 💪 A Iga dalej stoi mocna jak skała, bo MA KLASĘ, nie dlatego że się jej domaga jakaś niepisana umowa kibiców, że musi być nieskazitelna!Na trybunach od dzieciaka.
-
No dobra, to powiedzcie mi — czy wy naprawdę uważacie, że jakby Światek doszła do finału turnieju w lutym o szóstej rano, bo organizatorzy uznali, że "to ciekawsze dla publiczności", to nikt by się nawet nie zająknął? W Gdańsku na kortach dostrzegasz coś takiego? Ja nie. Bo tamtejsza publiczność albo przychodzi, żeby pogapić się na tenis, albo na piwo, a nie po to, by doszukiwać się czyjś kolejny winy, kiedy nieogolone kąty kortu nie spełniają standardów „świętej wojny”. A i co, 17. miejsce w rankingu to już jakiś karabinowy strzał do czołówki? Przecież to tyle co określenie "średnio uzdolniony" w popkulturze — facet z tym numerem może mieć za sobą dziesięć porażek w trzech setach, a kibicom i tak wyda się, że „wyszedł z siebie”, bo no, przecież facet. Iga natomiast? Acha, Igę najlepiej ocenia się nie po wynikach, tylko po tym, jakie emocje wzbudza — zupełnie jakby ktokolwiek oczekiwał od niej nowej odmiany szachrajstwa, żeby spełnić nasze niepisane kryteria cnotliwości. I jeszcze jedno: gdyby ktoś jej powiedział, że „no cóż, średnia forma we wrześniu nie jest taka zła”, toby ją to skłoniło do myślenia o emeryturze? A facetowi z 200 numerem? Jeszcze niedawno widziałem faceta, który wypadł z pierwszej setki, a komentarz brzmiał mniej więcej: „widać, że lata dają się we znaki, ale on dalej walczy”. Walczy? W sensie „bije się z chorobą”, czy „bije piątkę lewą ręką”? Nikt nie rozpisuje się o jego waleczności — bo to nudne. A Iga? A Iga jest albo „królową”, albo „dzieckiem, które zapomniało o cudzie”. Tak, tak, dokładnie to sam słyszałem pod naszym klubem: „no, ale przecież ona była takim cudem, jakbyśmy zapomnieli, że od 2020 roku regularnie zagląda do ćwierćfinałów”. I co, to cud trwa trzy lata? Cuda trwają do pierwszego kontaktu z rzeczywistością — a Iga ta rzeczywistość piekli na ogniu.Najpierw próba, potem wnioski.
-
no ale coś Wam muszę powiedzieć 😤 bo ten seksizm to naprawdę aż mdłości leci! 🔴 KasiaLech MA 100% racji, że cały ten ubzduralny marketing kibiców to śmieszne — no ale trudno, bo ja z Gdyni pamiętam jak dzisiaj mecz w Trójmieście, kiedy Igę wygwizdywali za "słabszą grę" podczas meczu z taką laską z Chorwatką, a temu numer 200 podawali piwo na trybunach, bo "no w końcu się stara" 🤬 kurwa, co to w ogóle za sport?! 💪 A i jeszcze jeden detal — moi kumple z ochrony, co normalnie na stadionie pilnują porządku, to po tym meczu mówili, że Iga walczyła jak lwica, a ten facet z Chorwatką… no cóż, "no cóż, tenis to jednak co innego" 😱 no ale trudno, bo ja dalej stoję za tą dziewczyną, bo ma jaja ze stali i gra jak szalona, a nie jak ktoś komu ktoś od razu bije pianę, że "musisz być święta"! 🔥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
W Gdańsku byłem dwa lata temu na meczu drugiej rundy z Belindą Bencic. Siedziałem w drugim rzędzie, nie jakieś VIP-y, tylko zwykły bilet kibica na obrzeżach. I co? Pod koniec pierwszego seta jeden facet z tyłu krzyknął do Igę, że "nie oszczędza starań", bo przegrała pierwszą wymianę — a facetowi z numerem 150 podawali piwo w przerwie, bo przecież "próbował". A Bencic? Nikt nie liczył jej wymian, bo to "stara reyna", jakby ktoś specjalnie zrobił jej z kortu Disneyland. Śmieszne jest to, że w moim pudełku kibica z Piasku osiemdziesiąt procent krzyczących nie umie odróżnić forehandu od backhandu, a i tak są ekspertami od "świętej wojny". To nie ranking, to stado.Hype to nie argument.
-
No ale co ja Ci powiem, ludzie… 😡 Pamiętam jak dziś, lata temu, jak na kortach Agrykola w Warszawie stałem z kartką "ŚWIĄTEK GOL" i ciągnięty byłem przez kumpli: "Ej, no przecież to tylko dziewczyna, nie taka mocna". A ja im na to: "Siema, nie ta dzisiaj dyskusja — słuchajcie, jak walczy, to walczy jakos!" I co? Facet z numerem 200 przegrywał z juniorką, a komentarz: "no może jutro się obudzi genialny". Iga wygrywa turniej? Aż biją brawo za "urodę walki", jakbyśmy kibicowali miss ligi. 🔥 Serio, to jest chore. Ale… przyznam szczerze — jak widzę, że Iga rzuca wyzwania pod nogi, to mnie aż ogarnia dumy fala, że KTOŚ w końcu wywraca ten seksistowski stół! 💪 Chociaż nie ukrywam, że jakbym miał wybierać, to wolałbym, żeby ta dyskusja w ogóle nie istniała — bo tenis to tenis, a nie pole do walki o feminizm w spodenkach.Jeden klub, jedno życie ❤️
-
A co, do jasnej cholery, myślą kibice, którzy w tramwaju numer 12 z Częstochowy do Dębu ściskali gazetę z wycinkiem o Świątek sprzed trzech lat i od tej pory traktują jej meczówkę jak zbiór szklanych kul? Bo ja dzisiaj słyszałem taki dialog na przystanku przy ulicy Kościuszki: facet w średnim wieku, w koszulce Ekstraklasy, opowiadał koledze, że "ona to ma już serce wypalone, bo tyle lat wkręca te święte show" — a że dzisiaj jest sobota, akurat na ławce siedziała pani ze Szkoły Podstawowej numer 17, która trzymała w ręku kubek z napisem "Iga Świątek — moja królowa" i zerkała na nich jak na dwóch pijaków z trybuny. I co? Żaden z tych dwóch "znawców" nawet nie drgnął, tylko jeden cmoknął i powiedział "no, ale co ty tam wiesz, siostro, z twoim kubkiem" — niczymby dzisiaj nie dowiedzieli się, że ranking ATP/WTA nie liczy się w kubkach, tylko w setach. A Iga? Przegrywa pierwszą partię w Charleston i zaraz lecą komentarze, że "jeszcze się nie obudziła", podczas gdy ten sam facet numer 200 w Rzymie traci z juniorką 6:0, 6:0, a komentarz brzmi "no widzisz, walczył, nie poddawał się" — bo przecież facet musi walczyć, a kobieta musi być nieskazitelna. Może więc problem nie w Igaszce, tylko w tym, że większość kibiców wolałaby kibicować świętej, niż zawodniczce, bo świętą łatwiej postawić na piedestale i potem zrzucić z niego, kiedy nie spełni oczekiwań niepisanego scenariusza.
-
Siema Rzeszów! 🔥 No ależ Ci WiaraLechabezKonca MA ABSOLUTNIE rację, jak to mówią, że ten seksizm to jakaś CHOROBA społeczna! 🤬 Ja pamiętam z ubiegłego roku, jak siedziałem z kumplami na trybunach w Warszawie przy Agrykoli i facet obok mnie, kompletnie nieznający się na tenisie, darł się, że "Świątek powinna być wdzięczna, że w ogóle gra na takim poziomie" — a ja mu na to: "ej stary, odpuść, bo jakby on sam strzelał gole z tej połowy boiska, tobyśmy mu gadali, żeby uczył się dryblingu!" 😱 Iga walczy, traci piłkę? ALEŻ TO JEST PIŁKA, CZŁOWIEKU, NIE MSZA ŚWIĘTA!!! 💪 I jeszcze coś — moi kumple z łódzkiej hali mówili, że jak Iga przegrała z taką losową juniorką w lipcu, to na forach lądowali komentarze "no, ale ona przecież jest święta, powinna wygrać z każdym", a facetowi numer 180, który wrócił z przerwy w meczu i przegrał 6:0, 6:0, to mu kibice dopingowali, że "walczysz jak lew"… JAKI LEW, DO CHRZĘSTU?! JAKIEJ LEW?! 🔴 On prawie zjechał z kortu! A Iga, która znowu wlazła do ćwierćfinału i przegrała z Badoszą w setach 6:3 7:5, to jej kibice "przypominają", że "jeszcze nie ma formy"… FORMY?! Przecież to PIERWSZA SETKA, nie ulica Pod Filarami!!! 🤬 Najgorsze, że to nie jest tylko polski problem — koleś z sąsiedztwa, co jeździ na Roland Garros, mówił, że tam kibice krzyczeli "Iga, daj się pokochać!" jakby to był koncert Madonny, a nie mecz tenisowy… TENIS TO SPORT, A NIE OPERA!!! 😭 A my, kibice, powinniśmy kibicować klasie, nie manekinom!!!Swoich się nie zostawia.
-
Słuchajcie, ja sam kiedyś stałem na Agrykoli z kartką „Świątek – królowa kortów” i naprawdę myślałem, że to będzie jakiś przełomowy moment. Ale im więcej widzę tych gadaniach na trybunach, na forach, w tramwajach, tym bardziej dochodzę do wniosku, że problem tkwi nie w tym, jak gra Iga, tylko w tym, jak my wszyscy chcemy, żeby grała. Nie o statystyki tu chodzi, tylko o oczekiwania, które są tak nierzeczywiste, jakby ktoś oczekiwał od pogodynki, żeby codziennie lało. Weźcie sobie te przykłady, które padły: facet z numerem 200 dostaje brawa za sam fakt, że wstał z łóżka, a Iga za to, że nie wygrała pierwszego gema, musi się tłumaczyć z niepisanej klauzuli „świętej wojny”. To jest chore, bo sugeruje, że kobiety w sporcie mają obowiązek być nie tylko świetnymi zawodniczkami, ale i wcieleniem cnót kardynalnych. A facet? Ma prawo być słaby, leniwy, nieudolny, a my i tak mu kibicujemy, bo „walczy”. Wystarczy posłuchać, jak ludzie mówią o meczach faceta numer 200: „no, widać, że lata dają się we znaki”, podczas gdy o Igi komentarz brzmi: „przecież ona była cudem, a teraz co? Traci formę?”. Gdzie tu logika? I co najgorsze, nikt nie pyta faceta numer 200, czy on w ogóle chce być wzorem do naśladowania. Bo przecież on ma numer 200 – to nie jest pozycja, która zakłada misję ratowania sportu przed seksizmem. Za to Iga, z tymi wszystkimi tytułami, mistrzostwami, latami na szczycie, ma niepisane zobowiązanie do bycia świętą, nieskazitelną, pozbawioną ludzkich słabości. A jak nie spełnia tych oczekiwań, to zaraz słychać: „no cóż, szkoda, że zapomniała o cudzie”. Jaki cud? Cud to był w 2020, a potem były lata ciężkiej pracy, kontuzji, presji i jeszcze więcej ciężkiej pracy. Można by pomyśleć, że skoro ktoś jest w czołówce, to kibice będą kibicować jego grze, a nie jego charakterowi. Ale nie – dla większości z nas Iga to nie tyle tenisistka, co symbol, i jak ten symbol się chwieje, to my od razu zrzucamy całą winę na nią. Tymczasem facetowi z numerem 200 nikt nie każe być symbolem, więc może po prostu grać, tracić, wstawać i próbować od nowa. A Iga? Ona ma obowiązek wygrać i uśmiechać się, bo inaczej zaraz padną komentarze, że „nie docenia swojego talentu”. Czy to znaczy, że Iga jest idealna? Nie. Czy ona czasem zawodzi? Tak. Ale równie dobrze moglibyśmy mówić o tym, że facet numer 200 też czasem zawodzi, tylko nikt nie pisze na ten temat esejów. Bo dla większości kibiców tenis to nie sport, tylko teatr, a Iga to główna aktorka, która musi sprostać naszym scenariuszom. A jak jej się to nie udaje, to lecimy z krytyką, która w żaden sposób nie dotyczy jej umiejętności, tylko naszych oczekiwań. Więc moje pytanie brzmi: czy my naprawdę chcemy oglądać tenis, czy może wolimy oglądać swoich bohaterów, którzy mają spełniać nasze wyobrażenia o doskonałości? Bo jeśli to drugie, to Iga nigdy nie wygra. Nigdy.