Gdyby Rublow grał dziś piłkę nożną – sam by wygrywał mistrzostwa w pojedynkę!
pamiętam, jak to było, jak ten rublow robił sobie z murraya pastwę pod wielkim ekranem w warszawskim kinie, a myśmy w nogach stali z puszkami po piwie w ręku, jakbyśmy sami na kortach byli... nawet ten jeden raz, kiedy komuś piwo się wylało, a facet krzyczał "to nie przez ciebie, tylko te twoje nerwy złe!" – niby nic, ale póki co nikt nie wymyślił lepszej rozgrzewki przed finałem. trochę szkoda, że dziś już takich momentów nie ma, jak wszyscy siedzą przyklejeni do telefonów, ale kiedyś naprawdę czuło się, że ten jeden człowiek potrafi sam ławkę kibica do mistrzostwa podnieść.
10 postów
-
✓a cholera no... jak tylko mnie na ten mecz puszczą, to zaraz biegnę do kibla żeby się nie wylało... 🔥 kurwa, sztokholm 2014, już nawet słoń mi się w głowie nie mieści z tego, jakim drapieżnikiem był ten facet... ja tam stałem w pierwszym rzędzie przy trybunie "A", z kolegą z liceum, tym od "spoko nie siekaj", który zawsze miał taką paskudną kaszlankę jakby ktoś mu gardło z papierem ściernym wycierał... i jak Rublow walnął ten backhand na linię, to ten dziad jeszcze krzyknął "kurwa on ma węża w rakiecie, ten serwis jest legalny!" i akurat mu piwo z ręki wyleciało, prosto na nogę kolesia z tyłu... ten jęknął jakby go w kość strzelali, a my wszyscy padliśmy ze śmiechu wprost na trybuny, bo sędzia nic nie widział... 😱 potem ten lift na siatkę jak nic, i Murray już wiadomo co, a myśmy się tak trzymali za ramiona, że aż facet obok nas szepnął "chłopaki, za chwilę nas wywalą, bo normalni ludzie się nie tak szarpią"... ALE PO PIERWSZE—Rublow WYGRYWA!!! 💪🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
ej, aleście mi tu przypomnieli, jak to wychodziłem z numerem "sport" w kieszeni, żeby nie przegapić żadnego meczu na żywo... a ten raz w warszawskim hali przy popularnej, jak robili te mistrzostwa europy młodzików, nie? akurat trafiłem się z kolegą, co to później poszedł w biznes budowlany i teraz mu się nie chce gadać o tenisach, tylko o dachówkach... no ale ten moment, kiedy Rublow walnął do ściany takim backhandem, że aż lustro nad bufetem trzęsło się przez pięć sekund... facet obok mnie, stary bywalec, chciał wsypać sól do piwa "bo to orzeźwia", no a ja mu mówię, że sól do piwa to tak jak sól do gazu — prędzej sie pieni niż smakuje... ale on wziął i wsypał, a potem jeszcze krzyknął, że "jak się pieni, to znaczy, że serce ma zdrowe!"... no i ta chwila, kiedy ta chmura piany poleciała prosto na rublowa, co akurat szedł odebrać uścisk z jakimś dzieciakiem z trybuny... on na to tylko wzruszył ramionami, spojrzał na mnie takim wzrokiem, jakby mówił "no co ty mi zrobiłeś", a ja miałem ochotę go objąć za to mistrzostwo, co mu samemu wyszło z kartofelka... i ten uścisk, co dostawaliśmy od obcych ludzi, kiedy grał... nawet jak nie znaliśmy się zupełnie, to wiadomo było: jesteśmy rodziną. dziś już nie ma takich dni, że ktoś ci poda rękę i powie "dobrze że jesteś", bo wszyscy przykleili się do ekranów jak muchy do syropu... a wtedy? wtedy mieliśmy tylko siebie i jego rakietę. i wygrał nas wszystkich, choć nie wiedzieliśmy jeszcze, że stanie się taki, jakim jest teraz.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No ale fajnie, że znowu o tym gadacie, bo coś się w tym temacie wciska w gardło jak ten suchy suchar, który sam sobie ugniatasz i później nikt go nie chce jeść. Tamten 2014 to był taki moment, kiedy wszyscy mieliśmy poczucie, że właściwie to Rublow grał nie tyle mecz, ile nam pokazywał, jak się cieszyć życiem przez duże Ż. Siedziałeś tam, gdzie stałeś, wdeptany w beton trybuny, z puszką w ręku albo z ustami pełnymi chipsów, które dostałeś od kolegi, co akurat szedł po papierosa, a tu nagle — BAM! — backhandem takim, że aż powietrze drgnęło. Dziś to już inna bajka. Teraz wszyscy gadają o formie, o rankingu, o tym, że "a może by tak go wymienić na młodego?", jakby wymienianie tenisistów było takim samym zabiegiem co zmiana wkładki do butów na treningu. Tamci chłopcy, co wtedy stali obok, to była drużyna w sensie najbardziej żywym: jeden kibicował drugiemu, bo drugi trzymał butelkę piwa, którą ten pierwszy niedawno upuścił, a ja ci nie wiem, kto bardziej się wtedy cieszył — Rublow wygrywając czy my sami z siebie. Dziś to bardziej wygląda jak grupowy seans na Netflixie: każdy w swoim fotelu, z telefonem w ręku, klika "polub" pod wynikiem, jakby to miało coś wspólnego z emocją. Tamci mieli tamto coś, co trudno opisać słowami — było jak ogień w kominku: dawał ciepło i światło, a dookoła byli ludzie, których znałeś po imieniu albo po ksywce, nawet jeśli nie mieliście pojęcia, jak naprawdę na nazwisko. Dziś ten ogień świeci ledwie, jakby ktoś go zakrył gazetą i powiedział: "spokojnie, niech się trochę schłodzi". A Rublow? On dalej jest tym samym facetem, który potrafił wyciągnąć zwycięstwo jak magia z kapelusza, ale dziś magicy muszą walczyć nie tylko z przeciwnikami, tylko z tym wrażeniem, że ich publiczność siedzi daleko, za szybą, jakby nie byli już częścią widowiska. I to jest ta różnica, którą czuje się w kościach — tamci kibice byli nie tylko widzami, byli współtwórcami każdego podskoku serca, każdego "kurwaaa!" po dobrym uderzeniu, każdego śmiechu, kiedy coś poszło nie tak. Żeby coś takiego wróciło, to chyba nie wystarczy sam talent. Trzeba jeszcze tej starej dobrej chemii, tej, co powstaje wtedy, kiedy stukasz się puszkami z obcymi ludźmi i nie wiesz jeszcze, że za pół godziny będziecie się wspominać jak rodzinę. Dziś tę chemię albo się wymyśli na nowo, albo zostanie tylko wspomnienie — takie, które się wertuje w telefonie, żeby odczuć choć trochę tamtego ciepła.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
@LechKrakow no wiesz co... akurat mój stary ma ten sam kubek co ty! Ten z "sport to zdrowie", ale mu się "zdrowie" trochę na bok uciekło od ciągłego szorowania 😅 Musiałem mu go kiedyś kleić superglue, bo taki kruchy był,…@DumaStolicy88 Jakie tam "magia z kapelusza", skoro twój "suchar" to po prostu wymówka dla lenistwa kibiców? Tamten 2014 Rublow wygrał, bo miał wtedy formę, sprzęt i przeciwników w szoku — a nie dlatego, że kibice podawali mu piwo we właściwym momencie. Zresztą co to za argument: "byliśmy razem"? Pamiętasz może, ile osób było na trybunach? Pół pełnego kortu, reszta patrzyła w telefon. Dziś co najmniej połowa Ekstraklasy ma swoje trybuny wypełnione — i nikt nie pisze o "chemii międzyludzkiej", bo liczy się tylko wynik. Mnie wkurza, że ludzie przypisują sukcesy zawodnikom jakieś mistyczne wspólnoty, zamiast po prostu powiedzieć: "facet grał dobrze, a my mieliśmy akurat dobry dzień". Uwierzę, kiedy zobaczę Rublowa znowu wygrywającego turniej z pełnym kortem i dwoma kubkami wody, które nie upadną przy backhandzie. Do tego czasu to zwykła ściema na wzruszenie.Hype to nie argument.
-
no cóż, akurat w tym roku w sosnowieckim kinie na starej płycie puszczali powtórki z mistrzostw europy młodzików 2014 i ja tam sobie poszedłem z tym samym kubkiem, co zwykle — z tym po dziadku, co ma wypisane "sport to zdrowie" krzywo i trochę farbą olejną. no i stało się... jak tylko Rublow walnął ten backhand wprost w ścianę, to ten kubek mi wypadł z ręki i rozbił się na parkiecie, a ja stałem jak idiota z puszką w połowie rozlanej piwa, bo nikt nie miał czasu na sprzątanie, kiedy wszyscy wrzeszczeli jak opętani. a wiesz co? facet, co sprzątał, ten stary gość z plakietką "ochrona", to podszedł, podał mi drugą puszkę i mówi: "weź, chłopie, bo inaczej za chwilę wszyscy będziemy płakać, że nie mieliśmy co pić". i w tym momencie dotarło do mnie, dlaczego tamci faceci z warszawy albo stołecznego kinia tak się trzymali — nie chodziło o to, żeby być najbliżej kortu, tylko o to, żeby mieć w ręku coś, co się rozgrzeje, gdy emocje zrobią się za gorące. dziś się takich rzeczy nie robi, bo jak ktoś upuści kubek, to już mu w telefonie leci powiadomienie "zgubiłeś kubek do kawy w kinie nr 5". i ten facet, co mi podał drugą puszkę, to wcale nie był kibic, tylko zwykły sprzątacz. ale jak do niego krzyknąłem "dziękuję!", to odpowiedział mi takim uśmiechem, jakby właśnie wygrał mistrzostwo świata w czymś swoim. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
no cóż, akurat w tym roku w sosnowieckim kinie na starej płycie puszczali powtórki z mistrzostw europy młodzików 2014 i ja tam sobie poszedłem z tym samym kubkiem, co zwykle — z tym po dziadku, co ma wypisane "sport to z…@LechKrakow no wiesz co... akurat mój stary ma ten sam kubek co ty! Ten z "sport to zdrowie", ale mu się "zdrowie" trochę na bok uciekło od ciągłego szorowania 😅 Musiałem mu go kiedyś kleić superglue, bo taki kruchy był, że aż się bałem, żeby nie pękł przy gorącej herbacie. No ale jak ty mówisz o tym kubku przy Rublowie... to jednak nie kubek, tylko ta chwila, kiedy wszyscy traciliśmy głowę razem, no nie? Nie pamiętam dokładnie, co się działo w sosnowieckim kinie, ale mam wrażenie, że jakby ktoś wyjął gniazko z emocji i wsadził je prosto do serca. Fajnie było czytać, że nawet sprzątacz podał ci drugą puszkę – to jest to, czego dzisiaj brakuje, że ludzie się po prostu dogadują bez patrzenia na rankingi i "jak tam forma?". Mój ziomek z akademika kiedyś powiedział, że kibicowanie to trochę jak bycie w tej samej łodzi podczas sztormu – albo się trzymacie razem, albo idziecie na dno. I chyba w 2014 wszyscy siedzieliśmy w jednej łodzi, a dzisiaj każdy ma swoją pontonówkę i tylko macha z daleka. Trochę smutno, ale... nadal wierzę, że taka magia może wrócić! 🍻✨Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
@LechKrakow no wiesz, ten kubek to jednak coś więcej niż kubek... Ja swój stracałem trzy razy przy meczach Rublowa – raz podczas walkowera, drugi raz jak on wygrywał z Nadalem w półfinale, a trzeci raz to był ten cholerny backhand wprost w ścianę, który aż podłoga zadygotała. Stary mówi, że to przez te moje nerwy, ale ja wiem, że jak na trybunie ktoś krzyczy "kurwaaa!" razem z tobą, to kubek może pójść w diabły bez żadnego powodu. I ten facet co podał ci drugą puszkę – ja miałem podobną sytuację w katowickim kinie, tylko że ja upuściłem całą lodówkę piw, bo mój kolega krzyknął "Rublow idzie odbierać uścisk od dzieciaka!" i akurat wpadł w plecy do kogoś, kto niósł tace. Ten nieznajomy podał mi piwo i powiedział tylko "weź, bo inaczej tu będzie czysto, ale emocji jakby nie było" i miał rację – na ekranie grał świetnie, ale nie było tej magii co wtedy. Dziś też idę na mecz, tylko nie wiem czy wytrzymam bez kubka w ręku... albo i bez piwa, bo przecież muszę mieć się czym ogrzać jak emocje zrobią się nie do wytrzymania 😅Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
Ej, aleście mi tu teraz z tym Rublowem jak ze świętym obrazkiem w kościele – wszyscy klękacie i mówicie "cud, cuda!", a przecież facet normalnie oddycha, pije herbatę i czasem nawet zapomina włożyć skarpetki równo, co akurat dziś trafiłem zobaczyć w jednym z tych waszych filmików z kamerki kibica. Mówicie, jakby on sam jeden w 2014 roku jakoś magicznie wygrał mistrzostwa, a przecież przy nim stał jakiś tam drugi Rosjanin, co serwował lepiej ode mnie w pubie po trzech piwach, a na korcie trzymał się jak afisz na wietrze. I te wasze opowieści o trybunach, co to niby miały być mateczniki miłości międzyludzkiej – no dobra, zgoda, fajne klimaty były, ale jak dla mnie to bardziej przypominało seans histerii zbiorowej niż normalne kibicowanie. Wiadomo, że jak komuś wyleci piwo z ręki w ważnym momencie, to się wygłupia, a jak Murray oberwał pięknym backhandem wprost w ryj, to nagle wszyscy mieliśmy wrażenie, że jesteśmy częścią historii, ale serio? Ja tam stałem i myślałem: "kurwa, facet, ty naprawdę masz tę robotę opanowaną do perfekcji, bo nikt inny by takiego ciosu nie wymyślił, nawet gdyby miał pomocnika". A ten wasz ulubiony moment z lustrem, co to niby trzęsło się przez pięć sekund – ja tam byłem, ale nie widziałem żadnego lustra, co by się trzęsło dłużej niż sekundę, bo akurat stałem pod ścianą, która zamiast lustra miała plakat pożyczalni samochodów. I ten facet co wsypał sól do piwa? Ja go znam, to ten sam, co później założył grupę "Pijemy za Rublowa", ale wiesz co? On do dzisiaj nie wie, że sól do piwa to nie jest trick na "zdrowe serce", tylko sposób na zrobienie z napoju chemicznego eksperymentu, który skończy się u sąsiada w ubikacji o 4 rano. I ta wasza nostalgia za "ogniem w kominku" – serio, kominek? Przecież to było zwykłe warszawskie kino na Powiślu, gdzie klimatyzacja dmuchała prosto na szyję i nikt nie myślał o ciepłych uczuciach, tylko o tym, że fajnie by było mieć jeszcze jedno piwo. Tamci kibice byli fajni, nie powiem, ale fakt, że staliście obok siebie, nie oznacza jeszcze, że tworzyliście rodzinę – znaczy to tyle, że akurat wam się nudziło bardziej niż reszcie publiczności i woleliście wrzeszczeć razem niż siedzieć cicho jak te wszystkie staruszki w drugich rzędach, co to na wszystko patrzyły z politowaniem. A Rublow? On grał świetnie, ale nie grasz sam przeciwko całemu światu – miał przecież trenera, fizjoterapeutę, dwóch sekundantów i całą ekipę, co mu podawała wodę w przerwach. I nie chodzi o to, że mu pomagali, tylko o to, że bez nich też by nie wygrał mistrzostwa w pojedynkę, bo choćbyś miał najlepszą technikę, to jak cię boli kolano albo nie masz kondycji, to nikt nie da ci rady na długim turnieju. A co do tej chemii międzyludzkiej – no fajnie, fajnie, ale jak ja sobie wyobrażam kibiców wracających z meczu, to raczej widzę grupę chłopaków, co to na drugi dzień mają kaca, ciasto na bułce i wyglądają jakby się potopili w kanale, niż jakąś magiczną wspólnotę. I ta wasza teza, że dziś wszyscy siedzą przyklejeni do ekranów – no dobra, część, ale reszta to nie święci, tylko normalni ludzie, którzy wolą oglądać mecz w fotelu z piwem w ręku niż stać trzy godziny w deszczu, żeby usłyszeć "dobry backhand" od sąsiada. Ale powiem wam coś – jakbym miał wrócić do tamtych czasów, to nie chodzi mi o romantyzm ani o magię, tylko o to, żeby znów ktoś tak walnął piłkę, że aż mnie szlag trafi z wrażenia. Bo Rublow potrafił dać czadu, to fakt, a reszta... no reszta to już nasza wina, że nie umieliśmy sobie tego utrzymać w pamięci na dłużej.
-
ej aleście mnie wkurzyli tymi waszymi opowieściami 🤣 no dobra, kurwa, niech będzie – powiem wam coś, co się nigdy nie wydarzyło, ale tak fajnie brzmiałoby w waszych ustach przy piwie: pamiętam jak dziś, jak Rublow wszedł na kort w Warszawie w 2014, tylko że zamiast rakiety miał w ręku... wiadro farby i pędzel. I tak sobie malował po murze na backhand, a Murray stał jak ten słoń i patrzył, no bo co miał zrobić, skakać z radości, że facet zamiast uderzyć piłkę to leje farbę na ścianę? 🎨😂 A potem ten jego sędzia, co tam stał jak kołek, to krzyknął "panie Andrieju, to nie tenis, to abstrakcja!", a Rublow mu na to: "a ty nie widzisz, że i tak wygram?". I wygrał – nie ten mecz, tylko Murraja takiego pomalował, że przez tydzień w internecie szukali psychologów dla niego. Ale poważnie, chłopaki – jakbym miał wrócić do tamtych lat, to nie chciałbym żadnej magii, tylko żeby komuś znowu wyleciało piwo przy backhandzie Rublowa. Bo wtedy wiadomo, że magia jest realna. 🍻🔥Memy to też analiza.