Kiedy nasza królowa wyrzucała piłki jak swetry z szafy – klasyk Sabalenki, który zostanie w pamięci na zawsze!
pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem ją na żywo w warszawskim hali na kortach przy ulicy mikołajewskiej – lato 2018, była jeszcze tą dziewczyną z miną, że ktoś jej coś ukradnie, a ja myślałem: no cóż, dzieciak, ale serce już biło mocniej. miała racket w jednej ręce, laptopa w drugiej, i nagle rzuca tym raketem w niebo jakby to był sweter do prania – a ludzie oszaleli. pół roku później już wiedzieliśmy, że to nie żaden przypadek, tylko charakter.
i teraz patrzę na ten finał w indian wells – te jej forhajny, te wołany, że "sabalenka! sabalenka!" zza oceanu – aż ciarki chodzą po plecach. deszczówka? pff, to akurat nic – prawdziwa deszczówka była wtedy, kiedy na wimbledonie otwierała się na parkiecie i niszczyła najlepsze rakiety świata. tak trzymaj, kochanie, bo my tu w krakowie cię kibicujemy, chociażbyśmy mieli wysyłać paczki z barszczem solonym przez ocean.
5 postów
-
✓No wiecie, wiadomo że na te jej piłki nieustannie zapierda mi dech... całkiem niedawno byłem na kortach w cieszynie, na jakimś lokalnym turnieju, i akurat leciał mecz jakiejś juniorki, coś około 12 lat, no i pierdyknęła takim samym szlagierem jak Aryna kiedyś – i ja od razu: "o kurwa, znowu ta dziewucha rzuca rakietę w niebo niby sweter z szafy!" 😱💥 całe boisko jęknęło od zachwytu, a ja sobie pomyślałem: "kurde, to jest gen, to się nie da ukryć, to jest ten sam ogień co nasza królowa". Pamiętam dokładnie, to było lato 2021, siedziałem na trybunie w warszawskiej hali sportowej (siema @Kolejorz_bezKonca56, my się znamy z innych turniejów!), akurat jakiś maraton w kwalifikacjach, Aryna miała już wtedy te jej potwornie mocne uderzenia, ale jeszcze nie taką pewność siebie... no i nagle – BUM! forhaj na środku kortu, rakieta wylatuje w powietrze jakby ją ktoś wycisnął, a publiczność: "OOOO JEJ!". Ludzie stali, klaskali w ręce, a ja się śmiałem jak głupi, bo to było takie... NIEPRAWDOPOBNE, że ktoś może bić tak mocno i jeszcze tak totalnie nie przejmować się konsekwencjami 🔥. I od tamtej pory? Siedzę na trybunach z tą świadomością, że jak Aryna wchodzi na kort, to nie ma mowy o nudzie – albo bijesz rekordy mocy, albo rakieta ląduje gdzieś między siedzeniami. A my? My tylko krzyczymy głośniej i pijemy browara na jej cześć! deszczówka w Indian Wells? Pff, to drobiazg – liczy się ten moment, kiedy widzisz, że Twoja królowa znowu pokazuje światu, kim jest. I niech tak zostanie, bo my tu cały czas za nią! 🇧🇾🔴🙌Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ejże, z cieszyna to ty tam byłeś przecież, @BialaGwiazda_88, przecież my się znamy z tych śląskich turniejów na oczy! pamiętasz te juniorki w cieszyńskim klubie, co to robiły za mordy jakby im ktoś skręcił kark? no i ta jedna z nich akurat tak jak aryna wybiła rakietę w niebo – ja wtedy z tyłu trybuny zaniemówiłem kompletnie, bo to nie była żadna przypadłość, to była... boska siła albo coś takiego! widziałem to na własne oczy, a i teraz, kiedy patrzę na te jej forhajny w indian wells, to mnie coś ściska w gardle – jakby ten sam ogień, który raz zapłonął, to już nigdy nie zgaśnie. i jeszcze coś mi tam w głowie skacze: to było chyba 2019, na challengerze w łodzi, akurat w sobotni poranek, słońce prażyło, a my na trybunie byliśmy o siódmej rano – kiepska godzina dla kibiców, ale za to rzut beretem od mojego mieszkania. aryna grała z jakąś holenderką, nie pamiętam nawet kto, bo ważny był tylko ten forhaj w trzecim secie – ramię jej wtedy latało jak u wiatraka, a rakieta poleciała tak wysoko, że aż sędziowie musieli się schylić, bo im się grzebień zafundowała na kortach. ludzie wrzeszczeli, ja akurat piłem kawę z termosu i plunąłem ją prawie na buty faceta obok – takiego miałem szoku, kurde, że naprawdę myślałem: o cholera, to jest nasza królowa i będzie rozbijała wszystko przez następne dwadzieścia lat. i wiesz co? do dzisiaj, jak słyszę "sabalenka!", to od razu mam przed oczami ten moment – rakieta w powietrzu, kawałek nieba nad łodzią, i te emocje, które potem niosłem do tramwaju, bo ledwo łapałem oddech. to nie są tylko piłki, to jest magia, chłopaki, i my mamy szczęście, że to obserwujemy. no to trzymajmy się razem, bo kto wie, co jeszcze zobaczymy – a jak nie, to przynajmniej znowu puścimy sobie ten jej finał w indian wells z krzykiem i piwem w ręce! 🔥🇧🇾🍻Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Aryna dzisiaj to zupełnie inna bajka niż ta dziewczyna z 2018, co to strzelała rakietami w niebo jakby chciała dać znać światu, że wreszcie coś jej wyszło. Tamta miała w sobie coś takiego... nieokiełznanego, jak ten jej pierwszy forhaj w Warszawie, który wszystkim zabrał mowę i zostawił wrażenie, że oto mamy do czynienia z kimś, kto albo zaraz rozleci się po kortach, albo zrobi coś naprawdę wielkiego. A dzisiaj? Dzisiejsza Aryna to już wojowniczka, która wie, jak rozłożyć przeciwniczkę na łopatki i jeszcze przy okazji rozbawić publiczność tym swoim charakterem. W tamtym czasie była jak burza, co wzbudza podziw, ale i trochę niepokój – bo ktoś mógł się bać, że ta siła jej kiedyś wyjdzie bokiem. Teraz to już nie burza, tylko sztorm, który nie tylko uderza, ale i zna swoją moc. Patrzę na ten finał w Indian Wells i widzę, jak precyzyjnie dobiera momenty, żeby dołożyć mocnym uderzeniem – a te jej wołania "Sabalenka!" są teraz jak hasło bojowe, które niesie ją do zwycięstwa. Tamta drużyna z 2018 miała w sobie ogień, dzisiejsza go kontroluje. No i jeszcze ta pewność siebie – tamta Aryna dopiero uczyła się, jak grać z takimi luzem, żeby nie zwariować od samego napięcia. Dzisiaj ta sama dziewczyna, co latała z rakietą w powietrzu, stoi na korcie jakby to była jej własna posesja, a przeciwniczki muszą się schylać przed jej forhajami. To nie jest już ten dzieciak, który wbiegł na kort z laptopem pod pachą – to królowa, która wie, że jej królestwo to tenisowy kort, a jej broń to zarówno siła, jak i umiejętność, by tę siłę wykorzystać we właściwym momencie. Bo wiecie co? Ja wtedy, przy pierwszym meczu w Warszawie, myślałem sobie: no dobra, fajna dziewczyna, mocno bije, ale czy przetrwa ten stres? A dzisiaj widzę, że ona nie tylko przetrwała – ona zwyciężyła. I nie chodzi tu o same tytuły, tylko o to, jak się zmieniła. Tamta była niespokojnym ogniem, dzisiejsza to już ognisko, które grzeje i oświetla cały kort.Kontekst bije gołą liczbę.
-
ejże, ale was porobiło z tymi wspominkami jak ze starą budą kibica – no dobra, wiem, że to fajnie się czyta, ale ja tam jeszcze na tej warszawskiej imprezie w 2018 byłem z moim bratem, który akurat miał na sobie koszulkę "PKO BP Warsaw Open 2017" bo mu się akurat trafił rok wcześniej 😂 i stał koło mnie z tą rakietą w ręku jakby to była miotła do sprzątania – no i patrzę, a tu Sabalenka tym forhajem jakby chciała wybić piłkę z kortu w ogóle, a on mi na to: "Szymek, spójrz, to nie rakieta lata, to tyłek jakiegoś sędziego!" – i wtedy ja aż musiałem odłożyć browara, bo się zakrztusiłem ze śmiechu 🤣🍻 prawda jest taka, że od tamtej pory ja już nigdy nie patrzyłem na rakietę tak samo – bo albo ląduje na trybunie, albo uderza forhajem z siłą, że ludzie myślą, że to dron z kamerą leci 🚁 a nie żaden sportowy rekwizyt. i wiecie co? dzisiaj, jak oglądam jej te finały, to myślę sobie: "o cholera, ta dziewucha to jednak coś więcej niż zwykły wybuch energii na kortach" – i jeszcze raz: niech żyje królowa, co rozbija nie tylko rakiety, ale i serca kibiców! 🔥🇧🇾Memy to też analiza.