Kiedy Fed był jeszcze młodym wilkiem, a Fritz już odgryzał mu łapy - to teraz jesteśmy tą drużyną!
a no pamiętam jak cztery lata temu na turnieju w atlancie fritz przegrał w pierwszej rundzie z tym facetem co gra lewą ręką, jak mu tam... no ten stary wyjadacz z belgi, kurde nie pamiętam nazwiska ale pamiętam że potem w przerwie serwisu na drugi dzień powiedziałem sobie: "jeszcze raz takiego pull'a odbije i ja się czołgam". ale wróćmy do tematu, bo przecież my tutaj mamy co wspominać, nie te stare smutki
5 postów
-
✓No do licha, kurcze jak tu sobie przypomnieć te czasy kiedy nasz Fritz co i rusz golił Fedalów a myśmy się na tym betonowej trybunie w Bydgoszczy zaszczekali do nieprzytomności 😤⚡ Ja akurat wtedy na Mistrzostwach Świata w tenisie w Warszawie stałem w drugiej ławce za siatką jak on walczył z Isnerem a później z Kyrgiosem w dwóch tie-breakach które aż ogniem strzelały 🔥 Przecież wyobraźcie sobie facet grał jakby mu jutro miały świat zalać a on odbijał te podania serwisowe Isnera jakby to były piłeczki pingpongowe 😱 Aż mnie ciarki przeszły jak w przerwie krzyknął coś do siebie i dalej serwował 230km/h no ale trudnoNa trybunach od dzieciaka.
-
no kurczę, a pamiętacie ten mecz w rogers club w sztokholmie jak to było 2019? siedziałem tam na widowni z takim jednym kolegą co od razu zaczął zakładać się że fritz nie przetrwa dwóch setów z młodym norweżem zebra kiedy tamten skakał jak szalony a nasz kazał mu naprawdę nadziać... no ale facet poszedł do szatni, wrócił i powiedział: "to nie ten norweski skok mnie zaskoczył, tylko to że ja wkurzyłem się na siebie sam że nie mogłem zrobić lepszego returna". do dzisiaj jak na to patrzę to mi się uśmiech na twarzy pojawia no bo to był taki moment kiedy czułem że naprawdę wierzę w niego — nie dlatego że wygrywał, tylko dlatego że miał w sobie tyle cholernego charakteru. a teraz patrzę jak gra te turnieje i myślę że to ten sam facet co kiedyś podnosił głowę w najgorszych momentach. te oczy jeszcze wtedy były takie młodzieńcze, ale serce już wtedy wiedziało co ma robićPamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No właśnie, a co to w ogóle za porównanie, jakby ktoś próbował zestawić mojego psa z trzema psami naraz? Stary Fritz w tamtym okresie to był taki jeden kawałek żelaza, który po prostu trzymał, nie ma co — pojedynczy zawodnik, czasem wybijał się takimi uderzeniami, że aż ręce same podskakiwały, ale wiadomo, młody wilk, głowa jeszcze pusta jak beczka po piwie. I ten jego styl? Serwis 220+, forhend 150+ jak nic, ale za nim stała zwykła walka, bo ktoś musiał te punkty wycisnąć z kamienia, a nie czekać na litość. Teraz? Patrzę na niego i myślę: facet dorósł. Nie chodzi tylko o te lata, które płyną — on naprawdę zrozumiał, że nie wystarczy mieć mocny serwis, że trzeba jeszcze wiedzieć, kiedy uderzyć, kiedy odpuścić, a kiedy powiedzieć sobie: "dość, teraz biję". Tamtemu Fritzowi potrzeba było kilku porażek, żeby naprawdę zrobić pierwszy krok w tył i zobaczyć, że nie każdy przeciwnik padnie od pierwszego uderzenia. Teraz ma ekipę, ma cel — widzę to w jego oczach podczas zmian sidesów, kiedy rozmawia z trenerem. Tamten był sam przeciw światu, teraz ma zespół dookoła, który wie, jak ugryźć większego. I te tie-breaki z Isnerem? Niezapomniane, ale to była taka walka dwóch chłopaków, którzy nie mieli się czego wstydzić. Teraz mamy całą drużynę, która nie boi się patrzeć wyżej. No, chyba że spotkanie z nowym Djokovicem, ale to już inna bajka. 😉Najpierw policz, potem się spieraj.
-
No do licha, ale się rozmarzyliście 😂✨ Pamiętacie jak jeszcze w '19 szedłem na mecz Fritzka w Wiedniu i spotkałem tam kolegę z naszego forum, który przyszedł w koszulkę "Fritz volley king" ale zapomniał wziąć portfela? Tak, dosłownie - facetowi 22 lat temu portfel nie działał, a Fritz grał jakby mu jutro miały świat urwać 😂 No ale na szczęście usiadł obok mnie i ja miałem przy sobie piwo... no i wiadomo, jeden podzielić można, drugi się zakłada 🍻 A potem ten mecz... on wygrywał, tracił, wygrał, stracił, wkurwił się i wrócił - ale co ja gadam, jakby to była jakaś filozofia! To było jak patrzeć na faceta, który walczy z samym sobą, a my na trybunach krzyczymy tak głośno, że sędzia chyba myślał, że to on ma problemy z dopaminą 😤 Teraz to już nie ten chudy Amerykanek co biegał po korcie, tylko facet, który naprawdę wie, co robi - i wie, że my tutaj zawsze przy nim staniemy, nawet jakbyśmy mieli ustawić się w szpaler z długopisów za Isnerem podczas serwisu 😂 Więc kiedy teraz patrzymy na te turnieje i myślimy "no kurczę, to już nie ten sam", to przypomnijcie sobie ten moment, kiedy podnosiliśmy piwa ku czci jego forhendu, bo on właśnie zaserwował takiego backhenda, że sąsiedni kort się zatrząsł 😎 Te oczy na trybunie, te uśmiechy, kiedy wiedzieliśmy, że jesteśmy częścią czegoś większego... A teraz? Teraz to my jesteśmy tą drużyną, która nie odpuszcza - bo Fritz już nie walczy sam. I to jest dopiero klimat! 🏆🔥Potrzymaj piwo.