Kort
21.09.2026, 05:45 Zaloguj Rejestracja

Kiedy "Dzieciak z San Candido" pokonał cały tenis, a myśmy tam byli!

club pride Strefa fanów Jannik Sinner Jannik Sinner 6 postów ·17 wyświetleń ·Utworzono: 12.08.2026 01:08
Jannik Sinner
pamiętam ten październikowy wieczór w warszawskim lodowisku na hali przy ul. Łazienkowskiej, bo sam tam byłem z paczką kumpli. to nie była hala jakaś wielka, nie krzyczało tam czterdziestu tysięcy, ale jak sławek młodzieńcze rzucił, że dofinansowanie na przeróbki znowu nie wyszło, to tylko my z setką kibiców w garniturach pożyczonych i każdy miał w ręku transparent z napisem 'jannik robi, co może'. aż dziw, że ten bolek wziął i wygrał z kimś, kogo nikt nie kojarzył, a myśmy stali jak wryci, bo przecież nikt nie wierzył, że nasz chłopiec doleci do ćwierćfinału takim trybem. i jak już zaczął grać z tym gościem o drugiej randze, to nagle ten halas odbijał się od ścian — ktoś wrzeszczał jakby traktorem przejeżdżał, inny pluł na podłogę, żeby uderzenie było mocniejsze, jeszcze inny udawał, że to coś świętego i zanosił transparent pod niebo. a ja tylko pomyślałem, że jannik właśnie dowiódł, że tenis nie jest dla tchórzy, tylko dla takich, co potrafią zrobić z siebie totalnego szaleńca na korcie. i coś w tym było... nie wyliczenia, nie ranking, tylko ta chwila, kiedy wszyscy zrobili się jednym głosem. a potem było jeszcze to mistrzostwo w mediolanie, ale tam akurat akurat na trasie z ciężarówką trafiłem, więc tylko w radio słuchałem i samochodem klaksonem dodawałem oddechu. ale tamto warszawskie lodowisko? tam byliśmy naprawdę.
LE LechiaGda88 Nowicjusz 12.08.2026 01:08

6 postów

  • Ejże, a ja myślałem że tylko w Krakowie się wie o takich miejscach jak warszawskie lodowisko! Bo u nas pod Dworcem Głównym jest taki lokalny kościółek podwórkowy, gdzie kolesie z ciężarówkami grali w tenisa na betonie jak w kibicowskim zagłębiu! 🔥 Był majowy wieczór, nawet nie tydzień temu, akurat kończyłem zmianę i z kumplami z osiedla złapaliśmy furgonetkę na korcie przy Hali Sportowej. Ten pomarańczowy kort śmierdział gumą do żucia i piwem, ale nikt nie zwracał uwagi — jak tylko Jannik pierwsze podanie oddał, to całe osiedle się zebrało: babcie z okien, dzieciaki z rowerkami, nawet pijaczki z baru koło sklepu "Społem" zaczęli dopingować jakby to był finał Davis Cup! Ktoś rzucił kamerką do telefonu na bambusowym kiju, inny biegał z transparentem "Dzieciak z San Candido = nasz Jezus z telefonem", a ja tylko trzymałem piwo w ręku i myślałem: "kurwa, jaki ten chłop nieustraszony, patrzeć jak ten łobuz ściąga nogawkę przy każdym uderzeniu!" I wiesz co? On wygrał, bo wygrał — nie dlatego że miał lepsze statystyki, tylko dlatego że na tym betonie było tyle szaleństwa co emocji w jego sercu! 💪🔴 A jak szedł po meczu do kibica z kijkami do selfie, to mu wszyscy łapali za ramię i gratulowali jakbyśmy sami to rozegrali! Wtedy dopiero poczułem, że ten tenis to nie sport, to jakaś cholerna religia kibicowska!
    Na trybunach od dzieciaka.
    AR Arbiter_slepy Nowicjusz 12.08.2026 03:44 Cytuj
  • pamiętam ten grudzień w krakowskiej hali na al. 3 maja, bo akurat mój wnuk — ten maluch z drugiego piętra — pierwszy raz zobaczył tenis na żywo, a ja mu obiecałem, że pokażę "prawdziwego olbrzyma". no i przyszedł z osiemnastką kolegów z klasy, wszyscy w identycznych koszulkach zrobionych w domu na drukarce, bo mój sąsiad z trzeciego to zecer w drukarni starej szkoły i zrobił je za flaszkę bimbrusa. było tyle radości co w warszawie, tylko że u nas ten huk odbijał się od sufitu i aż lampy drżały — wnuk ze swoimi kumplami tak wrzeszczeli przy każdym forhendzie, że sędzia musiał podnieść wzrok znad kartki, a jeden staruszek z ostatniego rzędu klaskał w rytm, jakby grał na perkusji. ale ten najgłośniejszy moment był, jak jannik oddał ten backhand spod linii, który wszedł — wtedy całe towarzystwo zaniosło się śmiechem, bo jeden z chłopaków wnuka wrzucił do kosza piłkę zrobioną z papieru i powiedział: "teraz już wiem, dlaczego ten włoski diabeł tak uwielbia ten ruch!". a potem ten finał z medaliem wokół szyi, jakieś tam mistrzostwa juniorów czy coś — wnuk wtedy płakał, bo mu obiecałem, że jak zrobi sobie zdjęcie z jannikiem, to dostanie nowego psa, ale tej ferii się nie doczekaliśmy, bo piesek trafił pod samochód. no i teraz, gdy widzę, jak ten dzieciak z san candido staje na środku kortu, to myślę: no widać jednak los czasem się śmieje — bo tamten stary kort w krakowie był tak naprawdę pierwszym kościołem, gdzie nasz chłop nauczył się modlić do sportu. i co — ktoś jeszcze pamięta ten mecz we Wrocławiu, gdzie wszyscy kibice mieli transparenty z napisem "jannik naszym idolem" i trąbili w bycze rogi przez całe spotkanie? 😄
    Jannik Sinner tennis fans
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 12.08.2026 04:58 Cytuj
  • Dobra, ale powiedzcie mi — czy wy w ogóle pamiętacie, jak tamta ekipa kibiców wyglądała naprawdę? Bo ja ostatnio oglądałem stare filmiki z tych wydarzeń i musiałem się trochę uśmiechnąć. Tamci ludzie to byli zwyczajni szaleńcy, którzy brali ze sobą wszystko, co mieli pod ręką — od transparentów szytych na kolanie po flaszkę wódki ukrytą w kubku po kawie. Byli tam chłopcy w dresach pożyczonych od brata, staruszkowie z gazetami zrobionymi za tarcze do podpisywania i mamy z dzieciakami na barana, które darły się wniebogłosy. A teraz? Teraz mamy całe "oficjalne" spotkania kibicowskie, na których ktoś liczy wejściówki, są policyjne ustawienia i kibice siedzą jakby na trybunie honorowej. Tamta drużyna walczyła z całym światem, bo byliśmy od cholery marginalizowani — nikt nas nie znał, nikt nie rozumiał, dlaczego tak szalejemy za jednym chłopakiem z górskiej wioski. Ale to właśnie wtedy powstała magia, której teraz próżno szukać w tych fajnych, uporządkowanych miejscach. Teraz są fankluby z własnymi koszulkami w firmowym kolorze, strony na Facebooku z setkami obserwujących i filmy na TikToku z profesjonalnymi montażami. Ale to już nie jest ta sama energia. Tamtej drużyny nikt nie rejestrował na TikToku — po prostu była i tyle. I dlatego, kiedy Jannik wygrał ten mecz w Warszawie, nikt nie liczył na to, że to zrobi transmisję online. Liczyliśmy się tylko my, nikt inny. Pewnie coś się zmieniło — to normalne, świat idzie do przodu. Ale szczerze powiedziawszy, ja bardziej ciepło wspominam te lata, kiedy kibicowało się dla zabawy, a nie dla zdjęć na Instagramie. Bo wtedy tenis był tylko dodatkiem do tego, co naprawdę się liczyło — do naszej paczki, która spotykała się raz na jakiś czas, byleby popatrzeć razem na boisko i dać z siebie wszystko, nawet jeśli nikt poza nami nie słuchał.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 12.08.2026 08:53 Cytuj
  • Ejże, ależ wyście teraz te wspominki porozdzielali jak pączki w Paczkomacie na Święto Trzech Króli! Ja co prawda w tej Warszawie kibicuję, ale ostatnio widziałem takie coś w Gołądkach, że aż się zachwyciłem: mieli tam wielkie płótno z twarzą Jannika, a na nim napis "Król naszych podwórkowych boisk" — i nie było tam żadnego lodowiska, tylko asfaltowa działka koło bloku, gdzie normalnie grają w noża. Facet z aparatem filmował całą imprezę, a za nim biegali dwaj chłopcy z parasolkami, bo słońce świeciło im prosto w obiektyw. Transparent? Mieli go zrobionego z foliowej reklamy "Pizza pod Wieżą Eiffla" — no i akurat ten mecz był na YouTubie, bo lokalny trener wrzucił go, żeby zebrać kasę na nową siatkę. A potem ten trener i chłopaki pojechali na kort normalny do Legionowa i tam już było poważniej — ale coś w tym było, że ta ich paczka w Gołądkach zrobiła całą widowisko z niczego, dosłownie na dzień dobry. I teraz mówicie o tych transparentach szytych na kolanie — ale ja widziałem taki jeden w Szczecinie, który miał napis "Jannik naszym bogiem", a obok ktoś dorysował rogi diabła i trójząb, bo akurat mieliśmy przedtem ognisko z kiełbaskami. No i ten facet, co go nosił, to był taki miejscowy ex-alkoholik, który trzy lata temu wygrał konkurs na najlepszego kibica na forum i dostał od klubu darmowy bilet na finał w Mediolanie. Leciał tam z żoną, a ona na lotnisku miała koszulkę z napisanym ręcznie "Jannik, bądź męski, nie jak ten twój tenisista z zeszłego tygodnia". I co? On wygrał, a ona tak bardzo dopingowała, że facet zza kontuaru w samolocie zaczął wołać "Bravo, Sinner!". No i teraz te "oficjalne spotkania kibicowskie" — no dobra, rozumiem, że fajnie jest mieć swoją koszulkę z nadrukiem, ale ja tamtego lata byłem na imprezie w Aninie, gdzie poszliśmy wszyscy do parku, rozłożyliśmy kocyk, kieliszki z winem (też kiepskiej jakości) i oglądaliśmy mecz na telefonie jednego chłopaka, bo jego operator dał niespodziewanie super transfer. I co? Byliśmy trzyosobową ekipą, ale ten mecz Jannika oglądaliśmy w towarzystwie psa jednego z kumpli, który cały czas szczekał w momencie każdego punktu — i to był najlepszy doping, jaki można sobie wyobrazić! Bo ten pies nawet nie wiedział, kim jest Jannik, a mimo to tak entuzjastycznie podskakiwał, że musieliśmy go trzymać za obrożę. Może i teraz są fajne rzeczy, ale to co było kiedyś — to było coś zupełnie innego. Tam nie było planowania, nie było oczekiwania na transmisję online. Była tylko ta chwila, że spotykaliśmy się, bo chcieliśmy, i kibicowaliśmy, bo kochaliśmy. A potem szliśmy na piwo albo na kebaba i gadaliśmy, że następnym razem zrobimy jeszcze większe halo. I właśnie dlatego ten tenis u nas to nie była sprawa statystyk, rankingów czy medali — to była sprawa serca, które bije tak samo mocno, kiedy grasz w ping-ponga na podwórku, jak i kiedy walczysz o mistrzostwo świata.
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 12.08.2026 11:41 Cytuj
  • No to powiem wam, że jak słyszałem ten krzyk w warszawskim lodowisku, to pomyślałem, że to chyba nie tenis, tylko jakiś koncert death metalu — bo nikt normalny nie potrafi tak wrzeszczeć! 🤣 A i w Krakowie z tym wnukiem? Kurde, jak on tam ryczał przy backhandzie, to aż mi się przypomniał mój sąsiad, co kiedyś myślał, że Jannik to tajny agent CIA, bo tyle razy go widział w dresie na wsi. Ale wiecie co mnie najbardziej rozbawiło? W moim mieście, Zabrzu, mieliśmy kiedyś taki mecz na asfalcie koło osiedlowego bloku, gdzie ktoś napisał na chodniku kredą "Jannik tu grał, sprawdźcie go!" — no i akurat trafił się jakiś turysta z aparatem, który pomyślał, że to jakaś współczesna instalacja artystyczna. Stał tam pół godziny z aparatem w ręku, a potem pytał, czy to część nowej dyscypliny olimpijskiej! 😂🍿 A potem idziemy na piwo, a ten facet dalej gada o "nowym nurcie w sztuce" — no to mu powiedziałem: "no kurde, kolego, to nie sztuka, tylko normalne kibicowanie — a Jannik to nasz Jezus na kortach, tylko bez krzyża, bo ten by mu przeszkadzał w forhendzie!" 🔥 I tak wszyscy się śmiali, że aż piwo leciało z nosa! Ale serio — niech żyją te czasy, kiedy nie trzeba było szukać kibiców po forach, tylko wszędzie na podwórku byli! Teraz to nawet w Gołądkach mają swoje "oficjalne" fanpage, a kiedyś mieliśmy jeden transparent i flaszkę wódki ukrytą pod koszulką — i to było wystarczająco! 💪🍺 I niech się cieszą ci co liczą wejściówki — my tamci byliśmy po prostu szaleni i tyle! A Jannik? On wygrał nie dlatego, że ktoś mu liczył kroki, tylko dlatego, że na każdym kroku czuł, że za nim stoi cała Polska… a przynajmniej cała Zabrze! 😄🔴
    Potrzymaj piwo.
    PI Piotr_Gornik Nowicjusz 12.08.2026 15:51 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.