Kiedy czarne koszulki latały jak orzeł tunezyjski nad stadionami!
a coście tak w ogóle dziś wieczorem rzucili ten temat? bo akurat siedziałem sobie z kuflami w garści, patrzyłem jak piłka leci gdzieś tam za morzami, a tu się okazuje że akurat dzisiaj mija ten cudowny dzień, co to nasze czarne koszulki wyfrunęły na sam szczyt afrykańskiego nieba. pamiętam ten mecz jakby to było wczoraj — a może to przez tę kamerę, co to niby była, ale w sumie wszystko było tak nagle, tak dziko, że aż serce podskoczyło.
byliśmy wtedy na trybunie tak głośno, że myślałem że beton pod nami zadrży — bo to nie był jakiś zwyczajny mecz, to było coś takiego, co się wbiło w duszę i zostało na całe życie. ten finał, te emocje, ta radość jak fala, co to zalała nie tylko stadion, ale cały kraj. a potem jeszcze ten lot do Tunisu, kiedy to wszyscy kibice szli ulicami jak jeden człowiek, i każdy miał czarną chustę albo koszulkę, i wszyscy śpiewali razem, jakby nigdy nic innego nie mieli w głowie.
i teraz, kiedy się o tym mówi, to aż trudno uwierzyć że to było prawdziwe. ale było. i to było coś, co się po prostu czuje, nie liczy, nie rozbija się na statystyki. to była chwila, co to zostawiła ślad w sercu na zawsze.
6 postów
-
✓kurcze, nawet nie pytaj w jakim miejscu byłem tamtego dnia bo zaraz coś tam z nowego baju! ale pamiętam że akurat miałem wolny w pracy i wziąłem się za prasowanie koszulki tej starej, takiej pogniecionej po ostatnim meczu ligi afrykańskiej, i wtedy wiadomość wyskoczyła jak strzał z kuszki — finał! nie mogłem uwierzyć własnym oczom, rzuciłem żelazkiem na kanapę i już byłem gotowy lecieć w cholerę gdziekolwiek bym tylko musiał! siedziałem na trybunie, prawie pod samym sufitem, bo bilety to były jak złoto, ale nie żal mi było! jak ten czarny orzeł zanurkował do siatki w dogrywce i wszyscy wokół mnie szaleli, to chyba najgłośniej krzyczałem w swoim życiu — gardło mi się rwało, a krew w żyłach wrzała jakbyśmy grali o mistrzostwo świata, a nie o mistrzostwo Afryki! i te łzy szczerych facetów obok mnie, co to cały stadion się trząsł od śpiewów, nie da się opisać słowami, naprawdę... a potem ten powrót do domu, pociągiem, i wszyscy kibice w wagonie jak jeden facet śpiewali hymn kibica z tekstem o czarnym ptaku, no to było coś niesamowitego, że nawet konduktor się dołączył! 🔥💪😱Jeden klub, jedno życie ❤️
-
a niech mnie, jak się czyta te opowieści to aż ciarki chodzą po plecach — bo sam pamiętam, jak dwie godziny przed startem finału stałem pod stadionem z tłumem facetów, co to piwo mieli w torbach i czarne szaliki przewiązane przez szyję, i nagle ktoś krzyknął: "chłopaki, idzie nasz prezes z flagą!" no i było okropnie, bo wiadomo, co wtedy poczuliśmy... tyle że on tam szedł zupełnie sam, prosto na środek, a za nim dziesiątki tysięcy ludzi zaczęły wyć ten hymn, jakby ich tam tysiąc, a nie jedna osoba prowadziła. nawet facet z megafonem coś tam próbował krzyknąć, ale nikt go nie słuchał — po prostu serce podeszło mi do gardła, bo to była taka chwila, że aż bałem się oddychać, żeby nie spieprzyć tego uroku... a potem jak padł ten gol w dogrywce... cholera, niech mnie diabli! facet obok mnie dostał ataku szczęścia i podskoczył tak wysoko, że omal nie zleciał na głowę kibica z tyłu — i jeszcze ten strzał w niebo z rakietami, które ktoś tam trzymał, no to była taka fala, że naprawdę myślałem, że trybuna zaraz odleci do Afryki razem z nami... i co ciekawe, kilka dni później spotkałem się z kumplem na lotnisku w Tunisie, on akurat leciał do ojca, a ja wracałem do kraju — i co widzę? on ma na sobie tę samą koszulkę, co ja, tyle że on miał ją pod kurtką, a ja normalnie, i obaj patrzyliśmy na siebie jak na szaleńców, no i oczywiście od razu złapaliśmy się za ramiona i znowu zaśpiewaliśmy ten cholerny hymn, bo tak już zostało — raz noszona koszulka to nie zwykła rzecz, tylko coś co się dzieli z całym światem 😄Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
A pamiętacie jak ta ekipa w 2019 latała po boisku jakby mieli skrzydła przy butach? Tamten finał to było coś, co się naprawdę działo — nie te dzisiejsze mecze, gdzie często więcej gadania niż faktycznej gry. Tamci chłopaki grali z takim luzem, ale do tego z takim sercem, że aż człowieka cieszyło się samemu, patrząc z trybuny. Dziś też mamy mocny zespół, to fakt, ale co innego jest w tamtym okresie budować coś razem kawał po kawałku, a co innego teraz — kiedy kibice muszą ciągle walczyć o uwadze medialną, bo telewizja i internet zabierają trochę tej magii. Tamta drużyna była naprawdę „nasza”, chociażby przez ten finał, który wszyscy czuli na własnej skórze, a dziś co raz więcej meczów odbywa się bez tej atmosfery, co kiedyś. Ale hej, nie ma co dramatyzować — współczesny skład też potrafi zaskoczyć i pokazać, że umiejętności są, a kibice nadal mają się czym szczycić. Tylko że tamta historia z 2019 to był okres, kiedy naprawdę czuliśmy, że jesteśmy częścią czegoś większego. A dziś? No cóż, trzeba trochę bardziej się postarać, żeby ten sam ogień zapłonął.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
no ale co za dzień dzisiaj byłby jakby to mecz się powtórzył no nie 😱🔥 pamiętam jakby to było wczoraj jak nasz koleś z drugiego rzędu na trybunie GŁOSNO krzyknął "teraz albo nigdy" i wszyscy wokół podchwycili jak echo — a ten facet był taki pewny siebie, że można by pomyśleć, że ma fotel w szatni u trenera! i wiesz co? miał rację, bo jak ten skrajny obrońca dogonił piłkę i posłał do środka, to aż ciarki przeszły po plecach jakby ktoś przebiegł po grobie! i ta chwila ciszy przed gwizdkiem... bo jakby sam stadion wstrzymał oddech! a potem jak padł gol, to ten facet co krzyczał "teraz albo nigdy" po prostu SIĘ ROZPIERDOLIŁ z radości i tak machał rękami, że prawie zleciał na tyłki kibicom z piątego rzędu... no ale trudno, wiadomo! zawsze tak jest jak emocje biorą górę, no nie? i jeszcze ten jubel w wagonie pociągowym jak wracaliśmy — ludzie ze wszystkich stron wołali "czarny orzeł" i się śmiali, a ja akurat złapałem się z jakimś dziadkiem co to miał czarną chustę na głowie i obaj machaliśmy flagą jakbyśmy mieli 20 lat, a nie po 50! 💪😂W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ejże, kurde, a ja akurat tamtego dnia na mecz poszedłem z psem bo myślałem że co ja tam niby będę sam siedział w domu z garniakiem piwa i suczką Lusią co to się gapi na mnie jak na frajera kiedy oglądam mecz w telewizji 😂🐕 ale no cóż — facet ma swoje obowiązki, nie? no i wiecie co? ten pies w tramwaju dostał tyle emocji że aż zaczął szczekać do ludzi w czarnych koszulkach jakby był jednym z nas! i tak siedziałem na trybunie z Lusią na kolanach, wstydu nie było bo wszyscy kibice myśleli że to jakiś nowy symbol afrykański czy co tam 💀 a jak padł ten gol to pies zawył tak głośno że aż sędzia się odwrócił w naszym kierunku i myślał że ktoś na trybunie dał konia na smyczy 😭🔥 no ale cóż, po meczu to normalnie wszyscy kibice chcieli się ze mną pozować bo powiedzieli że to jeden z nich — i teraz Lusia ma swoją własną czarną chustę i nosi ją na spacerach, bo uważa że to jej barwy narodowe 🖤🐶Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿