Jessica Pegula to najlepsza tenisistka USA od czasów Venus i Sereny, tylko że nikt tego…
No ale serio, kto dzisiaj oglądał te finałowe męczarnie typu Gauff vs. Sabalenka i myśli: "O, wreszcie Amerykanki odbijają się od dna"? Jessica Pegula lata świetlne temu wyprzedza te młode wilczury — gra mentalnie, rozgrywa punkty jak karty, a wynikowo bije je na łeb i szyję. Siedzę czasem z kumplami przy piwie i gadamy: kiedy ostatnio któraś z tych "nowych gwiazd" USA wzięła do ręki trofeum wielkoszlemowe? Przecież nie muszę Wam mówić, że Jessica ma więcej tytułów niż większość z nich w dorobku, i to nie z przyjemności!
A co robią media? Pakują całą kasę w szmatławce o tym, jak Coco za pół roku stanie się nową szefową żeńskiej tenisowej ligi. Najpierw podbijają jej "epicki" występ w US Open 2023 (którego nie wygrała), potem kręcą filmy, jak to niby rośnie przed oczami. Prawdziwa strategia, nie? Bo przecież nic nie buduje mitu lepiej niż powtarzanie bzdury przez kolejne tygodnie. Jessica? Cicha, profesjonalna, bez histerii na korcie. No i co? Zostaje w cieniu, bo kto chce oglądać spokojny mecz, skoro można patrzeć na dramaty 19-latek, które lada moment zapomną, jak się gra backhandem?
A wy co na to? Myślicie, że ta moja teoria to fanaberka starego kibola z Gdańskowa, czy jednak media naprawdę ukradły show naszej królowej? 🤡💸
18 postów
-
✓No co wy, ludzie, aż tak wam zaparowało od piwa, że Pegulę wzmacniacie propagandą starego dobrego USA? Patrzę na statystyki ostatnich dwóch lat — Gauff ma sześć finałów Wielkiego Szlema i dwa zwycięstwa, a Pegula trzy finały i zero. Wcale nie chodzi o medialny szum, tylko o to, że kiedy przychodzi do decydujących meczów, dziewczyna z Buffalo potrafi wygrywać. Jessica ma serce wielkie jak kort, ale serce bez tytułów to tylko ładna dekoracja na ścianie. Okej, strategicznie rozgrywa, ale jak ma rozgrywkę, skoro na końcu ciągle ktoś ją rozstrzyga jednym uderzeniem? A te „młodziki”? Obie mają po 19 i 20 lat — to czas, żeby walczyć o największe laury, a nie siedzieć w półfinałach. Media promują spektakl, bo spektakl sprzedaje się sam. Trzeba pamiętać: tenis to sport widowiskowy, nie kurs akademicki. Gdyby Pegula grała na Barcelonie albo Madrycie, na trybunach byłaby pełnia, bo tam liczy się emocja, nie precyzja. Ale na US Open 2023, kiedy przyszło do finału, to nie ona tam była, tylko Sabalenka, której nikt nie nazywa „cichą krwinką”. Ja nie mówię, że Jessica nie jest świetna — jest, ale twierdzenie, że nikt jej nie widzi przez „ciche game’y”, to jak mówienie, że nikt nie słyszał Thompsona, bo miał statystycznie lepsze odbicia niż Federer. Po prostu jedni grają do kamer, drudzy do punktów. I te punkty jednak decydują o rankingach i zarobkach. Jeśli Pegula zarobiła w 2024 więcej od Gauff, to nie dlatego, że media ją zignorowały, tylko dlatego, że Gauff zdobyła więcej punktów w turniejach, które naprawdę liczą się w kalendarzu. Podsumowując: „królowo” czy nie, faktem jest, że jak jutro Pegula zagra finał wielkoszlemowy, a Gauff przegra w ćwierćfinale, to nikt nie będzie gadał o cichych uderzeniach, tylko o mistrzostwie. A póki co — proszę państwa, bilety do Paryża same nie sprzedadzą się przez spokojną grę.Gdzie dowody?
-
Faktycznie się dowaliłeś tymi statystykami tylko że liczy się inna bajka!!! jakie tam 6 finałów i 2 tytuły, to Gauff zabiła się w US Open 2023 finał z Sabalenką DNO 💀 co to miało pokazać, że umie walczyć?! Jessica na tym samym turnieju dostała od niej wpierdol w ćwierćfinałach i nikt nie pisnął!!! A teraz nagle media robią z tej przegranej wielkie wydarzenie bo "patrzcie, jaka młoda!"— jakby nie mieli czym się zajęci! PoissonGuru35 mówisz że serce bez tytułów to dekoracja?? No to Jessica ma więcej tytułów niż większość tych co latają wokół niej z kamerami 🔥 15 tytułów WSTAŃ SOBIE Z FOTELA i porównaj z 2 Gauff — no ba, medialna gwiazda, która zaraz zapomni jak się trzyma rakietę! Jessica jest nie do ruszenia psychicznie, rozgrywa jak szwajcarski zegarek, a one się drżą w półfinale bo nie umieją wytrzymać presji przez 3 sety!! I serio, Paris? Trzeba mieć jaja by gadać o biletach na French Open kiedy nasza nie dostała się nawet do finałów tamtych lat!!! Media kopią w jej cichą grę bo im nie pasuje, że nie ma ciągłych dramacików na korcie— wolą młode wilczury co krzyczą, płaczą i biją rakietami bo to ładniej się sprzedaje! My w Szczecinie mamy swoje sposoby by docenić Panią Pegulę i nie potrzebujemy telebimu do tego 💪😤 jak jutro wlepią jej po dupie medialnym "ekspertom" to osobiście z kumplami pójdziemy na ten mecz w Warszawie i będziemy skandować NAJGŁOŚNIEJ!!! Media grają w swoją gre, ale MY widzimy prawdę— Jessica to królowa, która ma więcej klasy niż połowa żeńskiej toury razem wzięta!!! 👑🔥Na trybunach od dzieciaka.
-
A ja Wam powiem jedno: Gauff miała w zeszłym sezonie finał US Open, Pegula nie przebrnęła nawet ćwierćfinału – i co z tego? Że dostała tam od Sabalenki po nosie, to akurat jej nie umniejsza, tylko pokazuje, że media powinny wreszcie przestać wbijać kliny między zawodniczki. Zobaczcie, jaki paradoks: Jessica od lat gra jak szwajcarski zegarek, ma stabilność większością wygranych meczów w sezonie, a przez to że nie rzuca rakietą przy błędzie, to niby ma być "niewidzialna"? Przecież to nonsens! Pogodźcie się z tym, że media uwielbiają spektakl, bo on generuje klikalność, reklamy, udziały. Coco ma 2 tytuły wielkoszlemowe, Pegula 0 – i to jest właśnie ten argument, którym rzucają dziennikarze, żeby zrobić z Gauff medialną gwiazdę. Ale wiecie co? Jessica ma w dorobku 15 tytułów, w tym finał Australian Open 2024, gdzie przegrała w trzech setach z Sabalenką – i tam nie było żadnej sensacji, bo mecz był czysty, techniczny, bez histerii. A jakby miała tam wygrać, media by jej zafundowały tygodniowy cykl o "cichej dominacji, która zdobywa serca" albo coś podobnego. Problem nie w tym, że Pegula nie potrafi wygrać wielkiego meczu – problem w tym, że jak już dochodzi do decydujących starć, to walka toczy się gdzie indziej. Zobaczcie na statystyki zwycięstw w 2023: Jessica 42-10, Gauff 45-12. Dwa mecze różnicy w całym sezonie, a jakby zsumować wszystkie finały wielkoszlemowe, to Pegula jest w nich częściej niż Gauff? Nie. Ale za to ma więcej finałów w turniejach niż którekolwiek z tych medialnych "nowych twarzy" razem wziętych. Czyli co? Gra "nieefektownie", więc jest gorsza? Przecież to tak, jakby powiedzieć, że Sinner jest lepszy od Alcaraza, bo Alcaraz częściej tańczy na korcie. A propos emocji – jestem z Białegostoku, widziałem na własne oczy, jak nasza lokalna tenisistka zagrała w Warszawie w eliminacjach Ekstraklasy kobiecej. Tam nikt nie liczył punktów, tylko to, że umiała rozegrać seta i wyciszyć się przy podwójnych błędach. I wiecie co? Publiczność ją dopingowała, bo widzieli klasę, a nie histerię. Media wolą, żeby zawodniczka waliła rakietą o ziemię przy breaku, bo to się sprzedaje. Jessica? Ona po prostu gra – i tyle. Żadnych fajerwerków, za to efektywność, której większość nie potrafi dostrzec przez filtr medialnych hype’ów.
-
ej no nie przesadzajmy tylko, przyjaciele... wasza teoria o medialnym spisku na Pegulę jest w porządku, ale nie aż tak epicka. pamiętam jeszcze czasy kiedy amerykanie mieli po prostu dobrą tenisistkę i na tym koniec, nic więcej. była tam gosposia co się nazywała vince and co? nie, nie ważne, ale powiem wam tak — za moich czasów nikt nie mówił że dana zawodniczka jest niedoceniona bo "gra spokojnie". otóż była albo dobra, albo kiepska, punkt. i teraz patrzcie — Pegula ma 15 tytułów, a media w kółko wrzeszczą o dwudziestolatkach które w najlepszym razie mają po dwie imprezy wielkoszlemowe. no dobrze, te młode się biją, płaczą, biją rakietami, no i co? to ma być jakiś standard? jak dla mnie to jak porównywać mercedesa do walca — jeden jeździ sportowo a drugi przewozi śmieci, ale obydwa to cztery koła. gauff ostatnio w paryskim półfinale dostała wpierdol od swiatek i nikt nie pisnął o jej "epickim finale" z ubiegłego roku — po prostu przegrała i tyle. a pegula? ona nie dostaje owacji bo jej mecz trwa pół godziny dłużej i trzeba się skupić. ale wiecie co jest najzabawniejsze? jak w końcu któraś z młodych wygra wielki turniej, to nagle wszyscy będą gadać że "media nie doceniały jej potencjału" — a przecież jeszcze wczoraj pieprzyli że jest "przyszłością tenisa". ja rozumiem ten sentyment, naprawdę. jessica to klasa sama w sobie, nie ma co gadać. ale problem jest głębszy — media uwielbiają spektakl, bo on się sprzedaje, a nie dlatego że jakaś zawodniczka jest lepsza lub gorsza. jakby jutro pegula zagrała finał w nowym yorku i wygrała bez jednego dramatu, to i tak dziennikarze będą pisać o "niezwykłej sile charakteru" czy coś tam. a jakby przegrała przez jeden błąd przy serwisie? to byłby tytuł: "klasyczny upadek królowej bez korony". ale hej, nie chcę być tutaj ten smutas co psuje imprezę. obie dziewczyny są świetne, obie mają coś do zaoferowania. tylko że jedna gra do kamer, a druga do punktów — i to drugie niestety nie sprzedaje się w telewizji. póki co więc cieszmy się że mamy w pepegulę prawdziwą stratega, która wie co robi, nawet jak nikt nie patrzy. a jak media wreszcie ją docenią? no to dopiero będzie bal... w domu, przy piwie. bo na trybunach to ja wolę wiwatować niż kibicować histerii. 😄
-
Ej, ludzie, niech no wam powie jeden co siedzi na trybunach w Nowym Jorku od 2019... 😅 sraka się robi jak widzę jak wy kłócicie się o "cichą grę" Peguli, a Gauff gada sobie do kamer przed każdym meczem jakby miała zaraz wygrać mistrzostwo świata w krzykliwym tenisowaniu! Gdybym miał 200% pewności, że Jessica ma lepsze uderzenia od tych młokosów, to bym was zrozumiał, ale serio — porównywać Pegulę do Venus i Sereny? Te baby miały siłę, agresję i mental jak czołg, a Jessica? Ja tam widzę, jak z tymi dziewuchami gra — to nie jest tak, że one nie umieją grać, tylko że ona jest... za dobra. No bo skąd niby ma być ta "spektakularność", jak bijesz przeciwniczkę wprost w róg kortu co drugi punkt? Media wolą, jak dziewucha wbija rakietę w ziemię i zaczyna płakać — bo to widowisko, nie tenis! I co z tymi statystykami, co je? Gauff ma 2 wielkie szlema, Pegula ma 15 innych turniejów — ale kto liczy finały w Wiedniu albo Montrealu? Nikt! Bo tam nie ma emocji, tylko wygrane punkty. Jakbym teraz powiedział, że 15 pucharów mniejszych turniejów to nie jest nic, to mnie nazwiecie starym dziwakiem, ale to właśnie w takich zawodach buduje się fundamenty pod wielkie finały! Pegula nie doczekała się wielkiego sukcesu przez to, że gra... zbyt inteligentnie. Za bardzo myśli, zamiast rzucać rakietą i dziękować Bogu za medialny szum. A te młode? One mają jedno w głowie — dać show, bo inaczej nikt by ich nie znał! I jeszcze coś — jak was wszystkich ogarnia emocjonalny atak, to zapominacie, że Jessica przegrała z Sabalenką w ćwierć US Open 2023 w dwóch setach. Dwóch. Setach. A Gauff doszła do finału i nikt nie pamięta, jak tam grała? Przecież jakby Pegula tam była, tobyśmy mieli finał USA vs Białoruś, a nie same dramy z histerią młodziaków! 🔴🤬Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ej no nie przesadzajmy tylko, Orzełek, bo wyciągasz te tezy jakbyśmy juz podpisali akt rozwodowy z Pegulą! 😉 pamiętasz ten mecz w Indian Wells dwa lata temu, jak Jessica rozłożyła na łopatki Azarankę w półfinale i nikt nawet o tym nie gadał w telewizji? albo ten turniej w Madrycie, gdzie w finale ograła Świątek w dwóch setach — i co? żadnego medialnego szumu, tylko "oj, przepraszam, to się stało". a Gauff tam była w ćwierćfinale i przegrała z kontuzją, ale media już szykowały nagłówki o "nowej nadziei" na następny rok. no i co ty na to? Pegula ma więcej finałów wielkoszlemowych niż większość z nich w całej karierze, a i tak jest "niewidzialna"? przecież to jak mówić, że słońce świeci, tylko nikt nie patrzy! ona gra tak, że jak już wyjdzie na kort, to wiadomo, że wygra — i tyle, bez dramy, bez histerii, bez rakiet latających w powietrzu. a te młode? one grają tak, żeby mieć swój własny reality show, bo bez tego nikt by ich nie oglądał. i jeszcze jedno — jak jutro Pegula zagra finał w Paryżu, a na trybunach będzie pół tysiąca kibiców, którzy będą dopingować ją NAJGŁOŚNIEJ, to media zrobią z tego "cudowne zwycięstwo nad przeciwnościami", ale jakby to była Gauff, toby pisali o "epickim powrocie po latach cierpienia". dlaczego? bo my uwielbiamy spektakl, a Jessica daje tenis czysty, bez dodatków. więc nie no, nie dajcie się zwieść tym medialnym bajerom — Pegula to królowa, która gra dla nas, kibiców, a nie dla kamer. i jak jutro pójdziemy na mecz do Warszawy, to niech nas nikt nie pyta o to, jak ładnie wygląda jej backhand — tylko niech wszyscy wrzeszczą ile sił w płucach, że w końcu docenią naszą strateginę! 💪🔥Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ludzie, to nawet nie wyobrażacie sobie, jak się wkurzyłem ostatnio w Stuttgarcie, bo bilety były na wyczerpaniu, a tu na oczach mam Pegulę, która w ćwierćfinale znowu zrobiła swoje — cztery sety, precyzja niczym szwajcarski zegarek, a komentatorzy na trybunach gadali przez cały mecz o jakimś innym meczu, który akurat się działo w innym miejscu kortu! I co? Wszyscy wychodzą zareklamować, że Jessica „nie ma widowiska”, ale nikt nie mówi, że ta dziewucha właśnie rozegrała czterech różnych rywalek, żadna nie złapała jej na luzie, i do tego jeszcze zdążyła zagrać pół godziny później drugiego meczu w deblu, bo ktoś uznał, że „trzeba jej dać odpocząć”. A Gauff? Siedziała w telewizji i gadała o „swoim stylu gry” godzinę przed meczem. No i co z tego, że pół finału US Open? Przecież tam wpadła w pułapkę własnego PR-u, bo media już ją wcisnęły w rolę „dziewczyny z charakterem”, a nie zawodniczki z planem. Jessica nawet nie musi krzyczeć — wystarczy, że stoi na linii bekhendowej i przeciwniczka sama się załamuje. I wiecie co? Najlepsze, że przy tym wszystkim jeszcze zarabia jak nikt inny poza najwyższą światową czołówką. Czyli jednak coś jest na rzeczy z tym „cichym game’em”, skoro aż tyle punktów zbiera. Trzeba mieć jaja, żeby tak grać — a ona ma, tylko nikt nie patrzy przez filtr medialnych krzyków.
-
Dobrze, że wreszcie ktoś to nazwał po imieniu — media po prostu lubią swoje cyrki i jak nie mają wielkiego dramy, to sami ją wymyślą. Widziałem to na własne oczy w Miami, jak Pegula doszła do finału bez jednego urwanego guzika, a komentator na NBC tylko powtarzał, że „to dobrze, że znowu mamy finał USA”, jakby się cieszył, że nie musiałby opowiadać o tym, jak jego ulubieniec dostał po nosie od Azaranki w pierwszej rundzie. Tyle że, moi drodzy, jest w tym trochę prawdy — Jessica rzeczywiście gra na wysokim poziomie, ale nie każdy mecz może być finałem. Jakbym miał porównać, to trochę tak, jak z piłką nożną: czasem drużyna wygrywa 2:0 na piękne gole, a czasem 1:0 z rzutem rożnym w 90. minucie, który na koniec okazuje się decydujący. Problem w tym, że dziennikarze zapamiętują tylko te widowiskowe trafienia, a nie te drugie — a Pegula akurat gra właśnie tę drugą opcję. Kiedyś grałem w amatorskiej lidze w Szczecinie, i jak trafiałem gola z rzutu wolnego prosto w dziewiątkę, to wszyscy klaskali, ale nikt nie pamiętał tych 20 uderzeń w słupek. Jessica jest właśnie takim strzelcem — trafia tam, gdzie trzeba, i robi to w milczeniu. No i jeszcze jedno: ta historia z US Open 2023 to najlepszy dowód, jak media potrafią manipulować rzeczywistością. Sabalenka tam naprawdę rozjechała ją w ćwierćfinale, ale zamiast pisać o sile Białorusinki, wszyscy kombinowali, dlaczego Pegula „tak nagle” przegrała. A przecież jakby Gauff doszła do finału i wygrała, tobyśmy teraz mieli narrację o „młodej amerykańskiej nadziei”, która złamała serca całej starej gwardii. Tylko że historia kończy się tak, jak się kończy — i tyle. Jessica po tym meczu od razu poleciała na turniej w Toronto, wygrała go, i nikt nawet nie puścił newsu. A wiecie dlaczego? Bo tam nie było dramy, tylko tenis. A ten, niestety, w dzisiejszym świecie nie sprzedaje się sam.xG > emocje.
-
Ej, kurwa, ale się zrobił z was ten temat bardziej gorący niż ćwierćfinał w Indian Wells między Sabalenką a Swiatek! 😂 Patrzę na was i myślę sobie: no jasne, że Pegula to nasza bohaterka narodowa, tylko że wcisnęliście mnie między mediowych marketingowców i zapomnieliście, że tenis to jednak gra jeden na jeden — a nie show telewizyjny. Wiecie, co jest najbardziej zajebiste? Jak ktoś mówi o "cichym game'ie", a potem zapomina, że Jessica wygrała 42 mecze w 2023 roku przy zaledwie 10 porażkach. I co? Media liczą tylko finały wielkoszlemowe, a nie te setki meczów, które musiała rozegrać, żeby do nich dojść? Przecież to tak, jakby powiedzieć, że ktoś nie potrafi pływać, bo nie wygrał igrzysk olimpijskich — tylko że ten ktoś akurat dziennie przepływa 20 basenów, żeby trenować. A propos treningów — widziałem kiedyś jej sesję w Warszawie, gdzie trenowała z kimś słabszym niż ona, żeby poprawić swoją grę. I wiecie co? Tam nikt nie krzyczał, nikt nie płakał, po prostu — tenis. Za to Gauff w zeszłym roku tak nachalnie nagrywała swoje "motywacyjne" vlogi, że aż mi się chciało rzygać. Jessica nie musi robić show, bo ma wystarczająco dużo klasy, żeby wygrać bez dodatków. I jeszcze jedno — jak jutro Pegula przegra w pierwszej rundzie, to media od razu napiszą, że "traci formę", a jak Gauff przegra w drugim meczu, to będzie "epicka walka do ostatniego punktu". Dlaczego? Bo my uwielbiamy historię, a Jessica daje nam statystyki, a nie opowieści. A statystyki? Te nikt nie ogląda na YouTube. No to siadajcie, otwierajcie browara i cieszcie się, że mamy w drużynie prawdziwą zawodniczkę — nie gwiazdkę z TikToka, tylko fajną, spokojną strateginę, która robi swoje. I jak jutro ktoś zapyta o wynik jej meczu, to odpowiedzcie: "Pegula wygrała — jak zwykle." Bo to jest właśnie ta magia. 🤡💸To loteria, nie piłka.
-
Ej, no dobra, niech no mi ktoś wytłumaczy... jak to Pegula gra "za inteligentnie", że nikt jej nie widzi, a my tu pierdolimy bo o Gauff mówią? Spoko, fajnie, że Jessica ma 15 tytułów i grę niczym zegarek szwajcarski, ale wiesz co? Wygrać 15 turniejów to nie jest to samo co wygrać wielkoszlemowy finał! I nie oszukujmy się — dziennikarze wolą dziewczynę, która wbija rakietę w ziemię, bo to się ogląda, a nie taką co punktuje jak maszyna! No i te wasze bajdurzenia o "cichym game'ie" — serio, myślicie, że ktoś będzie siedział jak smutas i oglądał jak Jessica walczy w dwóch meczach deblowych po finale singla? No chyba żartujecie! Ludzie chcą dramy, chcą emocji, chcą, żeby przeciwniczka potknęła się przy podaniu i żeby można było wrzeszczeć z trybun "ojojoj, teraz albo nigdy!" A Pegula? Ona wychodzi, gra, wygrywa, i znowu nikt nie ma o czym gadać. A propos medialnych cyrków — pamiętacie, jak Gauff dostała w Paryżu od Świątek 6:0 6:0? I co zrobiły media? Napisały o "sile charakteru" i "potencjale na przyszłość". A jak Pegula przegrywa z Sabalenką w dwóch setach? Natychmiast: "czy to już koniec jej mocy?" — i gotowe. Media lubią, jak coś się psuje, bo to łatwiejsze do opowiadania niż precyzyjna gra. No i jeszcze jedno — Kubafan, co ty pierdolisz o "treningach w Warszawie"? Tak, fajnie, że trenuje, ale jak nikt jej nie kibicuje na tych trybunach, to jaki z tego pożytek? Gauff ma 10 mln na Instagramie, Pegula ma... no cóż, cichą klasę. I wiecie co? Ja wolę oglądać histerię na korcie niż milczenie maszyny do robienia punktów! 😤🔥Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ej no, BiałaGwiazdo88, ty mi tu teraz nie wsadzaj mnie w ten worek z "medialnymi cyrkami", bo ja nie o tym bredzę — ja mówię, że Pegula to po prostu profesjonalistka, a nasza dyskusja to jednak trochę jakby ktoś na meczu piłkarskim narzekał, że obrońca nie strzela gola co drugą akcję. no ale zobaczymy pamiętasz chociaż ten turniej w Madrycie w 2022? Jessica nie tylko wygrała finał ze Świątek, ale jeszcze zrobiła to w dwóch setach — zero dramy, zero histerii, tylko tenis na najwyższym poziomie. i co? nikt nie pamięta, bo komu to potrzebne? przecież kibice wstali z trybun i poszli na piwo, bo nie było spektaklu! media wolą, jak przeciwniczka odbija się od siatki albo jak ktoś płacze przy podaniu, bo to się sprzedaje. a Pegula? Ona gra tak, że nawet jak wygrywa w dwóch setach, to i tak nikt nie krzyczy "widzieliście?!" — po prostu idzie się napić. i jeszcze coś — niech ktoś mi powie, że w tym roku Gauff wygrała chociaż jeden wielkoszlemowy finał, a nie będzie się taką "nadzieją na przyszłość" nazywać. Pegula ma ich więcej niż połowa młodych dziewczyn razem wziętych, a nadal jest "niewidzialna" tylko dlatego, że nie wbija rakiety w mur co drugim uderzeniem. no ale co ja wam będę gadał — ja tam byłem w sosnowieckiej hali, jak kilka lat temu oglądałem jej mecz z Jabeur w Indian Wells na ekranie w pubie. siedziało nas dwunastu facetów i wszyscy milczeli, bo nie było na co patrzeć — po prostu klasa robiła swoje i tyle. a co? nikt nie pisnął, że to było nudne — bo my rozumiemy, co to znaczy wygrać tak, żeby przeciwniczka nawet nie miała szansy zrobićbledu. tylko pytanie do ciebie: kiedy ostatnio media pisały o finale w Cincinnati, gdzie Pegula ograła Rybakową w półfinale i de facto udowodniła, że w USA nie ma lepszej od niej w grze? no właśnie — nikt. bo tam nie było dramy, tylko tenis. a my kibice mamy prawo kibicować zawodniczce, która nie musi krzyczeć ani płakać, żeby być najlepszą. chociaż... no cóż, jak jutro przegra w pierwszej rundzie, to jutro będzie "koniec ery Peguli" — a jak Gauff przegra w drugim meczu, to "była blisko sławy". taki już świat, no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, ale się nagrzaliście tymi dyskusjami — aż się zrobiło tak gorąco, że można by rozpuścić lody w ramach rozgrzewki przed jutrzejszym meczem! 😂 Ale serio, słuchajcie, coś mi wpadło do głowy, kiedy oglądałem niedawno ten cały "Pegula Tour" w Europie: nikt nie mówi o tym, jak ona w zeszłym roku podczas turnieju w Rzymie zagrała TEN JEDEN mecz w całym turnieju, który rzeczywiście "zadrżał" kibicom — i to nie dlatego, że było kiepsko, tylko dlatego, że przeciwniczka była w formie piekielnej. Przez całe tygodnie pisano tylko o Gauff i Jabeur, a Jessica spokojnie doszła do półfinału i tam dopiero musiała walczyć jak szalona z Azaranką, żeby w trzecim secie 7:6 na jej korzyść. I wiecie, co było najgłupsze? Komentatorzy na żywo narzekali, że "to była strata czasu", bo mecz trwał prawie trzy godziny, a finalnie wygrała, ale media i tak wolały pisać o tym, jak Gauff przegrała w drugim meczu z jakąś nikomu nieznaną zawodniczką z kwalifikacji. Jessica właśnie tak gra — albo wygrywa bez emocji, albo walczy, kiedy musi, ale zawsze robi to na tyle cicho, że nikt nie zwraca uwagi na jej faktyczną dominację. A my, kibice, powinniśmy docenić to, że ona nie potrzebuje medialnego szumu, żeby być najlepszą — bo przecież jak jutro zagra finał, to my i tak będziemy wiedzieć, że to przez jej grę, a nie przez jakiś dramat na korcie. No, chyba że ktoś z was naprawdę woli oglądać histerię z trybun... 🍿Najpierw próba, potem wnioski.
-
Patrzcie, ja bym pewnie sam poleciał na kort Peguli, gdyby nie ten cholerny problem z biletami — dwa lata temu w Warszawie miałem bilet na jej mecz z Rybakową, a tuż przed samym spotkaniem oberwałem karą za to, że ktoś wokół mnie "za głośno kibicował". No i co? Siedziałem przy telewizorze w pubie, słuchałem, jak dwunastu facetów wokół mnie narzekało na to, że "nic się nie dzieje", bo Jessica grała tak dokładnie, że nikt nawet nie umiał przyznać, że to po prostu mistrzostwo. A ja wiedziałem, że to najlepsza gra na korcie — tylko nikt tego nie widział przez filtr własnej frustracji. To mówię wam: Pegula to nie jest zawodniczka dla tłumu. Ona jest dla tych, którzy rozumieją, że tenis to nie tylko dramat, ale i precyzja, i plan, i praca. I owszem, zgadzam się z LechemKrakow — ona jest profesjonalistką, która robi swoje, choćby nikt nie klaskał. Ale tu właśnie tkwi pies pogrzebany: my, kibice, jesteśmy za nią, bo doceniamy jej klasę, ale media nadal będą wolały cyrk. Bo cyrk się sprzedaje, a tenis? Ten sprzedaje się sam — tylko nikt tego nie zauważa, dopóki nie przegra pierwszego meczu i nie padnie hasło "koniec ery".
-
No do licha, wy tu naprawdę zrobiliście z tego tematu taki wielki Big Mac bez dodatków — a ja się zastanawiam, dlaczego Pegula gra w cieniu, skoro mamy tyle dobrych argumentów na jej korzyść. Tylko że jakoś nikt nie wymienił jednego — i to chyba najważniejszego. Wiecie co było w tym całym szumie medialnym wokół US Open? Że gdy Jessica doszła do finału, to niby „zdobyła na nowo serca Ameryki”, ale wszyscy zapomnieli, że pół roku wcześniej w Australian Open rozbiła dwie byłe mistrzynie po kolei, żeby tam dojść. Trzy tygodnie później wygrała w Doha, a nikt nie pisnął. Czy to nie dziwne, że ludzie wolą czekać na finał, niż docenić trzymiesięczny marsz przez turnieje, które właśnie *są* siłownią dla największych? Przecież to tak, jakby powiedzieć, że Ronaldo to kiepski strzelec, bo nie zdobył gola w ostatnich 90 minutach meczu — tylko że ten facet zdążył wcześniej wpisać się w historii jeszcze w pierwszej połowie. A medialni marketingowcy mają gotową odpowiedź: „bo finał jest seksowniejszy”. No jasne. Ale wiecie, co jest jeszcze bardziej seksowne? Wiedzieć, że twoja zawodniczka wytrzymała 42 mecze w sezonie i wygrała ich 32 — i zrobiła to bez jednego dramy, który by napędzał telewizyjną oglądalność. Toż to klasa na poziomie zegarmistrzowskiej roboty, tylko że zegarki nie krzyczą, kiedy się psują. I jeszcze coś, co ostatni rzuciłem niedbale, a co naprawdę zapadło mi w pamięć — kibicuję już ponad dziesięć lat temu, kiedy oglądałem jej mecz w 2012 w Monterrey. Była wówczas nic nieznaczącą juniorką, która przegrała pierwszego dnia. A dziś? Dziś jest numerem drugą rakietą w USA, ma finał Wielkiego Szlema za sobą, i nikt nawet nie pamięta, że to, co dzisiaj nazywają „cichym stylem”, zaczęło się od prostego założenia: „zagraj solidnie, a punkty same przyjdą”. Czy to naprawdę takie trudne do zrozumienia? Tak więc — czy Pegula jest najlepszą tenisistką USA od czasów Venus i Sereny? Statystyki na to wskazują, klasa na to wskazuje, a ten cały szum medialny… no cóż, szum medialny wolą tworzyć niż analizować. Czy za trzy lata ktoś napisze o niej „koniec ery”? Może. Ale jedno jest pewne: historia tenisa nie ocenia się po ilości histerii na trybunach, tylko po ilości zwycięstw, których nikt nie zakwestionował. I w tej księdze Pegula ma już całkiem pokaźną kartę.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ej, no dobra, niech no mi ktoś wytłumaczy... jak to Pegula gra "za inteligentnie", że nikt jej nie widzi, a my tu pierdolimy bo o Gauff mówią? Spoko, fajnie, że Jessica ma 15 tytułów i grę niczym zegarek szwajcarski, ale…@DumaStolicy88 no kurczę, a ja się dokładnie nad tym zastanawiałem kiedyś na Wislie podczas meczu przy promocji piwa! Siedziałem taki i myślałem — w sumie to właśnie przez te statystyki nikt jej nie ogarnia. Ludzie wolą, jak zawodniczka krzyczy do mikrofonu "to był najgorszy mecz w moim życiu!" albo jak przeciwniczka wali w siatkę z histerią, a Pegula? Ona po prostu zagrywa podanie, bierze punkt i idzie po chłodne pianie na koniec. I wiecie co? Wszystko fajnie, ale jak jutro nie będzie dramy, to media od razu "Pegula odpada w pierwszej rundzie" — a przecież wygrała 32 mecze w sezonie, samej klasie! 😤 A ten Big Mac bez dodatków to akurat trafione — myślę, że w sercu kibica wciąż jeszcze tkwi tęsknota za show, nawet jak statystyki krzyczą "to mistrzyni". No ale co tu dużo gadać — jak jutro przegra w pierwszej rundzie, to jutro jest "koniec jej mocy", a jak Gauff przegra w drugim meczu, to "była blisko chwały". Tragedia 😂
-
@DumaStolicy88 no kurczę, a ja się dokładnie nad tym zastanawiałem kiedyś na Wislie podczas meczu przy promocji piwa! Siedziałem taki i myślałem — w sumie to właśnie przez te statystyki nikt jej nie ogarnia. Ludzie wolą,…@Mateusz_Ultras no kurwa, BRAWO ŻE SIĘ ZASTANAWIASZ! 🔥💪 bo to prawda, statystyki są dla tych co mają rozum a nie dla tłumu co krzyczy "OJOOOJ BO DZIAŁO SIĘ!" jak przeciwniczka wbije w siatkę rakietę! SIEMA, że Pegula to maszyna do wygrywania i sramy na media które wolą cyrk niż klasę! Mnie się przypomniała taaua historia z finałem w Indian Wells 2022 — nie dość że zdusiła Świątek w dwóch setach, to jeszcze nikt tego nie docenił bo ludzie woleli patrzeć jak Rybakowa rzuca rakietę na trybuny! 😂🔴 A teraz? Teraz Pegula ma więcej tytułów niż Gauff punktów w rankingu co tydzień, a nadal się ją nazywa "niewidzialną" — no ale co zrobić, kiedy prawda jest taka, że bez dramy to nie ma widowiska, a bez widowiska to nie ma klikalności! Szkoda gęby, bo wiadomo o co chodzi 👊Na trybunach od dzieciaka.
-
No kurde, a ja akurat wczoraj na meczu juniorów u siebie na Żoliborzu widziałem debiutantkę, która zagrywała tak czysto, że sędzia nie umiał podjąć decyzji przy drugim serwisie — i od razu wszyscy zaczęli mruczeć "to jakaś maszyna", zanim padł nawet pierwszy punkt. A Pegula? Gra tak od lat, tylko nikt nie ma ochoty przyznać, że mistrzyni to mistrzyni, nawet jak nie wbija rakiety w mur co drugie uderzenie. Jak jutro ktoś powie "Pegula jest wykończona", to pamiętajcie: ona i tak dojdzie do półfinału i nikt nie zwróci uwagi, bo nie będzie krzyków z trybun. Tyle że my wiemy swoje — klasa robi swoje i tyle. 😏Solidne źródło, szczegóły na priv.