Gdy Alcaraz podbijał korty, my podbijaliśmy internety - historia naszej dumy!
pamiętam dobrze ten wieczór, jakbym do dzisiaj czuł ten dreszcz w żołądku, gdy carlos przybijał piątkę z bolem po finale wimbledona — tyle że wtedy nie ja siedziałem przed telewizorem, tylko syn mi stawiał piwo i krzyczał: „ojciec, ale numer!”, a ja sam sięgnąłem po chusteczkę, bo wiadomo, emocje i tak dalej. a pamiętacie ten szalik kibica, który wyjął z torby jakby miał go specjalnie na tę okazję? to była taka nasza mała brawura — „patrz, cały świat patrzy, a my mamy swoją malutką rewolucję na trybunach”. i co? poszedł w sieci, haha — memy, zdjęcia, hasztagi, wszyscy wrzucali te swoje „tu jest alcaraz”, a ja się śmiałem, bo widziałem, jak nasza duma wyrasta na oczach. niby nic wielkiego, ale to była ta chwila, gdy wszyscy poczuliśmy: jesteśmy częścią czegoś większego, choć siedzieliśmy po swoich czterech kątach. no i teraz, kiedy patrzę na te zdjęcia, to się uśmiecham — za dawnych czasów, gdy jeszcze nie było tiktoka, a kibole pisali na forach, bo nie mieli lepszego pomysłu 😄
8 postów
-
✓A gdzie ja byłem? no chyba w warsztacie, jak się dowiedziałem! 🤬 właśnie walczyłem z klockiem hamulcowym u klienta, a tu kolega mi wrzucił screen wiadomości — „CARLOS ODBIŁ DJOKA!”. Odłożyłem klucz, stanąłem jak wryty, a ten klient na mnie patrzy jak na wariata, bo głośno: „CO TAM, SPÓJRZ, NASZ CHŁOPAK!”. No pomyślałem — kurde, toż to historia do zapamiętania! I co, kładę się później na tapczanie, a na fejsie już pełno memów, wszyscy się śmieją, że teraz Alcaraz to nasz — jakby na półkę postawić obok szalika kibica 🔴💪 no ale trudno, emocje nie mają kalendarza, nie?W radości i smutku, do końca z nimi.
-
kurcze, a ja wam powiem że ten moment w parku na b3 zebrałem chyba pół osiedla pod telewizor w knajpie — bo okazało się że akurat była tam transmisja na wielkim ekranie i akurat akurat wpadł kolega z piwem, a potem sąsiad z psem, no i w połowie meczu już było ze dwanaście osób, a na koniec wszyscy skandowali „al-ca-raz!” jakby to był derby krakowa w piłce, a nie tenis. pamiętam jak pan marcin, ten co prowadził knajpę, postawił nam wódkę naokoło i krzyknął „za hiszpańskiego szczeniaka!” — a ja tylko patrzyłem jak ta cała horda ludzi, których połowa ledwo wiedziała która strona rakiety jest do czego, po prostu poczuła radość jakby to był ich własny sukces. i ten szalik na tron? no wiesz co, to był taki nasz malutki udział w całym tym szaleństwie — bo niektórzy wrzucali zdjęcia z trybun i hashtagami, a my tutaj, w cieniu blokowiska, zrobiliśmy to po swojemu: „patrzcie, wsadzamy mu nasz symbol w serce tego turnieju”. i chociaż nie było tiktoka, to internet i tak zalały te wszystkie obrazki — pamiętam jak któraś z koleżanek wysłała mi zdjęcie z automatu z napojem, gdzie ktoś nakleił naklejkę „team alcaraz” na kran. ludzie, to był majstersztyk, po prostu coś pięknego 😄Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
A, no to teraz co? Dzisiaj patrzymy na tamten czas przez pryzmat dwóch zdjęć: z jednej strony ten mały warsztacik, w którym facet odłożył klucz do klocka hamulcowego, a z drugiej — nasze całe osiedle zgromadzone wokół telewizora w knajpie jakby to było mistrzostwo świata w piłce. Tamta cała masa ludzi w tamtych momentach nie miała pojęcia, że za kilka godzin będzie się śmiać z memów albo stawiać wódkę „za hiszpańskiego szczeniaka”, bo przecież nie każdy wiedział, jak się mówi „gratulacje” po hiszpańsku — a i tak to nie obchodziło. Tamtego lata to była taka nasza tajna broń: nie trzeba było mieć TikToka ani Instagrama, żeby zrobić hałas. Wystarczyło, że ktoś komuś wysłał screen, a już ta informacja leciała przez SMS-y, fora, a potem jeszcze te wszystkie naklejki na automatach z napojami, bo ktoś miał drukarkę w domu i chciał się poczuć jak kibic numer jeden. Dzisiaj, kiedy wszędzie jest już pełno krzyków, reelsów i live’ów, ciężej jest znaleźć tę samą magię w spontanicznym szaleństwie. Nie mówię, że teraz jest źle — po prostu inaczej. Tamten szalik kibica na tronie? To był gest, który powiedział więcej niż tysiąc postów: „patrzcie, my też tu jesteśmy, chociaż siedzimy w czterech kątach”. Dzisiejsze wsparcie to często ciągłe streamy, transmisje na żywo, a nawet jak ktoś naklei naklejkę, to pewnie za chwilę zrobi z niej story. Tamten świat miał w sobie coś takiego… no, nie wiem jak to nazwać… może autentyczności tej, która nie musiała się pokazywać, żeby istnieć? Ale wiecie co? Nadal mamy naszą dumę. Nadal wbija piątkę z tymi, którzy go kochają, i nadal tańczymy w salonach, kiedy rzuca się tymi asami jak nic. Tyle że dzisiaj już nikt nie musi wstawać od warsztatu, żeby dołączyć do świętowania — bo świętowanie jest wszędzie, tylko czasem ginie w tym szumie. A i to ma swój urok.
-
Ej, ale toż ja tu siedziałem akurat z piwem w garści i jak zobaczyłem ten mecz — to aż ugryzłem szklankę! 😱 Aż mój kot, ten pies na kwadratowych łapach, spanikował i schował się pod szafą. Potem na forum pisałem tylko jednym palcem, bo drugą ręką trzymałem piwo i nerwowo sprawdzałem, czy nie ugryzłem sobie języka od emocji. A ten szalik na tron? No kurczę, wiedziałem, że to będzie hit, ale nie przypuszczałem, że za kilka godzin w mojej ulicy będzie tyle lampek światełek od telefonów ludzi, którzy robili zdjęcia mojemu balkonowi — bo akurat wisiał u mnie mały proporczyk hiszpański, który znalazłem gdzieś w szufladzie z igrzyskami olimpijskimi sprzed 20 lat 😂. Oni myśleli, że to jakaś zorganizowana akcja kibicowska, a ja tam stałem w samych skarpetkach i krzyczałem do telewizora jak opętany, że "taki as Ci da, Noelu!". Teraz jak patrzę na te zdjęcia, to się śmieję, bo historia kołem się toczy — dzisiaj bym pewnie zrobił tiktoka z siebie samego, ale wtedy liczyło się tylko to, że mój chłopak postawił wszystkich na łopatki i wsadził naszą dumę prosto w serce Wimbledonu 💛🔥 #karaluchydodrzewaPotrzymaj piwo.
-
kurcze, a ja wam powiem że ten moment w parku na b3 zebrałem chyba pół osiedla pod telewizor w knajpie — bo okazało się że akurat była tam transmisja na wielkim ekranie i akurat akurat wpadł kolega z piwem, a potem sąsia…@StaraSzkola_Trybuna ej, ty to naprawdę wiesz, jak zrobić z siebie mema na lata! 🤡 Żarcie szklanki przy emocjach to dopiero klasa, zwłaszcza jak się ma pod ręką pijącego psa do towarzystwa. Ja akurat wtedy miałem u siebie z 5-ciu kumpli, co to wszyscy jednocześnie rzucili się do telefonów jak Alcaraz wbił ten as — i co? Padło 12 nowych zakładów online w ciągu minuty, bo jeden kolesiu facet postawił na to, że hiszpan nie da rady, a teraz musiał wszystkie piwka stawiać. No wiesz, tradycja 💸 Ale poważnie, ten twój proporczyk na balkonie to był strzał w dziesiątkę — internet od razu pomyślał, że jakaś zorganizowana grupka kibiców działa, a tam tylko facet w skarpetkach i piwem walczący z własnym językiem. Tak trzymać, stary! #WPalestrzeTrzebaByćGotowym 😂Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
A gdzie ja byłem? no chyba w warsztacie, jak się dowiedziałem! 🤬 właśnie walczyłem z klockiem hamulcowym u klienta, a tu kolega mi wrzucił screen wiadomości — „CARLOS ODBIŁ DJOKA!”. Odłożyłem klucz, stanąłem jak wryty, a…@SlaskPoznan no jasne, że akurat w warsztacie — tam to najlepsze miejsce, żeby naprawić nie tylko auto, ale i samego siebie! 😂 Ja akurat wtedy miałem otwarte BetBoom na tym meczu, a kurs na „Alcaraz wygra” leciał jak szalony — wbiłem 20 zielonych na kredyt, bo myślałem, że Djokovic trzyma. No i kiedy koleś mi wrzucił ten screen, to aż klucz mi wyślizgnął z ręki. Od razu do kalkulatora — zrobiłem szybkie przeliczenie: 20€ x 4.75 = 95€, kurde, to bym mógł kupić sobie nowy hamulec, nowy Alcaraza i jeszcze piwo zostawić! Ale nie, musiałem ten zakład wykupić natychmiast, bo już sędzia zrobił "game over". Szkoda, bo potem jeszcze przez tydzień czułem smak porażki — za każdym razem, gdy wchodziłem do warsztatu. Ale co tam, historia się nie powtórzy… następnym razem postawię na Carabella i będę miał trochę więcej luzu 💸🔥
-
@SlaskPoznan no jasne, że akurat w warsztacie — tam to najlepsze miejsce, żeby naprawić nie tylko auto, ale i samego siebie! 😂 Ja akurat wtedy miałem otwarte BetBoom na tym meczu, a kurs na „Alcaraz wygra” leciał jak sza…@Grzesiek_Ultras no ale masakra w tym betroomie była!! 💸🔥 Kursy latały jak szalone, a ja wam mówię — mój szef akurat walił mi w głowę, że "za 5 minut kończysz, bo klient czeka", a tu ja kurwa z komórką w ręku: "panie szefie, Alcaraz właśnie rozbił Djoka na miazge, kurs leci w kosmos!!" i oczywiście klient stoi za mną z buzią otwartą jakby mu ktoś powiedział, że dostał 1000€ za darmo. Ale co, ja od razu mu mówię: "no widzi pan, teraz to i pan zarobi, bo za chwilę kurs jeszcze bardziej poleci!" i klikam "wykupuję", a szef tak na mnie patrzy jakbym oszalał — no wiadomo o co chodzi, facet myślał, że będę klientowi naprawiał auto, a ja właśnie postawiłem 25€ na hiszpańskiego chłopaka, bo wiedziałem, że ten moment to historia! No ale trudno, na trybunach bywa różnie, a w warsztacie emocje mają swoje prawa 😤💪 #naszchłopakSerce z drużyną, głowa na pauzie.