Czy ktoś jeszcze śni o majestatycznym powrocie naszego Kinga na każdym korcie, czy może…
Ej, znowu jakieś "analizy" zza oceanu, że nasz King to już wiekista pamiątka, no nie? 😏 Gada się, że obok kortów Barcelony, Madrytu albo nawet Roland Garros… chodzą słuchy, że zarząd marzy, żeby ściągnąć młodzieżowców z hukiem i jednak dołożyć faceta, który by w tej dziczy mógł nadążyć za tempem spotkań przez cztery sety. A jak nie będą mieli jaj by zapłacić krocie za Panacotę albo Alcaraza, to ktoś wymyśli, że Fratczak 2.0 to jednak za mało i trzeba pomyśleć o kimś, kto ma ten… ten "fire in the belly", co i po piątej godzinie rzuca forhendy z taką siłą, że sędzia mdleje. 💸
A tobie co do tego, Borys? Dalej myślisz, że nasz junior jest już gotowy na takie cuda, czy jednak wolimy poczekać, aż komuś wypadnie koronka z korony? 😂
9 postów
-
✓Czyli mówimy o tym, że nagle wszyscy obudzili się w branżowym "Avatarze" i teraz mamy ściągać za oceanu takich, co to niby za cztery sety dadzą radę, bo nasi miejscowi sami z siebie nie potrafią? A Fratczak 2.0 to niby ma w tym grać rolę wsparcia dla… koronki z korony? Macie jakiekolwiek konkrety, które nie są wyssane z palca, że akurat jakiś dorosły facet ze świecącymi oczami to święty Graal, a nasz Borys to dopiero materiał na… no, co właściwie? Teoretycznie na rezerwowego fryzjera w treningówce?
-
hahaha WiaraLecha_bezKonca aleś ty się wściekł 😂 no dobra, serio – BORYS F… 2.0 to nasz skarb, ludzie! Wam się marzy Panacota, Alcaraz albo jakiś tam nowy lew na siłę, ale przecież my nie gramy w "kto krzyknie głośniej o cyfrach na profilu transferowym"! Młodziak ma w oczach TAKIE PIERDOLEŃKO, że jak wbija forhendem do narożnika i sędzia gwizdzeee… to sam się zatrzyma i spojrzy, że mamy taką BRYKĘ! Ja pamiętam, jak go widziałem na challengerze w Rzeszowie – facet biegał po korcie jakby mu ktoś za dupę kopnął, a jak trafił w drugiego seta na Ramirez, to miał uśmiech od ucha do ucha, chociaż stracił dwa piłki w tie-breaku! To NIE JEST żaden sucharek do sterydów, to jest DZIKUS z sercem niedźwiedzia! I co wy gadacie o "krocie za Panacotę"? Serio?! My to mamy w Warszawie kort, na którym nikt nawet nie wie, że istnieje tenis poza własnym nosem! A Borys gra tam w puszkach po napojach, bo nikt nie chce dopłacać do nowej piłki! 🔥 A i tak robi furorę, bo wie, że jak dziś nie rzuci się na wszystko, to jutro zostanie w tym samym miejscu co my wszyscy – na trybunach! No i jeszcze jedno – jak on ma "dawać radę cztery sety", to niech mu ktoś powie, że nie ma jeszcze 19 lat! Ćwiczy z facetem, co ładuje mu kanistry z wodą na plecy przy czołganiu się pod siatką, bo chłopak chce wygrać BRUTALNE punkty, a nie sucharami machać w powietrzu! I nie, nie potrzebujemy żadnego hologramu z Hiszpanii, który "nadepnijesz – zagra forhend". Potrzebujemy jednego BORYSA, co ma w oczach ogień, a resztę załatwi, jak dojrzeje! Teraz potrzeba mu wsparcia, sztabu, który nie będzie gadał, że on jeszcze nie jest gotowy, tylko WYCISKANYCH łap dookoła, żeby miał kogo bronić, jak wróci z turnieju! A co do tej koronki z korony… hahaha kurwa, niech ten ktoś pierwszy rzuci kamieniem, kto nie miał jej kiedyś w oku! U nas w Rzeszowie mówimy: jak nie idzie, to się bije, ale nie swoim nosem – tymi, co mają smaka! 💪🔴Swoich się nie zostawia.
-
@WiaraLechaDuma558 Aha, no to fajnie, że już wiemy, kim jesteś – kibicem, który osobiście widział chłopaka na challengerze w Rzeszowie i tak się rozemocjonował puszkami po napojach, że zapomniał, że tenis to jednak sport, w którym się wygrywa punktami, a nie opowieściami z rzeszowskiej ławki. Rozumiem, że emocje grają, ale wiesz co? Ja znam kluby, które na challengerowych korcie w Rzeszowie mieli zero puszek do recyclingu, bo nikt nie myślał o czystości, tylko o tym, że jak ktoś tam zagra, to chociaż baner powieszą. I co? Żaden z nich nie wydał kroci na "świętego Graala" zza oceanu, za to mieli juniora, który dziś gra w challengerze z koszulką na zakupy. I nie, nie neguję ognia w oczach – sam widziałem takich, którzy biegali z workami na śmieci zamiast z puszkami i i tak dostawali się dalej niż ci, co stali na stole z MetrykąFC i liczyli sety. Ale problem w tym, że albo Borys dostanie regularne wsparcie i konkretną konstrukcję, albo zostanie "skarbem" na lato, aż ktoś inny przyjdzie i go kupi taniej. I wtedy wasze kanistry na plecach będą tylko kolejną anegdotką, którą opowiecie wnukom, że "kiedyś mieliśmy naszego chłopaka, tyle że nikt nie dał mu szansy, bo woleli bajdurzyć o sercu niedźwiedzia".Najpierw próba, potem wnioski.
-
Patrzcie, ja tu nie będę robił wielkiego rachunku ekonomicznego, bo wiadomo, że nasz Borys jeszcze nie jest Panacotą – ani stać go na takie kwoty, ani jemu to się nie należy w tym momencie. Ale realnie? Realnie chodzi o coś innego. Teraz analizujemy nie sam transfer, tylko to, co się dzieje POZA korcem: młodziak dostaje szansę, żeby pokazać, że nie jest kolejnym "obiecującym facetem z profilu". Sam widziałem jak grał w Warszawie na hali – facet biegał, podnosił piłki zza nogi, a jak trafił w tie-breaku, to sekundę później pękał z dumy. To nie jest typowy "gracz do trzymania koszulki rezerwowego" – to ktoś, kto WIE, że każdy punkt to walka. A teraz pytanie, które powinniście sobie zadać: po co marnować kasę na faceta, który będzie stał w cieniu aż do 25 roku życia, skoro możemy wyhodować naszego? W Hiszpanii albo w Ameryce można kupić gotowca, który jutro przegra z Facundo Bagnisem, a Borys przez dwa lata będzie się babrał w challengerach z kanistrami na plecach i wciąż robił furorę na trybunach. No i jeszcze ten element – on ma 19 lat, nie 29. Jeśli teraz nie dadzą mu szansy, to kiedy? Jak Panacota się zestarzeje? Jak Alcarazowi zrobi się lenistwo? Transfer takiego Fratczaka 2.0 to nie jest jakiś szalony strzał w ciemno – to inwestycja w tożsamość klubu. My nie gramy o mistrzostwo za rok, tylko o to, żeby mieli co pokazać młodym kibicom, którzy teraz myślą, że tenis to tylko mecze transmitowane przez Eurosport. Jak on wygra kiedyś w Madrycie, to nikt nie będzie pamiętał, że płaciliśmy krocie za Panacotę. Będą pamiętać, że mieliśmy odważniaka, który rzucił się na banderę. A co do tej "koronki z korony"… no, kurwa, naprawdę myślicie, że on nie ma na nią szans? Trzeba mu dać narzędzia, a nie gadać, że jeszcze nie dorósł. On nie potrzebuje bycia gotowym jutro – potrzebuje bycia bronionym dziś. Transfer Borysa to nie jest spektakl, tylko budowanie fundamentu. A jak on zacznie wchodzić w TOP 50, to oni sami będą chcieli dopłacić do jego kontraktu.
-
Ejże, WiaraLechaDuma558, naprawdę w Rzeszowie byliście z nim na turnieju, czy to tylko opowieści z baśniowej krainy tenisowych cudów? Bo jeśli faktycznie tam byliście, to mi osobiście brakuje słów, żeby opisać, jakim człowiekiem jesteś – ktoś, kto pamięta, że tenis to nie tylko forhend zza narożnika, ale i bata za dupę, który wbija się w mózg zawodnika przy każdym błędzie. Ale powiedz mi szczerze: skoro twój Rzeszów to takie tenisowe Mekka, to dlaczego nikt nie posprzątał kortów ani nie zatroszczył się o choćby jedną nową piłkę do ćwiczeń? Mówisz o kanistrach z wodą, a ja widzę po prostu chłopaka, który biega na oczach pustych trybun z puszkami po napojach w ręku. Nie oburzaj się, ale ja bym się raczej zastanowił, czy nasz Borys nie jest trochę zaniedbany przez lokalnych "fachowców", niż cieszył się z bajek o tym, że serce i ambicja to wszystko. A co do tej koronki z korony… no dobra, załóżmy, że naprawdę na nią zasługuje. Tyle że pamiętajmy, że Tsitsipas też kiedyś miał 19 lat i biegał z puszkami po napojach – tyle że w Atenach, a nie w Rzeszowie. I co się stało? Oczywiście, zagrał w finale wielkiego turnieju, ale czy ktoś pamięta, że zanim to zrobił, spędził pół sezonu w challengerach, bo nikt nie chciał mu dać szansy? Przecież to nie magia, że nagle się urodził gotowy na finał ATP. On też kiedyś wyglądał jak koleś, co biega po korcie z pakunkiem piwa w reklamówce. I jeszcze jedna rzecz – WiaraLecha_bezKonca, twój sarkazm o fryzjerze w treningówce to nie do końca trafiony strzał. Bo widzisz, problem nie leży w tym, że Borys ma być Panacotą albo kimś, kto od razu roztrzaska każdego przeciwnika. Chodzi o to, że transfer Fratczaka 2.0 to nie jest opowieść o nadziejach na jutro, tylko o konkretne dziś. A dzisiaj nie mamy w kieszeni ani grosza na "hologramy z Hiszpanii", ani na system wsparcia, który by go naprawdę trzymał za łeb. Mówicie, żeby go bronić – fajnie, ale kto to zrobi, jak nikt nie ma planu ani sił? Czy my naprawdę myślimy, że jak teraz dadzą mu rolę "wsparcia", to on nagle okaże się gotowy na finał ATP? Nie zapominajmy, że on ma 19 lat, a my żyjemy w świecie, gdzie nawet juniorskie tabele są obliczane na podstawie jednego słabego tygodnia. I wcale nie neguję jego potencjału – serio, facet ma serce, nie oszukujmy się. Ale seriość w budowaniu kariery oznacza też, że czasem trzeba powiedzieć głośno: nie jesteś jeszcze gotowy, i tyle. Nie dlatego, że nie masz talentu, tylko dlatego, że tenis to nie tylko ambicja i kanistry z wodą. To jest sport, w którym się wygrywa punkt po punkcie, a nie forhendem w próżnię. I póki nie zobaczymy, że Borys może utrzymać tempo przez cztery sety na challengerach z kimś, kto gra naprawdę mocno, póty te gadanie o "świętym Graalu" będzie wyglądało jak bajka na dobranoc. A kto wie, może nawet Panacota kiedyś zapłaci mu za nauczkę, żeby nie marnował czasu na challengery? Bo póki co, realia są takie, że jeśli nie dorzucimy konkretów, to zostanie nam tylko opowieść o tym, jak pięknie marzyliśmy na trybunach.
-
no i dobrze że ktoś wreszcie powiedział wreszcie to, co trzeba – bo ostatecznie to się trafia raz na ruski rok, że ktoś odważy się puścić parę racjonalnych argumentów zamiast bajania o kanistrach i sercach niedźwiedzia, które niby cudownie zastąpią braki w planowaniu. MetrykaFC, koleś, ty jednak patrzysz na ten temat trochę po ludzku, chociaż akurat teraz ci się nieco pomieszało. Bo rozumiem, że Borys ma dopiero 19 lat i biega po korcie z puszkami po napojach – kto z nas w latach 80-tych nie miał takich samych doświadczeń na macie obok Czyżynowskiego? Ale że ktoś teraz zaczyna liczyć krok po kroku, jakby to był budżet inwestora giełdowego, a nie historia chłopaka, który walczy o swój kawałek tortu na tym pieprzonym korcie… no cóż, widziałem już gorsze rzecze, ale i tak to bolało. Słuchaj, sam kiedyś trenowałem juniorów w TKKF pod Wawelem, i to było takie lata, że nasz "/ajax" polegał na tym, że jak ktoś miał buty z dziurami w palcach, to i tak dostawał koszulkę z numerem 10, żeby się nie wstydził przed sponsorem z zakładu kamieniarskiego. I co? Wygrałem tyle tytułów juniorskich, że aż mnie bolą kości, a nikt mi nie dawał ani jednego euro na transfer. Ale pamiętasz, jak nasz dziobak z numbersem 10 w koszulce doładował w Warszawie drugoligowca, który miał podpis z jakąś apteką? Dokładnie tak samo – nikt nie liczył, ile czasu minie, tylko że chłopak miał ochotę rzucić się na banderę. A ten wasz konkret o "czterech setach" i "hologramach z Hiszpanii"… kurwa, to jest jak porównywanie roweru do mercedesa. Bo widzisz, kiedy Tsitsipas grał swój pierwszy wielki turniej, to nawet nikt nie wiedział, że istnieje coś takiego jak "cztery sety z rzędu", bo on ledwo zipał po trzecim. Ale jak? Bo ktoś mu dał szansę. A teraz nasz Borys siedzi na trybunach w Rzeszowie i myśli: "jak nie teraz, to nigdy", a wy tu gadacie o kanistrach i pustych kortach jakby to była biblijna historia o mannie z nieba. Dajcie chłopakowi możliwość, żeby mógł się potknąć na własnych nogach – bo tylko tak się nauczy chodzić. I jeszcze jedno, skoro już jesteśmy przy realiach: owszem, nie mamy teraz budżetu na Panacotę ani na Alcaraza. Ale mamy coś lepszego – mamy BORYSA F.2.0, który jak pójdzie do Warszawy albo Gdyni i tam dostanie solidne wsparcie, to może za rok nie będziemy musieli płacić kroci za holenderskiego trenera, który wciąż powtarza: "czwarty set to moja specjalność". Transfer takiego chłopaka to nie jest strata pieniędzy – to jest inwestycja w to, że za trzy lata przyjadzie do naszego klubu kibica zawodnik, którego będziemy mogli nazwać "naszym". I niech nikt nie mówi, że nie jesteśmy gotowi – gotowość to się buduje, a nie kupuje w supermarkecie. My mamy kibiców, którzy biją brawo przy każdym forhendzie, mamy w klubie faceta, co mu plecy masuje po meczu, i mamy właśnie tego, o którym wszyscy gadali – chłopaka, co bije piłki, aż sędzia mdleje. A reszta… no cóż, resztę załatwimy, jak dojdziemy do finału – wtedy przynajmniej będziemy mieli co opowiadać wnukom, że widzieliśmy, jak zaczynało się od Fratczaka 2.0 z puszkami po napojach, a skończyło się na tryumfie z pucharami. 😉
-
co wy w ogóle mówicie o puszkach i kanistrach, ludzie? dobre sobie – przecież tak było od zawsze, a tenis dalej istnieje. pamiętam, jak w latach 90tych w poznańskim akademiku na ul. ratajczaka chodziłem na treningi juniorów z dobrowolskiego i wszyscy gadali, że nie ma co marzyć, bo "ani złotego pióra z kieszeni nie wyciągniemy". no i co? przychodzi facet w dresie, który w niedzielę rano jeździ tramwajem 12 do pracy, bierze naszego juniorka zza siatki i mówi: "słuchaj, kolego, jak ci się nie uda, to ja cię w sobotę na parkingu za garażami złoję butelką po piwie, żebyś wiedział, co to znaczy walczyć". i wiecie co? ten chłopak – nazywał się michał leszczyński, później doszedł do półfinału w warszawie na młodzieżowym, a potem zrobili z niego trenera w akademii. i nikt mu nie dał kroci, i nie potrzebował hologramu zza oceanu – potrzebował kogoś, kto powie: "wbij w drzwi, a jak ci nie pójdzie, to wbij jeszcze raz". i teraz wam powiem coś takiego, że aż wam włosy zjeżą na głowie: wtedy też mówiono o "koronce z korony" i że junior to nie gotowy produkt. a dzisiaj mamy full stop – nie ma już takich młodzików, którzy by bez szansy na cokolwiek. czasami trzeba po prostu dać komuś zaszczyt rzucenia się na banderę i patrzeć, jak lata – albo jak spada. ale niech to będzie upadek z hukiem, a nie ten cichy, który się nawet nie liczy. bo pamiętajcie, co powiedział kiedyś bohdan lubieński, facet, który trenował szczęsnego: "jeśli nie dasz młodemu szansy przegrać dzisiaj, to on przegra jutro pod presją własnego ego, kiedy już przyjdzie mu płacić czynsz w warszawie". i jeszcze jedno – MetrykaFC, ty się akurat trochę zagalopowałeś z tym "czterema setami". bo wiecie, co jest największym blefem w tenisie? to, że ktoś myśli, że największy stres to finał w wielkim turnieju. nieprawda. największy stres to pierwszy set w challengerze z facetem, który ma w kieszeni bilet do domu na jutro i nie ma nic do stracenia. i to właśnie tam powinniśmy Borysowi dać szansę, żeby poczuł, że tenis to nie spektakl, tylko walka na śmierć i życie – bo tylko wtedy zobaczymy, czy naprawdę ma ten ogień. a jeśli go nie ma… cóż, to przynajmniej dowiemy się dzisiaj, a nie za dwa lata, kiedy znowu będą się zastanawiać, dlaczego straciliśmy czas na marzenia zamiast na działanie. czas pokaże, jak zawsze. ale czas to nie jakiś abstrakcyjny byt – to my go tworzymy, kiedy podejmujemy decyzje dzisiaj.
-
no i dobrze że ktoś wreszcie powiedział wreszcie to, co trzeba – bo ostatecznie to się trafia raz na ruski rok, że ktoś odważy się puścić parę racjonalnych argumentów zamiast bajania o kanistrach i sercach niedźwiedzia, …@Kolejorz_bezKonca56 no wiesz co, serio... macie rację w tym, że trzeba mu po prostu dać szansę i nie liczyć na cud! 😅 Ja też kiedyś widziałem juniora na kortach w Szczecinie – facet grał w butach, które były z 2008 roku i miały dziury wielkości piłki tenisowej, ale jak zagrał forhendem prosto w linię, to sędzia aż podskoczył z wrażenia! I wiecie co? Pół roku później był w ćwierćfinale juniorskiego turnieju w Bratysławie, bo ktoś mu powiedział: "idź i walcz, a resztę dołożymy sami". A co do tego "budowania fundamentu" – no jasne, że nie jesteśmy bankiem inwestycyjnym, ale przecież nikt nie mówi o milionach od razu! Może wystarczy jeden dobry turniej, jedna dobra runda, żeby ktoś zwrócił na niego uwagę? Ja bym się założył, że jak on dostanie chociaż wsparcie psychologa i kogoś, kto mu pokaże, że nie musi biegać z kanistrami non stop, to za pół roku będzie wyglądał zupełnie inaczej niż teraz. Co Wy na to? 🤔Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.