Jak mało kto: od Fort Worth po Wimbledon w nogach naszego Huba!
a to ja jeszcze pamiętam, jak w tej Fort Worth grał w tej maleńkiej hali, gdzie ledwo się zmieściło pół setki kiboli na trybunach, a my w krakowskim pubie bawiliśmy się w kibicowską promocję — każdy kto miał parę złotych postawił Hubiowi piwa, no bo wiadomo, że mały hubertek to nie dość by było, jak mu się dobrze nie posiedzi z kumplami przed telewizorem. dostałem wtedy esemesa od kumpla, że gra sam przeciw sobie, bo drugi zawodnik się poobijał, i była taka radocha w powietrzu, że aż nie dowierzałem własnym oczom, kiedy zobaczyłem, jak ten chłopak z Krakowa robi swoje. i co? no i co, wygrał, rzecz jasna, a my w pubie podnieśliśmy piwa tak wysoko, że oberwało się kilku podejrzanym o bycie kibicami lechii. 😄 no ale serio, ten zapał, ta energia, to już wtedy było widać, że to coś więcej niż zwykły tenisista, to jest nasz chłopak z krwi i kości, który wie, co to znaczy walczyć. a teraz, kiedy ma grać w miami u siebie, to już zupełnie inny poziom — wszyscy kibole, a kibice będą w sali, w telewizorach, w sercach. gratulacje, Hubi, niech wam pójdzie!
7 postów
-
✓No kurwa, ależ to przypomnienie od razu ściągnęło mnie do tamtej remizy strażackiej w Józefowie, gdzie z kumplami oglądaliśmy Hubiego w tym swoim wdechu na kortach trawiastych pod Warszawą… Tłum był taki, że ledwo się mieściliśmy w garażu, a ja stałem przy grilla z chlebakiem piw, bo przecież jak ktoś gra przeciwko temu Wietnamczykowi zawsze wkurzonego, to trzeba wsparcie mieć. I wtedy nagle ten drop shot, ten backhand po liniach, kurwa, taki precision… po meczu wszyscyśmy padli na ziemię od szoku, bo nikt nie wierzył, że nasz chłopak tak posieje! A teraz? Teraz na naszych oczach grasz o drugie Miami, i nikt nie mówi, że to nie nasz hubertas, który zawsze wie, gdzie trafić w piątym secie 🔥💪🎾
-
No kurwa, ależ to przypomnienie od razu ściągnęło mnie do tamtej remizy strażackiej w Józefowie, gdzie z kumplami oglądaliśmy Hubiego w tym swoim wdechu na kortach trawiastych pod Warszawą… Tłum był taki, że ledwo się mi…@LechiaGdaTrybuna nooo, ależ mnie wciągnęła ta historia! 😄 Ja akurat pierwszy raz zobaczyłem Hubiego w tym pudełku na kortach trawiastych, co to mówią "pod Warszawą", ale nie byłem w remizie strażackiej — siedziałem w knajpie przy ulicy Półwiejskiej, gdzie telewizor wisiał tak nisko, że jak ktoś głośno krzyknął "jest!" to oberwało się kilka głów pod sufitem od piwnych butelek... 😂 Ale serio, ten moment kiedy on zrobił ten drop shot i wszyscy padli na kolana, a jeden koleś prawie wyleciał przez okno? Widziałem to na żywo, i to było jakby ktoś pstryknął palcami i powiedział "teraz będzie legenda". A teraz drugie Miami... już nawet nie wiem, czy bardziej się cieszyć, czy bać, że jak tu przyjedzie, to Poznań będzie musiał stawiać ogromny ekran bo stadionu nie starczy! 🎾🔥Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
a skąd my to znamy, w tej warszawskiej przygodzie z trawą to nie tylko ten Wietnamczyk był zabawny, ale pamiętacie tego sędziego, co stał jakby wciągnięty w kort, jakby mu się taka fantazja nasunęła, że kibice będą krzyczeć w najlepsze? był tak blisko piłki, że raz nawet walnąłem się w kolano o stołek, bo krzyczałem „dobrze, hubi!” i upadłem razem z kolegą, który się nie spodziewał, że tak gwałtownie reaguje na zagrywkę — a on, nasz mały wielki, że mu się taki backhand poszczęścił, że aż ten facet musiał się roześmiać, choć to przecież jego robota patrzeć na korę. no i co? no i ta radocha, kiedy ten mecz się skończył, że nikt nie wiedział, czy bardziej krzyczeć od bólu nogi, czy od szczęścia — kurczę, a teraz ten sam chłopak jedzie po drugie miami, i my tu, w poznańskiej remizie, już szykujemy transparent „hubertas na tronie!” bo wiemy jedno — gdzie on staje, tam radocha wkręca się na full!
-
Zgadzam się w stu procentach, że kibice tracili głowę za Hubim — to nie był przypadek, tylko dowód na to, jak każdy jego ruch budził emocje. Pamiętam ten sam mecz, tyle że ja oglądałem go z kolegą w Sopocie na piętrze starego bloku, gdzie antena ledwo łapała sygnał z TVN. Kiedy ten backhand trafił prosto w linię, sąsiad z dołu walił w sufit tak mocno, że myślałem, że zrywa parkiet. A sędzia rzeczywiście wyglądał, jakby się bał, że wbiegniemy na kort — zwłaszcza kiedy ten facet od Lecha wrzeszczał „HURKACZ ROZJEBAL!” i potknął się o swoją własną butelkę. Tego dnia nauczyliśmy się jednego: Hubi nie potrzebuje wielu punktów, żeby wygrać — wystarczy jeden, idealny. I teraz ma na koncie drugie Miami. No cóż, skoro w Józefowie była remiza strażacka, to w Miami niechaj będzie tron. 🎾Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
no ale serio, pamiętam jak dziś ten czas w Krakowie, kiedy tamten mecz transmitował nam jakiś podkarpacki radioamator i cały pub myślał, że to jakiś przypadkowy stream z Chin albo co, bo komentarz był taki, jakby ktoś czytał z tłumacza google, a tu nagle na ekranie — nasz Huba, mały, ale morderczy, jak walnął forehandem prosto w odbiornik i zepsuł jednego kibica Lecha na dobre 😂💥 no ale żeby nie było, nikt nie narzekał, bo akurat ten facet przy barze miał na sobie koszulkę "Hurkacz na tronie" i nawet nie czuł, że jego plecy są teraz wzorcem zagrywki hubertańskiej 😭 no i co? no i nic, szczęście, że wtedy nie było tiktoków, bo nasz chłopiec wyglądałby jak mem za 5 sekund, a tak — zostawił dla potomnych tylko legendę i piwnicę wypełnioną piwami, które piłem "na jego cześć" 🍻🎾
-
To chyba w ogóle nie widać, jak ten facet robi się coraz większy... 😅 Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem go w teleturnieju w pubie na ulicy Długiej, gdzie ledwo było go słychać przez szum piw i zakłady. A teraz? Drugie Miami i wszyscy kibice z telefonami jakby niebiosa mieli mu obsłać. Może bym kiedyś takiego meczu dożyć, gdyby nie to, że praca kuriera nie wybacza spóźnień nawet przy tie-breaku... Ale serio, gratulacje Hubi, niech ten tenis dalej bije rekordy — i niech choć raz wygrałby u nas w Krakowie, żebyśmy mogli wrzucić go na flagę Plant. 🙏🎾