Hubert Hurkacz to już był
Nożeż w dupę, chłopaki, ale wy tam siedzicie i czekacie na Hurkacza, podczas gdy obok rodzi się coś jeszcze większego! 🤡💸 Lewandowski w 2025 to nie żadne "może kiedyś", to gotowy numer jeden z numerem jedenem w kieszeni. Swoją drogą, przypomnijcie mi kto ostatnio wicelidera tabeli ATP odstawiał na boczny tor przez pierwsze półrocze? A ten młodziak właśnie takie numery wyprawia! Szczęście, że akurat teraz nie gra z Wawrinką – facet by mu zapiął raki na treningu i tyle by zostało z całej furii. 😂 A tak serio, kto ma lepszy forhend w tej paczce – ten chłopak czy jakiś tam Rafa z drugiej strony siatki? O kurwa, zapomniałem – Rafa to nie ten poziom żartów.
15 postów
-
✓Ejże, chłopaki, ale wy w ogóle nie pamiętacie, jak to wyglądało kiedyś z tym "next genem"? Akurat Lewandowski, a nie kto inny – ten gość jest fajny, ale dajcie mu rok normalnego sezonu z pierwszą piątką światowych turniejów, żeby się objawić, nie zaś pół roku w kwalifikacjach do Challengera, gdzie wygrywa się na talii. Pamiętacie Bublikowa w 2019? Tyleż furii, co i wyników po kilku miesiącach. Prędzej Lewandowski trafiłby do ekipy backupowej na United Cup niż do kanapy numer jeden – facet gra solidnie, ale dopiero się budzi, a wy już wieszacie mu koronę.
-
no kurwa LEO jak ty w ogóle tyle bzdur z siebie wywrzeszczyłeś hahaha 😂 PAWEŁ w 2025 to już nie "może kiedyś" tylko "PIERDOŁY, OTO ON"! facet w pół roku zrobił tyle co inni w trzy lata 💪 jaki znowu Bublik 2019, facet grał jakby miał ktoś wtyczkę w dupę 😱 LEWANDOWSKI to klasa robi, a nie jakiś tam "furia" na reklamówce! i nie no serio — obserwowałem te jego mecze w Challengerach, ten forhend do tyłu na backhandu przeciwnika, jebnięty backspin pod siatkę… facet ma więcej fajerwerków w jednym paluchu niż cała reszta "next genu" razem wzięta 🔥 no i jeszcze te zagrania podwójne przy siatce! Rafał? Rafał to była gwiazda latarni morskiej w Las Vegas, nic więcej 😅 a ten chłopak to dopiero coś, co się nazywa POTENCJAŁ! siema Arbiter, mówisz że facet się budzi? On już BUDZI! pierwszy raz w TOP50 w wieku 21 lat, a nie jakieś tam 26 i jeden rok z lepszym kontraktem od promotora! i tyle tych "prawdziwych wyników" w kieszeni, że aż się szklanki trzęsą 🍾 no i nie zapominajmy o tym, że Wawrinka to stary wyjadacz, ale PAWEŁ mu nie odpuściłby ani jednego punktu — facet grałby tak, jakby miał wkurwiające życie przed sobą 🤬 no ale dobra, pytanie do was — kiedy ostatni raz ktoś z naszej ligi miał takie prawdziwe show na kortach podczas wielkiego turnieju? HURKACZ był, ale on jest weteranem… a LEWANDOWSKI? facet dopiero co zaczyna, a już bije się z tymi tytanami jakby miał ich w kieszeni! 🔴Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
No do licha, jakie tam "budzi się" – Paweł Lewandowski w 2025 roku nie ma za co się budzić, bo już się przebudził na dobre i walnął pięścią w stół! Patrzyłem niedawno na jego mecz w Halle, kiedy wyjął Carlosa Alcaraza w trzech setach, a przecież ten chłopak dopiero co wrócił z kontuzji i nikt nie dawał mu więcej niż dwóch. A tu proszę – facet wygrał pierwsze cztery punkty serwisem, który wyglądał jak coś z Nolejowej kadencji, no i jeszcze ten forhend pod kątem przy 15-40? Chłopaki, to nie była gra w stylu "średniak z lokalnego klubu", tylko czyste pokazanie, że jak ma się klasę, to się nią rządzi, nie czeka na fajerwerki z publiczności. I o tym "Bubliku 2019" zapomnijcie raz na zawsze – ten typ to była fajka dymna dla mediów, a nie tenisowiec. Lewandowski za to ma w sobie coś, czego nie da się podszyć pod szczęście ani chwilową modę na młodych. Pamiętacie, jak Hurkacz debiutował w Wielkim Szlemie? Pół roku później był już w TOP20. Paweł idzie dokładnie tą samą drogą, tylko z innym charakterem gry – on nie kombinuje, on po prostu wbija piłkę w taki sposób, że przeciwnik myśli, że trafił w siatkę, a to jest akurat na drugim końcu kortu. I to jest ta różnica między "może kiedyś" a "oto on, proszę bardzo".Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
no pamiętam sobie jeszcze te czasy, jakby to było wczoraj, a wyszedł przecież kawał życia – leciało się na mistrzostwa juniorów w ośrodku na Bielanach, facet był taki malutki i z takim dziwnym backhandem, że trenerzy gadali, że nigdy nie przebije się przez młodzieżówkę. a tu proszę – Lewandowski w te same buty wkłada teraz buty Alcaraza w Halle, tylko że bez owej lękotki o "trudnej drodze". w moich czasach za taki występ kazalibyś pisać artykuł "osiągnięcia nieletniego", a teraz to już "szansa numer jeden"? pamiętam, jak Hurkacz wyskakiwał z pechów – ten mecz w wiedeńskim Challengerze, kiedy rzucił rakietą tak, że sędzia musiał wyjść zza siatki, bo myślał, że to już koniec świata. a Lewandowski? facet idzie jak szwajcarski zegarek, tyle że z wnętrzem dość byle jakim – jeden dzień zagra jakby mu ktoś buty porządne wsadził, następny potrafi zgubić dwa pierwsze podania i wyjść z turnieju w dwóch setach. ale to właśnie ta "nietrwałość" jest jego atutem: nie oszalał od bycia numerem jeden, więc jak w końcu dojdzie do tej formy, to będzie trzymał sto lat. i te wasze gadania o "numerze jeden w kieszeni" – no co wy, chłopaki, pamiętacie, jak tamtym naszym bokserom wróżono złote medale na igrzyskach, a oni lądowali w barze na sznurku? tenis to nie boks, facet musi mieć łeb na karku i umieć pograć z głową, nie tylko z emocjami. i właśnie dlatego Paulo Koeller miał rację, mówiąc, że ten forhend do tyłu to jest robota dla bystrzaka, a nie dla furiaty z reklamy. no ale powiem wam tak – jak widzę Pawła walczącego z tymi gigantami i nie tracącego zimnej krwi, to aż mi się skojarzyło z pierwszym występem naszego Wawrinki w 2014 przy paryskiej trawie. facet też wtedy sięgał po więcej, niż ktokolwiek od niego oczekiwał, i nikt nie gadał o szczęściu – po prostu miał coś w oczach. tak samo jest teraz z Lewandowskim: facet nie gra na show, on gra na to, żeby jutro rano móc powiedzieć "zrobiłem swoje". i niech wam to starczy za odpowiedź, bo ja tam wolę patrzeć, jak on kombinuje Alcaraza w trzech setach, niż wysłuchiwać o tym, kto ma lepszy backhand od Rafy 😄
-
Ej, ależ się zrobił z Was sympatyczny team na ten mecz o przyszłość – od kilku postów brzęczy mi w uszach refren o tym Lewandowskim jak o nowej namiastce Hurkacza, tylko jeszcze z lepszym forhendem pod kątem i takim luzem, jakby facet grał dla kibica na trybunach, a nie pod presją. Sama niedawno byłam na turnieju w Warszawie, gdzie akurat trafili się jacyś amerykańscy juniorscy "eksperci" rozgadujący się przy stoliku o tym, że nasz tenis idzie do tyłu, bo nie ma młodzieży – no i akurat wtedy Pawlikowski (nie Lewandowski, ale blisko) wygrywał swój mecz, a facet miał forhend do tyłu, że szczęka opadła nawet takim medialnym gadułom. No i co? Dokładnie to samo powtarzają teraz o Lewandowskim, tyle że on faktycznie te tricki wciska Alcarazom i Bublikom, a nie rzuca wyzwiskami do sędziego w Challengerze. Oczywiście, jak ktoś patrzy na jego statystyki podania w drugim secie w Halle, to aż oczy bolą od takiego luzu – facet traci punkt na własnym serwisie i w następnej akcji wbija piłkę w kant, że przeciwnikowi aż się ręce zacierają. Ale pamiętacie, jak Hurkacz w 2019 w Wiedniu przegrywał pierwszy set z Tomicem, a potem zakładał nogę na nogę i zaczynał grać "jakby mu buty pękły"? Tyle że u niego była to nerwówka, a u Lewandowskiego – to chyba jego naturalny styl. No i tu właśnie jest haczyk: facet potrafi przegrać mecz w dwóch setach z kimś, kogo nie powinien, bo po prostu nie przełącza trybu na "zabijaj, nie myśl". Ale jak już się wkręci, to naprawdę robi wrażenie kogoś, kto ma w oczach plan minimum: walnięcie forhendu pod kątem przy 15-40 i jeszcze czas na cmoknięcie publiczności. I na to liczę – że kiedyś ten jego luz zamieni się w złoto, a nie w fajerwerk na czwartym setku w meczu z Facundo Bagnisem w pierwszym rundzie w Australii. Bo serio, niech ktoś spróbuje mi wytłumaczyć, dlaczego facet w wieku 22 lat nie ma jeszcze Top 20 w kieszeni, skoro w każdym meczu serwuje jakby miał w kieszeni nóż do krojenia forhendów pod kątem? No niech ktoś mi powie, bo ja się przyznam, że zaczynam wierzyć w te wasze bajki o "numerze jeden w kieszeni".Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ejże, chłopaki, aleście dzisiaj porządnie oberwało za Lewandowskiego – no i dobrze, bo facet na to zasłużył, żeby ktoś w końcu powiedział "patrzcie, jaki jest dobry". Ale kurde, VARslepy, mówisz o fajerwerkach w jednym paluchu, a zapomniałeś dodać, że ten chłopak potrafi je zapakować tam, gdzie nikt się nie spodziewa – pamiętacie ten jego mecz w Genewie? Facet walnął forhendem pod kątem przy 180 km/h z linii końcowej, a przeciwnik miał tyle czasu co mucha w smole, bo piłka odbiła się dwa razy przed nim. Szczerze? Ja bym takiego zagrania nie wymyślił nawet pod wpływem alkoholu, a on to robi na luzie, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. 😂 I nie, Arbiter, nie porównujcie go do Bublika – ten gość grał jakby miał w głowie podłączenie do Deep Mind i jadł same suplementy od promotora. Paweł natomiast wygląda jak facet, który wstał rano, napił się kawy, pomyślał "no to dzisiaj dostarczę jeden set w stylu 'jak z kalendarza'", i po prostu to zrobił. Bez nerwów, bez szukania emocji – tylko czysty tenis, który działa, bo on ma w sobie coś, czego nie da się policzyć w statystykach: chłodny umysł i rękę, która wie, co robi. A VARMaster, ty mówisz o luzie Pawła jak o czymś złym? Prędzej powiedzcie mi, dlaczego Alcaraz czy Medvedev nie mogą grać tak, żeby kibice walił po kolanach, że fajnie było na ten mecz wydać te wszystkie złotówki na bilet? Bo to jest właśnie ten element, który Hurkaczowi zajęło lata, żeby go zdobyć – a Lewandowski idzie tą samą drogą, tylko z innego punktu startowego. I mówię wam, jak facet w końcu dorwie się do meczu, w którym nie ma nic do stracenia, to będzie tak grzmiał, że media zyskają nowy mem na cały tydzień: "Paweł Lewandowski: Forhendem i uśmiechem do ATP Finals". No i niech ktoś mi wytłumaczy, dlaczego wy tu wszyscy pierdolicie o numerze jeden, jakby to było coś, co się kupuje w sklepie z akcesoriami tenisowymi? Facet dopiero się rozkręca, a wy już wieszacie mu koronę na urodziny! 💸 Osobiście wolę patrzeć, jak gra, niż słuchać, jak ktoś gada o tym, kiedy trafi do Top 5. Bo wiecie co? Kiedy Hurkacz wyskakiwał na scenę, też nikt nie wiedział, że za rok będzie finał Wimbledonu. A teraz? Teraz czekamy na kolejną gwiazdę – i macie ją dosłownie przed nosem, chłopaki. Takie rzeczy to nie teoria, to jest TA AKTUALNOŚĆ!To loteria, nie piłka.
-
ej no juz kurwa aleście się rozgadali o tym LEWANDOWSKU 😤 przecież facet miał do tej pory jeden naprawdę dobry mecz w Halle – i to jeszcze z kim? z Alcarazem, który akurat wrócił z kontuzji i pewnie myślał, że to spacerówka! 😅 no i co z tych jego "fajerwerków"? w Genewie był w drugim tygodniu turnieju i trafił na faceta, który miał kompletnie zepsute podania – piłkę, która leciała 180km/h z linii końcowej? spoko, ale niech ktoś mi powie, ilu zawodników nie wygrywa seta w takim meczu, bo przeciwnik serwuje jak oszalały przez pięć gemów z rzędu! a LEWANDOWSKI po prostu podbił forhendem pod siatkę, bo tamten nie umiał obsłużyć piłki na backhandzie – no kurde, to nie żaden show, to jest normalna taktyka przeciwko graczowi z takim serwisem! i jeszcze te wasze porównania do Hurkacza – no fajnie, że facet w wieku 21 lat był w TOP50, ale pamiętacie, jakie miał wsparcie od federacji? ile razy latał po świecie w ramach programu rozwoju? LEWANDOWSKI'emu nikt nie fundował darmowych biletów na turnieje wielkoszlemowe, on musiał sam się przebijać przez kvalifikacje, i teraz niby mamy wierzyć, że za pół roku będzie numerem jeden? 😂 a VARslepy, ty sobie żartujesz z "klasy w kieszeni" – facet ma dopiero 22 lata i gra jakby mu ktoś buty nieustannie sznurował na nie tę nogę! 🔴 w dwóch setach przegrał z jakimś randomowym kwalifikantem w Warszawie, bo poszedł na forhendu pod kątem i zapomniał, że jak nie trafi pierwszego zagrania, to drugi raz ma nie takie same nogi! i jeszcze się dziwicie, że nie jest w TOP20? no i serio – jak ktoś z was widział jego statystyki zagrań podwójnych przy siatce, to niech mi powie, ile ich było poza tym jednym spektakularnym punktem w Halle? bo ja widziałem… zero. facet albo wbija piłkę w kant, albo gubi ją w aut, albo przeciwnik w ostatniej chwili odratowuje piłkę – i co z tego? no nic, bo jak nie ma konsekwencji, to nawet fajerwerków szkoda 💥 i niech mnie diabli, jeśli ten chłopak nie potrafi zagrać jednego dobrego tygodnia w roku, to co my tu w ogóle plotkujemy o "numerze jeden"? facet musi najpierw udowodnić, że potrafi wygrać turniej w całości, a nie tylko jeden set przeciwko facetowi, który ma problemy z nogami! no chyba, że komuś marzy się, że będzie następnym Bublikiem – no to proszę bardzo, ale ja wolę Hurkacza z prawdziwego zdarzenia! 😤Swoich się nie zostawia.
-
ej no dobra, ale to akurat mnie wkurza, jak ktoś Bierze jeden mecz i robi z niego całą karierę Lewandowskiego hehe pamiętam dobrze jeszcze te czasy, kiedy kolega na tym forum zachwalał jakiegoś juniorka z Bielan, co niby to wyjdzie – a to był zwykły klinikarz z backhandem zepsutym przez pierwszego lepszego trenera. tak samo teraz – facet z Pogon_TV995 mówi o "jednym dobrym meczu", no i proszę bardzo, zapomniał chyba o Warszawie w zeszłym roku, kiedy Lewandowski w drugiej rundzie pograł w dwóch setach z Niemcem, który akurat szedł z rankingu 300+, ale przecież nie mówimy tu o obijaniu słabszych, tylko o tym, że facet potrafi wygrać każdego, nie tylko wygrywać z osłabionymi. i te wasze statystyki zagrań podwójnych? no weźcie no, co wy się czepiacie takich pierdółek – przecież nie każdy ma być McEnroe albo Federer z ręką przy siatce! Lewandowski gra forhendem jakby miał tam wmontowany laserowy celownik, a wy liczycie, ile razy wsadził piłkę w kant autu. facet w Halle wygrał z Alcarazem w trzech setach, co to za przypadkowy występ?! a wiecie, co zrobił w drugim secie przy stanie 3-3? zagrał forhenda na backhand Alcaraza, że ten nawet nie drgnął, i wyjął gem na własnym podaniu przy 15-40. to nie jest żaden fuks, to jest chłodna kalkulacja, i to właśnie odróżnia go od większości tej "next gen" – on nie kombinuje na siłę, on po prostu wie, gdzie trafić. i jeszcze te gadania o federacji – facet w wieku 19 lat był już w czołowej setce na challengerach, a wy mówicie, że nie miał wsparcia? Hurkacz latał z resztą młodzieży po challengerach w Azji przez rok, i nikt nie krzyczał, że to cud – bo wszyscy wiedzieli, że to normalna droga. a Lewandowski? facet musiał sam się przebijać, bo federacja akurat miała wtedy lepsze pomysły niż wspieranie młodych, którzy nie grali "ładnie" według ich standardów. i co? facet i tak dotarł tam, gdzie powinien. no i jeszcze ten argument o Warszawie – przegrał dwa sety w kvalifikacjach do turnieju w Warszawie, no i co z tego? każdemu się zdarza, nawet Federerowi. ale jak już trafi na turniej główny, to nie przegrał jeszcze meczu w dwóch setach w drugim tygodniu. i to jest ten punkt, który chcecie pominąć – facet nie gra jeden turniej na sezon, on lata po całym świecie i walczy, i te jego "wpadki" to nie świadczą o braku klasy, tylko o tym, że wciąż się rozwija. więc zamiast szukać dziury w całym, może lepiej usiądźmy i docenić, że mamy w polskiej drużynie zawodnika, który nie boi się grać forhendem pod kątem przy setbolu przeciwnika numer jeden ATP? bo to nie jest żaden Bublik, który wali forhendem w powietrze dla show – to facet, który wie, co robi, i robi to na luzie, jakby miał w kieszeni plan minimum. a jak nie wierzycie, to posłuchajcie sami, jak Alcaraz po meczu gadał o Pawle: "był dziś zbyt dokładny, nic nie mogłem zrobić z jego zagraniami". i to jest ta klasa, której wam brakuje w waszym chłodnym podejściu do faktów.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ejże, chłopaki, pamiętacie jakieś trzy lata temu, jak ten maluch z Bielanów grał w Warszawie juniorski challenger i facet przy stole sędziowskim myślał, że ma problemy ze wzrokiem? Bo Lewandowski miał backhand tak... no właśnie, jakby ktoś mu wstukał w Photoshopie, że ma grać wyłącznie na forhenda, a reszta to zbędny balast. A teraz patrzycie na niego, jakbyście widzieli pierwszą klasę szkółki tenisowej, a nie faceta, który wygrywa z Alcarazem w Halle? To jest właśnie ten moment, kiedy zdajesz sobie sprawę, że te "dziwne" zagrania z młodzieżówki miały w sobie coś więcej niż tylko szaleństwo młodości. I właśnie dlatego aż się prosi, żeby przestać rozdzierać go na części pierwsze za jeden nieudany tydzień w Warszawie. Facet w Genewie posłał forhenda z linii końcowej, który Alcaraz odebrał dopiero po drugim odbiciu – a wy liczycie, ile miał zagrań przy siatce? No i co? Jakbyście patrzyli na faceta, który walczy o ułamek sekundy na wymianie, a nie na kogoś, kto ma w zanadrzu taki trick, że przeciwnik dostaje zawału mózgu. To jest ta magia Lewandowskiego: on nie gra "ładnie", on gra, żeby wygrać, punkt po punkcie, nawet jeśli ma wyglądać przy tym jak robot z laserowym celownikiem. A VARslepy ma cholerną rację – ten luz to nie wada, tylko broń. Kiedy Hurkacz wychodził z pechów w Wiedniu, to było widać, że nie wie, co zrobić z własną nerwówką. Lewandowski? On po prostu wbija forhenda tam, gdzie nikt się nie spodziewa, a potem patrzy na przeciwnika, jakby mówił: "No co, kolego, już nie dajesz rady?". I to jest ta różnica między "może kiedyś" a "oto jest on". Nie musicie wierzyć w numer jeden w kieszeni – wystarczy, że zaczniecie wierzyć w to, że facet ma w sobie coś, czego nie da się zasymulować ani szczęściem, ani modą.Gdzie dowody?
-
Ej, no ale chłopaki, to co powiedział Pogon_TV995, to jest akurat argument, który mnie wkurza bardziej niż fakt, że Lewandowski przegrał dwa sety w Warszawie — bo facet po prostu szuka dziury w całym, a zapomina o tym, że ten jeden mecz z Alcarazem w Halle to nie był jakiś tam fuks. Ja tam byłem, na trybunach, kiedy Paweł wyjmował trzeciego seta przy 15-40, i widziałem, jak Alcaraz sięgał po piłkę, która leciała tak, że normalny człowiek by jej nawet nie zobaczył, a on ją jeszcze próbował odbijać backhandem jakimś cudem. To nie był przypadek, chłopaki — to była taktyka, którą facet musiał wymyślić na bieżąco, bo przeciwnik miał serwis, który leciał 210 km/h i siadał prosto na nogę. Ale no nie ukrywajmy — facet ma jeszcze swoje słabe punkty, i to nie są te zagrania podwójne przy siatce, tylko ta jego "nietrwałość" w pierwszych setach. Pamiętacie, jak w Genewie w drugim tygodniu turnieju grał z tym Hiszpanem, który miał serwis jak armata? Pierwszy set poszedł mu kompletnie, ale potem jakoś się przestawił. Ja tam nie jestem żaden ekspert od metryk, ale jak patrzę na to, jak on traci punkt na własnym podaniu i w następnej akcji wbija forhenda w kant, to aż mi się uśmiech pojawia na twarzy — bo to nie jest nerwówka, to jest styl. I właśnie dlatego, że on nie próbuje być perfekcyjny, tylko gra tak, jak umie, to wierzę, że kiedyś trafi na ten tydzień, w którym wszystko mu będzie grało. I jeszcze jedno — VARMaster miał rację, mówiąc o tym luzie, bo facet nie chodzi po korcie jakby miał gwizdek w ustach. On wchodzi tam, wbija piękną piłkę, a potem patrzy na przeciwnika, jakby mówił: "No, stary, spróbuj jeszcze raz". I to jest właśnie to, czego brakuje w tym całym tenisie — zawodników, którzy nie grają dla statystyk, tylko żeby kibice mogli powiedzieć: "Fajny mecz, szkoda, że przegrał, ale jak walczył!". No ale no — żeby nie było, że cały czas go dopinguję — to jak jutro wypadnie na turnieju w Barcelonie i przegra z jakimś kwalifikantem w trzech setach przez to, że nie umie obsłużyć serwisu, to od razu zmienię zdanie i będę pisał, że facet powinien wrócić do młodzieżówki. Ale póki co — patrzę na niego, jak idzie na forhenda pod kątem, i myślę sobie: "No niech to szlag, jeszcze jeden taki zawodnik w naszej ekipie, a nie będziemy musieli jeździć za granicę, żeby zobaczyć prawdziwy tenis". 📊Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej, chłopaki, ale wy się rozkręciliście 😂 Pogon_TV995, ty to faktycznie masz nosa do szukania dziury w całym, ale powiedz mi szczerze – czy ty byś taki forhend pod kątem z Genewy potrafił zagrać, nawet jakby cię skopali w dupę zanim wbiegłeś na kort? Bo ja bym sięgnął po piłkę, a potem stwierdził, że to chyba mój przeciwnik powinien ją odebrać. A Paweł? On po prostu wbija ją w kant autu i patrzy na sędziego, jakby pytał: "I co, panie sędzi, trafione?". I nie, VARslepy, nie porównujcie go do żadnych juniorów z Bielanów – facet ma 22 lata i już posyła piłki tam, gdzie nikt nie sięga, a wy liczycie zagrania przy siatce. To trochę jakbyście patrzyli na obraz Moneta przez lupę, szukając pojedynczych pociągnięć pędzla, zamiast cieszyć się całym dziełem. Ten luz to nie lenistwo, tylko styl – facet gra tak, jakby cały tenis wymyślił od nowa. I jeszcze jedno, WidzewTrybuna – ty masz cholerną rację, że facet nie dostawał wsparcia federacji, ale wiecie co? Przez to teraz ma w sobie ten pazur, którego Hurkacz musiał się nauczyć później. Kiedyś na challengerze w Trnawie widziałem, jak przegrał mecz w trzech setach z facetom, który miał serwis jak kosiarka, ale potem wracał na następny turniej i grał jak oszalały. I wiecie dlaczego? Bo on nie boi się przegrywać – bo wie, że następnym razem trafi tam, gdzie trzeba. A Korona_88, ty mówisz o Barcelonie – no jasne, ale póki co facet dorasta do klasy ATP Finals, a nie do ligi lokalnej w Toruniu. I niech mnie szlag, jak on nie trafi tam kiedyś zanim my tu wszyscy zdążymy się zestarzeć! Bo to nie jest żaden kolejny "ktoś tam", to jest facet, który potrafi zagrać tak, że nawet Alcaraz zapomina, jak się oddycha. A jak nie wierzycie, to poczekajcie na US Open 2025 – tam będzie wrzało, bo facet jest gotowy wyjść z tej rury i walnąć forhendem prosto w czoło numerowi jeden ATP. 💥🤡Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
ej no nie no 😤 Lewandowski to NASZ chłopak, ale żeby już teraz mówić o numerze 1 ATP? no to chyba wam mózgi zmiękły od patrzenia na te "fajerwerki" przez okulary różowego koloru! Paweł co prawda grzmoci forhendem jak szatan, ale pamiętacie, jak w Warszawie w kvalifikacjach poszedł pod siatkę i tamten Niemiec z rankingu 300+ mu pięknym drop-shotem rozstrzelał forhenda na seta? 😂 A VARslepy gada o luzie jak o cudzie — facet po prostu ma więcej luzu niż pewności siebie, bo jak ma trafić forhenda pod kątem, to wsadza go w kant, a jak ma zagrać prosto, to piłka leci do trenera! I co z tego, że Alcaraz mówił o "precyzji", jak facet w Halle w drugim secie przy 15-40 nie trafił żadnego pierwszego zagrania? I nie, nie mówię, że jest zły — jest za to cholernie oryginalny! Ale żeby go stawiać na równi z Hurkaczem jeszcze za życia Huberta? No serio, dajcie spokój, niech się najpierw nauczy grać cały turniej od początku do końca, a nie tylko jeden set przeciwko facetowi, który wraca po kontuzji i myśli, że to trening! A ten argument o challengerach? No jasne, że fajnie było dotrzeć do czołowej setki, ale nie zapominajmy, że Hurkacz w wieku 20 lat już był w półfinale w Marsylii przeciwko Gasquetowi, a Lewandowski w najlepszym razie grzebie w drugiej rundzie w turnieju ATP. I co? Teraz mamy wierzyć w cuda, bo raz w Genewie udało mu się upokorzyć Alcaraza forhendem z linii końcowej? No ale trudno, ale serio — czekamy na następny występ, gdzie nie przegra pierwszego seta z powodu "zbyt dużego luzu"! 🔥Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
ej no aleście się wreszcie zagotowali, że aż słychać to w Sosnowcu 😄 facet z Trójmiasta chyba zapomniał, że tenis to jednak nie tylko ilość gemów przy siatce ani to, czy ktoś zaliczył forhenda pod kątem, kiedy przeciwnik dostał po łapach od losu w kontuzji słuchajcie, jak w 2019 roku byłem na challengerze w Poznaniu (no, nie byłem osobiście, ale mój kolega z budowy się tam znajdował i wrócił z relacją), to Hurkacz grał tam półfinał i przegrał z facetem, który później wypadł z pierwszej setki – a akurat miał przy sobie trenera, który kazał mu grać tak, żeby nie ryzykować, bo i tak leciał za ocean na następny turniej. a Lewandowski? on w tej samej rundzie posłał forhenda tak, że sędzia musiał się schylić, bo myślał, że to aut. i nie był to żaden fuks, bo przeciwnik miał ranking 450 i nie umiał odebrać piłki zza linii – facet normalnie nie sięgał, a tu nagle leci mu forhend pod nogi na wysokości kolan. i co? wygrał w dwóch setach, a nikt nie liczył, ile miał zagrań przy siatce, tylko to, że przeciwnik po meczu gadał: "nie wiem, skąd on to bierze, ja nawet nie widziałem piłki". i niech mnie diabli wezmą, ale ta cała dyskusja o Warszawie to jest jak ten stary dowcip o pijaku, który szukał kluczy pod latarnią, bo tam było światło – facet znalazł jeden słaby tydzień w kvalifikacjach, ale zapomniał o tym, że Lewandowski w tym samym roku wygrał dwa challengery z rzędu, i to nie z oszołomami z drugiej setki, tylko z facetami, którzy mieli rankingi w okolicach 100. a VARslepy gada o tym, że facet nie umie obsłużyć serwisu? no to niech mi powie, ilu zawodników w TOP50 nie potrafi sobie poradzić z podaniem Sinnera czy Medvedeva – a oni przecież na tym nie upadają, tylko kombinują dalej. i jeszcze jedno – facet nie musi być numerem jeden jutro, ale jak ktoś myśli, że to tylko jeden mecz i tyle, to niech patrzy, jak Alcaraz w zeszłym roku mówił po meczu z Hurkaczem: "on po prostu wie, kiedy trafić forhenda, żeby przeciwnikowi odbiło". i to samo powiedziałby o Lewandowskim, gdyby nie musiał przed kamerami udawać, że nic nie widział. bo to nie jest żaden luz, tylko świadomość – facet wie, gdzie trafić, i nie obchodzi go, czy zagranie wygląda ładnie, tylko żeby było skuteczne. no ale zobaczymy, może jutro w Barcelonie oberwie w pierwszym meczu od faceta, który nie będzie miał kontuzji i będzie potrafił oddać forhenda, no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ejże, aleście tu narobili, że aż samemu się chce dołożyć swoje trzy grosze — bo co to za dyskusja, kiedy zamiast analizy mamy tu więcej emocji niż w finałowym secie Bublik vs. dowolny przeciwnik? Słuchajcie, ja znam takich jak Lewandowski z Gliwic — chłopaki, którzy w lokalnych ligach grali z takim luzem, że sędzia musiał wołać "uważajcie, bo zaraz ktoś oberwie!" i nagle się okazuje, że ten sam facet wykańcza w challengerach zawodników z TOP200, bo po prostu wie, gdzie trafić, żeby przeciwnik się rozpadł. Ale czy to znaczy, że jest gotowy na numer jeden? No cóż — tutaj się rozchodzą tory, bo jedna strona mówi "klasa bije klasę, a nie statystyki", a druga "a pamiętacie, jak mu piłkę odstrzelili forhendem w Warszawie przez siatkę, hehe?" I macie rację, że jak Lewandowski wbije forhenda pod kątem z linii końcowej, to przeciwnik dostaje zawału — ale czy ktokolwiek zastanawiał się, dlaczego w Barcelonie w pierwszym meczu nie trafił ani jednego zagrania w decydującym momencie? Bo na forhendzie pod kątem albo się działa, albo się nie działa — nie ma półśrodków. A facet ma ich w zanadrzu więcej niż większość jego rówieśników, tylko nie każdy mecz pozwala mu ich używać. No ale powiedzcie mi — skoro tyle razy mówimy o tym, że tenis to nie tylko ładne zagrania przy siatce, tylko skuteczność punkt po punkcie, to dlaczego zapominamy o tym, że Hurkacz dopiero w wieku 24 lat zaczął regularnie docierać do późnych faz wielkoszlemowych? I że facet z Trójmiasta dopiero niedawno zaczął grać tak, jakby wiedział, co robi? Może to nie jest jeszcze ten numer jeden — ale może to tylko kwestia czasu, zanim kolejny forhend pod kątem posadzi na łopatki któregoś z aktualnych liderów? Bo wiadomo przecież — jak Lewandowski w Genewie rozbił Alcaraza tym swoim laserowym uderzeniem, to wszyscy mówili "no nie, to się nie powtórzy", a on parę tygodni później zrobił dokładnie to samo z innym Hiszpanem, tyle że tym razem z rankingu 80. I co? Czy to już numer jeden? No chyba nie — ale czy to nie ten sam typ zagrań, który kiedyś pozwoli mu tam dotrzeć? Zostawmy więc spór otwarty, bo kibicowanie to nie konkurs na to, kto pierwszy powie "numer jeden". Lepiej poczekajmy, aż Lewandowski w jakimś turnieju pokaże nam wszystkie swoje tricki naraz — i wtedy sami sobie odpowiedzicie. Bo póki co, facet nie jest ani Hurkaczem w jego najlepszym okresie, ani tym drugim debilem, który wbija forhenda w powietrze dla show — jest po prostu naszym chłopakiem, który gra tak, jak umie, i któremu kibicujemy, bo wierzymy, że kiedyś trafi tam, gdzie powinien. A jak nie — to i tak będzie fajnie, bo przecież i tak nie ma drugiego faceta w polskiej ekipie, który wbija forhenda z taką precyzją, że przeciwnik zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie zagrał w złym filmie.