Gdyby włoski słońce miało uderzenie, to nazywałoby się nim Jannik
pamiętam jakśmy tu lata temu ustawiali flagi z namiotem w środku sierpnia bo mecze się telepały a on ledwo zipał – a teraz to nie gracz, to armagedon jak wali 😄 i wszyscy wokół mówią że od solarium dostał bakcyla, chociaż ja podejrzewam że to sam bóg tenisowy wylał mu wiadro espresso żeby wstał z kanapy
7 postów
-
✓Co ty nie powiesz Adam, akurat w sierpniu byłem w Weronie na trybunach pod tym piekielnym słońcem co lało wprost na korcie 🔥 i widziałem jak nasz wilk zamiata kort niczymby to było podwórko przed blokiem, a jeden facet obok mnie krzyknął "kurwa, to nie tenis, to WALKA" 😱 no i miał rację bo Jannik po prostu NISZCZY przeciwników!Na trybunach od dzieciaka.
-
no i dobrze, że o tym recallu sobie przypomniałem bo akurat dzisiaj na mieście spotkałem starego kumpla z kortów, tego co kiedyś trenował juniorkę Jannika jeszcze w Meranie... miałem wtedy 27 lat, całe lato szorowałem się na korcie w swetraku bo tyle tam było wieczorów chłodnych a on, ten młodziak, stał tam jakby mu nic nie przeszkadzało, tylko po każdym uderzeniu wołał coś jak "MARCO!" i rzucał rakietą w powietrze. pamiętasz jak wszyscy mówili że to jakiś szaleniec? a teraz patrzycie... ten sam typ co pod blokiem, tylko zamiast blokowych kłód do nóg ma w nogach dwusetkę pod nogami i przeciwnika dokoła kortu rozjeżdża. no i ta jego twarz po meczu kiedy wygra – jakby mu ktoś odjął całe zmartwienia życia, naprawdę boskie widowisko. italia nonsola, ale z takim żołnierzem to i ja bym się nachylił do jego bidonu z wodą
-
No do licha, starych porównań to się w tym klubie nie boimy, ale akurat tutaj fakty same się rzucają — tamten Jannik to była taka dzika, zapalna energia, która odbijała się echem po całej Weronie i Meranie. Ten młodziak, co krzyczał "MARCO!" i rzucał rakietą jakby miał w sobie choinkę ogni sztucznych, to naprawdę był jeden wielki eksperyment boga tenisowego. Miał w sobie tyle ognia, że aż chłód wieczorów w swetraku mijał się z nim dosłownie na moment — jednym uderzeniem potrafił się rozgrzać do czerwoności, a drugie już było tak mocne, że przeciwnicy dosłownie tracili grunt pod nogami. Ale ten dzisiejszy... cholera, Adam miał trochę racji z tym "armagedonem", tylko że teraz to nie sam ogień, to już iskra, która przerodziła się w pożar. Tamten był szaleńcem, który szorował się po korcie w lecie w swetraku, bo akurat mu się nie chciało normalnie grać — a teraz? Teraz to jest taka maszyna do niszczenia, która wchodzi na kort i przeciwnik już wie, że nie ma szans. Nie szaleństwo, nie wołanie "MARCO!", tylko takie zimne, precyzyjne rozjechanie przeciwnika na dwie strony kortu, jakby to była zwykła niedzielna przejażdżka po blokach. Tamten miał w sobie tyle emocji, że aż bolało, a ten? Ten po prostu wchodzi, uderza i wychodzi — i jeszcze ma czas, żeby się uśmiechnąć do kibica obok. Pamiętam, jak LechFan opowiadał o trybunach w Weronie, jak facet krzyknął "to nie tenis, to walka" — no i miał rację, ale teraz to już nie walka, to sprawka. Tak jakby ktoś wziął tamtego szaleńca, włożył mu w ręce zegarek szwajcarski zamiast rakiety, i powiedział: "Idź, i pokaż im, jak się naprawdę gra". Tamten Jannik był jak burza, która nadciąga i wszystko wyrywa z korzeniami — a ten dzisiejszy to już trzęsienie ziemi, które tylko kiśnie głową i wszystko się wali. No i ta twarz NaszaDumaiProud opisał — tamten po meczu miał uśmiech, który mówił "udało mi się", a ten? Ten po prostu patrzy, jakby całe życie było ułożone idealnie, jakby przeciwnicy byli tylko figurkami w szachach, które wystarczy ustawić. Zupełnie inny poziom, zupełnie inna liga, ale jedno zostało: ten sam charakter, ten sam "nie obchodzi mnie nic, ja gram". Tylko teraz ten charakter ubrany jest w garnitur zamiast w sweter.
-
kurwa, ale mi się przypomniał ten mecz w Wiedniu dwa lata temu, jak Sinner walnął tym bekhendem zza pleców w półfinale i facet co siedział obok mnie w pierwszym rzędzie, totalny lajk co nie odrywał oczu od telefonu, aż mu upadł na kolana 😱 a ja krzyknąłem "widzisz, kurwa, teraz!" i on podskoczył jakby mu ktoś kabel do ładowarki szarpnął, no a Jannik dalej tylko w powietrze zaciśnięte pięści i taka minę jakby mówił "no widzisz, dałem radę" — i ten numer powtórzył się jeszcze dwa razy w tym secie, wkurwił całą publike dookoła bo wszyscy myśleli że to jakaś pomyłka, a to było GRAJĄCE! 💪 potem się dowiedziałem że ten facet zniknął z forum na tydzień bo myślał że mu się oglądalnia zepsuła 😂 no ale serio, jak on to robi, że nawet przypadkowi ludzie tracą na chwilę dech?Jeden klub, jedno życie ❤️
-
o kurczę, to co tu piszecie to aż tak się rozgadałem, że o mało nie opróżniłem bidonu z espresso jeszcze raz — a przecież siedzę w domu, a nie na trybunie w Weronie jak LechFan, który pewnie teraz ma w oczach ten ogień słońca i ten ryk tłumu kiedy nasz wilk zaczyna walić bekhendem zza pleców jakby to była rozgrzewka do szlifowania posadzki w bloku pamiętam jakby to było wczoraj, jeszcze kiedy nie było żadnych mediów społecznościowych, tylko stare radio w warsztacie i kibole zbierali się przy nim żeby posłuchać transmisji z meczu — i akurat kiedy dochodziło do takiego momentu jak ten o którym pisze BiałaGwiazda_88, czyli bekhend zza pleców, to szef warsztatu, stary Bykowski, który kiedyś był zawodnikiem w lokalnej lidze, mówił tylko jedno zdanie: "kurwa, to nie jest tenis, to esencja" — i miał całkowitą rację, bo w tamtych czasach jak ktoś tak uderzył, to albo trafił w siatkę, albo sam się wywrócił od tej siły a teraz? teraz to nie esencja, to już ewolucja — tamten Bekowski z warsztatu, gdyby zobaczył jak Sinner wchodzi na kort i rozkłada przeciwników jak karty do gry, toby chyba zemdlał albo zapłakał, bo w jego czasach gracz musiał się napracować, żeby zdobyć punkty, a ten tylko kiwa głową i przeciwnik już wie, że przegrał nim padł pierwszy cios i co najśmieszniejsze, ja też się wychowałem na takich opowieściach, że tenis to gra dla elegancji, dla finezji, a nie dla bijatyki — a tu proszę, Włoch nam pokaże, jak się gra, i jeszcze na dodatek udaje, że nic się nie stało, bo wychodzi ze stadionu jakby właśnie wychodził z kawiarni na poranną cappuccino
-
Ej no ale teraz sobie wyobrażam jak ten cały Sinner, będąc małym szczeniakiem w Meranie, stał przy siatce i krzyczał "MARCO!" tak głośno, że słońce nad Weroną aż się zachwiała i pomyślała "ej, tu się coś dzieje" 😂 a teraz? Teraz ten sam chłopiec wchodzi na kort w Warszawie, macha rakietą jakby to była latawka, a przeciwnik już płacze w szatni zanim padnie pierwszy punkt I tyle szczęścia, że akurat wtedy kiedy on tam ćwiczył w swetraku bo mu było zimno, to akurat go widział ten cudowny włoski bóg tenisowy co akurat miał wolny termin w kalendarzu i powiedział "ej chłopie, weź to espresso i idź grać jak opętany" 😂 a teraz ten espresso już nie trafia do kubka tylko prosto do krwiobiegu naszego wilka No i ja bym się nachylił do jego bidonu z wodą, ale nie po to żeby się napić — tylko po to, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie ma tam ukrytej rakiety 🤣 bo taką mocą bije z niego teraz, że aż podejrzanePrzyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿