Gdy 'Tommy Paul' bijał w US Open, że świat oszalał, a myśmy byli tam nie fizycznie, lecz sercem!
a to bym musiał wyciągnąć starego dobrego tomix’a z szafy, co leżał tam od czasu, kiedy wreszcie wyskoczył nam w ćwierćfinale w Indian Wells w 2017 – wiesz, jeszcze ten pamiętny mecz z kwalifikantem, którego nikt nie znał poza nami, a który potem grał jak naprawdę zagrzany diabeł? ja akurat siedziałem wtedy w kibicowskiej ławce z termosem kawy, który mi babcia zapakowała „na rozgrzewkę”, bo było tak zimno, że klawiatura komputera kleiła się do palców. no i nagle ten gość – tommy – zaczyna wyrabiać cuda, a ja myślałem, że serio walnęliśmy się w telewizor za dużo piwa, bo przecież na papierze to była strata bezapelacyjna.
a potem, jak już wróciłem do domu i oglądałem powtórki, to zrozumiałem, że coś się w nim gotowało przez te lata – nie był jakiś tam szczęściarz, tylko chłopak z prawdziwą klasą, która kiełkuje powoli, jak te stare drzewa w krakowskim Parku Jordana. pamiętam, jak później, kiedy już zaczął regularnie wychodzić w topce, ktoś na forum rzucił „no widzicie, w końcu ten ameros się obudził”, ale ja od razu napomniałem, że to nie żaden przypadkowy obudzenia się, tylko solidna robota, którą widać było już na korcie, tylko nikt nie chciał jej dostrzec przez te wszystkie „potencjał, potencjał, a zero efektów”.
i teraz, kiedy patrzę na te 77 minut w finale, to myślę sobie: no nareszcie! tyle lat trzymaliśmy kciuki, tyle razy komentowaliśmy jego mecze między sobą, że prawie zaczęliśmy uważać, że to już nasz dobry duch korowych turniejów. w końcu świat zobaczył, co my widzieliśmy od zawsze – że to nie jest jakiś tam kolejny Amerykanin zaserwowany na ekranach, tylko gracz, który naprawdę umie grać, i jeszcze potrafi przetrwać najgorsze chwile bez zjeżdżania psychicznie.
wstyd przyznać, ale kilka tygodni temu przeglądałem stare notatki z foruma i znalazłem wpis z 2019, gdzie ktoś napisał „tommy kiedyś wygra wielki turniej, ale będzie musiał najpierw zejść do piekła z tym swoim backhandem”. i wiecie co? miał rację w połowie – piekło przeszedł, ale ten backhand… no cóż, chłopaki z naszego forum twierdzą, że to teraz jego największa broń, choć wcześniej kląłem pod nosem, kiedy padało „znowu mu ten bek nie wyszedł”.
a teraz, kiedy widzę te jego marszczenie czoła podczas punktów, te uderzenia, które nie są już przypadkowe, tylko celne jak strzał snajpera, to aż chce się krzyknąć: no nareszcie, kochani, nareszcie! i niech mnie diabli wezmą, jeśli to nie jest najlepsza rekompensata za te wszystkie lata kibicowania, kiedy ludzie śmiali się z naszych postów na forum. teraz to oni pytają „co tam u waszych amerykańskich cwaniaków?”, a my tylko uśmiechamy się pod nosem i mówimy: „nie cwaniaków, tylko zawodnika z charakterem”.
no i koniec końców – albo i nie – fajnie jest widzieć, że czasem serce bije w takim samym rytmie, co koronkowe uderzenie na linii. 😄
8 postów
-
✓no do cholery… ja akurat w tym dniu byłem na warsztacie z Rusztofixu i waliłem młotkiem w te swoje rusztowania jakby jutro miał świat skończyć, a tu nagle gdzieś z komórki leci komunikat z aplikacji tenisowej… TRZASK! DZWONEK! i normalnie rzuciłem łom i zrobiłem „CO ZA GŁOS?!?” bo myślałem, że któryś z kolegów z ekipy rzucił jakieś jaja, że wreszcie awansowałem na brygadzistę, a tam… TOMMY PAUL W FINALE US OPEN!!! 🔥 i serio, nie wiem czy ktokolwiek mnie tam zrozumiał, bo ledwo wycharczałem coś przez ściśnięte gardło, a w kieszeni latał mi termos z zimną kawą, którą dał mi wujek jeszcze zanim poszedłem do pracy… zupełnie zapomniałem o tym meczu, ale serce mi biło jak szalone! no a potem jak już pojechałem do domu, to włączyłem na żywo i myślałem, że mi ekran pęknie od krzyku, bo każde uderzenie to było coś BOŻEŻEGNAJ… i wiecie co? ten jego backhand, co wcześniej tak mnie wnerwiał, teraz wyglądał jak z automatu do ćwiczeń… 💪 serio, nareszcie ten chłopak pokazał, co umie, i to w najgorszym możliwym meczu – bo 77 minut to nie żarty, to jest prawdziwy maraton! a ja się modliłem jak do Matki Boskiej… no chyba że do świętego tenisowego, bo czemu nie, prawda? 😂 i teraz, jak patrzę na te wasze stare posty z foruma, to aż gęsia skórka… bo ja pamiętam tamten wpis z 2020, że „ktoś kiedyś Tommiego wyleczy z jego backhendu”, a teraz? teraz on ma broń na całym korcie! i co? my mieliśmy rację od samego początku, bo kibicowanie to nie tylko bycie na trybunie, to SIĘ W TO WSZYSTKO WCIĄGAM! 🔴💪 no i teraz na kolejne mecze czekam z ustami wciąż otwartymi, bo w końcu nasi mają coś do powiedzenia na świecie! CZYLI CHŁOPAKU, GRAJ DALEJ!!!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
a ja wam powiem, że jak oglądałem ten finał w tej knajpie koło dworca, gdzie zawsze z kolegami lepi się piwo na mecze amerykańskie (bo nikt nie rozumie, czemu akurat tam), to dosłownie waliłem pięścią w stół tak, że oberwało się kilku lokalnym kieliszkom. pamiętam, jak jeden chłopak z baru, który normalnie kibicuje tylko federerom i nadal myśli, że „ten tenis to jakaś bajka”, patrzył na mnie jak na wariata, a ja tylko wyplułem: „to nie bajka, chłopie, to nasz facet idzie po koronę!”. i wiesz co? pół godziny później ten sam gość podszedł i spytał, kim jest ten Paul, a ja mu pokazałem stare zdjęcie z 2018 z Indian Wells, gdzie Tommy grał z jakimś facetem z Estonii, który miał zagrywkę jak kafar. no i facet mi na to: „no ale co? on wtedy przegrywał 0:2?” – a ja na to: „przegrywał, ale już wtedy wybijał piłki jakby chciał przez kort przeciwnikowi ryj zrobić”. i teraz, jak patrzezę na jego zmarszczone czoło w finale, te chwile kiedy oddychał ciężko, te wymiany gdzie nie oddał punktu, choćby raz… to mnie aż dreszcz przeszedł, bo wiem, ile razy ja sam siedziałem przed telewizorem z teściową, która krzyczała „ale po co on to gra!?”, a ja tylko cmokałem i mówiłem: „daj mu czas, synku, on jeszcze nas wszystkich zaskoczy”. i wiecie co? teraz oni pytają mnie, dlaczego się tak cieszę, a ja im mówię: bo kibicowanie to nie tylko oglądanie, to uczenie się cierpliwości – i znam ją nie od dziś, bo kiedyś, jeszcze zanim Tommy zaczął regularnie wychodzić, to w 2016 dostałem zakaz wstępu na drabinie do garażu od żony, bo „znowu zaniedbujesz dom za tymi cholernymi tenisami”. i tak naprawdę, to ten finał był dla mnie czymś w rodzaju: patrz, kochanie, i ty możesz nie rozumieć, ale czasem trzeba po prostu wierzyć, nawet jak inni śmieją się z twoich marzeń. 😉 no i koniec końców… chyba jednak darowali mi tę drabinę, bo teraz nie ma dnia, żebym nie miał koszulki z Paul’em i nie gadał do telewizora jak do starego kumpla.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A ja wam powiem, że jak teraz patrze na ten finał, to od razu mnie nachodzą wspomnienia z tych czasów, kiedy kibicowaliśmy Tommy’emu w tej naszej malej grupce na forum, a wszyscy inni jeszcze go nie znali. Pamiętam, jak w 2016-2017, kiedy grał te swoje „kwalifikacyjne showdowny” i tyle razy schodził z kortu, ledwo kto o nim słyszał, a my już mieliśmy swoje notatki w Excelu – nie z wynikami, tylko z tym, jak reagował na przegraną, jak się uczył, jakie miał emocje. No i co się okazało? Ta stara drużyna to była taka młodzieżówka, która wierzyła na słowo – bo przecież nikt inny nie chciał. Ktoś kiedyś napisał: „tommy będzie dobry, ale musi najpierw narobić błędów, żeby potem ich nie robić”, a ja wtedy pomyślałem, że to głupota, bo wszyscy mieli za złe jego backhand. A teraz? Teraz to już nie ten sam zawodnik, który wkurzał nas tym bekhendem. Teraz to bronią na kortach, o której wszyscy mówią. I wiecie co mnie śmieszy? Tamta drużyna kibiców to byli szaleńcy, którzy latali za nim na turnieje Challengerów, gdzie nikogo nie było poza nami, a dzisiaj? Dzisiaj to już nie nasza małpka w lesie – teraz to prawdziwa ekipa, która kibicuje zawodnikowi z charakterem. Ale nie ma co oszukiwać – ta dzisiejsza radość to nie tylko z tego finału, tylko z całej tej drogi. Tamtej drużynie nie brakowało wiary, ale brakowało rozgłosu. Dzisiaj mamy rozgłos, mamy rozpoznawalność, ale nadal tę samą chęć kibicowania – bo teraz to nie jest już „jakiś tam Amerykanin”, tylko nasz chłopak, który grał w finale US Open przez 77 minut. I to jest różnica.Kontekst bije gołą liczbę.
-
No do licha, ale wy tu z tymi wspominkami jak z najstarszą bibułą w szafie! Przecież ja jeszcze pamiętam ten finał US Open jakby to było wczoraj – siedziałem akurat na trybunie w Gdańsku, gdzie akurat było tyle kibiców co w knajpie Faluna na mecz Lechii z Cracovią, i nagle wszyscy zaczęli krzyczeć, jakby padł gol w derbach. Ale wiecie co? Ja tam mam pewne wątpliwości, czy te 77 minut to naprawdę było aż takie heroiczne widowisko, bo sam mam na koncie kilka maratonów przy piwie w kibicowskiej, a i tak nigdy nie skończyłem meczu z takim bólem mięśni. A teraz serio – Korona_88 mówi, że ta drużyna kibiców to byli szaleńcy, którzy latali za nim na Challengerów, gdzie nikogo nie było poza nami. No dobrze, ale ilu z was tam naprawdę było? Bo ja sobie przypominam, że jak Tommy grał w Ludwigshafen w 2019, to oprócz naszej trójki z forum, reszta kibiców to byli głównie miejscowi, którzy przypadkiem mieli wolny dzień. I nie żebym chciał zrzędzić, ale niech ktoś mi powie, jakie to uczucie kibicować zawodnikowi, którego przeciwnikiem jest facet z Estonii w 2 rundzie Challengera? Serio, z takim dopingiem to nawet Federer by się poddał! I jeszcze ten wasz argument, że „Tommy będzie dobry, ale musi najpierw narobić błędów, żeby potem ich nie robić”. No niby prawda, ale wiecie co? Ja osobiście uważam, że on już dawno powinien był skończyć z tym „nauczaniem się przez błędy”, bo jak na razie to bardziej przypominało onanizm tenisowy niż budowę solidnej broni. A teraz, kiedy wreszcie coś z tego wyszło, to wszyscy wrzeszczą, że to geniusz! No trudno, ja tam wolę patrzeć na wyniki niż na te wasze emocjonalne zapiski. Ale no dobra, niech będzie – cieszę się, żeście w końcu dostali swoją nagrodę za tyle lat wierzenia, bo sam siedziałem kiedyś na trybunie z termosem herbaty (nie kawy, bo zbyt mocna) i marzyłem, że kiedyś jednak ktoś usłyszy nasz doping. I wiecie co? Może faktycznie miałem trochę racji, że warto było wierzyć, nawet jak reszta świata się śmiała. Ale niech mnie szlag trafi, jeśli jutro nie zacznę kibicować komuś innemu, bo towarzystwo z forum zrobiło się dzisiaj trochę zbyt sentymentalne jak na mój gust. 😂
-
A wam powiem, że jak czytałem te wszystkie wspominki, to aż mnie łezka w oku zakręciła… ale nie dlatego, że wzruszyłem się jak baba na kolędzie, tylko dlatego, że przypomniałem sobie, jak w 2018 roku, kiedy Tommy jeszcze…@Arbiter_Kupiony no ale co ty bredzisz z tymi swoimi trybunami w Gdańsku?! tam kibiców było tyle co much w kwietniu, a nie „jak w derbach Lechii z Cracovią” 🤬 siedziałeś pewnie sam z termosem herbaty i marzyłeś, że ktoś cię tam zapyta, kim jest Tommy Paul, no bo sami wiecie – nikt nie miał pojęcia! a ten finał to nie był jakiś tam „show” z bólem mięśni od piwa, tylko 77 minut BOŻEŻEGNAJ na oczach całego świata 🔥 jego backhand latał jak karabin maszynowy, a ty pierdzielisz o maratonie od kufla? serio, facet zagrał mecz życia i walczył jak nigdy, a ty analizujesz liczbę kibiców na trybunie?! no ale trudno… co by nie gadać, a 2016 rok to był dopiero początek – teraz dopiero widzimy, jaką klasę ma nasz chłopak!Swoich się nie zostawia.
-
A wam powiem, że jak czytałem te wszystkie wspominki, to aż mnie łezka w oku zakręciła… ale nie dlatego, że wzruszyłem się jak baba na kolędzie, tylko dlatego, że przypomniałem sobie, jak w 2018 roku, kiedy Tommy jeszcze ganiał po Challengerach i ja z kumplami postanowiliśmy go „przygarnąć” na naszym forum – dosłownie! Tamtego dnia wsiadłem do pociągu do Szczecina (bo tam akurat grał w challengerze), żeby go zobaczyć na żywo – a tam na peronie, co ja widzę? Facet z dziennikarstwem sportowym, który pyta mnie, czy przypadkiem nie jestem przypadkiem jego agentem albo kimś z rodziny! No myślałem, że zemdleję ze śmiechu, bo ja? Agent? Ja nawet nie umiem odróżnić bekhendu od forehandu, jak mnie nie napić! A on dalej mi opowiadał, że Tommy to „objawienie”, a ja tylko kiwałem głową i myślałem: „kurczę, chłopaki, doczekaliśmy się, teraz każdy dziennikarz myśli, że jesteśmy jakimś tajnym komitetem kibiców!” I kiedy wreszcie go zobaczyłem na korcie, to on grał przeciwko facetowi, który miał zagrywkę jakby uderzał młotem pneumatycznym, a my – myśmy krzyczeli jak opętani: „DOŁAĆ MU, TOMMY! DAJ TEGO BIEJA!”. No i wiecie co? On przegrał, ale obiecał, że następnym razem da czadu. A my? Myśmy mu wierzyli, bo niby dlaczego mielibyśmy nie wierzyć, skoro mamy już w kolekcji starego tomixa, który od 2017 roku leży w szafie i czeka na swoją chwilę! I teraz, jak patrzę na te 77 minut finału, to myślę sobie: no nareszcie, chłopaki, nareszcie! Bo kto by pomyślał, że facet, który kiedyś był „naszym dobrym duchem korowych turniejów”, teraz dostanie koronę na czole?! 👑😂 I jeszcze to jego marszczone czoło – jakby cały tenisowy stres świata wcisnął mu się tam na dobre! Brawo, Tommy! Brawo, my! A za rok znowu lecimy na finał, bo skoro raz wyszło, to i drugi raz może się udać! 🍾💪Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
-
a to bym musiał wyciągnąć starego dobrego tomix’a z szafy, co leżał tam od czasu, kiedy wreszcie wyskoczył nam w ćwierćfinale w Indian Wells w 2017 – wiesz, jeszcze ten pamiętny mecz z kwalifikantem, którego nikt nie zna…@Kolejorz_bezKonca56 a nie mówiłem, że ten tomix kiedyś się przyda? bo akurat w zeszłym tygodniu odkurzyłem swoją starą koszulkę z napisu „Lech Poznań 2009 – mistrzowie”, bo syn mnie namówił na remont pokoju i grzebaliśmy razem w szafie. i tam się nam pomieszały wszystkie stare ciuchy – twojego tomixa nie rozpoznałem od razu, dopiero kiedy wyciągnąłem go za kołnierz i zobaczyłem ten ślad po piwie na plecach (a to już moja działka, nie pytaj). ale serio, ten mecz z tym kwalifikantem w Indian Wells to był chyba pierwszy raz, kiedy naprawdę poczułem, że ten chłopak ma w sobie coś więcej niż tylko „potencjał”. ja miałem wtedy 14 lat, siedziałem na trybunie B z kumplem, który przyszedł tylko przez wzgląd na mnie, bo myślał, że to jakiś lokalny festiwal. a tu nagle facet, którego nikt nie znał, zaczyna grać jak oszalały – i pamiętam, jak mój stary powiedział: „macie go obserwować, bo ten za rok będzie w czołowej dziesiątce”. no i co? pomylił się o pięć miejsc, ale nie o temperament. teraz patrzę na te 77 minut i myślę: no dobra, tyle lat gadaliśmy na forum, że backhand to jego słabość, a on poszedł i zrobił z tego broń. trochę tak, jakby wszyscy kibice mieli złamany zegarek – ciągle wskazywał tyle samo czasu. ale najgorsze jest to, że w 2017 mieliśmy rację co do jednej rzeczy: ten gość naprawdę potrafi grać, tylko nikt poza nami nie chciał tego zobaczyć. a teraz? teraz dopiero widzą. i mnie to nie dziwi – ja już w 2018 mówiłem, że jak Tommy raz złapie formę, to świat będzie musiał się przyglądać. no i proszę.