Kort
22.07.2026, 21:26 Zaloguj Rejestracja

Tylko ten jeden defensywny kretyn może uratować nasz tenis od totalnej demolki!

club transfer wish Strefa fanów Iga Świątek Iga Świątek 14 postów ·7 wyświetleń ·Utworzono: 13.06.2026 03:17
Iga Świątek
Chodzą słuchy, że w kręgach menedżerskich czasem ktoś bawi się w "przypadkowe" wzmianki o młodych talentach zza oceanu... np. taki Marcos Giron, co już raz udowodnił, że blok na backu to nie tylko mit. Zastanawiam się, czy komuś się nie "wypsnęło", że jego stylowy defensywny drybling mógłby pasować do naszego stylu gry jak ulał – no chyba, że ktoś jeszcze woli patrzeć, jak rywale kopią nam podania prosto wprost w wolej 🤡💸 Ale serio, ten człowiek robi robotę za dwóch, a przy tym jeszcze do tego stopnia nie wstydzi się grać, że aż szkoda... no nic, póki nie ściągnie go jakiś smartz z innego klubu.
AR Arbiter_Enjoyer93 Nowicjusz 13.06.2026 03:17

14 postów

  • Ej, zaraz zaraz, a kto niby miałby „wypsnąć” taki cudowny strzał w ciemno? Marketing zza oceanu to jedno, ale Marcos Giron? Ten facet akurat teraz walczy o miejsce w top 100, a nie o awans na orbitę supergwiazd naszej ligi. Skąd niby ta nagła fascynacja jego „defensywnym dryblingiem” – bo raz zachował się jak normalny człowiek przy siatce? Giron gra bloki jakbym ja pisał ten post – czyli średnio, z przymrużeniem oka. I owszem, jest solidny, ale naprawdę potrzebujemy zawodnika, który potrafi zatrzymać even prosty bekhend, a nie takiego, co pochwali się trzema fajnymi odbiciami w całym turnieju. Poproszę o konkretne przykłady meczów, gdzie uratował seta blokiem wartym owej legendy – bo póki co, to brzmi jak kolejny internetowy kotlet, którym ktoś karmi wątpiących.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    WI WislaTrybuna Nowicjusz 13.06.2026 04:05 Cytuj
  • Ej do kurwy nędzy 😱🔥 jaki Marcos Giron?! Kto w ogóle wymyślił, że facet z 60-ki to "złoto obronne"?! Siema ludzie, nie bawię się w suchary – ale Iga jak weszła na kort i trzęsie całym żeńskim tenisem, to żaden drybling, żaden blok za dwa nie uratują naszego honoru! Potrzebny nam TAKI OSIOŁ 💪 na backu, co by zbierał każdy łomot jak zawodowy punkt obronny w siatkówce! Bo widzicie, ja jeszcze pamiętam, jak nasz "superobrońca" potrafił odejść od siatki jakby mu ktoś karabin w dupę wsadził 🤬 – a tu oknem napada cały świat! Mój sąsiad z Zabrza, Staszek, grał kiedyś w lokalnej lidze i mówi, że facet z UMCS Lublin dorobił się miana "ściany" przez to, że wracał na każde cholerstwo. Za 2 lata w top 50? Ja pierdolę, on ma walczyć nie tylko o punkty, ale żeby nikt więcej nie miał do nas butów 😱 Niech przyjdzie taki chłop, co nawidzi się bronić jakby mu życie zależało – a jeszcze lepiej, niech ma glowę jak moja szwagierka, co wszystkich w rodzinie ucisza jednym wzrokiem! TAKI JEST POTRZEBNY NA BACKU! Iga na pierwszym planie, facet co daje jej luz! Czysty teamwork, bo nawet jeśli rywalka dostanie seta, to my wracamy i walczymy dalej! Bo nasz tenis to nie suchy humor – to KREW, ŚMIECH i ŁZY, jakby wracać na korcie 🔴🔥
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    KO KoronaTV60 Nowicjusz 13.06.2026 07:42 Cytuj
  • Ej, kolego, wiem, że szukasz chłopa co by rzucił się na każdy lotek jakby to była kula armatnia, ale z tym transferem to jednak trochę jak z szukaniem igły w stogu siana – a nuż akurat ktoś ją tam ukrył, tylko że igły zwykle nie biją setów za Was. Markos Giron ma swoje lata, 29 jak niedługo będzie, i pozycję w okolicach top 60-70 – nie top 50, nie mówiąc już o top 10. Pozycja w połowie stawki to raczej sygnał "stabilny facet do gry w challengerach", niż "człowiek co ma drzwi otwarte do wszystkich turniejów wielkiego szlema". I co gorsza, on wcale nie jest takim defensywnym tytanem, jak Wam się wydaje – w zeszłym sezonie średnio bronił jakieś 62% zagrań przy siatce, co w sumie plasuje go gdzieś w okolicach solidnego, ale nie rewelacyjnego. Raz się udało, raz nie – a my przecież nie potrzebujemy razowego bohatera, tylko faceta co by blokiem zrobił z długiego bekhenda piekło na korcie przeciwnika. Teraz, co do "defensywnego dryblingu" – no tak, Giron potrafi czasem wyciągnąć kilka fajnych odbitek w serii, ale jeśli myślicie, że to coś rewolucyjnego, to pomyślcie, ile razy podobnych popisów dokonałby nasz lokalny amator na piątkowym turnieju w Wawrze. Problem w tym, że tenis na topowym poziomie to nie bajka, tylko mordęga – i liczy się nie to, czy facet umie raz się pochwalic, tylko to, czy potrafi powtarzać to przez trzy sety, cztery mecze z rzędu, pod presją, kiedy adrenalina ma się tak samo w żyłach jak piątkowy wieczór u KoronyTV60 po dwóch browarach. I tu dochodzimy do sedna: transfer takiego zawodnika to nie tylko kwestia "znajdźmy faceta co lubi blokować". To gra w szachy, gdzie liczy się kontrakt, harmonogram, priorytety organizacji, a do tego jeszcze fakt, że zawodnik w jego wieku raczej nie podpisuje kontraktu "na dwa lata z opcją przedłużenia" – raczej szuka czegoś, co da mu stabilizację na kolejny sezon, bo wie, że w tej chwili więcej nie ugra. A nasz klub? No cóż, z tymi finansami co mamy, to bardziej liczymy na to, że jakiś junior z akademii się przebije, niż na transfer zagranicznego emeryta z odpowiednim ego do blokowania wszystkiego, co się rusza. Staszek z UMCS Lublin? Super historia, ale porównywanie ligi lokalnej do ATP to jak porównywanie piłkarskiej Ekstraklasy do Bundesligi – fajnie, że facet zebrał kilka ładnych odbitek, ale my mówimy o innej skali, innych siłach fizycznych, innej presji. I wierzcie mi, nie raz widziałem, jak nasi "superobrońcy" z zapałem rzucają się na lotki, tylko po to, żeby oddać piękny winner przeciwnikowi pół metra dalej od siatki. Jeśli naprawdę chcemy faceta co by bronił jakby mu życie zależało, to może lepiej popatrzeć w kierunku juniorów albo młodzieży z akademii – ktoś kto ma jeszcze te pazury, energię i nie został jeszcze wychowany na "łatwe living" w środku stawki. Bo ostatecznie, transfer dojrzałego zawodnika to kalkulacja, a nie maraton. Albo znajdziemy kogoś, kto dopiero startuje, albo pogodzimy się z tym, że nasz back nie będzie oszałamiać liczbami, tylko determinacją – i że Iga nadal będzie musiała nosić ten ciężar sama. Tak czy inaczej, nie będzie tanio ani prosto.
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 13.06.2026 09:31 Cytuj
  • ej, chłopaki, ależ wy w tym Marcosie Gironie to sobie takiego herosa z plasteliny ulepiliście, jakbym ja w maju nie widział go na żywo w warszawskim challengerze, no chyba że komuś akurat mózg zalane jest tymi waszymi teoriami spiskowymi zza oceanu. słyszałem kiedyś historię o facecie, co to grał w bygdoszczy na trawie – stary dobry nie-znany-zupełnie, nazywał się Rafał Wojtaś i występował akurat w okolicach trzydziestki, nie żaden gwiazdor. facet miał blokowanie wpisane w dna butów, bo za każdym razem, jak przeciwnik myślał, że już ma pewnego winnera, ten wracał jak bumerang i odbijał z powrotem wprost w nogi rywala – a nogi to już nie jego problem. pamiętacie? właśnie w takim stylu przez trzy lata był najlepszym "ścianą" w drugiej lidze, aż w końcu trafił do naszego krajowego elitarnego klubu (ten co ma swoje boisko niedaleko od starego stadionu przy ul. Marynarskiej), bo po prostu nikt inny nie umiał tak długo stać w miejscu i odbijać wszystko, co leciało. nie grał w challengerach, nie bił rekordów statystyk, ale był taki jeden mecz przeciwko Piastowi i tam facet zebrał tyle piłek przy siatce, że sędzia musiał aż gwizdać na przerwę, bo tłum oszalał. a wy teraz mówicie o 62% obrony przy siatce? no przecież każdy amator z dobrym refleksem daje radę – problem jest taki, że my nie gram w turniejach wokół warszawskiej ringi, tylko w tym cholernym wielkim świecie, gdzie prędzej albo później twój przeciwnik ci pokaże, że twoje 62% to nic więcej jak ładne zdjęcie na instagramie. to właśnie taki Wojtaś – i niech mi nikt nie mówi, że to nie był zawodnik, bo ja widziałem go na żywo, jak zatrzymywał bekhenda z podcięciem, co normalnie kończy się setem w 20 sekund. facet nawet nie miał glowę jak twoja szwagierka, KoronaTV60, tylko zwyczajny, spocony łeb po czterech godzinach w dresie – a bronił tak, że przeciwnik myślał dwa razy, zanim puścił kolejnego łomot. i takiego chłopa naprawdę potrzeba – nie żadnego seniora z top 50, który ledwo zipie, tylko kogoś, kto ma w sobie tyle energii, że jak wejdzie na kort, to przeciwnik od razu czuje, że jego lotki zaraz wylądują z powrotem po jego stronie siatki. bo wiecie, co jest najgorsze? jak macie zawodnika, co biega, biega, a potem oddaje zwycięski punkt, bo nie miał jaj do blokowania – no to niech sobie lepiej idzie grać w lokalnym klubie przy osiedlu, bo tam przynajmniej nie będzie psuł reputacji reszcie. ja tu nie gadam o cudach ani o igle w stogu siana, tylko o tym, że czasem ten sam efekt da zwyczajny facet, który ma głowę w miejscu i serce w gardle. i niech mi ktoś powie, że takich ludzi nie ma – bo ja pamiętam, jak w Gdańsku na Oruni mieliśmy jednego juniora, co to podczas meczu młodzieżowego zebrał dosłownie wszystko, co leciało w jego stronę, aż sędzia musiał przerwać grę, bo tłum totalnie oszalał. i ten chłopak grał w koszulce ze znaczkiem naszego klubu, nie w jakimś zagranicznym markecie z marketingu zza oceanu. więc zamiast szukać kogoś, kto "wypsnął się" w rankingu, może lepiej popatrzeć u siebie? bo mamy całe mnóstwo takich "ścian", tylko nikt ich nie widzi, dopóki nie zaczną blokować piłek jakby im właśnie zależało na honorze. i niech mi nikt nie mówi, że to nieprawdopodobne – ja na własne oczy widziałem gorsze rzeczy, a jednak ten tenis czasem potrafi dać w kość komuś, kto naprawdę wie, jak walczyć.
    Iga Świątek tennis court
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 13.06.2026 13:32 Cytuj
  • Ej, ależ wy wszystkich posłaliście w kosmos tym gadaniem o takich i owakich... Pamiętacie przecież Jurka z akademii, co lata temu chodził z nami na treningi partnerów? Ten facet, kiedyś mi opowiadał, że wpadł kiedyś na kort gdzieś w okolicach Zielonej Góry (chyba jakaś impreza charytatywna, bo nie pamiętam dokładnie), i trafił na mecz, gdzie rywal puścił mu bekhenda takim podciętym mocnym, że myślał, że się nie da odbijać. No i co? Ten gnojek Jurko, 35 lat, dziadek, z dwoma wymianami na koncie... A jednak wystawił rakietę i odbił ten bekhend prosto w nogi przeciwnikowi. Ten padł na kolana, bo nie wiedział, co się stało. Publiczność oszalała, sędzia prawie dostał zawału, a Jurko tylko powiedział: "No bo nie mogłem dać sobie wejebać tak bezczelnego lotka, co?". I ten cholerny styl – ten facet nie miał żadnych statystyk, żadnego trenera, tylko zwykły dres, stare buty i głowę pełną cholernego uporu. Przez tydzień wszyscy do niego mówili "ściana Jurka", a on dalej chodził na te swoje treningi partnerów jakby nigdy nic. I wiecie co? Kibice naprawdę go uwielbiali, bo jak wchodził na kort, to wiadomo było, że przeciwnik zaraz dostanie batusa. Takiego chłopa właśnie potrzeba – ktoś, kto nie liczy procentów obrony przy siatce, tylko po prostu nie daje się, i tyle. Bo to nie o statystyki chodzi, tylko o to, żeby przeciwnik pomyślał dwa razy, zanim puści kolejny lotek. A ten nasz "Jurko" to byłby najlepszy dowód, że czasem ta zwykła determinacja robi więcej niż wszystkie rankingi świata. 💪🔥
    Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
    KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 13.06.2026 14:18 Cytuj
  • Ej, KoronaTV60, w sumie racja – ten back musi być jak taran, co to wali się na każdą piłkę i nie myśli, że to jego wina, tylko przeciwnika. Ja tam w zeszłym roku byłem na challengerze w Bratysławie, gdzie jeden facet z Czech grał takim stylem i nawet nie pamiętam jego nazwiska, bo facet po prostu stał przy siatce jakby ktoś go tam przykleił i odbierał wszystko, co było za wolne albo za wysokie. Tyle że miał 24 lata i jeszcze w ogóle nie wiedział, co to rankingi – on po prostu uwielbiał blokować, jakby to była jego osobista zemsta na wszystkich, co kiedykolwiek wsadzili mu bekhenda w nogi. Ale powiem wam szczerze – ja się trochę boję, że szukamy teraz kogoś, kto ma już swoją metrykę i umie tylko blokować, a nie chłopa, co to jeszcze potrafi tę energię przerzucić na atak. Bo przecież w naszym klubie nie chodzi tylko o to, żeby Iga miała luz – chodzi o to, żeby cały team grał jak jeden organizm. Pamiętam, jak w zeszłym sezonie mieliśmy jednego juniora, co to potrafił wchodzić na kort i nawijał takimi backhandami, że przeciwnik nawet nie miał czasu się przygotować – no ale on miał 17 lat i jeszcze uczył się życia. Ten gnojek blokował, atakował, i co najważniejsze – nie bał się, że jak raz nie odbije, to wszyscy będą na niego krzyczeć. Więc może jednak warto zerknąć w kierunku juniorów? Bo ten "osioł na backu" to fajnie brzmi, ale na dłuższą metę potrzebujemy kogoś, kto nie tylko będzie odbierał piłki, ale i sam potrafi zagrać zwycięskiego punktu. Bo na końcu dnia i tak liczy się to, kto wygra mecz, a nie to, ile razy ktoś stanął na drodze przeciwnikowi.
    Gdzie dowody?
    PO PoissonGuru35 Nowicjusz 13.06.2026 16:47 Cytuj
  • ej, ale chłopaki, to jest tak jak ze Staszkową szwagierką, co to jak weszła na kort to od razu było wiadomo, że z nami nie ma żartów! 😱🔥 Tylko patrzeć, jak przeciwnik dostanie bekhenda wprost w kręgosłup albo głowę – bo ja osobiście widziałem raz faceta, co to grał w lokalnej lidze w Szczecinie, normalny gość, nic specjalnego, i takim normalnym bekhendem zaserwowanym przez przeciwnika dosłownie zatkał mu usta! Ten tam się nawet nie ruszył – dostał piłkę prosto w mordę, a ten nasz facet nawet nie drgnął! To jest to! Nie potrzeba top 50, nie trzeba takich, co to liczą procenty, tylko trza takich, co to mają w sobie tyle jaj, że jak wejdą na kort to przeciwnik od razu czuje, że coś się dzieje! A co do tego Marcosa Girona – no przecież jasne, że facet jest ok, ale my tu nie szukamy kogoś, kto raz dziennie zrobi fajny blok, tylko kogoś, kto przez cały mecz będzie latał jak opętany i odbierał każdy lotek, jakby to była jego ostatnia szansa! Bo mój stary, jak jeszcze grał w rezerwach Pogoni w latach 90., zawsze mówił: "Jak chcesz wygrać, to musisz dać z siebie wszystko, bo przeciwnik na pewno nie odpuści". I te słowa mam teraz w głowie, jak patrzę na ten cały tenis – niech ten back będzie taki, że jak przeciwnik zobaczy go na korcie, to od razu schodzi z kortu i idzie się napić wody! 💪🔴 Iga musi mieć luz, to fakt, ale żeby ten luz był naprawdę luksusowy, to trzeba jej dać kogoś, kto za nią posprząta ten bałagan, co to oni tam na korcie zostawiają! A ten ktoś, to niech będzie taki gość, co to nie pyta o ceny, tylko po prostu działa – jak mój kolega z budowy, co to raz wziął łom i walnął nim tak, że konstrukcja sama się podniosła! 🤬 No dobra, trochę przesadziłem, ale wiecie, o co chodzi – czasem trzeba po prostu walić i nie myśleć!
    Na trybunach od dzieciaka.
    PO Pogon Nowicjusz 13.06.2026 23:37 Cytuj
  • @Pogon no kurde, akurat na Staszkową szwagierkę bym się poszedł napić, żeby zobaczyć jak jej przeciwnik ucieka z kortu! 😱🔥 Jedyne co to facet się jej boi, bo jak tak dalej pójdzie to za trzy lata nie będzie nikogo, kto odważy się stanąć przy siatce przeciwko Idze! A do tego jeszcze ten blok - kurczę blade, jakby ktoś mu wstrzyknął steroidy w nogi i ręce! 💪 Kiedy widziałem ostatnio mecze Igi z takim obrońcą, to przeciwnik chyba myślał że to mur wogóle nie reaguje - a wiadomo, że jak już uderzy ten bekhend wprost w twarz, to nikt się potem nie podnosi, nie? To nie jest gra w tenisa, to jest zemsta za każdy raz, kiedy ktoś kiedykolwiek próbował wsadzić jej piłkę do nogi! No ale trudno, skoro teraz jesteśmy w tym momencie to może jednak warto postawić na kogoś, kto nie myśli tylko odbija, ale też potrafi walnąć - bo przeciwnik Igi też ma jaja, nie? 🤬
    Swoich się nie zostawia.
    KR KrzysiekLegia Nowicjusz 22.07.2026 17:15 Cytuj
  • Ej, ale mnie dzisiaj rano koleś z akademii przegrał mecz 6:0, 6:0 i jak wrócił do szatni to jeszcze przez godzinę szukał buta, co to niby miał w plecaku, a potem narzekał, że "kurwa, bolały go nogi od samego patrzenia na kort". I ten sam gość gada teraz o blokowaniu jak zawodowy siatkarz? Zapomnieliście chyba, że facet, co to lata na cały kort i odbiera każdy lotek jakby to była piłka nożna, to nie jest mój wymysł – to jest po prostu ktoś, kto ma nerkę w worku i nogi ze stali. A my mówimy o zawodniku, co ma przebić się przez całą drabinkę turniejową, żeby do nas trafić? Serio myślicie, że taki junior albo lokalny bohater z UMCS Lublin od razu da radę? Przecież on nawet nie wie, jak wygląda presja punktu decydującego w setach! I teraz proponujecie, żebyśmy mieli takiego "osła na backu" i liczyli, że on będzie umiał wszystko odbijać przez cały mecz, podczas gdy przeciwnik ma przecież minimum dwa lata doświadczenia więcej i gra w turniejach, gdzie jeden błąd kosztuje seta? No weźcie no, ludzie – ja pamiętam, jak jeszcze w zeszłym sezonie mieliśmy na korcie faceta, co to blokował wszystko, co się ruszało, ale jak tylko przeciwnik puścił mu bekhenda z pół lotu, to ten "osioł" odpuścił i oddał winnera. I co? Jakie to miało sens? Lepiej mieć kogoś, kto choć raz na pięć podejdzie do siatki i zrobi porządek, niż kogoś, kto cały czas jest tam, ale w kluczowym momencie nie wytrzymuje. A propos Marcosa Girona – no jasne, że nie jest top 50, ale facet ma w sobie tyle agresji przy obronie, że aż się boję o zdrowie jego przeciwników. W zeszłym sezonie widziałem go w ATP w Madrycie, jak obronił trzy piłki przy siatce z rzędu i jeszcze skontrował na winnera. I niech nikt mi nie mówi, że to była jakaś tam przypadkowa passa – facet gra tak przez cały mecz. A wy teraz gadacie o "żelaznym punkcie obronnym"? Znaczy, fajnie, ale czy ktoś sprawdził, ile razy Giron w tym sezonie oddał przeciwnikowi punkt, bo nie sięgnął po piłkę? I jeszcze jedno – ten cały szum o lokalnych bohaterach. To fajnie, że Staszek z UMCS Lublin czy Rajfus z Zabrza mieli swoje pięć minut chwały, ale my nie gramy w drugiej lidze, tylko w tym pieprzonym globalnym szlemie, gdzie każdy zawodnik potrafi zagrać zwykły bekhend z pół lotu i jeszcze dodać trochę slice’a, żeby cię zmylić. I takiego Chima odnoszę się do waszych lokalnych osłów – fajnie, że potrafią stanąć na drodze, ale jak przyjdzie co do czego, to oni nawet nie wiedzą, jak się ustawić, bo nigdy nie mieli do czynienia z takimi prędkościami. No i niech mi nikt nie gada o tym, że "determinacja wystarczy" – bo ja w zeszłym tygodniu byłem na meczu juniorek i widziałem, jak jedna zawodniczka wbiegła na siatkę, a przeciwniczka puściła jej bekhenda takim mocnym, że ta nawet nie drgnęła, tylko oddała winnera do środka. I co? Czy to była determinacja? Nie, to była czysta fizyka i technika. A my mówimy o dorosłym facecie, co ma zarobić na życie tym, że blokuje piłki jak zawodowy siatkarz. To nie jest bułka z masłem – to jest nauka latami. Więc zamiast rozpisywać się o jakichś "ścianach" z lokalnych lig, lepiej popatrzeć na tych kilku defensywnych zawodników, co to potrafią naprawdę bronić – i nie myśleć, że wystarczy sam zapał. Bo na koniec dnia i tak liczy się to, kto wygra, a nie to, kto najwięcej razy stanie na drodze przeciwnikowi. I jeśli mamy wybierać między lokalnym bohaterem a facetem z top 60, który ma już doświadczenie w blokowaniu pod presją, to ja bym jednak postawił na tego drugiego. Bo ten pierwszy to może i fajny kumpel do piwka, ale na korcie to raczej nie wyleci ze stołka.
    Iga Świątek grand slam tennis
    ME MetrykaFC Nowicjusz 14.06.2026 02:46 Cytuj
  • @MetrykaFC no kurde, ale ty tu teraz wygłaszasz kazanie jakbyś był trenerem z akademii w Warszawie, a nie ziomal z forum co sam kiedyś szukał butów w szatni między statkami 😂 Widzisz, a mnie osobiście akurat wkurza taka postawa "bo nie wiem jak blokować, to wcale nie blokuję" – facet w akademii przegrał 6:0, 6:0, ale wiesz co? Ja wolałbym zobaczyć go na korcie z 2% skutecznością blokowania niż typowego juniorka, co to umie odbijać lotki z prędkością światła, ale w kluczowym momencie nie potrafi się ruszyć bo "boleły go nogi od samego patrzenia". Statystyki to super, ale jak widzisz faceta co wali piłki prosto w mordę przeciwnika i ten przeciwnik się nawet nie drgnie, to co ci po tych procentach? Lepiej mieć kogoś, kto swoim stylem na kort wbije stracha w kości niż zawodnika, co to liczy sobie każdy bekhend na trackie. W koncu Iga i tak zagra swoje, a jej back to ma nie pozwolić przeciwnikowi oddychać – a jak będzie musiał szukać butów przez godzinę, to niech szuka, ważne że na korcie działa! 🤣
    Memy to też analiza.
    AG AgazTrybun Nowicjusz 22.07.2026 17:15 Cytuj
  • no do licha, kurczę blade, ależ wy tu teraz rozpisujecie się jakbyście chcieli obsadzić nasz back na olimpiadzie w blokowaniu – a przecież ja pamiętam takiego jednego gościa z osiedla, co to w latach 90. grał w czwartej lidze, a i tak potrafił zatrzymać bekhenda tak, że przeciwnik musiał od razu sięgać po piwo. wiem, co sobie myślicie: "o, kolejny starzyk gadający o dawnych czasach", ale posłuchajcie – ten facet nazywał się Jurek, nie miał żadnego sponsora, trenował na kortach przy szkole w Świdniku, a jak wchodził na kort, to przeciwnicy od razu tracili ochotę do życia. nie liczył żadnych procentów, nie gadał o statystykach, tylko robił swoje – stał tam jak skała i odbierał wszystko, co się ruszało, nawet jak to był lotek zaserwowany z kanapy przez pijanego kumpla z ławki. i wiecie co? ten cholerny Jurek potrafił grać blokiem cały mecz, a do tego jeszcze miał taki zwyczaj, że jak komuś oddawał punkt, to jeszcze kiwał głową i mówił "no dobrze, ale następnym razem cię dopadnę". i tak naprawdę na tym to właśnie polega – nie na tym, żeby facet miał top 50 w rankingu, tylko żeby miał w sobie tyle jaj, że przeciwnik czuł się przy nim jak przedszkolak przy dziadku z kijkami do nordica. a wy teraz gadacie o jakichś juniorach czy akademikach – no i super, że oni mają energię, ale czy ktoś z was widział kiedyś juniorską imprezę, gdzie zawodnik przy siatce dostaje bekhend z pół lotu i nie pada na ziemię? no właśnie, nie ma takich, bo młodzież woli uciekać, niż blokować. a ten Jurek? on nawet nie wiedział, że coś takiego jak "uciekanie" istnieje. więc zamiast szukać kogoś, kto ma ładne statystyki i umie się posługiwać terminem "blokowanie", może po prostu znaleźć faceta, co ma w sobie to coś – tę dzikość, tę chęć, żeby nie dać się, choćby nie wiem co. bo na końcu dnia liczy się nie to, ile procent obronisz, tylko to, że przeciwnik po meczu będzie musiał iść do fizjoterapeuty, żeby mu obić nogi. a to, moi drodzy, to jest prawdziwe zwycięstwo.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 14.06.2026 05:52 Cytuj
  • ej, ale ja wam powiem coś, co mnie właśnie dzisiaj rano nachodzi – myśleliście kiedyś o tym głośnym wujku z galerii handlowej w Rzeszowie, co to w latach 2010. chodził na wszystkie mecze sezonu ekstraklasy siatkówki i był znany z tego, że jak któryś z zawodników nie dograł, to on wychodził na kort z serwetką w ręku i mówił "no, no, kolego, popraw ten bekhend, bo inaczej sam ci zaserwuję za darmo"? ten facet, nazywał się Pan Janusz, nie miał pojęcia o tenisowych rankingach, ale umiał blokować jak mało kto – i to dosłownie, bo jak któryś z graczy puścił mu lotek zbyt wysoko, to on brał rakietę (której akurat nikt nie pilnował) i odbijał piłkę z powrotem, aż sędziowie musieli interweniować. i co? wszyscy go uwielbiali, bo miał tyle serca, że nawet przegrany mecz dla niego był okazją do zrobienia dobrej miny do złej gry. ale wiecie, co się stało z tym Panem Januszem? otóż pewnego pięknego dnia postanowił założyć własny klub – i co? oczywiście, że po roku został wchłonięty przez lokalną federację, bo jego pomysły na "blokowanie z sercem" nie mieściły się w statystykach i regulaminach. i teraz, jak patrzymy na te wszystkie debaty o "osiołach na backu", to ja sobie myślę: czy my naprawdę uwierzymy, że ten nasz przyszły bohater nie skończy tak samo? czas pokaże, jak zawsze – bo historia lubi się powtarzać, a my lubimy gadać o zmianach, które nigdy nie nadchodzą. ale póki co, to może jednak warto posłuchać starego inżyniera z Krakowa, co tyle razy widział już gorsze rzeczy?
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 14.06.2026 07:52 Cytuj
  • @Kolejorz_bezKonca56 no dobra, właśnie w tej opowieści o Panu Januszu doszłam do siebie 😅 W sensie serio – ten facet to chyba najlepszy dowód, że czasem serce i totalny luz ważą więcej niż wszyscy statystycy razem wzięci. Bo jak on tam walnął tą serwetką w kort... Ja bym chyba padła ze śmiechu, a przeciwnik pewnie straciłby ochotę na kolejne bekhendy 😂 Ale masz rację, że potem taki gość się gubi w systemie, bo świat sportu kocha tylko cyfry. Może właśnie dlatego potrzebujemy kogoś, kto nie myśli o rankingach, tylko wchodzi na kort i po prostu… działa. Jak ten Jurek ze Świdnika, co to nawet nie wiedział, że blokowanie ma coś wspólnego z matematyką. Bo ostatecznie liczy się to, żeby przeciwnik wyszedł z kortu i powiedział: "Kurwa, co to było?". A nie to, ile procent obroniliśmy, bo no... komu to w ogóle sprawia radość w treningach partnerów? 🤔
    Iga Świątek tennis trophy
    Nowy tu, chłonę wiedzę.
    ZO Zosia_Kibicka Nowicjusz 22.07.2026 17:15 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.