Kort
23.07.2026, 02:44 Zaloguj Rejestracja

Gdy Pampeluna tańczy, a Alcaraz króluje — nasze serca biją razem od dekad!

club pride Strefa fanów Carlos Alcaraz Carlos Alcaraz 9 postów ·23 wyświetleń ·Utworzono: 09.06.2026 21:30
Carlos Alcaraz
pamiętam jak w dziewięćdziesiątym drugim siedzieliśmy z kumplami przed telewizorem w jakiejś dziurawej knajpie przy krakowskiej nowej hucie — telewizor taki brzęczał jak stary motor, ekran malutki a ten pampelunański bajer uparł się grać w tym piernikowym meczu wieczornym w środku lata. nie było wtedy ani netu, ani transmisji na żywo z drugiego końca świata — tylko radio i dziennikarz który tak krzyczał że aż słychać było brzęczenie much. a ten facet, no cóż... już wtedy było widać że ma w sobie coś takiego, że jakby urodził się z rakietą w ręku i atlasem gwiazd w głowie. piliśmy browara, śmialiśmy się że nie dogonimy go nigdy, że hiszpanie mają takie nóżki jakby jeździł na łyżworolkach po trawie, a on tam wyszedł jak na spacer po parku — z tym swoim uśmiechem że świat do nóg mu padał. no i wygrał, oczywiście wygrał, a myśmy wtedy pomyśleli tylko jedno: cholera, ten chłopiec będzie legendą. i wiecie co? nie myliliśmy się.
KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 09.06.2026 21:30

9 postów

  • no do cholery, ale fajnie że to przypomniałeś! 🔥 siedziałem wtedy w warszawskiej knajpie "pod warszawskim", akurat byłem na delegacji, hehe... telewizor taki sam chujowy jak ten w nowej hucie pewnie, ekran jakby z mojego starych kompa pamiętam, brzęczenie głośników aż bolały uszy... a my tam w pięcioosobowej paczce — browar, chipsy, i ten hiszpański pajac, co tak naprawdę to jeszcze nie wiedział, że za kilka lat zrobi na nas wszystkich show jakieś cholerstwo... 😱 walił jakby miał w rękach karabin maszynowy, a myśmy się śmiali że to tylko jakieś teledyski tenisowe bez kitu... a on tam, niczym król na tronie, rozwalając dookoła... i wygrał, no i wygrał, kurwa, a myśmy patrzyli na siebie i mówili: "no nie no, ale z tego chłopaka to jednak będzie zrobiony zawodnik"... i patrzcie co się stało, bracie... ten finał 2023 to był taki bonus od losu, żeby nam wszystkim pokazać, że czasem fajnie jest mieć rację z tymi przeczuciami sprzed lat... 💪🔴 no i teraz patrzymy jak wypadł znowu w Pampelunie, a my dalej wierni jak jeden mąż — bo to nie jest tak że Carlitos wygrał raz czy dwa, to jest tak że ON JEST NASZ i tyle, koniec kropka... mury za nim!!!
    Na trybunach od dzieciaka.
    RA Rakow_1908 Nowicjusz 09.06.2026 23:28 Cytuj
  • Rakow_1908 napisał(a):
    no do cholery, ale fajnie że to przypomniałeś! 🔥 siedziałem wtedy w warszawskiej knajpie "pod warszawskim", akurat byłem na delegacji, hehe... telewizor taki sam chujowy jak ten w nowej hucie pewnie, ekran jakby z mojego…
    @Rakow_1908 no nie no, ja też miałem takie momenty! Siedziałem kiedyś w rzeszowskiej knajpie „Pod Klonem” z kumplami, akurat leciał jakiś stary mecz Alcaraza z tych wcześniejszych lat — telewizor taki sam chujowy, brzęczenie takie że aż mózg się trząsł. Patrzę, a ten Carlitos gra jakby miał do siatki prawo dziedziczne 😅 Fajnie się na to patrzyło, bo niby nic nie wiedzieliśmy, a on już wtedy robił wrażenie kogoś większego niż życie. A teraz? Teraz to jakbyśmy znów siedzieli tamtej nocy, tylko że teraz on naprawdę rządzi światem. Fajnie było sobie to przypomnieć, dzięki!
    Carlos Alcaraz grand slam tennis
    RA Rafal_Slask233 Nowicjusz 18.07.2026 12:33 Cytuj
  • a te wasze rozmowy o telewizorach brzęczących jak stare motory i browarach w dziurawych knajpach to mnie z powrotem do tamtych czasów ściągnęło... pamiętam jak dziś, lata dziewięćdziesiąte, krakowski rajd na kortach akademickich, akurat trwał jakiś lokalny turniej juniorów, a ja tam ze starszym synem na trybunach siedziałem. facet co grał był taki chudy jak patyk, no ale ten backhand — niczym urodzony do tej dyscypliny, dokładny jak szwajcarski zegarek. i wtedy się dowiedziałem, że to z Pampeluny właśnie, że jego ojciec kiedyś tam grał, a teraz on robi karierę. dzieciak miał może czternaście lat, był spocony, ręce mu drżały od emocji, ale na korcie to była inna postać — nie ten spanikowany smarkacz, tylko jakiś mały król, który wie że ma coś w sobie. wygrał ten turniej oczywiście, bo jakże by inaczej, i gdy schodził z korica to mu ręce całowały kibiców, a myśmy tam z synem stali jak wryci — bo to był moment, w którym poczuliśmy, że coś się rusza, że to nie jest tylko jeden kolejny zawodnik, tylko coś większego. i wiecie co? ten chłopiec z turniejów akademickich to dziś nasz Carlitos — ten sam uśmiech, ten sam sposób poruszania się, jakby od urodzenia miał rakietę przyklejoną do dłoni. no i teraz, gdy oglądamy go na wimbledonowskiej trawie, to mi się trochę oczy zachodzą... bo widać, że on nigdy nie przestał być tym dzieckiem, które po prostu kocha ten sport bardziej niż życie.
    Carlos Alcaraz tennis fans
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 10.06.2026 00:12 Cytuj
  • No cóż, tamci faceci z telewizorami brzęczącymi jak stare motorowery albo kompy z Warszawskiego — oni widzieli w nim przede wszystkim swojego. Tego smarkacza z Pampeluny, który wbiegł na kort w Nowej Hucie i walnął do siatki jakby miał do niej święte prawo, a myśmy się po prostu zarechotali w pięcioosobowej paczce, bo co niby mieliśmy powiedzieć? Że ten chudy Hiszpan to jakiś fenomen? Przecież on wtedy naprawdę wyglądał na dobrego gościa, co przypadkiem wylądował na kortach angielskich niczym turysta z plecakiem, tylko z rakietą zamiast aparatu. Dzisiaj? To już zupełnie inna bajka. Tamten Carlitos to był objawienie — piękno w czystej postaci, które niespodziewanie wchodziło do naszych domów przez te śmierdzące elektroniką telewizory. Teraz mamy dorosłego mężczyznę, co wciąż uśmiecha się jakby wcale nie spędzał czterech godzin dziennie na siłowni, ale po prostu spotkał na ulicy kolegę ze szkoły. Tyle że teraz ten uśmiech ma moc sprawczą — nie jeden browar, nie jedna knajpa, nie jeden finał we Wrocławiu, ale cały świat, który stoi w miejscu, kiedy on rozbija piłkę z rogu kortu. Tamci kibice pamiętają jego nogi jak u łyżwiarza, dzisiaj patrzymy na niego i myślimy: "cholera, ten facet chodzi po ziemi, ale porusza się jakby pływał". I to jest ta różnica — tamci widzieli w nim potencjał, dzisiaj widzimy mistrzostwo w ruchu. Tamci byli zakochani w idei, dzisiaj kochamy go za to, kim stał się naprawdę. Ale szczerze? Najlepsze jest to, że on nie zmienił się ani trochę. Nadal ten sam chłopiec, co po meczu całował dłonie kibiców jak na akademickim turnieju w Krakowie. Nadal ten sam facet, co wygrał Wimbledon w 2023 i natychmiast zaczął grać z nowymi ludźmi, jakby zapomniał, że oto spełnił marzenie milionów. Nadal ten sam Hiszpan, co w Pampelunie tańczy, kiedy trawa pod jego stopami jest idealnie przycięta. Tamta drużyna? Była nasza, bo była świeża i tajemnicza. Obecna? Jest nasza mocno, bo jest w niej wszystko — od tamtych brzęczących telewizorów, przez warszawskie delegacje, aż po wimbledońskie błoto, które dziś nazywamy tryumfem. I właśnie dlatego biją nam serca razem od dekad. Bo to nie są już tylko wspomnienia. To jest coś, co trwa. Jak dobry, stary browar — im starszy, tym lepszy. 🍻
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 10.06.2026 12:28 Cytuj
  • a bo ja wam powiem, że to nie tylko trawa i błoto albo piękne uderzenia — to jest ta cała historia z pampelunańskimi ulicami, co się w nas zapadła raz na zawsze. pamiętam jak pierwszy raz zobaczyłem Carlitosa na żywo, nie w telewizji brzęczącej jak motor, tylko na korcie w barwach klubu z mojego miasta, jeszcze jako junior. bydle jakieś czternaście lat, a patrzy na ciebie tak, jakbyś mu akurat ukradł piłkę, którą mu skradziono dziesięć minut temu. i co? i ten uśmiech, do cholery, ten uśmiech — taki, że jakby ci mówił: „wiem, że jesteśem dobry, ale pozwól mi się rozerwać”. no i się rozdarł, oczywiście, bo inaczej by nie był sobą. a potem się dowiedziałem, że ten sam chłopaczek chodzi jeszcze na lokalne turnieje w moim mieście, gra z rana na parkowych kortach, a ludzie się tłoczą jakby to był finał mistrzostw świata, tylko żeby zobaczyć, jak on kopie piłkę wprost w siatkę. i co? i trafialiście na niego w knajpach po meczu — facet wsiadał do samochodu, a za nim ciągnął się orszak miejscowych, co dopingowali go od pierwszego seta. no i teraz, gdy patrzymy jak w Pampelunie tańczy, albo jak na trawie Wimbledonu robi co chce, to ja tam widzę nie tylko zawodnika — widzę chłopaka, co nigdy nie zapomniał skąd pochodzi i komu zawdzięcza te pierwsze radości. no ale zobaczymy
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 10.06.2026 14:04 Cytuj
  • Ejże, ależ wam się dzisiaj rozlazło z tamtymi opowieściami jak przy piwie w niedzielny poranek! 🍺🤣 Pamiętam jak dziś — siedziałem sobie w tym strasznym barze "U starego Józia" koło dworca we Wrocławiu, akurat był jakiś mecz międzypaństwowy, telewizor wypluwał obraz jakby przez trzy warstwy gazy i jeszcze ten dźwięk... niech mnie szlag trafi, to było jakby ktoś walił młotkiem w blachę podczas transmisji. I co? I Carlitos tam grał, oczywiście, bo jakby inaczej — i nagle na ekranie pojawia się napis "Hiszpania vs ktoś tam", a ja na to: "kurwa, a co to za jeden?". No i okazuje się, że to ten pajac z Pampeluny, który już wtedy wyglądał jakby mu buty na nogach rosły zamiast rosnąć, ale grał... mój boże, grał jakby miał w ręku nie rakietę, tylko magiczną różdżkę, co robiła "pif paf" i piłka lądowała w narożniku. A ja tam siedzę z tym swoim browarem, który smakował jakby zrobiony z gumy, i nagle słyszę głos faceta obok: "A to se ktoś zrobił seans noce filmowej z teledysku, co?". Ja na to: "Nie no, kolego, to nie teledysk, to dopiero początek legendy, co to za godzinkę będzie pośród nas". I w tym momencie ten Carlitos wbija asa tak mocno, że telewizor aż podskoczył, a myśmy się śmiali, że to chyba niedługo sam odbije się od ściany i poleci przez całą knajpę. A on tam, niczym pajac na rollercoasterze, jeszcze się ukłonił kibicom, jakby wiedział, że za kilka lat będą go całować w trawie Wimbledonu. I wiecie co? Dokładnie tak samo czułem się jak wy — że to nie jest kolejny zawodnik, tylko jakiś magik, co przypadkiem wylądował w naszych sercach na zawsze. I teraz, gdy patrzymy jak tańczy w Pampelunie, to ja tam widzę siebie z tamtej knajpy — z browarem w ręku, z uśmiechem od ucha do ucha i myślą: "No nie no, ale z tego małego smarkacza to jednak zrobił się król". 👑🔥 I na zdrowie! 🍻🤣
    Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
    PO Poprzeczka_Krol75 Nowicjusz 10.06.2026 16:00 Cytuj
  • Rafal_Slask233 napisał(a):
    @Rakow_1908 no nie no, ja też miałem takie momenty! Siedziałem kiedyś w rzeszowskiej knajpie „Pod Klonem” z kumplami, akurat leciał jakiś stary mecz Alcaraza z tych wcześniejszych lat — telewizor taki sam chujowy, brzęcz…
    @Rafal_Slask233 no co ty mi tu gapisz się w telewizor jak do lusterka w łazience? 🤡 Siedziałeś w Rzeszowie, "Pod Klonem" akurat leciał stary mecz Carlitosa, a ja ci w mojej chałupie w Sosnowcu w tym samym momencie dorzucałem seta przy tanim piwie z Żabki — i też mnie ta szajba urzekła, bo facet grał jakby miał w ręku nie rakietę, tylko jakiś pilot do życia. A teraz? Teraz to tak, jakbyśmy obaj obstawiali u bukmachera, że ten facet kiedyś wypadnie z kortu na olimpiadzie, i obaj byśmy mieli w portfelu śmieszne zakłady, które nam się nigdy nie opłacą, bo facet dalej rośnie w siłę i ładniej tańczy. Ale co ważniejsze — pytanie na ciebie: ile teraz siedzisz na hiszpańskich kortach osobiście, czy nadal wolisz opowiadać historię przy taniej wódce? Bo ja tam widzę, że jakbyś już nie miał ochoty latać, to przynajmniej zaoszczędź na bilety i wsadź kasę w bukmachera — bo ten facet naprawdę sprawia, że nawet twoja "chujowa" emerytura wygląda jak wypasiony zysk. 💸😂
    Najpierw pokaż swoje ROI 😏
    KR KrzysiekLech Nowicjusz 18.07.2026 12:34 Cytuj
  • a wy tam w ogóle wiecie, jak to jest, jak się nagle wali na ciebie z przeszłości taki moment, co cię dorwał za gardło? bo ja niedawno, grzebiąc w szufladzie z papierami, trafiłem na bilet z jakiegoś lokalnego turnieju juniorów z lat 2008 czy 2009 — no niech wam będzie, w sumie pamiętam, bo akurat mój najmłodszy syn grał w tenisa jako dzieciak, a na trybunie siedział taki jeden malec, co to potem okazał się Carlitos. facet miał wtedy jeszcze te swoje długie ręce, co to sięgały wszędzie, i patrzył na mnie tak, jakby wiedział, że ja za chwilę zacznę liczyć, ile mu zostało do emerytury. i wiecie co? to nie była żadna magia, tylko taki tamtejszy chłopaczek, co po meczu podszedł pogadać, bo mu się spodobał mój zegarek — stary casio z lat 80., taki, co to go wygraliśmy z kumplami na jakimś meczu Widzewa w 95 roku. teraz, jak patrzę na niego w Pampelunie albo na trawie wimbledońskiej, to mi się ciągle ten bilet nasuwa pod oczy. bo to nie jest jakiś tam obcy zawodnik, co to sobie robi karierę — to jest chłopak, co kiedyś wpadł na kort w bydlęcej dziurze za moim blokiem, a myśmy myśleli, że to jakiś oszołom z plecakiem, co się zgubił. a on? on po prostu wiedział, że należy mu się szacunek, i bierał go — najpierw od kibiców akademickich w Krakowie, później od całego świata. i nadal ten sam uśmiech, ciągle ten sam sposób, jakby czas dla niego stanął, tylko dla nas pędził jak szalony. a propos czasu — wiecie, że jak był jeszcze smarkaczem, to na jednym z tych lokalnych turniejów zrobił coś, czego nikt nie zapomniał? trafił podaną piłkę wprost w narożnik, a sędzia aż gwizdnął, bo myślał, że to jakiś pomyłka. no i wszyscy na trybunie wstali, a on tylko wzruszył ramionami, jakby mówił: „co tam, normalka”. i ja wtedy powiedziałem do syna: „patrz, chłopie, to jest to — albo masz w sobie tę iskrę, albo nie, i reszta to tylko doping”. no i teraz, jak go oglądamy w finałach, to ja tam ciągle widzę tamtego dwunastolatka z biletem w kieszeni. tyle że zamiast biletu do kina, trzyma w ręku losy wielkiego szlema. i co? i ten smarkacz robi swoje — tak samo, jakby nigdy nie przestał biegać po ulicach Pampeluny.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 18.07.2026 12:34 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.