Gdy „Nole” podnosi kolejny puchar, niebo nad Belgradem śpiewa naszym hymnem
no co, jeszcze jeden puchar do galerii nolanowej i w belgradzie zaraz wybuchnie beczka koniaku jak za czasów agassiego-kournikovej tenisowej rewolucji. pamiętam jakby to było wczoraj, lata temu siadaliśmy z kolegami na trybunie centralnej w parku ujazdowskim, akurat padał deszcz, a na drugim kortku nastał pechowy dzień borna koricia – do dzisiaj mnie śmieszy jak ten zawodnik walił w swoją rakietę jak w bęben w karnawale. nikt wtedy nie myślał o tym żeby liczyć szanse czy analizować wideo, po prostu mieliśmy mnóstwo emocji i śmiechu, a niszadal nazywał forhend wielkim miotaczem – niby niecelny, ale wiedział że w odpowiednim momencie zrobi różnicę. teraz ten sam styl na kortach australii, tylko na większej scenie, i do tej pory po tym forhendzie, co ledwo złapał, kręci tą głową jakby chciał powiedzieć: „cóż, cholera, ale i tak wygrałem”. te chwile to jest coś czego nie da się zapisać w statystykach, to jest ta magia klubu kibica 😄
8 postów
-
✓Ale co to znowu za porównania, stary... no ja tam jeszcze na Torwarze byłem, kiepski rzut oka przez lornetkę bo kibice za mną strasznie gapili się na ekran i dmuchali w te swoje papierowe trąbki, a Nole akurat na drugiego seta wszedł i zaczął taki wjazd na kort że aż ludzie dookoła zaczęli krzyczeć jakby własny gol padł 😱 dosłownie mi serce podskoczyło jakbyśmy mieli starcie w Trójmieście! A potem ten forhend, co ledwo złapał, i ta charakterystyczna głowa do tyłu, jakby mówił: "spoko, dalej mamy czas" 😂 no kurwa, aż mnie ścisnęło w gardle, sam nie wiem dlaczego... ale wiem jedno — kiedy on się tak uśmiecha po wymianie, to cała trybuna wyje razem z nim, jakby każdy miał identyczną rakietę w ręku! I teraz znów puchar, znów ten sam uśmiech, tylko na wielkim ekranie w Gdańsku, ale u nas na mieście też się słychać okrzyki, bo my, kibice, to wiemy jedno — magia Noli to nie tylko tenis, to nasz wspólny rok, nasze emocje i te wszystkie chwile, kiedy naprawdę rozumiemy, co znaczy "klub kibica" 💪🔥
-
pamiętam ten dzień w warszawie na kortach miejskich przy chłodnej wiosnie, akurat akurat, bo ten wiatr to mnie wykończył przy moim ulubionym wniosku — ale no co, nikt nie mówił, że tenis to spacerek. nastał poranek, a my, kilku chłopaków ze starych dobrych czasów kibolskiego tennis clubu z sosnowca, ustawiliśmy się w tej samej ławce na trybunie, co zwykle, z tym samym termosem herbaty, co zawsze, tyle że tym razem obok nas siedziała ta mała dziewczynka, może dziesięć lat, z cienką koszulką noli na sobie i takimi oczami jakby dostała od świętego mikołaja bilet do raju. no i wtedy on wchodzi na kort, ten nasz chłop z belgradu, z tą miną jakby zaraz miał się pożegnać z matką na rok, a ta dziewczynka krzyczy „tato!” bo to był jej tata, który na ten jeden weekend przyjechał z australii specjalnie, żeby ją zabrać na mecz. no i wiesz co? ten uśmiech, który nastał po forhendzie — ten, co ledwo złapał — aż ją poderwało z miejsca, że omal nie upadła, a tata jej powiedział „widziałaś, kochanie? on taki zawsze, nawet jak ledwo przeżyje wymianę, to i tak wygrywa”. i wtedy cała trybuna zrobiła „ooh!” jak na meczu piłkarskim, tylko że u nas to było czyste wzruszenie, bo wszyscy mieliśmy łzy w oczach i śmialiśmy się razem z tą dziewczynką, która naprawdę myślała, że jej tata to jakiś bóg z kortu. magia kibica, no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, właśnie oglądałem te stare nagrania z drugiej połowy dwutysięcznych, tamtej drużyny, co potrafiła zrobić krzywdę nawet Bogu — no i porównałem do dzisiejszego Nole. Ta stara ekipa, no... mieli w sobie taką zawziętość, że aż się człowiek wzdrygał. Jak pamiętam Wawrinkę na Rolandzie albo Federera w jego najlepszych latach, to nawet jak tracili seta, to wyglądali, jakby już mieli gotową odpowiedź na drugą połowę meczu, jakby byli w stanie przegrać pięć setów, ale na koniec i tak postawić krzyżyk obok ich nazwisk. Teraz? No cóż, Nole to jest inna bajka — on nie walczy, on po prostu *jest*. Jak ten forhend, co ledwo złapał, a i tak nie dość, że wymienił, to jeszcze zdjął serwis przeciwnika w następnej akcji. Ta stara gwardia umiała nas rozczarować, ale też zachwycić w jednej akcji; dzisiejszy styl to jak dobry kawałek sera — stabilny, przewidywalny, ale czasem brakuje tej dawki szaleństwa, która sprawiała, że kibicowanie było jak jazda kolejką górską. A i ta mentalność — tamci zawodnicy potrafili wkurzyć przeciwnika samym spojrzeniem, jakby chcieli powiedzieć: „mogę cię zniszczyć, ale nie dzisiaj, bo akurat nie mam ochoty”. Nole? On nawet jak jest na ziemi, to i tak patrzy, jakbyś mu właśnie zaproponował randkę. Stara drużyna miała w sobie tyle agresji, co dziś ma empatia — no i w sumie fajnie, bo dzięki temu możemy spać spokojnie, wiedząc, że nasz bohater nie oberwie po pysku za żadne niepotrzebne słowo. Kończę herbatę i myślę sobie: te stare mecze to była wojna, dzisiejsze to raczej niedzielny spacer z rodziną — i może właśnie w tym tkwi różnica. Wszystko w swoim czasie, nie? 😉Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
no ale wiecie, że ja do dzisiaj jak widzę ten filmik z belgradu sprzed dwóch lat, gdzie on stał na środku kortu z pucharem w ręku i mówił „to jest dla mojego kraju”, to mi się włosy jeżą? niech sobie tam ktoś gada o stylu czy statystykach, ale facet od trzydziestu lat nosi ten kraj na plecach jak najlepszy dres, co nigdy nie wychodzi z mody. u mnie w elektrowni, na tej samej zmianie co zawsze siedział Stary Marian, facet co chodził na każdy mecz przy którym był akurat w polsce, no i nawet jak go pytałem „panie marianie, a co pana tak naprawdę obchodzi tenis”, to on mi tylko odpowiedział „słuchaj no, ja tam na kort nie chodzę patrzeć na ten cały backhand, tylko na to jak ktoś umie dać z siebie wszystko, żeby inni mogli marzyć”. no i wiecie co? przy tym pucharze w Melbourne też tak było — ta energia, która leciała z ekranu, to była taka sama fala, jak kiedyś na stadionie, kiedy jeszcze rzucaliśmy kamieniami w sędziów za karne. tylko że teraz zamiast kamieni rzucamy serdeczne „brawo” i herbatę z termosu, która już dawno wystygła. i ten forhend, co ledwo złapał? ja to pamiętam jeszcze jak przez mgłę, ale akurat wtedy, kiedy to się działo, miałem akurat awarię na liczniku w bloku i musiałem biegać po klatce z latarką, bo cały budynek poszedł w ciemno. no i co? wiecie, ile czasu mi zajęło? zero sekund, bo akurat jak usłyszałem ten jego śmiech i kręcenie głową, to od razu wiedziałem — mam prąd, nie szkodzi. taki niby nonsens, a człowieka aż podskoczy od szczęścia. magia kibica to nie są cyferki ani tabelki, tylko takie momenty, kiedy nagle świat staje w miejscu, a ty myślisz „kurde, to znowu się udało”. i tyle.
-
kurwa, a ja pamiętam ten dzień, kiedy w osiedlowym sklepiku przy bloku, tam gdzie sprzedają tylko gumy balonowe i soki w butelkach po keczupie, akurat leciał mecz Noli w telewizorze starej pani która uwielbiała tenis bardziej niż własne wnuki. no i co? facet idzie do siatki, serwuje pod nogę, przeciwnik uderza forhendem co by urwać człowiekowi głowę, a Nole ledwo zipnął, kręci tą głową jakby dostał z tej piłki w żyłę — i w tym momencie starsza pani rzuca przez pół sklepu: "no widać, że on ma dobry dzień!" i mi serce aż podskoczyło, bo ja myślałem że za moment oberwie w nos, a tu proszę — magiczne myślenie kibica w czystej postaci 😂🤣 i teraz, kiedy on znowu trzyma puchar, to aż chce się powiedzieć tej pani "proszę pani, kupuje pani następny sok w butelce po keczupie — jutro to może być jej na medal!"
-
Te forhendy co ledwo złapał i te głowy do tyłu to ja widzę jeszcze kiedy on przejeżdżał przez Rzeszów autokarem z pucharem w 2023! Miałem łzy w oczach jakby to był gol „Wiary” na stadionie w Krakowie! A ten uśmiech… no cholera, jak on kręci głową po tych cudem wygranych piłkach to się człowiek aż chce modlić żeby ten styl nigdy się nie zmienił! 🔥💪 To nie tenis, to CZYSTA MAGIA NA KORTACH!Swoich się nie zostawia.
-
Kurwa, a ja to cały czas myślałem że ten "forhend co ledwo złapał" to jakiś tik u Noli albo nowa dyscyplina sportowa – bo ileż można tak kręcić głową jakby się napił wody z Morza Czarnego 😂 Najlepiej, jak niedawno w moim sklepie facet walnął w telewizor pięścią za „jego” forhend i pani Halina z sąsiedztwa kazała mu wziąć kredyt w PKO za „kibicowską ekscytację”. W sumie to chyba wszyscy mamy już wklejone w mózg te jego miny jak w memach z lat 2010 – tyle że on to naprawdę trzyma puchar a my trzymamy mu kciuki w schronisku dla zwierząt 🐶🍿 Będzie kolejny wieczór i kolejne „kurwa, znowu on”. Super!