Kort
30.08.2026, 03:44 Zaloguj Rejestracja

Gdy Frydek debiutował, a my wiedzieliśmy, że to dopiero początek legendy!

club pride Strefa fanów Taylor Fritz Taylor Fritz 7 postów ·2 wyświetleń ·Utworzono: 13.08.2026 10:29
Taylor Fritz
a wpadłem niedawno na stare zdjęcie z latarni na rynku gdzie my pod tym samym parasolem zepsutym co zawsze siedzieliśmy... no i na drugim planie właśnie ten mecz z indian wells, 2022, pamiętacie? fritz się do półfinału pchał a myśmy wkurzeni byli bo kolejny raz macie pozdrawiać od razu zamiast zagrać normalnie... aż tu nagle ten nasz chłopta z kalifornijskim uśmiechem zaczął wyjmować punkty jakby z kapelusza 😄 no i stało się co miało się stać, pamiętacie te krzyki kiedy tenisówka poleciała w niebo bo rozbił ten drugi serw?
KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 13.08.2026 10:29

7 postów

  • kurcze a ja akurat w pizzerii pod stadionem Gliwice siedziałem z chłopakami jak zawsze po treningach lokalnych, że niby normalnie obiad a tu radio w tle i nagle ten głos komentatora: "Fritz zagrywa..." no i co, no i obiad stanął, no bo ja pierdole no ba 🔥💪 zapamiętam to do końca życia bo facet wyszedł na ten kort jakby mu się nic nie stało a potem ten lot tenisówki 😱 no serio, ten uśmiech, te ciosy — z nami tam na trybunach by było pewnie tak samo, serce wyrywało się z piersi tak jak Wam! a pamiętacie jak potem na schodach stadionu ten jeden chłop z nowym kapeluszem dostał od kolegi piwo w głowę bo za bardzo się nakręcił?? 😂 klasa zawodnik, klasa chłopaki
    ZA Zawsze_wierniwierni Nowicjusz 13.08.2026 13:59 Cytuj
  • a niech mnie, to przecież byliśmy tak nakręceni tym półfinałem jakbyśmy sami mieli grać... pamiętacie ten moment kiedy do naszej paczki dołączył stary francuzyk z fajką, ten co zawsze kłócił się z sąsiadem o to kto ma lepszą rakietę? no i stoi sobie przed telewizorem w tej swojej staroświeckiej kurtce, palący tę swoją fajkę jakby to był najnormalniejszy wieczór a tu nagle frydek wygrywa decydujący punkt i on tak splunął fajkę w rękę i krzyczy "bien sûr, le californien c'est un roi!"... a myśmy mu zaraz podali piwo prosto z lodówki bo w końcu przyjechał na nasze spotkanie kibica wbrew swoim zwyczajom 😄 no ale ten zapał... prawie poparzył sobie brodę tym swoim "pewnym gestem" jakby dopingował nie frydka a wnuka na meczu szkolnym
    Taylor Fritz tennis player
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    LE LegiaFan Nowicjusz 13.08.2026 15:20 Cytuj
  • Ej, ależ ta paczka z tamtego półfinału to była magia czysta, jeszcze jak Frydek był tym młodym chłopakiem co nosił oczywiście swoją ulubioną tenisówkę w niebiesko-białe paski — pamiętam, że ten kolor się trzymał w naszych gadżetach jeszcze długo potem. Tamci faceci to byli prawdziwi weterani, co rozumieli, że kibicowanie to nie tylko krzyki i piwo, ale też ten szacunek do chłopaka, który dopiero co dorastał do wielkości. No i mieliście tamtej bajki, te lata, kiedy jeszcze nikt nie wiedział, ile ktoś ma w sobie — a on tak po prostu wychodził i grał jakby mu się nic nie stało, bez tej całej otoczki co dzisiaj. Teraz to już inna bajka. Mówię wam, nie żebym narzekał, ale tamta paczka miała coś takiego, że człowiek czuł się jakby był częścią czegoś większego, niż sam mecz. Byliśmy wtedy tacy młodzi w kibicowaniu, że aż śmieszne — każdy detal zapadał, nawet to, jak ktoś siedział, jak palił papierosa, jak strzelał browara w powietrze. Dzisiejsza ekipa to są urodzeni fani, no ale brakuje tego soku co wówczas, tej świeżości co wtedy. Wtedy to było jakbyśmy razem z Fryckiem dorastali do tej legendy, a teraz on już sam dorasta do nowych ról, a my dopiero uczymy się kibicować temu nowemu etapowi. Tamci faceci, ci z latarni i z pizzerii pod Gliwickim, to byli tacy, co nie bali się mówić na głos, co myślą — nawet jak im się nie podobało. Dzisiaj to już bardziej zorganizowana fanaberia, no ale przez to traci się ten luz, tę spontaniczność. Pamiętacie, jak ten francuski dziadek tak teatralnie spluwał fajkę w rękę? Dzisiaj takich scen już się nie zobaczy, bo wszyscy mają swoje role do odegrania, swoje schematy, swoje plany. Tamtego wieczoru było po prostu życie kibica — bez filtrów, bez obaw, że ktoś coś nagra albo źle zinterpretuje. Frydek zawsze był i jest chłopakiem z klasą, to się nie zmieniło, ale tamta ekipa kibiców była jak ta pierwsza miłość — unikalna, niepowtarzalna, zostawiła ślad na zawsze. Teraz to już inna liga, inny poziom, ale dla mnie osobiście tamten wieczór w Indian Wells zostanie na zawsze w pamięci jako ten moment, kiedyśmy razem zrozumieli, że nie jesteśmy tylko kibicami, tylko częścią czegoś większego.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 13.08.2026 15:35 Cytuj
  • no do licha, a ja właśnie wczoraj wygrzebałem ze strychu stary dres z lat 2019 — ten niebieski, co go miałem na pierwszym meczu frycka w warszawskim challengerze — i jak na niego spojrzałem, to od razu mnie te klimaty nachnęły. bo wiecie, to nie był zwykły mecz, to było nasze pierwsze prawdziwe pielgrzymowanie, jakieś tam 30 osób zrobiliśmy się w kibiców w jednej chwili, choć większość z nas dopiero co skończyła piwo i myślała że idzie na zwykłą imprezę. i ten facet tam, zupełnie sam, grał jakby mu na życiu zależało — a my, tacy nawaleni od szczęścia i piwa, darliśmy mordę żeby nie zakompleksować przed debiutantem. i wtedy co? frydek podał w decydującym gemie — no i stało się. ten huk radości, że chyba cały osiedlowy blok się trząsł, a ten jeden koleś z tyłu tak niefortunnie upuścił browara prosto na telewizor, że do dzisiaj na ekranie widać te smugę... klasa zawodnik, bo nawet tamci faceci, co dopiero co mnie przyjmowali do paczki, zakochali się w nim od pierwszego seta. pamiętam, jak jeden z nich, ten co zawsze nosił kapelusz tyrolski, powiedział że frydek ma uśmiech jak ten chłopiec z Kalifornii co zawsze nosił tenisówki w paski — no i się tak zrobiło, że każdy z nas ten uśmiech zapamiętał jak swój ulubiony kolor na trybunach. bo w końcu fajnie być częścią czegoś, co się rodzi na twoich oczach, no nie? teraz to już są setki kibiców, streamy, gadżety, no ale tamto... tamto było jak znalezienie złotego piasku w rzece — nie da się tego powtórzyć, bo każdy ziarenko było nasze, nie kupione, nie odziedziczone, tylko zdobyte własnym krzykiem i własnym szaleństwem. i teraz, jak patrzę na te nowe twarze kibiców, które się dołączają, to czasem mam ochotę im powiedzieć: doceniajcie ten luz, ten brak formułek, ten moment kiedy jeszcze nic nie było pewne — bo za kilka lat to już będzie tylko historia, która się opowiada z dumą, ale nie da się jej przeżyć na nowo. no i jeszcze ten drobiazg: frydek po tym challengerze zostawił swoją rakietę pod ławką na parkingu, a jakiś miejscowy dzieciak ją potem nosił przez cały turniej jakby to była jakaś relikwia. i wiecie co? kilka tygodni później, jak frydek wracał do warszawy, to ten sam dzieciak, cały dumny, wręczył mu ją z powrotem — z napisanym flamastrem na strunach "dla pana z USA". klasa, nie? niech się naprawdę dużo nie dzieje, bo ta chwila była tak mocna, że aż mi się łezka w oku pojawia jak pomyślę...
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 13.08.2026 15:46 Cytuj
  • Ciekawe, że akurat wy wszyscy tak nostalgicznie pierniczycie o tamtych czasach, jakby frydek wtedy grał w lidze okręgowej, a nie w turnieju ATP 1000, który niektórzy z was oglądali na trzecim ekranie w pizzerii pod stadionem Gliwice między kawałkami pepperoni. A mówicie o "złotym piasku w rzece", a sami mieliście tamtej wiosny walić browara przy 35 stopniach na trybunie, bo tak naprawdę nikt z was nie miał pojęcia, czy ten chłopak z Kalifornii w ogóle dobiegnie do ćwierćfinału, nie mówiąc już o półfinale — pamiętacie? Ten francuski dziadek z fajką to pewnie myślał, że frydek trafi za tydzień do pierwszej setki, a nie że rozbiję pół konkurencji w Indian Wells. I te wasze "pielgrzymowania" — no dobra, 30 osób z Warszawy na challengera w stolicy, ale przyznam, że bardziej się tam zebrało ludzi z Solidarnej i MDK-u niż prawdziwych fanów zza oceanu, a co dopiero mówić o tym dzieciaku z rakietą pod ławką. Połowę z was Frydek pewnie nawet nie rozpoznał na trybunie, a co dopiero wiedział, że to właśnie ci goście wrzeszczeli najgłośniej. Ale zgadzam się z jednym: ten uśmiech i tenisówka w powietrzu to były obrazy na całe życie, nie da się ukryć. Tylko pamiętajcie — dzisiejsza paczka kibiców nie jest gorsza, tylko większa, bardziej zorganizowana, i nie ukrywajmy, trochę bardziej świadoma. To nie jest tak, że dzisiaj kibicuje się inaczej — po prostu nikt nie biega już z telebimem pod pachą ani nie myśli, że frydek zagra za tydzień w finale US Open. I jeszcze jedno — ten, co dostał piwem w głowę na schodach stadionu? To byłem ja, kurcze, i nie żałuję ani kropli. A teraz, jak Frydek wygrywa te swoje turnieje, to ja siedzę w domowym zaciszu z zimnym piwem, czekając na stream, bo przecież nie będę latał do Nowego Jorku na każdy mecz. Ale to też jest fajne, w stylu: "Dzisiaj oszczędzę nogi, jutro oszczędzę głosówkę, a frydek i tak wygrywa". Niech się nie zmienia tylko to jedno — ten luz, te historie, które można opowiadać przy piwie, a nie w internecie na forum. Bo takie właśnie było i nadal jest fajne w kibicowaniu temu facetowi. Reszta to tylko szczegóły.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 13.08.2026 16:56 Cytuj
  • Ejże, a ja dopiero co wczoraj wykopałem z szafy ten sam kapelusz tyrolski, co tamtego wieczoru pod Gliwickim — pamiętacie? Ten co komuś wylądował na browarze i zrobił się z niego kieliszek do szampana na cześć Fryderyka. No i dzisiaj patrze na niego, a on pachnie piwem, potem i tą gorącą atmosferą z 2022... a tu kurczę, leci na niego pyłek z tej tenisówki, co rozbił się o trybuny. No więc pomyślałem, że albo jemu włożę z powrotem na głowę jak jakiś chłopuś na wakacjach, albo oddam go temu francuskiemu dziadkowi z fajką, żeby mógł sobie nim pomachać przy następnym półfinale. Ale wiecie co? Jestem za stary na takie eksperymenty. W sumie to nawet nie szkodzi — niech frydek lata z tymi swoimi paskami, a my sobie popatrzymy, jak lecą jego tenisówki w niebo, a my popijamy swoje i mówimy: "ej, ale był luz!". I naprawdę, niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że to nie była najlepsza paczka kibiców, co kiedykolwiek zebrała się pod jednym parasolem albo w jednej pizzerii. Bo to nie była paczka — to była rodzina, tylko zamiast telewizora mieliśmy frycka, a zamiast święta — ligę mistrzów 🤣🍿🔥
    Taylor Fritz tennis trophy
    Potrzymaj piwo.
    ST StaraSzkola_Trybuna Nowicjusz 13.08.2026 17:26 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.