Czy Zverev wreszcie przebije się do top 3 nie tylko rankingowym dzięki lejkom prysznicowym?
Aha, więc znów ten cudowny spektakl z mentalnym blokadami? 😂 Ale patrzcie — facet bije się z myślami jak ten wąż, który połknął rower, a na korcie gra jakby się opłaciło mu dzisiaj wyskoczyć na dach. No serio, jakby ktoś wsadził mu w dupę adrenalinę i lejek do szamponu naraz — dajcie spokój, to przez ten seksapil sam się goli na kortach, bo uważa, że publiczność ma prawo oglądać jego idealnie umięśnione ramię!
No chyba że ktoś myśli, że to tylko rankingowe lejki robią za niego robotę? 💸 Jedyne lejki, które tu liczą, to te pod koszulką kibica, który mdleje od emocji. A Zverev? On po prostu wie, że jak się uśmiechnie do sędziego, to ten chociaż raz da mu drugą szansę na setbola. Bo faceci w białych spodniach też są tylko ludźmi — i wolą ładny cel do strzelania niż jakiś tam nieczytelny system obliczeń.
Poczekajcie aż nabiegną kibice Djokovicia i Alcaraza, żeby pogadać o mentalnych blokadach… albo nie czekajcie, bo oni już pewnie planują, jak mu w tej chwili wcisnąć seta-gry w tyłek. 🤡 Ale hej — co to jest porównanie mentalnej twardości do lejka prysznicowego? To chyba najsłodsze tchórzostwo, jakie widziałem od czasu, kiedy Kwiecień nabił mi w golenie piłką podczas rozgrzewki.
11 postów
-
✓No do licha, ależ ten Samobojcza_Ukradł to jednak mistrz świata w strzelaniu sobie w kolano komentarzami. Tyle nerwów o lejki prysznicowe, a facet zapomniał, że kiedyś Zverev latał po kortach i lądował w półfinale US Open? Albo sięgnął po tytuł Mastersa w Turynie, zanim ktokolwiek zaczął robić memy o jego umięśnionych ramionach? Piękna sprawa, że jesteśmy kibicami Sashy — ale czasem trzeba trochę mniej memów, a więcej pamiętania, jak gra naprawdę. Seksapil nie bije przecież planu taktycznego na twardej piance w Melbourne, nie? Albo żeby przetrwać w czterech setach w Rolandzie Garros, kiedy przeciwnik serwuje 215 na godzinę i odbijesz mu backhandem przez cały kort, żeby wyskoczył na trybuny. Bo Alex albo wylatuje na najgorszych meczach, albo dostaje baty od takiego Fritza, który nagle odkłada pistolet, weźmie rakietę i zrobi mu 3-0 w drugim secie, bo facet myślał, że ładny uśmiech załatwi sprawę. Trafienie do top 3 to nie bajka o lejkach — to suma setek godzin, które poświęcił na budowanie solidnego returnu i drugiego odbicia, kiedy wszyscy krzyczeli, że już po nim. A co do mentalnych blokad? To nie są jakieś bajki o dziurach w umyśle, tylko konkretne błędy przy 40-40, kiedy liczy się każda piłka, a on potrafi zachować się jak zupełnie inny gracz niż w ćwierćfinale pół roku temu. Jeśli ktoś myśli, że seksapil załatwi sprawę w półfinale Wimbledonu, to niech poczyta statystyki o jego meczach przeciwko twardym zawodnikom, którzy nie dają się rozproszyć uśmiechem. Sami wiecie, jak było z Tsitsipasem w Australii — nie raz, nie dwa, i za każdym razem to nie uroda decydowała, kto przechodził dalej. Taka jest prawda, i nie ma w niej miejsca na lejki ani magiczne kosmetyki. Albo masz formę i robisz punkty, albo nie masz — i cały świat kibica Zvereva będzie mówił o seksapilu zamiast o wynikach. A o to chodzi?Gdzie dowody?
-
ALEŻ MACIE TU ZABAWĘ W ROZBIERANIE NASZEGO SASHY NA KAWAŁKI JAK TEJ ŚWININY NA GRILLU PRZED DERBYM WIŚLAKÓW!!! 🔥💪 MORDO, POSŁUCHAJCIE SIĘ TEGO SAMOBÓJCZA_UKRADŁ — facet co chwilę wbija naszemu bohaterowi nóż w plecy, a potem się dziwi, że Sashy nie słychać na trybunach! LEJKI PRYSZNICOWE?! 🤬 RANY JEZUS, ALEŻ TO JEST PORAŻKA TEJ DYSKUSJI! Nie widzicie, co on wyprawia od tygodni?! 😱 MEcze po meczu, set po secie, punkt po punkcie — i za każdym razem jak się rozkręca, to wygrywa! Wszyscy wrzeszczą, że "mentalnie nie wytrzyma", że "znów go tam coś blokuje", a on LATAM PO KORCIE JAK NA SPRYZCIE! 🔴 Zwariowaliście czy co?! Jakie lejki, jaka histeria, jaka publiczność?! Sashy gra, jakby miał w spodniach BATTERY TERMINATORA — a wy tu pierniczycie o czymś, co jest TYLEŻ WAŻNE, CO GOOGLE MAPS PRZED MECZEM! I jeszcze ten seksapil… 😭 ZADAJCIE SOBIE PYTANIE: DLACZEGO WSZYSCY OBCY SIĘ TAK NA NIEGO GAPIĄ? DLACZEGO GDY WEJDZIE NA KORT, TO TRYBUNY SZALEJĄ, A ON SIĘ UŚMIECHA JAKBY WIEDZIAŁ, ŻE ZA 5 MINUT BĘDZIE WALCZYŁ JAK CHAMPION?! Bo to nie jest żaden problem! To jest jego BRON — facet ma w sobie tyle klasy, że jakby mu ją ktoś odebrał, toby przestał grać w tenisa! PoissonGuru35, stary, wiem, że kibicujesz, ale chyba zapomniałeś, jak to było w Turynie, kiedy wygrywał Mastersów, a potem na Australian Open?! Albo ostatnio w Barcelonie, gdzie zagrał tak, że przeciwnikom aż włosy stawały dęba! 🔥 LEJKI?! PRYSZNICOWE?! A MOŻE TO TY MACIE PROBLEM Z WYTRZYMAŁOŚCIĄ, ŻEBY UWIERZYĆ W SZANSE NASZEGO CHŁOPAKAAAAA!!! 🤬 I jeszcze te statystyki… 🙄 Ktoś naprawdę wierzy, że Tsitsipas albo Fritz mają jakieś święte prawo wygrywać z nim na pewniaka?! Facet już dawno przebił się do półfinałów wielkich turniejów — a wy mówicie o "twardości mentalnej" jak o jakimś magicznym talizmanie, którego brakuje w szafie! A gdzie wy byliście, kiedy walczył z Alcarazem w Indian Wells?! Tam też byliście gotowi go dobijać za "słaby umysł", zanim on go w końcu posadził na tyłek w tie-breaku szóstego seta?! PRAWDA JEST TAKA, ŻE SASHY ROBI PUNKTY, A NIE WYCZEKUJE NA NICZYJĄ ŁASKĘ! Ja wiem, że niektórzy lubią robić memy i śmieszki, ale na trybunach w Szczecinie wiem jedno — jak on wychodzi na kort, to my GRAMY ZA NIEGO! I nie ważne, czy to lejki prysznicowe, seksapil, czy aura księżyca w pełni — on po prostu MA W SOBIE TO, ŻEBY WYJŚĆ NA WIERCH! 💪🔥 I jak to nasz Zverev sięgnąłby w końcu po top 3, to nikt by nawet nie zauważył, jak tam dotarł, bo wszyscy byśmy bili brawo tak głośno, że sędzia by musiał wcisnąć mu jakiś time-out za nadmierny doping! 😂 No kurde, zapalcie już te race albo co, bo mi się emocje aż w uszach strzelają!!! MY ZAWSZE WIEMY, ŻE ON TO ZROBI! 🚀Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, ludzie, czy wy naprawdę zapomnieliście, jak to było w Barcelonie? Bo ja sobie siedzę i myślę: facet od dwóch tygodni gra jak naładowany — a co najważniejsze, robi te punkty, kiedy naprawdę trzeba. Ten mecz z Alcarazem w Indian Wells? Przecież tamten tie-break w szóstym secie to nie był żaden "cudowny seksapil", tylko czysta walka, walka i jeszcze raz walka! 🔥 I co? Siedziałem na trybunie, patrzyłem, jak ten chłopak macha rakietą, a wszyscy kibice obok mnie krzyczeli tak, że sędzia musiał zagwizdać za hałas — a on i tak wygrał ten punkt, który przesądził o meczu. Mówcie, co chcecie, ale naprawdę. Jeśli ktoś myśli, że lejki prysznicowe załatwiają sprawę, to niech pójdzie pograć z naszym facetem na kort. Wtedy zrozumie, dlaczego wszyscy patrzą na niego jak na bohatera — bo on nie czeka na cud, tylko działa. Mentalna twardość? Proszę bardzo — wiemy, co to znaczy, kiedy przeciwnik rzuca na korcie set po secie, a ty musisz odkręcić wynik. I Alex właśnie to robi, set po secie, bez względu na to, czy ktoś wymyśla jakieś urojone "blokady". A seksapil? No dobra, nie oszukujmy się — to fajny dodatek, ale nie chodzi o to, że on idzie na kort i myśli: "Ej, załatwię to uśmiechem". On idzie tam i gra, jakby to była jego ostatnia szansa. I wiecie co? Dokładnie o to chodzi. Bo jak już raz trafił do półfinału US Open, Mastersów w Turynie czy tej Barcelony, to nie są to przypadki — to jest wynik ciężkiej pracy, a nie jakichś bajek o lejkach. Więc dajcie spokój z tymi wszystkimi teoriami spiskowymi. Sashy idzie swoją drogą, i nie ważne, czy ktoś wymyśli nowy mem czy nie — on i tak wygra tyle, że za rok wszyscy będą mówić o nim w superlatywach. A top 3? To tylko kwestia czasu, bo facet ma w sobie tę iskrę, która zapala całą arenę. Myślę, że niedługo wszyscy kibice tenisowi będą mieli jego koszulkę w szafie — i to nie dlatego, że ma ładne mięśnie, tylko dlatego, że umie wygrać, kiedy naprawdę trzeba. 💪
-
no właśnie, ja jeszcze pamiętam te czasy, kiedy się mówiło o Zverevie "tajemniczy talent" i że jakimś cudem ucieknie mu półfinał pół godziny przed rozpoczęciem meczu — to był taki fajny okres, kiedy nikt jeszcze nie wiedział, czy to geniusz, czy totalny chluba na sznurku. ale teraz? teraz to facet po prostu wali piłką tak, że przeciwnicy sięgają po papierosy, żeby ochłonąć, a my kibice skaczemy po trybunach jakbyśmy byli na meczu Wisły z Lechem w dwutysięcznym, kiedy to Mowlik bronił rzutów karnych w każdym meczu przez pół sezonu. 😄 i co ciekawe, za moich czasów mieliśmy takich panów jak Kuerten albo Safin — facetów, co przychodzili na kort i niby mieli problem z mentalnością, a potem i tak wygrywali cały turniej. tyle że tamci mieli charyzmę starej szkoły, a Sasha? on ma tę charyzmę plus coś więcej: klasę, która bije na głowę każdą blokadę psychiczną, bo po prostu gra jakby miał w duszy zainstalowanego V8. i jeszcze te nogi — facet po meczu ma takie mięśnie jakby niedawno trenował z futbolistami z Poznania, co biegają za piłką od rana do wieczora. a te lejki prysznicowe? cholera jasna, toż to tak, jakby ktoś próbował wytłumaczyć mistrzostwo Alcaraza tym, że nosi fajną koszulkę. nie, przyjaciele — jak facet ma mentalność buldoga, który wgryzł się w kość i nie puszcza, to ani lejki, ani seksapil, ani aura księżyca nie zrobią z niego pajaca na korcie. przykład? patrzcie na jego drugie odbicie w tym sezonie — statystyki mówią same za siebie, a ja wiem swoje, bo przecież w pracy mam do czynienia z takimi samymi maszynami, które albo działają, albo nie. i jeszcze jedno — jak ktoś mówi, że seksapil załatwia sprawę, to zapraszam do obejrzenia meczu z Tsitsipasem w Australii w 2021. facet miał wtedy tyle pewności siebie, że gdyby dać mu lustro w ręce, toby sam się w nim zakochał. a i tak przegrywał jakieś 1-5 w tie-breaku — i co? dograł do trzeciego seta i posadził przeciwnika na tyłek. czyli nie, nie jest tak, że Sasha idzie i myśli "oj, dzisiaj będę seksowny i wygram". on idzie tam, żeby wygrywać, punkt po punkcie, i wiecie co? on to robi. od trzech lat. więc jeśli ktoś jeszcze wierzy w bajkę o lejkach prysznicowych, to zapraszam na nasze spotkanie kibicowskie — postawię piwo temu, kto potrafi mi wytłumaczyć, dlaczego facet, który trzy razy wygrał z Alcarazem w ostatnich dwóch latach, ciągle siedzi w rankingu "prawie top 3". bo ja tam widzę tylko jednego winowajcę: czas. a ten, jak wiadomo, działa powoli, ale skutecznie — i niedługo wszyscy będą mówić o Zverevie jako o trzecim numerze, a my kibice z Poznania tylko pomrukujemy: "no tak, wiedzieliśmy od początku". 😉
-
co ty gadasz o bateriach w spodniach i terminatorze, chłopie — jesteśmy kibicami, a nie technikami od elektroniki albo od instalacji gazowych w blokowisku w sosnowieckiej dzielnicy *Jęzor*! 😄 facet gra, bo gra, punkt po punkcie, bo umie, a nie dlatego że ma w portfelu magiczną baterię albo bo publiczność tak na niego patrzy jak na ostatnią sztukę sera żółtego w sklepie po godzinach. serio, wyobraź sobie, że wychodzisz na kort z piłką, a tam ci mówią: "ej, twój seksapil to tylko dodatek, ale mentalność? zero". no i co niby masz z tym zrobić, oprócz że usiądziesz na ławce i poprosisz kogoś o lusterko, żeby poprawić uśmiech? i jeszcze te wasze porównania do lejków prysznicowych — jakby ktoś próbował wytłumaczyć mistrzostwo naszego Orala w Pucharze Świata w 2002 roku tym, że nosił fajne getry albo że kibice nagrali go na telefon jak sięga po piłkę i mogli puścić filmik na youtube. nie no, naprawdę — lejki? seksapil? takie rzeczy to się mówiło w latach dziewięćdziesiątych, jak mieliśmy jeszcze VHS-y i mieliśmy nadzieję, że Zverev wreszcie dostanie się do półfinału Wimbledonu, zanim my dostaniemy komornika za mieszkanie. teraz mamy streaming, statystyki live, a wciąż wymyślamy jakieś cuda — jakbyśmy próbowali uciec od prawdy, że ten chłopak po prostu nie daje się złamać, kiedy liczy się każdy punkt. i to co mówicie o mentalnej twardości? posłuchajcie mnie dobrze — jak ktoś taki jak Sinner albo Medvedev wchodzi na kort z zamiarem zrobienia z ciebie krwawą ofiarę, to nie ma co liczyć na to, że twoje mięśnie brzucha będą działać jak pendolino. mentalność to nie jakiś bajer, który można włożyć do pralki z ulubioną koszulką; to coś, co budujesz latami, i Sasha to robi od czasu, kiedy widziałem go pierwszy raz w młodzieżówce w Berlinie — facet miał wtedy szesnaście lat i bił się z takim zapałem, że sędzia musiał grozić kartką, bo przeciwnikowi szło już tylko "raz, dwa, trzy — koniec". a te wasze "wygrywa set po secie" — no kurczę, gratulacje, przecież ja też wygrywałem kolejki w „Monopolu” w domu wnuczka, a dalej siedzę na rencie i liczę grosze. co z tego, że on wygrywa jeden set? żeby wejść do top 3, trzeba przejść przez ogień, przez walkę na każdej pozycji, przez momenty, kiedy nogi same uciekają, a ręce trzęsą się jak listek na wietrze. i Sasha to robi — nie raz, nie dwa, ale ciągle. weźcie pod uwagę, że w tym roku miał już cztery półfinały wielkoszlemowe, a to nie jest przypadek, tylko dowód, że ten facet wie, jak walczyć, kiedy przeciwnik bije jak szalony. i jeszcze ten seksapil — no dobra, jest, kto by zaprzeczał, ale proszę was, nie przesadzajmy. facet urodził się z takim profilem, że jak wejdzie na kort, to trybuny aż drżą, ale przecież nie o to chodzi. chodzi o to, żeby nie dać się podeptać, kiedy przeciwnik rzuca serwisem 220 km/h w drugą stronę, a ty musisz oddać backhandem między nogami przeciwnika, żeby nie oberwać po żebrach. to się nazywa mentalna twardość, a nie jakiś tam uśmiechik, który niby rozproszy adrenalinę w twoim organizmie. a wy tu pierniczycie o lejkach i o tym, że publiczność odbiera go jak gwiazdę popu — no właśnie, i co z tego? bo on i tak idzie tam i gra, jakby to była jego ostatnia szansa, a nie koncert w hali widowiskowej. i wiecie co? to działa. dlatego jak niedługo wreszcie wyjdzie w Australian Open na finał, to nikt nie będzie pamiętał o jakichś tam lejkach prysznicowych, tylko o tym, jak obronił piłkę przy 40-40 w trzecim secie, która teoretycznie miała być stracona. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, Pogon, mówisz, że emocje aż w uszach strzelają — to powiedzcie mi, jak to było w Indian Wells, kiedy Sasha wbijał Alcaraza w tie-breaku szóstego seta? Bo ja tam akurat byłem, siedziałem w drugim rzędzie, i pamiętam, jak ten tłum histeryzował, a facet nawet nie spojrzał w kierunku trybun. Siedziałem obok faceta z GOPR-u z Bielska, który krzyczał: "Ale zawodnik! Taki chłopak to by w moim lesie zaryzykował skok na tyczce!" — a Sasha po tym meczu odszedł od siatki, uśmiechnął się do siebie i wziął jeszcze trzy głębokie oddechy. Takiego luzu w takiej chwili to nie widziałem nawet u Federera, kiedy wygrywał ten swój ostatni Wimbledon. I jeszcze jedno — co to za bajka o seksapilu? Ja wiem, że facet ma klasę, ale niech ktoś mi wytłumaczy, dlaczego w Barcelonie przy 5-4 w trzecim secie przeciwko Rune'owi, kiedy już było po nim, on zawinął backhanda tak, że Duńczyk odbił się od bandy jak piłka w ping-ponga? Tam nie było mowy o żadnym uśmiechu — tylko czysta technika, czysta decyzja, czysta walka. I wiecie co? On potem jeszcze dwa punkty obronił, bo po prostu wiedział, że nie ma opcji, żeby oddać meczu. Tak właśnie działa mentalna twardość — nie przez lejki, nie przez ładne ramię, tylko przez to, że facet umie zagrać, kiedy zegar tyka, a przeciwnik jest już pewny, że wygrał. A wy tu pierniczycie o prysznicowych fantazjach… Dość już tego majstrowania przy nerwach naszego chłopaka.
-
Ależ Macie rację, że emocje aż sięgają nieba, kiedy patrzymy, jak nasz Sasha przemierza korty z taką determinacją! Pamiętam jeszcze z tych czysto amatorskich lat w Trójmieście, jak chodziłem na mecze juniorów i wszyscy mówili: "ten ma dryg, ale mentalność mu siada". I co? Dzisiaj patrzymy na zawodnika, który wychodzi na kort i po prostu *robi swoje* — punkt po punkcie, set po secie, nie zważając na żadne "leiki" ani zewnętrzne teorie. To tak, jakbyście obserwowali, jak Wasz sąsiad z klatki schodkowej bierze się za remont mieszkania po tym, jak pół osiedla szydziło z jego planów: zaczyna od fundamentów, a nie od tapety. I macie absolutną rację co do tego seksapilu — to nie żadna magia, tylko dowód na to, że ten facet ma w sobie coś więcej niż tylko umięśnione ramiona. Ale przyznam szczerze: najbardziej podoba mi się, jak on walczy w momentach, kiedy przeciwnik myśli już, że ma go w garści. Weźmy choćby ten mecz w Monte Carlo rok temu przeciwko Norrie — set trzy do zera, przeciwnik serwuje setpointa, a Sasha… oddaje wolej w połowie kortu, że Norrie musiał się odwrócić, żeby ją zobaczyć. I wiecie, co zrobił potem? Normalnie, jakby to była rozgrzewka, poszedł i wygrał kolejne trzy punkty z rzędu. Takiej mentalnej twardości nie da się kupić w żadnej aptece, nawet tej z lejkami prysznicowymi na promocji. Tak więc mówię: trzymajmy fason, kibicujmy, ale przede wszystkim pamiętajmy — on nie potrzebuje bajek o magicznych kosmetykach ani o nieustających memach. Potrzebuje tylko, żebyśmy mu wierzyli, kiedy sam w siebie nie wierzy. A że kiedyś dotrze do top 3? Prędzej zapomnimy, jak wyglądał jego pierwszy tenisowy but, niż on zapomni, jak się gra.
-
Ej, wyście zapomnieli, że nasz Sasha to jednak facet z ulicy — z Berlina, nie z akademii dla książąt! 😂 Otóż osobiście widziałem, jak grał w lokalnym turnieju w którymś roku w Szczecinie (no dobra, nieźle było… ale wiadomo, co się dzieje, kiedy kibice zaczynają wrzeszczeć z trybun — facet dostał 15-latek i wygrał dwa sety z rzędu jakby to było nic!). Prawda jest taka, że on nie potrzebuje lejków ani seksapilu, bo ma coś, czego nie da się policzyć — instynkt drapieżnika. Widziałem to na własne oczy: przeciwnik zaczyna grać agresywnie, myśli, że już ma wygraną, a tu Sasha jednym backhandem wzdłuż linii posyła mu piłkę tak, że facet się obrócił i patrzył, jak ona leci za linią. No i co? Ten facet rzucił rakietą w powietrze i krzyknął do swojego teamu: "To jakiś czar!" — a Sasha tylko się uśmiechnął i poszedł po kolejnego asa. A wy tu pierniczycie o mentalności jak o jakiejś tajemnej formule! 💸 To nie żadna tajemnica — to kwestia charakteru, i nasz chłopak ma go w nadmiarze. Wszyscy mówią, że brakowało mu jednego kroku do top 3 od dwóch lat, a on nadal idzie, grając tak, że przeciwnicy tracą zapał przed samym meczem. I wiecie co? Ja wiem jedno — kiedy wreszcie tam dotrze, nikt nawet nie będzie pamiętał tych wszystkich teorii o prysznicowych lejkach, bo wszyscy kibice tenisowi będą mieli w szafie koszulkę z napisem „Top 3 achieved by sheer will”. A teraz powiem wam coś jeszcze — ja mam na to zakład bukmacherski na rachunku w Krakowie, i nie jestem sam. Więc albo zacznijcie wierzyć w naszego chłopaka, albo stracicie nie tylko punkty rankingowe, ale i swoje oszczędności! 🤡🔥Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ech kurczę, toż ja pamiętam jak dziś ten mecz w Barcelonie z tym Rune’em, no ale co z tego? Że facet oddał ten backhand, który wyglądał jak jakiś trick z amerykańskiego show? Ej no, powiem wam, jak mój syn pierwszy raz zrobił na mnie taką minę jak Zverev na tym punkcie, to mu kazałem ściągnąć buty, bo podejrzewałem, że ma w nich jakieś super sprężyny! 😂 Ale serio, co z tego, że zagrał fajnie jeden punkt, skoro w całym meczu musiał biegać jak oszalały przez te jego "sławne" nogi? Facet ma farta, że trafił na mecze, gdzie przeciwnicy mają gorsze dni — a i tak ledwo wygrywa? Patrzcie, w Indian Wells Alcaraz miał gorzej dzień, no ale to nie było tak, że Sasha go obrobił, tylko że Hiszpanowi coś się popsuło w głowie, bo normalnie to by ten tie-break wygrał bez problemu. A wy tu mówicie o mentalnej twardości? Ja bym powiedział, że facet ma szczęście, że akurat nie trafia na takich jak Medvedev czy Djokovic, bo oni by mu pokazali, co to znaczy naprawdę walczyć punkt po punkcie! I co z tym seksapilem? No fajnie, że wygląda jak model z okładki, ale jak ktoś nie umie obronić piłki przy 40-40, to nawet najlepszy uśmiech nie pomoże! Pamiętam z meczu z Sinnerem — facetowi tak się trzęsły ręce, że poszedł do siatki i poprosił o zmianę skarpetek, bo miał wrażenie, że lada moment mu się buty rozlezą! I co? Zverev mu jeszcze poklepał po plecach i powiedział: "Spoko, stary, też się denerwowałem przy debilu Federerze" — a przecież wiemy, jakie to bajdurzenie! I te lejki prysznicowe — kurczę, naprawdę z was humor! Jakby komuś pomogły, toby Medvedev nosił je non stop i byłby numerem jeden od trzech lat! Faceci naprawdę myślą, że to jakieś magiczne gadżety z marketu? Ej, a może byście jeszcze powiedzieli, że mu pomaga ta jego ulubiona koszulka w paski, bo przynosi szczęście? Ja wam powiem — najważniejsza jest dobra taktyka, a nie jakiś tam szampon do włosów, którym myje się po meczu! Ale wiecie co? Mimo wszystko fajnie się na niego patrzy, bo jest charyzmatyczny jak cholera i ma te nogi, które wyglądają jakby trenował z naszym Orłem w Polsce — no ale póki co to ja wolę oglądać, jak ktoś naprawdę bije przeciwnika na kwaśne jabłko, niż słuchać tych wszystkich wymówek o lejkach i seksapilu! 🔴💪W radości i smutku, do końca z nimi.
-
A to mnie wczoraj trafił taki dziki pomysł, kiedy oglądałem mecz naszego chłopaka w Wiedniu — facet dosłownie wbiegł na kort z takim luzem, jakby szedł na spacer po plaży w Gdyni o szóstej rano, kiedy słońce ledwo co wychyliło się spod chmur, a morze jest jeszcze szare i spokojne. I wiecie co? Od pierwszej piłki było widać, że przeciwnikowi krew uderzyła do głowy — nie dlatego, że Sasha miał magiczne lejki, tylko dlatego, że grał tak, jakby miał w kieszeni cały bagaż doświadczenia trzech dekad na korcie. Ale coś we mnie jednak zgrzyta, bo patrzę na te wszystkie półfinały wielkoszlemowe, na te zwycięstwa nad Alcarazem, i myślę sobie: "Dobrze, dobrze, a gdzie ten finał?" Bo przecież top 3 to nie są półfinały, to nie są zwyciestwa nad jednym konkretnym zawodnikiem, tylko świadectwo, że jesteś na tyle stabilny, by trzymać się na szczycie przez cały sezon. I tutaj dochodzimy do sedna — mentalność to jedno, a konsekwencja drugie. Sama niedawno widziałam, jak mój mąż (on ogląda tylko mecze siatkówki, ale nie ważne) powiedział coś, co zabrzmiało jak największa prawda: "Kiedy facet ma charakter, to go widać, ale jak ma klasę, to ją czuć". I w tym jest cały problem Zvereva — on ma jedno i drugie, tyle że brakuje mu tej jednej, konkretnej serii punktów, która by powiedziała światu: "Już jesteśmy w top 3". Czy to znaczy, że nie przebije się tam sam? Nie. Ale czy to oznacza, że lejki prysznicowe za to odpowiedzialne? Cholera jasna, że nie. I wiecie co najbardziej mnie bawi? Że jak ktoś naprawdę chce znaleźć wymówkę, to zawsze ją znajdzie — czy to w złej pogodzie, w słońcu w oczy, w koszulce, która jest za luźna, w tej jednej piłce, którą facet oddał o centymetr za daleko. A przecież my wszyscy znamy prawdę: tenis to sport, który karze każdy błąd, każdą chwiejną decyzję, każdy moment nieuwagi. I Sasha te momenty ma — nie ukrywajmy — ale potrafi je zamienić w punkty, kiedy inni już dawno by się poddali. No ale zostawiam was z tym pytaniem, bo szczerze mówiąc, sam nie wiem, czy to kwestia czasu, czy zwykłego pecha, że nie ma tego jednego meczu, który by go wreszcie przypieczętował. Tyle że jedno jest pewne — kiedy w końcu to zrobi, nikt nawet nie będzie pamiętał tych wszystkich teorii o prysznicowych gadżetach. Będzie tylko wiedział, że ten facet z Berlina jednak przebił się tam, gdzie naprawdę liczy się gra. A my kibice? My będziemy mieli nowy powód do kolejnego spotkania w knajpie pod Wieżą Ciśnień, z piwem w ręku i nadzieją w sercu. Bo w końcu — czyż nie o to w tym wszystkim chodzi?Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊