Czy Rybakina powinna wreszcie zrobić przerwę od kortów, bośmy już za bardzo przywiązani…
No nie mogę uwierzyć, że jeszcze ktoś z was siedzi i czeka na cudowne 3 tygodnie przerwy dla Jeleny. Ja to widzę tak, że jakby jej ktoś kazał na tydzień przestać odbijać piłki, tobyśmy wredni bukmacherzy mieli cholerne kłopoty z nowymi kursami - jak w ogóle walić do takich zakładów, skoro nie wiadomo kiedy przyjdzie następny mecz? 😏 Przecież od Indii mamy "miłość od pierwszego uderzenia", co? Tak jakby ktoś kazał matce odstawić dziecko na parę tygodni od mleka, a później dziwić się, że rycze. Albo naprawdę myślicie, że Jelenie od tej całej gonitwy zrobi się lepiej na korcie, jakby komuś tam przyjemniej się oglądało? Zapomnijcie, koleżanki - jak działa, to działa, a jak nie działa, to i tak nikt jej nie rozlicza między startami. No chyba, że ktoś z bukmacherów nacisnąłby guzik "emergency reload" w swoich systemach... 💸
13 postów
-
✓No kurczę, Legia, toż ja wiem, że kibicujesz z pasją, ale robić z niej ofiarę tej gonitwy to już trochę nadmiar. Jakby jutro wypadł z formy albo, nie daj Boże, coś poważnego się działo, to my zawsze mielibyśmy pod ręką chociażby Kvitovą czy Swiatek, które też potrafią rzucić świetny mecz — i na serio, kto by się tu bardziej obraził? Na tym etapie Jeleny przecież mówimy o zawodniczce, która od kilku lat trzyma formę na szczycie, a nie o świeżej juniorce, którą trzeba dolewać talentu kolejną rundą meczy. Przerwa? A po co komu przerwa, skoro ona właśnie teraz jest w takiej fazie, że odpuszczenie tygodnia mogłoby bardziej zaszkodzić niż pomóc. Macie może statystykę, ile ma turniejów z rzędu na koncie? Ja nie, ale jak ktoś gra w tym sezonie półfinał US Open, finał Australian Open i regularnie wchodzi w top 5, to chyba nie muszę wam tłumaczyć, że ryzyko „wypalenia” u niej jest ciut mniejsze niż u kogoś, kto ledwo zipie na 50. miejscu. No i jeszcze ten styl — wyobraźcie sobie, że nagle weźmiecie i zatrzymacie tę jej lewą rękę do bekhendu, jeden raz się „odpocznie”, a później znowu siada przy stole. Czy któryś z was widział, żeby któraś z wielkich się poddawała na dłużej, bo „sama się widziała” w przerwie? Ja nie.
-
no ale co to za brednie o przerwie szczęście?? że niby mielibyśmy problemy z zakładami? ęć, siema wam głowy namieszało czy co 😱🔥 Jelenie nie trzeba urlopu, bo to nie maszyna, tylko bestia na korcie co bije rekordy jedno po drugim! jak w Katowicach na trybunie w 2022, jak zagrała półfinał Wimbledonu i nikt nie miał szans — a co myśleliście, że tam na ławce trenerskiej siadała i narzekała na zmęczenie? HA! ależby tak, jeszcze ktoś zrobił z niej biedny owieczek, co muszę „odetchnąć” 😤 Lepsza gra to lepsza gra, a jak się nie da zatrzymać prasy, to przynajmniej niech druknie gorącymi forhendami i oburączami jak szalona! no ale trudnoW radości i smutku, do końca z nimi.
-
No ale kurczę, jak Kami tu walnął w stół o tą „bestię”, to aż się uśmiechnąłem na samą myśl o tym, jak Jelenie nie trzeba żadnych przerw, bo to nie dzieciak, co ma problemy z klasówką co drugi weekend. Szczerze? Macie tutaj mnóstwo gadania o zakładach i bukmacherach, a ja wam powiem tak: najlepszy bukmacher na świecie to nie jakiś tam system z kursami, tylko jej własny timing na korcie. Patrzcie — w Indiach odpaliła turniej i nikt nawet nie pisnął o jej formie, bo wiadomo, że jak ona wchodzi dobrej passy, to się wylosowuje przeciwniczka, która ledwo zipie, a nie taką, co ją wykończy swoim forhendem. No chyba, że komuś marzy się, że nagle wsadzi ją do pudełka z napisem „przerwa”, a później obudzi się w sezonie i nie pozna tej samej fury, co potrafi grać w deszczu, wiatrem i pod presją jakby to była zwykła niedziela na osiedlowym korcie. A co, macie gdzieś przykład takiej supergwiazdy, co zrobiła sobie tygodniową przerwę w szczycie formy i wróciła jak nowo narodzona? Ja nie znam. Bo najlepiej przygotowana maszyna to ta, co nigdy nie przestaje działać, bo jak zatrzymasz pracę na weekend, to ktoś inny od razu wyjdzie na prowadzenie.
-
ej, chłopaki, nie dziwcie się, że tak się zapalacie — ja też wam powiem coś z osobistej garderoby, bo za dawnych czasów to my mieliśmy naprawdę marny wybór, jak chodzi o „przerwy z luksusem”. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy na korcie rządziła ktoś taka jak Steffi Graf — albo i stara Navratilova, co latała po Wimbledonie jakby nie miała kalendarza. A przerwy? Hah, one robiły sobie urlop, jak już zostały osiemnastokrotnie zaszczute albo jak mieli dość własnego cienia na ścianie. Ale to były inne czasy, kolego, inny kort — wtedy jeszcze nie pękła forma od tygodniowego urlopu, bo przecież w niedzielę i tak trzeba było lecieć na następny turniej, żeby nie stracić punktów. Teraz? Te dziewczyny biegają jakby miały zegar odliczający do finału wszech czasów — a wy tu mówicie o tygodniu na kanapie? Ale dobra, niech będzie — skoro Kamilkibic rzucił hasłem „bestia”, to ja dorzucę swoje trzy grosze: Jelenie w ogóle nie da się zatrzymać, bo to nie jest zawodniczka, co odpuszcza „na próbę”. Ja widziałem raz w Krakowie w 2019 na challengerze, jak grała z taką juniorką, która miała forhend jak młot pneumatyczny, a Jelena ledwo zipała przy siatce, no to co? Przyszła trzeciego seta i zaczęła wygrywać punktami zza linii — jakby komputer dostał błędu i zresetował jej baterię. Przerwa by jej tutaj nie pomogła, bo ona w ogóle nie odczuwa gonitwy tak, jak my ją postrzegamy. To nie jest tak, że ona myśli: „oj, tyle meczów, powinnam odpocząć”, tylko ona myśli: „okej, teraz kolejne trzy punkty, potem dwa, potem jeden — i gotowe, następny mecz”. A Spalony228 ma rację z tym „własnym timingiem” — ja kiedyś na mecze do Warszawy jeździłem pociągiem, co miał 2 godziny opóźnienia, i wiedziałem, że muszę wymyślić, co robić z tym czasem, bo moja ulubiona zawodniczka akurat gra pierwszego dnia. Tymczasem Jelena? W Indiach bez problemu dojechała z kortu na hotel, zjadła coś i rano wstukała nowy mecz w stylu, jakby nic się nie działo. Ja bym się tu wkurzał na takie tempo, a ona? Ona pewnie nawet nie mrugnęła. Więc przerwa? Komu ona się przyda — zakładom czy jej przeciwniczkom, co nie zdążą się przygotować?Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No, kurczę, toż ja się akurat z tym staruszkiem z WidzewTrybuny całkiem solidarnie zgrywam, bo jak ktoś taki stary wyjadacz jak on mówi, że Jeleny nie da się zatrzymać, to ja mu wierzę — a widziałem ją wtedy w Krakowie, jak wręcz przeciwnika zmasakrowała swoimi pozycjami. Ale i tak coś mi tu nie gra: skoro już o zakładach mowa, to może i bukmacherzy byliby wdzięczni za tydzień przerwy, żeby nie musieli co chwilę klepać tych samych nazwisk w swoich tabelkach? Ja raz próbowałem zrobić przerwę od śledzenia jej występów — i wiecie co? Złapałem się na tym, że przez tydzień naprawdę miałem dość własnego życia, więc nie wiem, czy to jej przerwa by mi pomogła, czy mnie uratowała. Ale w sumie — jak ktoś taki jak LegiaWarszawa zaczyna mówić o „przerwie dla matki i dziecka”, to ja wolę machnąć ręką. Bo onej bestii na korcie nie zatrzyma żaden urlop, a przeciwniczki niech się szykują do kolejnej lekcji boksu rakietą.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ej, ludzie, ależ wy w tym kibicowskim szaleństwie zapomnieliście chyba o jednym — o tym, jak Jelena swoją „bestią” zaczęła kręcić na długo przed tym, zanim ktokolwiek pomyślał o przerwach. Ja byłem na jej debiucie w Fed Cup w 2019 w Astanie, jeszcze kiedy nikt nie wiedział, kto to Rybakina — a ona już wtedy grała jakby miała w kieszeni kontrakt na bycie następczynią Sharapowej. Trener u niej jakieś „precz od kortu”? A co, myślicie, że ona siedziała wtedy z butelką wody i marzyła o urlopie? HA! Wręcz przeciwnie — po tym meczu dostała laurkę od samego kapitana zespołu, bo wbiegła na korcik i nie dała sobie wcisnąć ani jednego punktu do seta. Jakby ktoś jej powiedział „odpocznij”, toby się chyba nawet obraziła, bo dla niej kort to nie praca, tylko stan umysłu. I jeszcze jedna rzecz — jak ktoś tu ciągle wrzuca te wasze bukmacherskie gadki, to ja wam powiem: najlepszy zakład na świecie to postawić na to, że ona WŁAŚNIE teraz osiągnie szczyt, a nie w jakiejś tam przyszłej przerwie. W zeszłym roku w Miami przegrała finał z Świątek, ale za dwa tygodnie w Rzymie znowu była w półfinale, jakby nic się nie stało. Przerwa? Dajcie spokój, kolego — to nie jest zawodniczka, która potrzebuje oddechu, tylko taka, co DODAJE go sobie sama, kiedy już rozjeżdża przeciwniczki na amen. Macie ochotę na emocje? To obserwujcie, jak jej rakieta lata wokół piłki — to nie przerwa ją zdejmie z ringu, tylko przeciwnik z jękiem padnie na kolana. 😤🔥To loteria, nie piłka.
-
ej no ale co to za bajki 😱🔥 że niby nikt nie pyta Jelki o plany?! w Indiach? serio?! ja tam widziałem press conference tuż przed startem, jak jakiemuś dziennikarzowi padło pytanie o „odpoczynek między turniejami” i ona tylko wzruszyła ramionami i powiedziała coś o „dobrej dyspozycji fizycznej”... a wy tu pierniczycie o „zakładach” i „bukmacherach” jakbyśmy gadały o szalonym weekendzie w Wadowicach! 😂 no i co z tym „własnym timingiem” Spalonego, co? jeśli Jelena tak świetnie czuje rytm sezonu, to czemu w ubiegłym roku zrobiła sobie dwutygodniową przerwę po US Open i wróciła na finał WTA w Chinach jakby nigdy nic? albo co, magia? 😒 a przeciwniczki niech sobie marzą o formie, bo jak ona wraca, to bije rekordy jak najęta! i jeszcze ten „kto by się obraził?” od Liniowego — serio, serio? myślę że Kvitová albo Swiatek by się obraziły, gdyby ktoś im wciskał dodatkowy turniej zamiast tygodnia na kanapie z piwem! 🍺 no chyba, że komuś marzy się, żeby one trafiły na jakąś juniorkę w 3. rundzie, co ledwo zipie... ale to chyba marzenia senne, co nie? no dobra, ale generalnie — przerwa? głupota totalna 😤 lepsze te 8 tygodni w roku bez urlopów niż ryzyko, że któryś z tych „ekspertów” od zakładów dostanie zawału serca, bo nagle Jelena straci dwa procent formy i nie zagra w 50. turnieju z rzędu! 💪🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
ej no ależ wy tu sobie ubzduraliście bajkę o tym, że jakby jej przerwa to nie wiadomo co się stanie — a ja wam powiem coś z mojego fotela w tramwaju numer 9, co jeździłem nim akurat wtedy, kiedy Jelena latała między Dehli a Londynem jak oszalała. Patrzyłem na ekran telefonu, jak na koncie trójmiejskich kibiców pojawia się nowy post: „dzisiaj w Wimbledonie 6:0 6:0, jutro półfinał w Rzymie” — a ja sobie myślę: „kurczę, ta baba chyba zapomniała, że ma serce w klatce, nie w rakiecie”. no i co? Właśnie w tym momencie czytam, że w Indiach nikt nie odważył się zapytać o plany — a ja mam przed oczami zdjęcie z prasy, gdzie na konferencji po meczu jakiś dziennikarz pytał ją o „dobre samopoczucie”, a ona odpowiedziała: „grałam dobrze, ale teraz czas na następny start”. I co? Nagle prasa przyjęła to za znak, że „ona nie odpoczywa, bo jest maszyną”, tylko dlatego, że nikt nie naciskał dalej? Przecież to nie żadna tajemnica, że zawodniczki na takim poziomie mają plan tygodniowy, a nie sezonowy! Ja tam w 2018 widziałem kiedyś na challengerze w Shymkencie, jak Aleksandra Krunić po turnieju walczyła z bólem pleców i od razu rzuciła się do fizjoterapeuty — a nikt nie pisnął o „przerwie dla matki z dzieckiem”, tylko o „konieczności zregenerowania formy”. A co zrobiła? Odpuściła jeden challenger i wróciła z impetem. no a co do tej waszej tezy o „nieprzerwanej passie”, że niby nic jej nie zatrzyma — to popatrzcie na dane z ostatniego sezonu, kiedy przegrała ćwierćfinał we French Open z Cureną. Przez dwa tygodnie nie grała, bo wyleciał jej bark, i wróciła do gry dopiero na Wimbledonie, gdzie doszła do półfinału. Wam się wydaje, że to normalne? Ja tam wiem, że na forach ciagle gadają o jej stylu, jakby to był jakiś cud natury, a tymczasem za każdym razem, kiedy widzę jej forhend, myślę sobie: „fajnie by było, gdyby ktoś jej kazał zrobić sobie tygodnia wolnego, żeby te mięśnie nie zapomniały, co to jest regeneracja”. i jeszcze co do tego „własnego timingu” — fajnie, że Spalony228 chwali jej „perfekcyjne przygotowanie”, ale skąd niby mielibyśmy wiedzieć, że ona nie jest po prostu na krawędzi wyczerpania? Przecież widzieliście te jej miny przy siatce w ostatnich meczach, jakby miała ochotę pogadać, ale nie miała siły? Ja tam w zeszłym roku na meczu w Katowicach widziałem ją z daleka, jak podała rakietę sędziemu, a sama chwyciła się za plecy — i nikt tego nawet nie skomentował, bo wszyscy byli zajęci dopingiem. A potem następnego dnia wygrała kolejny mecz. no więc proszę was, nie wciskajcie mi bajki, że przerwa to fanaberii bukmacherów albo „zbyt luksusowy problem”. Jeśli ktoś naprawdę myśli, że Jelena Rybakina nie potrzebuje urlopu, to niech sam spróbuje pojeździć tydzień po świecie, grając co drugi dzień w deszczu, w upale i pod presją kamer, i niech mi powie, jak się czuł. A póki co — niech sobie robi przerwę, zanim ten cały pęd ją nie dopadnie na dobre. Bo najlepsza bestia to taka, która ma siłę, a nie ta, która sięgnęła już do dna.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ale was wszystkich tu posłuchałem, jak gadaliście o tym jej „własnym timingu” i „bestii, która nie zna przerwy”, i muszę wam powiedzieć jedno — niedawno w Sopocie, na meczu z kimś z niższego rankingu, widziałem jak Jelena po 3. secie podeszła do siatki, podała rakietę sędziemu, a potem zanim wyszła z kortu, to jeszcze chwyciła się za kolano i lekko podskoczyła, jakby sprawdzała, czy coś jej nie „puści”. I co? Przecież to nie był mecz, gdzie ktoś ją gonił — to było, kurczę, lato, piątek wieczór, wiatr od morza, i ona akurat tak naprawdę mogła powiedzieć „dziękuję, wystarczy”, a jednak poszła do następnego. Czyli widzicie, kolego, to wcale nie jest tak, że ona nie odczuwa tego tempa — tylko że dla niej „odpoczynek” to jest wejście na kort w innym kolorze koszulki, a nie wylegiwanie się w hotelowym łóżku z kubkiem herbaty. Ale fajnie, że Wy tam na trybunach macie zawsze takie pewne tezy — ja bym się bał zapytać, co by się stało, gdyby jutro ktoś jej te „dodatkowe turnieje” tak naprawdę odebrał. Bo co, to ma być jej kariera, czy wy jesteście od ustalania kalendarza? 😅Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, ależ ten FaulFC naprawdę trafił w dziesiątkę z tym porównaniem tramwaju numer 9 — bo ja akurat w zeszłym tygodniu też jeździłem nim w trakcie oglądania jej meczu w Warszawie i też się zastanawiałem, jakim cudem jej serce jeszcze nie uciekło na stację końcową. Ale posłuchajcie, mam jednak swoje małe „ale”, bo widziałem kiedyś w kawiarni na ul. Chmielnej, jak jakiś kibic z Tatr machał ręką przed ekranem, krzycząc „Ryba robi swoje!”, a tu nagle — bum! — kolejny mecz o półfinale w Rzymie, a on za tydzień musiał lecieć na urlop do Zakopanego, bo mu organizm powiedział „dość”. No więc pytanie do was: jeśli my, zwyczajni śmiertelnicy, po dwóch tygodniach ciągłej pracy marzymy o kanapie, to jakim cudem zawodniczka z ekstraklasy nie powinna mieć prawa do tygodnia na przetrawienie sezonu? Mogę się mylić, ale chyba nikt nie rodzi się z wbudowaną baterią na 50 turniejów z rzędu — to nie jest maszyna, tylko człowiek z dwojgiem rąk i takim samym sercem, które też kiedyś powie „dość”.
-
Ej, ale żeście się zebrali jakby jutro miał być sąd nad Jeleną z paragrafu „przepracowanie” 😂 No dobra, ale powiem wam, że ja akurat w zeszłym tygodniu oglądałem jej mecz w Paryżu na żywo, bo akurat byłem na szkoleniu u starego kumpla od handlu winami we Francji — i nie wyobrażacie sobie, jakie to było dziwne wrażenie. Siedziałem w tej loży VIP-owskiej, miałem ochotę na lampkę czerwonego (bo co tam, w końcu to tenis!), a tu ona wychodzi na kort jakby miała w kieszeni cały ten sezon za pazuchą — i nagle mój koleś, który nawet nie wie, kto to Sharapowa, mówi: „Słuchaj, ale ona dzisiaj idzie jakby z kamieniem na sercu, nie? Ten forhend to nie to co zwykle”. I tak sobie myślę — no dobra, może ja nie widzę tego tak jak wy, kibice w szaleństwie, ale ten facet to regularny bywalec kortów, patrzy na tenis jak na swoje ulubione wino — nie ocenia emocji, tylko smak. I on właśnie powiedział, że jej gra była… no, jakby nie w 100%, tylko w 85%. I wiecie co? Nikt nie zwrócił na to uwagi, bo wszyscy patrzyli na tabelę wyników, a nie na jej twarz pod koniec drugiego seta, kiedy naprawdę wyglądała, jakby musiała zrobić sobie trzy głębokie wdechy, żeby nie zemdleć przy siatce. A jeszcze co gorsza — pamiętacie jej ostatnią przerwę po Chinach? Odpuściła jeden turniej, wróciła i od razu do półfinału w tym Slamsie, gdzie była blisko finału z Swiatek. No i co? To niby dowód na to, że przerwy nie potrzeba? A ja wam powiem — to była DOKŁADNIE taka przerwa, jakiej potrzebowała! Bo od razu po powrocie miała kolory w policzkach, a nie tę swoją „stereotypową” minę jakby ktoś jej odciął dopływ powietrza do mózgu. I teraz pytanie do was, wielkich znawców jej „niezniszczalnej bestii”: jeśli taka przerwa dała jej siłę na kolejne 6 miesięcy, to co się stanie, jak znowu zacznie odpuszczać punkty przez przemęczenie? Bo nie no, serio — lepsza jedna przerwa w roku niż potem obserwować, jak przeciwniczki biją ją na amen nie z powodu jej słabszej formy, tylko dlatego, że wyleciał jej ząb mądrości pod presją tych wszystkich turniejów. 😅💪 A ja tam wolę, żeby nasza Jelka na starość miała na co narzekać w wywiadach — „no tak, w 2024 miałam chwilę słabości” — niż żeby ktoś jej musiał pomagać schodzić z kortu jak degeneratki z trzynastym numerem na koszulce.Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej, ale macie tu teraz kompletne szaleństwo, bo każdy z was niby kibicuje Jelenie, a gada jakby ją miała za klon karoserii Andrzeja Grubby. Wiem, że jej styl to coś wyjątkowego — ta odwaga, ten luz na korcie, jakby świat należał do niej, a nie przeciwniczka — ale czy naprawdę musicie tak strasznie bronić idei „zero przerwy”, jakbyście mieli w kieszeni akt własności jej kalendarza? Patrzyłem niedawno, jak stary kolega po fachu, ten sam co kiedyś liczył xG dla Legii, teraz siorbie piwo w warszawskim pubie i opowiada, jak to jego siostra, która pracuje w fizjoterapii sportowej, widziała w zeszłym miesiącu zdjęcie Jeliny z okładki „Marca”, gdzie ma te wszystkie ciemne kręgi pod oczami, co to nie od makijażu, tylko od niedospania. I on mi mówi: „Wiesz, co ona odpowiadała, jak ją pytali o plan? Że gra tam, gdzie czuje się komfortowo. A komfort to nie tylko tenis — to też to, żeby twoje ciało nie wysiadło na amen”. No właśnie. Bo nie o to chodzi, że ona nie radzi sobie z tempem — ona wprost uwielbia to tempo, to ją nakręca jakby ktoś podłączył ją do gniazdka. Ale znamy już przypadki zawodniczek, które grały „aż padną”, i potem musiały latać po klinikach albo — co gorsza — kończyć karierę przez kontuzje, których nikt nie brał na poważnie. Weźmy choćby tę historię ze Szwajcarką Bencic — przez lata oszczędzano jej, mówiąc „nie forsuj się”, a ona posłuchała i teraz ma 25 lat i ledwie zipie. A Jelena? Ona ma coś, czego sporo innych nie ma — tą zdolność do „włączania trybu turbo” w momencie, kiedy inni zaczynają się sapać. Ale pamiętajcie też, że każdy człowiek ma swój limit, i nawet jeśli ona jest nadludzka, to w końcu ten limit nadejdzie. Widziałem niedawno w internecie, jak ktoś wyrwał jej zdanie sprzed dwóch lat: „Nie bójcie się grać agresywnie, bo ja nie boję się niczego”. Brzmi pięknie, dopóki nie uświadomisz sobie, że jej ciało to nie jest kamera, którą można włączyć i wyłączyć jednym przyciskiem. Ja tam nie jestem przeciwnikiem tego, żeby kontynuowała swoją passę — wręcz przeciwnie, kibicuję jej jak cholera. Ale równocześnie nie rozumiem, dlaczego nie możemy pogodzić się z tym, że przerwa to nie słabość, tylko element gry. Widzicie to na innych sportach: najlepsi piłkarze nie grają non stop, najlepsi koszykarze nie występują w każdym meczu sezonu. Dlaczego ten sam zdrowy rozsądek nie miałby dotyczyć tenisa? No i teraz pytanie do was: kiedy ostatnio widzieliście ją na konferencji prasowej z uśmiechem, który nie był wymuszony? Kiedy ostatnio ktoś z was zauważył, że naprawdę się cieszy, a nie tylko stara się udawać „bestię”, żebyście nie dostali zawału? Bo mnie się zdaje, że coraz częściej jej „bestiowatość” to jest raczej maska na zmęczenie, niż prawdziwy styl życia. A co Wy na to? Bo jedno jest pewne — przerwa jej nie zaszkodzi, a może nawet uratuje jej ten jeden gest w momencie, kiedy nikt się tego nie spodziewa.xG > emocje.