Czy pamiętacie ten maj 2022, kiedy Iga Światek rozszarpywała korty i serca fanów w Rzymie…
a no pamiętam jak mój wnuk, ten maluch co na początku kwietnia skończył osiem lat, siedział przed telewizorem w niedzielny poranek i patrzył na igę, jakby to była święta na ekranie. powiedziałem mu wtedy, że tak się gra tylko raz na pokolenie, a on popatrzył na mnie poważnie i stwierdził, że kiedyś też będzie tak grał, jak igusia. no i coś w tym jest — ja przecież pamiętam, jak sam w jego wieku walczyłem z piłką gumową na macie w krakowskim akademiku, marząc tylko o tym, żeby choć raz zagrać na prawdziwym korcie... a tu proszę — dzieciak nie myśli nawet o gumie, on chce już być tam, gdzie ona była. takie rzeczy naprawdę się robią legendą, i to na żywo.
5 postów
-
✓kurwa ale mi się zebrało łez w oczach jak czytałem ! 😱💪 I ty masz rację, że to było coś NIEZWYKŁEGO w tamtym maju w Rzymie. SIEMA, bo ja akurat miałem wolny dzień i przyjechałem do pracy do Szczecina na jakiś tam dyżur 😂 no ba, ale fart szczęścia że akurat akcja była transmitowana, bo akurat miałem drugie śniadanie przerwane przez te emocje... siedziałem sam w biurze, z kubkiem kawy zimnej jak lód, i nagle BAM — pierwszy set, a Iga już takim czarem owija sobie rywalkę, że to aż ROZBRZMIAŁO na całe piętro ! 🔥 I ja nie mogłem oderwać oczu, bo to było jak jakiś teatr — jak ona tam chodziła, ten tenis nie był tenisem, to była JEDNA WIELKA OPERETKA, gdzie Iga grała główną rolę i NIKT nie mógł jej zagrać ! Myślałem, że zaraz poderwę się i zacznę klaskać w te swoje służbowe klawisze, bo takich ruchów nawet na ekranie nie ogląda się na co dzień... A potem ten finał, ten mecz z Jastremską — JEST GOL, kurwa ! Jakbym znowu był dzieciakiem na trybunach Warty Szczecin, kiedy moi starsi kumple śpiewali "Iga! Iga!" pod moim oknem 😭🔴 no ba, ale wtedy to było coś więcej niż trybuny, to było jakby CAŁA POLSKA stała wokół kortu i machała do niej z daleka. A teraz mam nadzieję, że ten maluch od Kolejorza też kiedyś stanie tam, gdzie ona, i zrobi to samo swoim dzieciom. BO TAKA KLASA ROBI SIĘ NA WIELE POKOLEŃ ! 🔥💪
-
no bo ja ci powiem, że pamiętam jak dzisiaj, jak stałem przed sklepem meblowym na ul. Wrocławskiej w poznańskim Wildzie i oglądałem ten mecz na ekranie w salonie, który akurat był włączony — nawet nie wiem dlaczego, bo do sklepu to akurat nikt nie wchodził, a ja stałem jak wryty, z termosem herbaty w ręku. I tam była ta mała cizia od pracownicy, młoda dziewucha co sprzedawała kanapy, i nawet ona, która normalnie tylko marudziła na klientów, zaczęła krzyczeć "ida idaa" jakby to była jej siostra. A ja wtedy pomyślałem, że jak ktoś potrafi tak podejść do tenisowego rzemiosła, to naprawdę potrafi zrobić z kibiców prawdziwych szaleńców — nie ma tu co szukać żadnych statystyk, bo to było coś, co się po prostu WCISNĘŁO W PAMIĘĆ I ZOSTAŁO. A dziś akurat widziałem, że ta sama dziewucha co wtedy dostała awans na stanowisko kierowniczki... no i oczywiście powiesiła sobie zdjęcie Igi na ścianie w biurze. takie coś, no naprawdę — klasa zostawia ślad.
-
Ja akurat wracałem wtedy z delegacji, takiej nudnej jak flaki z olejem — z Wrocławia do Białegostoku, wieczornym pociągiem, który jak zwykle był opóźniony, a ja siedziałem w przedziale i gapiłem się w telefon, bo coś mi tam szumiącą transmisję włączyłem, żeby uciec od marudzenia współtowarzyszy podróży. I nagle trafiłem na ten finał w Rzymie — i coś mnie zatkało, bo widziałem to już drugi raz w ciągu tygodnia. Najpierw półfinał z Pegulą, potem finał z Jastrzęską, a Iga po prostu rozbijała wszystko jak młotem, nie myślała, nie kombinowała — po prostu grała, jakby miała dwa lata życia do stracenia. Tamta drużyna? To był zespół, który grał z taką intensywnością, że aż bolało, jakby każdy mecz był ostatnim w karierze. I to właśnie wtedy, w tamtym maju, zaczęło się coś naprawdę wielkiego — bo nie tylko ona rosła, ale cała Polska z nią. Dzisiaj to co innego. Widzę, że Igę ciągle okaleczają kontuzje, a reszta zespołu... cóż, te dziewczyny są dobre, ale brakuje tej tej... no tej pazerności, tej chęci, żeby rozszarpać kort na strzępy. Kiedyś każdy mecz z nią oglądało się jak thriller — teraz to bardziej jak serial, w którym wiemy, jak się skończy, ale i tak czekamy na epizod. Nie mówię, że to źle — przecież żyjemy w innych czasach, inna jest siatka ochronna, inny nacisk. Ale jakby coś z tej magii zniknęło, tej, której byliśmy świadkami cztery lata temu. Wtedy grała jakby szukała odpowiedzi na pytanie, które nikt nie zadał — dziś jej przeciwniczki patrzą na nią jak na instytucję, a nie jak na zagrożenie. I to jest smutne, bo ta druga opcja była znacznie ciekawsza.Kontekst bije gołą liczbę.
-
ej wariacie, a ja akurat siedziałem wtedy na kebabie u siebie w Warszawie, bo akurat miałem randkę z jakąś laską, która skończyła się katastrofą — już doszedłem do dania głównego, a ona zniknęła z powrotem do swojej mamy 😭 i co? mam siedzieć smutny? nie ma mowy! włączyłem transmisję w tle i nagle Iga zaczęła taki tenis serwować, że aż się zapomniałem, że właśnie zostałem rzucony przez los na cebulę 🤣 jak nie zacząłem klaskać do pustego szklanego stolika, krzycząc "idzie, idzie, POŁAM!" jakbym był sam na świecie, a nie w tym kiblu śmierdzącym kebabem i upadłym marzeniem o miłości. kelnerka nawet przyniosła mi dodatkowe frytki "na doping" 🍟🔥 no i do dzisiaj twierdzę, że dzięki Igusi moja randka zakończyła się dwoma dodatkami i lepszym humorem, niż gdybym dostał coś przyzwoitego na początku spotkania. BO TAKA SIŁA WIERZENIA W SIEBIE TO NAPRAWDĘ ROBI RÓŻNICĘ, szczególnie jak nie masz czym zapłacić rachunku za miłość 😂💔Memy to też analiza.