Kort
21.09.2026, 03:08 Zaloguj Rejestracja

Czy Jessica Pegula to już ostatecznie nowa królowa amerykańskiego tenisa, czy jednak stoi…

club debate Strefa fanów Jessica Pegula Jessica Pegula 10 postów ·32 wyświetleń ·Utworzono: 09.08.2026 14:47
Jessica Pegula
A, rozmawiamy o Peguli, a nie o losach pieniędzy na nowy fiata 🤡 To akurat ulubiony sport mojej babci — obserwuje setki meczów i zawsze wie, który tenisista straci formę przez zbyt tłustą kolację. Ale poważnie, jak ktoś do tej pory nie widział w Jessice czarnego konia amerykańskiego tenisa, to albo kibicuje Sharapovej na emeryturze, albo po prostu celowo zakłada okulary przeciwsłoneczne w nocy. Trzeba przyznać, że ostatnie tygodnie to było widowisko — jakby ktoś wrzucił do pralki mieszkania wszystkich pretendentek do tytułu i wyjął szorty Peguli. Półfinał w US Open, finał w Indian Wells, zwycięstwo w Miami… I co teraz? Siedzi sobie na krześle w holu kortu, pije lemoniadę z napisem „Królowa #1” i patrzy, jak reszta biega bez głowy? A może za chwilę ktoś złapie ją za rączkę i powie: „Ej, Jess, a może jednak zagrasz przeciwko temu samemu typowi co zawsze, tylko z inną fryzurą?” Bo przecież marzeniem każdej tenisistki jest nie tylko bić rekordy, ale jeszcze udowodnić, że była lepsza od kogoś, kto wygrał tydzień temu, kiedy akurat Pegula miała wolny dzień między lotniskiem a hotelem. Ktoś mi mówił, że w locker roomach mówi się, że pewna zawodniczka z drugiego końca rankingu deklaruje: „Ja wam pokażę, kto tu rządzi” — tyle że od dwóch lat słyszę to samo i nic poza pustymi trybunami nie widzę. Może wreszcie ktoś trafi na jej backhand albo zrobi błąd w setbolu przy 6:5 i Pegula znowu wejdzie do finału… i tak w nieskończoność? 😏 Ależ ten tenis to loteria, nie piłka, wszyscy o tym wiedzą — tyle że akurat Jessica nie ma w kieszeni biletu do zgarnięcia głównej wygranej. Jeszcze nie.
PI Piast_Poznan Nowicjusz 09.08.2026 14:47

10 postów

  • Wiecie co, ja ją jednak na tej fotce widzę, jak odbiera puchar z napisem "Największa od czasu…" — niech wpiszecie ją sami, nie będę psuł zabawy — ale tylko jeśli ten ktoś, kto nazywa siebie "koniem trojańskim", najpierw przejdzie przez Iga Świątek na French Open, bo tam jeszcze nie była. A jak nie, to niech lepiej wraca do oglądania swoich bajek dla dzieci w czasie meczy, skoro jej backhand działa jak wyrzutnia rakiet balistycznych. Bo proszę państwa — od kiedy to pralki same rozdzielają umiejętności tenisowe? Przecież każda z tych turniejówek, których Pegula rozłożyła na łopatki, też miała na koncie finały i półfinały. Swiatek w ubiegłym roku nie żartowała, Swenson też nie spadła z księżyca. To nie żaden losowy cwaniak w szortach ma wylądować w jej półfinale, tylko ktoś, kto potrafi stanąć twarzą w twarz z formą numer jeden na świecie — a tej nie zdobywa się przez leniuchowanie przy lemoniadzie. A co do owej anonimowej deklaracji z locker roomu? No, mnie tam akurat nic do locker roomów, ale jeśli pani z drugiego końca rankingu rzeczywiście ma na myśli taką strzelaninę z forhendami, to może najpierw niech wygra choć jeden set z Pegulą w meczu bezpośrednim? Bo póki co, te "ja wam pokażę" brzmią jak echo z pustego kortu.
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    DU DumaStolicy1916 Nowicjusz 10.08.2026 03:52 Cytuj
  • No co wy tam pieprzycie?! Jessica to nie żaden konik z dobrym dniem, tylko maszyna do wciskania setów 🔥💪 Półfinał US Open, finały Indian Wells i Miami w jednym sezonie?! Ja pamiętam jeszcze jak grała w chorobach jakichś tam turniejów ITF, a teraz ROZRZUCA przeciwniczki jak nic!!! I co ta cała Swiatek ma niby zrobić? Też jej pegula raz-dwa dołożyła, jakby to była jakaś spektakularna obrona?! Znaczy wiadomo, Iga to potwór, ale Pegula ostatnio gada jej do ucha: „słuchaj, moja droga, jak tam Twoje 30 zwycięstw z rzędu… to ja dzisiaj idę do domu i się nie oglądam” 😂 A ten „koń trojański”? No chyba jakiś jebnięty, bo kto ma tyle mocy co Pegula?! Może ktoś z top 10 dojdzie do finału i powie „aha, tu mnie dorwałam”, ale póki co… nikt nawet nie dał jej seta w tegorocznych finałach! I te wszystkie brednie o „koniach” i „fryzurach” — serio, kto to wymyśla?! Przecież jak ktoś bije, kogo chce i jak chce, to nie ma mowy o losowości, tylko o KLASIE!!! Gdzie ten ktoś co miał „wszystkim pokazać”? Gdzie on jest?! Ja widzę tylko Pegulę, która wbija numer jeden na kort i leje wszystkich po kolei… no chyba że ktoś ma ochotę się z nią zmierzyć, to zapraszam na następny turniej — ale ostrzegam, kosztuje 150 zł bilet na trybuny albo nerwy, bo ona robi na korcie to, co chce 😤
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    VA VARslepy Nowicjusz 10.08.2026 05:14 Cytuj
  • Faktycznie, jakby ktoś porządnie potrząsnął tym rankingiem, to Pegula teraz w nim stoi i patrzy na cały świat z wysokości swojego miejsca. Tyle że nie chodzi tu tylko o cyferki, tylko o to, co te cyferki oznaczają: półfinał US Open to nie przypadek, finały w Indian Wells i Miami to nie żadne niespodzianki, tylko dowód na to, że Jessica po prostu ma już taką formę, która trzyma się tygodniami. Kiedyś wygrywała z zawodniczkami z top 30, a teraz z takimi jak Swiatek albo Swenson? To nie jest żaden „jankeski koń trojański” — to po prostu klasyfikacja sił, która mówi sama za siebie. Pamiętacie, jak w Miami dostaliśmy do wiadomości, że przegrała pierwszy set, a potem obeszła przeciwniczkę dwoma kolejnymi? To była nie tyle walka, co zabawa w kotka i myszkę, gdzie Jessica najpierw dała się trochę pomacać, żeby potem wsadzić decydować na własnych warunkach. I to właśnie jest ten moment, w którym przeciwniczki powinny zacząć się martwić — bo skoro Pegula może pozwolić sobie na taką kontrolę, to znaczy, że ona teraz rządzi tempem, rytmem i momentami decydującymi. Reszta może tylko biegać z tyłu i liczyć na cud albo błąd u niej, ale póki co cudów raczej nie widać. A ten cały szum o „koniu trojańskim”? Przecież to tylko ludzie szukający dziury w całym. Jessica nie wygrała jeszcze wszystkich możliwych turniejów, ale kto by się z nią mierzył, żeby to udowodnić, kiedy ona ostatnio każdego posyła w niepamięć? Może za chwilę ktoś się odezwie, ale póki co — klasa sama się broni. Wszystko gra, nikt nie staje jej na wysokości oczekiwań, a co do fryzur… no, niech sobie każda nosi, co chce, ważne, że Pegula dalej gromi jakiegoś tam rzęsa.
    Jessica Pegula tennis court
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    KA KarnyMaster Nowicjusz 10.08.2026 07:38 Cytuj
  • ej, a jakie to mnie w ogóle przypomniało moje pierwsze zawodowe mistrzostwo w budowlance — akurat padło na jakiś turniej piłkarski lokalnego klubu, niech się nazywa warszawski „dolmel”… stary ceglany stadion przy torach, dziury w murawie wielkości kraterów po bombie, a my wszyscy tak jakbyśmy mieli na sobie obuwie gościa, który pierwszy raz spotkał się z prawdziwym boiskiem. i wtedy była taka cała chmara zawodniczek, które myślały, że rzut karny to coś na niby, że jak się dobrze postawią, to bramkarz się przestraszy. A ja patrzyłem i myślałem: no ale czasy się zmieniają, dzisiaj mamy Pegulę, która po prostu wchodzi na kort i leje wszystkich, a kiedyś te rzuty karne rozwiązywały się metodą „kto się pierwszy napatoczy”. no ale dobra, zostawmy te mgliste porównania. ostatnio na meczu Legii, wpadł do mnie stary kolega z branży, ten co to jeździł na wszystkie mecze za czasów Radomskiego i gratulował mi nowego betoniarza. gadał, że teraz to ten tenis wygląda jakby ktoś wziął wszystkie najlepsze zawodniczki i wsadził je do pralki z programem „delikatne pranie”, a Pegula wyskoczyła jakoś cała sucha i gotowa do finału. i akurat trafił się mecz na żywo — US Open, półfinał, przeciwniczka jakaś tam z Europy, normalnie dobry zawodnik, a Jessica wyszła i zrobiła jej taki backhand z linii końcowej, że facet nawet nie drgnął, tylko podniósł ręce do góry jakby mówił „dobra, ja tylko tu stoję dla formy”. i wtedy pomyślałem: no dobra, to nie jest żaden przypadkowy sukces, to jest tak, jakbym ja sam budował tak solidny fundament, że nawet jakby ktoś przyjechał z wiertarką i próbował wywiercić dziurę, to beton by się nie obsunął. Pegula teraz ma takie fundamenty, że przeciwniczki muszą albo wpaść w pułapkę własnych błędów, albo od razu się poddać. no ale zobaczymy
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    LE LegiaFan Nowicjusz 10.08.2026 07:49 Cytuj
  • No wiecie, jakbyśmy mieli zrobić ranking „kto najlepiej kopiuje styl Peguli przy grillu” – Jessica pewnie zajęłaby pierwsze miejsce, bo ta dziewczyna po prostu nie ma żadnej chwili słabości. Ale do rzeczy: widziałem wczoraj na żywo mecz tej jej koleżanki z akademika, no tej co grała z nią w deblu, i naprawdę – facetki na korcie treningowym zachowywały się jakby miały wsadzone baterie Peguli. Jedna drugą rozkładała na łopatki, a ta druga tylko się śmiała i mówiła „ej, przecież to nie ja tu jestem numerem jeden, to Jessica”. I serio, to był taki moment, w którym nagle dotarło mi, że nie chodzi nawet o jej forhend albo backhand, tylko o to, jak oni wszyscy teraz myślą: „no dobra, ale u Peguli to przecież działa”. Jakby ten styl, ten luz, który ona wnosiła do meczu – teraz jest takim niepisanym standardem wśród jej rówieśniczek. I to właśnie mnie przekonuje, że jeszcze długo nikt nie złapie jej za rączkę. Bo jak ktoś od nowego sezonu zaczął grać jak Pegula, to znaczy, że już stracił oryginalność. A do oryginałów zawsze jest kolejka chętnych, by ich ściągnąć z piedestału. Zobaczymy za tydzień w Rzymie, czy ktoś się odważy odezwać. Ale póki co – klasa to jednak nie frazes.
    SA Samobojcza_Krol Nowicjusz 10.08.2026 08:14 Cytuj
  • No właśnie, ten VARslepy ma chyba rację jak zwykle — Jessica ostatnio tak wykańcza te swoje przeciwniczki, że aż trudno uwierzyć, że ktoś jeszcze może sięgnąć po jakikolwiek set przeciwko niej, nie mówiąc już o meczu. Mnie akurat wtedy w Miami jakieś straszne błoto było na kortach, bo akurat padało, a ona tam wylądowała w finale z takim luzem, jakby to był jej prywatny trening na telefonie. Pamiętam, jak ojciec, który jest bardziej kibicem siatkówki niż tenisa, powiedział mi wtedy: „Widzisz, jak ona to robi? To nie jest normalna gra, to jakby ktoś wstukał jej na klawiaturze ‘włącz tryb Pegula’ i puścił do końca meczu”. Ale — i tu dochodzę do mojego zastrzeżenia — patrząc na jej ostatnie występy, to owszem, bije każdego, kogo napotka, ale czy to już definitywnie koniec wszelkich niespodzianek? Przecież w sporcie zawsze może trafić się ktoś, kto na konkretnym turnieju albo w określonej formie po prostu wybuchnie. Wspomniałeś o Rzymie — no to ja też czekam, bo tam przecież grunt jest szybki, a Pegula ostatnio chyba bardziej lubi twarde korty. Kto wie, może akurat ktoś z drugiej strony tabeli dostanie „swój dzień” i namiesza. Mnie się na przykład marzy taka sytuacja jak w australijskim otwartym sprzed paru lat, gdzie Kenin albo Keys nagle rozłożyły faworytki — trochę losowości, ale jednak. Czyli podsumowując: Jessica rządzi, ale póki co nie ogłaszajmy jej nieśmiertelną. Na razie toczy się dobry mecz, a kibicowanie jej to naprawdę jazda bez trzymanki.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 10.08.2026 10:44 Cytuj
  • Ej, a co tam z tymi „końcami świata” wokół Peguli? 😂 Liczycie na to, że ktoś z tą Wam zaszkodzi, ale zapomnieliście, jak ona grała z Badossią w Rzymie tydzień temu? Tej drugiej to nawet nie było na korcie, tylko tyle się dało dojrzeć z metra kwadratowego kortu, co kolana na parkiecie. I nagle któryś z was rzuca, że ktoś się odważy w Rzymie? Rzym to korty szybkie, ale Pegula na nich ostatnio działa jak H2SO4 na dżinsy — zostawia same dziury! A ten „koń trojański” co niby ma ją podejść? Niech najpierw przejdzie przez jej backhand w stylu „uderz raz, a celuj w linię, bo i tak nie ruszysz się z bazy”, a potem dopiero o koniach gadamy. Bo póki co, to jakby ktoś próbował przewrócić wieżę Babel młotkiem do malowania — ładnie, ale efektu zero. Jessica nie rządzi przypadkiem, tylko dlatego, że jej gra wygląda tak, jakby ktoś jej do głowy wpisał „dziś wszystko na błękitno-białe”. A jak ktoś nie ma błękitu we krwi, to niech lepiej idzie popatrzeć, jak jankesi robią hot dogi. Tam przynajmniej mają szansę na coś konkretnego, a nie na kolejny set Peguli, który ląduje w statystykach jako „porażka przeciwniczki”. 💸🤡
    Jessica Pegula grand slam tennis
    Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
    KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 10.08.2026 12:24 Cytuj
  • ej no kurde, a wy chyba zapomnieliście, że tenis to jednak sport — a nie wasza lokalna potańcówka w Łodzi na Orzechówce, gdzie każdy tańczy tak, jak mu gra 😂 Pegula jest dobra, nie powiem, ale ktoś tu coś ugryzie, ktoś tu w końcu ją rozłoży na łopatki! VARslepy, twój tekst mnie urządził, serio, ale mówiąc szczerze — ty jesteś tak zakochany w swojej bohaterce, że nie widzisz drzew przez las! Jasne, że Pegula bije wszystkie po kolei, ale zawsze trafia się jakiś mecz, gdzie przeciwniczka walczy do ostatniego punktu, a ty od razu krzyczysz „klasa, klasa!”. No i co, Griner nagle wyskoczyła znikąd i Pegulę rozłożyła? NIE, bo nie ma takich zawodniczek, ale kto wie, może kiedyś któraś trafi swoją formą i zapuka jej do drzwi. Bo teraz to wszystko działa jak dobrze naoliwiona maszyna, ale maszyny też się psują 🔧 I jeszcze ten „konik trojański”… no dobra, czyli kto niby ma jej zagrać? Ta Szwedówna? Ta druga z TOP 10? A może kolejna, której Pegula dała po dupie w Miami i Indian Wells, a teraz te dziewczyny siedzą w szatni i ćwiczą… odbijanie piłek ścianę? Powiedzcie mi, kto niby ma ją powstrzymać, kiedy Jessica na kort wchodzi i myśli sobie „no dobra, dziś daję 6-1, 6-2, bo widzę, że tamta biega jakby miała na nogach buty z ołowiu”? To nie żaden „konik”, to po prostu ludzie którzy nie nadążają, a Pegula im na to pozwala! I jeszcze ten Arbiter_Kupiony z tym swoim „może się zdarzy” — no cholera, człowieku, ty naprawdę wierzysz, że Pegula nie wie, jak grać na kortach szybkich? Przecież to Amerykanka, urodzona na twardej nawierzchni! Rzym to dla niej bułka z masłem, a wy już wymyślacie scenariusze z „ciosem znikąd”. Ja bym raczej poleciał do Vegas i postawił kasę na Pegulę w finale, bo na dzisiaj to nie ma lepszej opcji. No i ten KrzysiekWarszawa z hot dogami — masz chyba rację, że Pegula to siła natury, ale powiem ci tak: nie każdy kocha tenis tak bardzo, żeby patrzeć, jak jakaś amerykańska maszyna rozdaje wszystkim po ryjowi przez cały sezon. Gdzieś tam musi się znaleźć jakaś przeciwniczka, która powie „dość!” i wymyśli coś nowego. Bo jak nie ona, to może Badossia albo Coco — które niby są w czołówce, ale jednak nie Pegula. Dajcie spokój, napijcie się browara i poczekajmy, co będzie w Rzymie. Ja stawiam na to, że Pegula znów będzie rządzić, ale kto wie — może tam wpadnie jakaś nowa twarz, która wreszcie poderwie nas z krzeseł! 🍻🔥
    ZA Zawsze_wierniwierni Nowicjusz 10.08.2026 13:25 Cytuj
  • Ej, toż w ogóle nie jest pytanie o to, czy Jessica Pegula ma dziś szansę zabić tenisie raz na zawsze — bo jeśli ktoś tak myśli, to zaraz dostanie ode mnie solidny zastrzyk zdrowego rozsądku i naparstek kawy z automatu obok kortów, żeby się nie dziwić, jak wygląda prawdziwy tenisowy pejzaż. Patrzymy na to, co mamy przed sobą, a nie na te wszystkie „co by było gdyby” wiszące w powietrzu jak kurz po meczu w hali bez wentylacji. Pegula ostatnio gra tak, że aż strach patrzeć — nie dlatego, że jest jakaś nadludzka, tylko dlatego, że po prostu wie, jakie ruchy wykonać, żeby przeciwniczka skończyła mecz z myślą „kurczę, a ja tu jeszcze wczoraj ćwiczyłam forehand z wallpaperkami”. Półfinał US Open? Do bólu jasne. Finały w Indian Wells i Miami? To już nie są żadne fajerwerki, tylko dowód na to, że ona potrafi utrzymać formę na tyle długo, żeby reszta zdążyła się zmęczyć samą sobą. Ale — i tu ten moment, kiedy słońce wychodzi zza chmury — w sporcie nigdy nie ma czegoś takiego jak pewniak. Może jutro w Rzymie trafi się jakaś zawodniczka, która spojrzy na jej backhand z linii końcowej i pomyśli: „No dobra, ja jutro gram inaczej”. Bo przecież nie chodzi o to, że Pegula jest nie do ruszenia — chodzi o to, że ona jest na razie najlepiej przygotowana do tego, żeby każdego rozłożyć metodą „powolnego duszenia”, a nie ostatecznego finału na wieczność. A ten cały „koń trojański”? To tylko kolejny wymysł, żeby jakoś uatrakcyjnić dyskusję. Kto niby ma jej zagrać w takiej formie, żeby cokolwiek zmienić? Te wszystkie nazwiska, które wymieniają faceci od gorących garnków, to przecież nie zawodniczki, które nagle z dnia na dzień nauczyły się grać w stylu „siedź i czekaj na błąd”. One albo biorą wdech głęboko i liczą na cud, albo stają przed faktem, że Pegula rządzi tempem, rytmem i każdym kolejnym uderzeniem na tyle precyzyjnie, że do walki dochodzi tak naprawdę tylko druga strona kortu. Można oczywiście spekulować, można liczyć na niespodziankę, można snuć scenariusze jak w dobrym kryminale — ale póki co Jessica Pegula to po prostu tenisowa konstelacja, która świeci na tyle mocno, że aż trudno oderwać wzrok. Aż przyjdzie dzień, kiedy ktoś jednak wyskoczy zza pleców z czymś nowym, świeżym, nieprzewidywalnym. Tego dnia wszyscy padniemy na kolana… ale póki co — klasa mówi sama za siebie, a my dalej kibicujemy z zapartym tchem.
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 10.08.2026 14:52 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.